A Wiatr... w sumie, nie wiedział co teraz. Był nieco zgubiony i zagubiony przy okazji, ale widok Pająka rozwiał wszystkie jego przykre, ciemne myśli o tym, że się zgubił na bok. Teraz skupił się już bezpośrednio na radości, jaka go ogarnęła w każdy możliwy sposób, nawet gdy słyszał te wszystkie obelgi. - Ja też się cieszę, że cię widzę! - odpowiedział, gdy ten tylko uchwycił jego kark. Nie było to bolesne, stąd się nie wyrywał ani nie rzucał. Po prostu pozwolił się im skryć, dopiero w tym miejscu machnął szyją, żeby być poza jego uchwytem. - No, dawno się nie widzieliśmy! Zapomniałeś o mnie? Myślałem, że chcesz się ze mną widywać. A tak często przychodziłem tam, że nawet aż innego kota z Wichru poznałem...! Nie powiedziałem, że się znamy, jak co.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Pajęczyna też nie wiedział, co teraz. Co miał zrobić z takim kotem? Który najwyraźniej nic nie ogarnia aż na tyle, że poszedł na terytorium wrogiego Klanu, od tak... Z jakiegoś dziwnego powodu poczuł się teraz za Wietrzną Łapę odpowiedzialny, co zdecydowanie nie pomagało. Co teraz... co teraz mogli zrobić, hm?
- Szukałeś mnie. - stwierdził fakt, starając się wyglądać i brzmieć na zirytowanego... ale niezbyt wyszło, bo prawdę mówiąc cieszył się z kolejnego spotkania z Wiaterkiem. Może i zapomniał o tym, że byli umówieni, ale nie zapomniał o samym gromiaku. Ostatnim razem spędzało im się czas całkiem przyjemnie, a point zaskoczył białego kocura nieraz. To było oczywiście dobrą rzeczą... bo teraz Pajęczyna chciał więcej. Może i miejsce ich spotkania wyprowadziło go z równowagi, ale teraz zdawał się pozbierać i nieco uspokoić. W końcu nikt ich póki co nie znalazł, a prawdopodobieństwo co do tego, że ktoś akurat będzie tu przechodził... było niewielkie, według Pajęczyny. A Wiaterek był... cóż. Niemądry i czarujący na swój sposób, tak samo jak ostatnio gdy się widzieli. Książę nie mógł go od tak zostawić na pastwę losu!
- Nie zapomniałem. Po prostu pochłonęły mnie obowiązki. Niedługo mam zostać wojownikiem. - pochwalił się, bo gdyby tego nie zrobił to nie byłby sobą. Może i zastanowiłby się nad tym, aby przeprosić. W końcu brzmiało to, jakby kompletnie wystawił biednego Wietrzną Łapę... Może by się nad tym zastanowił, ale słowa o spotkaniu przez gromiaka kogoś innego z Wichru wywołały w Pajęczej Łapie nietypową, nawet jak na niego, reakcję. Zmarszczył się nieładnie i poczuł, jak robi mu się gorąco w całym ciele. Na moment wysunął pazury. - Aha. Kogo takiego poznałeś? Było fajnie? - spytał jakby od niechcenia, wyraźnie podburzony. I spojrzał prosto w oczy kolegi, jakby chciał rzucić mu wyzwanie.
- Oczywiście, że szukałem! Co myślałeś, że tak po prostu przestanę za tobą chodzić i cię zapomnę? Nawet jakbyś kazał mi przestać, to bym o tobie pamiętał - wyjaśnił czym prędzej. Teraz też w sumie chyba go zaskoczył - bo czy Pająk spodziewał się Wietrzyka na terenie Wichru? Zapewne nie. - Naprawdę? Szybko ci poszło! Ja jeszcze trochę mam przed sobą...
Pokręcił od niechcenia oczami. Trening stał, ale jak kotka z Wichru właśnie zaproponowała, mógł pożyczyć sobie jakiegoś innego Mistrza, chociażby na moment. Żeby tylko trochę się pouczyć, a potem kontynuować z Dymiącym Stawem. I najpewniej o tym też by wspomniał, gdyby nie... zazdrość? Ze strony Pajączka. Wpierw otworzył szerzej oczy, potem z małym zakłopotaniem uśmiechnął się pod nosem. - Zgniłą Łapę. Było w sumie neutralnie, powiedziała że mogę ją pogryźć - nie zakazała mu, w odróżnieniu od białego, mówić że ją zna. A nawet gdyby, to... jemu mógł mówić. Bo o dziwo, jemu akurat ufał i chciał się dzielić z nim takimi rzeczami. - Nie działo się w sumie nic takiego. Rozmawialiśmy trochę o mamach i o umieraniu. A co?
Dopytał jeszcze. Tak... asekuracyjnie. Żeby wiedział czy naprawdę jest zły, czy Wiatrowi się tylko wydaje.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Nie wiedział, jak opisać to, co czuł słysząc takie słowa. Wietrzna Łapa właśnie mu powiedział, że będzie o nim uparcie pamiętał... no dobra, fakt, że o kocie takim jak Pajęczyna ciężko zapomnieć. Ale sam książę kłamałby gdyby postanowił powiedzieć, że sam nie myślał o Wiaterku raz na jakiś czas. W nim było coś wyjątkowego i wichrowy terminator musiał to przyznać, nawet przed samym sobą. Cieszył się, że wtedy, jakiś czas temu, na siebie wpadli i poznali się, spędzając razem jedno popołudnie. A teraz najwyraźniej pora na wyznania... no dobra.
Pajęcza Łapa prychnął cicho, co przypominało urwany śmiech.
- Wygląda na to, że naprawdę zrobiłem na tobie wrażenie, co? - mruknął, jakby zamyślony. - Ty na mnie też. - przyznał po chwili, na siłę przyjmując obojętną postawę i ostry ton głosu. Nie mógł przecież być zbyt miękki ani emocjonalny! On taki nie jest. Niech samo wyznanie wystarczy gromiakowi, niech się ten cieszy i tyle.
- W Gromie chyba dosyć słabo z treningami, mm... - stwierdził nieco ciszej, szurając pazurkami po ziemi. No i dobrze! Nawet, gdyby w środku chciał dobrze dla swojego, ekhe, przyjaciela z Klanu Gromu, to ten wciąż należał do wrogiego Klanu. Im później skończy trening, tym lepiej. Pajęczynę to niewiele zresztą obchodziło. Patrzył głównie na własny trening.
Na sam dźwięk imienia Zgniłej Łapy kocurek skrzywił się jeszcze trochę mocniej. Przypomniał sobie ich pierwsze spotkanie, pełne wrednych dogryzek i irytacji. Pod koniec ich rozmowy tamtego wieczoru nie było już aż tak emocjonalnie, ale to wszystko wciąż podnosiło Pajęczynce ciśnienie, gdy o tym myślał. Co to Zgnilizna sobie wyobraża? Chodząc po granicy, gadając z kotami z Gromu... miał ochotę to komuś zgłosić, ale wiedział, że sam robi dokładnie to samo. A w dodatku nie jest taki, jak Malina. Nie skarży każdemu, o wszystkim.
- Aha. Ciekawe macie tematy, przyznam. To też w stylu Zgnilizny. - odpowiedział, wzruszył barkami, dopiero po chwili chowając pazury i rozluźniając się minimalnie... bardzo minimalnie. Futro na karku wreszcie mu opadło. - Też pokazywałeś jej jakieś fajne sztuczki? Jaka szkoda... Myślałem, że jestem jedyny. - uśmiechnął się krzywo, wyraźnie starając nie pokazać po sobie swojego zdenerwowania. Myśl o tym, że Wiaterek może mieć innych znajomych z jakiegoś powodu doprowadzała Pajączka do szału. Czy to dlatego, że nie miał aż tak wielu własnych przyjaciół? Sam nie był pewien.
I zdecydowanie, nie potrzebował więcej. Taki krótki komentarz jak ten był dla niego wystarczająco dobry, ba, najlepszy na świecie - uśmiechnął się bowiem szeroko, jakby w podzięce za to, że w ogóle znów go pochwalił. A później - westchnął cicho. Fakt faktem, ostatnio jego ojciec kogoś tam wytrenował, ale nawet on widział że więcej jest terminatorów od wojowników. - No, dość średnio. Aż dziwne, co nie? Jak już zostaniesz wojownikiem, może ty będziesz mógł mnie uczyć, co? Wiesz, gdzieś na granicy! Albo tam, gdzie ostatnio się biliśmy, ha? - dla niego - nie było to problemem. Pająk nie był w jego Klanie, ale wtedy chyba już mógłby mu przekazywać jakąś wiedzę, co? Wtedy by mieli preteksty do częstych spotkań! - Nic nie pokazywałem! Mówiła, że wyglądam jak pies - to jeszcze dodał, bo to nadal gdzieś w głowie mu się odbijało. Nie był o to zły czy urażony, było to śmieszne. Gdyby psy wyglądały jak on, nawet z samego kształtu pyska, byłyby niezłymi pokrakami! - Nie wiem w sumie co jest w jej stylu. Narzekała trochę na rodziców, ale to chyba normalne tak czasem ponarzekać. Nie lubisz jej?
Wniosek dość... cóż, jasny. Po reakcjach, tonie głosu. Takich nie jakie pamiętał z pierwszego spotkania.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Wiaterek zdawał się być wesoły jak zawsze i, dziwnie, sprawiło to że Pajęczyna poczuł się... lżej. Odetchnął przez nos widząc szeroki uśmiech kota przed sobą i ani na moment nie odwracał wzroku, tak jakby starał się zapamiętać każdy mały szczegół widoczny na pysku kolegi. Sam nie wiedział czemu. Od tak, energia którą wykazywał się gromowy terminator była w jakiś sposób zarażająca. Jak jakieś choróbsko, ale takie dziwnie pozytywne. Chyba. Pajęcza Łapa nigdy nie był zbyt dobry w nazywaniu swoich uczuć, zresztą to nie było istotne! Chciał jedynie wykorzystać głupotę dużouchego, naiwnego terminatora.
Słowa Wietrznej Łapy zdawały się go nieco zaskoczyć. Zapomniał na moment, że mieli się kumplować i spotykać dalej, tak długo... ale właściwie póki co było na tyle ciekawie, że białofutry nie zamierzał narzekać. Zastanowił się chwilę, skacząc wzrokiem dookoła, a potem wzruszył barkami.
- Ha... no dobra, właściwie to nie brzmi tak źle. Może nawet być fajnie. - wyszczerzył kły. I choć nie chciał pomagać Gromowi z terminatorami za darmo, to samo spędzanie czasu z tym konkretnie kotem było kuszące. Póki co. Niestety, nie wykluczone przecież że syn Lśniącej Sadzawki nagle zmieni zdanie! - Tylko lepiej nie na terenach Klanów, co?
Fakt, że Wiaterek jej nic nie pokazywał zdawał się uspokoić Pajęczynkę jeszcze trochę. Książę zrobił obojętną minę i poruszył łbem, tak żeby kości w karku mu strzeliły.
- Pies? - kąciki jego warg uniosły się lekko. - Właściwie, jak przymknę oczy... - zaśmiał się, pokazując szereg ząbków i język. Teraz wyglądał, jakby przed chwilą nie miała miejsca żadna scena zazdrości. - Nooo nie wiem. Była dosyć irytująca, kiedy po raz pierwszy rozmawialiśmy. A co, ty ją plubiłeś? - przeszedł krok w bok i usiadł obok gromiaka, elegancko owijając łapy ogonem i prostując się.
- Na pewno będzie totalnie fajnie! Wiesz, zawsze będziemy częściej się widywać i będę umiał się bić tak jak ty, i będę wiedział to co ty i w ogóle... Będzie po prostu super! Wyobraź sobie, nikt chyba nigdy nawet tak nie robił, bylibyśmy pierwsi! - uderzył łapami dwa razy o podłoże w ekscytacji, później machnął delikatnie głową. - Totalnie nie, pójdziemy tam do Dębów. Albo gdzieś poza! Wiesz, gdziekolwiek by to nie było, byłoby idealnie.
Bo akurat miejsce go nie obchodziło. Wiatr mógł się dostosować do wszystkiego, nawet do takich rzeczy jak ten żart że był nazywany psem. Kto wie, może w przyszłości nawet zmienią mu imię na jakieś psie...? Skoro a taki pysk? Co też było dziwne! Nie tylko on tak wyglądał, widział mnóstwo kotów z taką właśnie urodą! - Sam nie wiem - jego barki się poruszyły. - Jest okej. Nie spędzaliśmy dużo czasu razem. Nie, że jej nie lubię, bo jest okej do pogadania, ale nie sądzę abym biegł za nią przez tereny Wichru, jeśli to ma znaczenie.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Byłoby idealnie, tak? Hm. Właściwie to Wietrzna Łapa się jakoś bardzo nie mylił. Byłoby to zdecydowanie interesujące, może sam Pajęcza Łapa mógłby nauczyć się czegoś w trakcie takich nietypowych lekcji. W końcu point pokazał mu że potrafi się bić... pokazał dosyć dobitnie. Najwyższa pora, aby Pajączek się mu odwdzięczył! A to idealna okazja, tak! Sam nie wiedział czemu, ale ta wizja sprawiła iż sam wichrowy terminator poruszył łapami po ziemi, jakby w ekscytacji.
- Dobra, dobra... W takim razie umówimy się gdzieś. - uśmiech białego się poszerzył. Z jakiegoś powodu regularne spotkania z Wietrzną Łapą wcale nie brzmiały źle, ani irytująco. Póki co nie było tak, że gromiak grał mu na nerwach albo coś. Był zaskakująco w porządku jak na kogoś spoza Wichru... - Tak bardzo, jak nie obchodzi mnie Klan Gromu... przyznam, że będą dumni z takiego wojownika jak ty, jak już z tobą skończę. - powiedział, a może zagroził? Był przekonany, że jego przyjaciel będzie zadowolony z jego nauk, a co dopiero inne koty. Ktoś świeżo po własnym treningu na pewno będzie uczył dobrze, zwłaszcza jeśli jest takim Pająkiem! On to jest dopiero bystry!
Wzruszył barkami na słowa o Zgniliźnie, udając że wcale nie był tym poruszony.
- Przyznam, że w Klanie Wichru nie ma jakiejś wielkiej ilości kotów dobrych do rozmowy... większość działa mi na nerwy. - westchnął. - Ale to nic, wiesz? Jak już zostanę Gwiazdą, wszystko się zmieni. Dopilnuję tego. - wyprostował się na moment, zadzierając łeb by spojrzeć na liście drzewa nad sobą. Teraz mówił już spokojnie, skupiony na czymś innym niż zazdrość. Wiaterek skutecznie uspokoił swojego kolegę, na to wygląda. - A ty? Masz teraz jakichś kumpli w Klanie? Chyba nie są jacyś świetni, skoro wolisz mnie, hmm? - mruknął, zerkając na kocurka kątem oka. Czekał chyba na konkretną odpowiedź.
- Przecież, że będą! Pomyśl tylko, sam w sobie już umiem coś, co nie? Jak tylko połączymy siły, będę praktycznie nie do pokonania!!! A ty będziesz mógł się... uh... mógł się dumić tym, że dzięki tobie taki jestem, taki a nie inny! - wyszczerzył kły w szerokim uśmiechu. Nie wątpił, że tak może się stać. Wiedział w końcu, że jest piekielnie silny i jeśli dobrze podejdzie do walki, zwinny i dobry w okładaniu mord. Jeśli Pająk go będzie uczył czegokolwiek, tłumaczył mu wszystko co tylko mogłoby się mu przydać, na pewno byłby jednym z najlepszych Wojowników w całym lesie. I słusznie, i dobrze. Tak powinno być. - Planujesz być Przywódcą? - uniósł brew do góry, nie przestawał się uśmiechać. Jemu osobiście nie zależało. Gdzie miał to kim by był, tak długo jak mógłby walczyć. Bycie Przywódcą go osobiście nie kręciło, bo to same ograniczenia. Musiałby się zachowywać, musiałby dbać o innych, musiałby szczerze brać udział w życiu Klanu. I czy mu się chciało? Niespecjalnie. Wolał sobie być sam dla siebie i zajmować się swoimi sprawami. - Mam rodzeństwo, ale nie wiem czy to się liczy. Poza nimi... Chyba Bóbr, może Mak. Nie wiem, mogę gadać z każdym, tak szczerze, ale żebym lubił kogoś i uważał za przyjaciela to inna sprawa. Dużo kotów mnie po prostu szybko... nudzi. Miło z nimi mieć kontakt, ale to nic więcej. Ktoś musi być specjalny, żeby szczerze przyciągnąć moją uwagę na długo. Jak ty.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Czy powinien był się na to zgadzać? Patrząc na dobro Klanu Wichru... może i nie. Ale taka była już uroda Pajęczynki, że czasami robił rzeczy też z powodu własnej ciekawości. I choć treningi z Wiaterkiem mogły nigdy mu się nie przydać w sprawach Klanowych, to i tak był zainteresowany tym, co czeka ich współpracę. W dodatku kto wie! Może okaże się, że gromiak przypadkiem zdradzi mu swoją słabą stronę czy coś. To się przyda! Ah, jaki ten Pajęcza Łapa był mądry! Nie musiał nawet przemyśleć tej sprawy, a i tak postąpił dobrze!
- Mhm, mhmmm... Masz rację. Myślę, że oboje znajdziemy w tym jakieś pozytywy. Bądź tylko taki dobry i nikomu o tym nie mów... jesteś bystry, prawda? Wiesz, że nie wolno. - pokazał kiełki w lekkim uśmiechu, trochę przypominającym grymas zamiast czegoś pozytywnego. - Moja mistrzyni to jedna z najlepszych wojowniczek w Klanie. Przekażę ci to, co ona przekazała mnie. Ale... oh... co takiego możesz dać mi w zamian? - spojrzał na kocura wielkimi oczami, udając zdumienie i zamyślenie tym wielkim nowym tematem. No tak... przecież czemu książę miałby się tak bardzo trudzić za nic? Nie, sama satysfakcja z udanego treningu mu nie starczy!
Wietrzna Łapa zdawał się być trochę zaskoczony faktem, że on chce być przywódcą. To natomiast zdziwiło Pajączka, który poruszył uchem i na moment zamknął pysk, tylko po to aby zaraz znów uśmiechnąć się w swój czarujący sposób.
- Planuję i zamierzam. Wicher potrzebuje kogoś takiego, jak ja. Nasza aktualna Gwiazda ma gdzieś dobro Klanu! Ja dopilnuję, aby był on potężny, tak jak powinien być. Zobaczysz, kiedyś będziesz mnie znał jako przywódcę. Zaszczyt, nie? - zamruczał, przysuwając się mordą bliżej kolegi, tylko na kilka uderzeń serca. Tak, jakby chciał tym gestem wepchnąć mu swoje słowa jeszcze mocniej w mózg.
Słuchał wypowiedzi drugiego kota o gromiakach i zrozumiał że niewiele go to obchodzi. I tak ich nie kojarzył! Ale następne słowa pointa... to już wyraźnie zadziałało prosto na ego białego kocura, który wyprostował się i napuszył niczym bardzo dumny gołąbek. Zignorował to, jak jego serce zabiło mocniej, a ciepło wspięło się po jego uszach, aż do śnieżnobiałych pędzelków. Miał ochotę zamruczeć, ale szybko zdusił w sobie to uczucie.
- Specjalny... jak ja. - powtórzył cicho, a jego uśmiech z każdym nieco przyspieszonym uderzeniem serca zdawał się poszerzać. - Miło jest mieć takiego przyjaciela. Wreszcie ktoś, kto mnie docenia... Wiesz, Wiaterek, czuję dokładnie to samo względem ciebie. Każdy inny gromiak już dawno zostałby zatargany za uszy do obozu Wichru i oddany na łaskę moich klanowiczów, ale ty... jest w tobie coś, co nie pozwala mi być obojętnym. To pewnie dlatego, że czuję to jakim silnym wojownikiem kiedyś będziesz. Zostaliśmy stworzeni do współpracy, na to wygląda. - powiedział zaskakująco jak na siebie ciepło, nie przerywając kontaktu wzrokowego z głęboko niebieskimi oczami pointa, uśmiechając się szeroko.
Pajączek zasugerował, że jest mądry... ale w taki sposób, że Wiatr mógł jedynie poczuć swego rodzaju wstyd. Gdyby nie warstwa futra na jego pysku, najpewniej zaświeciłby się na czerwono. Jedynym, co jego przyjaciel mógł zauważyć, to odwracający się gdzieś na bok zażenowany wzrok i niepewny uśmiech, mimowolnie wskakujący na jego mordę. - Jestem dość mądry... - mruknął w końcu. Nie, nie otaczały go złe emocje, po prostu ubiór w słowa był... jakby mówił do kociaka. A przecież byli praktycznie w tym samym wieku! Szybko jednak wstyd się od niego odsunął, bo kontynuowali rozmowę, a białofutry książę spytał, co mu Wiatr ma dać w zamian. - A co byś chciał?
Bo tu nie mógł oferować fajnych sztuczek. To troszkę inna kategoria wymiany, troszkę innych rzeczy mógł żądać. Wszak miał Wiatr uczyć, a nie przejść się z nim na spacerek i ładnie obok niego wyglądać. - Mój tata jest zastępcą. Niespecjalnie mi przysługuje z tego cokolwiek, przynajmniej póki co... ale jak TY będziesz Przywódcą, będę mógł chodzić do ciebie kiedy chcę, bo nie pozwolisz innym mnie dotykać i krzywdzić. Prawda? - naiwności ze strony pointa nigdy za wiele, ale szczerze? W tym wypadku nie wątpił nawet, że tak będzie. W końcu... jako prawo, będzie mógł decydować o czym tylko chce! Prawda? Na pewno tak. - Też myślę, że jesteśmy dla siebie stworzeni. Patrz, no, jakbyśmy nie byli, to na pewno nawet na siebie byśmy nie wpadli! - powiedział czym prędzej. Och, jakże miło. Jakże przyjemnie ciepło było, kiedy mógł tak z kimś porozmawiać, kiedy ktoś w ogóle go interesował na dłużej niż parę sekund. - No, i ty też nim będziesz! Będziemy wzajemnie się wspierać, aż będziemy najlepsi. Już zawsze, prawda?
Na pewno. Nie wierzył, ponownie, aby to Pająk go chciał kiedykolwiek zostawić. Byli... zbyt blisko siebie, zbyt bardzo się lubili, aby to nagle uznał, że nie chce mieć patykowatego przyjaciela przy sobie. - Ty też jesteś moim najlepszym, najmilszym przyjacielem, Pajączku. Mógłbym znać każdego kota na caaaałym świecie, a chyba żaden by nie był nawet w połowie tak fajny jak ty! I też nie mógłbym na ciebie patrzeć obojętnie. Weź, jakby ktokolwiek cię tknął to bym go tak strzelił w pysk, że za ten wielki dąb by przeleciał... - parchnął tu na koniec, niby to w złości, żeby pokazać jak bardzo mu taka myśl w ogóle przeszkadza, ale w praktyce - nie było mowy, żeby był zły. Nadal się uśmiechał, nadal cieszył. Przy Pajączku nie mógł inaczej.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Byli praktycznie w tym samym wieku, więc dlaczego Pajęczyna dobrał słowa w ten sposób? Cóż, to nie tak, że nie szanował kolegi. Ten pokazał mu nieraz, że jest warty uwagi i szacunku. Wichrowy książę po prostu zauważał to, jak ten nieraz się zachowuje, jakie ma podejście do życia. Wiaterek był tak... pozytywny. W każdym możliwym znaczeniu. Patrzył na wszystko optymistycznie, zupełnie jak niczego nieświadome kocię. Pajęcza Łapa po prostu nie mógł się oprzeć traktowaniu go tak od czasu do czasu. Nie rozumiał jego podejścia do życia, uważał je za zabawne... kto coś takiego widział! Dlatego biały kocur dalej się uśmiechał, niezrażony pełną zażenowania reakcją przyjaciela.
- Hmmm... Może zdradzisz mi sekret? Coś, co dotyczy ciebie... albo Klanu Gromu? Lubię sekrety. - starał się wyglądać niewinnie, ale złowieszczy uśmieszek sam pchał się na jasną mordkę. Kocur przeciągnął się w miejscu a potem okrążył Wietrzną Łapę, przyglądając mu się z każdej strony i jakby nad czymś zastanawiając.
- Twój tata zastępcą... hm. Tego nie wiedziałem. - uniósł lekko brwi. Właściwie brzmiało to tak, jak coś co dałoby kotu trochę lepszą reputację w Klanie. Tak samo jak on był szanowany z powodu matki medyczki! Nieprawdaż? A na pytanie kolegi Pajęczynka pisnął, starając się powstrzymać śmiech. - Jasne, że tak. Będziesz gościem w moim Klanie... mógłbyś nawet dołączyć do Wichru! Nie masz w sobie naszej krwi, co prawda, ale przyda się twoja siła. I towarzystwo... - lekko otarł się o bok kocura, jakby chciał go szturchnąć ale nie do końca mu wyszło. Ten kontakt fizyczny trwał o jedno uderzenie serca za długo, jak dla niego samego.
- Uważasz, że Gwiezdni tego chcieli i połączyli nasze ścieżki? To możliwe... nie pierwszy raz spotyka mnie coś takiego. Gwiezdny Klan specjalnie układa moją ścieżkę. Stąd wiem, że czeka mnie coś wielkiego. A teraz ty też będziesz częścią mojego wielkiego planu. - zamruczał ledwo słyszalnie, szczerząc kły do gromiaka. Na jego dalsze słowa zastanowił się chwilę, ale tylko chwilę. - Zawsze... Trzymam za słowo, gwiazdko. - i jego uśmiech jeszcze się poszerzył.
Słuchał miłych słów Wiaterka, pusząc się z dumy coraz bardziej z każdym określeniem skierowanym w swoim kierunku. O tak, jeśli Wietrzna Łapa będzie mu tak mówił, będą mogli spotykać się nawet na Srebrnej Skórce, długo po śmierci! Jakże Pajęczynka uwielbiał komplementy...
Zaśmiał się cicho, aż zadrżały mu wąsy.
- Naprawdę szkoda, że musimy spotykać się w tajemnicy... Gdybym mógł, oznajmiłbym innym wichrzakom to, że nie mają prawa cię tknąć. Niestety, będziesz musiał pokazywać im to samodzielnie... póki co. Nie pozwól im się... uszkodzić, dobra? Pamiętaj, że tylko ja mogę cię krzywdzić. - spojrzał gromiakowi prosto w oczy. O, czyżby Pajączek właśnie poprosił Wiaterka, aby ten na siebie uważał? Na swój sposób, ale... może przesłanie przeszło.
Sekret? Jego pysk wykrzywił się w grymasie, kiedy to wzrok przekierował na niebo. Nie, aby nie chciał się niczym dzielić. Wiatr... nie miał sekretów. Bo skąd miałby jakieś znać? Niespecjalnie zadawał się z kimkolwiek poza bratem i siostrą, a ci niespecjalnie dzielili go sekretami. Jakimikolwiek. A jeśli to robili - Wiatr nawet o tym nie wiedział. - Uh... mój brat... chce być medykiem? Mówił, że między innymi, dzięki niemu spotkałem naszego dziadka. W sensie, dzięki jego koledze, bo niby dziadek był Gwiezdnym. A to nieprawda, bo mi się wydaje że Gwiezdny nie mógłby ze mną fizycznie spędzać czasu - w sumie... to był sekret? O spotkaniu z samotnikiem wiedziały teraz tylko trzy koty. - Uh... Powojnikowe... coś tam. Pęd? Chyba zaginęła. Ale to nie sekret. Chyba każdy o tym wie.
Chyba. On wiedział, że jej nie było. Albo chorowała, albo zniknęła. Nie ważne - powiedział, że jej zaginięcie było prawdopodobne, nie pewne. Nie można było go winić za nic, jeśli kotka faktycznie była tylko chora i nie pokazywała się nigdzie w Klanie. Później wzruszył ramionami - Wiatr nie miał tajemnic czy sekretów. - Naprawdę! Jakbyś mnie nazwał? - uśmiechnął się szeroko. Skoro miał zamiar być przywódcą, mógł rozdawać imiona - i niech go łapa broni przed jakimiś kwiatkami czy innymi delikatnymi rzeczami. Wświdrował w niego wzrok, łagodząc go dopiero na te krótkie otarcie się. To wystarczyło, aby Wiatr nieco się rozproszył, uśmiechnął, zamruczał. Milutko mu było, ot co.
Puścił powietrze nosem, ponownie mając wrażenie że gdyby nie futro na mordzie, mógłby spłonąć w czerwieni. Gwiazdka, jakie to kochane! On sam otworzył mordkę, by zaraz i jemu zaserwować jakieś miłe słówko, gdy wnet zdał sobie sprawę że... nie potrafił. Nie, że nie chciał, po prostu nie znał żadnych miłych, odpowiednich do tego słów. Huh. Płomyk chyba będzie miał wizytację w postaci młodszego brata, proszącego o jakieś pieszczotliwe słowa. - Ale byś mnie i tak nie skrzywdził. Nie wierzę, żebyś mnie umyślnie skrzywdził. Nie ważne co by się działo - pomachał łbem na boki. Nie, nie było opcji nawet na taką myśl. Pająk może i chciałby to zrobić, ale... Wiatr do końca by myślał, że jego przyjaciel tak naprawdę nie ma nic złego na myśli. Naiwność powiązana z zaufaniem mogły go zabić. - Nie dam się nikomu tknąć. Jak ktoś mnie spróbuje skrzywdzić, to ja skrzywdzę tego kota. Badylem przez łeb!
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Pajęcza Łapa sam uwielbiał być kotem pełnym sekretów. Nie wiedział, co takiego miałby ukrywać, bo raczej dzielił się swoimi planami z każdym napotkanym kotem... ale podobała mu się ta atmosfera tajemniczości, która, według niego, podążała wszędzie gdzie chodził. Zaś Wiatr? Nie zdawał się być bardzo tajemniczym osobnikiem. Pewnie i tak nie miał nic do stracenia... a jeśli miał, to trudno. To i tak nie sprawa jego wichrowego kolegi.
- Medykiem... skąd ja to znam. - mruknął. Ale następne słowa kumpla wyraźnie zaciekawiły Pajączka, który postawił uszy i przyjrzał się mu zmrużonymi oczami. - Gwiezdny? Mówisz, że podobno spędzałeś czas... z Gwiezdnym? - spytał, przechyliwszy łeb w bok. I jak to możliwe, że on dotąd o tym nie wiedział? Zastanowił się też chwilę na słowa o jakimś zaginionym kocie... ale prawdę mówiąc nie znał tego Pędu więc niewiele go to obchodziło. Jednak kiwnął pointowi łbem, na znak że jest w miarę usatysfakcjonowany tym, co dostał z jego strony.
Zastanowił się chwilę, jeszcze raz badając gromowego kolegę spojrzeniem. Zgodził się na dołączenie do Wichru od tak? Dobrze. Dobrze, że wiedział, który Klan jest najlepszy. Powinien się cieszyć z takiej okazji. Pająk wiedział, że zapamięta to na przyszłość, na czas gdy już będzie Gwiazdą.
- Chciałbym, żebyś został Wiaterkiem... to zaszczyt, mieć imię tak podobne do Wichru. Wiatr, Wicher... prawie to samo. - przygryzł kłem wargę w zamyśleniu. - Wietrzna Burza, może? To silne imię. Albo mógłbym to trochę zmienić i nazwać cię Wyjącym Wiatrem. Wiesz, tak jak przy wietrznej pogodzie czasami słychać dziwne dźwięki, przypominające jakieś zwierzę... - nie był w pełni usatysfakcjonowany swoimi pomysłami, ale to najlepsze co mógł wymyślić na poczekaniu. Także zaraz kiwnął łbem, jakby sam do siebie. - Mamy na to jeszcze czas... I tak jeszcze czeka nas skończenie treningów, bycie zwykłymi wojownikami... - wzruszył barkami. Samo to nie było złe, ale wiadomym było to, że książę chciał od życia więcej.
Oh, wcale nie musiał odpowiadać żadnymi miłymi słówkami... Pajęczyna by je docenił, ale nie spodziewał się ich i tak. Wciąż wyglądał na zadowolonego i zrelaksowanego.
- Umyślnie bym cię nie skrzywdził? A co z tym, jak będziemy ćwiczyć walkę? Wiesz, że nie puszczę cię z powrotem do obozu bez zadrapań. - wykrzywił mordkę i zrobił jednym okiem coś, co przypominało mrugnięcie. Sam nie wiedział, czemu. Chyba chciał tym przekazać drugiemu kocurowi, że przecież by go umyślnie nie zabił... Dopóki nie musiał. Dla dobra Klanu zrobiłby przecież tak wiele... - To właśnie mój Wiaterek... pewny siebie, silny. Przyznam ci się do czegoś, wiesz...? Była twoja pora na sekrety, teraz kolej na mnie... Matka chce, abym w przyszłości był przywódcą. Na zastępcę miałem wziąć swoją siostrę, Malinę... ale wolałbym, żebyś to ty był u mojego boku. Może i to odległe jak na plany, ale wiedz, że takie słowa z mojej strony znaczą wiele. Jesteś godny zaufania i wojowniczy. Musimy tylko popracować nad umiejętnościami, i będziesz idealny. Co ty na to? - na jego pysk wkradł się ten znajomy, nierówny uśmiech, przypominający trochę grymas. Ale prawda była taka, że Pająk w tej chwili był wyjątkowo... otwarty. Jak na siebie, w każdym razie. Patrzył koledze prosto w oczy, i w trakcie swojej wypowiedzi zbliżył się tak, że drugi kot mógł czuć jego oddech na wąsach. Wiadomym było to, że mówił na poważnie.
- No. Niby tak. Ale dla mnie to bzdura. Dziadek żył i mnie uczył, a ja z nim rozmawiałem. I w ogóle, na pewno nie był duchem. Widziałeś kiedyś ducha? Ja nie. Więc ich nie ma - prosta droga dedukcji, która nie była do obalenia. Jeśli nie widzieli duchów, Gwiezdnych nie było. I... nic tego nie zmieni. Nie, aby w ogóle w nich nie wierzył. Po prostu nie wierzył w nich zmaterializowanych wśród kotów i tak o, hasających sobie tu i tam, zaczepiających kociaki i w ogóle. No, trochę nijak to brzmi. - Wyjący Wiatr brzmi spoko. Szczególnie, że jak macham patykiem... to on tak śwista, to tak jakby wyje, nie? - noo, i takie imię to mu się podobało! Brzmiało dumnie, z sensem, nie jakoś tak... nijak. Groźne może i nie było, bo wycie to chyba nie kojarzyło się nikomu z niczym poza... no, wyciem, ale brzmiało dobrze. Adekwatnie do niego samego. - Chyba, że się wymyśli jeszcze coś innego! Bo jak mówisz, czasu jest dużo... i na dobrą sprawę, możemy wymyślić peeeeełno innych imion. Ale to mi się podoba bardzo.
Podkreślił raz jeszcze z ciepłym uśmiechem na mordzie. Nie potrzebowałby mieć nie wiadomo jakiego imienia, bo... po co. Nadal kazałby zwracać się do siebie jako "Wiatr" i nawet najpiękniejsze imiona by pozostałby gdzieś jedynie formalnością, jakiej by nigdy nie używał w praktyce. - W sensie, wiesz... chodziło mi o to, że nie wydłubiesz mi oka ani nie połamiesz łapy, ani nie urwiesz ucha... bo tego byś nie zrobił. Jakieś zadrapania by nie zrobiłby mi nic złego. Sam przecież cię podziabałem i poza tym, że zacząłeś pachnieć mną, większa krzywda ci się nie stała. Prawda? - uniósł brew do góry. Owszem, blizny... no, nie miał nic przeciw nim. Zdarzało się każdemu je zdobywać, ale między nim a aktywnym próbowaniem unieszkodliwienia przeciwnika. Na jego mrugnięcie, uśmiechnął się ciut szerzej. Rozumiał to jako mniej więcej tyle, że Pająk mniej więcej tak samo myślał jak Wiatr. - Wal, śmiało.
Po tym zamienił się w słuch. I faktycznie, słusznie że to zrobił. To, że jego mama chce go jako Przywódcę, nie było niczym... niesamowitym. To było marzenie Pająka, normalne że go w tym wspierała. Kolejna część w każdym razie... była o niebo bardziej interesująca. Jego uszyska dźwignęły się do góry, a morda z chwili na chwilę coraz bardziej otwierała. Wygryzłby swoją siostrę z planów na rzecz Wiatru? Kota z zupełnie innego (póki co!) Klanu?... - Ja... - zaczął cicho. Nie chciał być Przywódcą. Najchętniej nigdy w życiu by się nie zajmował takim stanowiskiem. Nie był do tego odpowiedni. Jego roztrzepanie, pewność siebie, niezłomność i nie wiadomo co jeszcze prędzej doprowadziłoby do wojny, niż do dobrego przywództwa. Kłapnął mordą, w końcu ją zamykając, machnął łbem. - Jeśli tylko byś chciał, byłbym gotów władać u twojego boku.
Wymruczał cicho. Nie, bo chciał władzy. Po prostu chciał być z przyjacielem. Jeżeli tylko będzie przy Pająku, wszystko będzie dobrze. Był tego w stu procentach pewien. - Nie boisz się, że twoja siostra będzie mieć o to problem?...