Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
- Ano. Ale ja w sumie lubię wszystkich. Borsucza Mordka jest śmieszny na przykład, chociaż chyba się nie dogadaliśmy tak do końca. To znaczyyyy, on mnie chyba nie lubi, ale ja go lubię - a przynajmniej tak to wyglądało. Świt to jednak nie zrażało, dalej zamierzała próbować się zaprzyjaźnić z dymnym na tyle, na ile jej pozwoli. A nuż odkryje, że wewnętrznie wcale nie jest starym gburem tylko słodkim promyczkiem.
- Możemy wracać, ale MUSISZ mi opowiedzieć, kto to jest w twoim życiu!! - podniosła się z ziemi, przejeżdżając ukwieconym ogonem po ziemi. Może i faktycznie więcej kwiatków nie wciśnie, ale sierść wyglądała na tyle ładnie, że dodatkowe upiększanie nie było potrzebne, na szczęście.
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
wysoka i smukła / o przylegającej do ciała, długiej sierści / czekoladowy point: ciemna głowa (uszy i „czepek” w kształcie odwróconej litery V), plecy i części łap (na przednich łapach czekoladowa barwa kończy się nieco poniżej łokci; na lewej tylnej nachodzi na udo; na prawej tylnej sięga przed palce) / bladobłękitne oczy
spokojna / cicha / zrównoważona / niezależna / ciekawa otaczającego ją świata, choć podatna na nudę
Feniks [P]
– A czego ty nie lubisz? – pytam całkiem na serio, bo jak żyję, nie słyszałam z jej strony niepochlebnych opinii nie tylko o kimkolwiek, ale chyba też o czymkolwiek. Jeżeli ktoś miałby stanąć pośrodku zgliszcz będących niegdyś Obozem Klanu Wichru i wygłaszać inspirujące przemowy do audytorium składającego się z kupki trupów, to wyobrażam sobie na tym miejscu Świt i tylko ją.
– Mhm. Opowiem. Tylko najpierw donieśmy te kwiaty w jednym kawałku – proponuję, powoli i ostrożnie ruszając z miejsca.
I zaczynam już myśleć o temacie zastępczym, żeby przekierować jej uwagę. Może właśnie te kwiaty się sprawdzą.
A tak wymówki na bok; idąc z czymś wplecionym w futro, czuję się aż nadto świadoma własnego ogona.
z.t. ♥
【EVERYDAYISEXACTLYTHESAME】 – there is [no love] here and there is [no pain] –
┍━━━━━━━━ » • » ☾ « • « ━━━┑ I believe I canseethe future 'Cause I [repeat] the sameroutine I think. I used to have [a voice]
Now I .n e v e r.make a sound ┕━━━ » • » ☾ « • « ━━━━━━━━┙ sometimes i think. i'm happy here . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . sometimes, yet i stillpretend
↻ I can't rememberh o w this got started ↺
╰┈➤ Oh,but I can tell. you [exactly how] it will end
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
- Hmmmm - przeciągnęła głoskę w długim, przerysowanym zamyśleniu. To było bardzo dobre pytanie, bo jak żyła, nie umiała wskazać, czego by nie lubiła. Wszystko miało w sobie coś, co zachwycałoby rdzawą. - Samotności chyba. To znaczy, i tak bym sobie poradziła i zaczełabym lubić, bo bym mogła się skupić na uczeniu się mowy kwiatów. I z wiewiórkami bym się dogadała. Ale byłoby mi przykro, jakby ciebie nie było albo, ekhm, Azalii. Albo mamy i w ogóle wszystkich. Więc tak, samotności tak chyba raczej - a przynajmniej miałoby to sens, bo choć lubiła czasami oddalić się na samotny spacer, tak nie wyobrażała sobie dłuższej chwili bez ukochanych kotów wokół siebie. Byłoby to zdecydowanie cięższe niż mogłaby sobie wyobrazić.
- Oki doki!
/zt ♥
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Odrobinę wychudzona, koścista; drobna, niewysoka; czekoladowo-biała; sierść krótka, brudna, nieulizana, chociaż bardziej zadbana niż kiedyś; oczy żółte (prawe jak słońce, lewe jak piasek), wiecznie zmęczone i obojętne; czekoladowy nosek; uszczerbiona końcówka prawego ucha.
- art by tuszka -
Obojętna i oschła; opanowana do czasu; nie pamięta większości kotów, wszyscy zlewają jej się w jedną masę; jest ostrożna podczasów rozmów, nie zdradza za wiele; ataki paniki nadal są częścią jej życia, ale z innego powodu; nie jest już strachliwa; nie jest przyjazna, ale nie jest też niemiła - dopóki ktoś też zachowuje do niej szacunek.
Wyruszyły jak jeszcze było ciemno, jako że poszły spać bardzo wcześnie to nic dziwnego, że Sarenka obudziła się o takiej, a nie innej porze. Dobudzenie Myszy było lekkim wyzwaniem, nawet bała się, że typiara umarła podczas snu, ale na szczęście kryzys został zażegnany, a przede wszystkim wyszło na to, że jednak nie. Super. Spanie z trupem nie było na jej liście do wyzdrowienia z tego co jej było. Oczywiście nic jej nie było, ale nieważne.
– Niedługo będziemy w obozie – wypowiedziała zmęczona. Szły… długo. Już jakiś czas temu się zrobiło jasno, a przecież wyruszyły tak wcześnie! Miała na to lekko skwaszoną minę, bo obawiała się o zdrowie i życie samotniczki… mimo wszystko. Zresztą ją ucho piekło jak diabli i miała ochotę sobie je odgryźć do końca, ale chyba by to tylko pogorszyło sprawę? Nie zamieniła też zbyt wiele zdań z kotką, jakoś nie mogła się również zmusić by na nią spojrzeć, pomagała jej iść, ale to tyle. Czuła się bardzo niezręcznie z sytuacją z wczoraj. Nie musiały jednak długo czekać, aż Zajęcze Ucho przyleciał do nich z głosem jakby chciał zabić je obie… chociaż szary Wojownik (chyba jej wujek??) podszedł do wszystkiego spokojniej i powiedział, że przyśle zaraz Krwawnika lub Falę, a one mają poczekać tutaj. Wzrok miał jednak jakby narozrabiała. Czym??? Typiara jej przecież tu umiera!
Mysz i Fala B)
rana 1 stopnia: uszczerbiona końcówka ucha, krwawi, -1hp do końca walki
⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹ ♦ Przecież gorzej być nie może ♦ ▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼ ♦ Diabeł też mi nie pomoże ♦ ⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹ ♦ Spadam wolno w czarną dziurę ♦ ▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼
Spało jej się wyjątkowo dobrze. Z początku trochę tęskniła za swoim gniazdkiem w kapliczce w Kamiennych Pazurach. Nie było tam jednak jednego dość istotnego elementu, który sprawiał, że ta noc była dość wyjątkowa i znacznie cieplejsza niż wszystkie, które do tej pory przeżyła. Nawet jeśli utraciła trochę krwi i drżała z początku.
Nie chciała się budzić, uparcie wciskając się w ściankę nory, a gdy już dała sobie otworzyć oczy, słowem się nie odezwała. Szły w milczeniu, co było niepodobne do Myszy. Nie rzuciła złośliwym komentarzem ani wulgarną odzywką. Ot, szła oparta o bok czekoladowej i starała się nie myśleć. Ocknęła się dopiero, gdy z pyskiem rzucił się jakiś brzydki kocur i jego jeszcze brzydszy kolega.
- Nie żeby coś, ja jestem totalnie za przekraczaniem granic, szczególnie klanowych, ale to było zwyczajnie durne - mruknęła, zerkając na towarzyszkę. - Ale skoro już jesteśmy tak blisko to trzeba było jakoś mądrze się zakraść do waszej lecznicy, wziąć jakiś ostry patyk, przyłożyć waszemu medykowi do gardła i zagrozić czy coś. Ja nie wiem, mogłaś mi powiedzieć, że chcesz ot tak sobie wejść! Mogłyśmy się chociaż zabawić zanim zaczną mnie sklejać pajęczyną czy jakąś przeżutą paćką. Medyczka z gromu tak zrobiła, obrzydliwe, szczerze mówiąc to jeszcze jakoś tak krzywo patrzyła. Byłam o tyle, żeby jej nie powiedzieć, że ma krzywą mordę i ugryźć w ucho jak się zbliżyła, ale byłam wtedy w dość kiepskim stanie, rozumiesz.
• rana 1 stopnia: rozcięcie na prawym poliku, krwawi, -1hp do końca walki
• rana 1 stopnia: ślady kłów na lewym barku, krwawi, -1hp do końca walki
• rana 2 stopnia: ślady kłów na prawym barku, krwawi, -1hp do końca walki (infekcja)
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
ogromny, masywny, puchaty, rudo-biały klasycznie pręgowany, futro czyste i ułożone, żółto-złote oczy, sierść w uszach przypomina dwie fale
energiczny, przyjazny, wiecznie uśmiechnięty, dobroduszny, szczery, ekstrawertyk do sześcianu; wręcz przerysowany, pewny siebie, ma tendencję do bagatelizowania niebezpieczeństwa, martwi się o zdrowie innych i często ich poucza na ten temat
Korzenna Woń wszedł do lecznicy i powiedział, że Sarnia Łapa i jakaś kotka znajdowały się w potrzebie. No cóż, Fala jako przyszły medyk nie mógł tak sobie zignorować tego i zostawić żadnej z nich w potrzebie, więc szybko zabrał się za zabieranie odpowiednich ziół ze składzika i podążaniem w miejsce wskazane przez wojownika. Korzeń powiedział coś o ranach, więc terminator medyka zabrał ze sobą trochę namoczonego mchu, liście łopianu i pajęczynę, na wszelki wypadek jeszcze nagietek tak jakby któraś była zakażona, bo wracanie się do obozu po jeden medykament, którego mu zabrakło byłoby stratą czasu.
-Ojej, ojej! Co tu się stało? W ogóle kogo my tu mamy poza Sarnią Łapą? -Fala zawołał wesoło kiedy już położył zabrane z lecznicy medykamenty przed sobą. Później wyjaśni Krwawnikowemu Liściowi gdzie się podziały, teraz nie było czasu skoro jego akurat w lecznicy nie było a Fala miał tu dwie ranne kotki w potrzebie, a jedną to ledwo trzymającą się na łapach wręcz.
Odrobinę wychudzona, koścista; drobna, niewysoka; czekoladowo-biała; sierść krótka, brudna, nieulizana, chociaż bardziej zadbana niż kiedyś; oczy żółte (prawe jak słońce, lewe jak piasek), wiecznie zmęczone i obojętne; czekoladowy nosek; uszczerbiona końcówka prawego ucha.
- art by tuszka -
Obojętna i oschła; opanowana do czasu; nie pamięta większości kotów, wszyscy zlewają jej się w jedną masę; jest ostrożna podczasów rozmów, nie zdradza za wiele; ataki paniki nadal są częścią jej życia, ale z innego powodu; nie jest już strachliwa; nie jest przyjazna, ale nie jest też niemiła - dopóki ktoś też zachowuje do niej szacunek.
Zostały we dwie. Chociaż nie była tego taka pewna, bo nawet teraz mogła poczuć wzrok Zająca na sobie… a może jej się wydawało? Gość ewidentnie jej nienawidził, teraz była pewna… trochę obawiała się też tego jaki będzie w stosunku do niej po tym wszystkim. Wyglądał jakby patrzył na nią z pogardą. Głos Myszy.
– Co? – Zamrugała ze zdziwienia. – Och… pewnie masz rację… nie powinnam była Cię wpuszczać na tereny – stwierdziła cicho, rozumiejąc swoją głupotę. Chciała naprawdę pomóc, ugh, typiarze? Komuś kto sprawił, że poczuła się lepiej, chociaż na tę parę chwil, a wyszło na to, że zdradziła przy tym klan. Czy Zajęcze Ucho miał rację? Wczoraj już miała w sobie konflikt czy na pewno chce pozostać w klanie. Teraz był jeszcze większy. Jak mogła poprawić się z tego kim była? Gula stanęła jej w gardle, a większość słów biało-burej nie usłyszała, przyjścia kocura nawet nie zarejestrowała, jedynie wpatrzona w punkt na ziemi… jakby szukając odpowiedzi w kawałkach piachu. Odejść?
⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹ ♦ Przecież gorzej być nie może ♦ ▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼ ♦ Diabeł też mi nie pomoże ♦ ⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹ ♦ Spadam wolno w czarną dziurę ♦ ▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼
- Ano nie powinnaś - pokiwała łebkiem. - Głupia jesteś - dodała przy okazji. Jakoś miała wrażenie, że ostatnio mało to podkreślała, a nie mogła dać Sarnie zapomnieć, że przecież się nie lubią. Bo tak w końcu było! Widziały się dwa razy, licząc ostatni raz, zlały się nawzajem, Sarna znowu miała dziwną dozę szczęścia podczas walki z doświadczoną samotniczką! Logiczne, że się nie lubią.
- Mysz - przedstawiła się rudemu dziwakowi. - Morda cię nie boli od tego szczerzenia? - dopytała, krzywiąc pyszczek na widok jego niecodziennej postawy. Dziwaczny był ten Wicher. - Pobiłyśmy się. Ten frajer tu o - wskazała łapką na towarzyszkę - miał wyjątkowo dużo szczęścia. Poskładaj mnie i daj sobie iść, muszę zmyć z siebie jej język. Żebyś ty widział jak się w nocy kleiła do mnie - uśmiechnęła się złośliwie.
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
ogromny, masywny, puchaty, rudo-biały klasycznie pręgowany, futro czyste i ułożone, żółto-złote oczy, sierść w uszach przypomina dwie fale
energiczny, przyjazny, wiecznie uśmiechnięty, dobroduszny, szczery, ekstrawertyk do sześcianu; wręcz przerysowany, pewny siebie, ma tendencję do bagatelizowania niebezpieczeństwa, martwi się o zdrowie innych i często ich poucza na ten temat
-Gdyby mnie bolała to bym się pewnie nie uśmiechał -Fala powiedział równie wesoło co wyglądał, bo jakoś nie ruszały go specjalnie docinki młodej samotniczki- Ale milsza trochę mogłabyś być, bo to ja tutaj mam zioła i wiedzę, żeby cię poskładać -zauważył, mimo wszystko zwracając młodej jakąś uwagę, bo to że po nim spływało to jak po kaczce to nie znaczyło, że po kimś innym mogło tak samo, a ta cała Mysz mogła sobie tylko takimi odzywkami zaszkodzić, bo Fala ją zamierzał wyleczyć, to prawda, ale nie każdy obrażany medyk mógłby być tak miły jak on.
Odrobinę wychudzona, koścista; drobna, niewysoka; czekoladowo-biała; sierść krótka, brudna, nieulizana, chociaż bardziej zadbana niż kiedyś; oczy żółte (prawe jak słońce, lewe jak piasek), wiecznie zmęczone i obojętne; czekoladowy nosek; uszczerbiona końcówka prawego ucha.
- art by tuszka -
Obojętna i oschła; opanowana do czasu; nie pamięta większości kotów, wszyscy zlewają jej się w jedną masę; jest ostrożna podczasów rozmów, nie zdradza za wiele; ataki paniki nadal są częścią jej życia, ale z innego powodu; nie jest już strachliwa; nie jest przyjazna, ale nie jest też niemiła - dopóki ktoś też zachowuje do niej szacunek.
Komentarz o swojej głupocie zostawiła bez odpowiedzi, dając mu po prostu zawinsąć między nimi i zmienić się pewnie w cięższą atmosferę. Nie miała siły się teraz przepychać słownie skoro miała teraz gorsze rzeczy na głowie, które znaczyły zostawienie wszystkich… ale najbardziej bolała ją myśl z mamą i Świt… Traszka również. Och… nie chciała ich zostawiać, ale czy… czekaj co?
– Czekaj co? Ona… kłamie – warknęła z ogniem w oczach, a brwi zmarszczyły jej się na pyszczku do takiego stopnia, że prawie się złączyły. Przesada. – Pysk w dziuple – zażądała i wbiła jej łokieć prosto w żebra. – Przepraszam, za mocno dostała ewidentnie. Zaatakował nas jakiś typ, nie wiem po co kłamała, że się pobiłyśmy – powiedziała zestresowana, że zaraz się rozniesie wiadomość o tym jak pobiła się z samotniczką i potem ją przyprowadziła na tereny… matka byłaby nią zawiedziona. Wolała udawać, że wcale się nic nie wydarzyło. O klejeniu się do kotki nie skomentowała. Co miała powiedzieć? Dziwnie jej było na samą myśl, a co dopiero jeszcze przyznać, że serio się coś wydarzyło. Nie. Nie-e. – Bądź milsza, bo sama Cię zaraz stąd wygnam – szepnęła do Myszy z lekkim uśmiechem, jakby chciała udawać, że wcale jej nie grozi wyrzuceniem, ale oczy miała mimo wszystko błagalne.
⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹ ♦ Przecież gorzej być nie może ♦ ▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼ ♦ Diabeł też mi nie pomoże ♦ ⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹ ♦ Spadam wolno w czarną dziurę ♦ ▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼
Wypuściła ciężko powietrze z płuc, dostając łokciem w żebra. Był to ten typ bólu, który wpinał się w ciało i unerwienie na długo od uderzenia, był nieprzyjemny i tępy. A jednak jak powoli mijał, Mysz czuła jakby jej czegoś brakowało i nawet chciała trochę podjudzić Wichrzaczkę, by ta uderzyła ją znowu. Myśląc jednak o komentarzu straciła zbyt dużo czasu, a temat się zmienił i nie było póki co opcji, by wkurzyć Sarnę.
- Grom nie składa gorzej, więc nie bądź taki hop do przodu - mruknęła już nieco ciszej. Oczywiście, że nie miała ani siły ani ochoty tułać się jeszcze pod granicę z Gromiakami, by kolejny raz dostać krzywe spojrzenie od ich medyczki.
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
ogromny, masywny, puchaty, rudo-biały klasycznie pręgowany, futro czyste i ułożone, żółto-złote oczy, sierść w uszach przypomina dwie fale
energiczny, przyjazny, wiecznie uśmiechnięty, dobroduszny, szczery, ekstrawertyk do sześcianu; wręcz przerysowany, pewny siebie, ma tendencję do bagatelizowania niebezpieczeństwa, martwi się o zdrowie innych i często ich poucza na ten temat
-Zawsze możesz następnym razem wybrać się tam -zarzucił, ale nie zamierzał jej w tym momencie nigdzie odsyłać w takim stanie, bo pewnie nawet to by tam nie doszła, a on obiecywał pomagać kotom, nie wpędzać ich do grobów- A o tym co się naprawdę stało pogadamy sobie później -Fala spojrzał na Sarnę z tym szerokim uśmiechem, który nigdy nie schodził mu z pyska. To czego się dowiedział z obu stron nie zgadzało się ze sobą, więc trzeba to będzie sobie wyjaśnić z łaciatą kotką, nawet jeśli ta samotniczka sobie pójdzie po leczeniu, tak jak zapowiadała, to biało-rudy ma od niej trochę informacji, więc Sarnia Łapa nie wywinęłaby się byle kłamstewkiem.
No, ale skoro już w miarę się uspokoiła sytuacja, Fala zabrał się do składania obu kotek.
Najpierw zajął się Myszą, bo ta była w gorszym stanie. Biało-rudy wziął namoczony mech, który ze sobą przyniósł i zaczął wpierw obmywać rany samotniczce. Kiedy tę część już skończył i przyjrzał się bardziej jej ranom, najpierw zmielił w pysku nagietka i posmarował ranę, w którą definitywnie wdała się infekcja, a potem przeżuł przyniesione liście łopianu i nałożył na powstałe w czasie tej całej bójki rany, na koniec zawijając rany na barkach Myszy pajęczyną dla zabezpieczenia.
Później Fala zwrócił się do Sarniej Łapy, która była w zdecydowanie lepszym stanie. Tutaj także najpierw obmył ranę mokrym mchem i zmielił liść łopianu, następnie wcierając go w ranę na uchu terminatorki.
-Dobrze, to powinno wystarczyć. Macie na siebie uważać przez najbliższe księżyce, żadnych bójek, a ty, Sarnia Łapo, na pewno żadnych gwałtownych treningów, teoria dopóki ci się ucho nie zagoi -zarządził z uśmiechem.
Odrobinę wychudzona, koścista; drobna, niewysoka; czekoladowo-biała; sierść krótka, brudna, nieulizana, chociaż bardziej zadbana niż kiedyś; oczy żółte (prawe jak słońce, lewe jak piasek), wiecznie zmęczone i obojętne; czekoladowy nosek; uszczerbiona końcówka prawego ucha.
- art by tuszka -
Obojętna i oschła; opanowana do czasu; nie pamięta większości kotów, wszyscy zlewają jej się w jedną masę; jest ostrożna podczasów rozmów, nie zdradza za wiele; ataki paniki nadal są częścią jej życia, ale z innego powodu; nie jest już strachliwa; nie jest przyjazna, ale nie jest też niemiła - dopóki ktoś też zachowuje do niej szacunek.
Najwyraźniej postraszenie kotki dało więcej, niż się spodziewała. Biało-bura nie odezwała się już słowem, przynajmniej nie tak jak miała w zwyczaju i po prostu zamknęła się na tyle, by gościu chciał je wyleczyć. Znaczy ją musiał… chyba. Mysz nie musiał, a akurat na tym jej zależało. Nie chciała mieć krwi na łapach, a na pewno nie z takiej głupoty jak pobicie się dla chwili bliskości. Abstrakcyjne. Nawet jak na nią.
– Mhm… zapamiętam… czekaj jak… och… – Zamilkła. Mama na pewno będzie już wiedziała, przynajmniej połowę prawdy. Wykrzywiła się w grymasie na samą myśl, ale nie skomentowała tego bardziej. Musiała wrócić do obozu, chociaż na samą myśl kręciło ją w żołądku, a oddech chciał przyspieszyć. Trzymała się. Co teraz w sumie?
– Uh... odprowadzę Cię za granice... chodź – mruknęła cicho i ruszyła w przeciwną stronę do obozu. No to dopiero będzie niezręcznie... chyba, że znowu będą ładnie i po prostu cicho, tak. Chociaż nawet jeśli Mysz zamierzała ją zaczepiać to mogła dostać jedynie ciszę w odpowiedzi, bo jak się okazało Zajęcze Ucho wrócił do nich idealnie na spacerek… prawdopodobnie aby przypilnować ją… skoro już wprowadziła samotnika na tereny to na pewno jej nie ufał.
– Dbaj o siebie – powiedziała cicho i odwróciła się pospiesznie, by ruszyć w stronę obozu. Chciała się schować. Udawać, że jej nie ma. Koniec tego czegoś co tu się działo.
zt
⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹ ♦ Przecież gorzej być nie może ♦ ▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼ ♦ Diabeł też mi nie pomoże ♦ ⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹ ♦ Spadam wolno w czarną dziurę ♦ ▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼
Leczenia nie były przyjemne, momentami obrzydliwe, jak chociażby to, że jakąś roślinkę najpierw przemielił w pysku. Szczęśliwie najwidoczniej wiedział co robił. Najwyżej wróci z reklamacją, że do dupy z niego medyk. Zawsze jest to opcja, by dłużej podręczyć Sarnę.
Siedziała cicho, czekała aż ją Falująca Łapa poskłada do końca i poszła wolnym krokiem za czekoladową. Dalej było jej słabo, mimo wszystko, a dodatkowy wysiłek nie poprawiał jej samopoczucia. Z tego też powodu szła nawet ciszej niż jak dopiero co wchodziły na Wichrowe tereny.
- Będę w Kamiennych Pazurach jakby co - uśmiechnęła się krótko do kotki, odprowadziła ją chwilę wzrokiem i sama zniknęła w dziczy.
/zt
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Pogoda nie zachęcała do opuszczania obozu, a burza która niedawno przetoczyła się nad Wichrowymi łąkami, jedynie utwierdzała Oriona w przekonaniu, że dobrze uczynił chowając się na przeważającą część dnia w swoim legowisku. Jednak nic tak nie skłaniało do zmiany decyzji jak mignięcie burej kity wychodzącej na spacerek – a przynajmniej miał nadzieję, że brak Promiennej Łapy obok nie wynikał z umówienia się na miejscu.
Bez większego pośpiechu podszedł do swojej kolekcji pluszaków przyniesionych z polowań i chwycił za najnowszy nabytek – niewielkiego zajączka – a następnie opuścił Skręcony Pień i sam obóz. Jaśniejący nie skręcił w stronę Wyjących Wzgórz, więc oriental szacował, że największe ryzyko było takie, że przerwie polowanie. Mógł z tym żyć. Snu z powiek mu to spędzać nie będzie, a klan z głodu nie umrze. Praktycznie zero ofiar.
Po drodze udał się jeszcze na misję poboczną zerwania paru polnych kwiatków, ale najdalej na wysokości Kwieciny zrównał krok z wojownikiem.
– Jesteś zaznajomiony z ideą otrzymywania prezentów czy nic w życiu nie dostałeś oprócz listy rzeczy do zrobienia? – zagaił, całkiem zrozumiale mimo przedmiotów niesionych w pysku. Sądząc po dotychczasowych reakcjach Jaśniejącego na wszystkie kwiaty, można było śmiało przypuszczać, że nie wiedział jak się w takich sytuacjach zachowywać. Nie że nie chciał mieć nic wspólnego z czymkolwiek czego dotknął wcześniej pysk Oriona.