Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Zmrużył lekko oczy słysząc te słowa, zwracając uwagę na ton z jakim odzywała się Zgnilizna. Brzmiała na zdenerwowaną, na złą z powodu tego wszystkiego. Nie sądził, że po prostu miała zły dzień. Biło od niej tymi wyrzutami, skierowanymi najwyraźniej głównie w jego stronę. W każdym razie tak widział to sam Pająk, teraz, gdy w tej chwili tak się jej przyglądał.
- Zadziwiające… Spodziewałem się, że Lawendowa Gwiazda opowie wszystkim o tym, jaki okropny byłem. Że Lśniąca Sadzawka poruszy wszystkich swoim zawodzeniem na temat tego, jak to ją zostawiłem na starość. – powiedział, unosząc na moment wzrok, tak jakby wyobrażał sobie tą scenę. Zebrane koty, ale żaden z nich nie zaskoczony. Każdy wiedział, że Pajęczyna jest zły. Każdy, najwyraźniej. Po chwili biały kocur zmarszczył lekko nos i wrócił spojrzeniem do postaci Zgnilizny. – Najwyraźniej nie zasłużyłem nawet na to. – dodał gorzko.
Nie widział takiej możliwości, zupełnie szczerze. Jak miałby wrócić, i po co? Na co mu powrót z podkulonym ogonem, kiedy to byłby traktowany nawet gorzej niż wcześniej? Absolutny brak szacunku i uznania dla kogoś, kto starał się za dziesięć wojowników, a nawet nie mógł otrzymać wojowniczego imienia.
Pozostał spokojny, widząc jej nerwowe zachowanie, choć szczerze nieco go zaskoczyło. Poruszył uchem i przez kilka uderzeń serca wyglądał, jakby lekko się uśmiechał.
- Napotkanym kotom przedstawiam się imieniem Pajęczyna. Nie jest to wyjątkowo kreatywne… ale może wpadnę na coś lepszego z czasem. – rzucił obojętnie. Dopiero po tym wyprostował się i zrobił krok w kierunku wojowniczki. – Zacząłem myśleć, że nie jestem dla ciebie nikim ważnym. A jednak jesteś wściekła, prawda? Na kogo… na mnie? Masz mi za złe, że cię zostawiłem, czyż nie? – uniósł brwi, znów marszcząc lekko nos i pokazując przy tym kilka zębów.
Podczas gdy jej rodzeństwo rosło wzwyż, ona zdecydowanie zwolniła. Początkowo średniej wielkości, teraz śmiało można powiedzieć, że została najmniejszą ze swojego miotu i ma zadatki na bycie jedną z najmniejszych z kociąt Trawiastej Polany i Wietrznego Dnia, ku własnej irytacji. Nie zostanie jednak zdmuchnięta przy pierwszym mocniejszym podmuchu wiatru, bo mimo, iż niska, to nie jest wychudzonym chuchrem. Jest co prawda bardziej szczupła niż pulchna, jednak jej tułów jest kanciasty, zbudowana niczym klocek, osadzony na mocnych, szerokich łapach, na których już można dostrzec rozwijające się mięśnie. Równie kanciasta jest jej mordka, trójkątna i o ostrych rysach, które wyraźnie zaznacza rozczochrane, odstające futro, o które kocica nigdy nie raczy zadbać. Jej sierść jest szorstka i w wiecznym nieładzie, odstająca w każdą możliwą stronę, przez co wygląda ona miejscami na dłuższą niż jest w rzeczywistości, barwy równie chaotycznej co jej ułożenie. Zgnilizna jest dymnym szylkretem o turkusowych ślepiach, które zdecydowanie przyciemniały odkąd wybarwiły się z kocięcego błękitu. Jej umaszczenie to mieszanka czerni, szarości, bieli i rudości, którą głównie widać w miejscu gdzie jej sierść jest krótsza i rozjaśnienie od spodu włosia nie jest tak widoczne. Gdyby ktoś się bardzo postarał, to być może byłby w stanie dojrzeć skryte na jej boku dymne, klasyczne pręgi, skryte pod tysiącem plam. Nawet nos, który na pozór wydaje się czarny, czy wibrysy sprawiające wrażenie białych, po dokładnej inspekcji okazują się być pomieszane kolorystycznie. Jedyne stabilne znaczenia na ciele kotki to niewielkie ilości bieli, osadzone na jej piersi w kształcie podłużnego rombu, brodzie, końcówce długiego ogona, lewej tylnej łapie, przedniej prawej łapie, oraz końcówkach zdecydowanie za dużych uszu, na których znajdują się ubogie pędzelki, które ledwie można takimi nazwać.
Nie jest już tak wycofana jak wcześniej, teraz nie bojąc się zabrać głosu i palnąć to co ślina przyniesie jej na język, bez wcześniejszego przemyślenia jak jej słowa mogą wpłynąć na jej rozmówców. Nie jest rozgadana, wypowiada się raczej krótko, ale dobitnie, często nieświadoma tego, że jej komentarze mogą kogoś urazić, czy też po prostu są nie na miejscu, co w połączeniu z jej niewzruszonym, chłodnym wyrazem mordki maluje obraz szorstkiego gbura... czemu nie pomaga fakt, że jest bezpośrednia i nie zawaha się powiedzieć tego co myśli. Bliższe jej osoby potrafią się jednak przebić przez jej maskę i wywołać na jej mordce uśmiech, który mimo, iż rzadki, to jednak czasami się pojawia, bo kotka jak najbardziej ma jakieś tam poczucie humoru, nawet jeżeli niekiedy bywa ono dość złośliwe, czy nawet dziwne, co nie do końca pomaga jej w nawiązywaniu nowych przyjaźni. Inna rzecz, która jej w tym przeszkadza to jej chorobliwa zazdrość, która często w niej buzuje, sprowokowana o największe głupoty, podsycając w niej negatywne emocje i potrzebę samo-idealizacji. Przeraża ją możliwość porażki, zwłaszcza na oczach innych, a jednocześnie łaknie cudzej aprobaty i komplementów, co stworzyło w niej niezdrowe tendencje do unikania pomocy i wsparcia, zamiast których zawsze wybierze samotne dążenie do celu.
Skrząca Łapa [KC]
Nie zasłużył, co? Upstrzone uszy wojowniczki drgnęły w lekkim zaskoczeniu na te słowa, by jednak po chwili wygiąć się w tył, już nawet nie próbując ukrywać buzującego w niej niezadowolenia. Taki to on biedny i poszkodowany przez życie. Nic tylko współczuć! A ona nie odpowiedziała nic, jedynie świdrując spojrzeniem jego mordę, nim w końcu odwróciła gwałtownie łeb, chcąc chociaż na moment oderwać od niego wzrok.
-Pajęczyna. - powtórzyła sucho. Nie pokusił się na oryginalność... czy może jednak nie miał odwagi, by zerwać wszystkie łączące go więzy z Klanem Wichru? - Tsk. - parsknęła, kątem oka obserwując własny, bijący na boki ogon. - Nie bądź śmieszny. - rzuciła, ponownie okręcając łeb w jego stronę i zadzierając nieco wyżej łeb. - Nic nas nie łączy. To nie mnie zostawiłeś. - odezwała się monotronie i zaskakująco spokojnie, chociaż czuła jak gorycz próbuje wkraść się w jej głos.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Oczywiście, że był poszkodowany. Pajęczyna był przekonany, że gdyby Zgniłe Ziele wiedziała co dokładnie zaszło, zrozumiałaby go chociaż trochę. Teraz była jednak zamknięta na jego słowa, najwyraźniej, bo wyraźnie ledwo powstrzymywała się przed krzykiem, widział to. Był zaskoczony, owszem, bo znał ją jako nieco bardziej opanowaną istotę. Nieco dziwną, owszem, ale wciąż nie tak emocjonalną jak w tej chwili.
Natomiast na jej słowa, pełne lodu i wyraźnych wyrzutów, zareagował lekkim trzepnięciem ogona. Ledwo widocznie zmarszczył nos i pochylił się minimalnie do przodu, choć zrobił to zupełnie nieświadomie.
- Tak? Kogo więc masz na myśli? Chyba kogoś bardzo ważnego, skoro to jego zostawiłem, a to ty jesteś wściekła. - rzucił, ani na moment nie odrywając spojrzenia od oczu Zgnilizny. Szczerze chciał, żeby mu sensownie odpowiedziała. Ciekawiło go, kto niby za nim tak tęsknił! A sama Zgnilizna? Niby się uspokoiła, ale to nic nie zmieniało - widział przecież, jak nad sobą nie panowała jeszcze chwilę wcześniej. - Nie musisz nic przede mną ukrywać, myszko. W końcu możliwe, że już nigdy się nie zobaczymy. - na jego pysk wkradł się gniewny uśmiech, pełen złośliwości ale też jakiegoś rodzaju wyrzutów. No właśnie. Po tym wszystkim Zgnilizna nawet nie chciała go zrozumieć.
Podczas gdy jej rodzeństwo rosło wzwyż, ona zdecydowanie zwolniła. Początkowo średniej wielkości, teraz śmiało można powiedzieć, że została najmniejszą ze swojego miotu i ma zadatki na bycie jedną z najmniejszych z kociąt Trawiastej Polany i Wietrznego Dnia, ku własnej irytacji. Nie zostanie jednak zdmuchnięta przy pierwszym mocniejszym podmuchu wiatru, bo mimo, iż niska, to nie jest wychudzonym chuchrem. Jest co prawda bardziej szczupła niż pulchna, jednak jej tułów jest kanciasty, zbudowana niczym klocek, osadzony na mocnych, szerokich łapach, na których już można dostrzec rozwijające się mięśnie. Równie kanciasta jest jej mordka, trójkątna i o ostrych rysach, które wyraźnie zaznacza rozczochrane, odstające futro, o które kocica nigdy nie raczy zadbać. Jej sierść jest szorstka i w wiecznym nieładzie, odstająca w każdą możliwą stronę, przez co wygląda ona miejscami na dłuższą niż jest w rzeczywistości, barwy równie chaotycznej co jej ułożenie. Zgnilizna jest dymnym szylkretem o turkusowych ślepiach, które zdecydowanie przyciemniały odkąd wybarwiły się z kocięcego błękitu. Jej umaszczenie to mieszanka czerni, szarości, bieli i rudości, którą głównie widać w miejscu gdzie jej sierść jest krótsza i rozjaśnienie od spodu włosia nie jest tak widoczne. Gdyby ktoś się bardzo postarał, to być może byłby w stanie dojrzeć skryte na jej boku dymne, klasyczne pręgi, skryte pod tysiącem plam. Nawet nos, który na pozór wydaje się czarny, czy wibrysy sprawiające wrażenie białych, po dokładnej inspekcji okazują się być pomieszane kolorystycznie. Jedyne stabilne znaczenia na ciele kotki to niewielkie ilości bieli, osadzone na jej piersi w kształcie podłużnego rombu, brodzie, końcówce długiego ogona, lewej tylnej łapie, przedniej prawej łapie, oraz końcówkach zdecydowanie za dużych uszu, na których znajdują się ubogie pędzelki, które ledwie można takimi nazwać.
Nie jest już tak wycofana jak wcześniej, teraz nie bojąc się zabrać głosu i palnąć to co ślina przyniesie jej na język, bez wcześniejszego przemyślenia jak jej słowa mogą wpłynąć na jej rozmówców. Nie jest rozgadana, wypowiada się raczej krótko, ale dobitnie, często nieświadoma tego, że jej komentarze mogą kogoś urazić, czy też po prostu są nie na miejscu, co w połączeniu z jej niewzruszonym, chłodnym wyrazem mordki maluje obraz szorstkiego gbura... czemu nie pomaga fakt, że jest bezpośrednia i nie zawaha się powiedzieć tego co myśli. Bliższe jej osoby potrafią się jednak przebić przez jej maskę i wywołać na jej mordce uśmiech, który mimo, iż rzadki, to jednak czasami się pojawia, bo kotka jak najbardziej ma jakieś tam poczucie humoru, nawet jeżeli niekiedy bywa ono dość złośliwe, czy nawet dziwne, co nie do końca pomaga jej w nawiązywaniu nowych przyjaźni. Inna rzecz, która jej w tym przeszkadza to jej chorobliwa zazdrość, która często w niej buzuje, sprowokowana o największe głupoty, podsycając w niej negatywne emocje i potrzebę samo-idealizacji. Przeraża ją możliwość porażki, zwłaszcza na oczach innych, a jednocześnie łaknie cudzej aprobaty i komplementów, co stworzyło w niej niezdrowe tendencje do unikania pomocy i wsparcia, zamiast których zawsze wybierze samotne dążenie do celu.
Skrząca Łapa [KC]
Zgniłe Ziele nie była zazwyczaj zbyt ekspresywnym kotem, a mimo tego teraz miała problem z utrzymaniem chłodnego podejścia, kiedy pomiędzy skórą a mięśniami pełzały niechciane, obrzydliwe emocje, wijąc się niczym pasożytnicze glisty. Zwłaszcza kiedy z pyska Pajęczyny padło ostatnie zdanie, oblewając ją niczym wiadro lodowatej wody. Oh. No tak. To ich ostatnie spotkanie. Teoretycznie była tego świadoma, a jednak kiedy fakt ten został ubrany w słowa...
- Kogo. - powtórzyła gardłowo jego słowo, przez chwilę mierząc białego uważnym spojrzeniem, rozważając czy był w ogóle sens traktować to jako faktyczne pytanie. - Co z twoją matką? Borsukiem? Źdźbłem? Myślałam, że istnieją ważne dla ciebie koty, ale najwyraźniej nie? - wychrypiała pusto, przysiadając na ziemi, wpatrując się w niego zapadniętymi ślepiami. - I co z tobą? Z twoimi ambicjami? To też już nie ma znaczenia? Dlaczego?
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Czy chciał, aby to było ich ostatnim spotkaniem? Nieważne, jak irytująca była Zgniłe Ziele, miał w głębi siebie nadzieję, że jeszcze kiedyś ich drogi się zejdą. O ile teraz kotka nic nie zepsuje, rzecz jasna. Powiedział to, co powiedział tylko po to by zobaczyć jej reakcję. Jak zawsze, chętnie prowokował. Chciał zobaczyć, czy to też będzie miało jakieś konsekwencje. Czekał niby cierpliwie, ale co chwila poruszał nerwowo ogonem.
Słysząc jednak tak konkretną, dobitną odpowiedź, położył uszy płasko na łbie, tak jakby to mimo wszystko go zaskoczyło.
- Moja matka jest powodem, dlaczego nie widzę już sensu w przebywaniu w Wichrze. Ten Klan... to jedna wielka porażka. Wiesz, co mi powiedziała? Ona, moja matka? Powiedziała, że jeśli nie dostosuję się do poleceń Lawendowej Gwiazdy, wepchnie mi trujące zioła do pyska. Czy tak mówi kot, dla którego powinno się gdziekolwiek zostać? Czy to dla niej mam być posłuszny? - pokazał zęby w brzydkim grymasie, pochylając się jeszcze trochę w kierunku szylkretki. - Ja i Borsuk nie jesteśmy już przyjaciółmi. Powiedział mi to wprost. A Źdźbło... - ledwo powstrzymał głos przed załamaniem. - Myślę, że po tym co miało niedawno miejsce... też nie będzie mnie dobrze kojarzyła. Może Korzeń miał rację. - rzucił, choć nie spodziewał się że Zgnilizna zrozumie, zwłaszcza, że nie miała kontekstu co do jego kłótni ze starszym wojownikiem.
Pajęczyna wziął kilka głębszych wdechów, chcąc pozostać opanowanym.
- Nie mam przyszłości w Klanie Wichru. Moje ambicje nie wystarczyły, nie tutaj. Nie zamierzam pozwalać na to, aby koty z mojego Klanu mnie poniżały i groziły mi śmiercią. Koty, które miały być mi bliskie. Widzisz, co się dzieje? Nigdy nie byliśmy bliscy, ale nawet ty zachowujesz się teraz jakbym... co, wyrządził ci jakąś wielką krzywdę? Co jest?! Co takiego ci zrobiłem? - wpatrzył się prosto w jej oczy, wstając na równe łapy. Zbliżył się tak, że Zgnilizna mogła poczuć jego ciepły oddech na wąsach.
Podczas gdy jej rodzeństwo rosło wzwyż, ona zdecydowanie zwolniła. Początkowo średniej wielkości, teraz śmiało można powiedzieć, że została najmniejszą ze swojego miotu i ma zadatki na bycie jedną z najmniejszych z kociąt Trawiastej Polany i Wietrznego Dnia, ku własnej irytacji. Nie zostanie jednak zdmuchnięta przy pierwszym mocniejszym podmuchu wiatru, bo mimo, iż niska, to nie jest wychudzonym chuchrem. Jest co prawda bardziej szczupła niż pulchna, jednak jej tułów jest kanciasty, zbudowana niczym klocek, osadzony na mocnych, szerokich łapach, na których już można dostrzec rozwijające się mięśnie. Równie kanciasta jest jej mordka, trójkątna i o ostrych rysach, które wyraźnie zaznacza rozczochrane, odstające futro, o które kocica nigdy nie raczy zadbać. Jej sierść jest szorstka i w wiecznym nieładzie, odstająca w każdą możliwą stronę, przez co wygląda ona miejscami na dłuższą niż jest w rzeczywistości, barwy równie chaotycznej co jej ułożenie. Zgnilizna jest dymnym szylkretem o turkusowych ślepiach, które zdecydowanie przyciemniały odkąd wybarwiły się z kocięcego błękitu. Jej umaszczenie to mieszanka czerni, szarości, bieli i rudości, którą głównie widać w miejscu gdzie jej sierść jest krótsza i rozjaśnienie od spodu włosia nie jest tak widoczne. Gdyby ktoś się bardzo postarał, to być może byłby w stanie dojrzeć skryte na jej boku dymne, klasyczne pręgi, skryte pod tysiącem plam. Nawet nos, który na pozór wydaje się czarny, czy wibrysy sprawiające wrażenie białych, po dokładnej inspekcji okazują się być pomieszane kolorystycznie. Jedyne stabilne znaczenia na ciele kotki to niewielkie ilości bieli, osadzone na jej piersi w kształcie podłużnego rombu, brodzie, końcówce długiego ogona, lewej tylnej łapie, przedniej prawej łapie, oraz końcówkach zdecydowanie za dużych uszu, na których znajdują się ubogie pędzelki, które ledwie można takimi nazwać.
Nie jest już tak wycofana jak wcześniej, teraz nie bojąc się zabrać głosu i palnąć to co ślina przyniesie jej na język, bez wcześniejszego przemyślenia jak jej słowa mogą wpłynąć na jej rozmówców. Nie jest rozgadana, wypowiada się raczej krótko, ale dobitnie, często nieświadoma tego, że jej komentarze mogą kogoś urazić, czy też po prostu są nie na miejscu, co w połączeniu z jej niewzruszonym, chłodnym wyrazem mordki maluje obraz szorstkiego gbura... czemu nie pomaga fakt, że jest bezpośrednia i nie zawaha się powiedzieć tego co myśli. Bliższe jej osoby potrafią się jednak przebić przez jej maskę i wywołać na jej mordce uśmiech, który mimo, iż rzadki, to jednak czasami się pojawia, bo kotka jak najbardziej ma jakieś tam poczucie humoru, nawet jeżeli niekiedy bywa ono dość złośliwe, czy nawet dziwne, co nie do końca pomaga jej w nawiązywaniu nowych przyjaźni. Inna rzecz, która jej w tym przeszkadza to jej chorobliwa zazdrość, która często w niej buzuje, sprowokowana o największe głupoty, podsycając w niej negatywne emocje i potrzebę samo-idealizacji. Przeraża ją możliwość porażki, zwłaszcza na oczach innych, a jednocześnie łaknie cudzej aprobaty i komplementów, co stworzyło w niej niezdrowe tendencje do unikania pomocy i wsparcia, zamiast których zawsze wybierze samotne dążenie do celu.
Skrząca Łapa [KC]
Nie tego się spodziewała. Pajęcza Łapa zawsze sprawiał wrażenie synalka mamusi. To w końcu Lśniąca Sadzawka zasadziła w nim jego ambicje do objęcia posady przywódcy, które jedynie urosły w momencie kiedy Malinowa Łapa zniknęła z klanu. Zgniłe Ziele widziała jedynie ich relacje z powierzchni, zupełnie nieświadoma jak faktycznie wyglądało nastawienie tej białej dwójki do siebie.
W pierwszym odruchu chciała mu odwarknąć, wyrzucić, że matka w życiu by czegoś takiego nie powiedziała do własnego kociaka... Przed otwarciem pyska powstrzymało ją jednak nieprzyjemne wspomnienie tego jednego, srebrzystego kocura. Jeżeli Wietrzny Dzień obejmował by pozycję medyka, czy byłoby możliwe by powiedział coś takiego w podobnej sytuacji? Nie powątpiewała w to. Chciała jednak wierzyć, że Lśniąca Sadzawka nie była taka jak jej ojciec. Chciała w to wierzyć. Chciała, a jednak temu białemu pajacowi udało się zasiać w niej coś zasiać.
Nie odpowiedziała nic, wpatrując się jedynie w niego chłodnym spojrzeniem turkusowych ślepi, siedząc nieruchomo. Przynajmniej do momentu w aż ten nie postanowił pozbyć się dzielącego ich dystansu, co szybko postawiło ją na łapy. Nie dała jednak ani jednego kroku w tył, pozostając nieprzyjemnie blisko Pajęczyny, naprzeciw własnym impulsom. Zacisnęła szczękę, trzepiąc nerwowo ogonem po własnych piętach, lodowate spojrzenie wbite prosto w górujący nad nią pysk. Co jej zrobił? No tak. Nic. Zupełnie nic. Nie mieli żadnych relacji, więc teoretycznie jego odejście powinno być jej obojętne.
- Głupi jesteś. - warknęła tępo niczym smarkaty kociak, nie potrafiąc w tej sytuacji znaleźć żadnej logicznej odpowiedzi, przyparta do ściany, pochwycona w sidła własnych emocji. Nie miała pojęcia, czego tak na prawdę chciała. Trudno powiedzieć, jak długo pozwoliła mu tak nad sobą górować, zanim w końcu się ocknęła na tyle, by cofnąć się te parę kroków i ponownie zrodzić między nimi nieco dystansu. - Skąd to wszystko? Już wtedy na tej głupiej ceremonii, a teraz to. Z jakiej racji własna matka miałaby ci grozić śmiercią? Co się stało, żeby jedynym wyjściem było odejście? - być może w końcu, tak jak obiecała wtedy Źdźbłu, dowie się o co w tym wszystkim tak na prawdę chodziło. - Nie chcę... nie chcę być twoim wrogiem. I szlag mnie przez to trafia. - skrzywiła się i splunęła gdzieś na bok, jakby obrzydzona własnymi słowami.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Lśniąca Sadzawka była dla niego wszystkim. Ten stan utrzymywał się od czasów kocięcych aż do niedawna - Pajęczyna gotów był zrobić wszystko dla swojej matki, w tym też dla tego Klanu, gdyby musiał to zawalczyłby o nich i oddał swoje życie. Koty się jednak zmieniają, gdy zostaje to na nich wymuszone. On był tego idealnym przykładem. Zrozumiał, że jego życie jest cenniejsze, niż ktokolwiek wokół niego uważał. On był tutaj najcenniejszy, nie kulejąca, stara medyczka która go skrzywdziła i nie rozpadający się, zatruty od środka Klan.
Czekał i czekał na jej reakcję, dysząc jej prosto w pysk. Chciał ją zrozumieć, tym razem naprawdę tego pragnął. Może gdyby komukolwiek jeszcze na nim mocniej zależało, to faktycznie miałby w sobie jakieś większe zawahanie co do odejścia na zawsze. Ale nie sądził w tej chwili, aby ktokolwiek jeszcze widział go jako przyjaciela.
Fuknął na jej niemiłe słowa, nozdrzami wydmuchując jeszcze więcej powietrza prosto w jej wąsy.
- Najwyraźniej nie byłem wystarczająco posłuszny. To mi powtarzano. To robię źle, tamto robię źle...! Moje tłumaczenia? Co to kogo obchodzi? To ja jestem zły, to ja narażam koty i cały Klan, wszystko było najwyraźniej moją winą! Kogo obchodzi, że chciałem dobrze, że tylko się broniłem! - wydyszał, nie będąc w stanie powstrzymać kolejnych słów. - Zaatakowałem jakąś głupią terminatorkę? To na pewno dlatego, że jestem jakimś brutalnym potworem, który chce rozlewu krwi bez powodu! Tak widzi mnie Lawendowa Gwiazda, a Lśniąca Sadzawka uważa mnie za swój największy błąd i chciała się mnie pozbyć! Co z tego... co z tego, że wszystko zrobiłem dla niej! Dla jej dobra, dla jej reputacji, dla jej- dla głupiej uwagi z jej strony, Zgnilizna! Rozumiesz to? Ja nie. Może faktycznie byłem głupi, że do tego dopuściłem... - jeszcze chwilę wpatrywał się w pysk szylkretowej wojowniczki, ale zaraz dotarło do niego ile właśnie jej powiedział. Odwrócił łeb, trzepiąc agresywnie ogonem, prawie jakby chciał nim kogoś zdzielić w pysk.
Kiedy zaś dotarły do niego kolejne, ostatnie słowa Zgnilizny, wreszcie zamknął pysk, zacisnął wręcz szczęki. Chwilę patrzył pustym wzrokiem w przymrożoną ziemię. Barki mu opadły, wraz z uciekającym z ciała gniewem.
- Chyba jedyna to czujesz. - przyznał cicho, znów zerkając na nią. - Nie ukrywam, doceniam to... w pewnym sensie. To, że mimo wszystko nie traktujesz mnie inaczej. Chciałbym, żeby było tak jak kiedyś, żeby nic się nie zmieniło... nawet gdy zapach Wichru stanie się mi obcy i będę go nazywał smrodem... To niemożliwe, Zgnilizna. Ja nie wrócę, a ty... chyba powinnaś. Jesteś już wojowniczką z jakiegoś powodu, najwyraźniej się spisałaś. - prychnął, ale potem znów spoważniał. - Zaopiekuj się Biedronkową Łapą, aż nie dojdzie do siebie... Pilnuj też... Borsuka, żeby mysi móżdżek sobie czegoś nie zrobił. A ja? Po mnie nic tutaj. - odwrócił znów wzrok.
Następnie obrócił bokiem całe swoje ciało, przygotowując się do odejścia.
- Nie umrzyj zbyt szybko, dobra? - rzucił jej jeszcze jedno spojrzenie. Niepewnie, jakby zawstydzony. - Jak wszystko pójdzie po myśli, to nigdy się już nie spotkamy. Ale... kto wie. - po tych słowach zaczął odchodzić. I nie oglądał się za siebie.
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
długa, nastroszona sierść | czekoladowy point | białe znaczenia na pysku i łapach | niebieskie oczy z granatową plamką na lewym
Gwiezdni, Honor, Wicher.
Traszce przeszkadza wiele rzeczy, a już najbardziej nieróbstwo bliźniego swego.
Masakra. Porażka. Tragedia. Apokalipsa wręcz.
Traszka, krótko mówiąc, jest przerażona. Wszystko jest nie tak, brzuch ją boli, cała przyszłość zaczyna się walić. Najgorsze, że dzisiaj po śniadaniu wymiotowała. Jasne, istnieje ewentualność, że ta średnio pachnąca wiewiórka się zdążyła troszkę zepsuć w tej pogodzie, ale co jest bardziej prawdopodobne?? Zepsute mięso w upał czy nieplanowana ciąża?? No właśnie. Traszka podchodziła do słów Donośnego Krzyku sceptycznie, ale na wszelki wypadek unikała siadania blisko z innymi kotami tak by stykać się bokami. Bo wiadomo, strzeżonego Gwiezdni strzegą i tak dalej. A tu? Chwila nieuwagi i już jakiś wypłosz, pchlarz, mysi bobek, robal śmierdzący to wykorzystał i hyc, przysiadł się do niej. A teraz wymioty. Wszystko układa się w logiczną całość.
Patrol znowu robi sobie przerwę nad Czarnym Ogonem, a czekoladowa pointka podchodzi do brzegu. Rozgląda się po trawach po drugiej stronie, szukając ojca swoich nienarodzonych dzieci. Miał wyruszyć na przygodę, sama go wyganiała, zresztą Roziskrzona Noc sobie dawała radę sama, ale... ale może dałoby się zrzucić mu te gluty na głowę, a ona by mogła dalej się rozwijać? Co taki nierób niemyty ma niby lepszego do roboty niż opieka nad kociętami, które sam zmajstrował, nie? Zajęcze Ucho pomagał Bławatkowej Łące przy jej młodych, może jednak jest jakaś nadzieja dla przyszłości Traszuni.
długie, czarne z białymi znaczeniami futerko niekiedy sterczy mu na boki, żółte oczy; bardzo wysoki, na patykowatych łapach, chuderlak i wypłosz
śmieszny taki, wcale mądry, wieczny optymista, ma trochę problemów z pamięcią, lubi zbierać kwiatki i chodzić na przygody, jego jedna szara komórka dawno temu wyjechała na wakacje i utknęła gdzieś na ciepłych wyspach
Bączkowa Łapa [KW]
Ziemniaczek, nieprzerwanie, był radosną kulką szczęścia. Chociaż może ta 'kulka' to było za dużo powiedziane, bo w końcu wyrósł już z tej fazy kocięcej i teraz bardziej przypominał przeżutego przez los mopa na szczudłach, aniżeli kulkę-kartofelka. Nie zmieniało to jednak faktu, że podchodził do życia niezwykle pozytywnie i nawet w obliczu jakiejś gigantycznej katastrofy pewnie nadal miałby uśmiech na pyszczku, zupełnie, jakby mięśnie mu się skurczyły i tak już mu zostało.
Każdy nowy dzień to była nowa przygoda i niby obiecał nowej ziomeczce, że będzie odwiedzał strumyk, ale zdarzyło mu się poleźć za daleko, i nie każdego dnia dawał radę to robić. Tym razem jednak postanowił spróbować szczęścia, żeby znaleźć swoją nową bestie, bo dawno jej nie widział i kto wie, może będzie chciała się znów pobawić, tak fajnie im ostatnio szło.
- HEJ!! - Wydarł się, z daleka widząc tą jej firmowe potargane futerko, zaraz przyspieszając kroku, żeby znaleźć się blisko wichrzaczki. - Jesteś gotowa iść ze mną na przygodę??? - Bo to po to tutaj przyszła, prawda?
Prawda?
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
długa, nastroszona sierść | czekoladowy point | białe znaczenia na pysku i łapach | niebieskie oczy z granatową plamką na lewym
Gwiezdni, Honor, Wicher.
Traszce przeszkadza wiele rzeczy, a już najbardziej nieróbstwo bliźniego swego.
Traszka wypatruje dwukolorowego kocurka, jasne. A jednak gdy go dostrzega (i słyszy), podstawowe pytanie jakie opuszcza jej pysk to:
– A ty tu czego? Kazałam ci wypad zrobić. – kołysze ogonem z irytacją. I widząc jak ten się zbliża, cała się spina i go uważnie śledzi wzrokiem, żeby przypadkiem do niej nie podszedł za blisko. Chce go mieć cały czas centralnie przed sobą, żeby dzielił ich dystans przynajmniej jednego skoku. I tego zamierza się trzymać. – Ale dobra, mniejsza z tym, musimy porozmawiać. I na żadną przygodę z tobą nie pójdę, mysi bobku, nie mam czasu na to. – jest poważnym kotem z poważnymi obowiązkami przecież. Ale dobra, do rzeczy. Bierze głęboki wdech. – Słuchaj, pchlarzu zasmarkany, nie będę owijać. Jestem w ciąży, to twoje kocięta, masz się nimi zająć, bo ja nie mam na to czasu.
I cyk, elegancko, sprawa jasno postawiona.
długie, czarne z białymi znaczeniami futerko niekiedy sterczy mu na boki, żółte oczy; bardzo wysoki, na patykowatych łapach, chuderlak i wypłosz
śmieszny taki, wcale mądry, wieczny optymista, ma trochę problemów z pamięcią, lubi zbierać kwiatki i chodzić na przygody, jego jedna szara komórka dawno temu wyjechała na wakacje i utknęła gdzieś na ciepłych wyspach
Bączkowa Łapa [KW]
- No chciałem cię odwiedzić! - Prosta sprawa przecież, nawet jej się zapowiadał ostatnio! Może miała problemy z pamięcią? Bo przecież na pewno by pamiętała takiego super ziomka jak Ziemniaczek, nie? -Jak to nie masz czas, na przygodę zawsze się czas znajdzie! - Co mogła robić takiego ważnego, że nawet łapki z klanu nie miała czasu wystawić? Fascynująca sprawa, koteczka musiała być strasznie zabiegana, a jednak dla niego czas znalazła, co za przypadek wspaniały. Jej kolejne słowa wprawiły go w osłupienie, gapił się na nią przez kilka sekund, mrugnął raz i przekrzywił lekko głowę. - Czekaj, co? Jak niby?? Ale pewnie, mogę się zająć, będę je zabierał na przygody razem ze mną! - Bo przecież on jak był kociakiem, to biegał na przygody za Mruk, to jego młode ziemniaczki też będą mogły turlać (dosłownie) za nim, elegancko!
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
długa, nastroszona sierść | czekoladowy point | białe znaczenia na pysku i łapach | niebieskie oczy z granatową plamką na lewym
Gwiezdni, Honor, Wicher.
Traszce przeszkadza wiele rzeczy, a już najbardziej nieróbstwo bliźniego swego.
A jej to nie interesuje co on chciał. Dostał jasny komunikat i powinien się do niego zastosować. Poza tym nie rozumie dlaczego chciał się z nią spotkać, co on, nie ma nic lepszego w życiu do roboty?? Znajomych nie ma, że nęka Gwiezdnym ducha winnego kota, który go ofuczał z góry do dołu? – Ale na pewno nie teraz i nie z tobą, nawet ciebie nie znam. – wytknęła mu i zaraz przypomniała sobie o swoim niefortunnym położeniu. No jasne, teraz będzie musiała go poznać, chcąc nie chcąc. Zazgrzytała zębami.
Ogólnie typ przyjmuje informację ze spokojem, chyba, to znaczy bez wielkich dramatów i prędko się zgadza, więc to na plus dla niego. Ale nim Traszce udaje się odetchnąć z ulgą, do jej uszu dociera co ten mysi móżdżek planuje. Od razu się spina.
– Co. Nie ma mowy, moje kocięta nie będą chodzić na przygody z tobą! Kociętom nie wolno wychodzić poza obóz, wbij to sobie do głowy jak masz się nimi zajmować. Takie są zasady.
długie, czarne z białymi znaczeniami futerko niekiedy sterczy mu na boki, żółte oczy; bardzo wysoki, na patykowatych łapach, chuderlak i wypłosz
śmieszny taki, wcale mądry, wieczny optymista, ma trochę problemów z pamięcią, lubi zbierać kwiatki i chodzić na przygody, jego jedna szara komórka dawno temu wyjechała na wakacje i utknęła gdzieś na ciepłych wyspach
Bączkowa Łapa [KW]
- Nie no, słuchaj, myślę, że tu się mylisz, bo ja jestem Ziemniaczek i już to wiesz, a to JA nie znam ciebie!! - Kartoflak był przekonany, że już łączyła ich niteczka przyjaźni, po tym jak ostatnio się bawili.
Najwyraźniej pointka miała ochotę przegryźć ją, nawet się nie wahając. Niemiłe.
Co w ogóle było bez sensu, bo przecież rozmawiała z nim teraz, zamiast go wyganiać siłowo jakoś czy coś, to musiała go lubić!! Czemu więc była taka niemiła? Czy wiedziała, że jak tak fuka, to futerko jej jeszcze bardziej odstaje? Chociaż takie nastroszone dużo bardziej do niej pasowało, a przynajmniej taką obserwację pajac poczynił.
- No dobra! To nie będą wychodzić, aż będą duże, będę ich pilnował! A potem będę je zabierał na przygody, skoro ty nie chcesz! - Jego prywatna kompania przygodowa, co za wspaniała rzecz, czy Ziemniaczek naprawdę mógł chcieć czegoś więcej? No chyba nie. Nie miał pojęcia, jakim cudem dorobili się kociąt, ale nie zamierzał narzekać, brzmiało jak fajna sprawa.
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
długa, nastroszona sierść | czekoladowy point | białe znaczenia na pysku i łapach | niebieskie oczy z granatową plamką na lewym
Gwiezdni, Honor, Wicher.
Traszce przeszkadza wiele rzeczy, a już najbardziej nieróbstwo bliźniego swego.
– Samo imię nie starczy przecież? Co mi po tym, że wiem jak się nazywasz skoro nie wiem skąd jesteś, czemu tu się sam szlajasz i w ogóle, nie wiem, cokolwiek. – pewnie przydałoby się wiedzieć też co Ziemniak lubi, jaki jest z charakteru i w ogóle, ale jeszcze dwukolorowy to weźmie zinterpretuje jako zachętę do opowiadania o sobie, a nie dowód na rację Traszki.
Ale na szczęście prędko dochodzą do porozumienia w kwestii wychodzenia kociąt. Miło, że jest ugodowy. Bo o rozsądek go raczej nie podejrzewa.
– W porządku. Jak zaczną treningi to możesz ich zabierać na przygody w wolnych chwilach. Ich wolnych chwilach, nie twoich. I nie za daleko, bo mają wracać na noc do obozu. – zgadza się łaskawie, bo nie widzi w tym żadnej szkody. Pod warunkiem, że kocięta nie będą zaniedbywać swojej edukacji i obowiązków przez te przygody. – I jak będziesz się nimi zajmować to masz pilnować żeby nie robiły nic głupiego. Jak mój brat, on ciągle ma głupie pomysły. Więc żadnej nauki latania, czaisz?
długie, czarne z białymi znaczeniami futerko niekiedy sterczy mu na boki, żółte oczy; bardzo wysoki, na patykowatych łapach, chuderlak i wypłosz
śmieszny taki, wcale mądry, wieczny optymista, ma trochę problemów z pamięcią, lubi zbierać kwiatki i chodzić na przygody, jego jedna szara komórka dawno temu wyjechała na wakacje i utknęła gdzieś na ciepłych wyspach
Bączkowa Łapa [KW]
- Nie zmienia to faktu, że ja nadal nie znam twojego! - Znów podchwycił temat, bo ile można się dopraszać, niekulturalna ta nowa koleżanka! - A jak chcesz, to ci opowiem, wszystko nawet! Tu czy na przygodzie jakiejś! - No, bo wiadomo, że jak się maszeruje, to fajniej się rozmawia.
- Spokojna twoja rozczochrana, do pyska ci w ogóle w takim futerku, będą grzecznie wracać do oboz- chwila moment, a gdzie ten obóz? Bo mi tam do was nie wolno. - No, przecież on z Wichru nie był, to niee mógł tam włazić, i jak ona sobie wyobrażała to wszystko?? - No jasne, nic głupiego, mhm, pewnie! - Zgodził się ochoczo, szkoda tylko, że jego definicja głupich rzeczy zapewne bardzo szerokim łukiem mijała się z tą jej.