Po dostrzeżeniu piszczki, Łabędź zatrzymał się odruchowo, mimo że gołąb wcale na niego nie patrzył. Gdy ruszył dalej, skradał się już, z ciałem w pozycji łowieckiej. Wysokie trawy służyły mu za kamuflaż przeciwko spojrzeniu ptaka, ale dla pewności przystawał w miejscu, ilekroć nabierał obaw, że czujne oczka lada moment go wychwycą.
I o ile udało mu się podejść dostatecznie blisko, to on podjął się próby wychwycenia — a raczej pochwycenia w łapy zaopatrzone w ostre pazury — pulchnego ciałka. Miał wielką chęć na tego gołębia; to byłby nie byle jaki dodatek na stos.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Cierpliwie i skutecznie. Tak można było określić skradanie się przywódcy. Gołąb do ostatniej chwili nie miał pojęcia, co go czeka – i dopadł go wobec tego tragiczny, ale szybki koniec, natomiast Łabędź zdobył to na co miał chęć.
Pióra na podniebieniu może nie są obiektywnie najprzyjemniejszym doznaniem, ale jakże satysfakcjonującym podczas polowania. Łabędź odetchnął przez nos i zabrał ptaka w jedno z charakterystycznejszych punktów Kretowiska, aby tam przykryć go warstwą ziemi i roślinności. I proszę, zgodnie z przypuszczeniami, dorwanie piszczki poprawiło mu humor.
Ale nie po to tu przyszedł, przynajmniej nie do końca. Ruszył zatem w dalszą drogę, wypatrując znaków życia. Czy udało mu się dorwać gołębia na tyle bezszelestnie, by nie spłoszyć pobliskiej zwierzyny?
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
W istocie, udało mu się. Wrona, która zaraz przeleciała mu przed oczami i wylądowała niedaleko jednego kopca zdawała się nie mieć pojęcia, co tu przed chwilą zaszło. No, należało korzystać.
Kolejny ptak, jak gdyby znalazł się w swoich ukochanych Ptasich Krzewach. Cóż, krzewów tutaj jak na lekarstwo, Łabędziowi musiała wystarczyć trawa, kiedy ponownie wszedł w pozycję łowiecką i rozpoczął mozolną wędrówkę ku wronie, dbając przede wszystkim o to, by być jak najmniej widocznym. Szukanie naturalnych osłon, okazjonalne nieruchomienie na kształt kamienia — nic odkrywczego, stara dobra metoda zaczerpnięta jeszcze z treningu.
Nie gwarantowała zwycięstwa, jednak kiedy wreszcie wyskoczył z ukrycia z kłami i pazurami gotowymi do ataku, oczekiwał, że uderzenie serca, może dwa, i będzie miał piszczkę na wyłączność.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Przywódca, oczywiście, robił wszystko dobrze. Pech chciał, że wrona nagle odwróciła głowę w stronę skradającego się kota i na nic zdały się zapewnienia, że stanięcie w bezruchu się sprawdzi. Ten ptaszek był chyba mądrzejszy, bo od razu zaświeciła mu się lampka na widok drapieżnika. Ale! Nic straconego. Wrona nie odleciała daleko – zaraz wylądowała ponownie parę lisich długości dalej.
Wronie zapewne trudno odmówić mądrości, ale czy nie była zbyt pewna siebie, nie wykorzystując szansy na całkowite ulotnienie się przed niebezpieczeństwem? Cóż, co do tego mieli się oboje dopiero przekonać, niemniej Łabędź podziękował w duchu Gwiezdnym za tę szansę.
Nie wychodząc z pozycji łowieckiej, zakradał się dalej. Raz został wykryty, jednak skoro ptaszyna nie zabrała się za aktywną ucieczkę, nie zmieniał taktyki. Poprzednio miał pecha, a teraz musiał być jeszcze ostrożniejszy, ale nadal ukrywanie się i przystawanie w miejscu powinno zdać egzamin, dlatego tego się trzymał, stawiając ostrożne kroki przed siebie. Chciał skrócić parę lisich długości do najwyżej jednej, a wówczas ponowić próbę morderczej napaści.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Tak, zdecydowanie była zbyt pewna siebie i zaraz zapłaciła za to najwyższą cenę. Kocur mógł usłyszeć chrupnięcie skrzydełek, a w pysku poczuć kolejne pióra, tym razem należące do wrony. Nie tak mądrej wrony, koniec końców.
Wrona nie obejrzała się za siebie i kosztowało ją to życie. Łabędź wyprostował się, majtnął puchatą kitą i zabrał zdobycz w inne, równie charakterystyczne co ostatnio miejsce, gdzie ukrył ją na wzór świętej pamięci gołębia. No, kogoś już dało się tym wykarmić, z pustymi łapami do Obozu nie wróci. Ale mógłby z pełniejszymi, tym bardziej, gdy dwie pierwsze zdobycze przyszły mu tak łatwo i nadal był niemal pełni sił.
Wrócił na porzuconą wcześniej ścieżkę i niespiesznym krokiem powędrował dalej, węsząc i nasłuchując. Co czekało go dalej? Więcej ptaków, a może kret, jak sugerowała nazwa tej części terytorium? W obu przypadkach nie będzie marudzić, jedynego, czego nie szukał, to kłopotów.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Nie szukał kłopotów, a mimo to nadział się na coś na wzór kłopotu, choć to, czy to nim było, nie było jeszcze pewne. Nad jednym z wielu kopców siedział nieznajomy Łabędziowi kocur. Ciężko było stwierdzić, ile miał księżyców, ale zdecydowanie było widać, że był doświadczony – na całym grzbiecie, którym był zwrócony do przywódcy, lśniły długie blizny. Był też dosyć umięśniony, a krótkie futerko nieznajomego było w burym kolorze, gdzieniegdzie upstrzone białymi plamkami. Na pierwszy rzut oka było widać, że czekał na kreta, którego musiał wcześniej wypatrzeć.
Brwi same zmarszczyły mu się na widok nieznajomego kocura. Nie miał nic przeciwko samotnikom czy pieszczochom... tak długo, jak przebywały po drugiej stronie granic i nie podbierały im zwierzyny. Z reguły zwykł spotykać młodzieńców czy roztrzepanych towarzyszy dwunożnych, nie był pewien, czego spodziewać się po wyraźnie doświadczonym kocie, w dodatku usiłującego łowów na terenach Rzeki. Niemniej zwykł podchodzić do innych z życzliwością i kredytem zaufania, nie inaczej było i dziś.
— Dzień dobry, znajdujesz się na terenach Klanu Rzeki — powiedział, stanąwszy kilka lisich długości od burego. Brzmiał stanowczo, ale nie zaczepnie. — Muszę prosić cię, byś je opuścił.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Głos przywódcy popchnął samotnika do odwrócenia się, choć nie do wstania. Niekoniecznie robiło na nim wrażenie wspomnienie o jakimś Klanie Rzeki, choć z pewnością wzbudziło to w nim zainteresowanie, minimalne. Gdy ich spojrzenia się spotkały, Łabędzia Gwiazda mógł spostrzec, że jedno z oczu kocura było kompletnie zamglone.
– Mm, jasne, już się zabieram. Tylko dorwę tego kreta – odpowiedział obojętnie, ponownie odwracając się w stronę kopca. Musiał gdzieś tu być...
Jako kot z sercem po właściwej stronie nie miał problemu z podarowaniem kreta pokiereszowanemu przez życie kocurowi — panowała łaskawa pora zielonych liści i nawet upały nie skutkowały brakami w zwierzynie, nie musieli szarpać się o niewielkiego gryzonia. Jako przywódca wiedział jednak, że tu chodziło o coś więcej niż kawałek mięsa. Nie mógł traktować przekroczenia granic lekko, nie mógł pobłażać dorosłemu kotu beztrosko zaczajającemu się na ich pożywienie, jak również nie mógł ryzykować naginania zasad, o ile nie chciał, by samotnicy w krótkim czasie przestali respektować ich granice.
Bez poszanowania dla zasady mysz cię wyczuje, Łabędź skrócił dzielący ich dystans i stanął na obserwowanym przez nieznajomego kopcu.
— Nalegam, byś zrobił to od razu — ponowił próbę cywilizowanego dialogu raz jeszcze, tym samym tonem co poprzednio. — Obaj nie chcemy, żeby zrobiło się nieprzyjemnie, prawda? Nie powinno cię tu być. To terytorium mojego Klanu i nikt spoza niego nie będzie tutaj polował.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Kocur zmierzył pointa chłodnym spojrzeniem. Oczywiście, że nie chciał, żeby zrobiło się nieprzyjemnie. Tak się składało, że niejednokrotnie był zmuszony brać w takich sytuacjach udział, co było widoczne po jego poharatanym przez życie ciele, aczkolwiek jeśli tylko istniał wybór – nie posuwał się do przemocy. Była ona jedynie ostatecznością. A co by nie mówić, kret ostatecznością nie był, szczególnie że samotnik był w stanie sobie wyobrazić, że Klan to nie ledwie rodzina składająca się z rodziców i potomstwa.
Niemniej, jeśli nie on, to nikt. W przeciwieństwie do Łabędziej Gwiazdy, nieznajomy nie zamierzał w takim układzie dbać o zasadę mysz cię wyczuje. Gdy tylko się podniósł, mocno uderzył łapą w kopiec. Być może nie chciał wdawać się w niepotrzebny konflikt, ale nie oszczędził sobie uszczypliwości.
A kiedy to miał już za sobą, ruszył w kierunku, z którego przyszedł. Do Szarych Brzóz. Problem chyba zażegnany.
Przygotowywał się na walkę, mentalnie oraz fizycznie, napinając mięśnie w gotowości na ruch ze strony samotnika. Czekało go miłe zaskoczenie — nieznajomy, wbrew temu, co mogła sugerować jego początkowa postawa, nie zamierzał wykłócać się o swoje prawo o kreta i zwyczajnie zabrał się z Kretowiska. Nie szczędząc wyrazu niezadowolenia, być może, acz w oczach Łabędzia ta reakcja była praktycznie pokojowa.
Odprowadził go spojrzeniem, po czym niespiesznym krokiem ruszył ku granicy. Chyba warto sprawdzić świeżość znaczeń zapachowych, a przy okazji upewnić się, że samotnik nie tylko zszedł mu z oczu, ale też opuścił terytorium Klanu Rzeki.
Ani do jednego, ani do drugiego nie spieszyło mu się przesadnie, toteż po drodze rozglądał się za zwierzyną.