Wypluła kreta gdzieś na bok razem z grudkami ziemi które znalazły się w jej pysku. Zwierzyna schwytana, owszem, ale jakim kosztem...
Modlitwa postanowiła zrobić sobie krótką przerwę aby się wyczyścić, doprowadzić do porządku, chociaż trochę. Ciemną, wilgotną ziemię było widać na jej jasnym futerku i może był to dobry kamuflaż, ale ją to irytowało. Musiała się jakoś prezentować.
Nie fatygowała się z dokładnym czyszczeniem łap, ale wymyła chociaż swoją mordkę. Potem wróciła z kretem do swojej drobnej skrytki pod kamieniem, zakopując go razem z wcześniej schwytaną wroną i jaszczurką. Rozejrzała się za Ćmim Pyłkiem, ale nie dostrzegła jej od razu - ruszyła dalej, nie myśląc o tym zbyt wiele.
Dobra passa zdawała się powrócić do Ćmiego Pyłku. Kręcąc się po okolicy, po zakopaniu kuropatwy Ćma trafiła na trop, na przetarty między trawami szlak, jakby często jakieś zwierzęta tędy przechodziły. Jeśli podążyła za zrujnowanymi trawami dotarła do, zdaje się, królikarni. Wszędzie pomiędzy zaroślami, u podnóża pagórka widać było nory, udeptaną ziemię, a jeden królik nawet pasł się na samym środku klepowiska. ćma | lvl: 3 | S: 10 | Zr: 11 | Sz: 7 | Zm: 5 | HP: 60 | W: 53/60 | prz: 2/2
Księżyce: 89 Płeć: Kotka Matka: Modliszkowy Zagajnik Ojciec: Świergot Partner: Śpiewająca Knieja Trwałe urazy: Brak palca u jednej tylnej łapy.
Niebieska szylkretka (kremowy jest jedynie jeden palec); minimalne białe znaczenia na tylnych łapach; nie ma jednego palca (u drugiej tylnej łapy, tej gdzie nie ma kremowego palca); zółto-zielone oczy; niska; smukła; z wiecznym uśmiechem na pyszczku.
Z charakteru Ćma jest bardzo wybuchowa. Jest impulsywna, pierwsze robi potem myśli. Wskakuje w ogień niczym ćma lecąca w stronę światła. Jest również zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do swojego rodzeństwa. Jeśli tylko dowiedziałaby się, że ktoś wyszedł o zachodzie słońca z kociarni... to oj było z tobą źle. W tym sensie, że prawdopodobnie trochę na ciebie pokrzyczała, a potem rzuciłaby się z tobą na legowisko i kazała spać, ciągle na tobie leżąc. Jest kochanym kociakiem, bardzo ciekawym świata i chcącym nauczyć się jak najwięcej. Łatwo nawiązuje nowe znajomości i bardzo się przywiązuje do nowych najlepszych przyjaciół. Uwielbia towarzystwo praktycznie tak samo jak bieganie w kółko wokół obozu. Jest nabuzowana i pełna energii, cały czas.
Dzisiaj był dobry dzień, cieszyłam się, że miałam okazję wybrać się na polowanie z Modlitwą w tak przyjemny dzień, który na dodatek był obfity w zwierzynę. Teraz w moim polu widzenia pojawiła się 'ścieżka' (albo bardziej podeptana trawa), która zaprowadziła mnie do kolejnego królika. No, ostatnio chciałam królika? To teraz mam kolejnego! Zaczęłam się skradać, szczególną uwagę zwracając na mój oddech, który wyciszyłam tak, aby zwierzak go nie słyszał. I cóż, miejmy nadzieję, że obróci się w moją stronę Gwiezdny Klan i pozwoli mi złapać uszaka — pomyślałam o mych przodkach, a potem rzuciłam się na królika z zębami i pazurami w gotowości.
Krecik zakopany, a to chyba przyciągnęło uwagę zbyt ciekawskiej myszki. No, nie myszki — popielicy. Szarak o dużych uszach i wielkości szczura rozglądał się w kępie trawy dalej, ale nie udało mu się namierzyć Modlitwy. Szczęście początkującego serio istniało. Popielaty gryzoń skubał orzeszek i patrzał gdzieś tam w dal, skierowany bokiem do Szepczącej Łapy. Szepcząca Łapa S: 1 | Zr: 7 | Sz: 6 | Zm: 6 | HP: 60 | W: 25 (40)
Och, tak, to był jej szczęśliwy dzień. Podziękowała w myślach przodkom za to, że tak pobłogosławili jej pierwsze prawdziwe łowy. Wrona, jaszczurka, kret... i popielica. Dobry wynik jak na kogoś, kto nawet nie zaczął oficjalnego treningu, prawda?
Modlitwa natychmiast przybrała pozycję łowiecką, czując się w niej już dużo bardziej komfortowo i pewnie. Skradała się do szarego gryzonia bardzo powoli, uważając na to, jak stąpa po ziemi i wstrzymując oddech. Pod wiatr. Cicho, z ciężarem ciała przeniesionym na tylne łapy, ostrożnie, aby o nic się nie potknąć.
Raz, dwa, trzy - dała susa do przodu z nadzieją, że uda jej się dobić gryzonia od razu, bez kolejnego pościgu.
Królik nie zorientował się, że w okolicy był drapieżnik. Poczuł się zbyt bezpiecznie, nawet na własnej posesji i został zabity na własnej wycieraczce - nie zdążył ostrzec nawet swojej rodziny w królikarni, ale pisk który wydał z siebie zanim umarł i piach który wzniósł się w powietrze, gdy Ćmi Pyłek go dopadła był chyba wystarczającym ostrzeżeniem dla reszty mieszkańców też królikarni.
+20xp ćma | lvl: 3 | S: 10 | Zr: 11 | Sz: 7 | Zm: 5 | HP: 60 | W: 53-3=50/60 | prz: 2/2
Księżyce: 89 Płeć: Kotka Matka: Modliszkowy Zagajnik Ojciec: Świergot Partner: Śpiewająca Knieja Trwałe urazy: Brak palca u jednej tylnej łapy.
Niebieska szylkretka (kremowy jest jedynie jeden palec); minimalne białe znaczenia na tylnych łapach; nie ma jednego palca (u drugiej tylnej łapy, tej gdzie nie ma kremowego palca); zółto-zielone oczy; niska; smukła; z wiecznym uśmiechem na pyszczku.
Z charakteru Ćma jest bardzo wybuchowa. Jest impulsywna, pierwsze robi potem myśli. Wskakuje w ogień niczym ćma lecąca w stronę światła. Jest również zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do swojego rodzeństwa. Jeśli tylko dowiedziałaby się, że ktoś wyszedł o zachodzie słońca z kociarni... to oj było z tobą źle. W tym sensie, że prawdopodobnie trochę na ciebie pokrzyczała, a potem rzuciłaby się z tobą na legowisko i kazała spać, ciągle na tobie leżąc. Jest kochanym kociakiem, bardzo ciekawym świata i chcącym nauczyć się jak najwięcej. Łatwo nawiązuje nowe znajomości i bardzo się przywiązuje do nowych najlepszych przyjaciół. Uwielbia towarzystwo praktycznie tak samo jak bieganie w kółko wokół obozu. Jest nabuzowana i pełna energii, cały czas.
Trochę źle się poczułam, zdając sobie sprawę z tego, że chyba mieszkała tu królicza rodzinka, że to nie był samotny królik. Było już jednak za późno i tak jak ten królik, ja też musiałam wykarmić moje młode, moją rodzinę, mój Klan. Po prostu... tak już to działało. Pochwycony królik znalazł się w moim pyszczku, wróciłam się do moich poprzednich łowów, aby go odłożyć i zakopać. Ruszyłam dalej, ale kierowałam się w stronę, gdzie podejrzewałam, że mogła polować Szepcząca Łapa. Zamierzałam złapać jeszcze coś, a potem znaleźć Modlitwę i ruszyć do obozu, nie chciałam zostawiać córki na tak długi czas samej, miałam tylko nadzieję, że gdyby coś się działo, to by mnie zawołała. I w głowie kibicowałam, że udało jej się coś złapać. Nawet jeśli nie — i tak rozpierała mnie duma.
I w ten sposób popielica trafiła między pazury Szepczącej Łapy. Jasne, brakowało jej doświadczenia, ale zdecydowanie nie brakowało jej chęci i tej odrobiny szczęścia, potrzebnej przy każdym polowaniu. Srebrne zwierzątko zapiszczało przed śmiercią, a potem wypuściło ostatni wydech powietrza. Gdzieś w oddali coś nadepnęło na gałąź, wcale to nie był ktoś o niebieskim futrze, który właśnie za bardzo się skupił na uroczym ślimaczku.
+10EXP Szepcząca Łapa S: 1 | Zr: 7 | Sz: 6 | Zm: 6 | HP: 60 | W: 25-2=23 (40)
Modlitwa poczuła, jak krew popielicy rozlewa się na jej język, spływa do gardła i wraz z tym uczuciem jej ciałem wstrząsnęła czysta ekstaza. Duma z siebie, cała seria podziękowań Gwiezdnemu Klanowi, że nad nią czuwał w trakcie trwania tych łowów. Była z siebie dumna, bardzo. Matka na pewno też będzie dumna.
Jedna i druga.
Puściła popielicę tylko na chwilę, aby krzyknąć w przestrzeń sądząc, że Ćma to usłyszy. - Ćmi Pyłku! Wracajmy! - zadeklarowała krótko, cofając się wraz z nowo-schwytanym gryzoniem po poprzednie ze swoich zdobyczy. I nie czekała wcale na Ćmę, sama zaczęła wracać do obozu.
Księżyce: 89 Płeć: Kotka Matka: Modliszkowy Zagajnik Ojciec: Świergot Partner: Śpiewająca Knieja Trwałe urazy: Brak palca u jednej tylnej łapy.
Niebieska szylkretka (kremowy jest jedynie jeden palec); minimalne białe znaczenia na tylnych łapach; nie ma jednego palca (u drugiej tylnej łapy, tej gdzie nie ma kremowego palca); zółto-zielone oczy; niska; smukła; z wiecznym uśmiechem na pyszczku.
Z charakteru Ćma jest bardzo wybuchowa. Jest impulsywna, pierwsze robi potem myśli. Wskakuje w ogień niczym ćma lecąca w stronę światła. Jest również zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do swojego rodzeństwa. Jeśli tylko dowiedziałaby się, że ktoś wyszedł o zachodzie słońca z kociarni... to oj było z tobą źle. W tym sensie, że prawdopodobnie trochę na ciebie pokrzyczała, a potem rzuciłaby się z tobą na legowisko i kazała spać, ciągle na tobie leżąc. Jest kochanym kociakiem, bardzo ciekawym świata i chcącym nauczyć się jak najwięcej. Łatwo nawiązuje nowe znajomości i bardzo się przywiązuje do nowych najlepszych przyjaciół. Uwielbia towarzystwo praktycznie tak samo jak bieganie w kółko wokół obozu. Jest nabuzowana i pełna energii, cały czas.
Jak to plany, zmieniają się. I tak, nawet jeśli miałam chwilę temu ochotę na złapanie czegoś jeszcze, tak chwilę później plan uległ małej zmianie, bowiem dostrzegłam prześlicznego ślimaczka. To na niego spadła momentalnie cała moja uwaga, do czasu, gdy nie usłyszałam głosu Modlitwy. Wtedy zerwałam się na równe łapy, szybkim chodem wracając po moje zdobycze, które na szczęście nie były daleko. Potruchtałam w stronę głosu Szepczącej Łapy, dostrzegłam kątem oka jej znikający ogon. Trudno było nadrobić te paręnaście lisich ogonów odległości między nami, ale udało mi się pod koniec podróży (chociaż chyba zapłaciłam za to kolką) doścignąć córkę. Głośno jej pogratulowałam, może ją przytuliłam raz (lub pięć razy). I byłam dumna, zawsze.
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Składzik zaczynał świecić pustkami. Drapieżniki nie oszczędzały Cienistych wojowników, ostatnimi czasy coraz więcej kotów przychodziło z ranami z polowań. Wiedziałam, że najwyższy czas wyjść na poszukiwania ziół. Miałam jednocześnie nadzieję, że tym razem nie dostanę po tyłku od jakiś ptaków czy też szczurów - a jeszcze bardziej liczyłam, że nie pojawi się tajemniczy wichrzak, który lubił pojawiać się w takich krytycznych momentach.
Poprosiłam moją matkę, aby na poszukiwania poszła razem ze mną. Wolałam zabrać kogoś ze sobą w razie jakiś... dziwnych akcji. Wyszłyśmy razem z obozu, kierując się w stronę Trawiastych Grzbietów.
- Dziękuję, że zgodziłaś się iść ze mną, mamo. Zaczyna nam brakować paru ziół i bardzo chciałabym je znaleźć.
Pora zielonych liści. Jakże piękna pogoda, gdzie kiedyś Porzeczkowa Pestka sama prosiła wojowników by wyszli z nią zbierać kwiaty.
Teraz sytuacja się zmieniła. To koty pytają ją o pomoc, co było miłe, a sama Porzeczkowa Pestka nie miała co odmawiać.
Mogła się tylko cieszyć. Cicho, skrycie, ale cieszyć.
-Nigdy ci nie odmówie kochanie, a szczególnie w takiej sprawie. Miauknęła dymna koteczka spokojnie - jedyne co mogło być tu niepokojące to niestety jej wiek, lecz....Jeszcze tak źle z nią nie powinno być, a zmysły miała w porządku.
-Czego szukamy kochanie? Jakieś szczegóły? - zagarnęła, wytężając wzrok, a do tego swój nosek, wypatrując czegoś, hm, innego w gąszczu zieleni. Może pajęczyna lub miód? Te rzeczy rozpozna nawet bez wzroku, lecz warto było poszukać.
Nie była medykiem, lecz cieszyła się, że coś tam skubnęła przed śmiercią - niby błachostki, lecz jej zmysły kazały jej szukać to, co wiedziała - może napotka omszone iście krwawnika? Szczypułkę nagietka o kwiatach żółtych, zebranych w koszyk?
Cóż, teraz szły, a gdyby coś znaleźć, to może to pokazać córce i czy by się nadawało.
Księżyce: 75 Mistrz: Polny Chwast (Gwiazda) Płeć: Kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast (Gwiazda) Trwałe urazy: oderwane 2/3 lewego ucha, oderwana część prawego ucha, ślady po psich zębach na szyi, podłużna rana przechodząca po prawej stronie nosa, ślady zębów na barku, ślady zębów wokół pyska, blizna po rozcięciu na czubku głowy
Księżyce: 75 Mistrz: Polny Chwast (Gwiazda) Płeć: Kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast (Gwiazda) Trwałe urazy: oderwane 2/3 lewego ucha, oderwana część prawego ucha, ślady po psich zębach na szyi, podłużna rana przechodząca po prawej stronie nosa, ślady zębów na barku, ślady zębów wokół pyska, blizna po rozcięciu na czubku głowy
- Rwąca Zawiejo, Porzeczkowa Pestko - zawołał - Ciociu Porzeczko... Pójdę z wami. Tak będzie bezpieczniej, psy w ostatnim czasie uporczywie kręcą się na naszych terenach.
Wciąż nosił na sobie ślady po poprzednich dwóch potyczkach z pchlarzami dwunogów, acz to nie zdołałoby go zatrzymać. Nie było wszak siły, na tyle mocnej, by uziemić go w Korzennej Jamie... Poza tym wolał mieć pod kontrolą poczynania i bezpieczeństwo Klanowiczów, rodziny. Nic nie mogło umknąć jego uwadze. Od teraz to miał być jego priorytet.
A przy okazji, mógł postawić na działanie. Nawet z rannym uchem nie mógł pozwolić sobie na bezczynność. Oddalił się nieco od towarzyszek, acz był na tyle blisko, by nie mieć problemu z utrzymaniem kontaktu z kocicami. Zaczął rozglądać się, węszyć i szukać. Oby to polowanie okazało się owocne - i bez zbędnych niespodzianek. Bury zastępca miał ich już po dziurki w nosie.
ZBUDZONY NOCĄ WIDZĘ DIABŁA CIEŃxxxxxXXXXXXx
spowity płachtą pełną złoceń; tuż obok kapcia wylękniona mysz zastyga nagle niczym posąg
nie lękaj się
on nie jest zły
on też ma sny
jak słodkie łzy
natury grzech
anielski śpiew
kosmaty dzień
diabelski cień
zamknięte są wrota miłości, bezsenne daremne marzenia, zamglone są oczy przyszłości xxxxxXXXXXXxBEZKSZTAŁTNE JAK MORSKIE ROJENIA
Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
A skwar i upały nieprzerwanie trwały! Zbieranie ziółek i polowanie w tych warunkach może nie należało do najprzyjemniejszych, a dla Porzeczki, która była w dość... sędziwym wieku, mogło być o wiele bardziej niebezpieczne niż dla dwójki towarzyszącej jej młodzieńców. Ale wciąż, czasem miło wybrać się gdzieś z rodzinką.
Słoneczko grzało niebezpieczne grzbiet medyczki, gdy ta natknęła się na... myszkę. Niestety maluch nie żył, nie pachniał też zbyt świeżo, więc zjedzenie go nie należało raczej do najlepszych pomysłów, chyba że ktoś chciał się specjalnie pochorować... Ale wciąż mógł się przydać!
Co ciekawsze, Porzeczka ledwie odłączyła się od ekipy i o proszę! Również myszka. Ta natomiast nie przegrała z upałem, tylko... Jakimś drapieżnikiem? Albo kotem co nie potrafi uszanować zwierzyny? Tak czy inaczej, malutkiej brakowało głowy, kawałka ogona iii również trochę śmierdziała. Porzeczka wciąż mogła wydobyć z niej cenny medykament, tylko czy matka wiedziała jak?
Porzeczkowa Pestka - lvl: 4 | S: 11(15) | Zr: 6(9) | Sz: 6(8) | Zm: 5(7) | HP: 70 | W: 60 | Medlvl: 0
statystyki obniżone o 1/4 ze względu na wiek
A tu proszę, niespodzianka! Kątem oka Pies mógł dostrzec, coś rudego, coś spadającego rudego! Tylko po to by sekundę później do jego uszu dotarło całkiem głośne PAF! Nie była to gałąź ani szyszka, wyglądało na... zwierzynę? Gdyby zastępca zdecydował się podejść bliżej, na miejscu tragedii dostrzegłby wiewiórkę już niestety martwą. Spadła miękko na ściółkę leśną, więc przynajmniej była cała, ale dlaczego spadła?
Psie Serce - lvl: 4 | S: 12(16) | Zr: 9(12) | Sz: 4(6) | Zm: 3(5) | HP: 66 (80) | W: 40 (50)
statystyki obniżone o 1/4 ze względu na nie zagojoną ranę 1 stopnia
⋆⁺₊⋆☾⋆⁺₊⋆ I holdso manysmallregrets andwhat-ifsdown insidemy head someconfidenceit couldn't hurtme mydemeanoris oftenmisread
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
- Wszystko, co uznasz za medykament, tak naprawdę. I pajęczyna. Ostatnio Bobrzy Bór przyniósł dosyć sporą ilość, ale bardzo szybko nam się kończy. Ale jeśli wolisz, to możesz też zapolować, mamo. Nie ograniczaj się ze względu na mnie - miauknęłam spokojnie. Nie zamierzałam dzielić się tym, jak fatalnie wyglądał nasz składzik. Nie chciałam tego mówić matce, ani ojcu ani NIKOMU aby nie przyznawać się do porażki.
Dosyć szybko dołączył do nas ównież Psie Serce. Nie wiedziałam, skąd się tu wziął - prawdopodobnie widział, jak opuszczamy obóz. Nie wiedziałam dlaczego, jednakże od razu rozpoczęłam szukanie pretekstu, że być może chciał po prostu spędzić z nami, ze mną czas. Zamachnęłam się czarną kitą, spoglądając w lodowate ślepia zastępcy, które to tak bardzo przypadły mi się do gustu.
- Jeśli coś by się działo, wołajcie. Chociaż mam nadzieję, że nie będę musiała nikogo uziemiać w lecznicy - miauknęłam, kierując spojrzenie na Psie Serce. Potem ruszyliśmy na poszukiwania.
Szybko moim oczom ukazała się... Mysz. Prawdopodobnie ofiara upałów. Nie nadawała się do zjedzenia, jednakże miała coś, czego potrzebowałam. Znalazłam mech w pobliżu, po czym podeszłam do martwego gryzonia. Ostrożnie ale precyzyjnie starałam się wykonać cięcie, aby wydobyć z żółć z jej wątroby. Gdy substancja już zaczynie wychodzić na wierzch, zamierzałam podłożyć tyle mchu na ile jej starczyło.
Nie chciała się przyznawać, że na polowanie....jej siły nie pozwalały. Za to szukanie medykamentów było spokojniejsza czynnością.
Kiwnęła córce łbem na zrozumienie. -Mhm. Jakby co, poradze się ciebie, słońce. - miauknęła spokojnie.
Wten, głowa Porzeczkowej pestki odwróciła się, widząc zastępce, a jej bratanka - Psie Serce. Skinęła mu głową na eleganckie przywitanie. -Dziękuje za pomysłowość, Psie Serce. Nie mówie, że sobie byśmy nie poradziły, lecz każda pomoc jest mile widziana, kochany. - Odparła spokojnie.
Już po chwili każdy coś znalazł, a wibrysy Porzeczkowej Pestki zadrygały. Spojrzała się na córkę i jej poczynania, również z myszą. Żółć. No tak.
Poinstruowała się wzorcem jaki dała córka - dymna kotka złapała za mech, po czym pazurem zrobiła precyzyjne nacięcie w rejonie brzucha, wypatrując za trochę śmierdząca substancją, by zgarnąć ją na mech, tak, jak robiła to Zawiejka. Jeśli by się nie udało...cóż. Zawsze mogła poszukać tego, co zna, a mysz zanieść zawieji, czy aby kompletnie nie zepsuła szansy na żółć.
Księżyce: 75 Mistrz: Polny Chwast (Gwiazda) Płeć: Kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast (Gwiazda) Trwałe urazy: oderwane 2/3 lewego ucha, oderwana część prawego ucha, ślady po psich zębach na szyi, podłużna rana przechodząca po prawej stronie nosa, ślady zębów na barku, ślady zębów wokół pyska, blizna po rozcięciu na czubku głowy
Księżyce: 75 Mistrz: Polny Chwast (Gwiazda) Płeć: Kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast (Gwiazda) Trwałe urazy: oderwane 2/3 lewego ucha, oderwana część prawego ucha, ślady po psich zębach na szyi, podłużna rana przechodząca po prawej stronie nosa, ślady zębów na barku, ślady zębów wokół pyska, blizna po rozcięciu na czubku głowy
Paf. Psie Serce aż wzdrygnął się na niewytłumaczalnie głośny, a niezidentyfikowany odgłos. Jeszcze dziwniejszy był upadek martwej wiewiórki... nie zadowoliłby się rudym truchłem, po kilku uderzeniach serca ruszył więc dalej. Usiłować zachować należytą ostrożność i poruszać się po leśnej ściółce najciszej, jak mógł, wszak... nie pragnął skończyć jak wiewiórka. Za to chętnie by takową złapał. Jeszcze żywą, najlepiej.
ZBUDZONY NOCĄ WIDZĘ DIABŁA CIEŃxxxxxXXXXXXx
spowity płachtą pełną złoceń; tuż obok kapcia wylękniona mysz zastyga nagle niczym posąg
nie lękaj się
on nie jest zły
on też ma sny
jak słodkie łzy
natury grzech
anielski śpiew
kosmaty dzień
diabelski cień
zamknięte są wrota miłości, bezsenne daremne marzenia, zamglone są oczy przyszłości xxxxxXXXXXXxBEZKSZTAŁTNE JAK MORSKIE ROJENIA
Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
Medyczka bardzo ładnie i sprawnie zabrała się za zbieranie żółci. Myszka była dość pulchna, więc niedziwne że medyczka była w stanie nasączyć mech za mchem. Nie była to jakaś rekordowa ilość, ale hej wciąż całkiem niezły łów jak na taką pogodę!
Naśladowanie ruchów córki było troszkę trudne, szczególnie na tak małym i niekompletnym pacjencie, ale udało się! Porzeczka dostała się do upragnionej substancji i również zebrała całkiem ładną sumkę. Prawie o połowę mniej niż córka, ale można było się tego spodziewać po rozmiarze gryzonia.
Porzeczkowa Pestka - lvl: 4 | S: 11(15) | Zr: 6(9) | Sz: 6(8) | Zm: 5(7) | HP: 70 | W: 60 | Medlvl: 0
statystyki obniżone o 1/4 ze względu na wiek
+6 mysiej żółci
+12 MEDexp
O dziwo Psie serce zdecydował się nie ruszać wiewiórki... choć z drugiej strony była to raczej mądra decyzja. W końcu rudej mogło stać się coś poważniejszego niż tylko przegrzanie... Tak czy inaczej, ruszył dalej i o! Złapał kontakt wzrokowy z jakimś łasicowatym. Maluch nie zainteresował się zbytnio kocurem, po prostu szedł sobie dalej po trawiastych grzbietach, mając jedynie z tyłu głowy obecność kocura.
Psie Serce - lvl: 4 | S: 12(16) | Zr: 9(12) | Sz: 4(6) | Zm: 3(5) | HP: 66 (80) | W: 40 (50)
statystyki obniżone o 1/4 ze względu na nie zagojoną ranę 1 stopnia
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Udało mi się zebrać nawet dobrą ilość mysiej żółci. Strasznie uważałam, aby nie pobrudzić sobie nią łap. Śmierdziała, a wiedziała, że zlizywanie jej nie wchodziło w grę i musiałabym udać się do najbliższego jeziora. Machnęłam ogonem, odkładając mysią żółć pod drzewem. Tak śmierdziała, że raczej nikt nie ośmieli mi się jej zabrać.
Zaraz potem postanowiłam wyruszyć na dalsze poszukiwania i oddalić się nieco od matuli.