Krokus milczała. Nie ciągnęła już tematu Grzybowej Łapy, zdecydowanie bardziej nurtowała ją kwestia wychodzenia samemu poza obóz. I jeszcze gorzej - poza granice klanów. Nie podobał jej się wcale ten kompromis który sugerowała Mucha, ale sama nie wiedziała, czy miała lepszy. Chyba nie umiała jasno postawić na swoim: że nie znaczy nie, chociaż pewnie powinna.
- Tereny klanów jeszcze umiem zrozumieć, ale nie chcę, abyś gdziekolwiek poza granice chodziła sama. A najlepiej w ogóle, dopóki nie będziesz większa i nie poćwiczymy dalej walki. Dziewięć księżyców to wciąż mało, Muszko - ale czy to nie była hipokryzja z jej strony? Ona w tym wieku wyruszyła na wyprawę poza tereny swojego stada, ale ona... ona była ze starszą siostrą. - Nie chcę, abyś łaziła Gwiezdny Klan wie gdzie sama, bo krzywda może stać się każdemu, nawet najbardziej doświadczonemu kotu. Rozumiesz to, prawda? Chcę, abyśmy lepiej poćwiczyły walkę. I wtedy wrócimy do tej rozmowy, dobrze? Na razie po prostu... nie oddalaj się zbytnio od obozu. Nie biegaj po granicach. Uważaj na siebie, w porządku?
Krótkowłosa, niebieski z bielą. Biel na pysku (od czoła przez całe policzki), całym brzuchu i łapach. Przednie - do łokci, tylne w całości. Za kociaka mała, drobna. W dorosłości przeciętnych rozmiarów, szczupła.
ADHD, wszędzie jej pełno, nie zamyka się ani na moment, wiecznie uśmiechnięta, w spektrum.
Nocny Szkwał [Krz]
- Nie będę na razie wychodzić z obozu. Nie za daleko. Jak nauczę się dobrze walczyć to będę mogła już na granice. Te dziewięć, może dziesięć księżyców, dobrze? To brzmi chyba lepiej? A poza granice, to kiedyś. Kiedyś o tym pogadamy. Nie wiem co innego wymyślić, żebyśmy obie były zadowolone. Ja wiem że się martwisz, rozumiem to, ale ja całe życie siedziałam w obozie. Znam Klan Rzeki. Chcę poznać inne klany. Inne koty. Nie wiemy ile zajmie trening, co jeśli dwadzieścia księżyców? Nie będę mogła wychodzić tyle czasu? - widocznie posmutniała. Nie chciała się kłócić z Kwiatuszkiem. Nie chciała jej sprawiać przykrości, ale nie chciała też być zamknięta w obozie nie wiadomo jak długo. Chciała podróżować, poznawać koty, zwiedzać otaczający ją świat. Nie potrafiła siedzieć na tyłu w jednym miejscu za długo.
- Bardzo, bardzo się postaram, aby nie trwał dwadzieścia księżyców - odparła z uśmiechem Krokus. - Z twoim zapałem omówimy cały materiał bardzo szybko. Po prostu... rozumiem, jak to jest czuć frustrację czymś takim, Muszko, dobrze rozumiem, ale jestem twoją mistrzynią. Jestem za ciebie odpowiedzialna i to moja rola pilnować, aby nic złego ci się nie stało na treningu... jak i poza nim. To moja rola przygotować cię do dorosłości i obowiązków wojownika. Gdy będziesz dorosła będziesz mogła chodzić, gdzie chcesz, a na razie ogranicz wycieczki do takich niedalekich. Jeśli chcesz - przyłączaj się do patroli, często na granicach spotkasz wtedy koty z innych Klanów.
Chyba miały umowę. Taką Krokus miała nadzieję. Niezależnie od odpowiedzi Muchy, resztę mogły omówić będąc na chodzie; Krokus ruszyła dalej, wzdłuż granicy z Klanem Gromu. Przystopowały nieco koło Martwych Pni. - O, a tutaj jest granica Gromu. Jesteśmy tak w połowie obchodzenia całych granic, chcesz przejść się po całych terenach, czy wolisz już wracać do obozu?
Krótkowłosa, niebieski z bielą. Biel na pysku (od czoła przez całe policzki), całym brzuchu i łapach. Przednie - do łokci, tylne w całości. Za kociaka mała, drobna. W dorosłości przeciętnych rozmiarów, szczupła.
ADHD, wszędzie jej pełno, nie zamyka się ani na moment, wiecznie uśmiechnięta, w spektrum.
Nocny Szkwał [Krz]
- To nie zależy tylko od ciebie, wiesz. Ja muszę też wszystko zapamiętać i zrozumieć. To raczej tutaj może być problem. Bo ja mam słabą pamięć. Do imion i do wszystkiego tak naprawdę. Nie chciałabym, żebyś miała przeze mnie problemy. - mruknęła. I być może tutaj właśnie doszło do porozumienia. Bo Muszka była przekonana, że po ukończeniu dziewiątego księżyca będzie mogła sobie hasać gdzie chce, a gdy będzie dorosła, to jeszcze dalej. Nie odzywała się jednak, przekonana że dobiły targu. Ups.
- Dziwnie tu pachnie. - przyznała, czując jak gromowy odór drapie ją w nozdrza. - Chciałabym wszystko, jeśli masz siłę. Bo jeśli nie masz to, no. Możemy wracać. - powiedziała, z przygaszonym uśmiechem. Po rozmowie o opuszczaniu obozu jej zapał troszkę przygasł. No cóż.
- Trening będzie trwał tyle, ile musi, ale ja wierzę, że z twoim zapałem i ambicją jak najszybciej zostaniesz wojowniczką. Bo widzę w tobie ten ogień, tą chęć do działania. Będziesz dobrą wojowniczką, ale to wymaga czasu i cierpliwości, ale... liczą się dobre chęci. A ty te dobre chęci masz. A to, czy ja będę mieć problemy czy nie, Muszko, to jest sprawa drugo, jak nie trzecioplanowa. To mnie nie interesuje. Niewiele jest rzeczy, które mogłabyś zrobić, przez które mogłabym mieć problemy, a i tak nie tym się przejmuje. Martwi mnie tylko twoje bezpieczeństwo, nie własna skóra - bo Krokus była dorosła i mogła sobie z wieloma rzeczami poradzić. A Mucha? Mucha już niekoniecznie.
Ale tak, chyba jako tako dobiły targu, toteż na tym można temat skończyć, tak sądziła Krokus.
- No dobrze, to dojdziemy do samego końca i wtedy wrócimy - odparła, kiwając głową, i ruszyła dalej, wzdłuż granicy z Klanem Gromu. Przeszły zgrabnie przez Bobrową Tamę, znalazły się na Kwiecistej Łące, przeszły przez Mszar, a potem przez Ptasie Krzewy. - Muszko. Jesteś na mnie zła, o to, co ci powiedziałam o nie wychodzeniu samej? - spytała po dłuższej chwili ciszy Krokus, zerkając na Bzyczącą Łapę z równie przygaszonym uśmiechem. - Rozumiesz, czemu cię o to proszę, prawda? Nie odczuwam jakiejkolwiek satysfakcji z zakazywania ci czegokolwiek. Mam nadzieję, że to wiesz.
Krótkowłosa, niebieski z bielą. Biel na pysku (od czoła przez całe policzki), całym brzuchu i łapach. Przednie - do łokci, tylne w całości. Za kociaka mała, drobna. W dorosłości przeciętnych rozmiarów, szczupła.
ADHD, wszędzie jej pełno, nie zamyka się ani na moment, wiecznie uśmiechnięta, w spektrum.
Nocny Szkwał [Krz]
Kiwnęła posłusznie głową. Rozumiała, ale jej się to nie podobało, po prostu.
Wbiła wzrok w swoje łapy, kiedy Krokus zadała jej pytanie. Milczała przez chwilę, nie chcąc odpowiadać.
- Jestem zła. - powiedziała cicho. - Ale nie na Ciebie, Kwiatuszku. Tylko na tę sytuację. Bo ja rozumiem, że tak musi być, naprawdę. Wiem dlaczego tak ma być i w ogóle. Tylko mi się to nie podoba. I tyle. Ale to nie twoja wina, ani nic. - mruknęła, zdecydowanie ciszej i z mniejszą ilością energii niż zazwyczaj. Była bardzo niepocieszona, ale cóż. Takie były zasady, jakoś przesiedzi te kilka księżyców na dupce, bo cóż innego może zrobić? No nic.
Czyli równie dobrze mogła być zła na nią. I chyba Krokus nawet by jej nie winiła.
- Przepraszam, Muszko, ale wiesz, to dla twojego dobra i bezpieczeństwa. A jak tak dalej pójdzie, jak będziemy tak intensywnie trenować, to bardzo niedługo będziesz mogła wychodzić sama. Jak chcesz, to kiedyś zabiorę cię na taką dłuższą wyprawę, poza tereny, albo na polowanie razem. Co ty na to, Muszko, to brzmi jak coś, co by ci to zrekompensowało? - zagadała uśmiechnięta Krokus, z nadzieją, że dojdą do jakiegoś porozumienia. Jakoś załagodzą tą sytuację.
Spacer skończyły na Mszarze, nieopodal Kocich Grzbietów. - Obeszliśmy całe tereny i to już pierwszego dnia. To bardzo dużo, myślę, że obie zasługujemy na odpoczynek. Zobaczymy się o świcie na Kocim Grzbiecie, za dwa wschody słońca - miauknęła Krokus i na tym zakończyła pierwszy dzień treningu z Muchą. Obie wróciły do obozu, każda do swoich spraw.
Krótkowłosa, niebieski z bielą. Biel na pysku (od czoła przez całe policzki), całym brzuchu i łapach. Przednie - do łokci, tylne w całości. Za kociaka mała, drobna. W dorosłości przeciętnych rozmiarów, szczupła.
ADHD, wszędzie jej pełno, nie zamyka się ani na moment, wiecznie uśmiechnięta, w spektrum.
Nocny Szkwał [Krz]
- Nie trzeba. Rozumiem, serio, Kwiatuszku. Tak po prostu musi być. - westchnęła. Nic nie zastąpi jej samotnego szwendania się po terenach, więc nie było potrzeby, żeby jakiegokolwiek zastępstwa szukać. Przyjęła to na klatę, poczeka ile będzie trzeba. Trudno, jakoś to przeżyje, nie ma innego wyjścia.
- Dobrze. Super dzisiaj było, mam nadzieję, że jutro też będzie tak fajnie! - powiedziała i pobiegła do obozu, dalej mając całkiem sporo energii. Skąd ją brała? Ciężko powiedzieć.
***
Mucha miała tendencje do spóźniania się na treningi, bo o nich zapominała, po prostu. Dziś jednak było inaczej. Była O CZASIE, a nawet CHWILKE PRZED! I to ona czekała na Krokusowy Pląs, a nie na odwrót. Cóż za zwrot akcji, iście niespodziewany.
Iście niespodziewany, owszem. A Krokus, Krokus ostatnimi dniami była cała w skowronkach. Przyszła na Koci Grzbiet z szerokim uśmiechem na pysku, gotowa do działania, gotowa na trening i szczęśliwa. Widać było po niej jak na łapie, że była radosna i pełna motywacji, a Mucha - Mucha pewnie tak samo, taką spodziewała się ją zastać w umówionym miejscu.
- Muszko, dzień dobry! Wcześnie dzisiaj wstałaś. To super, świetnie, im szybciej zaczniemy tym szybciej wrócimy i będziesz miała wolne - odparła śpiewająco Krokus, podchodząc bliżej swojej terminatorki. Ruszyła do przodu, upewniając się tylko, czy Bzycząca Łapa idzie za nią. Kierowały się ku rzece. Zwróciła się do Muchy z uśmiechem: - Dobrze, Muszko, orientuj się: wymieniaj rangi i zakres ich obowiązków.
Krótkowłosa, niebieski z bielą. Biel na pysku (od czoła przez całe policzki), całym brzuchu i łapach. Przednie - do łokci, tylne w całości. Za kociaka mała, drobna. W dorosłości przeciętnych rozmiarów, szczupła.
ADHD, wszędzie jej pełno, nie zamyka się ani na moment, wiecznie uśmiechnięta, w spektrum.
Nocny Szkwał [Krz]
- Cześć Kwiatuszku! Pojadłaś sobie rano? Jesteś dzisiaj taka weselsza niż zawsze! - zauważyła od razu. Krokus zawsze była uśmiechnięta, ale dzisiaj była jakoś tak... bardziej. Nie umknęło to czujnemu Bzyczącemu oku.
- Nieee, tak się nie robi. Tak z marszu to, yyyy, są kocięta, terminatorzy jak ja, wojownicy jak ty, Gwiazda, zastępca, ci co leczą, Mamusie yyyy. Kocięta się bawią, terminatorzy uczą SIĘ, wojownicy uczą ICH, Gwiazda rządzi, zastępca rządzi jak Gwiazda nie może, ci co leczą leczą, a mamusie mają kocięta. - tyle potrafiła wymienić tak od strzała. Nie za dużo, ale hej. Zawsze coś.
- Nie, skąd. Ale mam bardzo dużo powodów do radości! Jak chcesz, to pod koniec dnia ci o tym wszystkim opowiem - zamruczała w odpowiedzi.
W drodze nad Grzmiącą Rzekę słuchała uważnie tego, co mówi Mucha, z narastającym uśmiechem na mordce z każdym słowem. No, tak na dobrą sprawę, to się nie myliła. Znała koncept hierarchii w Klanie - Krokus to nie dziwiło, bo Mucha była wszędzie i mimo krótkotrwałej pamięci chłonęła informacje niczym gąbka. - No, niech będzie. To teraz ja będę mówić, a ty słuchać i pytać, jak coś jest niejasne - odchrząknęła, przygotowując się do przemówienia.
- Rangi w Klanie to po kolei przywódca, zastępca, medyk i jego pomocnicy. To tak zwana często potocznie "trójka Klanowa", choć, wiesz, medyków często jest więcej, jak na przykład w Klanie Cienia. Przywódca dostaje od Gwiezdnego Klanu dziewięć żyć, przewodzi Klanem, stoi na jego czele i jest odpowiedzialny za jego dobrostan. Gwiazda na czele Klanu. Jego zastępca to kot, który pomaga w rozsyłaniu patroli, dzieli się swoimi radami w kwestii doborów mistrzów dla terminatorów - zastępuje przywódcę po śmierci. Medycy leczą, ale są też łącznikami z Gwiezdnym Klanem, z przodkami, których dusze mieszkają na Srebrnej Skórce widocznej na nocnym niebie - tak słyszała. Czy Poeta miał kontakt z Gwiezdnym Klanem? Cisowa Gałązka pewnie tak, ale jej brat, który chyba nie wierzył w istnienie przodków na Srebrnej Skórce? - Istnieje też taka ranga jak Pomocnik Medyka, ale wiesz, chyba nikt jej od dawna nigdzie nie posiadał, więc nie powiem ci dokładnie, czym się różni od medyka. Dalej: wojownicy, terminatorzy. Wojownicy to koty jak ja, trenujące terminatorów: ich zadaniem jest polowanie dla Klanu, patrolowanie i dbanie o to, aby granice zawsze były oznaczane. Przeganiają intruzów i drapieżniki, szkolą terminatorów na przyszłych wojowników. Terminatorzy, "Łapy", koty jak ty, mają dużo obowiązków i nieco mniej przywilejów od wojowników. Trenują, aby zostać wojownikiem. Terminatorzy medyka, analogicznie: trenują, aby zostać medykiem. Pozostałe trzy rangi, opiekunowie, kocięta i starszyzna. Wiesz, Muszko, z tego co mi wiadomo, to w innych Klanach ranga "opiekun" nazywa się po prostu rangą "matki", bo przyjęło się, że to właśnie tylko matki opiekują się młodymi w kociarni, ale to niekoniecznie prawda. Opiekunem może zostać każdy kto chce dbać o dobro najmłodszych, doglądać ich, opiekować się nimi. Kocięta to najmłodsze pokolenie, kocięta młodsze niż sześć księżyców. Nie mają żadnych obowiązków dopóki nie zostaną terminatorami. Starszyzna to koty w podeszłym wieku, które odpoczywają po wielu księżycach służenia Klanowi, czy to jako wojownik, opiekun czy też medyk.
To wszystko. Dotarły nad rzekę, tam Krokus usiadła i spojrzała na Muchę, spodziewając się pytań z jej strony.
Krótkowłosa, niebieski z bielą. Biel na pysku (od czoła przez całe policzki), całym brzuchu i łapach. Przednie - do łokci, tylne w całości. Za kociaka mała, drobna. W dorosłości przeciętnych rozmiarów, szczupła.
ADHD, wszędzie jej pełno, nie zamyka się ani na moment, wiecznie uśmiechnięta, w spektrum.
Nocny Szkwał [Krz]
- Taaak, proszę, powiedz mi!! - poprosiła, będąc niezwykle ciekawa cóż takiego uszczęśliwiło Krokusik. Też chciała być taka zadowolona! Najpierw jednak był czas na obowiązki. Zamieniła się w słuch i, choć z trudem, wysłuchała w skupieniu całego monologu mistrzyni.
- Jak to przywódca ma dziewięć żyć? Jak to działa? Jak umrze... to jednak nie umiera? - tego konceptu nie rozumiała, natomiast byłą to chyba jedyna rzecz, która wzbudziła jakiekolwiek pytania. Zafiksowała się na tym punkcie na tyle, że ominęła fakt, iż Opiekun funkcjonuje tylko u nich. W przeciwnym razie o to też pewnie by zapytała.
- Wiesz, Muszko, ja tak naprawdę... nie wiem. Spytaj o to Łabędziej Gwiazdy, on bardzo chętnie co opowie, na pewno. Jak mam być szczera: nie wiem, czy umiem uwierzyć w Gwiezdny Klan, tak naprawdę. Chcę wierzyć, ale nie umiem chyba tak do końca. Ale wyobrażam sobie, że jeśli przywódca umrze, to straci tylko jedno ze swoich dziewięciu żyć i... odrodzi się, z pozostałymi ośmioma - brzmiało to absurdalnie i kuriozalnie ale tak fantastycznie. Chciałaby, aby to była prawda. I aby każdy kot miał dziewięć żyć, nie tylko Gwiazdy. - Ale jak mówię - musisz dopytać Łabędzią Gwiazdę o szczegóły!
Przysiadły w końcu nad rzeką, to rzeka była gwiazdą dzisiejszego programu. - Co ty na to, że połowimy dzisiaj ryby? Pogoda sprzyja!
Krótkowłosa, niebieski z bielą. Biel na pysku (od czoła przez całe policzki), całym brzuchu i łapach. Przednie - do łokci, tylne w całości. Za kociaka mała, drobna. W dorosłości przeciętnych rozmiarów, szczupła.
ADHD, wszędzie jej pełno, nie zamyka się ani na moment, wiecznie uśmiechnięta, w spektrum.
Nocny Szkwał [Krz]
- Rozumiem. Dobrze, dobrze, to tak zrobię! - nie drążyła tematu, skoro Krokusik nie miała na ten temat żadnych informacji. Jak tylko złapie Ptaszka gdzieś w obozie, wypyta go o wszystko co jej przyjdzie do głowy w związku z tym.
Zjawiły się nad rzeką, Kwiatuszek zaproponowała łowienie ryb, ale jak tylko Mucha spojrzała w taflę wody i zobaczyła jak coś tam pływa, zebrało jej się na wymioty, co skwitowała konkretnym beknięciem.
- Ojć, przepraszam. Najadłam się rano, nie mogę patrzeć na jedzenie. Możesz nauczyć mnie pływać zamiast tego? Też się trochę ochłodzimy!
Parsknęła śmiechem. - Na zdrowie - i wymruczała ciepło, ot, tak na odchodne.
Ojej. Tego scenariusza nie przewidziała.
Nie przewidziała, że będą się uczyć pływać, co z niej za mistrzyni, że się na to nie przygotowała... z Króliczkiem nawet nie wpadłaby na taki pomysł, ale Mucha nie była Króliczkiem. Krokus zacisnęła wargi w ciasną, prostą linię, zawstydzona, i chwilę unikała kontaktu wzrokowego. - Wiesz, Muszko, ja... nie potrafię pływać. Obiecuję ci, obiecuję na mały palec, że dla ciebie się nauczę i ciebie też nauczę, ale... nie dziś. Przepraszam. Nigdy jakoś, no, nie czułam, że jest mi ta umiejętność tak... potrzebna, choć brzmi to dziwnie, będąc w Klanie Rzeki, prawda?