Logo Artemidy
Jasne Skały
Wszystko działo się tak... Szybko.
Najpierw spokojne życie u boku rodziny i tego dziwnego mistrza Kury. Któregoś dnia śmierć matki Owcy, tak nagle i gwałtownie. Niepokój. I wyprawa, którą mistrz Kura zarządził, równie niespodziewanie. Za dużo dla małej koteczki, która miała tego dość i to jeszcze zanim w ogóle zdążyli wyruszyć. Najchętniej zostałaby w znajomej, bezpiecznej norze, nie ruszając się stamtąd nigdy więcej. Ten mały zalążek świata, który zdążyła poznać przez dwa ostatnie księżyce, uważała za wystarczający. Do szczęścia nie potrzebowała niczego więcej... A już na pewno nie stresu. Stresu, który przeżywała podczas całej tej wędrówki.
Zaczęło się... Znośnie. Co prawda było jej cholernie zimno, a w dodatku po niedługim czasie marszu poczuła ciche burczenie w brzuchu... I ah, dość prędko zaczęły boleć ją też łapy. Nie narzekała jednak, całą drogę dreptała w grobowej ciszy i na samym tyle, jakby chcąc mieć oko na swoje rodzeństwo... I pewność, że żadne z nich się nie odłączy, ani nie zgubi. Przeprawa przez Grzmiącą Ścieżkę zdecydowanie była najtrudniejszym punktem tej wycieczki. Bycie trzymaną przez mistrza Kurę w ogóle jej się nie podobało i to do tego stopnia, że nawet po odstawieniu na ziemię, już po tej bezpiecznej stronie, na jej twarzy pozostał niezadowolony grymas... Który tylko zwiększył się, gdy wielkouchy kocur niemiło zwrócił się do kociąt i nakazał od teraz nazywać siebie... Tatą. A dlaczego tak? Brewki kremowej znacznie powędrowały w dół, a niezadowolone spojrzenie przeniosło się na twarz "taty". Przytruchtała bliżej, by stanąć tuż przed nim i spojrzeć mu prosto w oczy. Tak, to było pytanie. Pytała właśnie o to, z jakiej racji ma być nazywany per "tatą"... Skoro, jak widać, sam nie jest z tego powodu przesadnie szczęśliwy. Rzecz w tym, że wcale nie potrafiła się odezwać... Albo wcale nie chciała tego robić. Piorunujące spojrzenie musiało wystarczyć.
Przy okazji przysłuchiwała się rozmowie prowadzonej przez Szczura i Świerk. Nie umknęła jej również uwaga, którą podzieliła się Pstra. Rzecz w tym, że wszystko to zdawało się nie mieć dla niej znaczenia. Wcale. Bo chciała dostać odpowiedź na swoje pytanie. I to jak najszybciej. Najlepiej od razu.
LVL 3 25 / 200
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie dziwnym byłoby stwierdzenie, że Świt kochała śnieg. Zostawiane za nią ślady i odbite łapki były fascynujące i piękne, tworzenie dziur w kształcie własnego ciała było niesamowitą zabawą. Rzucanie śniegiem w innych również było niczego sobie. Nic więc dziwnego, że na śnieżne patrole wybierała się bardziej niż chętnie, towarzysząc Księżycowemu Wzgórzu, która najwidoczniej musiała się wyrwać na chwilę od gwaru własnych dzieci, oraz Klekoczącemu Bocianowi.
Rozmowy coraz bardziej schodziły na kocięta, w kwestii których rdzawa miała najmniej do powiedzenia, choć starała się trzymać przy temacie, ilekroć zaczynała dłuższy wywód o tym, jak to powinni zacząć budować legowiska na drzewach, bo a nuż Gwiezdni obdarują przyszłe pokolenia skrzydłami. Dopiero po chwili zaczęła się wyłączać, myśląc nad bardziej złożonymi kwestiami i rozmawiając sama ze sobą. W ten sposób też odbiła bardziej na bok, co by dodatkowe bodźce ze strony towarzyszących wojowników nie przeszkadzały w myśleniu. Nic się przecież nie stanie, jak pójdzie chwilę patrolować sama. Zgarną większy teren. No, nie żeby na tym jej zależało.
Szła przed siebie z głową w chmurach, wyłączonymi z działania oczami i migającymi w głowie obrazami, które tylko pchały bardziej na światło dzienne nowe pomysły i nieistniejące rozmowy. Trwało to tak długo, aż przed praktycznie samym jej pyskiem nie ukazał się obrazek kocura z...
- KURA!!! - wrzasnęła radośnie, podbiegając sprężyście ku niemu, uważając by nie zdeptać po drodze kociąt. Widziała je doskonale, choć nie zarejestrowała jeszcze ich obecności. Otarła się natomiast mocno łbem o szyję orientala. - Oh, jesteś zupełnie tak piękny jak w dniu, w którym cię straciłam!! Nie pamiętam co prawda, jak dawno temu to było, ale chyba bardzo dawno, bo totalnie cię nie było długo. Płakałam za tobą!! - dodała, patrząc mu w oczy. Dopiero wtedy przeniosła wzrok na maluchy. - OH, JAKIE ŚLICZNE PYSZCZKI. Cześć, wam!! Jestem Świtająca Łapa, miło mi was widzieć na granicy z Klanem Wichru!! Ojej, ojej, nie zimno wam? Mogę was przytulić jeśli chcecie, mam długie futerko!!



I could dance, I could dance, I could dance

xxx
watch me dance, dance the night away
my heart could be burnin', but you won't see it on my face
watch me dance, dance the night away

xxx
・*✧・゚:* uh-huh! *:・゚✧*・
I'll still keep the party runnin', not one hair out of place
.・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
LVL 5 130 / 400
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
19
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Oliwkowe ślepia błądziły z widocznym wyczekiwaniem pomiędzy drobnymi pyszczkami stojących na ziemi kociąt. Głosikiem, który jednak przerwał ciszę okazał się być ten nie należący do żadnego z trójki odmieńców, a do jedynej normalnie wyglądającej z rodzeństwa i usadowionej na jego grzbiecie Badyl. Zczaiła. Cudownie, jedno odhaczone. Ku zadowoleniu Kury, drugie też okazało się wystarczająco rozum... A nie, jednak po prostu za szybko się cieszył. Pysk kocura wykrzywił się w brzydkim grymasie, kiedy dotarło do niego, że najwyraźniej za bardzo zawierzył w intelekt glutów. Czy naprawdę musiał im wszystko tłumaczyć jakby z dziećmi miał doczynienia?! A jakby tego było mało, to zamiast skupić się w obliczu powagi sytuacji na sprawach istotnych, to zachciało im się o okolicznościach przyrody w postaci kaleczących jego uszy drzefóf i krzefóf dyskutować.

- Nie "mistrzu tato". Po prostu tato. I nie, nie "poprostutato" - spojrzał ostrzegawczo w stronę Szczura, uprzedzając kolejną próbę sabotażu. - Samo tato - wycedził ostrym tonem, czując jak po całym długim dniu powoli naprawdę zaczyna tracić cierpliwość.

Zanim jednak jego emocjonalny stan zdążył uzewnętrznić się w jakikolwiek inny sposób, niż przez zaciśnięte szczęki i przymknięte powieki, kolejny cienki głosik przykuł jego uwagę. Przekręcił łeb w stronę kolorowego pyszczka Pstrej, a pomiędzy brwiami powoli zaczęła formować się zmarszczka. Sikać jej się chciało. Dobra, tylko czemu mu o tym mówiła? Przez moment miał wrażenie, jakby ktoś postawił przed nim bardzo ciężką, logiczną łamigłówkę, której rozwiązanie było poza skalą jego intelektualnych możliwości. To chyba nie tak, że musiał jej w tym pomóc? Prawda? No bo i jak? Ogon miał jej potrzymać? Albo, dobijcie go gwiezdni, piosenkę o deszczyku zaśpiewać, żeby lepiej leciało?

- No, dawaj - przytaknął, wtórując słowom Szczura, który wybawił go przed utratą zdrowych zmysłów. Nie były w końcu na tyle upośledzone przez swój wiek, żeby nie potrafiły same załatwiać takich potrzeb.- Tylko reszta nie żreć mi żółtego śniegu - dodał ostrzegawczo, łapiąc następnie zaciskającego powieki kocura za skórę na karku i uniósł do góry, żeby, ruszając łbem na boki, otrzepać z jego futra resztki śniegu, w który ten wcześniej wpadł.

Ledwie odstawił go bez zbędnej delikatności ponownie na ziemię i przekręcił kark, żeby pod pretekstem poprawienia na swoim grzbiecie pozycji, sprawdzić czy przebywający poza zasięgiem jego wzroku Świerk, ma się jeszcze dobrze, ostatni-Pierwszy kociak postanowił przypomnieć o swojej egzystencji stając przed nim. Kura czekał chwilę na jakieś pytanie, ale jeżeli to miało kiedykolwiek nadejść, to szybciej skończyła mu się po prostu cierpliwość.

- Co się tak gapisz, jakby ci ktoś kupę pod nosem rozmsmarował? - Rzucił zirytowany tym jak mały pyszczek wykrzywiał się brzydko, kiedy jego właścicielka piorunowała go wzrokiem. Co prawda w myślach nie umiał czytać, a do tego jego inteligencja emocjonalna była tak głęboka jak kałurza w czasie suszy, ale nawet on potrafił się domyślić, że smród ma jakieś wąty. I nie mogło w nich chodzić o sam fakt zostania jej ojcem. Nie dlatego, że uważał się za tak cudownego kandydata na to stanowisko, a ponieważ szczerze powiedziawszy powątpiewał by kociętom w ogóle w jakiś głębszy sposób znany był koncept męskiego rodzica. No bo czy Owca kiedykolwiek miała okazję, albo powód aby tak małym brzdącą wyjaśniać jak działają kwiatuszki i tfu! pszczółki i, że bez jednego i drugiego nie byłoby ich na świecie? W każdym razie, teraz doszedł do wniosku, że najbardziej prawdopodobnym scenariuszem był ten, w którym Pierwszej musiała nie podobać się zmiana jego "imienia". - Tam gdzie idziemy jest dużo żarcia i ciepłe miejsce do odpoczynku, ale inni mogą źle zrozumieć, jak nie nie będziecie mnie tak nazywać. Takie trudne? A poza tym masz to robić, bo tak mówię. Więc się z tym pogódź - skończył temat. A przynajmniej jego zdaniem był skończony i najwyraźniej podzielało je również przeznaczenie, bo nagle ktoś wykrzyczał jego imię.

Oliwkowe ślepia poderwały się sponad dziecięcego pyszczka i prześledziły okolicę, praktycznie od razu dostrzegając kontrastujące z białym puchem rdzawe futro. Kura nie musiał się zastanawiać. Nawet widząc kocura jedynie w oddali, od razu poznał do kogo ono należy. I kąciki jego warg po raz pierwszy od długiego czasu uniosły się lekko ku górze.

- ŚWIT! - Odkrzyknął ruszając energicznie dwa kroki na przód, ale kiedy kocie na jego grzbiecie zakołysało się niebezpiecznie, od raz się zatrzymał, zmuszony biernie czekać aż przyjaciel pokona dzielącą ich odległość.

Chwila... Co?! Powieki zmrużyły się, kiedy uświadomił sobie, co właśnie pomyślał. Przyjaciel?! Za sam ten pomysł, Kura postanowił, że pójdzie utopić się w Czarnym Ogonie. Jednak w momencie, kiedy Świt jak zawsze i nie zważając na sytuację postanowił wykorzystać jego słabość, przekraczając przestrzeń osobistą i ocierając się o jego szyję, zmienił plan. Pójdzie i utopi tam Świta! A potem będzie wiódł spokojne życie. Takie, w którym nie będzie już musiał nienawidzić samego siebie za rumieńce, które wypłynęły na jego policzki i za to jak przyjemnie miękkie wydawało mu się futro kocura.

- Świt... - zaczął, kiedy rówieśnik wreszcie się zamknął. Czuł jak z każdym słowem, które opuszczało pysk rdzawego jego mięśnie spinał się coraz bardziej i bardziej, do tego stopnia, że świeżo wygojone blizny zdawały się ciągnąć i drażnić, jakby jego skóra nie proponowała dla nich wystarczająco dużo miejsca. Ten nawet w takiej sytuacji nie miał zamiaru złożyć broni. Dokuczał mu, ze względu na jego wygląd, bredził że płakał, nawet smrodów nie oszczędził! I jakby tego było mało wciąż postanowił kontynuować swój nieśmieszny żart z nazywaniem samej siebie kotką. Kto normalny robiłby to tyle czasu?! Gdyby byli sami, najpewniej już rzuciłby się na kocura, a teraz miał ochotę przynajmniej kazać mu spadać. Wystarczyło jednak jedno spojrzenie na dygoczące i zmęczone gluty, żeby zrezygnować i z tego pomysłu. Nie wiedział w końcu kiedy pojawi się kolejny patrol i nawet jeżeli pazury wysuwały się z jego poduszeczek na samą myśl, to wiedział, że nie chcąc ryzykować ich zdrowia, był zdany na jego łaskę. - Świt, musisz mi teraz pomóc - wycedził, ponownie podnosząc wzrok na zielone oczy. - Potem... Potem będziesz mógł robić ze mną co chcesz. Ale teraz trzeba zabrać kociaki do obozu.
xxx

xxx
xxx
xxx
xxx
Every roommate kept awake...
... by every sigh and scream we make...
... all the feelings that I get...
But I still DON'T MISS YOU yet!

xxx
... only when I stop to think about it...
xxx
I HATE everything about you!
xxxxxxxxxxxxxxx Why do I love you?
You hate everything about me!
xxxxxxxxxxxxxxx Why do you love me?
Obrazek
xxx
LVL 4 120 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
14
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Dobrze, samotato - powiedziała cicho Pstra, otarła się mrucząc o bok Szczura i ruszyła w krzaki, żeby zaspokoić nagląca potrzebę. Była ona tak silna, że koteczka w zasadzie nie zdążyła pomyśleć o tym, jak bardzo się boi i jak dużo odwagi wymaga od niej oddalenie się od bezpiecznej grupy. Nie oddaliła się tak naprawdę daleko - jej kolorowe futerko dalej prześwitywało przez zarośla i martwe krzewy, tak, że dobrze wiedzieli przez cały czas, gdzie ta się znajduje.

Kiedy wracała, do grupki dołączył nieznany jej kocur o bardzo ładnej, rdzawo-czarnej sierści. Wydawał się być miły i zaproponował im nawet przytulenie się. Przez uderzenie serca Pstra miała ochotę się zgodzić. Czuła, że przytulenie było tym, co z pewnością teraz pomogłoby na wszystkie jej smutki i zmartwienia. Problem w tym, że zupełnie tego kota nie znała przez co też nie mogła mu zaufać na tyle, by to zrobić. Zamiast tego po powrocie i zatrzymaniu się na chwilę na krawędzi zarośli, podeszła do brata, do Szczura i przytuliła się do niego, tworząc z nich kupkę wtulonego, kręconego futerka.
[Obrazek: zwinna.gif]
When you wake up next to him in the middle of the night
With your head in your hands, you're nothing more than his wife
And when you think about me, all of those years ago
You're standing face to face with "I told you so"
You know I hate to say, "I told you so"
LVL 1 35 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
11
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Mimo, że chwilowo całą uwagę poświęciła sierotkom, tak za nic nie mogła przestać co chwila zerkać na Kurę. Własnym oczom nie wierzyła, że go znowu widzi i z całą pewnością mogła stwierdzić, że ten dzień był prawie jej ulubionym dniem w całym jej życiu. Bądź co bądź, poznanie Azalii na zawsze pozostanie najlepszym momentem, kiedy to zyskała najlepszego przyjaciela. Nie pamiętała już nawet w jaki sposób się poznali, a i tak czuła, że to była magiczna chwila.
Podniosła energicznie łeb, słysząc Kurę i kiwała co chwila, chcąc udowodnić, że totalnie rozumie i nadąża za tym, co gada. Nie mogła jednak ukryć uśmiechu, słysząc że w ogóle do niej mówi. Szkoda, że dalej nie ogarnął że Świt jest kotką od dawien dawna. Ale to rozmowa na inny moment, marznące kocięta były ważniejsze.
- Nooo, absolutnie. Biedactwa, ohh - rozczuliła się, znów zerkając na przytulone do siebie rodzeństwo. - Ale to ja tak chyba nie mogę ich wziąć. Znaczy wiesz, że totalnie bym je wzięła i w ogóle wycałowała i ukochała całą sobą!! Ale no…No w Klanie to chyba tak średnio tak wolno…Musiałabym po mamę skoczyć - zamyśliła się. - Ale jestem tu z Bocianem i Księżycowym Wzgórzem. No, gdzieś są. Poproszę ich, a ja bym tu zaczekała z wami, co??



I could dance, I could dance, I could dance

xxx
watch me dance, dance the night away
my heart could be burnin', but you won't see it on my face
watch me dance, dance the night away

xxx
・*✧・゚:* uh-huh! *:・゚✧*・
I'll still keep the party runnin', not one hair out of place
.・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
LVL 5 130 / 400
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
19
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Duże uszy drgnęły, kiedy dobiegł do nich odgłos śniegu skrzypiącego pod małymi łapkami i ich właściciel łypnął przez bark na pstrokate kocię, wtulające się teraz w swojego brata. Przez moment wspomnienie zignorowanego wcześniej "samotato" załaskotało jego myśli, powodując, że sapnął zmęczony. Zanim jednak zdążył podjąć decyzję czy się tym przejmować, czy może zwyczajnie zignorować ten problem, głos rówieśnika ponownie przykuł jego uwagę.

- Pogrzało cię do reszty... - cichy wark wyrwał się z jego gardła. - Nie widzisz, że są wyziębione? Klan nie może stwierdzić, że chrzani kociaki i niech sobie zamarzają na ich terenach! Nie mam czasu czekać, aż dojdą do Obozu i sprowadzą Roziskorzoną Noc. I co jeżeli twoja matka akurat postanowiła się szlajać i gwiezdni wiedzą, kiedy wróci!?
Świt go prowokował. Kura był tego pewny. Nie wiedział jednak czy odmowa pomocy, kiedy praktycznie się przed nim kajał było tym co irytowało go w wypowiedzi rdzawego najbardziej. Nie, definitywnie nie. To propozycja czułości wobec kociąt sprawiła, że duże uszy położyły się na boki, niczym skrzydła helikoptera, a oczy zmrużyły w wąskie szparki. Ta powinna mu być totalnie na łapę, w końcu pozbyłby się dzięki temu obu, czy raczej całej piątki problemów. Ale Kura nie lubił się dzielić czymś co było jego. A to były jego smrody. To on spędzał z nimi, niedobrowolnie i wcale niechętnie, ale prawie każdą chwilę ich życia. To on widział jak stawiały pierwsze kroki, musząc od tego momentu odganiać je od siebie za każdym razem, kiedy niezdarnie przyczłapały za blisko. To on znał wszystkie kołysanki, które Owca nuciła im przed snem. I Świt był jego wrogiem. To w końcu on będąc w klanie sprawdzał każdej nocy, czy legowisko kocura na pewno gościło swojego właściciela. Przez ostatnie dwa księżyce często łapał się na tym, że myślał, czy rdzawy na pewno w nim jest, następnie czując ogarniającą go niemoc, bo nie był w stanie odpowiedzieć sobie na to pytanie.

- Jak nie masz zamiaru pomóc, to przynajmniej rusz swój zad i zejdź mi z drogi. Może Klekot i Księżyc będą mieli więcej rozumu - stwierdził napierając barkiem na bok rówieśnika. Dużo łatwiejszym od tego agresywnego gestu byłoby obejście go, ale Kura był zbyt zmęczony, żeby walczyć ze złością i zazdrością jaką wywoływały u niego zielone ślepia wlepione w smrody zamiast niego.
xxx

xxx
xxx
xxx
xxx
Every roommate kept awake...
... by every sigh and scream we make...
... all the feelings that I get...
But I still DON'T MISS YOU yet!

xxx
... only when I stop to think about it...
xxx
I HATE everything about you!
xxxxxxxxxxxxxxx Why do I love you?
You hate everything about me!
xxxxxxxxxxxxxxx Why do you love me?
Obrazek
xxx
LVL 4 120 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
14
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Słowa Mistrza Kury spotkały się z różnymi reakcjami ze strony kociąt, ale sam Szczur miał chyba najmniejszy problem z zaakceptowaniem tego wszystkiego. Choć po tym, jak opiekun go poprawił, mały kocurek wyraźnie skrzywił mordkę w głębokim zastanowieniu. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego Kura chciał być nazywany tylko tatą… bo przecież był od zawsze Mistrzem Kurą! Skąd wzięła się ta nagła zmiana? Szczur na pewno dopytywałby znacznie więcej, gdyby miał na to siłę. W tej chwili jednak było mu zimno i chciał jak najszybciej znaleźć suche miejsce do odpoczynku dla wszystkich swoich towarzyszy!
Spoglądał za Pstrą, bez słowa upewniając się, czy ta jest bezpieczna. Nie chciał stracić nikogo z oczu w tą nieprzyjemną pogodę, a jego pole widzenia było ograniczone przez ten głęboki śnieg! Rozluźnił się nieco widząc, jak siostra powoli wygrzebuje się z tymczasowej toalety i wraca do nich, ale cała ta sytuacja sprawiła, że najwyraźniej stracił czujność względem ich otoczenia.
Usłyszał głos, nieznajomy i głośny. Obrócił się prędko idealnie w porę, by ujrzeć ogromnego, ognistego kota podbiegającego do Mistrza Kury. Szczur w szoku podskoczył w miejscu i wygiął grzbiet, kładąc uszka płasko na głowie. Przez kilka uderzeń serca obserwował całą tą sytuację w ciszy, starając się zrozumieć do czego właśnie doszło. Nie wiedział, kim był nieznajomy kot, ale najwyraźniej Mistrz już to wiedział… i chyba się lubili! Niepokój szybko zamienił się w zainteresowanie i kociak przechylił łebek w bok, opierając się równocześnie o stojącą obok Pstrą.
Puchaty gigant wyglądał bardzo sympatycznie… a na pewno ciekawie! Szczurek poczuł lekkie zmieszanie słysząc, że nieznajomy mówi o sobie jako ,,ona’’, a Kura jako ,,on’’. To dziwiło go najbardziej, bo do dziwnych odzywek Kury już dawno się przyzwyczaił. Wiedział, że to po prostu sposób okazywania emocji!
Wahał się, bo choć kusiło się wtrącić, to dwa starsze koty rozmawiały ze sobą tak szybko, że nie mógł się nawet połapać w ich rozmowie. Jego zmęczenie na pewno nie pomogło. Dopiero gdy Mistrz Kura poruszył się nieco agresywniej, Szczur zrobił kilka susów w przód, zatrzymując się dopiero przy wielkiej łapie nieznajomego.
- Ale… ale Mistrz- ale tato! Bo ja chcę być- chcę być ukochany przez Św-it! Wygląda miło i nawet ma mamę! Gdzie idziesz? - zawołał do Kury, opierając się bokiem o jedną z przednich łap Świt.
xxx
xxx
xxx
xxx
xxx
xxx
xxx
xxx
I'd like to make myself believe
That planet Earth turns s l o w l y
It's hard to say that I′d rather stay awake when I′m asleep
'Cause everything is never as it seems

′Cause I'd get a thousand hugs
From ten thousand lightning bugs
As they try to teach me how to dance


Obrazek
xxx
LVL 1 100 / 100
MedLVL 0 0 / 100
1
Siła
S
5
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Położyła uszy do tyłu, z początku mimowolnie, słysząc warknięcie Kury. Późniejsze słowa ją zwyczajnie zabolały. Nigdy przenigdy nie chciałaby, by jakiemukolwiek kociakowi stała się krzywda. Niczym nie zawiniły obecne tu maluchy, a i faktycznie szkoda by było, gdyby zamarzły, czekając aż Roziskrzona Gwiazda pojawi się na granicy. Co nie zmieniało faktu, że Świt nie mogła ich tak po prostu wprowadzić. Nie chciała robić nikomu problemów, a i chętnie znajdzie każde inne możliwe rozwiązanie.
- Ranisz mnie, Kuro. Bardzo chcę pomóc! - spojrzała na niego smutno, odsuwając się o krok, by bury przestał na nią napierać. Westchnęła smutno, chcąc pójść za nim. Nie mogła go puścić przez granicę. Spojrzała jednak w dół, dostrzegając berbecia przyklejonego do jej nogi. Uśmiechnęła się przyjaźnie i złapała kociaka delikatnie w przednie łapy i przytuliła do białego futra na piersi, przejeżdżając mu czule językiem po głowie. Spojrzała następnie na przyjaciela z nutką nadziei w oczach. - Pomogę je wygrzać! Poproszę Bociana żeby pobiegł do obozu i poczekamy na moją mamę! Proszę, Kuro, ja chcę dla nich wszystkiego co najlepsze. Dla ciebie też! Ciebie też przytulę, będzie nam ciepło. Albo znajdziemy jakąś norkę w pobliżu, żeby było im sucho. Proszę! Nie...Nie mogę cię puścić przez granicę... - pociągnęła nosem. Czuła, że jeśli cokolwiek stanie się któremukolwiek z kociąt, to tylko i wyłącznie ona będzie odpowiedzialna. Bo wzięła sobie kodeks do serca ponad życie. Traszka może byłaby dumna, ale czy drobne, kręcone duszyczki patrzące z Gwiezdnego Klanu byłyby w stanie jej wybaczyć? Pomijając fakt, że nie zaznałaby już spokoju za życia z powodu własnych przewinień, to może jeszcze dręczyłyby ją po śmierci? Słusznie, oczywiście.



I could dance, I could dance, I could dance

xxx
watch me dance, dance the night away
my heart could be burnin', but you won't see it on my face
watch me dance, dance the night away

xxx
・*✧・゚:* uh-huh! *:・゚✧*・
I'll still keep the party runnin', not one hair out of place
.・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
LVL 5 130 / 400
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
19
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kura osiągnął co chciał. Świt ugiął się pod naporem barku, a zielone oczy na nowo spoczęły na jego pysku. Wygrał! W jednym i mało istotnym aspekcie, ale to wciąż była wygrana, a na tą czekał od długiego, długiego czasu. Uczucie radości, wywołane sukcesem zostało jednak zgaszone przez smutek w spojrzeniu rówieśnika, zanim tak naprawdę zdążyło się odezwać. Ranił go? Kanciasta morda wygięła się w brzydkim grymasie, takim, przez którym można by uwierzyć, że on i Pierwsza faktycznie są spokrewnieni, oliwkowe oczy padły zaś na Szczura, który postanowił wtrącić się do rozmowy. Zdrajca!!! Szczęki Kury zacisnęły się mocniej, kiedy łypał spode łba na, teraz przytulanego i całowanego kocurka. Gdyby kociak mógł czytać w myślach, wiedziałby że chwilowo spadł na ostatnie miejsce w tabeli "ulubionych smrodów". Jego ucho zaś drgnęło, gdy usłyszał, że Świt pociąga nosem. Czy rdzawy miał zamiar beczeć? Czy to też była gra? Gdyby dłużej się nad tym zastanowił, stwierdziłby, że na pewno, ale nie miał sił na rozkładanie zachowania kocura na czynniki pierwsze. Zamiast tego, postanowił, przynajmniej częściowo, uwierzyć w jego słowa. Bo może tego właśnie chciał, a na pewno potrzebował, żeby złość nieco opuściła jego głowę pozwalając, kiedy po raz kolejny spoglądał na dwójkę kociąt za jego plecami i to usadowione na nich, zastanowić się nad tym co ma zrobić.

Mógłby próbować siłą i przemocą przekonać Świta, że jego interpretacja kodeksu, który mówił o tym, że wojownik nie może opuścić kocięcia w niebezpieczeństwie i bólu, była tą jedyną właściwą. Że zabranie wyziębionych kociąt do Obozu miało teraz najwięcej sensu i nie łamało żadnych zasad klanu, nawet jeżeli po tym jak sie ogrzeją i najedzą Roziskorzona każe mu pakować manatki. Mógł również nalegać na przyprowadzenie Bociana, tłumaczyć mu sytuację i mieć nadzieje, że ten w przeciwieństwie do rdzawego nie był tępy jak głaz. To wszystko było jednak stratą czasu. Kura sam był fizycznie zbyt wycieńczony, a resztki zdrowego rozsądku, podpowiadały mu, że pobicie się z kimkolwiek nie stawiałoby go w najlepszym świetle. W końcu, mógł po prostu zgodzić się na propozycję Świta. I nawet jeżeli wszystko w nim zdawało się krzyczeć, że nie chce tego robić, nie chce dopuszczać glutów nawet w okolicę kocura, to widział, że szaro-biały kociak, w przeciwieństwie do swoich sióstr, zdawał się dygotać mniej, wtulony w grube futro rdzawego.

- Nigdzie - rzucił w końcu w stronę Szczura, po czym podniósł wzrok na rówieśnika. - Powiedz Klekotowi, że jeżeli twojej matki nie będzie w obozie, ma nie czekać, tylko wołać Donośny Krzyk. I jeżeli ją znajdzie, niech zawoła też Kacze Piórko - I wróć tu potem. To ostatnie jednak nie padło z jego pyska i Kura musiał liczyć na to, że Świt po prostu się domyśli. - W tył zwrot smrody - rzucił do Pierwszej i Pstrej. - Idziemy pod drzewa, będą chronić od wiatru, widziałem tam też mech. Może wam tyłki nie odmarzną jak się na nim położycie - wytłumaczył sucho, żeby oszczędzić sobie ewentualnego buntu. Sam złapał Szczura zębami za skórę na karku, pozbawiając go przywileju używania łap. Tak na wszelki wypadek, gdyby mu się jednak futro rdzawego zbyt spodobało i nie miał zamiaru go słuchać.
xxx

xxx
xxx
xxx
xxx
Every roommate kept awake...
... by every sigh and scream we make...
... all the feelings that I get...
But I still DON'T MISS YOU yet!

xxx
... only when I stop to think about it...
xxx
I HATE everything about you!
xxxxxxxxxxxxxxx Why do I love you?
You hate everything about me!
xxxxxxxxxxxxxxx Why do you love me?
Obrazek
xxx
LVL 4 120 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
14
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Mistrz Kura odezwał się zirytowanym tonem, a jego słowa wcale nie były miłe... A przynajmniej tak odebrała to Pierwsza. No, i gdyby tego było mało, wcale nie dostała odpowiedzi na swoje pytanie, co tylko pogorszyło grymas wymalowany na jej mordce. Chciała się buntować, pokazać swoje narastające niezadowolenie i złość... Ale ufff, na szczęście wielkouchy kocur nie zakończył swojej wypowiedzi tylko na kąśliwej uwadze. Zaraz wyjaśnił genezę swojego dziwnego pomysłu... I wszystko byłoby w porządku, gdyby na końcu nie dodał, że trzeba się go słuchać. Twarz srebrzystej przybrała tym razem skwaszony wyraz.
- Lisi bobek. - Rzuciła tylko, agresywnie miotając ogonem na boki. Posłała kocurowi wyzywające spojrzenie i zdaje się... Że chyba chciała coś jeszcze do swoich słów dodać, ale... Ah! Nagle podskoczyła, gdyż zza jej pleców rozległ się głośny wrzask... A zaraz po tym następny, ale ten wydobył się z gardła mistrza Kury. Przestraszone kociątko instynktownie wcisnęło się między jego przednie łapy, chcąc schować się przed tym, co właśnie się do nich zbliżyło. Obcy kot... Ale zdaje się, że Kurze znajomy. Strasznie trajkotał, co się małej Pierwszej nie spodobało, a ta nie byłaby sobą, gdyby tego nie okazała... Więc posłała rdzawemu kotu spojrzenie tak groźne, że groźniejsze nawet od tych, które zwykła posyłać Kurzej Łapie. Nie ufała przyjaznej postawie, którą prezentował nieznajomy. Przytulasy? Hoho, niedoczekanie Twoje! Choćby miała tutaj zamarznąć, nie zbliży się do tej głośnej wywłoki ani na krok. Wycofała się spomiędzy łap mistrza Kury (który, swoją drogą, ku jej niezadowoleniu ruszył w stronę tego całego {albo tej całej? Pierwsza nie wiedziała co o tym myśleć} Świtającej Łapy i nawet zaczął z nim {nią?} rozmawiać!) i zbliżyła się do Pstrej. Siostra przed chwilą tuliła się do Szczura, jednak ten zdrajca postanowił przyczepić się do jednej z łap obcego kota. Odważnie, ale jednocześnie... Czyn jakże nieakceptowalny! Pierwsza zerknęła na brata zdegustowanym wzrokiem, krzywiąc się z obrzydzenia... A zaraz po tym przywarła swoim bokiem do boku Pstrej. Zerknęła też na leżącą na grzbiecie Kury Świerk, by upewnić się, że ta ma się dobrze. No, a potem wielkouchy kocur obwieścił, że cofają się pod drzewa, bo tam rzekomo ma być cieplej. Ugh. Tłumaczenie jak najbardziej dobre, ale czy naprawdę znów muszą się ruszać? Jest zimno, wszyscy są zmęczeni, a żołądek Pierwszej zaraz chyba pochłonie ją samą... Koteczka powstrzymała westchnięcie, a następnie wstała i, nie czekając na nikogo, ruszyła ciężkim krokiem w stronę drzew. Głowa wysoko uniesiona, nawet nie obejrzała się za siebie... I wygląda na to, że wcale nie miała ochoty na żadne dyskusje.
LVL 3 25 / 200
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
No tak, z drzew na pewno więcej się zobaczy, tylko największy problem to wejście, zwłaszcza teraz gdy na korze zalega śnieg.
- To racja - odpowiedziała. Następnie skupiła się na słowach mistrza Kurzej Łapy. Przedstawiona przez niego wizja zdawała się być obiecująca. Ciepło, jedzenie, a to wszystko jeśli będą się zwracać do Kury ,,tato". Trzeba przyznać, że to niskie wymagania w stosunku do korzyści i Świerk bardzo to odpowiada. Nagle w pobliżu nich pojawił się intruz. Świerk zjeżyła sierść na karku chcąc wyglądać groźnie, choć w środeczku bała się obcego kota. Jak po chwili się okazało, kotka i Kura się znali. Zaraz futerko jej się wygładziło, a gdy Świt zaproponowała przytulaska, Świerk natychmiast pokiwała potakująco głową. Przykre było, jak mistrz Kurza Łapa był dla niej nieuprzejmy, przynajmniej tak to odbierała, a ona zdawała się być taka sympatyczna. W dalszej wymianie zdań padało dużo imion, jakieś polecenia i w końcu w głowie Świerk powstał mętlik. Ostatecznie padł rozkaz skierowany do nich.
- Tak jest, tato! - zareagowała na słowa Kury. Postawiła ogon na sztorc i spojrzała w stronę drzew. Niby nie do końca jej to dotyczyło, bo nie korzystała z własnych łapek jako środka lokomocji, ale dała znak, że słucha swojego opiekuna.
Obrazek
LVL 5 360 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
14
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Szczur wydostał się z jej uścisku, by zainterweniować w rozmowie pomiędzy Świtem a Kurą, w tym czasie Pstra patrzyła za nim, zastanawiając się, dlaczego ona sama nie ma w tej sprawie nic do powiedzenia. Mistrz Kura, to znaczy... tata przyzwyczaił ją do nie wtrącania się, kiedy rozmawiają dorośli, do siedzenia cicho. Może to dlatego teraz, kiedy jej wtrącenie się mogłoby przynieść dla kogoś pewne korzyści, pstrokata koteczka siedziała cicho. Do jej boku prędko, naprawdę niedługo po tym, jak odsunął się od niej Szczur, przylgnęła Pierwsza. Pstra odwzajemniła mruczeniem jej gest i poczuła się znacznie lepiej.
Kiedy ta wstała, ruszyła również Pstra.
[Obrazek: zwinna.gif]
When you wake up next to him in the middle of the night
With your head in your hands, you're nothing more than his wife
And when you think about me, all of those years ago
You're standing face to face with "I told you so"
You know I hate to say, "I told you so"
LVL 1 35 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
11
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Uśmiechnęła się cieplej, z ulgą, gdy Kura jednak przystał na jej propozycję. Wszystko się jakoś ułoży. A przynajmniej miała taką nadzieję. Z drugiej strony, może jednak popełniała błąd? Koty były przyjmowane z powrotem, szczególnie z kociętami, czemu Kura miałby nie być? Może powinna była pójść z nimi od razu do Obozu, udając, że bury wcale a wcale nie zaginął. Poszedł na spacer, ot, cała historia. Nikt go przecież nie wygoni. Prawda?
Nim się jednak obejrzała, oddała posłusznie jedno z kociąt przyjacielowi, a sama była już w drodze by szukać reszty członków patrolu. Nie trwało to na szczęście długo, a po wyjaśnieniu sytuacji, Księżycowe Wzgórze zobligowała się pójść razem z Bocianem, najwidoczniej nie chcąc zostawać z większą ilością towarzystwa. Świt nie miała jej za złe, chętnie sama posiedzi z maleństwami i orientalem.
Wracała do rodzinki szybkim krokiem, zwinnie przeskakując większe śnieżne zaspy, aż wreszcie znalazła się pod drzewem razem z resztą.
- Chodźcie, ogrzeję was! Ciebie też, Kura. Bocian poleciał już po moją mamę albo po Donośny Krzyk, więc niedługo ktoś tu się powinien zjawić. Wszystko będzie dobrze!! - opowiedziała, układając się w pozycji leżącej, co by kocięta, o ile wyraziły taką chęć, mogły przytulić się do niej samej lub chociaż jej ogona. - A tak w ogóle to gdzie byłeś? Tooo znaczy, dawno cię nie widziałam i w ogóle było mi bardzo smutno widzieć że twoje legowisko jest puste! Kurkę widziałam i czasami miałam nadzieję, że hmm a może to Kura. No ale jednak nie i to też było bardzo przykre.



I could dance, I could dance, I could dance

xxx
watch me dance, dance the night away
my heart could be burnin', but you won't see it on my face
watch me dance, dance the night away

xxx
・*✧・゚:* uh-huh! *:・゚✧*・
I'll still keep the party runnin', not one hair out of place
.・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
LVL 5 130 / 400
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
19
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Tak jak Szczur chwilowo wylądował na szarym końcu już wspominanej listy "ulubionych smrodów", tak, gdyby Kura tylko mógł czytać w myślach Pierwszej, ta awansowałaby na jej czubek za samą postawę jaką prezentowała w stronę Świta. I to nawet mimo jej niezadowolonych min i odzywek! Świerk też miała na to szansę, jeżąc się i udając twardziela, ale zaprzepaściła ją jak tylko zaczęła kiwać ochoczo łebkiem na propozycję przytulasów. Jej pech. Tymczasem słysząc jak po raz kolejny zostaje nazwany tatą, pysk w którym niósł kocura wykrzywił się na krótki moment. Będzie potrzebował czasu, żeby się do tego przyzwyczaić. Mimo to poczuł ulgę czując, że kocię na jego grzbiecie nieco się ożywiło. Jej siostry pozostawały jednak wciąż milczące i tak jak w przypadku Pierwszej mógł, albo przynajmniej miał nadzieje, że mógł, zwalić to na karb charakteru, tak jego brwi zetknęły się ponad nosem, kiedy przyglądał się temu, drepczącemu powoli przed nim, bardziej kolorowemu smrodowi.

- Zeskakuj Badyl - rzucił w stronę Świerka, kiedy odłożył jej brata na ziemię i sam położył się, umożliwiając kocięciu ześlizgnięcie z grzbietu. Słysząc jednak szybkie odgłosy kroków, po prostu zepchnął ją, następnie prostując się i z zjeżoną sierścią spoglądając w stronę z którego dochodziły.
Był to Świt. Tylko Świt. Fala ulgi, która rozlała się po jego ciele była niewspółmierna do sytuacji. W końcu wiedział, że wróci. Albo przynajmniej miał nadzieje, że wróci, a musiałby być największym pechowcem świata, żeby akurat w tym momencie jakiś borsuk, czy inny lis, wyskoczył zza krzaków.

- Poczekaj, nie kładź się na ziemi... - mruknął zmęczonym głosem i zanim w ogóle zaczął zastanawiać się nad słowami rówieśnika, zerknął czy Świerk nie została za bardzo poturbowana. Chyba była w porządku. W końcu kiwnął więc potakująco głową, w odpowiedzi na część wypowiedzi rdzawego, która jeszcze do niego dotarła. Bocian poszedł po władzę. Więc może dotrą tu jeszcze zanim zajdzie słońce. - Z nimi - odparł zdawkowo, rozglądając się przy okolicznych drzewach za mchem.
Niewiele tego było, jeżeli nie chciał zbierać tych przysypanych śniegiem części, które zapewne nie robiłby za szczególną izolację od podłoża. Na pewno nie na tyle, żeby zrobić z tego coś w rodzaju legowiska, dla kogoś rozmiaru Świta. Raczej, kiedy ułożył skrawki pod topolą, ledwie wystarczałby na to, żeby cztery kocięta i połowa tłowia teminatora wygodnie znalazły na nim miejsce. Cóż, musiało wystarczyć. Następnie złapał Pstrą za kark i wepchnął pod łapę kocura, domyślając się że będzie to najcieplejsze miejsce. I znowu, wcale nie dlatego, że się martwił, że mu kociak zamarza. Po prostu... To... Eee... Na pewno był jakiś inny powód, ale nie miał siły o nim myśleć!

- Ty też mysi bobku - rzucił do Pierwszej, łypiąc na kociaka spode łba. Niech nie myśli, że nie słyszał jak go nazwała. I gdyby nie chciał posłuchać pchnął jej zad łapą w stronę rdzawego, pewien, że pozostała dwójka aż nazbyt ochoczo przystanie na propozycję tulenia, z której sam jednak zrezygnował. Zamiast tego usiadł obok nich. Początkowo jego futro ledwie stykało się z tym Świta, ale z każdym kolejnym podmuchem wiatru, który wzdrygał jego ciałem, ta odległość zmniejszała się coraz bardziej i bardziej, odnajdując ukojenie w tej odrobinie ciepła, jaką dawała mu bliskość drugiego ciała. A im więcej było tego ciepła, tym ciężej przychodziła mu walka z przymykającymi się powiekami. Może nie było mądrym podjęcie powolnej wędrówki z kociętami w tak zimny dzień, nie zważając na śnieżycę i to do tego po nieprzespanej nocy? Chociaż czy zostanie w norze cokolwiek by pomogło? I tak nie zmrużyłby oka. Nie po tym co się stało i mając wrażenie, że cokolwiek zabiło Owcę, może tam jeszcze wrócić.

- Co bredziłeś o mojej siostrze? - Mruknął, kiedy nie miał już sił otworzyć powiek. Pierwszy raz w życiu miał nadzieje, że ten zacznie mówić. Dużo mówić. Musiał w końcu uważać na smrody i potrzebował do tego czegoś, co nie pozwoli mu zasnąć. Bo nawet nie będąc do końca świadomym, że wtulił się mocno w grzbiet rówieśnika, to wiedział, że coś przyjemnie grzało jego brzuch i tors, a kanciasta głowa znalazła oparcie w czymś miękkim i pachnącym. Było tak dobrze, że prawie zapomniał, że leży na śniegu.
xxx

xxx
xxx
xxx
xxx
Every roommate kept awake...
... by every sigh and scream we make...
... all the feelings that I get...
But I still DON'T MISS YOU yet!

xxx
... only when I stop to think about it...
xxx
I HATE everything about you!
xxxxxxxxxxxxxxx Why do I love you?
You hate everything about me!
xxxxxxxxxxxxxxx Why do you love me?
Obrazek
xxx
LVL 4 120 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
14
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Chyba musieli dotrzeć na miejsce, gdyż mistrz Kurza Łapa kazał jej opuścić grzbiet. Zanim zdołała przyjąć odpowiednią pozycję do zejścia, została zepchnięta. Z pyszczka Świerk wyrwał się krótki pisk zaskoczenia. Potrząsnęła łepkiem i spojrzała oburzona na opiekuna, po czym szybko skuliła uszy słysząc, że ktoś jest nieopodal. Na szczęście była to Świt. Znów zaproponowała, aby wtulić się w futerko. Świerk zrobiła parę kroków, jednak po paru uderzeniach serca spojrzała na mistrza Kurzą Łapę, aby upewnić się, że nie ma nic przeciwko. Wyglądało na to, że nie, więc ochoczo podeszła do Świt. Nie kłamała, jej futerko naprawdę dawało ciepło.
- Czy ja tesz jak urosnę będę miała takie długie futerko?- zapytała patrząc swoimi oczkami na... No własnie, kotkę czy kocurka? Na początku myślała, że Świt jest koteczką, ale Kura zwrócił się do niej jak do kocurka. Czy to wszystko musi być tak skomplikowane? Choć czy to ważne? Najistotniejsze jest to, że Świt jest fajna i daje ciepło!
Obrazek
LVL 5 360 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
14
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości