Na samej ceremonii miało miejsce sporo ciekawych i nieciekawych wydarzeń. Sam fakt tego, że otrzymała kolejnego terminatora nieco wybił Krokus z rytmu - nie tego się spodziewała. Może powinna była poprosić Łabędzią Gwiazdę wprost o nieprzydzielanie jej nikogo innego po wypuszczeniu spod swoich skrzydeł Muchy? Wolała ten czas przeznaczyć na przebywanie z Płochym Świetlikiem...
Ale, trudno. Mleko się rozlało a Krokusowy Pląs nie zamierzała pozostawić Modliszki samej sobie. Wyjaśni jej sytuację, wyjaśni, że może mieć dla niej mniej czasu z pewnych nie do końca zależnych od niej przyczyn a Modliszka na pewno to zrozumie i wyrobią sobie jakiś rytm pracy, jakiś stały grafik który będzie im odpowiadał, prawda? Nie takie rzeczy się robiło. Krokus sobie poradzi.
Zgodnie z umową: czekała na swoją terminatorkę przy wyjściu z obozu o świcie dzień po ceremonii.
Księżyce: 61 Mistrz: Krokusowy Pląs † Płeć: kotka Matka: Rozbita Tafla [NPC] Ojciec: Wierzbowy Pęd [NPC] Trwałe urazy: ubytek w kształcie V na czubku prawego ucha
Modliszka już jako terminatorka jest zgrabnie wysoka, o długich łapach i dosyć smukłej budowie ciała. Gdy osiągnie swój końcowy wzrost, zdecydowanie górować będzie nad większością swojego rodzeństwa. Pełna wdzięku sylwetka kocicy pokryta jest długim, gładkim futrem.
Sierść zdominowana jest przez biel, przechodzącą od pyska (węższa struga pomiędzy oczami, rozszerza się na pysk) poprzez gardło i brzuch, w pełni obejmując kolorem wszystkie kończyny. Głowa obdarzona jest największą w kwestii całego ciała czarną plamą, która nachodzi od lewego ucha, do połowy policzka kotki - po drugiej stronie identycznie ułożony jest rudy kolor. Futro na grzbiecie to kombinacja czerni, gdzie ciągnie się ona od głowy do karku, aż do pleców kocicy, gdzie nierównomiernie rozłożone są plamy. Czarnym plamom na grzbiecie towarzyszy rude futro, które wypełnia braki pomiędzy ciemniejszym kolorem. Gdzieniegdzie (na kolorze rudym) przedzierają się klasyczne pręgi o ciemniejszej, rdzawej barwie. Ogon w większości czarny, z niewielkimi rudymi akcentami, zakończony delikatnie bielą na końcu.
Prawe ucho natomiast, w trakcie szczurzej bójki podczas treningu, zaliczyło stratę; teraz na jego czubku widoczny jest ubytek przypominający literę V.
Smukły pysk przyozdobiony jest wibrysami oraz różowoczarnym nosem, nad którym widnieją oczy z heterochromią - lewe niebieskie, prawe o brązowej barwie, przechodzące w orzechowy odcień.
Specyficzna, być może w oczach niektórych kotów nawet i dziwna. Z jednej strony preferuje ciszę i własny zakątek w Zrośniętych Drzewach, woląc do nikogo się nie odzywać i zająć się własnym ogonem. Z drugiej jednak czasami z zazdrością patrzy na koty, którym z łatwością przychodzi nawiązywanie znajomości i prowadzenie rozmowy; sama Modliszka jest dosyć niezręczna w tej kwestii i często miewa problem z dobrym wypowiedzeniem się, lub chociażby powiedzeniem więcej, niż parę na szybko wyciągniętych z gardła słów. Nie jest dobra w drobne rozmowy, chociaż stara się, chociażby by nie sprawić przykrości rozmówcy. Dzięki treningom powoli otwiera się bardziej, a i zdania, które są przez szylkretkę wypowiadane, są dłuższe i lepiej złożone. W większości przypadków.
Mimo wszystko, jest kocicą łagodną, o przyjaznym usposobieniu; wykazuje zmartwienie innymi, gdy dotyka ich przykra sytuacja, lub gdy widzi, że ktoś może potrzebować pomocy... a nawet jeśli sytuacja nie zalicza się do żadnej z dwóch podanych opcji, wciąż wyciągnie pomocną łapę. Spokojna i opanowana, bardziej woli słuchać, niż mówić, zawsze przysiądzie, by stać się słuchaczem czy to długiej historii, lub chociażby krótkiej opowieści na temat tego, jak drugiemu kotu minął dzień.
Zainteresowana otaczającym ją światem i rzeczywistością, ambitna i chętna do nauki nowych rzeczy, czy to w kwestii praktycznej, czy teoretycznej.
Obudziła się wcześnie, oczywiście na trening... oraz żeby trafić w miarę smaczny kąsek na stercie zdobyczy, wybierając sobie dorodnego wróbla. Być może obudziła się nawet zbyt wcześnie, jednak miała za to czas, by każdy gryz z małego ptaka spokojnie przeżuć i połknąć, oraz na tyle czasu, żeby nie zrobiło jej się niedobrze od zbyt szybkich i wymagających ruchów zaraz po śniadaniu. Oblizując się, przystąpiła do porannej toalety, układając każdy niesforny kłaczek na trzykolorowym futrze i gdy w końcu uznała się za odpowiednio przygotowaną, nastąpił czas na pierwszy dzień treningu.
Była o dziwo spokojna, choć z tyłu głowy martwiła się, że przypadkiem znowu wyjdzie na tępą kłodę w kwestii podtrzymywania rozmowy, nawet, jeśli chodziło o coś tak podstawowego i kultowanego od setek księżycy, jak trening na terminatora.
Rozpoznała sylwetkę Krokusowego Pląsu i przyspieszyła kroku, za chwilę pojawiając się tuż przy wyjściu z obozu, posyłając mistrzyni uprzejme skinienie łbem.
- Dzień dobry. - powiedziała krótko, przez chwilę przeklinając siebie w myślach, że podeszła może zbyt płytko do tematu. Powinna skomentować jakoś pogodę? Może zapytać o to, co będą dzisiaj przerabiać? Gdyby nie była przed obliczem starszej kocicy, westchnęłaby ciężko i położyła po sobie uszy. Teraz jednak pozostawała z delikatnym, przyjaznym uśmiechem na białej mordce, chcąc pokazać się z jak najlepszej strony - ileż to razy usłyszała od Rozbitej Tafli, że powinna być bardziej szczęśliwa i więcej się uśmiechać... gdy Modliszka miała po prostu neutralny wyraz pyska, który utrzymywał się w ten sposób przez większość jej wewnętrznych odczuć i emocji.
you'll be the saddestpart of me
a part ofme that will never bemine it's obvious tonight isgonna be theloneliest you're still theoxygeni breathe i see yourfacewhen iclose my eyes it's torturous tonightisgonna betheloneliest
W oczekiwaniu na Modliszkę Krokus zdążyła sobie mniej-więcej ułożyć w głowie plan na dzień dzisiejszy. Zaczną od czegoś prostego i przyjemnego, bo omówią podstawowe zasady na jakich będzie opierał się ich trening, każda wyjdzie naprzód ze swoimi oczekiwaniami wobec tej drugiej, da Modliszce wybór, czym ta chce się zająć, tak, jakoś to będzie. To jej trzeci terminator, Krokus co nieco już o szkoleniu ich wiedziała, da sobie radę.
Uśmiechnęła się ciepło i kiwnęła głową do łaciatej kotki, gdy ta się pojawiła obok. - Dzień dobry, Modliszkowa Łapo! Jak ci się spało w nowym legowisku? - spytała łagodnym, radosnym głosem, wstając z miejsca. Modliszka nie wydawała jej się być typem kota rozmownego i otwartego, ale to nic. Z Króliczkiem dała radę, z nią też da. - Chodź, przespacerujemy się na Koci Grzbiet. Tam będziemy się widywać na treningi - zadeklarowała Krokus i ruszyła energicznym, sprężystym krokiem w miejsce, gdzie miały odbywać się ich treningi.
Gdy znalazły się na Kocim Grzbiecie, dała Modliszce chwilę na rozejrzenie się wokół, na wsiąknięcie nowych bodźców i otwartej przestrzeni poza obozem, zanim zaczęła mówić dalej. - Dobrze, to po kolei. Mam ci pewną bardzo ważną rzecz do przekazania, taką, która może nieco wpłynąć na tempo naszego treningu, ale najpierw... chciałabym, abyśmy omówiły jak chcesz, aby ten trening faktycznie wyglądał. Chcę w miarę możliwości dopasować go do ciebie, jako mojej terminatorki. Czy bardzo zależy ci na jego szybkim i intensywnym tempie, czy jest coś, czego ode mnie oczekujesz jako swojej mistrzyni, czy są konkretne tematy które cię interesują i nad którymi chcesz, aby się skupić... wolisz, aby mówić ci Modliszka czy Modliszkowa Łapa?
Księżyce: 61 Mistrz: Krokusowy Pląs † Płeć: kotka Matka: Rozbita Tafla [NPC] Ojciec: Wierzbowy Pęd [NPC] Trwałe urazy: ubytek w kształcie V na czubku prawego ucha
Modliszka już jako terminatorka jest zgrabnie wysoka, o długich łapach i dosyć smukłej budowie ciała. Gdy osiągnie swój końcowy wzrost, zdecydowanie górować będzie nad większością swojego rodzeństwa. Pełna wdzięku sylwetka kocicy pokryta jest długim, gładkim futrem.
Sierść zdominowana jest przez biel, przechodzącą od pyska (węższa struga pomiędzy oczami, rozszerza się na pysk) poprzez gardło i brzuch, w pełni obejmując kolorem wszystkie kończyny. Głowa obdarzona jest największą w kwestii całego ciała czarną plamą, która nachodzi od lewego ucha, do połowy policzka kotki - po drugiej stronie identycznie ułożony jest rudy kolor. Futro na grzbiecie to kombinacja czerni, gdzie ciągnie się ona od głowy do karku, aż do pleców kocicy, gdzie nierównomiernie rozłożone są plamy. Czarnym plamom na grzbiecie towarzyszy rude futro, które wypełnia braki pomiędzy ciemniejszym kolorem. Gdzieniegdzie (na kolorze rudym) przedzierają się klasyczne pręgi o ciemniejszej, rdzawej barwie. Ogon w większości czarny, z niewielkimi rudymi akcentami, zakończony delikatnie bielą na końcu.
Prawe ucho natomiast, w trakcie szczurzej bójki podczas treningu, zaliczyło stratę; teraz na jego czubku widoczny jest ubytek przypominający literę V.
Smukły pysk przyozdobiony jest wibrysami oraz różowoczarnym nosem, nad którym widnieją oczy z heterochromią - lewe niebieskie, prawe o brązowej barwie, przechodzące w orzechowy odcień.
Specyficzna, być może w oczach niektórych kotów nawet i dziwna. Z jednej strony preferuje ciszę i własny zakątek w Zrośniętych Drzewach, woląc do nikogo się nie odzywać i zająć się własnym ogonem. Z drugiej jednak czasami z zazdrością patrzy na koty, którym z łatwością przychodzi nawiązywanie znajomości i prowadzenie rozmowy; sama Modliszka jest dosyć niezręczna w tej kwestii i często miewa problem z dobrym wypowiedzeniem się, lub chociażby powiedzeniem więcej, niż parę na szybko wyciągniętych z gardła słów. Nie jest dobra w drobne rozmowy, chociaż stara się, chociażby by nie sprawić przykrości rozmówcy. Dzięki treningom powoli otwiera się bardziej, a i zdania, które są przez szylkretkę wypowiadane, są dłuższe i lepiej złożone. W większości przypadków.
Mimo wszystko, jest kocicą łagodną, o przyjaznym usposobieniu; wykazuje zmartwienie innymi, gdy dotyka ich przykra sytuacja, lub gdy widzi, że ktoś może potrzebować pomocy... a nawet jeśli sytuacja nie zalicza się do żadnej z dwóch podanych opcji, wciąż wyciągnie pomocną łapę. Spokojna i opanowana, bardziej woli słuchać, niż mówić, zawsze przysiądzie, by stać się słuchaczem czy to długiej historii, lub chociażby krótkiej opowieści na temat tego, jak drugiemu kotu minął dzień.
Zainteresowana otaczającym ją światem i rzeczywistością, ambitna i chętna do nauki nowych rzeczy, czy to w kwestii praktycznej, czy teoretycznej.
Poruszyła ogonem, utrzymując pogodny wyraz pyska. W przypadku bycia dosyć małomówną przypominała w tym swojego starszego brata, Oszroniony Patyk, chociaż ten starszy i tak wydawał się być... bardziej niezręczny. Nie żeby kiedykolwiek trzymała to przeciwko bratu, co to to nie, był on naprawdę ciekawym kotem do przebywania wokół nawet, jeśli był dosyć specyficzny.
- Oh... Bardzo dobrze. - poruszyła wąsami na wzmiankę o nowym legowisku. Rzeczywiście, sen w nowym miejscu pozwolił jej dobrze wypocząć, w porównaniu do innych, którzy zestresowani byli zmianą miejsca i nową drogą w życiu, na którą wczoraj wstąpili. - Wciąż potrzebuję... je jeszcze trochę ulepszyć, ale. Widać różnicę. - rozwinęła, próbując trochę rozluźnić swój język i nie być sztywna jak badyl.
Skinęła głową i podążyła za mistrzynią, pozwalając dwukolorowym oczom na rozejrzenie się wokół na tereny, które dopiero teraz jako terminatorce zostały jej udostępnione. Żwawym krokiem szła za Krokusowym Pląsem, nie gubiąc starszej kocicy z pola widzenia, rozejrzała się jeszcze dłuższe uderzenie serca, by zapamiętać miejsce przyszłych spotkań i w końcu spojrzenie szylkretki padło na Krokus.
- Mmm. Może być Modliszka. - powiedziała łagodnie, strzygąc uchem. Tak, była do tego przyzwyczajona, a poza tym skrócenie jej komicznie (według niej) długiego imienia uprości sprawę, zamiast ciągle dodawać Łapa, Łapa, Łapa. - Ah... - Modliszka na chwilę zapadła w zastanowienie, gryząc środek policzka. Nie wiedziała, czy lepiej byłoby, gdyby to Krokus wybrała za nią sposób treningu, czy gdyby przyszła i prosto w pysk dostała sztywny rozkład zasad. Mogła trafić gorzej. Powstrzymywała się od przebierania z łapy na łapę.
- Nie... będzie mi przeszkadzało żadne tempo. Najbardziej zależy mi, żeby zdołać dotrwać końca treningu. I zostać wojownikiem w miarę młodym wieku. - terminatorka wydukała w końcu, odchrząkając, by się nie zająkać. Chyba dokładnie na tym jej zależało. Żeby nie zostać wojownikiem w wieku 50 księżycy, albo gorzej, zostać nim jako ostatnia z rodzeństwa. Być może była to wina tej małej żyłki konkurencyjności w jej żyłach. - Chciałabym dobrze przerobić kwestie polowania, żebym... mogła już wspomagać Klan własnymi zdolnościami. I Kodeks. Nie chciałabym popełnić jakiegoś karygodnego grzechu wobec Gwiezdnych. - spróbowała zażartować na końcu, w środku już umierając, że na pewno jej mała gadka nie siądzie, i tym razem dzisiejszej nocy będzie przekręcała się z boku na bok, ciągle w głowie mieląc to, co przez cały dzień wypaplała jak głupia.
Zastanawiała się, czym jest ta bardzo ważna rzecz do przekazania, jednak spokojnie czekała na wszelkie odpowiedzi ze strony Krokusowego Pląsu. Mimo jej niezręczności, była kotem raczej... wyrozumiałym. Chyba, że mistrzyni miałaby jej przekazać, że jako rytuał przejścia na treningu ma kilka razy przebiec Grzmiącą Ścieżkę w tą i z powrotem, albo jeszcze gorzej.
you'll be the saddestpart of me
a part ofme that will never bemine it's obvious tonight isgonna be theloneliest you're still theoxygeni breathe i see yourfacewhen iclose my eyes it's torturous tonightisgonna betheloneliest
- Jeśli chcesz, mogę pomóc ci znaleźć trochę świeżego mchu lub piór żebyś mogła je wpleść w swoje legowisko. Moje jest już tak ulepszone, że mam materiałów nadmiar, bardzo chętnie ci go trochę użyczę - miauknęła z uśmiechem Krokus, ciągnąc jeszcze chwilę temat legowiska w nowym miejscu. Ona sama chyba nie przykładała dużej wagi do tego w którym miejscu w obozie śpi, ale rozumiała, że może to być coś istotnego dla kotów młodych i ambitnych, jak Modliszka. Takie sprawiała wrażenie - nieco niezręcznej i zamkniętej, ale ambitnej, tak.
Słuchała uważnie tego, co Modliszkowa Łapa mówiła i analizowała, układała plan działania w głowie. Chciała zostać wojownikiem w młodym wieku - jak chyba większość terminatorów! - i chciała dobrze polować, i poznać kodeks. W porządku, to już ukształtowało w głowie Krokusowego Pląsu jakiś plan, jakiś grafik, harmonogram którym będą się kierować. Kiwnęła głową, bardziej sama do siebie, niż do Modliszki - a na żart o grzechu wobec Gwiezdnych parsknęła śmiechem. Szczerze. Rozbawiło ją to.
- Wierzę, że Gwiezdny Klan jest bardzo wyrozumiały i wybacza młodym terminatorom potencjalne potknięcia - dodała w tym temacie i odchrząknęła: i tak zaczął się jej słowotok. - Dobrze, Modliszko, w takim razie już mniej więcej wiem, jak będzie przebiegał ten trening. Najważniejsza rzecz, coś, na czym bardzo mi zależy: dopóki nie przerobimy i nie poćwiczymy trochę walki, dopóki nie uznam, że będziesz w stanie się obronić w razie takiej potrzeby, chciałabym, abyś nie oddalała się sama od obozu. Możesz, oczywiście, dołączać się do patroli, chodzić na spacery z rodzeństwem, ale nie chcę, abyś wychodziła sama - wyraz pyska i ton głosu Krokus minimalnie, tylko troszkę spoważniały. Była to kwestia istotna: a Modliszka wydawała się być kotką inteligentną, taką, która to drobne ograniczenie zrozumie. - Druga kwestia: mi również zależy, aby twój trening przebiegł sprawnie i szybko, jednakże... widzisz, Modliszko, moja partnerka jest w ciąży. Dzień narodzin naszych kociąt jest coraz bliżej, i ja, oczywiście, w związku z tym nie zamierzam zaniedbywać swoich obowiązków jako twojej mistrzyni, ale... mam nadzieję, że rozumiesz, że bardzo chciałabym spędzać z moją rodziną czas. Poza tobą mam jeszcze jednego terminatora, jednak z nim przerobiłam już cały materiał i nasz trening przebiega nieco inaczej od takiego... standardowego, więc moja propozycja brzmi tak, abyśmy na razie skupiły się na praktyce. Wiesz, spacer po terenach, polowanie, walka, a gdy moje kocięta przyjdą na świat, zwolnimy nieco tempa i więcej czasu poświęcimy teorii, w obozie. Pasuje ci taki układ?
Miała nadzieję, że pasował. Kompromis. Jej wydawał się dobry.
Księżyce: 61 Mistrz: Krokusowy Pląs † Płeć: kotka Matka: Rozbita Tafla [NPC] Ojciec: Wierzbowy Pęd [NPC] Trwałe urazy: ubytek w kształcie V na czubku prawego ucha
Modliszka już jako terminatorka jest zgrabnie wysoka, o długich łapach i dosyć smukłej budowie ciała. Gdy osiągnie swój końcowy wzrost, zdecydowanie górować będzie nad większością swojego rodzeństwa. Pełna wdzięku sylwetka kocicy pokryta jest długim, gładkim futrem.
Sierść zdominowana jest przez biel, przechodzącą od pyska (węższa struga pomiędzy oczami, rozszerza się na pysk) poprzez gardło i brzuch, w pełni obejmując kolorem wszystkie kończyny. Głowa obdarzona jest największą w kwestii całego ciała czarną plamą, która nachodzi od lewego ucha, do połowy policzka kotki - po drugiej stronie identycznie ułożony jest rudy kolor. Futro na grzbiecie to kombinacja czerni, gdzie ciągnie się ona od głowy do karku, aż do pleców kocicy, gdzie nierównomiernie rozłożone są plamy. Czarnym plamom na grzbiecie towarzyszy rude futro, które wypełnia braki pomiędzy ciemniejszym kolorem. Gdzieniegdzie (na kolorze rudym) przedzierają się klasyczne pręgi o ciemniejszej, rdzawej barwie. Ogon w większości czarny, z niewielkimi rudymi akcentami, zakończony delikatnie bielą na końcu.
Prawe ucho natomiast, w trakcie szczurzej bójki podczas treningu, zaliczyło stratę; teraz na jego czubku widoczny jest ubytek przypominający literę V.
Smukły pysk przyozdobiony jest wibrysami oraz różowoczarnym nosem, nad którym widnieją oczy z heterochromią - lewe niebieskie, prawe o brązowej barwie, przechodzące w orzechowy odcień.
Specyficzna, być może w oczach niektórych kotów nawet i dziwna. Z jednej strony preferuje ciszę i własny zakątek w Zrośniętych Drzewach, woląc do nikogo się nie odzywać i zająć się własnym ogonem. Z drugiej jednak czasami z zazdrością patrzy na koty, którym z łatwością przychodzi nawiązywanie znajomości i prowadzenie rozmowy; sama Modliszka jest dosyć niezręczna w tej kwestii i często miewa problem z dobrym wypowiedzeniem się, lub chociażby powiedzeniem więcej, niż parę na szybko wyciągniętych z gardła słów. Nie jest dobra w drobne rozmowy, chociaż stara się, chociażby by nie sprawić przykrości rozmówcy. Dzięki treningom powoli otwiera się bardziej, a i zdania, które są przez szylkretkę wypowiadane, są dłuższe i lepiej złożone. W większości przypadków.
Mimo wszystko, jest kocicą łagodną, o przyjaznym usposobieniu; wykazuje zmartwienie innymi, gdy dotyka ich przykra sytuacja, lub gdy widzi, że ktoś może potrzebować pomocy... a nawet jeśli sytuacja nie zalicza się do żadnej z dwóch podanych opcji, wciąż wyciągnie pomocną łapę. Spokojna i opanowana, bardziej woli słuchać, niż mówić, zawsze przysiądzie, by stać się słuchaczem czy to długiej historii, lub chociażby krótkiej opowieści na temat tego, jak drugiemu kotu minął dzień.
Zainteresowana otaczającym ją światem i rzeczywistością, ambitna i chętna do nauki nowych rzeczy, czy to w kwestii praktycznej, czy teoretycznej.
Zamrugała dwukolorowymi oczętami z lekkim zaskoczeniem na propozycję Krokusowego Pląsu, jednakże... idea wplecenia piór w swoje legowisko i urozmaicenia go jeszcze bardziej była czymś, co od razu zabłysnęło w głowie szylkretowej kotki jako doskonały pomysł.
- Oh... Chętnie. Byłabym bardzo wdzięczna. - powiedziała już z większą swobodą, powoli przyzwyczajając się do obecności starszej kocicy jako jej mistrzyni. Jej mięśnie rozluźniły się też nieco, a puszysty ogon przestał drgać nerwowo, jakoby gotowy, by za chwilę poganiać jego właścicielkę w ewentualnej ucieczce. Na szczęście, Krokusowy Pląs nie zamierzała jej zjeść na obiad. Prawdopodobnie.
Uśmiechnęła się nieśmiało gdy mistrzyni parsknęła śmiechem na jej żart o Gwiezdnych i z pewnością gdyby była w kreskówce, komicznie uleciałby z niej dym, sugerujący jej niepewność i niezręczność. Dzięki tym samym Gwiezdnym jednak, wydawało się, że Modliszkowa Łapa powoli zaczynała przyzwyczajać się do nowej rzeczywistości.
Uważnie słuchała monologu Krokusowego Pląsu, automatycznie, ledwo widocznie, kiwając głową, gdy przyswajała nowe informacje do głowy. Jej uszy lekko drgnęły na wiadomość, że w niedługim czasie jej mistrzyni zostanie rodzicem, jednak nie był to fakt, który bardzo by ją zdziwił - co najwyżej zainteresował ją i zapisała sobie mentalnie, żeby o tym pamiętać, w razie, gdyby któregoś dnia trening nagle by się nie odbył. Lub po prostu pamiętać, by być porządną terminatorką, która interesuje się nie tylko treningiem i własnym ogonem, by zostać wojowniczką, ale także przydać się społeczności Klanu Rzeki.
- Oczywiście. Rozumiem. Obiecuję. - skomentowała wpierw pierwszą część prośby starszej kocicy, o niewychodzeniu samej poza obóz, dopóki nie będzie potrafiła się obronić. Sensowna prośba, taka, którą Modliszka przyjęła ze skinieniem łba i zerowym sprzeciwem. - I... drugą kwestię też rozumiem. Nie mam z tym... najmniejszego problemu. - szylkretowa córka Wierzbowego Pędu wypowiedziała się krótko, lecz konkretnie, ponownie kiwając głową. Nie była typem kota, który wykazałby się w takiej chwili brakiem wyrozumiałości i kazałby Krokus porzucić wszelkie obowiązki wobec partnerki i rodziny, byleby siedziała przy niej i wbijała jej Kodeks do czarnorudej głowy. Kwestia drugiego terminatora pod skrzydłami kocicy też jej nie przeszkadzała.
Zamilkła na chwilę, widocznie mieląc w głowie konkretną myśl.
- Jeśli będę mogła jakoś... pomóc, z kociętami, przynieść nowy mech, lub coś ze stosu dla was, żebyś nie musiała dużo chodzić to... chętnie to zrobię. - córka Rozbitej Tafli wydukała w końcu, starając się, by jej głos zabrzmiał jak najbardziej płynnie i grzecznie, by być może przypadkiem nie przekroczyć jakiejś granicy. Uznała, że kulturalnym będzie chociaż się zapytać, zaoferować ewentualną pomoc... jednak jeśli otrzyma w odpowiedzi odmowę, nie będzie miała tego za złe.
you'll be the saddestpart of me
a part ofme that will never bemine it's obvious tonight isgonna be theloneliest you're still theoxygeni breathe i see yourfacewhen iclose my eyes it's torturous tonightisgonna betheloneliest
Uśmiech nie znikał z pyska Krokus nawet na chwilę, przez całą ich rozmowę. - To jesteśmy umówione! Jak wrócimy to przyniosę ci do Zrośniętych Drzew trochę moich bibelotów - piórka, mech, gałązki, listki, nawet kwiatki: Krokus z wielu rzeczy tkała swoje i Świetlik legowisko i wiele tych rzeczy walało się wokół niego w Jałowcowym Gąszczu. Nareszcie miała motywację, aby się nadmiaru swoich rzeczy pozbyć, zrecyklingować je, zanieść komuś. Niech Modliszce służą.
Prawdę mówiąc, Krokusowy Pląs nie spodziewała się aż tak dobrej reakcji. Tak sądziła: że Modliszka to kot wyrozumiały, taki, który zrozumie, wybaczy jej tą drobną przeszkodę w ich treningu, ale nie spodziewała się aż takiej dozy wyrozumiałości. Nie spodziewała się od swojej terminatorki propozycji, chęci pomocy. To było bardzo, bardzo miłe zaskoczenie które aż wojowniczkę wzruszyło. Uśmiechnęła się szeroko, ciepło do Modliszki. - Bardzo ci dziękuję, kochana. To bardzo miłe z twojej strony. Zapamiętam sobie, ale na razie się tym nie przejmuj. Skupmy się na treningu, hm?
Krokus na krótką chwilę się zamyśliła. - Dobrze, to co powiesz na polowanie? Nad kodeksem wojownika skupimy się innego dnia, ale jedne z ważniejszych zasad, takich, które bezpośrednio łączą się z polowaniem brzmią następująco: starszyzna i kocięta muszą zostać nakarmieni przed wojownikami i terminatorami, terminatorom nie wolno jeść bez uprzedniego zapolowania dla starszyzny, oraz poluje się tylko aby wykarmić Klan, a za życie zwierzyny należy dziękować Gwiezdnemu Klanowi. Podsumowując: terminatorzy najpierw polują, zanim sami zjedzą. Ale spokojnie, dopóki nie nauczysz się poprawnie polować, ta zasada cię nie obowiązuje - niesprawiedliwym byłoby, gdyby obowiązywała. A Krokusowy Pląs chciała wierzyć, że jeśli Gwiezdny Klan istnieje, to jest wyrozumiały, sprawiedliwy i łaskawy. - Dobrze więc, Modliszko- och, nie spytałam, właściwie, czy odbyłaś nauki? Czy wiesz cokolwiek na temat polowania, masz jakieś domysły, jak powinno na przykład podchodzić zwierzynę?
Księżyce: 61 Mistrz: Krokusowy Pląs † Płeć: kotka Matka: Rozbita Tafla [NPC] Ojciec: Wierzbowy Pęd [NPC] Trwałe urazy: ubytek w kształcie V na czubku prawego ucha
Modliszka już jako terminatorka jest zgrabnie wysoka, o długich łapach i dosyć smukłej budowie ciała. Gdy osiągnie swój końcowy wzrost, zdecydowanie górować będzie nad większością swojego rodzeństwa. Pełna wdzięku sylwetka kocicy pokryta jest długim, gładkim futrem.
Sierść zdominowana jest przez biel, przechodzącą od pyska (węższa struga pomiędzy oczami, rozszerza się na pysk) poprzez gardło i brzuch, w pełni obejmując kolorem wszystkie kończyny. Głowa obdarzona jest największą w kwestii całego ciała czarną plamą, która nachodzi od lewego ucha, do połowy policzka kotki - po drugiej stronie identycznie ułożony jest rudy kolor. Futro na grzbiecie to kombinacja czerni, gdzie ciągnie się ona od głowy do karku, aż do pleców kocicy, gdzie nierównomiernie rozłożone są plamy. Czarnym plamom na grzbiecie towarzyszy rude futro, które wypełnia braki pomiędzy ciemniejszym kolorem. Gdzieniegdzie (na kolorze rudym) przedzierają się klasyczne pręgi o ciemniejszej, rdzawej barwie. Ogon w większości czarny, z niewielkimi rudymi akcentami, zakończony delikatnie bielą na końcu.
Prawe ucho natomiast, w trakcie szczurzej bójki podczas treningu, zaliczyło stratę; teraz na jego czubku widoczny jest ubytek przypominający literę V.
Smukły pysk przyozdobiony jest wibrysami oraz różowoczarnym nosem, nad którym widnieją oczy z heterochromią - lewe niebieskie, prawe o brązowej barwie, przechodzące w orzechowy odcień.
Specyficzna, być może w oczach niektórych kotów nawet i dziwna. Z jednej strony preferuje ciszę i własny zakątek w Zrośniętych Drzewach, woląc do nikogo się nie odzywać i zająć się własnym ogonem. Z drugiej jednak czasami z zazdrością patrzy na koty, którym z łatwością przychodzi nawiązywanie znajomości i prowadzenie rozmowy; sama Modliszka jest dosyć niezręczna w tej kwestii i często miewa problem z dobrym wypowiedzeniem się, lub chociażby powiedzeniem więcej, niż parę na szybko wyciągniętych z gardła słów. Nie jest dobra w drobne rozmowy, chociaż stara się, chociażby by nie sprawić przykrości rozmówcy. Dzięki treningom powoli otwiera się bardziej, a i zdania, które są przez szylkretkę wypowiadane, są dłuższe i lepiej złożone. W większości przypadków.
Mimo wszystko, jest kocicą łagodną, o przyjaznym usposobieniu; wykazuje zmartwienie innymi, gdy dotyka ich przykra sytuacja, lub gdy widzi, że ktoś może potrzebować pomocy... a nawet jeśli sytuacja nie zalicza się do żadnej z dwóch podanych opcji, wciąż wyciągnie pomocną łapę. Spokojna i opanowana, bardziej woli słuchać, niż mówić, zawsze przysiądzie, by stać się słuchaczem czy to długiej historii, lub chociażby krótkiej opowieści na temat tego, jak drugiemu kotu minął dzień.
Zainteresowana otaczającym ją światem i rzeczywistością, ambitna i chętna do nauki nowych rzeczy, czy to w kwestii praktycznej, czy teoretycznej.
Szczerze mówiąc, Krokusowy Pląs wyglądała dla Modliszki dokładnie tak, jak w pysku szylkretowej kotki brzmiało jej imię - jakoby starsza kocica była pląsającym wśród krokusów duchem natury, dlatego też wierzyła w zmysł estetyki mistrzyni i chętnie przyjmie od niej nadmiar pierdół, którymi świeżo mianowana terminatora mogłaby wyściubić swoje własne legowisko.
Widocznie zrelaksowała się, gdy mistrzyni nie przyjęła jej chęci pomocy w zły sposób, fizycznie powstrzymując się od wydania z siebie głośnego westchnięcia ulgi. A gdyby mogła, to z pewnością cała zarumieniłaby się, gdy Krokus powiedziała do niej per kochana i gdyby Modliszka była dwunogiem, porównałaby to do bycia pochwalonym jako dziecko przez starszą panią w sklepie, gdy pomogło się jej spakować zakupy do torby. Kąciki jej pyska zadrżały w delikatnym, speszonym uśmiechu.
Dalej jednak słuchała już w pełni uważnie, co jakiś czas wzrokiem błądząc krótko wokół, by cały czas nie spoglądać prosto w pysk mistrzyni - być może utrzymywanie kontaktu wzrokowego byłoby w tej chwili jak najbardziej respektowanym podejściem do sytuacji, Modliszce wydawało się ono jednak zbyt niegrzeczne, by cały czas swoimi oczami wpatrywać się prosto w duszę Krokusowego Pląsu. Oczywiście na wzmiankę o zaczęciu od polowania skinęła w zgodzie głową, nie mając zastrzeżeń.
Mentalnie robiła sobie notatki związane z zasadami polowania i cieszyła się, że to właśnie od tego zaczną - być może przez chwilę w środku zakłuła ją żyłka rywalizacji, by jak najbardziej przydać się klanowej społeczności i być lepszą w tej kwestii od jej rodzeństwa, tudzież zaskarbiając sobie zaufanie Klanowiczów jako dodatkowy plus na dłuższą metę. Na szczęście póki nie umiała polować, zasada o pierwszeństwie wykarmienia reszty Klanu jej nie obowiązywała, dzięki czemu jej wyrzuty sumienia za to, że zjadła dziś porządne śniadanie, zniknęły tak prędko, jak się pojawiły. Co do innych kwestii... Modliszkowa Łapa obmyślała sobie dane zasady po kolei, automatycznie kiwając z lekka głową jako znak, iż je sobie przyswoiła - jak na przykład to, że nawet z natury nie była kotem, który zabijałby zwierzynę dla zabawy, aniżeli dla utrzymania dobrobytu Klanu.
Na nagłe pytanie mistrzyni, speszyła się nieco.
- Miałam nauki, ale... niewiele z nich wyniosłam. - nie była to raczej wina ani jej, ani Oszronionego Patyku... po prostu tak wyszło, że niezbyt dużo, jak i niezbyt ważnych rzeczy przerobili w czasie nauk - Ale gdybym miała powiedzieć... na pewno trzeba w ciszy podchodzić zwierzynę. Czasami gdy ptaki przysiadały gdzieś na pobliskim głazie, to nawet lekkie poruszenie ogona potrafiło je spłoszyć. - córka Rozbitej Tafli tłumaczyła powoli swój tok myślenia. Nierzadko w czasie bycia kocięciem przyglądała się wszelakim gałęziom, które zahaczały o 'sufit' obozu Klanu Rzeki, lub gdzieś na wyższych kamieniach, gdzie przysiadały wszelakie kosy, wróble, które po uświadomieniu sobie, jaka zgraja czyha na nich tuż pod ich małymi łapkami, szybko ewakuowały się z miejsca.
you'll be the saddestpart of me
a part ofme that will never bemine it's obvious tonight isgonna be theloneliest you're still theoxygeni breathe i see yourfacewhen iclose my eyes it's torturous tonightisgonna betheloneliest
Krokusowy Pląs nie miała jakiejś dziwnej obsesji na punkcie kontaktu wzrokowego. Sama czasem nie potrafiła go dłużej utrzymać z rozmówcą, nie dlatego, że czuła się niezręcznie, ale w ferworze rozmowy nieraz łatwo się rozpraszała. Nie zamierzała mieć za złe Modliszce unikania tego stałego kontaktu wzrokowego, nawet nieszczególnie zwróciła na to uwagę i nieszczególnie się przejęła. Najważniejsze dla niej było to, aby Modliszkowa Łapa czuła się na tym treningu dobrze i komfortowo. Króliczek też unikał stałego kontaktu wzrokowego - była przyzwyczajona do tych nieco bardziej zamkniętych w sobie terminatorów.
- To nic. Ja ze swoich też nie - zamruczała uśmiechnięta, mając nadzieję, że taka drobna anegdotka nieco zelży uczucie speszenia u Modliszki. - Mhm, tak, to bardzo dobre obserwacje, bardzo logiczne. W polowaniu należy kierować się kilkoma zasadami - najważniejsza z nich brzmi "mysz cię wyczuje, królik usłyszy, a ptak zobaczy". To taka... hm, drobna instrukcja, na co trzeba najbardziej zwracać uwagę przy podchodzeniu do danego typu zwierzyny. Drobne gryzonie jak myszy czy ryjówki są bardzo wyczulone na zapachy, toteż najważniejsze przy nich jest podchodzenie pod wiatr - aby wiało ci w mordkę. Chociaż do tej reguły najlepiej się stosować przy podchodzeniu każdej zwierzyny, dla pewności. Gdy podchodzisz myszy, krety czy chociażby jakieś gady, pamiętaj też o tym, aby przenieść ciężar ciała na tylne łapy. Króliki i zające mają doskonały słuch: gdy do takiego się skradasz, najlepiej spłycić lub, w miarę możliwości, wstrzymać oddech i uważać na swoje kroki, aby nie nadepnąć na suchy liść czy gałązkę, stąpać ostrożnie. Zwierzyna wyczuwa też wibracje podłoża. Ptaki są niezwykle uważne i mają dobry wzrok - jeśli polujesz na ptaka na otwartej przestrzeni, chowaj się w trawie i co kilka kroków zastygaj w miejscu. Korzystaj z otoczenia, kamieni, krzewów, wszystkiego, co zakamufluje twoją obecność - to chyba wszystko? Tak sądziła Krokus.
Zaraz przypadła do ziemi w nieco dziwny zapewne dla Modliszki sposób, równając kudłatą kitę w prostą linię z kręgosłupem i głową. Łapy miała ugięte, brzuch nisko, i w tej pozycji zrobiła kilka kroków, z ciężarem cielska przeniesionym na tylne kończyny. - To pozycja łowiecka, to w tej pozycji skradamy się do zwierzyny. Łapy ugięte, ciężar ciała przeniesiony na tylne. Brzuch nisko, ale nie za nisko, aby nie szurać nim po ziemi, ogon nieruchomy, wraz z głową zrównany z linią grzbietu. Stąpaj ostrożnie, ze spłyconym oddechem i uważaj pod łapy. Zawsze najlepiej iść pod wiatr, ot, dla pewności, aby nic cię nie wyczuło i się nie spłoszyło - Krokus usiadła i otrzepała się z kilku źdźbeł trawy które przywarły do jej sierści. - Spróbuj, przejdź się tak kawałek. Jeśli masz pytania, to wal śmiało.
Księżyce: 61 Mistrz: Krokusowy Pląs † Płeć: kotka Matka: Rozbita Tafla [NPC] Ojciec: Wierzbowy Pęd [NPC] Trwałe urazy: ubytek w kształcie V na czubku prawego ucha
Modliszka już jako terminatorka jest zgrabnie wysoka, o długich łapach i dosyć smukłej budowie ciała. Gdy osiągnie swój końcowy wzrost, zdecydowanie górować będzie nad większością swojego rodzeństwa. Pełna wdzięku sylwetka kocicy pokryta jest długim, gładkim futrem.
Sierść zdominowana jest przez biel, przechodzącą od pyska (węższa struga pomiędzy oczami, rozszerza się na pysk) poprzez gardło i brzuch, w pełni obejmując kolorem wszystkie kończyny. Głowa obdarzona jest największą w kwestii całego ciała czarną plamą, która nachodzi od lewego ucha, do połowy policzka kotki - po drugiej stronie identycznie ułożony jest rudy kolor. Futro na grzbiecie to kombinacja czerni, gdzie ciągnie się ona od głowy do karku, aż do pleców kocicy, gdzie nierównomiernie rozłożone są plamy. Czarnym plamom na grzbiecie towarzyszy rude futro, które wypełnia braki pomiędzy ciemniejszym kolorem. Gdzieniegdzie (na kolorze rudym) przedzierają się klasyczne pręgi o ciemniejszej, rdzawej barwie. Ogon w większości czarny, z niewielkimi rudymi akcentami, zakończony delikatnie bielą na końcu.
Prawe ucho natomiast, w trakcie szczurzej bójki podczas treningu, zaliczyło stratę; teraz na jego czubku widoczny jest ubytek przypominający literę V.
Smukły pysk przyozdobiony jest wibrysami oraz różowoczarnym nosem, nad którym widnieją oczy z heterochromią - lewe niebieskie, prawe o brązowej barwie, przechodzące w orzechowy odcień.
Specyficzna, być może w oczach niektórych kotów nawet i dziwna. Z jednej strony preferuje ciszę i własny zakątek w Zrośniętych Drzewach, woląc do nikogo się nie odzywać i zająć się własnym ogonem. Z drugiej jednak czasami z zazdrością patrzy na koty, którym z łatwością przychodzi nawiązywanie znajomości i prowadzenie rozmowy; sama Modliszka jest dosyć niezręczna w tej kwestii i często miewa problem z dobrym wypowiedzeniem się, lub chociażby powiedzeniem więcej, niż parę na szybko wyciągniętych z gardła słów. Nie jest dobra w drobne rozmowy, chociaż stara się, chociażby by nie sprawić przykrości rozmówcy. Dzięki treningom powoli otwiera się bardziej, a i zdania, które są przez szylkretkę wypowiadane, są dłuższe i lepiej złożone. W większości przypadków.
Mimo wszystko, jest kocicą łagodną, o przyjaznym usposobieniu; wykazuje zmartwienie innymi, gdy dotyka ich przykra sytuacja, lub gdy widzi, że ktoś może potrzebować pomocy... a nawet jeśli sytuacja nie zalicza się do żadnej z dwóch podanych opcji, wciąż wyciągnie pomocną łapę. Spokojna i opanowana, bardziej woli słuchać, niż mówić, zawsze przysiądzie, by stać się słuchaczem czy to długiej historii, lub chociażby krótkiej opowieści na temat tego, jak drugiemu kotu minął dzień.
Zainteresowana otaczającym ją światem i rzeczywistością, ambitna i chętna do nauki nowych rzeczy, czy to w kwestii praktycznej, czy teoretycznej.
Rzeczywiście, Modliszka była już spokojniejsza, gdy Krokus wspomniała o podobnej sytuacji ze swoimi własnymi naukami. Może już po prostu tak było, że nie wszyscy mieli szczęście do nauk... lub były one po prostu z nazwy, by po prostu były i tyle z tego. Aczkolwiek gdyby miała kiedyś w przyszłości podjąć się nauk jakiegoś podrzutka pod jej łapy... na pewno nie kontynuowałaby tego cyklu i akurat przyłożyłaby się do swojego zadania.
Ucieszyła się, że jej obserwowania zostały pochwalone i skinęła głową, skupiając się tylko i wyłącznie na słowach mistrzyni, by nie rozproszyć się i zdołać zapamiętać jak najwięcej. Zasad polowania wydawało się być niesamowicie dużo, a przynajmniej z początku tak się zdawało szylkretowej kotce, gdy musiała prędko układać każdy kolejny szczegół podchodzenia konkretnej zwierzyny w myślach, nieświadomie gryząc się po wewnętrznej stronie policzka w zamyśleniu, co jakiś czas kiwając delikatnie głową, by pokazać, że wciąż jest obecna myślami i że uważnie przysłuchuje się każdej przekazanej jej uwadze. Cóż, jeśli nie spamięta wszystkiego, pójdzie metodą prób i błędów, a z pewnością zaraz sobie wszystko przypomni w momencie, gdy sprzed nosa ucieknie jej ptak, lub inna potencjalna ofiara. Normalnym było, że w momencie w którym już się coś zepsuło, realizacja i pamięć o zasadach przychodzi zaraz po tym.
Nowa pozycja Krokusowego Pląsu rzeczywiście zdziwiła córkę Wierzbowego Pędu, która cofnęła się o krok, przypatrując się mistrzyni. Ah - pozycja łowiecka. Teraz wszystko miało już sens. Raczej.
Póki co nie miała pytań, dlatego z pamięcią sylwetki starszej kocicy w głowie oraz z jej uwagami, powoli sama przypadła do ziemi, czując czubki kępki traw pod białym brzuchem. Łapy ugięła, pamiętając, by nie zahaczać brzuchem całkowicie o podłoże i zrównała puszysty ogon z linią grzbietu, wbijając lekko pazury w ziemię, by utrzymać z początku równowagę. Ciężar ciała przeniesiony na tylne łapy, odhaczyć... Modliszkowa Łapa powoli ruszyła do przodu, eksperymentalnie wstrzymując na moment oddech, by przyzwyczaić się do jego spłycania, zerkając pod swoje łapy od czasu do czasu, aby wbić sobie do głowy już od początku dobre przyzwyczajenia. Choć z początku trochę się chwiała, zaczęła łapać na czym to polega.
you'll be the saddestpart of me
a part ofme that will never bemine it's obvious tonight isgonna be theloneliest you're still theoxygeni breathe i see yourfacewhen iclose my eyes it's torturous tonightisgonna betheloneliest
Krokus cierpliwie obserwowała ruchy Modliszkowej Łapy, analizowała je, ale nie odzywała się nic na ich temat. Nie chciała przypadkiem terminatorki dodatkowo speszyć, jakoś wprawić w zakłopotanie lub wybić z rytmu, rozproszyć. Wyraźnie była skupiona na przetwarzaniu dużej dawki nowych informacji oraz na odwzorowaniu pozycji łowieckiej - jej rolą, jako mistrzyni, było dać Modliszce tyle czasu, ile potrzebowała.
Gdy Modliszka zrobiła te kilka, kilkanaście kroków w pozycji łowieckiej, Krokus kiwnęła mordką, bardziej sama do siebie niżeli do terminatorki. - Bardzo dobrze - pochwaliła. Żadnych uwag. Bardzo dobrze jak na pierwszy raz. - Na początku strasznie dziwnie się tak chodzi, ale idzie się przyzwyczaić. No i nie musisz polować cały czas w tej pozycji, tylko podczas podchodzenia do zwierzyny - dodała: bo może było to oczywiste, ale warto było sprostować, nie?
Krokusowy Pląs wskazała łapą ku gąszczowi pod pagórkiem na którym stały, dobre trzy, cztery długości drzewa od nich. - Tamte zarośla, pod Kocim Grzbietem, tam, widzisz? To Ptasie Krzewy. Bardzo dobre miejsce na polowanie, zwłaszcza w takich wysokich temperaturach, jak ostatnio. Nie najłatwiej się tam porusza, ale zwierzyna uwielbia się tam chować w gorące dni, mnóstwo tam cienia. Chcę, żebyś przyniosła mi trzy sztuki zwierzyny. Jakiejkolwiek. Spodziewam się, że znajdziesz tam sporo ptactwa. Gdy coś upolujesz, zakop to i zapamiętaj to miejsce, wrócimy po twoje zdobycze później, gdy będziemy wracać. Ruszaj, Modliszko, będę blisko i będę cię obserwować - miauknęła ciepło i uśmiechnęła się do szylkretki, pokrzepiająco. - I powodzenia!
Księżyce: 61 Mistrz: Krokusowy Pląs † Płeć: kotka Matka: Rozbita Tafla [NPC] Ojciec: Wierzbowy Pęd [NPC] Trwałe urazy: ubytek w kształcie V na czubku prawego ucha
Modliszka już jako terminatorka jest zgrabnie wysoka, o długich łapach i dosyć smukłej budowie ciała. Gdy osiągnie swój końcowy wzrost, zdecydowanie górować będzie nad większością swojego rodzeństwa. Pełna wdzięku sylwetka kocicy pokryta jest długim, gładkim futrem.
Sierść zdominowana jest przez biel, przechodzącą od pyska (węższa struga pomiędzy oczami, rozszerza się na pysk) poprzez gardło i brzuch, w pełni obejmując kolorem wszystkie kończyny. Głowa obdarzona jest największą w kwestii całego ciała czarną plamą, która nachodzi od lewego ucha, do połowy policzka kotki - po drugiej stronie identycznie ułożony jest rudy kolor. Futro na grzbiecie to kombinacja czerni, gdzie ciągnie się ona od głowy do karku, aż do pleców kocicy, gdzie nierównomiernie rozłożone są plamy. Czarnym plamom na grzbiecie towarzyszy rude futro, które wypełnia braki pomiędzy ciemniejszym kolorem. Gdzieniegdzie (na kolorze rudym) przedzierają się klasyczne pręgi o ciemniejszej, rdzawej barwie. Ogon w większości czarny, z niewielkimi rudymi akcentami, zakończony delikatnie bielą na końcu.
Prawe ucho natomiast, w trakcie szczurzej bójki podczas treningu, zaliczyło stratę; teraz na jego czubku widoczny jest ubytek przypominający literę V.
Smukły pysk przyozdobiony jest wibrysami oraz różowoczarnym nosem, nad którym widnieją oczy z heterochromią - lewe niebieskie, prawe o brązowej barwie, przechodzące w orzechowy odcień.
Specyficzna, być może w oczach niektórych kotów nawet i dziwna. Z jednej strony preferuje ciszę i własny zakątek w Zrośniętych Drzewach, woląc do nikogo się nie odzywać i zająć się własnym ogonem. Z drugiej jednak czasami z zazdrością patrzy na koty, którym z łatwością przychodzi nawiązywanie znajomości i prowadzenie rozmowy; sama Modliszka jest dosyć niezręczna w tej kwestii i często miewa problem z dobrym wypowiedzeniem się, lub chociażby powiedzeniem więcej, niż parę na szybko wyciągniętych z gardła słów. Nie jest dobra w drobne rozmowy, chociaż stara się, chociażby by nie sprawić przykrości rozmówcy. Dzięki treningom powoli otwiera się bardziej, a i zdania, które są przez szylkretkę wypowiadane, są dłuższe i lepiej złożone. W większości przypadków.
Mimo wszystko, jest kocicą łagodną, o przyjaznym usposobieniu; wykazuje zmartwienie innymi, gdy dotyka ich przykra sytuacja, lub gdy widzi, że ktoś może potrzebować pomocy... a nawet jeśli sytuacja nie zalicza się do żadnej z dwóch podanych opcji, wciąż wyciągnie pomocną łapę. Spokojna i opanowana, bardziej woli słuchać, niż mówić, zawsze przysiądzie, by stać się słuchaczem czy to długiej historii, lub chociażby krótkiej opowieści na temat tego, jak drugiemu kotu minął dzień.
Zainteresowana otaczającym ją światem i rzeczywistością, ambitna i chętna do nauki nowych rzeczy, czy to w kwestii praktycznej, czy teoretycznej.
Gdy Krokusowy Pląs pochwaliła jej próbę naśladowania pozycji łowieckiej, wyprostowała się w końcu - cóż, z pewnością przez chwilę pomyślała zmartwiona, że cały okres polowania będzie musiała chodzić w taki pokraczny sposób... na szczęście mistrzyni szybko uświadomiła ją, że była to bezpodstawna obawa.
Modliszkowa Łapa uważnie słuchała słów Krokus, odwracając łeb w stronę, w którą wskazywała mistrzyni i skinęła głową. Aczkolwiek była trochę... zaskoczona, że tak szybko zostaje wysłana na polowanie. Z drugiej strony szylkretce wydało się to równie logiczne - poznała wszystkie teoretyczne zasady polowania, a czym była teoria bez praktyki? Spojrzała jeszcze na moment na starszą kocicę, zapamiętując instrukcję o miejscu zakopania zwierzyny, jak i ilości, jaką miała przynieść. Trzy sztuki zwierzyny... córka Wierzbowego Pędu przez chwilę zwątpiła w siebie, jednak równie szybko ocknęła się z chwilowej melancholii. Nie było co użalać się nad sobą, kiedy jeszcze się nie spróbowało.
- ...Dziękuję. - terminatorka posłała Krokus delikatny uśmiech, uspokojona, że mistrzyni będzie w pobliżu i Modliszka nie zostanie rzucona na pożarcie ewentualnym drapieżnikom, na które miała nadzieję nie natrafić.
Ruszyła żwawym susem w stronę, jak się dowiedziała, Ptasich Krzewów, a gdy pokonała potrzebny dystans, zwolniła trochę kroku. Heterochromiczne oczy przyglądały się uważnie okolicy, wypatrując ewentualnej ofiary, zaczynając czuć w żyłach płynącą adrenalinę, związaną z ekscytacją uczeniem się nowej, bardzo ważnej umiejętności.
you'll be the saddestpart of me
a part ofme that will never bemine it's obvious tonight isgonna be theloneliest you're still theoxygeni breathe i see yourfacewhen iclose my eyes it's torturous tonightisgonna betheloneliest
Ptasie Krzewy, jak sama nazwa wskazywała, były idealnym miejscem do polowania na ptactwo - nie dziwota, że szylkretowa córka Rozbitej Tafli szybko znalazła pierwszą ofiarę. Potencjalną ofiarę, to jest, o ile uda jej się do niej podejść. Łowy w nowym miejscu, tak intensywnie zalesionym i zarośniętym, były pewnym wyzwaniem.
Ukryty wśród gąszczu Ptasich Krzewów, nieopodal terminatorki, między gałęziami na ziemi siedział gawron, skubiąc dziobem gałązki jednego z krzewów, chyba z nudów. Ptak był duży i wyglądał na silnego, ale był kompletnie nieświadom obecności Modliszki ukrytej w krzewach naprzeciw.
Księżyce: 61 Mistrz: Krokusowy Pląs † Płeć: kotka Matka: Rozbita Tafla [NPC] Ojciec: Wierzbowy Pęd [NPC] Trwałe urazy: ubytek w kształcie V na czubku prawego ucha
Modliszka już jako terminatorka jest zgrabnie wysoka, o długich łapach i dosyć smukłej budowie ciała. Gdy osiągnie swój końcowy wzrost, zdecydowanie górować będzie nad większością swojego rodzeństwa. Pełna wdzięku sylwetka kocicy pokryta jest długim, gładkim futrem.
Sierść zdominowana jest przez biel, przechodzącą od pyska (węższa struga pomiędzy oczami, rozszerza się na pysk) poprzez gardło i brzuch, w pełni obejmując kolorem wszystkie kończyny. Głowa obdarzona jest największą w kwestii całego ciała czarną plamą, która nachodzi od lewego ucha, do połowy policzka kotki - po drugiej stronie identycznie ułożony jest rudy kolor. Futro na grzbiecie to kombinacja czerni, gdzie ciągnie się ona od głowy do karku, aż do pleców kocicy, gdzie nierównomiernie rozłożone są plamy. Czarnym plamom na grzbiecie towarzyszy rude futro, które wypełnia braki pomiędzy ciemniejszym kolorem. Gdzieniegdzie (na kolorze rudym) przedzierają się klasyczne pręgi o ciemniejszej, rdzawej barwie. Ogon w większości czarny, z niewielkimi rudymi akcentami, zakończony delikatnie bielą na końcu.
Prawe ucho natomiast, w trakcie szczurzej bójki podczas treningu, zaliczyło stratę; teraz na jego czubku widoczny jest ubytek przypominający literę V.
Smukły pysk przyozdobiony jest wibrysami oraz różowoczarnym nosem, nad którym widnieją oczy z heterochromią - lewe niebieskie, prawe o brązowej barwie, przechodzące w orzechowy odcień.
Specyficzna, być może w oczach niektórych kotów nawet i dziwna. Z jednej strony preferuje ciszę i własny zakątek w Zrośniętych Drzewach, woląc do nikogo się nie odzywać i zająć się własnym ogonem. Z drugiej jednak czasami z zazdrością patrzy na koty, którym z łatwością przychodzi nawiązywanie znajomości i prowadzenie rozmowy; sama Modliszka jest dosyć niezręczna w tej kwestii i często miewa problem z dobrym wypowiedzeniem się, lub chociażby powiedzeniem więcej, niż parę na szybko wyciągniętych z gardła słów. Nie jest dobra w drobne rozmowy, chociaż stara się, chociażby by nie sprawić przykrości rozmówcy. Dzięki treningom powoli otwiera się bardziej, a i zdania, które są przez szylkretkę wypowiadane, są dłuższe i lepiej złożone. W większości przypadków.
Mimo wszystko, jest kocicą łagodną, o przyjaznym usposobieniu; wykazuje zmartwienie innymi, gdy dotyka ich przykra sytuacja, lub gdy widzi, że ktoś może potrzebować pomocy... a nawet jeśli sytuacja nie zalicza się do żadnej z dwóch podanych opcji, wciąż wyciągnie pomocną łapę. Spokojna i opanowana, bardziej woli słuchać, niż mówić, zawsze przysiądzie, by stać się słuchaczem czy to długiej historii, lub chociażby krótkiej opowieści na temat tego, jak drugiemu kotu minął dzień.
Zainteresowana otaczającym ją światem i rzeczywistością, ambitna i chętna do nauki nowych rzeczy, czy to w kwestii praktycznej, czy teoretycznej.
Otaczający ją teren był dla niej rzeczą niesamowicie nową, dlatego oprócz myślenia o polowaniu, starała się porządnie zapoznać z okolicą, by ułożyć sobie w głowie mentalną mapę terenów Klanu Rzeki, by móc swobodniej poruszać się po tych miejscach w przyszłości.
Szybko jednak skupiła się z powrotem na swoim zadaniu, gdy dostrzegła dużego gawrona, strzygąc uchem na sam widok. Bingo. Pierwsza część zadania, to jest znalezienie potencjalnej ofiary, została wykonana... teraz natomiast pozostała jej do wykonania ta trudniejsza część.
Korzystając z osłony krzewów, skupienie dwukolorowych oczu całkowicie padło na ptaku - Modliszkowa Łapa przypadła do pozycji łowieckiej, uginając łapy, po kolei wyliczając sobie w głowie zasady. Upewniając się, że brzuch nie szura po podłożu, a ciężar ciała przeniesiony jest na tylne łapy, zrównała puchaty ogon z linią grzbietu i poruszyła nosem, upewniając się, że idzie pod wiatr, zaczęła oddychać płycej... dlaczego tych zasad musiało być aż tyle?! Cały czas uważając pod łapy, zaczęła powoli stąpać w stronę gawrona, próbując zajść go, by nie zauważył zagrożenia w szylkretowym kolorze.
A gdy uznała, że odległość jest odpowiednia... Córka Rozbitej Tafli wybiła się na tylnych łapach, chcąc ukrócić męki gawrona szybkim ugryzieniem w szyję, gdy tylko znajdzie się w jej łapach... w najlepszym przypadku.
you'll be the saddestpart of me
a part ofme that will never bemine it's obvious tonight isgonna be theloneliest you're still theoxygeni breathe i see yourfacewhen iclose my eyes it's torturous tonightisgonna betheloneliest
Uważnie słuchała słów Krokusowego Pląsu. Gawron był tak zaangażowany w... cokolwiek to było to, co robił, że nie miał pojęcia o obecności drapieżnika. Żadnego, najmniejszego, aż do teraz, oczywiście - aż nie było za późno.
Gdy Modliszka wyskoczyła ku ptakowi, było już dla niego za późno na jakąkolwiek reakcję. Zakradła się do niego bezbłędnie, wykonała równie bezbłędny skok i w ten o to sposób gawron skończył w jej szczękach. Szamotał się tylko chwilę, jeszcze jeden raz gardłowo zakrakał i masywnym, czarnym skrzydłem uderzył Modliszkową Łapę w pysk, dość boleśnie, ale ugryzła go tak, że zaraz zwiotczał pod naciskiem jej zębów.