Logo Artemidy
Jeżynowy Zagajnik
Czas odpoczynku starczył im tylko na tyle by wziąć oddech oraz zrelaksować się nieco nim ktoś rzeczywiście się pojawił. Sól była zdecydowanie pierwszą która wykryła nowe towarzystwo, pewnie dzięki wyczulonemu przez te wszystkie ziółka nosu, fakt że ta się poruszyła wbił go z powrotem do rzeczywistości. Otworzył ślepia, którym pozwalał dotychczas po prostu odpocząć za zamkniętymi powiekami, odsuwając głowę od boku białej kotki z głośniejszym "Oh-!" gdy w ich kierunku zbliżał się osobnik noszący bardzo podobny zapach do tego na granicach które mijali. Musiał być to członek tej grupy, ale Zjawa wątpił że był to rzeczywiście patrol. One miały więcej niż jednego kota prawda? Chyba że jednak ta grupa, która najwyraźniej nazywała się Klanem Rzeki, nie była wcale taka duża jak się wydawała. Machnął końcówką ogona przyglądając się Krokusowi.
Nie odezwał się jednak, byl tylko bardziej wyprostowany, tak na wszelki wypadek jakby musieli dać noge, rzucając Soli zachęcające spojrzenie. Ona wiedziała najwięcej o tej grupie z nich dwóch. Miał szczerą nadzieję że dostaną jakieś wskazówki, jakkolwiek duże by nie były,

//Bleh gniotek, dajcie mi znać czy krokus chowa zapach za jakimiś kwiatkami czy czymś innym :eyes:
LVL 1 0 / 100
MedLVL 1 0 / 200
4
Siła
S
8
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Z ciepłym uśmiechem na pysku przyglądała się dwóm białym kształtom, wyczekując ich odpowiedzi, lub jej braku - w wypadku tego drugiego, cóż, spróbowałaby ciągnąć za język. Samotnicy, czy nie, to była dwójka młodych kotów, niewiele starszych od świeżo mianowanych terminatorów - wyglądali, jakby przebyli długą drogę. Należało im pomóc, wskazać kierunek, jeśli tego szukali, może... mieli krewnych w rzece?

Oddech jej zadrżał na wzmiankę o Nowym Świcie. O miejscu, którego nazwy nie słyszała od... och, tak dawno, od księżyców. Na pewno nie z pyska kogoś, kto był jej obcy, kogoś, kogo widziała pierwszy raz w życiu. A zatem... a zatem wywodziła się z Nowego Świtu, przynajmniej ta jedna, która zadała pytanie, ta z bliznami - ktoś z Nowego Świtu, a Krokus serce zaczęło bić mocniej, w oczach zabłysnęła tęsknota, nostalgia, smutek za straconym domem. Kochała Klan Rzeki, to był teraz jej dom, a o Nowym Świcie myślała coraz rzadziej, ale teraz, gdy te wspomnienia wypłynęły na wierzch...

- Och, tak- tak mi przykro. Nowy Świt rozpadł się... wiele, wiele miesięcy temu. Byłam tam, był... pożar. Wszystko spłonęło, koty umarły albo rozeszły się. Urodziłam się tam, w Nowym Świcie- jestem córką Raniuszka i Pędu, prawnuczką Tundry, czy... któreś z tych imion coś ci mówi? Kto opowiedział wam o Nowym Świcie? - głos jej się załamał pod koniec tej wypowiedzi i musiała chwilę oddychać, głęboko, przełknąć ślinę, uspokoić się nieco. - ... przepraszam, to tak dużo informacji, ja- nie sądziłam, że jeszcze spotkam kogoś, kto wie czym jest, czym był Nowy Świt. Jak się nazywacie?

Czy istnieje cień szansy, że byli spokrewnieni, ona i te dwa białe koty - rodzeństwo, tak zgadywała - pochodzące, najwyraźniej, od Nowoświtowców?
x oh, you think i'm gone xx.'cause i left
but i'm in the trees, i'm in the breeze
my f o o t s t e p s xx..on the ground
you'll, see, my, face,,, in, every, place
BUT YOU CAN'T x.CATCH ME NOW
through wading grass
the months,,,will pass
you'll feel it all around
i'm here, i'm there, i'm everywhere

BUT YOU CAN'T CATCH ME NOW
x
LVL 5 205 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
19
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Odpowiedź obcego kota okazała się być jeszcze gorsza niż myślałam. Zobaczyłam to w oczach Krokus, gdy tylko wypowiedziałam słowa "Nowy Świt", ale jej słowa to tylko potwierdziły. Poczułam jakby grunt wysunął mi się spod łap, albo jakby kamień uderzył prosto w moją głowę i mnie ogłuszył. Nie zauważyłam kiedy moje ciało zaczęło drżeć. Nowego Świtu nie było. Co my teraz mieliśmy zrobić? Cel, do którego dążyłam z takim uporem... na co to wszystko?

Z trudem zdołałam się skupić na dalszych słowach obcej, ale znajome imię mi pomogło. Moja mama opowiadała mi trochę o swojej starej grupie, o rodzinie. Nawet jeśli jako młoda kotka się zgubiła, a potem, nawet gdy się odnalazła, miała już swoje własne życie... wciąż myślała o nich, prawdopodobnie do śmierci.
- T-tundra to mo... nasza babcia. Mm- N-nasza mama miała na i-imię Księżyc - powiedziałam szybko, poprawiając się w ostatniej chwili. - Ja jestem S-sól. - Pociągnęłam nosem, z trudem hamując łzy.

Jeśli Krokus należała do Nowego Świtu, to co robiła tutaj, w tym miejscu? Pachniało jakby wielka grupa kotów tu mieszkała... Czy byli w stanie nas przyjąć? Zdobyłam się na myślenie o tym ze względu na Zjawę. Choć umiał odrobinę polować, ledwo dawaliśmy radę sobie przetrwać, szczególnie o tej porze. To właśnie w tym celu miałam ze sobą bukiet medykamentów. Mimo to nie mogłam powstrzymać głębokiego smutku; Nowy Świt był ostatnim, prócz mnie, co zostało po mojej mamie. Chociaż teraz, jak się okazało, była też Krokus. Dotarło do mnie powoli pełne znaczenie wyrzuconych przez nią słów, jak i to, że byliśmy rodziną. Moje oczy otworzyły się nieco szerzej.
- O-och - mruknęłam cicho.
x
x
x
✩₊˚.⋆☾⋆⁺₊✧xxxxxxxxxxxxxxxxxxx

I want to spin something out of nothing
lead to gold, spring from winter
story from moted sky

I wanna help mother up an orchard
from a seed up through sapling

the way they encourage one another
to push high, touch the sunlight

against their tender leaves

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx✩₊˚.⋆☾⋆⁺₊✧
[Obrazek: 7cce6ccd931f35d5d00a8bd8f9504024.webp] x
x
LVL 3 30 / 200
MedLVL 2 2 / 300
7
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Oh.
Zmiana w postawie czekoladowej była bardzo wyraźna jak tylko padła wzmianka o Nowym Świcie. Nie wróżyło to nic dobrego, przez co biały kocurek się nieco bardziej wyprostował. Chciał żeby słów Krokus okazały się kłamstwem, choćby ze względu na Sól, by ta nie próbowała się obwiniać faktem że wytargała go tak daleko tylko po to by znaleźli dosłowne nic. O to że cały plan rozsypał się jak piasek i w sumie nie mieli pojęcia co zrobić z tym faktem. Obecnie to mógł tylko naprzeć mocniej o bok Soli gdy ta zaczęła się trząść, by choć trochę ją uziemić.

Musiał zamrugać mocniej, by odgonić szok na stwierdzenie Soli. Księżyc nie była tylko jej mamą, ale najwidoczniej od teraz i jego.... I nie wiedział jak się z tym czuć. Jego wspomnienia nigdy nie zawierały kogoś kogo mógł nazwać mamą. Była Kadencja, ale każdy nazywał ją po prostu opiekunką, więc to nie było to samo. Niby delikatna euforia rozgrzewała go w środku na wskazanie że są rodzeństwem, a z drugiej jedno wielkie niezrozumiałe coś na temat tego że kotka której w życiu nie widział ''byla'' jego matką. Zerknął kątem oka na Sól, starając się nie myśleć teraz o małym bałaganie w jego głowie, bo, nie mieli teraz na to czasu.
- Jestem Só- Znaczy Zjawa - Poprawił się gdy to słowa wyprzedziły myśli o białej siostrze. Musieli pomyśleć o jakimś nowym planie. Może, skoro są już tutaj, mogliby zostać w okolicy, jeśli ta grupa nie miałaby nic przeciwko? Pewnie poza ich granicami były jakiejś nory w których mogliby przenocować. Nie mogli się przecież załamywać, Zastrzygł uszami na dźwięk od rówieśniczki, zwracając pysk w jej stronę. Huh? Doszła do czegoś?
LVL 1 0 / 100
MedLVL 1 0 / 200
4
Siła
S
8
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wspomnienie Nowego Świtu w stanie żałoby, wspomnienie Nowego Świtu przez kogoś innego, niż Poeta lub ktoś z jej dzieci, które znały Nowy Świt tylko z opowieści, rozdrapało jakąś ranę, dawno zasklepioną. Nagle zaczęła tęsknić za domem, który spłonął, po którym zostały tylko zgliszcza, do którego nigdy nie wróci - za domem, który straciła dawno temu. Ta dwójka nigdy tego domu nie zobaczyła, na to wygląda, też znała go tylko z opowieści... i szansa na poznanie go, takie prawdziwe, najwyraźniej została im odebrana.

Nie, nie. Mogli mieć dom, mogli. - Więc jesteście rodziną - rzekła nagle Krokus, gdy dotarły do niej w pełni słowa Soli, tonem mocnym, pewnym. Stwierdzała fakt, nie pytała. Byli rodziną. Oczy jej się zaszkliły. - Sól, Zjawa. Jesteście- jesteście rodziną, moją rodziną. I- Nowego Świtu nie ma, nie, z tego co mi wiadomo, a jeśli jest... jeśli ktoś się ostał, ze starych Nowoświtowców, jeśli Nowy Świt istnieje, to daleko stąd. Ale macie rodzinę tu. W Klanie Rzeki. Mam tam brata, z tego samego miotu, co ja, to również prawnuk Tundry, są moje dzieci- to wszystko rodzina. Mogę pójść po mojego przywódcę, przywódcę Klanu Rzeki. Jeśli tylko chcecie... na pewno pozwoliłby wam tu... nie wiem, czy zostać, nie wiem, czy tego byście chcieli - jeśli tak, podejrzewam, że pozwoliłby!, ale na pewno pozwoli wam odpocząć, jeśli zdecydujecie się wyruszyć dalej. Mój brat, medyk, Poeta, on się wami zajmie, upewni się, że nie jesteście chorzy, ranni...

- Nowy Świt zniknął, ale tu jest... wasza rodzina. I jeśli chcecie, och, wystarczy jedno słowo, a ja zrobię wszystko, abyście mogli żyć razem z nami tu. Jeśli chcecie. Nie chcę wam się narzucać, ale... w razie czego, Klan Rzeki na pewno zaoferuje wam azyl, odpoczynek przed dalszą podróżą - czy była tego pewna? Prawie pewna. Wierzyła w Noc i Łabędzia i ich dobroć. Wierzyła, że nie porzuciliby jej zaginionej, rozbitej rodziny na pastwę losu.
x oh, you think i'm gone xx.'cause i left
but i'm in the trees, i'm in the breeze
my f o o t s t e p s xx..on the ground
you'll, see, my, face,,, in, every, place
BUT YOU CAN'T x.CATCH ME NOW
through wading grass
the months,,,will pass
you'll feel it all around
i'm here, i'm there, i'm everywhere

BUT YOU CAN'T CATCH ME NOW
x
LVL 5 205 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
19
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Z trudem przełknęłam ślinę, ale bliskość Zjawy pomogła mi zachować choć odrobinę kontroli nad moimi emocjami. Nawet cień smutnego uśmiechu niemal wdarł się na moją mordkę, gdy białemu kocurowi powinęła się lekko łapa i prawie przedstawił się moim imieniem. Gdyby nie on, prawdopodobnie bym poddała się na wstępie, albo błagając zielarza o przyjęcie mnie z powrotem pod swoje skrzydła, albo gorzej. Nawet nie chciałam o tym myśleć. Liczyło się, że oboje żyliśmy... choć trudno było się nie załamać na wiadomość, że nie mieliśmy już dokąd iść.

Mocny ton Krokus nieco mnie zaskoczył, ale cieszyłam się, że szybko zaakceptowała nasze bycie rodziną. Pomiędzy całą tą rozpaczą i poczuciem beznadziei pojawiła się ulga. Nie byliśmy ze Zjawą sami na tym świecie. Moje oczy zapełniły się łzami, tym razem z wdzięczności. Spróbowałam je przetrzeć, ale wilgoć szybko zaczęła spływać po moich policzkach. Nie tylko była Krokus, ale też inne koty... Było to niezwykle przytłaczające. Szczęście w nieszczęściu. Pokiwałam energicznie głową, oddychając przez mordkę i z trudem łapiąc drżący oddech, by odpowiedzieć.
- P-proszę. Nie mamy dokąd iść... A-ale jeśli tutaj jest dla nas miejsce, to ch-chcielibyśmy tu zostać. O-obiecujemy nauczyć się waszych zwyczajów! Ja- ja też trochę znam się na ziołach i, i leczeniu, ale tylko trochę, i mam też trochę medykamentów ze s-sobą... Zrobimy wszystko, by się przydać - wyrzuciłam z siebie, mając nadzieję, że Zjawa był takiego samego zdania; starałam się włożyć jak najwięcej pewności w mój głos.
x
x
x
✩₊˚.⋆☾⋆⁺₊✧xxxxxxxxxxxxxxxxxxx

I want to spin something out of nothing
lead to gold, spring from winter
story from moted sky

I wanna help mother up an orchard
from a seed up through sapling

the way they encourage one another
to push high, touch the sunlight

against their tender leaves

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx✩₊˚.⋆☾⋆⁺₊✧
[Obrazek: 7cce6ccd931f35d5d00a8bd8f9504024.webp] x
x
LVL 3 30 / 200
MedLVL 2 2 / 300
7
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jej życie ostatnimi czasy też było beznadziejne.

Miała swoje kocięta i brata i terminatorów ale brakowało jej Świetlik. Czuła się jak pogrążona w stanie zawieszenia, szukając celu. A teraz stała przed nią jej rodzina, odległa, ale rodzina, koty tak młode a tak wyraźnie pokrzywdzone przez los. A ona... ona zapewni im bezpieczne miejsce tutaj, w Klanie Rzeki, a przynajmniej zrobi wszystko w swojej mocy, aby im to zapewnić. Uśmiechnęła się ciepło do Soli, mrugając przy tym bardzo intensywnie, w zawrotnym tempie, aby nie dać ujścia łzom. Tak się cieszyła, że ma jeszcze poza Klanem jakąś rodzinę, nawet tak daleką.

- Już, już dobrze, Sól, nic nie mów- znajdę patrol i poproszę, aby przyprowadzili Łabędzią Gwiazdę, to nasz lider. Wstawię się za wami, jeśli będzie trzeba, ale to dobry, wyrozumiały kot - wierzyła, że przyjmie dwójkę wykończonych, zabliźnionych młodzików. - Za chwilę do was wrócę, za chwileczkę!

Krokus pognała pędem tam, gdzie rozstała się z Białobrodym i poprosiła go, aby popędził po Łabędzią Gwiazdę - lub, gdyby tego nie było, Nocny Szkwał - do obozu. Powiedziała mu tylko tyle, że na granicy czeka dwójka kotów, jej bardzo daleka rodzina i wyrazili chęć dołączenia do Klanu Rzeki. Taka informacja na pewno w zupełności Gwieździe wystarczy, tak; i zgodnie z obietnicą, zaraz powróciła do Soli i Zjawy. - Musimy chwilę zaczekać, tylko chwilę.
x oh, you think i'm gone xx.'cause i left
but i'm in the trees, i'm in the breeze
my f o o t s t e p s xx..on the ground
you'll, see, my, face,,, in, every, place
BUT YOU CAN'T x.CATCH ME NOW
through wading grass
the months,,,will pass
you'll feel it all around
i'm here, i'm there, i'm everywhere

BUT YOU CAN'T CATCH ME NOW
x
LVL 5 205 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
19
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Był wczesny poranek, część Klanu oczywiście już była na łapach i rozpoczynała dzień, ale atmosfera była spokojna, wręcz senna. Łabędź powoli posilał się badylarką, przygotowując się do dzisiejszych obowiązków, gdy do Obozu wrócił Białobrody i od razu zatrzymał na nim spojrzenie. Niebieski point znieruchomiał, od razu najgorsze myśli pojawiły mu się w głowie — gdzie reszta patrolu? Co się stało?

Nic mrożącego krew w żyłach, na szczęście. Zgoła przeciwnie, wieść o rodzinie Krokusowego Pląsu była intrygująca i pobudziła jego umysł. Któż tym razem? Chyba to nie Ranna Łapa wreszcie odnalazł drogę do domu? Po dopytaniu wojownika o szczegóły mógł wykluczyć tę możliwość, dwójka młodziaków musiała oznaczać kogo innego. Niesamowite, jak daleko sięgał Nowy Świt, którego Łabędź nigdy nie miał okazji poznać osobiście.

Bezzwłocznie udał się na granicę, co nie oznaczało niestety, że trójka kotów nie musiała trochę na niego poczekać. Nie miał już tej samej energii co kiedyś, by przejście z Obozu do Jeżynowego Zagajnika nie nadszarpnęło jego zasobami. Tyle dobrego, że nie musiał przedzierać się przez rzekę.

Na miejscu spostrzegł Krokusowy Pląs, której skinął głową, gdy tylko się na niego obejrzała — albo za sprawą spojrzeń pozostałej dwójki, która pewnie miała sposobność ujrzeć go wcześniej, albo po jego odchrząknięciu dla zwrócenia na siebie uwagi — i uśmiechnął się do śnieżnobiałej dwójki, niemalże wtapiającej się w otoczenie.

Gwiezdny Klanie, ile oni mogli mieć? Osiem księżyców? Ciut więcej? Nie dałby im nawet dwunastu, a mimo to kotka definitywnie była po przejściach; aż ścisnęło go w środku na widok jej blizn, niepełnego ucha. Takie maleństwo... Co jej się przydarzyło? Co im się przydarzyło? Wyglądali jak po długiej i wyczerpującej podróży. Tak jakby, podczas gdy dla Klanu Rzeki dzień dopiero się zaczynał, dla nich poprzednia wędrówka słońca jeszcze nie dobiegła końca. Gdyby miał szukać w czymś pocieszenia, to w fakcie, że nie wydawali się nosić świeżych ran czy być w wyraźnym bólu.

— Dzień dobry — przywitał się ciepło, w łagodnym wyrazie mrużąc oczy. — Jestem Łabędzia Gwiazda, przywódca Klanu Rzeki. Doszły mnie słuchy, że rodzina Krokusowego Pląsu chce do nas dołączyć, zgadza się? To miłe, takie pojednania zawsze sprawiają, że robi się cieplej na sercu. Nie wiem, czy mieliście okazję usłyszeć, ale w naszym Klanie bardzo cenimy sobie rodzinne więzy — dodał z rozbawieniem podszytym czułością. Lubił myśleć, że niezależnie od korzeni, wszyscy w jego Klanie byli dla siebie rodziną. I jak to w rodzinie, wewnątrz ich grupy również zdarzały się niesnaski i zatargi, aczkolwiek w gruncie rzeczy jeden za drugiego skoczyłby w paszczę lisa. — Witajcie, miło was poznać. Skąd przybywacie? Jak do nas dotarliście? Przepraszam, jeżeli to trudny temat, nie ukrywam jednak, że widok kotów w wieku, w którym u nas nie mogłyby wychodzić samopas z Obozu, całkiem samych sprawia, że trudno nie spytać o rodziców.

I choć nie zadał konkretnego pytania, pytającym, zaniepokojonym wzrokiem przemykał z jednego białego pyszczka na drugi. Może powinien już przyzwyczaić się do nowoświtowej młodzieży sam na sam z wielkim światem, cudem odnajdującej drogę do Rzeki, tyle że ciężko uwierzyć, by miała to być norma. U dawnych nowoświtowców czy samotników w ogóle. Chyba wolał rozważać scenariusz o ucieczce, łączący się z możliwością, iż niebawem na tej samej granicy stanie zaniepokojony rodzic.
.
.

[Obrazek: labondz.gif]
⊹₊˚‧︵‿₊.So let's Run..₊‿︵‧˚₊⊹
uwu
x ᴍᴀᴋᴇ ᴀ ɢʀᴇᴀᴛ ᴇsᴄᴀᴘᴇ x
˚.⋆⁺₊xxxxxx ܁ . ⊹܁xxxxxxx⋆.˚xx
uwu
xxxxxxxxxx≽^•˕ •^≼
⌞ And I'll be waiting outside for the. getaway ⌝
It doesn't matterxxxxxxxxxxxxxxxxx
✩°。⋆˚⁺xx[ who ]x・. xxxxxx
xxxxxxxxxx.・x[ we ] xxx.˚xxx ๋࣭₊˚
xxxxxxxxxxx܁ . [ are ] ܁ .x.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx. ݁₊ ⊹ . ݁ x.xxwe'll keep runningxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx. ݁ ๋࣭xx܁ .xthrough the dark .✦ ݁˖
uwu
xAnd all we'll ever need is another dayx
uwu
xxxxWe can slow down, 'cause ˎˊ-
-ˋˏ Tomorrow. is a mile away
xxxxxxxxx

╭───────────────────.★..─╮
܁. And live like shooting stars ⊹˚
╰─..★.───────────────────╯
. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁ x'Causexhappy endings'xhardest to fakex . ݁₊ ‧₊˚. x
LVL 12 150 / 500
MedLVL 0 0 / 100
27
Siła
S
27
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
115
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie mieliśmy innego wyjścia jak czekać, i choć Krokus w rzeczy samej wróciła całkiem szybko, na Łabędzią Gwiazdę musieliśmy poczekać dłużej. To nic, bo choć cisza była trochę niezręczna, zdążyłam się uspokoić na ile tylko byłam w stanie. Myślałam nad tym co powiedzieć, bo spodziewałam się pytań. W końcu, mimo rodzinnych więzów, byliśmy wciąż obcymi kotami; nienależącymi do Klanu, ani właściwie do żadnej grupy. Nie byłam pewna na ile korzenie w Nowym Świcie miały znaczenie w oczach niespokrewnionych kotów. Nie chciałam jednak się poddawać, choć byłam zmęczona.

Podniosłam nieco głowę, gdy do moich uszu dotarł pobliski szelest kroków. Choć sylwetka była nieco rozmyta, od razu byłam w stanie określić, że nadchodzący kot był wielki. Powstrzymałam się przed skuleniem swojego ciała; tylko poruszałam nerwowo ogonem, a moje uszy chyliły się na boki. Gdy jednak się odezwał... zrozumiałam co Krokus miała na myśli mówiąc, że był dobry i wyrozumiały. Trudno mi było dostrzec jego oczy, ale jego głos był miły, łagodny. Ciepły. W pewnym sensie nawet dawał poczucie bezpieczeństwa, mimo że go nie znałam. Wypowiadane przez niego słowa tylko podkreślały owe cechy.
- Dzień dobry. Ciebie t-też miło poznać - mruknęłam nieśmiało.

Na skierowane do nas pytania spojrzałam znów na swoje łapy. Czas oczekiwania spędziłam na układaniu w głowie odpowiedzi na te, jakie mogły potencjalnie paść, ale wyrzucenie ich z siebie wciąż było niesamowicie trudne. Szczególnie ta ostatnia kwestia. Nie chciałam jednak się rozklejać po raz kolejny, dlatego wzięłam parę głębokich, aczkolwiek drżących oddechów i pociągnęłam nosem. Przesunęłam łapą po trawie, skupiając się na wrażeniu, gdy delikatnie łaskotała moje opuszki.
- S-stamtąd... - Wskazałam gestem w kierunku, z którego przyszliśmy- tam, gdzie mijaliśmy wielkie i grube stworzenia przypominające dziwaczne sarny. - Nasza m-mama mówiła, że jakby coś się stało to- to g-gdzie mamy iść. Jesteśmy tu, bo... bo- bonieżyje - wydusiłam z siebie z narastającym trudem; nie widziałam ciała, ale nie byłam tak naiwna, by dało się ukryć przede mną prawdę.

Starałam się z całych sił trzymać moje reakcje na wodzy. Skończyło się na tym, że musiałam znowu przetrzeć oczy łapą, ale zdołałam się całkiem nie rozpłakać mimo przytłaczającej rozpaczy. Zacisnęłam z całej siły zęby i wtuliłam lekko pysk w szyję Zjawy.
x
x
x
✩₊˚.⋆☾⋆⁺₊✧xxxxxxxxxxxxxxxxxxx

I want to spin something out of nothing
lead to gold, spring from winter
story from moted sky

I wanna help mother up an orchard
from a seed up through sapling

the way they encourage one another
to push high, touch the sunlight

against their tender leaves

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx✩₊˚.⋆☾⋆⁺₊✧
[Obrazek: 7cce6ccd931f35d5d00a8bd8f9504024.webp] x
x
LVL 3 30 / 200
MedLVL 2 2 / 300
7
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Czekanie było najgorsze z całej tej sytuacji, pomijając mętlik i w jego łepetynie. Gdy Krokus odeszła od nich, popatrzył się tylko na Sól w ciszy wzruszając barkami. Zwinął łapki pod siebie ziewając, bo skoro i tak musieli czekać na lidera grupy do której czekoladowa należała - mogli chociaż zrobić to komfortowo.
Znowu jako pierwszy z ich dwójki zobaczył nowo przybyłego, i jak z początku Łabędzia Gwiazda wydawał się po prostu wysoki, to im bliżej jasny kocur się zbliżał - tym robił się większy tak jak żółte oczy Zjawy. To można do takich rozmiarow dotrzeć???
- Dzień dobry. - Odpowiedział, bo tak było grzecznie. Gdyby tego nie zrobił, Kadencja suszyłaby mu uszy z... Gdziekolwiek była. - Jestem Zjawa, a to jest Sól.

Po czym pozwolił siostrze mówić, bo jakby, zabrakło mu słów na pytanie o rodziców. Gdzie byli jego przez cały ten czas? Od samego początku jak go znaleźli samotnicy. Niby wiedział że teraz z Solą dzielą jej mamę, ale nie zmieniało to faktu że przez jego głowę przemknęło pare niezbyt miłych pytań.
Kiwnął głową na zeznanie Soli by potwierdzić, zahaczając ją ogon swoim i przychylił głowę by dotknąć jej czoła. Wiedział że rozmawianie o tym było ciężkie dla kotki, więc chciał chociaż tak dodać jej otuchy nie spuszczając wzroku z tego całego przywódcy Klanu Rzeki, co jakiś czas tylko zerkając niepewnie na Krokus. Tak wiecie. Dla pewności czy sobie nie poszła gdzieś.
I był bardzo szczęśliwy że czekoladowa kotka była dalej w tym samym miejscu.
LVL 1 0 / 100
MedLVL 1 0 / 200
4
Siła
S
8
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Sól i Zmora. Nie, Zjawa, oczywiście, że Zjawa, a mimo to przed oczami Łabędzia stanęła na moment dwójka rzecznego rodzeństwa — Sól, która zginęła w walce, i Zmora, oskarżony o jej śmierć, który sam później zaginął w niejasnych okolicznościach. Całą czwórkę łączyło białe futerko, chociaż gdyby miał porównywać Sól do kogokolwiek innego, nie sposób przeoczyć pewnego podobieństwa do pochodzącej z Nowego Świtu Lilii. Tylko u niej widział takie oczy, w jakie patrzył, obserwując mordkę leżącej kotki.

Lekko kiwnął łbem, tym gestem przyjmując ich przywitania i przedstawienie się. A potem, kiedy Sól zaczęła odpowiadać na pytania, Łabędź obniżył się na łapach, zmieniając się w puchaty bochenek naprzeciw nich. Czuł się nie na miejscu stojąc jak kat nad dobrą duszą nad tą dwójką młodziaków, zwłaszcza gdy jedna z nich wyglądała na roztrzęsioną... po części niewątpliwie przez wzgląd na jego dociekanie.

— Przykro mi, tak bardzo mi przykro — powiedział cicho, teraz to on spojrzał na swoje łapy. — To okropne, przez co musieliście przejść, zanim trafiliście tutaj. Ale dobrze, że jesteście, że nic gorszego nie przytrafiło wam się po drodze. Jak wasza mama miała na imię, istnieje szansa, że ją znam? Oczywiście możecie zatrzymać się u nas w Obozie, porządnie zjeść i nabrać sił, będzie nam miło was gościć. Jednak nie wiem, jak wiele wiecie o życiu w Klanie...? Klany funkcjonują nieco inaczej niż Nowy Świt, myślę, że Krokusowy Pląs o wiele lepiej opisałaby wam różnice. — Tutaj spojrzał pytająco na wojowniczkę, poszukując potwierdzenia, że młodzi mogliby liczyć na jej pomoc, gdyby przyjęli zaproszenie. — Jeżeli będziecie chcieli zostać na stałe, przyjąć nasz sposób na życie... Myślę, że nie będzie problemu. Ale najpierw ochłońcie, odpocznijcie, zapoznajcie się z Obozem. Potem podejmiecie decyzję, hm? Nie musicie się spieszyć ani stresować, nie mamy w zwyczaju wypraszać naszych gości. Będziecie mieli czas do namysłu.
.
.

[Obrazek: labondz.gif]
⊹₊˚‧︵‿₊.So let's Run..₊‿︵‧˚₊⊹
uwu
x ᴍᴀᴋᴇ ᴀ ɢʀᴇᴀᴛ ᴇsᴄᴀᴘᴇ x
˚.⋆⁺₊xxxxxx ܁ . ⊹܁xxxxxxx⋆.˚xx
uwu
xxxxxxxxxx≽^•˕ •^≼
⌞ And I'll be waiting outside for the. getaway ⌝
It doesn't matterxxxxxxxxxxxxxxxxx
✩°。⋆˚⁺xx[ who ]x・. xxxxxx
xxxxxxxxxx.・x[ we ] xxx.˚xxx ๋࣭₊˚
xxxxxxxxxxx܁ . [ are ] ܁ .x.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx. ݁₊ ⊹ . ݁ x.xxwe'll keep runningxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx. ݁ ๋࣭xx܁ .xthrough the dark .✦ ݁˖
uwu
xAnd all we'll ever need is another dayx
uwu
xxxxWe can slow down, 'cause ˎˊ-
-ˋˏ Tomorrow. is a mile away
xxxxxxxxx

╭───────────────────.★..─╮
܁. And live like shooting stars ⊹˚
╰─..★.───────────────────╯
. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁ x'Causexhappy endings'xhardest to fakex . ݁₊ ‧₊˚. x
LVL 12 150 / 500
MedLVL 0 0 / 100
27
Siła
S
27
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
115
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Moja mama na co dzień nie pokazywała wielu emocji, a stary zielarz był szorstki w obyciu i nieprzyjemny. I choć inni samotnicy, z którymi jakiś czas żyłam z mamą byli bardzo mili, to po tych wszystkich doświadczeniach otrzymanie tego rodzaju uwagi- tak olbrzymiej i bezinteresownej empatii- było przytłaczające. Nie w zły sposób. Łabędzia Gwiazda i Krokus byli tak mili, że prawie miałam ochotę wtulić się w ich futro i wypłakać całą żałobę, ból, frustrację; wszystko co we mnie siedziało i nie miało okazji wyjść na światło dzienne. Musiałam jednak być silna, jeśli nie dla siebie, to dla Zjawy. Pociągnęłam znowu nosem i odsunęłam mordkę od mojego towarzysza, by nie wycierać łez o jego futro. Przetarłam je zamiast tego łapą. Wzięłam kolejne drżące, aczkolwiek głębsze oddechy. Odruchowo przechyliłam głowę delikatnie na bok, by mimowolne- nawet jeśli niezbyt mocne- ruchy moich oczu zelżały.
- K-księżyc... m-mówiła, że zaginęła młodo. Była... była c-córką Tundry - wytłumaczyłam, rzucając również imię mojej babci, w razie jeśli Przywódca Klanu Rzeki był w stanie je rozpoznać.

Miał rację z tym, że nie wiedzieliśmy nic o życiu w Klanie. Nawet o Nowym Świcie nie wiedziałam wiele, ale wolałam o tym nie wspominać. Z resztą, już podjął decyzję i dał nam ofertę. Była niesamowicie szczodra. Nawet nie narzucał żadnych wymagań poza przyjęciem Klanowego sposobu życia w razie dołączenia... i choć była szansa, że zwyczajnie się z tym wstrzymywał ze względu na nasz stan, to czułam, że każde potencjalne wymagania byłyby osiągalne, jeśli w ogóle by istniały. Było w nim coś, co sprawiało, że chciałam mu ufać. Szczególnie teraz, gdy był bliżej i mogłam zobaczyć jego oczy po nawiązaniu krótkiego kontaktu wzrokowego. Przez moją własną mordkę przeszła niepewność, desperacja. Ostała na chwiejnej determinacji... i głębokiej wdzięczności. Uldze. Chciałam natychmiast się zgodzić, poprosić o pozwolenie byśmy mogli zostać, zintegrować się z nimi, poznać naszą- teraz naszą rodzinę. Być może też zostać częścią rodziny stanowiącą Klan Rzeki jako całość. Powstrzymałam się jednak po zerknięciu na Zjawę. Prawda, że chciałam go zabrać do Nowego Świtu, ale nie wiedziałam jak się czuł z tymi nagłymi zmianami. Błagałam Krokus bez zapytania go o zdanie. Teraz, przed Przywódcą, nie mogłam mówić tak nieprzemyślanych rzeczy. Jeśli nie chciał zostać na stałe, skoro była opcja, tylko wędrować... ja nie chciałam go zostawiać. Musiałam z nim pogadać. Nie tylko o tym, ale też o określeniu go moim bratem. Był lekkim duchem, dość roztrzepanym- wiedziałam, że mógł być zdezorientowany. Przesunęłam znów spojrzenie między Krokus i Łabędzią Gwiazdą, i podniosłam się nieco do siadu.
- W porządku, m-my... jesteśmy wdzięczni. Naprawdę. D-dziękujemy. - "Nie zasługujemy na to", chciałam powiedzieć, ale ugryzłam się w język; nie chciałam mówić takich rzeczy w imieniu nie tylko swoim, ale też Zjawy. - D-dowiemy się chętnie wszystkiego- wszystkiego co trzeba. P-prawda, Zjawa? I- i jak tylko zdecydujemy, to tobie- wam- powiemy. Z- zjawa, co myślisz? - dodałam, starając się brzmieć na tyle pewnie, na ile byłam w stanie mimo mokrej od łez mordki i lekkiego drżenia; ostatnie pytanie skierowałam do mniejszego kota.
x
x
x
✩₊˚.⋆☾⋆⁺₊✧xxxxxxxxxxxxxxxxxxx

I want to spin something out of nothing
lead to gold, spring from winter
story from moted sky

I wanna help mother up an orchard
from a seed up through sapling

the way they encourage one another
to push high, touch the sunlight

against their tender leaves

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx✩₊˚.⋆☾⋆⁺₊✧
[Obrazek: 7cce6ccd931f35d5d00a8bd8f9504024.webp] x
x
LVL 3 30 / 200
MedLVL 2 2 / 300
7
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Niestety, a może i stety, martwi nie mogą powstać więc nie było szansy by ich dwójka była jakkolwiek połączona z Solą i Zmorą których Łabędź znał w przeszłości. Byli ich własnymi osobami, z ich własnymi wyborami... I o jedyne co można prosić, by nie skończyli w ten sam sposób.

Fakt że starszy po prostu usiadł i już nie ślęczał im nad głowami, Zjawa sam w sobie nie czuł się tak przytłoczony obecnością. Co najwyżej ilość empatii nieco przytłaczała. Nikt nie zalewał go tym typem emocji w takim stopniu odkąd Kadencja zmarła. Jak na razie wydawał się bardzo podobny.
Spojrzał z rozszerzonymi oczami na Łabędzia słysząc oferte. Nawet jeśli postanowili by nie zostać z nimi, mogli zostać na jakiś czas i stanąć na własnych łapach z nową siłą. Zero zmęczenia. Zero głodu. Zero strachu że gdy spróbują odpocząć coś może ich zaatakować znienacka. Zjawa mógł być lekkoduchem, ale to nie znaczy że z tyłu jego głowy nie pracowały małe robaczki próbując obliczyć och obecną sytuacje.
Kiwnął głową jak Sól dziękowała w imieniu ich obu. To było bardzo hojne, zwłaszcza że wątpił by jakkolwiek inny kot pozwolił im po prostu przyjść, zjeść zapasy, a potem po prostu pójść dalej.
- Możemy zostać na chwile. Zobaczmy jak to wszystko wygląda od środka i wtedy zdecydujemy, co ty na to? - Szturchnął ją lekko nosem. To nie tak że gdziekolwiek im się teraz spieszyło, ich dotychczasowy cel został praktycznie dosłownie zmazany sprzed ich oczu. Nie mieli po co szukać Nowego Świtu, nie było go już. A jeśli już, to to co z niego zostało w pewnie się gdzieś przeniosło
LVL 1 0 / 100
MedLVL 1 0 / 200
4
Siła
S
8
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Księżyc, Tundra... Może powinien kojarzyć te imiona, nie wykluczał, że któreś z nich kiedyś usłyszał — w końcu przeprowadził niejedną rozmowę z Nowoświtowcami — ale teraz nie budziły w jego głowie żadnych skojarzeń. Nie dziwiło go jednak, że nieznane mu kotki opowiadały swoim młodym o Klanie Rzeki; Raniuszek był przecież częścią ich grupy, miał własne dzieci i mówił im o dawnym domu. Te opowieści musiały zostać podłapane przez kolejne, a później jeszcze następne koty... I tak znaleźli się tutaj. Łabędź nie miał nic przeciwko. Wiedział, jak doświadczony nieprzyjemnościami został Nowy Świt. Ich dom dosłownie stanął w płomieniach, a jego mieszkańcy rozpierzchli się na różne strony, tracąc członków rodziny i bliskich czy to w paszczy żywiołu, czy po prostu przez trwałe rozdzielenie. Niektórzy odnajdowali się tutaj, jak Krokus i Poeta, inni wznawiali poszukiwania gdzie indziej. Tak czy inaczej, żadnemu do tej pory nie odmówił pomocy, i nie zamierzał jej odmawiać szczególnie teraz, mając przed sobą dwójkę młodziaków.
— Nie brakuje trudów w historii Nowego Świtu, prawda? — skonstatował z westchnieniem.

Po ciele Soli przebiegała szeroka gama emocji, a w dodatku to na sobie kotka skupiła tę trudną konwersację, dlatego Łabędzia Gwiazda koncentrował się głównie na niej i łagodnie spoglądał na zapłakany pyszczek zwłaszcza wtedy, gdy formowała kolejne rozedrgane zdania. Niemniej, nie zapominał o obecności drugiego kota i okazjonalnie wędrował spojrzeniem, podejmując nieudolne próby lepszego zrozumienia, jak odnajdywał się w tej sytuacji biały kocur. Patrzył na niego także wtedy, gdy siostra spytała go o zdanie, i Łabędź uśmiechnął się do niego lekko, czekając na werdykt. A później, usłyszawszy go, nieznacznie skinął głową.

— W takim razie ustalone. A skoro tak, to nie ma co dłużej ślęczeć na granicy, racja? Zaprowadzimy was do Obozu — powiedział, powoli podnosząc się na łapy. — Muszę uprzedzić, że to spory kawałek stąd... Dacie radę iść? Służę wsparciem, oczywiście, a w razie potrzeby po drodze jest sporo dobrych miejsc na przystanek.

Na pewno lepszych od Jeżynowego Zagajnika. Im bliżej serca rzecznych terenów, tym więcej kotów mogących pomóc im w razie napotkania zagrożenia, i mając przy sobie dwójkę wyczerpanych kotów, Łabędź wolałby nie zostawać tutaj dłużej, niż to konieczne. Tyle że właśnie — liczył się z tym, że taka konieczność mogła być, nie miał przecież żadnej wiedzy o ostatnich godzinach rodzeństwa. Miał jedynie silne podejrzenie, że nie był to dla nich łatwy czas i kto wie, czy potrzeba odpoczynku mogła jeszcze trochę zaczekać.

z.t.??
.
.

[Obrazek: labondz.gif]
⊹₊˚‧︵‿₊.So let's Run..₊‿︵‧˚₊⊹
uwu
x ᴍᴀᴋᴇ ᴀ ɢʀᴇᴀᴛ ᴇsᴄᴀᴘᴇ x
˚.⋆⁺₊xxxxxx ܁ . ⊹܁xxxxxxx⋆.˚xx
uwu
xxxxxxxxxx≽^•˕ •^≼
⌞ And I'll be waiting outside for the. getaway ⌝
It doesn't matterxxxxxxxxxxxxxxxxx
✩°。⋆˚⁺xx[ who ]x・. xxxxxx
xxxxxxxxxx.・x[ we ] xxx.˚xxx ๋࣭₊˚
xxxxxxxxxxx܁ . [ are ] ܁ .x.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx. ݁₊ ⊹ . ݁ x.xxwe'll keep runningxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx. ݁ ๋࣭xx܁ .xthrough the dark .✦ ݁˖
uwu
xAnd all we'll ever need is another dayx
uwu
xxxxWe can slow down, 'cause ˎˊ-
-ˋˏ Tomorrow. is a mile away
xxxxxxxxx

╭───────────────────.★..─╮
܁. And live like shooting stars ⊹˚
╰─..★.───────────────────╯
. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁ x'Causexhappy endings'xhardest to fakex . ݁₊ ‧₊˚. x
LVL 12 150 / 500
MedLVL 0 0 / 100
27
Siła
S
27
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
115
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Przez lwią część tej rozmowy Krokus stała z boku, zerkając pomiędzy Łabędzią Gwiazdą a parą białego rodzeństwa z uśmiechem. Choć historia Soli i Zjawy była, delikatnie mówiąc, tragicznie smutna, tak Krokus szargała ulga i szczęście, że część jej rodziny, dalekiej rodziny, się znalazła. Słuchała słów Łabędzia, potem wyjaśnień Soli, nie wtrącała się dopóki nie uznała, że powinna, a momentów takich było w tej rozmowie bardzo mało.

- Funkcjonalnością Klany nie są wcale tak odmienne od Nowego Świtu. Myślę, że się odnajdziecie - dodała krótko, uśmiechając się do Soli i Zjawy, kiwając lekko głową. Wiara, zmiany w imionach i hierarchia, może tu się różnili, ale zarówno Nowy Świt jak i Klany miały spis reguł, których musieli przestrzegać, mieli ścieżki rozwoju, mieli swoje obozowisko i legowiska dla różnych kotów... jej stary dom nie był wcale tak drastycznie inny od nowego.

Zeszli na temat smutniejszy, nieco ponury, bowiem na temat zaginionej - lub też w tym wypadku - zmarłej rodziny. Krokus westchnęła cicho, robiąc krok bliżej Łabędzia. - Tundra była moją prababką. Przez wiele, wiele księżyców stała na czele rady Nowego Świtu - adoptowaną, ale prababką, jej rodziną, jej wspaniałą prababcią i mądrą, pierwszą mistrzynią. I prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalnym imieniem w historii Nowego Świtu, na czele z Tsunami, Sekwoją czy Pokrzywą.

I klamka zapadła, decyzja została podjęta, a Sól i Zjawa zostali przyjęci do Klanu Rzeki na... przynajmniej okres próbny, może na stałe. To nie miało znaczenia, dla Krokus liczyło się to, że byli, tu i teraz, cali i zdrowi i bezpieczni, w domu, nawet jeśli tylko na chwilę. - Niezależnie od tego, czy zdecydujecie się zostać na stałe, czy nie, ja służę wam wsparciem na każdym kroku. W każdej chwili możecie do mnie podejść, pytać... och, przedstawię was Poecie, on na pewno tak się ucieszy na widok kolejnych prawnuków Tundry - taką miała nadzieję, że obecność kogoś z Nowego Świtu nieco poprawi samopoczucie Poety. Uśmiechnęła się czule do Zjawy i Soli; gdy ruszyli z powrotem do obozu, przeniosła wzrok na przywódcę. - Dziękujemy, Łabędzia Gwiazdo.

zt chyba :D
x oh, you think i'm gone xx.'cause i left
but i'm in the trees, i'm in the breeze
my f o o t s t e p s xx..on the ground
you'll, see, my, face,,, in, every, place
BUT YOU CAN'T x.CATCH ME NOW
through wading grass
the months,,,will pass
you'll feel it all around
i'm here, i'm there, i'm everywhere

BUT YOU CAN'T CATCH ME NOW
x
LVL 5 205 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
19
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości