Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Oczywiście, że Psia Gwiazda nie zamierzał brudzić sobie łapek wyjaśnieniami. Tłumaczenie się z tego, że wybrał brudne, samotnicze ścierwo zamiast mnie było mu przecież nie na pazur. Dlatego też zostawił tą kwestię mnie. I dobrze. Przynajmniej nie byłam upokorzona, jeśli chodził o fakt odrzucenia przez cienistego przywódcę. On nie wiedział co stracił. I już nigdy się nie dowie.
- Nie zamierzam owijać pazurów pajęczyną więc powiem wprost. - uprzedziłam od razu. Skoro to miał być ten idealny według Psa kocur to nie widziałam też sensu na to, aby wkładać to do ładnie ozdobionej nory. - Psia Gwiazda uważa, że jesteś najlepszym kandydatem do powiększenia populacji klanu. Ze mną. Według niego w klanie zaczyna brakować kotów o preferencjach do godnego reprezentowania Klanu Cienia, więc dostałam propozycję spłodzenia potomstwa z kimś, kogo on wybierze. Padło na Ciebie. - miauknęłam, na tyle głośno, aby wszystkie słowa docierały jedynie do wojownika. Zatrzymałam się jednak z wytłumaczeniami w tym miejscu, gdyż... nie trzeba było niczego już tłumaczyć. Wyjaśniłam całą wizję tak, abym to nie ja wychodziła na zdesperowaną - gdyż ja nie byłam zdesperowana. Dałabym radę sama, ale po co psuć Psiej Gwieździe zabawę? Niech myśli, że ma kontrolę nad moim życiem. Niech myśli, że jestem pod jego kontrolą. Czekałam jednak na reakcję Zbutwiałego Pnia, ciekawa, czy ślepo podąży za żądaniami przywódcy, czy też wykaże się własnym rozumem i coś powie. Cokolwiek.
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Rozważał w głowie wiele możliwości zadania, które mógł chcieć dać mu Psia Gwiazda. Jednak w żadnej chwili nie przeszło mu nawet przez myśl, że mogło chodzić właśnie o to, co teraz wyjaśniała mu Rwąca Zawieja. Był przyzwyczajony do walki, dowiadywania się o podejrzanych sprawach, które mogły dziać się w klanie… Nie do posiadania kociąt.
Spuścił na moment wzrok, intensywnie przetwarzając propozycję, którą otrzymał. Chociaż, czy nie miało to jakiegoś sensu? Psia Gwiazda wiedział przecież co robi. Wiedział to zdecydowanie lepiej od Zbutwiałego Pnia, który dopiero teraz mógł dochodzić do wniosków, które przywódca musiał wysunąć już jakiś czas temu. Teraz wszystko stawało się jasne. To dziwne uczucie, które towarzyszyło mu za każdym razem, gdy pomyślał o fakcie posiadania przez Psa potomstwa z Grząskim Bagnem musiało być zazdrością. A czego innego miałby zazdrościć, jeśli nie doczekania się dzieci, które w przyszłości mogłyby zostać jak najlepszymi wojownikami dla klanu? Teraz, gdy już to sobie uświadomił, było to wręcz oczywiste. Powrócił swoim wzrokiem wyżej, by spojrzeć w oczy medyczki. - Nie jest to zadanie, które spodziewałem się otrzymać. Jednak jeśli uznajesz, że jestem odpowiednim kandydatem, zrobię to. Chcę pomóc klanowi Cienia w każdy sposób, jaki będzie dla mnie dostępny. – I jeśli w tym momencie miało to być zapewnienie kolejnego pokolenia klanowiczów, mógł się podjąć także tego. Tylko jak miałoby wyglądać w takiej sytuacji jego dalsze życie z Rwącą Zawieją? Czy łączyło się to z koniecznością zastania partnerami? Czy miał udawać, że nigdy do niczego między nimi by nie doszło, a ojcem jest ktoś zupełnie inny? Tyle chyba powinien chociaż wiedzieć. - Jeśli to się wydarzy i będziemy mieli kocięta, jak miałyby wyglądać nasze dalsze relacje?
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Czy ja uznawałam go za odpowiedniego kandydata? Nie. Nie istniał idealny kandydat - tyle zrozumiałam dzięki Psiej Gwieździe. Nie istniała jednostka tak wybitnie inteligentna jak ja. Po prostu takiej nie było. Musiałam więc skupić się na szukaniu najmniej szkodliwych genów. Musiałam znaleźć kogoś, kto nie popsuje mojej krwi. Kogoś najlepiej czystokrwistego, kto nie zniszczy czystości mojej rodziny. Jeśli jednak nie, zamierzałam uznać, iż kocięta są moje. Tylko i wyłącznie moje co czyniłoby ich pełnokrwistymi członkami Klanu Cienia.
- Obecnie nie szukam partnera - powiedziałam od razu, skupiając swój wzrok na kocurze. Kolejna kostka Psiej Gwiazdy. Cudownie. Najwyraźniej zamierzał spełnić wolę przywódcy. Zaskoczył mnie jednak, jeśli chodziło o pytanie o naszą dalszą relację. Czyżby zależało mu na czymś więcej? Na litość, jeszcze tego by mi brakowało. Nie potrzebowałam nikogo, aby czuć się szczęśliwą - być może dlatego, że po prostu szczęśliwa nie byłam. Nie zmieniało jednak faktu to, iż posiadanie partnera, jeszcze kogoś tak bliskiego dla Psiej Gwiazdy, było mi potrzebne w życiu. - Mógłbyś uczestniczyć w życiu kociąt. Nie chciałabym jednak abyś podważał moje metody wychowania ani mój autorytet przed nimi. Ani przed nikim. Chciałabym urodzić silnych wojowników ale przede wszystkim przyszłych medyków, zastępców i przywódców. - wyjaśniłam, nie odrywając dwukolorowych ślepi z wojownika. - Zanim jednak się na to zdecydujemy jest jeszcze jedna istotna kwestia. Krew. Jakiej jesteś krwi.
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
On też nie szukał partnerki, przecież wcześniej nawet nie przeszło mu to przez myśl. Jedynym kotem, który pojawiał się często w jego myślach był Psia Gwiazda, a przecież ich łączyła zupełnie inna relacja – to, co czuł było całkiem normalnym podziwem do swojego przywódcy, takim samym, jak powinien odczuwać każdy w klanie. A to, że wcale tego nie czuł w czasach, gdy żył w Rzece i służył Łabędziej Gwieździe? Być może było jedynie znakiem, że nie był on tak idealnym władcą jak ten, którego miał teraz.
Skinął głową, zgadzając się na zaproponowane przez Rwącą Zawieję warunki. Chciałby wychowywać swoje dzieci, widzieć, jak naprawdę wyrastają na jak najlepsze koty, a jednak czuł, że to wszystko nie była jego decyzja. Spełniał tu tylko polecenia kogoś innego i chwilowo kontrola nad nim została przełożona z łap Psa do Rwącej Zawiei, a on wciąż powinien starać się wykonywać powierzone mu zadania jak najlepiej, by ostatecznie przysłużyć się całemu klanowi. - Jestem wnukiem Kukułczego Jaja. Moi przodkowie żyli w klanie Cienia. – Tak jak zostało mu polecone przy przyjęciu go do klanu. Imię, do którego tak naprawdę nie umiałby przypasować żadnej konkretnej kotki, która miałaby być jego babką. Brzmiało to zdecydowanie mniej dumnie niż syn Skrzącego Słowa, brat zastępcy klanu Rzeki, potomek całej linii potężnych wojowników, którzy zostali gdzieś za granicą tych terenów. Ale tym wszystkim teraz nie był.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Kukułcze Jajo.
Kojarzyłam ją. Nie z widzenia. Z opowieści ojca. Żyła w czasach mojej prababki, Drobnego Ptaka oraz pradziada Lamparciego Płomienia. Oznaczało to więc, iż kocur był półkrwi. No cóż, liczyłam, że to tą lepszą połowę mógłby przekazać. Tą czystą. Zamachałam czarną kitą, mrużąc przy tym dwukolorowe ślepia. Nie pamiętałam dzieci Kukułczego Jaja, gdyż nikt mi ich nigdy nie przedstawił. Może pojawiali się w opowieściach ojca, jednakże prawdopodobnie byli tak nieistotni, że ich nie zapamiętałam. Musiałam więc uwierzyć w to, co mi wciskał. Nawet, jeśli byłam wobec tego podejrzliwa.
- Ja przedstawiłam swoje oczekiwania i warunki. Jakie więc są Twoje? Wybacz mi, Zbutwiały Pniu, ale jestem pewna, że każde będzie czegoś oczekiwało od naszej dalszej współpracy i nie będzie to tylko pochlebne spojrzenie Psiej Gwiazdy. Czego więc Ty chcesz gdyby miało do tego wszystkiego dojść? - zapytałam wreszcie po dłuższej chwili ciszy. Nie wierzyłam, że od tak wszystko przyjął - chyba, że był tak bardzo wpatrzony w Psa i oczekiwał jedynie jego aprobaty i niczego więcej.
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Przez większość czasu Zbutwiały Pień starał się nie chcieć zbyt wiele. Miał być przecież jedynie przedłużeniem woli kogoś innego, kotem, który będzie wykonywał dane mu polecenia i to powinno wystarczać. Inne rzeczy, których mógł pragnąć, które wciąż do niego powracały nie miały w tym momencie żadnego zastosowania. Bo jak kocięta miałby pomóc w wykonaniu jego głównej misji, znalezieniu sposobu na to, by uratować klan Rzeki (a być może i inne) od tajemniczych zdarzeń, które go dotykały? A co jeśli miało to jednak sens? Co jeśli powodem, dla którego wciąż tego nie osiągnął był fakt, że był jednak zbyt słaby, zbyt głupi, zbyt nieodpowiedni by to zrobić? Co jeśli to nie on miał tego dokonać, ale ktoś inny, ktoś kto dzięki niemu pojawi się na świecie? - Chciałbym wspomóc klan Cienia, to cel, na którym głównie mi zależy. Zapewnić mu pokolenie przyszłych wojowników z których klan będzie dumny. Kogoś… lepszego ode mnie. – Na czym innym mogłoby mu zależeć? Zastanowił się jeszcze przez krótki moment, w trakcie którego nadszedł jeszcze jeden pomysł. Być może dość głupi, prawdopodobnie niezbyt rozsądny, patrząc na to, że miał przecież jak najbardziej unikać powiązań ze swoją przeszłością. Jednak być może, jeśli zrobi to odpowiednio, nikt z Cienia nawet nie miał się zorientować. - Mógłbym nadać imiona jakiejś części kociąt?
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Już słyszałam te bajki o wspieraniu klanu - i to nie raz. Pies używał tego argumentu do niczego innego jak manipulacji, aby uzyskać pożądany efekt. Słyszałam to podczas naszej rozmowy o posiadaniu kociąt oraz podczas ostatniej rozmowy, podczas której padło imię Zbutwiałego Pnia. Już ostatnio zauważyłam, iż to był jedyny wiecznie deptany przez kocura argument. Najwyraźniej pranie mózgu Psiej Gwiazdy działało na słabszych, zapatrzonych w niego jednostkach. I nigdy przed nikim nie przyznałabym, że również na to przystawałam przez pewien czas.
Nie wątpiłam, iż moje dzieci miały ogromne predyspozycje do bycia lepszymi od Zbutwiałego Pnia - przede wszystkim dlatego, iż zamierzałam uchronić je od wpływu Psich kłamstw. One miały być idealne - takie jak ja, a może nawet lepsze. Musiały sobie dawać radę w życiu i godnie reprezentować mój ród... Gdyż, cóż potomstwo Chmurki było rozczarowujące. Nie było nikogo w tej rodzinie, kto przeniósłby silne geny, więc nawet gdybym nie chciała, to moją powinnością było posiadanie potomstwa.
- Zgoda - miauknęłam po chwili zastanowienia. Skoro to było jego jedyne rządnie to byłam w stanie na nie przystać. Koniec końców liczył się charakter. Imię było drugogałązkową sprawą. Poza tym imię zawsze można zmienić. - Czy masz jeszcze jakieś pytania albo wątpliwości? - zapytałam, nie odrywając wzroku z kocura. Wolałam wszystko z nim wyjaśnić teraz, niż potem użerać się z tym po fakcie.
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
To była dobra wiadomość, nawet jeśli nie wiedział jeszcze, jak konkretnie chciałby je nazwać. Pozostawił za sobą liczną rodzinę, zbyt dużą, by każdego z jej członków można było uczcić imieniem dla kocięcia, jednak nad tym będzie jeszcze miał czas się zastanowić. Teraz wszystkie pytania, jak i większość innych myśli wyleciała z jego głowy, pozostawiając go z powoli rodzącą się świadomością tego, jaką misję powierzył mu tym razem Psia Gwiazda. - Nie. – Fakt, że mieli naprawdę to zrobić, miał mieć kocięta, o czym nawet jeszcze tego poranka nie miał pojęcia wciąż był czymś, co wydawało się być zupełnie nierealne. Chociaż czy od opuszczenia klanu Rzeki wszystko w jego życiu nie było serią bardzo dziwnych wydarzeń, których wcześniej nigdy by się nie spodziewał?
Skoro wszystko było omówione, czy należało przejść już do kolejnych kroków? Wiedział, co było konieczne do powstania kociąt, ale jakoś przejście do czynów, w tej konkretnej sytuacji wydawało się jakieś dziwne. Zresztą, czy na pewno nadszedł już moment na to? Czy Rwąca Zawieja była gotowa? Musiał poczekać na jakiś bardziej wyraźny znak, że rzeczywiście należało wykonać zadanie w tym konkretnym momencie. - Zrobimy to… już teraz?
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
"Nie"
Tak więc wszystko było między nami wyjaśnione i ustalone. Muszę przyznać, że... cóż, nie wiedziałam, co powinnam zrobić. Oczywiście wiedziałam, jak się robi kocięta - byłam medykiem, więc dziwnym byłoby, gdybym tego nie wiedziała. Z jakiegoś powodu jednak czułam się po prostu źle z tym, iż musiałam oddać kontrolę komuś innemu niż sobie. Nie mówiąc o nagłym przypływie obrzydzenia, które wiązało się z całą tą sytuacją.
- Nie - miauknęłam nagle, starając się nie spinać za bardzo. - Za parę wschodów słońca. Jak znajdę odpowiednie miejsce. - powiedziałam pewnie. Musiałam kupić sobie trochę czasu, aby przyzwyczaić się do tej myśli. Potrafiłam nad sobą panować, jednakże bałam się, iż w tej sytuacji, tej bliskości, mogłabym spanikować. A tego nie chciałam. Wstałam po chwili ciszy, decydując się na to, iż to nareszcie czasu, by odejść z tego miejsca. Gdziekolwiek.
- Do zobaczenia.
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Sam nie wiedział, czy potrzebuje więcej czasu na przygotowanie się. Raczej nie widział, jakby miało zmienić to samą czynność, która będzie musiała nadejść, jednak czas na przyzwyczajenie się do myśli o kociętach mógł być dobry. Chociaż o tym i tak będzie mógł się zastanawiać wtedy, kiedy Rwąca Zawieja (przyjmując założenie, że wszystko się odbędzie i przyniesie oczekiwany skutek) będzie już w ciąży, to dawało jeszcze dodatkowe księżyce zanim sam będzie mógł jakkolwiek zająć się dziećmi. - Do zobaczenia. – Odpowiedział, zgadzając się od razu na także tą z jej propozycji, bo co innego miałby w tej sytuacji zrobić? Założył, że tym razem to medyczka odnajdzie go sama, kiedy nadejdzie już odpowiedni według niej moment i kolejne jego odwiedziny w Korzennej Jamie, by ją poszukiwać, nie będą konieczne.
Zbutwiały Pień spojrzał na moment na powierzchnię Księżycowego Jeziora. Woda musiała być już dość zimna, chociaż pewnie wytrzymałby pływanie w niej. Gdzieś, pod jej powierzchnią mogły się kryć ryby, pokarm, którego tak bardzo brakowało mu w jego codziennych posiłkach. A następnie odszedł gdzieś w stronę Obozu Cienia, starając się nie myśleć o niczym z tego.
// zt
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Nieco spokojniejsza niż za młodu, gadatliwa, narwana, overthinker [KP]
Śnieżna Łapa [KC], Napoleon [S/GPP]; Czterolistna Koniczyna [GK, Mg]
Wybrała się na spacer. Długi spacer. A raczej tak jej się zdawało, wnioskując po ciemniejącym niebie, jednak dni porą opadających liści z reguły bywały krótsze. Nie zmierzała w jakieś konkretne miejsce, zdecydowała się dać łapom ponieść ją gdzie tylko chciały. Pomimo chłodu, spacer był przyjemny, w końcu miał dodatek krajobrazu lasu owiniętego ciepłymi barwami... Trochę było szkoda, że powoli już się one kończyły. W chłodniejszych porach dnia, a właściwie głównie w nocy i o świcie pojawiał się już nawet szron.
Zatrzymała się w końcu, gdy jej oczom ukazała się delikatna mgła formująca się nad Księżycowym Jeziorem. Kózka uległa pokusie, zmierzając szybko do brzegu. Uśmiechnęła się lekko, na samą myśl o mgle nad oczkiem wodnym wracając wspomnieniami do jednego z spotkań z Kudłatym. Ileż to czasu od tamtego momentu minęło. Ile się zmieniło. Oboje zdali sobie sprawę ze swoich uczuć, zostali partnerami, Kudłaty został nawet wojownikiem... Ah, szkoda, że nie było go w tej chwili nad jeziorem.
Szkoda również, że w tym momencie nie spadały gwiazdy, Kózka mogłaby złożyć życzenie, aby jej partner pojawił się w tejże chwili...
przeciętnego wzrostu, niezbyt umięśniony, rudo - biały kocur o długim, kręconym futrze i bursztynowych oczach
Marzyciel. Tak najłatwiej opisać jest młodego kocura. Kocurek chodzi głównie z głową w chmurach, odpływa do swojego świata. W takich momentach zazwyczaj nie kontaktuje ze światem rzeczywistym. Szybko gubi wątek w rozmowie, a wtedy zazwyczaj zaczyna opowiadać o pięknie tego świata, roślinach, ptakach. Często można zauważyć go, leżącego na trawie, pod drzewem bądź też nie pod drzewem i patrząc w niebo, niezależnie od widoczności. Może również nie leżeć na trawie, a po prostu na drzewie, rozmarzonym wzrokiem spoglądając na to, co dzieje się na ziemi.
A o czym to marzy? Właściwie to o wszystkim i o niczym jednocześnie. Nachodzą go różne, filozoficzne - bądź też nie - myśli. Na przykład, dlaczego to trawa jest zielona? Dlaczego ptaki potrafią latać? Może mógłby latać razem z nimi, gdyby tylko przyczepił sobie piórka do futra?
Niezwykle roztrzepany. Był z kimś umówiony o wschodzie słońca? Jeśli pojawi się do górowanie słońca to cud! Miał iść na polowanie z rana? Prawdopodobnie wieczorem dostanie olśnienia, że jest głodny i trzeba iść coś zjeść.
Mimo wszystko jest naprawdę miły dla absolutnie każdego! Ktoś na niego nasyczał? Zapyta jak mija mu dzień i czy może mu jakoś poprawić humor! Poza tym zawsze stara się... pomagać. Może nieudolnie, może bardziej udolnie - ale się stara!
Było ziiimno. I ciemno - jeszcze nie całkowicie ciemno, ale już ciemniej, niż wcześniej. Skorzystałem z tego, że Kózka jeszcze nie wróciła do legowiska i zdecydowałem się na to, aby wybrać się na polowanie. Chciałem złapać dla niej coś dobrego, ciepłego. Poza tym liczyłem, iż może uda mi się znaleźć piórka, którymi mógłbym wypchać nasze legowisko. Dzięki nim powinno nam być cieplej. Zamiast tego jednak spostrzegłem znajomy kształt, a do moich nozdrzy dotarł równie znajomy zapach.
Uśmiechnąłem się, wpatrując się chwilę w sylwetkę partnerki na tle Księżycowego Jeziora. Była taka piękna. Taka... cudowna. Westchnąłem zauroczony, po czym podszedłem do Kózki od tyłu. Delikatnie otarłem się mordką o jej bok, po czym usiadłem obok, jednocześnie przejeżdżając językiem po jej policzku.
- Tęskniłem za tobą. - zamruczałem cicho, wpatrując się w nią błyszczącymi oczami.
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Nieco spokojniejsza niż za młodu, gadatliwa, narwana, overthinker [KP]
Śnieżna Łapa [KC], Napoleon [S/GPP]; Czterolistna Koniczyna [GK, Mg]
A jednak życzenia czasami się spełniają. To spełniło się zdecydowanie szybciej niż tego oczekiwała. Nie, żeby miała coś przeciwko, w żadnym wypadku. Obecność Kudłatego była czymś, czemu nigdy by nie mogła odmówić. Nie ważne co by się nie działo.
Szeroki uśmiech pojawił się na jej pysku na jego widok, a ta poczuła delikatny dreszczyk gdy wojownik się otarł o jej bok.
- No hej, Kudłaty Obłoku - Zamruczała, ponownie próbując nowe imię kocura na języku. Było cudne, wojowniczka już się powtarza, ale za każdym razem popadała w dumę. Pasowało do niego jak ulał. - Ja za tobą też. - Pochyliła się lekko w stronę kocura, opierając policzek o jego, nawet kiedy musiała się odrobinę schylić.
Przymknęła lekko oczy, końcówką ogona muskając o ogon Kudłacza. - Właśnie myślałam o tobie, wiesz? Musiałeś mi chyba czytać w myślach, skoro tak szybko się tu pojawiłeś. - Zaśmiała się cicho, wypuszczając delikatną chmurkę powietrza z pyska. Nawet nie odczuwała zimna, nie będąc tak blisko Kudłatego Obłoku... No chyba, że mogła użyć tego jako wymówki, by być jeszcze bliżej, co też zrobiła, przyciskając się do jego boku z lekkim drygotem. Nawet jakby próbowała przy tym zachować poważną minę, to kąciki jej mordki unosiły się wysoko, nie pozwalając jej na żadną przykrywkę. - Potrafisz coś jeszcze, poza zaglądaniem mi do łba? - Zażartowała.
Księżyce: 45 Mistrz: psie serce, huraganowy szept Płeć: transpłciowy kocur (intensywny zapach ziół) Matka: zwiędła łodyga Ojciec: huraganowy szept. || orli szpon (biologiczny), grad (domyślany) Partner: lisia czaszka Trwałe urazy: chimeryzm; fobia społeczna; urazem jest w ogóle to, że żyje
kościsty, o długich łapach, trochę ponad przeciętną wzrostu | krótkowłosy; z przerzedzonym futrem | chimera (niebieski z bielą x rudy z bielą) | nieregularne łaty bieli na całym ciele | heterochromia: prawe oko błękitne, lewe oko brązowe
Zdawać by się mogło, że organizm Czosnkowego Kwiatu produkował panikę i strach tak zgrabnie i bezproblemowo, jak produkował adrenalinę.
Co z niego był za przyjaciel. Co za uczeń, co za brat, co z niego za medyk? Przysięgał, przed zastępem Gwiezdnych, samych Gwiezdnych!, lojalność Klanowi Cienia, udzielanie pomocy jego członkom, a teraz... nie dość, że ryzykował zdrowiem, bezpieczeństwem swoich najbliższych, zdradził swój Klan. Bez problemu. Nawet mu powieka nie drgnęła wtedy, na granicy, gdy zaczął mówić Nocnemu Szkwałowi o Psiej Gwieździe i Zbutwiałym Pniu - domniemanym zaginionym bracie zastępcy. Nawet się nie zawahał.
Bo czy to nie była właśnie pomoc której Klan Cienia potrzebował? Radykalna. Pomoc od kogoś z zewnątrz, być może. Pomoc... w postaci pozbycia się Skundlonej Gwiazdy na czele, tak. Ale czy w tym wszystkim, och, naprawdę musiał wciągać w to bagno swoich przyjaciół, rodzinę? Najwyraźniej tak, bowiem Skruszone Serce był równie uparty, co sam Czosnek.
Zatem czekał. Krążył, kręcił się w kółko nieopodal Księżycowego Jeziora, wydeptując koło w śniegu i dziurę w ziemi.
i woke in the middle of the night
he spoke with his eyes half closed
can you get me something else to eat?
got a hole in my chest
i can't take it anymore
put my pillow to the desk
Księżyce: 67 Mistrz: Psia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Gasnący Dech Ojciec: Wielka Stopa Trwałe urazy: Zespół Klinefeltera
Skruszone Serce co prawda dawno wyrósł już z etapu tyciego kociaka lub zupełnie tyczkowatego terminatora, ale jego rozmiary dalej nie imponują - jest kocurem przeciętnego wzrostu o szczupłej budowie ciała. Pasuje to jednak do energicznego, skocznego sposobu, w jaki się porusza. Wprawne oczy mogą zauważyć w jego krokach i przybieranych pozycjach pewną specyficzną manierę, jakby ostrożność, wynikłą z bólu łap.
Ma krótką, buro-rudą sierść z białymi znaczeniami występującymi od podbródka do brzucha i na wszystkich łapach - jako skarpetki oraz drobne miejsca od wewnętrznej strony kończyn. Bura sierść dominuje na bokach i ogonie, ruda - na tylnych łapach, przedniej prawej łapie oraz po prawej stronie pyszczka.
Oczy Okruszka - bo w jego spojrzeniu, wciąż dość naiwnym, dalej najłatwiej odnaleźć kocięcy pierwiastek - są bladozielone, nos - w znaczącej większości różowy, a wąsy białe.
Ktoś mógłby pomyśleć, że w ciele wojownika nadal mieszka kocię. Albo młody terminator. Cóż, kocur nie jest jakoś wybitnie stary, ale wyróżnia się z tłumu swoją ciężką do złamania wiarą w świat i równie trwałym optymizmem, z innej perspektywy nadającym się do nazwania raczej naiwnością. Nie żyje jednak w zupełnej iluzji - urodził się i wychował w Klanie Cienia, ciężko o lepsze miejsce do pozbycia się ślepej wiary w dobro świata - ale dalej najbardziej ceni sobie okazywanie wszystkim dobroci i próby dawania kotom komfortu psychicznego, jakiego potrzebują. Chce uparcie ulepszać świat, w którym żyje, stara się zmieniać myślenie kotów na takie, które pasuje do nieco idealistycznej wizji świata.
Jednocześnie jednak jest bardzo otwarty na ten świat i na innych, próbując respektować ich przestrzeń na tyle, na ile może. Póki nie zapomni akurat o postawionej mu granicy lub o jakimś istotnym elemencie - pomimo wszystkich dobrych cech, nie jest bowiem najostrzejszym pazurem w łapie, często bywa też zapominalski. Stara się jednak, a to, co niektórzy nazwaliby głupotą, nadrabia umiejętnością wprowadzenia nieco bardziej pozytywnej atmosfery, może nawet poprawy cudzego humoru.
Nie jest mimo wszystko wybitnie pewny siebie - często czuje, że traci grunt pod nogami i zaczyna się jąkać albo uciszać, niechętny, by jakkolwiek sprawić komuś przykrość albo popełnić błąd. W takich momentach pomaga mu powrót do podstaw własnego charakteru i uparte trzymanie się swoich wartości oraz próba otwartej, szczerej komunikacji. Jak wykorzysta te cechy rozmówca - to już inna kwestia.
Wychodzenie poza obóz po zmroku nie należało do ulubionych czynności Skruszonego Serca. Zdecydowanie preferował światło dzienne, a ciemność nieco go wręcz przerażała. A kiedy szedł, tak w zasadzie, spiskować (bo w końcu łamał w ten sposób rozkazy przywódcy), jego napięcie rosło jeszcze bardziej. Przyzwyczaił się już do tego, że stres zbierał mu się w łapach, ale ten dzień należał do trudnych.
Więc szedł powoli i często się rozglądał. Ale dotarł na miejsce, wyczuł - i zobaczył - przyjaciela, przyspieszył kroku, aby podbiec do niego, przywitać się po raz kolejny. Nadal chciał wiedzieć, co za problem męczy Czosnkowy Kwiat, ale musiał przyznać, że okoliczności nie sprzyjały jego poziomowi odwagi i upartości. Na szczęście przekonywanie miał już za sobą.
- Cześć, Czosnek... To- to co się dzieje?