wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Jodłowa Gałązka nie traciła czasu, skoro Słonko tak chętnie rwało się na trening to niech ma. Ona przynajmniej będzie miała jakieś zajęcie, jednak już od razu nie spodobało jej się to, jakie młody cuda zaczął odstawiać na ceremonii, więc od razu zamierzała go upomnieć w czasie ich drogi na Wyjące Wzgórza.
-Słuchaj, mi nie przysłodzisz -powiedziała stanowczo- Jeśli chcesz cokolwiek osiągnąć, masz wykazać się ciężką pracą, żeby zasłużyć, żeby zostać wojownikiem. Jeśli będziesz się wygłupiać, nie dopuszczę cię do mianowania, rozumiesz? Trafiłeś najgorzej jak tylko mogłeś, jeśli liczyłeś na łatwe przebrnięcie przez trening bez wymagań -uprzedziła go surowym tonem- Miałeś jakieś nauki przed ceremonią? Jeśli tak to z kim i ogólnie powiedz mi jakie tematy poruszaliście z nauczycielem.
ZREALIZOWANE ELEMENTY Z LINKAMI
KODEKS WOJOWNIKA:
Broń swego Klanu, nawet kosztem własnego życia. Możesz zawierać przyjaźnie poza Klanem, ale twoja lojalność musi pozostać przy własnym Klanie, kiedy pewnego dnia przyjdzie ci walczyć z przyjacielem.
Nie poluj i nie wstępuj na teren innego Klanu.
Starszyzna i kocięta muszą zostać nakarmieni przed terminatorami i wojownikami.
Terminatorom nie wolno jeść bez pozwolenia, dopóki nie zapolują, by nakarmić starszyznę.
Zwierzyna zabijana jest tylko po to, by się nią pożywić. Podziękuj Gwiezdnemu Klanowi za jej życie.
Kocię musi mieć przynajmniej sześć księżyców, by zostać terminatorem.
Nowo pasowany wojownik musi odbyć milczące czuwanie przez jedną noc po ceremonii.
Kot nie może być pasowany zastępcą, dopóki nie uczył choć jednego terminatora.
Zastępca zostaje przywódcą, kiedy poprzedni przywódca umiera.
Po śmierci lub odejściu zastępcy, nowy zastępca musi zostać wyznaczony nim księżyc dojdzie do szczytu nieba.
Zgromadzenie czterech klanów odbywa się z woli przywódców podczas pełni księżyca, kiedy trwa pokój.
Granice muszą być sprawdzane i oznakowane każdego dnia. Przegoń każdego, kto wkroczył na terytorium twojego Klanu.
Żaden wojownik nie może opuścić kocięcia w bólu czy niebezpieczeństwie, nawet jeśli jest to kociak z innego Klanu.
Słowo przywódcy jest prawem.
Honorowy wojownik nie potrzebuje zabijać innych, by zwyciężyć swoje bitwy, jest to dozwolone jednak w obronie własnej lub jeśli koty są wyjęte spod kodeksu wojownika.
Wojownik odrzuca wygodne życie pieszczoszka.
TEORIA POLOWANIA
PRAKTYKA POLOWANIA
TEORIA WALKI
PRAKTYKA WALKI
GRANICE
Ziemie Niczyje
Grzmiąca Ścieżka
Klan Cienia
Klan Rzeki
RANGI
Przywódca
Zastępca
Medyk
Pomocnik medyka
Terminator medyka
Wojownik
Terminator
Starszyzna
Matka
Kocię
WŁADZE KLANÓW
Klan Cienia
Klan Gromu
Klan Rzeki
HISTORIA POWSTANIA KLANÓW
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
orientalna budowa; krótkie rude cętkowane futro z bielą; oczy - prawe błękitne, lewe żółte
Słonko nie akceptuje nudy, dlatego zawsze zjawia się tam, gdzie coś się dzieje. Żywo reaguje na wszystko i cechuje się kocięcą ciekawością, co skutkuje dużą ilością, czasem niezbyt subtelnych pytań i komentarzy. Jest towarzyskie i z reguły pogodne, ot cieszące się życiem i starające czerpać z niego garściami. To, że czasem ktoś ucierpi, bo padnie ofiarą dowcipu, to już inna sprawa. Bywa zmienne, niekonsekwentne i kapryśne - jednego dnia pomocne, następnego robi pod górkę dla zabawy. Mało co traktuje poważnie, a nakazy i zakazy stawiane przez rodziców traktuje bardziej jak subtelną sugestię, niż coś, czego musi się ściśle trzymać.
Kolczasty Grzbiet, Pszeniczny Kłos
XXXNiby taka harda i nieugięta, a na trening od razu po ceremonii się zgodziła, ha! Może próbowała tu teraz pozować na twardą sztukę, ale już zdążyła sama się podłożyć, że tak naprawdę ma mięciutkie serduszko. Tylko trzeba poruszyć odpowiednie struny. Nie od razu odgadnie które to są, ale! Przecież mieli spędzić ze sobą sporo czasu, więc będzie dużo okazji, żeby dobrze rozpracować czarno-białą. Słoneczna Łapa truchtało za wyższą kotką, raz po raz rozglądając się po otoczeniu z zaciekawieniem. Fajnie tak, otwarta przestrzeń, nie otoczona krzakami z każdej strony. I ta różnorodność. Musi tu przyjść bez opiekunki nad głową. XXX — Ranisz mnie tymi słowami, Jodłowa Gałązko — mruknął zasmuconym głosem. — Dlaczego wątpisz w moje zaangażowanie? To źle, że chcę nadgonić stracony czas...? — ładnie to tak podkopywać młodzież już pierwszego dnia, zamiast dbać o ich motywację? — chciałoby się dodać, ale Słonko nie chciało przegiąć pałki już na sam start. XXX— Obawiam się, że z nauk wyniosłem co najwyżej technikę polowania na ślimaki, aleeee... obstawiam, że to się średnio przyda? Kłopot chyba nie był dobrym materiałem na nauczyciela, haha — wyjawiło, niezbyt przejęte tym faktem, ani tym, że wsypało swojego mentora. Nie było obowiązku nauk, chociaż Bławatkowa Łąka naciskała, żeby każdy z nich przynajmniej spróbował. No i spróbowało. Przynajmniej oficjalnie. Nie można jednak oczekiwać, że ledwo czteroksiężycowe kocię będzie zainteresowane uczeniem się, prawda? Oczywiście, że mając do wyboru to lub dobrą zabawę, wyebierze drugą opcję. Można założyć, że od tego czasu Słonko dojrzało i doceniło wartośc wiedzy, naturalnie.
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
-Zobaczymy czy naprawdę chcesz nadganiać, czy to co mówiłeś na ceremonii było jedynie pustymi słowami dla popisu -powiedziała- Na pewno nie byłbyś pierwszym kotem, który odstawił coś takiego, a ja nie lubię czegoś takiego -dodała jeszcze, bo taki typ kota był chyba jeszcze bardziej irytujący niż pyskaty terminator. Pyskatego zawsze można też strzelić jak się zagalopuje, z takimi udawaczami bywało gorzej, ale już nie z takimi rzeczami Jodła sobie radziła.
-Zależy czy to co ci powiedział pokrywa się z autentyczną metodą polowania, czy nie -odparła- Opowiedz o niej i się przekonamy. I tak mamy jeszcze chwilę zanim dojdziemy na Wyjące Wzgórza, więc możemy się przekonać, przynajmniej nie będziemy iść w kompletnej ciszy.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
orientalna budowa; krótkie rude cętkowane futro z bielą; oczy - prawe błękitne, lewe żółte
Słonko nie akceptuje nudy, dlatego zawsze zjawia się tam, gdzie coś się dzieje. Żywo reaguje na wszystko i cechuje się kocięcą ciekawością, co skutkuje dużą ilością, czasem niezbyt subtelnych pytań i komentarzy. Jest towarzyskie i z reguły pogodne, ot cieszące się życiem i starające czerpać z niego garściami. To, że czasem ktoś ucierpi, bo padnie ofiarą dowcipu, to już inna sprawa. Bywa zmienne, niekonsekwentne i kapryśne - jednego dnia pomocne, następnego robi pod górkę dla zabawy. Mało co traktuje poważnie, a nakazy i zakazy stawiane przez rodziców traktuje bardziej jak subtelną sugestię, niż coś, czego musi się ściśle trzymać.
Kolczasty Grzbiet, Pszeniczny Kłos
XXXSłonko mrugnęło dwukrotnie powiekami, wyraźnie zaskoczone odpowiedzią Jodłowej Gałązki. Miał jej o tym opowiedzieć? Tak, serio-serio? No, mogła się spodziewać, że Kłopot za pomocą zabawy przemycił jakieś sensowne wskazówki, ale... Wizja dorosłej, poważnej wojowniczki wysłuchującej w pełnym skupieniu o metodzie polowania na ślimaki wydawała mu się przezabawna. Tak samo pomysł, że szliby w zupełnej ciszy, gdyby nie temat ślimaków. XXX— Trzeba wyjść z legowiska tuż o świcie, gdy rosa jeszcze osiada na trawie. To jest pora największej aktywności ślimaków, wychodzą wtedy na żer — zaczęło, jakby właśnie rozpoczął angażująca historię, pełną tajemnic i niespodziewanych zwrotów akcji. — No i łatwiej się im poruszać, wiesz. Ciężko tak pełzać bez łap, to trzeba sobie jakoś radzić. Wtedy stajesz w najwyższym punkcie widokowym i wypatrujesz największej sztuki. Ale nie takiej, jak kamyczek, tylko takiej jak... jak kamień, ale taki wiesz KAMIEŃ-KAMIEŃ. Szkoda zachodu na taką drobnicę, trzeba mierzyć wysoko! Jak już upatrzysz tego najwielgachniejszego, jakiego tylko ci się uda to robisz taki - O!... — tutaj zrobiło małą przerwę, żeby zaprezentować skok, jaki należało wykonać w trakcie polowania na ślimaka. XXX— ... SUS! I wtedy on cię widzi tymi swoimi czterema oczami i strach ukazuje się na jego mordce I WTEDY... Wtedy to... już w sumie robi się nudno, bo się chowa do środka i tyle. Można go jeszcze poturlać trochę, ale nie zalecam ich lizać. Są o-brzy-dli-we. XXXXXXI co, jak poszło? Rude spojrzało z wyczekiwaniem na mistrzynię. Byłoby pod wrażeniem, gdyby udało się z tej totalnej bzdury wyciągnąć coś sensownego. Po co polować na ślimaki, skoro wystarczyło się przejść kawałek, a one same wpełzały ci pod łapy. No i pożytek z nich żaden. Chyba żeby je przerobić na jakąś maść na zmarszczki, niektórym to by się przydało.
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Czyli jednak faktycznie nic przydatnego, a w sumie szkoda, bo byłoby przynajmniej coś z głowy, a wiadomo, że kociaki uczą się najlepiej przez zabawę i w ogóle. Eh. No, ale nie ważne, przerobią to sami. Czarno-biała westchnęła i pokręciła głową na znak, że jednak to się nie przyda, w tym czasie doprowadzając w końcu Słoneczną Łapę na Wyjące Wzgórza.
-Tutaj mamy tereny treningowe Klanu Wichru. Skoro teraz już wiesz gdzie są, to będziemy się spotykać tutaj zamiast w obozie -oznajmiła, a potem spojrzała na Słoneczną Łapę, mierząc go wzrokiem od góry do dołu, zastanawiając się od czego z nim zacząć- Skoro już jesteśmy w temacie… polowania… to może zajmijmy się najpierw tym, hm?
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Księżyce: 124
Mistrz: Jaśniejący Płomień
Płeć: kocur
Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Hej, bo cośtam, zabierz Słonko na trening, co, naucz go polować, dzięki, jesteś wielki, siema, pa, powiedziała Donośny Krzyk do połowicznie jeszcze śpiącego orientala. Mniej więcej. Jak już zostało zaznaczone, został nagle wybudzony i mogła mu się nieco mieszać rzeczywistość z koszmarem o zawracaniu mu głowy kolejnymi pierdołami. Ale oczywiście: uprzejmy uśmiech, nie ma sprawy, moja droga i konsekwencjami będziemy przejmować się później. Później nadeszło zbyt prędko. Mniej więcej gdy wygniecione podczas drzemki kłaczki przestały odstawać od porządniejszych towarzyszy. Nie żeby niespodziewana prośba pokrzyżowała mu dzisiejsze plany, ale umówmy się, że na pewno znalazłby ze sto ciekawszych zajęć niż zabawianie Zająca Juniora. Może nawet dwieście. Przynajmniej dwieście. Ale niech będzie, pomoże szanownej zastępczyni i chętnie przypomni jej o tej przysłudze w stosownej porze. Na przykład, gdy oswoi ją nieco bardziej. Może wtedy uda się kotkę przekonać, że to całkiem uczciwy układ, zwolnić go ze wszystkich przyszłych patroli za tamten jeden losowy dzień.
Wyłonił się ze Skręconego Pnia i udało mu się namierzyć rudzielca bez zwiedzania Wichrowych podziemi w Ciepłych Skałkach. Sukces. Ruszył w stronę Zajączkowej latorośli.
– Z przykrością informuję, że Donośny Krzyk nie będzie w stanie dzisiaj ciebie niańczyć. I to właśnie mnie wytypowała na twoją dzisiejszą opiekunkę, wielu by umarło z zazdrości. – zero ściemy, Klacz jako pierwsza by wyciągnęła kopyta, Bagno zaraz za nią. – Więc hop hop, wychodzimy.
orientalna budowa; krótkie rude cętkowane futro z bielą; oczy - prawe błękitne, lewe żółte
Słonko nie akceptuje nudy, dlatego zawsze zjawia się tam, gdzie coś się dzieje. Żywo reaguje na wszystko i cechuje się kocięcą ciekawością, co skutkuje dużą ilością, czasem niezbyt subtelnych pytań i komentarzy. Jest towarzyskie i z reguły pogodne, ot cieszące się życiem i starające czerpać z niego garściami. To, że czasem ktoś ucierpi, bo padnie ofiarą dowcipu, to już inna sprawa. Bywa zmienne, niekonsekwentne i kapryśne - jednego dnia pomocne, następnego robi pod górkę dla zabawy. Mało co traktuje poważnie, a nakazy i zakazy stawiane przez rodziców traktuje bardziej jak subtelną sugestię, niż coś, czego musi się ściśle trzymać.
Kolczasty Grzbiet, Pszeniczny Kłos
XXX Słoneczna Łapa miało ambiwalentne odczucia względem treningu. Fajnie było móc wyjść z obozu, poudawać przykładnego terminatora w oczach zastępczyni (może się wstawi u Rozgwieżdżonej w sprawie samotnych wyjść z obozu) i generalnie zająć jakoś czas. Z drugiej strony... czasem go to zwyczajnie nudziło, a już w ogóle irytowało, że coś musi. Przykładowo poznawanie granic było ciekawe na początku, coś nowego i ekscytującego, ale gdy musieli przez dłuższą chwilę spacerować wzdłuż miejsca, gdzie tereny wichrowe łączyły się z jednym i tym samym klanem, to rude stworzenie żałowało, że posiada łapy. I nie działo się nic ciekawego! Koszmar. XXX — Oh, nie! Czyżby łapy Krzyk się w końcu pod nią załamały od nadmiaru obowiązków? To bardzo przykre... — mruknęło z udawanym żalem w głosie, na przedstawione wieści. Było to spodziewane, w końcu ile jeden kot jest w stanie udźwignąć. Nie mogła porzucić Mszystej Łapy po tej akcji na ceremonii, wiadomo, więc padło na dziecko Bławatek. Nie, żeby było tym faktem jakoś przejęte, ten mistrz czy tamten - bez różnicy. Przynajmniej łatwiej będzie wyjaśnić, dlaczego jeszcze nie dorzuca się do stosu zwierzyny. XXX — A ty jesteś...? — zapytało niewinnie. — Mama zabroniła mi wychodzić poza obóz z nieznajomymi, rozumiesz — dodało, wpatrując się w kocura. Oczywiście, że wiedziało, kim jest Wędrujące Światła. Trzeba było chyba chować się pod kamieniem, żeby nie znać takiej persony. Nie był jakimś nudnym szaraczkiem, o istnieniu kogo można było zapomnieć. Nie wspominając o tym, że Zajęcze Ucho ostrzegał Słonko przed tym typem, a to - jak można by się spodziewać - wzbudziło tylko większe zainteresowanie. A teraz nadarzyła się okazja i to jeszcze jaka!
Księżyce: 124
Mistrz: Jaśniejący Płomień
Płeć: kocur
Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Słodko, że się aż tak przejmujesz losem swojej mistrzyni, ale możesz spać spokojnie. Łapy szanownej zastępczyni są całe i zdrowe, niedługo pewnie znów będą ciebie ganiać po Wyjących Wzgórzach. – uśmiechnął się cieplutko do Słonecznej Łapy. Jeśli w swoich własnych kończynach nie słyszał jeszcze trzasku kości, Donośny Krzyk tym bardziej nie miała powodów do narzekań. Co innego ci biedni, zaniedbywani terminatorzy, gdyż nie było mowy, że oriental uszczknie chociaż odrobinę swojego snu by wcisnąć jeszcze jedno wyjście przed śniadaniem. Albo że odmówi sobie chwili na złapanie świeżego powietrza poza granicami, by jedna z Łap szybciej zasiliła szeregi wojowników.
– Och, oczywiście. Bardzo rozsądna kotka z twojej matki, słusznie ciebie uczyła. – kiwnął uprzejmie łbem. – Szkoda tylko, że nie zadbała o to byś kojarzył imiona kotów, które codziennie mijasz w obozie. Sporo by to ułatwiło, chociaż nie wydaje mi się by znajomość samego imienia liczyła się jako znajomość kota, nie sądzisz? Więc chyba jednak dzisiaj zostaniesz w obozie, co? Wezmę na siebie wyjaśnienie Krzyk, że za wcześnie dla ciebie z wychodzeniem poza granice obozu, a ty spędzisz dzień na wypytywaniu innych o Wędrujące Światła, żeby w przyszłości czuć się bezpiecznie, gdyby znowu przyszło mi zabrać ciebie na Wyjące Wzgórza. Co ty na to?
Jak dla niego świetny plan, więc nawet kibicował cętkowanemu by nie wypadł z roli i trwał dalej przy tej narracji. Szczególnie, że szanse na kolejne takie spotkanie było nikłe.
Księżyce: 42
Mistrz: Donośny Krzyk
Płeć: kotka
Matka: Nakrapiana Mordka (i Zakurzona Ścieżka)
Ojciec: kto? [Kudłaty]
Trwałe urazy: krótki ogon (od urodzenia); podłużna szrama po lewej stronie szyi
Księżyce: 42
Mistrz: Donośny Krzyk
Płeć: kotka
Matka: Nakrapiana Mordka (i Zakurzona Ścieżka)
Ojciec: kto? [Kudłaty]
Trwałe urazy: krótki ogon (od urodzenia); podłużna szrama po lewej stronie szyi
KRÓTKI OGON (BOBTAIL) | niższa niż przeciętna, szczupła, ale atletyczna | bury klasyk z drobnymi plamkami rudego, ogólnie głównie brązowa | duża głowa, małe uszy, wielkie gały | oczy pomarańczowe | wyraźnie przerzedzona sierść
introwertyczna, wycofana i emocjonalna, łatwo wpada w złość. nie lubi głośnych kotów. poświęca się dbaniu o bezpieczeństwo klanu, przestrzega kodeksu, chociaż z coraz mniejszym entuzjazmem.
prywatnie fanka kopania dołów i bezkręgowców.
Rzepik [KG] | Czwarta Łapa [MG]
*****
Nie minęło wiele czasu od ostatniej ceremonii, a na jej biedny grzbiet spadł kolejny terminator. Nie całkiem z przymusu, w końcu mogła się nie zgodzić, kiedy Donośny Krzyk spytała, czy nie zajęłaby się treningiem Słonecznej Łapy. I może nawet by to zrobiła, gdyby nie to, że była młodym wojownikiem, którego oddanie klanowi poddawano w wątpliwość i jakakolwiek szansa, żeby go dowieść, była dla niej okazją nie do przepuszczenia. Chcąc nie chcąc więc – przyjęła. Rozszerzanie grona jej podopiecznych jej sję nie uśmiechało, ale pocieszała się tym, że starszy już terminator (ile mógł mieć księżyców, tak właściwie...?) musiał swoje umieć, nawet jeśli trudny los posłał go na długie chorobowe. Najprawdopodobniej więc trening miał być jedynie kwestią przypomnienia, może wręcz doszlifowania jego umiejętności – coś, z czym powinna uporać się szybko, nawet jeśli nie do końca wierzyła we własne. Zawsze mogła posłać go przecież na wspólne ćwiczenia z kimś bardziej doświadczonym i w ten sposób jakoś dociągnąć do mianowania.
Prawda?
Podobno udało mu się już opuścić lecznicę, więc pewnego dnia nad ranem skierowała łapy do legowiska uczniów. Przestąpiła znajome krawędzie, rozglądając się po zacienionym wnętrzu.
– Słoneczna Łapo? – Nie bardzo wiedziała, czego się spodziewać. Miała nadzieję, że szczęśliwie po prostu zjawi się przed jej oczyma albo ktoś szturchnie go, żeby wyszedł, jeśli śpi.
orientalna budowa; krótkie rude cętkowane futro z bielą; oczy - prawe błękitne, lewe żółte
Słonko nie akceptuje nudy, dlatego zawsze zjawia się tam, gdzie coś się dzieje. Żywo reaguje na wszystko i cechuje się kocięcą ciekawością, co skutkuje dużą ilością, czasem niezbyt subtelnych pytań i komentarzy. Jest towarzyskie i z reguły pogodne, ot cieszące się życiem i starające czerpać z niego garściami. To, że czasem ktoś ucierpi, bo padnie ofiarą dowcipu, to już inna sprawa. Bywa zmienne, niekonsekwentne i kapryśne - jednego dnia pomocne, następnego robi pod górkę dla zabawy. Mało co traktuje poważnie, a nakazy i zakazy stawiane przez rodziców traktuje bardziej jak subtelną sugestię, niż coś, czego musi się ściśle trzymać.
Kolczasty Grzbiet, Pszeniczny Kłos
Oh, tak, tak. Trudny los z całą pewnością posłał Słoneczną Łapę na długie chorobowe. Połowę z tego symulował, drugą połowę czekał, aż komuś się przypomni, że znowu pozostał bez mistrza. Ani jej się śniło o sobie przypominać. Ostatnie, o czym marzyło to łażenie dzień w dzień na Wyjące Pagórki, czy gdzieś tam i słuchać czyichś smętów o kodeksie i innych Ważnych Rzeczach. Bleh. Niestety nie udało im się unikać odpowiedzialności dłużej, bo właśnie zapadł wyrok. Dziki Czart. Jak dobrze pamiętał. No nic, może będzie wystarczająco zabawna, żeby Słonko nie uschło z nudów.
– Dziki Czarcie? - zawtórował w podpowiedzi, zwlekając się niespiesznie z legowiska. Chyba nie mogło już dłużej od tego uciekać, prawda? W Klanie było wygodnie. Ciepło, bezpiecznie i nie trzeba było żywić się resztkami ze śmietnika. To ostatnie nie było aż takie fatalne, ale większość dobrych miejscówek miała swoich właścicieli, którzy nie byli tak skłonni do dzielenia się. Tu nie miała takich problemów. Rude stworzenie stanęło na wprost szylkretki, badawczo się jej przyglądając. Mhm.
Księżyce: 42
Mistrz: Donośny Krzyk
Płeć: kotka
Matka: Nakrapiana Mordka (i Zakurzona Ścieżka)
Ojciec: kto? [Kudłaty]
Trwałe urazy: krótki ogon (od urodzenia); podłużna szrama po lewej stronie szyi
Księżyce: 42
Mistrz: Donośny Krzyk
Płeć: kotka
Matka: Nakrapiana Mordka (i Zakurzona Ścieżka)
Ojciec: kto? [Kudłaty]
Trwałe urazy: krótki ogon (od urodzenia); podłużna szrama po lewej stronie szyi
KRÓTKI OGON (BOBTAIL) | niższa niż przeciętna, szczupła, ale atletyczna | bury klasyk z drobnymi plamkami rudego, ogólnie głównie brązowa | duża głowa, małe uszy, wielkie gały | oczy pomarańczowe | wyraźnie przerzedzona sierść
introwertyczna, wycofana i emocjonalna, łatwo wpada w złość. nie lubi głośnych kotów. poświęca się dbaniu o bezpieczeństwo klanu, przestrzega kodeksu, chociaż z coraz mniejszym entuzjazmem.
prywatnie fanka kopania dołów i bezkręgowców.
Rzepik [KG] | Czwarta Łapa [MG]
Odetchnęła lekko, kiedy wyłonił się z półmroku. No, przynajmniej się znalazł. Może nie w najbardziej obiecującym stylu, ale... bez przesady. Nie było wcale tak źle, żeby miała stracić ducha ledwie po usłyszeniu własnego imienia. Również zlustrowała rudo-patykowatego spojrzeniem.
– Mhm. Zaczniemy dzisiaj trening. – Nawet dla niej samej jej własny głos zabrzmiał jakoś mało przekonująco, więc odchrząknęła i kontynuowała trochę stabilniej: – Myślałam, żebyśmy wyszli teraz, na Wyjące Wzgórza czy gdzieś indziej, mi obojętnie. – Padał lekki deszcz, więc być może milej byłoby spędzić go pod drzewami – ale by dotrzeć do lasku, trzeba by iść trochę dłużej, więc sama nie była pewna, co bardziej się im opłacało. W gruncie rzeczy, jak powiedziała, nie zależało jej aż tak. – Po drodze opowiesz mi, co dotąd przerabiałeś na treningu i czego ci jeszcze brakuje. Okej?
orientalna budowa; krótkie rude cętkowane futro z bielą; oczy - prawe błękitne, lewe żółte
Słonko nie akceptuje nudy, dlatego zawsze zjawia się tam, gdzie coś się dzieje. Żywo reaguje na wszystko i cechuje się kocięcą ciekawością, co skutkuje dużą ilością, czasem niezbyt subtelnych pytań i komentarzy. Jest towarzyskie i z reguły pogodne, ot cieszące się życiem i starające czerpać z niego garściami. To, że czasem ktoś ucierpi, bo padnie ofiarą dowcipu, to już inna sprawa. Bywa zmienne, niekonsekwentne i kapryśne - jednego dnia pomocne, następnego robi pod górkę dla zabawy. Mało co traktuje poważnie, a nakazy i zakazy stawiane przez rodziców traktuje bardziej jak subtelną sugestię, niż coś, czego musi się ściśle trzymać.
Kolczasty Grzbiet, Pszeniczny Kłos
Dziki Czart myślała. Fascynujące zjawisko, może sam spróbuje! No, ale żarty na bok - dobór słów, ton, gesty ciała... Słoneczna Łapa chłonęło takie rzeczy z zaintrygowaniem. I coś im podpowiadało, że niewiele będzie musiało robić, żeby postawić na swoim. Na wspomnienie o wyjściu poza obóz zrobiło delikatnie zmartwioną minę i wychyliło głowę poza legowisko terminatorów, cofając ją gdy tylko pierwsza kropla wody spadła mu na nos.
– ... a może byśmy zostali? Tutaj? Nie będzie nam nic kapać na głowę – zaproponowało niewinnie, szurając chudziutką łapką po ziemi przed sobą. Może jakby było troszkę milej, albo przynajmniej mniej mokro to by się skusiło na spacer. Ale tak? Ehhh.
– Obawiam się, że gdyby nasze kroki przeliczyć na ilość przerobionych rzeczy, to nasza droga i tak skończyłaby się gdzieś przy Kłującym Korytarzu – dodało, wzruszając delikatnie wątłymi barkami. Trzech mistrzów i żaden nie nauczył go niczego konkretnego. I to nawet nie dlatego, że Słonko starło się niczego nie nauczyć! Chciałoby, żeby to była jeno zasługa, ale niestety sytuacja wyglądała zgoła inaczej.
Księżyce: 42
Mistrz: Donośny Krzyk
Płeć: kotka
Matka: Nakrapiana Mordka (i Zakurzona Ścieżka)
Ojciec: kto? [Kudłaty]
Trwałe urazy: krótki ogon (od urodzenia); podłużna szrama po lewej stronie szyi
Księżyce: 42
Mistrz: Donośny Krzyk
Płeć: kotka
Matka: Nakrapiana Mordka (i Zakurzona Ścieżka)
Ojciec: kto? [Kudłaty]
Trwałe urazy: krótki ogon (od urodzenia); podłużna szrama po lewej stronie szyi
KRÓTKI OGON (BOBTAIL) | niższa niż przeciętna, szczupła, ale atletyczna | bury klasyk z drobnymi plamkami rudego, ogólnie głównie brązowa | duża głowa, małe uszy, wielkie gały | oczy pomarańczowe | wyraźnie przerzedzona sierść
introwertyczna, wycofana i emocjonalna, łatwo wpada w złość. nie lubi głośnych kotów. poświęca się dbaniu o bezpieczeństwo klanu, przestrzega kodeksu, chociaż z coraz mniejszym entuzjazmem.
prywatnie fanka kopania dołów i bezkręgowców.
Rzepik [KG] | Czwarta Łapa [MG]
Do Dzikiego Czarta również docierały różne szczegóły jego zachowania, chociaż daleko było jej w tej sztuce do Słonkowej wprawy, a duża część analizy odbywała się gdzieś w podświadomości. Na razie wynik sugerował, że... może nie było tak źle. Co prawda wydawał się wygadany – a to zawsze choć trochę podkopywało jej ego, bo sama nigdy nie była najlepsza w składaniu zręcznych zdań – ale nie robił wielkich problemów. Katastroficznych przynajmniej. Bo te mniejsze najwyraźniej już się zaczynały.
Na jego kontrpropozycję głośno wypuściła powietrze nosem.
– Tutaj na pewno nie, przeszkadzałoby innym. Zresztą czasem trzeba wychodzić na zewnątrz, deszcz czy nie – dodała po krótkim zawahaniu i na tym poprzestała, bo oto docierała do niej druga część komunikatu, dużo bardziej alarmująca. Jej brwi ściągnęły się mocno, podczas gdy analizowała tę dziwną metaforę.
– Czyli że... że co. – Konkrety, panie, konkrety. Coraz mniej jej się to wszystko podobało. – Z praktycznych rzeczy co potrafisz? Polowanie, walka?
orientalna budowa; krótkie rude cętkowane futro z bielą; oczy - prawe błękitne, lewe żółte
Słonko nie akceptuje nudy, dlatego zawsze zjawia się tam, gdzie coś się dzieje. Żywo reaguje na wszystko i cechuje się kocięcą ciekawością, co skutkuje dużą ilością, czasem niezbyt subtelnych pytań i komentarzy. Jest towarzyskie i z reguły pogodne, ot cieszące się życiem i starające czerpać z niego garściami. To, że czasem ktoś ucierpi, bo padnie ofiarą dowcipu, to już inna sprawa. Bywa zmienne, niekonsekwentne i kapryśne - jednego dnia pomocne, następnego robi pod górkę dla zabawy. Mało co traktuje poważnie, a nakazy i zakazy stawiane przez rodziców traktuje bardziej jak subtelną sugestię, niż coś, czego musi się ściśle trzymać.
Kolczasty Grzbiet, Pszeniczny Kłos
Propozycja została odrzucona, ale brakowało w niej zdecydowania. Być może szylkretka głęboko w sobie także nie chciała wychodzić na deszcz, a jedynie poczucie obowiązku pchało ją w tą irracjonalną decyzję. Cokolwiek trzeba było zrobić w trakcie, gdy lała się woda z nieba z cała pewnością mogło poczekać, aż przestanie. To nie mogło być aż tak poważna, żeby się narażać na dyskomfort. Nie dziś to jutro, czy coś.
– Nie musi być dokładnie tutaj, ale może... gdzieś gdzie na będzie aż tak mokro, hm? Ledwo opuściłam Ziołowe Wzgórze, rozumiesz... nie chciałabym musieć do niego wracać tak szybko. W takim tempie prędzej zostanę członkiem starszyzny, niż wojownikiem – przechyliło lekko łebek. To nawet nie była taka tragiczna opcja. Może warto było rozważyć taką ewentualność.
– Jeżeli polowaniem można nazwać zbieranie padliny i wyciąganie lepszych kąsków z ludzkich śmietników, to... można tak powiedzieć, haha – wzruszyło chudymi barkami, niezbyt przejęte faktem swoich braków edukacyjnych. – O, z takich rzeczy, które mogłyby cię interesować, to Krzyk pokazała mi granice. Żebym przypadkiem znów nie zaszedł o krok za daleko – przypomniało sobie o tym jednym pełnym dniu treningowym, który miał miejsce między nim ,a jednym z jego osiemnastu mistrzów.
Księżyce: 42
Mistrz: Donośny Krzyk
Płeć: kotka
Matka: Nakrapiana Mordka (i Zakurzona Ścieżka)
Ojciec: kto? [Kudłaty]
Trwałe urazy: krótki ogon (od urodzenia); podłużna szrama po lewej stronie szyi
Księżyce: 42
Mistrz: Donośny Krzyk
Płeć: kotka
Matka: Nakrapiana Mordka (i Zakurzona Ścieżka)
Ojciec: kto? [Kudłaty]
Trwałe urazy: krótki ogon (od urodzenia); podłużna szrama po lewej stronie szyi
KRÓTKI OGON (BOBTAIL) | niższa niż przeciętna, szczupła, ale atletyczna | bury klasyk z drobnymi plamkami rudego, ogólnie głównie brązowa | duża głowa, małe uszy, wielkie gały | oczy pomarańczowe | wyraźnie przerzedzona sierść
introwertyczna, wycofana i emocjonalna, łatwo wpada w złość. nie lubi głośnych kotów. poświęca się dbaniu o bezpieczeństwo klanu, przestrzega kodeksu, chociaż z coraz mniejszym entuzjazmem.
prywatnie fanka kopania dołów i bezkręgowców.
Rzepik [KG] | Czwarta Łapa [MG]
Milczała przez chwilę, analizując to, co powiedział. Czy raczej – powiedziała, bo chyba nie przesłyszała się dwa razy, prawda? Myśl, że Słoneczna Łapa mogła jednak być kotką, trochę ją zaniepokoiła; oznaczałoby to, że zwróciła się do niej nie tak. A może miała szczęście i udało jej się tego dotąd uniknąć...?
– No w takim razie to... dobrze. Możemy zostać gdzieś w obozowych krzakach – zgodziła się w końcu, szczerze zafrasowana kwestią jej zdrowia. Jej brwi zmarszczyły się jeszcze trochę mocniej. – Ale ostatnio pada cały czas, praktycznie. W któryś dzień będziemy... musiały wyjść, inaczej nie da się prowadzić treningu. Kiedy deszcz będzie lżejszy? Kh-khm, może możemy porozmawiać z Niezapomnianą Łapą, spytać, co o tym sądzi czy coś...
Naprzeciw jej dobrej woli wyszedł cały żałosny korowód niedostatku i niedoli. Sama Słoneczna Łapa (co do płci której Warchlak była już alarmująco niepewna) nie wydawała się, co prawda, szczególnie przejęta swoją nieciekawą historią życia, jednak żywienie się padliną i śmieciami Dwunogów brzmiało na tyle wstrząsająco, że musiało pozostawić na psychice jakiś ślad. Chociaż czy z ostatniego zdania nie wynikało, że odbyło się to wszystko na jej własne życzenie...?
– No to... – spojrzała gdzieś w bok, usilnie starając się zebrać myśli pośród ogarniającego ją gorzkiego poczucia, że została oszukana. Wreszcie z frustracją westchnęła. – Masz coś, co chcesz nadrobić? Na dzisiaj. Coś, co da się zrobić w obozie, nie wiem – Kodeks...
Skrzywiła się sama, kiedy to powiedziała, bo wizja siedzenia w miejscu i wtłaczania temu kotu do łba zasad punkt po punkcie nie uśmiechała się jej ani trochę. Po prostu nic innego w szczególności nie przychodziło jej do głowy i miała nadzieję, że może Słoneczna Łapa ją wyręczy – a przede wszystkim zaczynała złościć ją coraz realniejsza wizja, że nad tym "szybkim doszkalaniem" będzie musiała najpewniej spędzić długie księżyce.