Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
To typ który nigdy nie mówi niczego wprost. Jest tajemniczy, małomówny, stoicko spokojny i cierpliwy. Nie ma sposobu rozszyfrowania go, a tym bardziej wyciągnięcia z niego jakiejkolwiek informacji.
Nieopodal Kotlinki na granicy z Klanem Rzeki znajduje się porośnięta w większości koniczyną biała łączka. Tworzy swego rodzaju naturalne, mięciutkie legowisko, rozpościerające się po obu stronach granicy. Chętni mogą przetestować tu swoje szczęście i podjąć się próby znalezienia słynnej czterolistnej koniczyny… lub po prostu zrelaksować się w towarzystwie pszczół i motyli, które gromadzą się tutaj podczas kwitnienia Porą Zielonych Drzew.
Wysoka, żylasta i chuda; futro długie (najbardziej na ogonie, szyi i policzkach), białe z przebłyskami niebieskiego na brzuchu i łapach; sierść zawsze czysta i ułożona; pyszczek długi, ozdobiony w różowy nos i białe wibrysy, niebieskie oczy (podłużne i ostre).
Zaradna; samodzielna; pogodna; zdyscyplinowana (na tyle ile kociak może); łagodna, ale potrafiąca się obronić; dumna, jednak wyrozumiała, czasami zbyt.
xxxxOdłączył się od patrolu, który szedł w tym momencie w stronę granicy z Ziemiami Niczyimi. Potwornie mu się nudziło wśród towarzystwa Polnego Wiatru i Złotej Gęsi. Nie było to nic złego, poza tym kocury były na pewno lepszym towarzystwem, niż Zakurzona Ścieżka, czy Zajęcze Ucho (albo co gorsza, oba te koty na raz). Problem był w tym, że nie wydawali się mieć nic ciekawego do powiedzenia i tak jak oboje czasami zamienili z nim słowo, tak w większości był znudzony. Powiedział krótko, że dogoni ich albo przejdzie sam później, ich patrol i tak kończył się na Ukrytych Pagórkach, więc nie było to niesamowicie niebezpieczne. xxxxCzarne futro mignęło mu w kącie oka, kiedy podziwiał sobie tereny klanu Rzeki, chociaż równie oni nie mieli niczego ciekawego, ale wiadomo zakazany owoc smakuje najlepiej. Nieznajomy nie był wysoki, wydawało się, że miał jeszcze pewne kształty niedawnego kociaka, ale delikatny uśmiech wskoczył na mordkę Kryształka. Może to spotkanie byłoby milsze, niż z Cieniem? xxxx— Cze! — przywitała się głośno, mając nadzieje zwrócić na siebie uwagę.
Nie obawiał się żadnego zagrożenia, a poza tym kątem oka dostrzegał, że Noc także wychodził z obozu. Ot, uznał, że sam tez pobuszuje po terenach. Oficjalnego zakazu nie było - takie były słowa dziadka. No to poszedł.
Szedł przez tereny, drzewa po drodze zaznaczając jednym, podłużną szramą pazura, żeby wiedział jak wracać. Przydatne gdyby coś go goniło - nie był głupi. Tu na pewno były wilki. Cała wataha. Rozglądał się więc uważnie, parł przez tereny, aż doszedł gdzieś, gdzie zapach był inny. Zatrzymał się i powąchał. Nie był pewny, która to granica, ale po drugiej stronie nie widział wiele drzew... pasowało mu na wicher. Ruszył dalej, niespecjalnie kryjąc się przed światem. Oglądał sobie, poznawał, odkrywał, aż usłyszał przywitanie. Odwrócił uszy w tamtym kierunku, a potem łeb. Dostrzegł białego, większego kota. No... dobra. Mama mówiła, że można mieć przyjaciół w innych klanach, bo ona też takich miała. No to co, hop?
Podszedł bliżej granicy, zatrzymując się gdzieś, gdzie uznał to za słuszne. Nie przekraczaj granic - tak mówi kodeks. Chociaż był zagubiony jak prowadzić rozmowę. Raczej rozmawiał ze starszymi, ona była starsza, ale tylko ze swojego klanu i jak to ugryźć? "Dzień dobry"? "Cze"? "Hej"? Coś neutralnego... - Siema. - Czy to było neutralne? Chyba jednak hej było bardziej. - Um, hej. - Poprawił się jednak. - To Klan Wichru prawda? - Czy jego domysły były dobre? Jego mistrz był chory, to i oficjalne wyjście z obozu się przeciągało.
Wysoka, żylasta i chuda; futro długie (najbardziej na ogonie, szyi i policzkach), białe z przebłyskami niebieskiego na brzuchu i łapach; sierść zawsze czysta i ułożona; pyszczek długi, ozdobiony w różowy nos i białe wibrysy, niebieskie oczy (podłużne i ostre).
Zaradna; samodzielna; pogodna; zdyscyplinowana (na tyle ile kociak może); łagodna, ale potrafiąca się obronić; dumna, jednak wyrozumiała, czasami zbyt.
xxxxKryształ nie wyczuła niezręczności w całej sytuacji, znaczy może widziała konsternacje na dziubku kota i zauważyła też podwójne przywitanie, ale może tacy byli rzeczniacy? Skąd miała wiedzieć! Dopiero poznawała jakiegoś! Inna sprawa, że był młody, ona jak była taka młoda to nawet nie oddalała się bez kogoś na granice, więc nie jej było oceniać! Cieszyła się po prostu, że kocur nie skakał jej do gardła jak cienisty bez byle powodu. xxxx— Najprawdziwsza prawda! — odpowiedział. — Kryształ…owa Łapa jestem! — przedstawił się wesoło z uśmiechem na mordce, aż oczka mu zmrużyły się przez ilość szczęścia. — Jak życie po drugiej stronie granicy? Pływacie w rzece nawet jak tak zimno? — zapytał tym razem odbijając kamyczek. Zastanawiał się czy powinien składać kondolencje z faktu śmierci Gwiazdy, czy nie??? Nie miał pojęcia jak się powinno zachować przy czymś takim. Nieuchwytna Łapa jak wrócił od Rzeki to wydawał się strasznie smutny i taki nieprzyjemnie żałosny… albo nie znał lepszego słowa na opisanie kocura. Inna sprawa, że on sam nie tęskniłby za Plującą Gwiazdą! Nadal nie wybaczył tego co mu zrobiła!
- Kryształowa Łapa. - Powtórzył po niej imię. Łatwiej będzie zapamiętać. - Ja jestem Sowia Łapa. - Choć nie był do tej pory pewny, czy od ptaka, czy od grzyba. Oba miały sens, skoro miał na imię Bór. Wielofunkcyjne imię jak widać. - Nie pływamy, moglibyśmy się przeziębić. - Odparł ciekawskiej istocie. Była całkowicie inna od niego. Chuda i żylasta, do tego biała. Ogromna różnica w porównaniu do jego masywniejszej, cięższej budowy i czarnego futra. Dwa światy, dwie strony granicy. - Ostatnio się pozmieniało. Nie mnie oceniać czy to dobrze, czy źle, ale na pewno nie jest idealnie. - Miał na myśli zmiany u władzy, czy połączenie terminatorów z mistrzami, ale nie chciał w to tak głęboko wchodzić. Mała atmosfera tajemnicy nadawała tej chwili ciekawszego nastroju. Zastrzygł uchem. - A to nie od was był ten... ten biało-rudy kot? - Nie pamiętał jego imienia.
Wysoka, żylasta i chuda; futro długie (najbardziej na ogonie, szyi i policzkach), białe z przebłyskami niebieskiego na brzuchu i łapach; sierść zawsze czysta i ułożona; pyszczek długi, ozdobiony w różowy nos i białe wibrysy, niebieskie oczy (podłużne i ostre).
Zaradna; samodzielna; pogodna; zdyscyplinowana (na tyle ile kociak może); łagodna, ale potrafiąca się obronić; dumna, jednak wyrozumiała, czasami zbyt.
xxxx— Jak te straaaaszne ptaki? — zapytała zaraz po tym jak młodszy kocur się odezwał. Uśmiech samoistnie zagościł na jej pyszczku i coś nie chciał odejść, była podekscytowana poznaniem kogoś innego. Z innego klanu! Przede wszystkim. No raz na jakiś czas się spotkało taką Sikorkę, znajomą dziadka, czy parę razy widziała wojowników Rzeki idąc z innym patrolem, ale dłuższe pogawędki? Miała tylko z cienistym głupkiem, który był c h a m s k i. Fuj! — Serio? Nie macie… tej no… jak to się. O! Odporności? — zapytała ponownie tym razem ze zdziwieniem, aż główka lekko uciekła jej na bok. Przysiadła w miejscu, łapki owinęła puszystym ogonkiem, a oczka koloru – ha! – rzeki wlepiła w młodzika. Pokiwała głową analizują słowa. Niedługo będzie mogła się nazwać profesjonalistą! Rozumiała sporo więcej, niż kiedy była młoda, teraz nie trzeba było do niej krzyczeć, ale na pewno wolała jak ktoś był głośniejszy – sama oczywiście też zawsze była. — Hmmm… tak. Tak, dokładnie. Co zrobił? Zachowuje się jak ten… eee chory? Może. Podobno pies kogoś zjadł. Zjadł? — zapytała z lekkim zaciekawieniem, ale bardziej konsternacją. Nie była pewna, czy się pomyliła. Może pomyliła? Na pewno ta taka… niefajna i wrogo łypiąca trafiła do lecznicy przez psa prawie! Może jakiś wysyp psów?
- Albo grzyb, nie pytałem, ale moje pierwsze imię to Bór, a odstałem je po Muchomorowym Borze. Więc... albo grzyb albo drapieżnik. A może oba. - Wzruszył barkami, z nieco zagubioną miną. Nie był pewny, ale uznawał, że ta niewiedza jest w pewnym stopniu ekscytująca i pasowało mu to. Czemu? Bo mógł jednocześnie być sową i grzybem, a po co wybierać?
Na kolejne pytanie skrzywił pysk i nieco go uniósł. - Jesteśmy kotami, nie rybami. Nie żyjemy w wodzie, tylko pływamy w niej jak jest ciepło. - Objaśnił może trochę niemiło, ale pytanie białego kota było po prostu dziwne i głupie. A w dodatku trochę niemiłe, jakby się nad tym zastanowić. Nie byli jakimiś niezdartymi, wodnymi wojownikami. Nadal to tylko były koty. Żywe stworzenia żyjące na powierzchni.
- Coś takiego było. Z kimś walczył i mu ktoś pomógł... ale jego obecność była tak bardzo niezauważalna, że dopóki go nie wyprowadzili, to w zasadzie nie było różnicy czy u nas był, czy nie. - Kot cień.
Wysoka, żylasta i chuda; futro długie (najbardziej na ogonie, szyi i policzkach), białe z przebłyskami niebieskiego na brzuchu i łapach; sierść zawsze czysta i ułożona; pyszczek długi, ozdobiony w różowy nos i białe wibrysy, niebieskie oczy (podłużne i ostre).
Zaradna; samodzielna; pogodna; zdyscyplinowana (na tyle ile kociak może); łagodna, ale potrafiąca się obronić; dumna, jednak wyrozumiała, czasami zbyt.
xxxxZaśmiał się. Było to dosyć zabawne! Grzyb albo drapieżnik! Ale szerokie pole do popisu! xxxx— Ale zagadka! U mnie kryształ, bo ładny i eeee twardy! — powiedział wesoło i przytaknął sobie wesoło. Nie wiedział nawet, że istniał taki grzyb jak sowa? Ciekawe! Chwila… — Czy grzyby sowa są w kształcie sowów? Może naprawdę oba na raz? — zaproponował jako jeszcze jedną opcję. Chociaż czy była to jeszcze jedna opcja kiedy Bór brał ją pod uwagę? Pewnie nie bardzo, ale hej, chociaż się starał. Marchewkowe Pole radziła mu być zainteresowanym też drugim rozmówcą i jednak zadawać pytania, a to było akurat fajne. Przynajmniej w jego mniemaniu. xxxx— Ooo… nie wiedziałam! Wybacz. Byłam tylko ciekawa — odpowiedziała z delikatnym chichotem. — Pójdziemy kiedyś popływać? Jak będzie ciepło? — Czy umiała pływać? Nie. Nie, ani trochę. Czy było to ważne? Nie, ani trochę. Problem przyszłej Kryształ, szczególnie, że kolega aktualnie wydawał niezadowolony jej pytaniem to może się nie zgodzi? Szkoda… xxxx— Nieuchwytna Łapa! — krzyknęła jakby odkryła coś nowego. — Tak się nazywa! Tak, teraz pamiętam. On chyba tak zawsze. Ledwo go widać gdziekolwiek nie jest. Trooochę przykre. — W sumie jakby się nad tym zastanowiła to nawet bardzo przykre i Kryształ chyba sama nie potrafiłaby tak żyć, chciałaby żeby ktoś ją widział i rozmawiał z nią, czasami wyszedł na spacer albo patrol. — Może potrzebuje przyjaciela? Każdy potrzebuje. Ty masz? Ja mam! — oznajmiła szczęśliwa i delikatnie się poruszyła w miejscu, jakby na samo wspomnienie całe jej ciało nabierało energii. xxxxTęczowa Łapa!!! Psinka! Tęczynka!
- Kryształ... nie wiem nawet jak to wygląda. - Nie widział żadnego, nawet nie był pewny o czym mówią. Twardy i ładny, okej, ale co to w sumie znaczyło? Nie podważał jego słów, jednakże... no. Jednakże. Sam nie był pewny co sądzić, więc zignorował to i przeszedł dalej. - Grzyby... chyba wszystkie są podobne. Raczej nie wyglądają? - Nie był grzybologiem, skąd w ogóle takie pytania do niego?!
Zmrużył lekko oczy na jej pytanie... nie miał chyba powodu tego nie robić, ale... - Chcesz pływać? Dlaczego? - To jednak było istotne pytanie, które musiał zadać. Podważał to, że musiała nauczyć się tej umiejętności. Była ona zarezerwowana dla rzeczniaków. A jeśli w ten sposób chciała się do niego zbliżyć, choć znała go dosłownie chwilę, to cóż, może lepiej w inny sposób niż zabieraniem tożsamości rzece?
Fakt. Ten podrostek miał na imię Nieuchwytna Łapa... idealne imię dla takiego kota. - Nie mam przyjaciół. Jak skupiasz się na przyjaciołach, to możesz przeoczyć to, co ważne. - Co jednocześnie oznaczało, w innych słowach, że przyjaźń ważna nie była.
Księżyce: 39 Mistrz: Uśpione Echo Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowa Łapa Ojciec: Bonawentura Rodzic: Wielka Słona Woda Trwałe urazy: Blizny po ataku borsuka i nieprawidłowo zrośnieta kość piszczelowa w prawej tylnej łapie. Łapa jest skrócona i lekko podkurczona, ma ograniczoną ruchomość. Mocniejsze stanięcie na niej powoduje promieniujący ból. Często zanika mu czucie poniżej złamanego miejsca. (-2zr, - 2sz)
Księżyce: 39 Mistrz: Uśpione Echo Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowa Łapa Ojciec: Bonawentura Rodzic: Wielka Słona Woda Trwałe urazy: Blizny po ataku borsuka i nieprawidłowo zrośnieta kość piszczelowa w prawej tylnej łapie. Łapa jest skrócona i lekko podkurczona, ma ograniczoną ruchomość. Mocniejsze stanięcie na niej powoduje promieniujący ból. Często zanika mu czucie poniżej złamanego miejsca. (-2zr, - 2sz)
drobny, średniego wzrostu, chudy, długie futro, niebieski point, pręgowany tygrysio, niebieskie oczy, białe znaczenia ( spód ciała, końcówka ogona, broda, szyja ("grzywa"), końcówka lewego ucha, fragment prawego ucha, plama wokół prawego oka, plamki pod oczami, po jednym palcu każdej łapy, dłuższe kępki futra na łokciach i kolanach)
nieśmiały, ma problemy w nawiązywaniu relacji, posłuszny, uległy, wrażliwy na głośne dźwięki, spokojny, wycofany
Na dzisiejszy patrol udał się razem z Kwiecistymi Grzbietami i Pszczelim Tańcem. Początkowo koty starały się wciągnąć go w rozmowę, jednak gdy zauważyli, że Śmiałek nie jest do tego chętny odpuścili. Zagadani między sobą, nie zauważyli, że coraz bardziej oddalają się od szarego kocura. Próbował ich dogonić, ale nic to nie dało.
Cisza, której doświadczył, gdy koty zniknęły w głębi terenów, była jak błogosławieństwo dla jego wrażliwych uszu. Gorsze było to, że w razie zagrożenia został pozostawiony sam sobie. No cóż, musiał sobie radzić nawet w takich sytuacjach. Patrol i tak nie miał być długi, musiał tylko odświeżyć ślad zapachowy wzdłuż granicy z Klanem Rzeki. Powinien się z tym uwinąć w miarę szybko, dodatkowo nie szedł do Grani z Ziemiami Niczyimi, więc szanse na spotkanie jakiegoś agresywnego Samotnika były mniejsze.
Kiedy dotarł do granicy, podszedł do pierwszego drzewa, które miało słaby zapach klanu wichru i otarł się o nie, odnawiając ślad.
Bury ticked | Przeciętna wielkość | Drobna budowa ciała | Smukła | Miętowe oczy
Mała jest urodzoną przylepą. Lgnie do towarzystwa i potrafi być w tym nachalna. Jest wesoła, radosna i bywa nieco naiwna podobnie jak Słoneczna Plamka. Lubi się popisywać, a jednocześnie oglądać popisy innych (i przy okazji je kopiować uznając je za własne). Wydaje się być zainteresowana wszystkim co ją otacza i uwielbia opowieści, im dziksze i nierealne tym lepiej. Trudno powiedzieć co z niej wyrośnie, gdyż charakter koteczki wciąż się kształtuje, młoda czerpie przykład z otoczenia i najbliższych jej kotów.
Meteoryt nie miała tego dnia treningu i nudziła się. Jak na siebie przystało bezmyślnie opuściła obóz w celu odbycia samotnego spacerku. Była na tyle bystra żeby orientować się w położeniu granic (nos bywał czasami bardzo pomocny), lecz dalej lekceważyła zagrożenia i uważała, że żadne drapieżniki jej się nie imają. Jak dotąd miała szczęście i nic jej nigdy nie napadło.
Wybrała się na granicę z Wichrem gdzie kiedyś poznała kocura o niezwykłym imieniu. Ciekawiło ją co u niego słychać i czy już został Łapą, dlatego wybrała się w te okolice częściowo z myślą, że może go tu ponownie spotka... ale nie, padlo na kogoś innego. Też dobrze! Byleby miała z kim porozmawiać.
- Hejaaaa! - zakrzyknęła z daleka do szarawego kocura, który właśnie ocierał się o jakieś drzewko. Meteoryt podtruchtała do niego z powitalnym uśmiechem. - Grzbiet cię swędzi? - zagaiła błyskając w uśmiechu ząbkami, a jej ton świadczył o tym, że nie mówi poważnie tylko się droczyła. Na szczęście nie była aż taką ignorantką zeby nie wiedzieć, że pewnie oznacza granice.
Księżyce: 39 Mistrz: Uśpione Echo Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowa Łapa Ojciec: Bonawentura Rodzic: Wielka Słona Woda Trwałe urazy: Blizny po ataku borsuka i nieprawidłowo zrośnieta kość piszczelowa w prawej tylnej łapie. Łapa jest skrócona i lekko podkurczona, ma ograniczoną ruchomość. Mocniejsze stanięcie na niej powoduje promieniujący ból. Często zanika mu czucie poniżej złamanego miejsca. (-2zr, - 2sz)
Księżyce: 39 Mistrz: Uśpione Echo Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowa Łapa Ojciec: Bonawentura Rodzic: Wielka Słona Woda Trwałe urazy: Blizny po ataku borsuka i nieprawidłowo zrośnieta kość piszczelowa w prawej tylnej łapie. Łapa jest skrócona i lekko podkurczona, ma ograniczoną ruchomość. Mocniejsze stanięcie na niej powoduje promieniujący ból. Często zanika mu czucie poniżej złamanego miejsca. (-2zr, - 2sz)
drobny, średniego wzrostu, chudy, długie futro, niebieski point, pręgowany tygrysio, niebieskie oczy, białe znaczenia ( spód ciała, końcówka ogona, broda, szyja ("grzywa"), końcówka lewego ucha, fragment prawego ucha, plama wokół prawego oka, plamki pod oczami, po jednym palcu każdej łapy, dłuższe kępki futra na łokciach i kolanach)
nieśmiały, ma problemy w nawiązywaniu relacji, posłuszny, uległy, wrażliwy na głośne dźwięki, spokojny, wycofany
Usłyszał wołanie ze strony Rzeki, sądząc po tonie kotki, szykowała im się dłuższa rozmowa. Czy była to stresująca sytuacja? Tak. Czy musiał wziąć się w garść? Tak. Musiał udowodnić, że nadaje się na wojownika i nie jest zwykłym tchórzem. Szło mu to co prawda słabo, bo niemal jak poparzony odskoczył od drzewa i odruchowo zasłonił swoją nogę ogonem, ale trzeba wykonywać małe kroczki.
— O, cz-cześć. Hah, nie-nie do końca — kiedyś może nauczy się wyłapywać żarty. — Wy nie zostawiacie tak śladu zapachowego? — Może właśnie wyszedł na idiotę przed rzeczniaczką. Opcje były dwie, albo ta technika była niezwykle słaba i przestarzała, albo Wicher wiedział więcej niż inni. Wolałby, aby to było to drugie.