Logo Artemidy
Trening Bagiennej Łapy
#46
Teraz, kiedy emocje ostygły, czuł się, jakby stygła również jego krew – zrobiło mu się nagle nieracjonalnie zimno, nie tak, jakby wyszedł na chłód, który mrowił skórę na opuszkach łap i unosił sierść na zgarbionym karku, ale jakby został pogrzebany głęboko pod ziemią. Wzdrygnął się i poruszył nerwowo ogonem, jakby w ten sposób chciał wymusić na sobie ciepło, choć niewiele uległo zmianie, więc przyciągnął tylko łapy bliżej piersi i spojrzał na Wędrujące Światła spod ściągniętych brwi, białych na tle rudej maski, lecz obecnie jednako brudnych od krwi. Wpatrywał się – z zazdrością – w jego puszysty ogon, który sprawiał wrażenie przyjemnie miękkiego, ciepłego, gdyby owinąć go wokół szyi.
– Nieważne – burknął, kiedy kocur zeskoczył w końcu na ziemię. Pragnął – oczywiście – wiedzieć, jakie to doznanie czuć na sobie cudzą dumę, coś, co nie byłoby tak ciężkie i denerwujące jak rozczarowane spojrzenia matki i pustka w miejscu nieobecnego ojca, wobec słów orientala poczuł się jednak jak dziecko, naiwne i rozgrymaszone. Ktoś taki, pomyślał, nie mógłby stawić czoła potworom. – Nie potrzebuję pomocy – mruknął ciszej, choć jego głos wciąż drżał od powstrzymywanego za zębami gniewu – wbrew oświadczeniu podniósł się jednak z ziemi, gotowy skierować się za Wędrującymi Światłami z powrotem w stronę obozu.
LVL 2 90 / 150
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
#47
─── ・ 。゚☆: *.☽ .* :☆゚. ───

Dalsze spotkania na Wyjących Wzgórzach nie były tak zapadające w pamięć jak to pierwsze. Brakowało w nich potworów, bliskich spotkań ze śmiercią i tragicznej kompromitacji. Chodzenie po granicach, nauka polowania, omawianie rang, to wszystko było niesamowicie nudne. Ale przydatne, gdy orientalowi zależało na uniknięciu innych obowiązków.
Na przykład dzisiaj, gdy nad Orionem wisiała groźba patrolu z Zajęczym w taką duchotę, Bagienna Łapa był idealną wymówką. Ale żadne z zagadnień, z których będą rozliczani przed Donośnym Krzykiem nie brzmiało zachęcająco. Za to odpoczynek w lesie nad jeziorem, podczas gdy terminator będzie się pocić nad łowieniem rybek? Idealnie, nawet powinni dostać order za wychodzenie poza program. Kocur strzelił ogonem szylkreta po uszach, gdy go mijał. – Wstawaj, idziemy kraść tożsamość Rzeczniakom. – rzucił i miejmy nadzieję, nie musiał się zatrzymywać, by chwycić za ostałe w całości ciemne uszko i wyprowadzić terminatora przemocą. Byłoby miło, gdyby maszerował sam z siebie, nie wiadomo przecież gdzie się wcześniej szlajał i co za brudy się na tym uszku znajdowały.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
#48
Przez całą noc – czy raczej dwie godziny przespane na niewygodnym wgnieceniu w ziemi, pomiędzy twardymi korzeniami przestarzałego dębu – koszmary nie pozwalały mu osunąć się w spokój faktycznego odpoczynku, trzymając go zamiast tego uporczywie na niespokojnej płyciźnie snu, który nie przynosił niczego, poza rozdrażnieniem. Przeciągał się z jednego boku na drugi, uparcie zaciskając powieki, dopóki nad ranem nie rozbudził go znajomy głos, długie, białe włosy, przeciągnięte mu pod nosem tak, że z trudem powstrzymał kichnięcie i klarowane jak dzień przeświadczenie, że za ciemnym wnętrzem kociej jamy, gdzieś pomiędzy drzewami, czekały na niego potwory.
– Co? – mruknął, wciąż jeszcze nie całkiem przytomnie, choć szorstka irytacja zdążyła już zebrać mu się w gardle. – Myślałem, że miałeś naprowadzać mnie na właściwą ścieżkę. – odparł, niechętnie podnosząc się z ziemi i otrzepując futro z ciemnego pyłu, który sprawiał, że jego sierść wyglądała na bardziej brązową niż czarną, kiedy w końcu wychylił łeb na powierzchnię. – No wiesz, uczyć mnie o kodeksie i powstaniu klanów. Nudne rzeczy.
LVL 2 90 / 150
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
#49
– Mam podzielną uwagę. – zapewnił, prowadząc ich niemal tą samą trasą co pierwszego dnia treningu. Ale kto by na to zwracał uwagę. – Mogę ciebie naprowadzać na właściwą ścieżkę i namawiać do przestępstw jednocześnie, nic trudnego. – interesujące jak bardzo zmieniało się powietrze już krok poza obozem. To nie były zamknięte w betonowych ścianach domy ludzi, żeby coś takiego miało racjonalne wytłumaczenie, a jednak. Chociaż najprawdziwszą zagadkę stanowiły granice klanu. Już pomijając ich najbliższą okolicę, gdzie wszystko lubiło śmierdzieć moczem. Ale powietrze na Wichrowej łące było cięższe, paskudnie zalegało w płucach, w porównaniu ze skrawkiem trawy poza zasięgiem zainteresowania klanowych kotków. – Ale prawda, z nudnych tematów również będziesz rozliczany. Więc co powiesz na to, nadal pójdziemy kraść tożsamość Rzeczniaków, ale po drodze opowiem ci tę jakże wzruszającą historię o powstaniu klanów?
Propozycja nie do odrzucenia.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
#50
Nie podobało mu się, dokąd szli – rozpoznawał drogę, którą Orion zaprowadził go pierwszego dnia treningu, miękką, ciemną ziemię, która przyklejała się do opuszek łap i ciemny, strzelisty horyzont lasu, ciemniejący nad ich głowami jak przepowiednia. Nie oddalał się od obozu, odkąd potwory pozostawiły mu na pysku pionową bliznę – rozerwany fragment skóry, który odsłaniał nacinające się kły i fragment różowego dziąsła. Kiedy zobaczyła go Czarna Łapa, wyraz jej pyska bardziej przypominał gniew niż niepokój – co ty zrobiłeś?, pytała i rozglądała się dookoła, zupełnie jakby spodziewała się zobaczyć coś gorszego, choć wyobrażał sobie, że niewiele mogło być w tym momencie gorsze niż widok jej własnego syna, podobnego do niej jedynie z wyglądu. Czarna Łapa chciała, aby był łagodny – ale czy można bronić się, nie atakując?
– Skoro musisz. – westchnął, wypełniając płuca gęstym, ciężkim powietrzem na wichrowych łąkach i odwracając lekko głowę, żeby zaspanym wzrokiem spojrzeć na Wędrujące Światła. – Zawsze marzyłem o tym, żeby umrzeć z nudów.
LVL 2 90 / 150
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
#51
Odetchnął z rozbawieniem. Nie za mocnym, ale niezaprzeczalnie jakieś było.
– Postaraj się nie. Wicher jeszcze za bardzo się odklei bez twoich sympatycznych komentarzy. I kto ich będzie sprowadzać na ziemię, hm? – na pewno nie oriental. On chętnie usiądzie obok i popatrzy jak wysoko zdążą się wznieść przed upadkiem.
– Na wstępie zaznaczmy, że większość nazywa to historią powstania klanów, ale bliżej jej do legendy. Zresztą, przekonasz się zaraz, że ciężko przyjmować tę opowieść bez przymrużenia oka. Ale są i tacy. – na horyzoncie już dało się dostrzec obietnicę cienia, ale przed nimi była jeszcze przeprawa przez słoneczną łąkę. Cóż, może z historyjką chociaż prędzej im minie. – Zaczęło się od samotników. Żyjących w pojedynkę, czasem w parach, niewielkich grupach czy z rodziną. Niczym nadzwyczajnym nie było odłączanie się od jednej grupy i przyczepianie do drugiej, w zależności od nastroju. Wszyscy żyli na jednym obszarze, ale nikt nigdy nie rozdzielił oficjalnie terenów, nikogo też nie ciągnęło do przejmowania ziem i wyznaczania granic. W czasie polowań nietrudno było się natknąć na obcego, a gdy przybyło więcej kotów i ubyło zwierzyny, takie spotkania często miały krwawe skutki. Ale nie tylko nad piszczkami zdarzały się walki. Głodnym i zirytowanym kotom niewiele trzeba było, aby wyciągnąć pazury. I tak się toczyły kolejne wschody słońca w tym pięknym lesie, walki stawały się coraz częstsze, coraz częściej skutkowały poważnymi obrażeniami. Aż doszło do wielkiej wojny w pełnię księżyca, gdzie było zbyt wiele stron, zbyt wiele rozbieżnych interesów żeby miała jakikolwiek sens. Ale widzisz, walczącym to nie przeszkadzało, martwych kotów przybywało i w zasadzie, problem nadmiaru pysków do wykarmienia został tymczasowo zażegnany. Ale nie do tego zmierza ta historia oczywiście. Gdy żywi byli na skraju wyczerpania, wszystkich nawiedził identyczny sen. Czy może powinienem raczej powiedzieć, że nawiedziły ich duchy dopiero co zabitych kotów. W jednym kawałku, z sierścią połyskującą jak gwiazdy. W dużo lepszej formie niż żywi. I widzisz, ci zmarli, których teraz często nazywa się Gwiezdnymi, powiedzieli, że albo żywi się zjednoczą, albo również czeka ich śmierć. – docierali już pod przyjemną ścianę lasu. Orion ze swoim jasnym futrem nie był największą ofiarą upałów, ale z radością przyjął zmianę temperatury, gdy tylko wkroczyli między drzewa. – Pomyślałbyś w tym momencie, że Gwiezdni nie powiedzieli tym niczego odkrywczego. I zgodziłbym się z tobą. Ale bohaterzy naszej historii najwyraźniej byli innego zdania. Nie chcąc żegnać się jeszcze ze swoimi życiami, zaraz po obudzeniu podjęli próbę zjednoczenia. Z naciskiem na próbę, ponieważ problem pojawił się już po chwili. Grupa potrzebowała przywódcy, na co zwróciła uwagę kotka imieniem Cień. I jak się można domyślić, nie tylko ją ciągnęło do stołka, a także trzy inne koty nazwane, uwaga uwaga... Grom, Wicher oraz Rzeka. Cóż za przypadkowe imiona, nieprawdaż? Wracając, nie mogli dojść do porozumienia między sobą kto ma objąć władzę, pozostałe koty miały swoich faworytów, za którymi stawali murem. Wszyscy byli gotowi do kolejnej walki, bardzo rozsądnie. I w tym momencie nocne niebo zasłoniły chmury, za sprawką Gwiezdnych oczywiście. Po raz kolejny wskazali żywym dalsze kroki i kazali im rozdzielić się na cztery grupy. Kolejnym krokiem było wyznaczenie granic tak by każda z grup zajmowała podobną część lasu. Klany zostały nazwane po imionach pierwszych przywódców, jak mogłeś się już domyślić. I jak już o przywódcach, to właśnie wtedy otrzymali od przodków dar dziewięciu żyć, a same klany dostały kodeks wojownika, żeby wiedzieć jak żyć od tej pory. Gwiezdni obiecali, że będą opiekować się żywymi, a ci obiecali, że będą spotykać się co pełnię księżyca na zgromadzeniach. Teraz zgromadzenia pamiętają nieliczne koty, tak jak i pomoc Gwiezdnych, ale kodeks pozostał. I jak tam, żyjesz?
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
#52
Przez krótką chwilę miał jeszcze nadzieję, że Orion odpuści mu całą historię – sprawiał w końcu wrażenie innego niż większość dorosłych, mniej podporządkowanego regułom, które panowały w klanie, nie tak nudnego jak jego matka i nie tak nieobecnego jak jego ojciec. Jego wypowiedź wydawała się tymczasem długa i ciężka. Nie zawierała w sobie nic ważnego – jedynie przeszłość, odległą i niemożliwą do zweryfikowania.
– Tak teraz edukują koty w Wichrze? Opowiadając im bajki? – prychnął, unosząc lekceważąco głowę – na świecie były wprawdzie ważniejsze tematy, które, w przeciwieństwie do historii powstania klanów, miały pokrycie w rzeczywistości. Na przykład potwory, które czyhały na granicy. – Czyli co, nasi przodkowie usłyszeli tajemniczy głos z nieba i postanowili się zjednoczyć? Nie słyszałem większego głupstwa. Dlaczego właściwie Gwiezdni mieliby się nami opiekować? My ich zabiliśmy. – zmarszczył czoło i przez chwilę przyglądał się kocurowi, wyraźnie zastanawiając się nad jego słowami. – Naprawdę ktoś jeszcze o tym pamięta? – w jego głos wdarło się zainteresowanie – bardziej szczere, niż by pragnął. – Myślałem, że to było, no wiesz... dawno temu. Żaden kot nie żyje tak długo.
LVL 2 90 / 150
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
#53
– Wręcz przeciwnie. Tak edukują od zawsze. – sprostował, z lekkością stawiając kolejne kroki. – Historia powstania klanów, kodeks, wyprawy przywódców po dar dziewięciu żyć. Czy to wszystko to nie ta sama kategoria? – odwrócił na moment łeb w stronę Bagiennej Łapy by na niego spojrzeć. Niektóre bajki były dłuższe, inne krótsze, ale połowa czekającego ich materiału się tak prezentowała.
Uprzedzał terminatora, że tę historię lepiej zaszufladkować jako legendę, tymczasem odnosił wrażenie, że ten wciąż próbował spojrzeć na nią całkiem dosłownie. I umówmy się, Orion był ostatnim kotem, który by to próbował komukolwiek odebrać. Ale też istniały ciekawsze tematy niż to. Chociażby ten nieszczęsny kodeks, który wpływał na codzienne życie mieszkańców lasu.
– Nie, nie. Odrobinę inaczej. Wasi przodkowie zasnęli, były zbiorowe halucynacje, znaczy się nawiedzenia zmarłych i ostrzegawczy sen, a strach przed śmiercią zmotywował ich do zjednoczenia, ale zaraz potem znowu się pokłócili i musieli zostać podzieleni na cztery klany. Ale co do przodków... – wzruszył barkami. Na tyle, na ile mógł maszerując. – Może to te bardziej szlachetne koty straciły życie pierwsze i nie szukały zemsty wśród żywych tylko im życzyły lepiej. A może po prostu mieli wśród żywych swoich bliskich i nawet jeśli chętnie ukatrupiliby swoich morderców, nie chcieli podobnego losu dla kotów, na których im zależało. I z dwojga złego lepiej pomóc wszystkim. – w tym momencie jedynie głośno myślał, podsuwając Bagiennej Łapie prawdopodobne opcje w takiej sytuacji. Kierował spojrzenie przed siebie. Rozpoznawał już te drzewa, jeszcze przedrzeć się przez zarośla przed nimi i ujrzą wodę. – Było dawno. Nawet bardzo dawno temu. Może dziadek twojego dziadka by mógł pamiętać. Albo dopiero jego dziadek? Widzisz, nie interesowałem się nigdy tym gdzie w czasie powinna zostać umiejscowiona ta historia, ale strzelałbym, że powstała, gdy te drzewa były jeszcze małymi sadzonkami. I że jej treść się mocno zmieniała przez ten czas. – wyjaśniał, walcząc jednocześnie z przeprawą przez gęste krzewy. Już czuł te ułamujące się gałązki, które wplątywały się w jego sierść. Tyle dobrego, że po drugiej stronie czekał ich postój.
Przedarłszy się przez chaszcze, zatrzymał się na moment, robiąc miejsce dla terminatora. Jakby faktycznie miał mu zaprezentować niesamowity widok, a nie sadzawkę w środku lasu.
– Mam nadzieję, że nie boisz się wody, bo zajmiemy się dzisiaj łowieniem ryb. Przy pomocy Rzecznego, trzymanego w tajemnicy, sposobu. Ale tak się zdarzyło, że miałem okazję zapoznać się z ich sekretem i mogę się nim z tobą dzisiaj podzielić. No, chyba że wolisz iść wspinać się po drzewach za wiewiórkami. – przy takim skwarze tylko głupi wybrałby uganianie się za leśnymi stworzonkami.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
#54
Westchnął, ciężko i ze znudzeniem, rozczarowany odpowiedzią, która okazała się dokładnie tym, czego oczekiwał – kłamstwem. Gwiezdni, powstanie czterech klanów i rozmowy ze zmarłymi wciąż brzmiały w jego głowie jak bajka dla kociąt, historia, którą w lepsze dni można by inspirować, a w gorsze – zastraszać, przeszłość, w którą wszyscy wierzyli, choć nikt w rzeczywistości się nad nią nie zastanawiał.
– Bez sensu – skwitował, bo oczekiwał chyba po Wędrujących Światłach czegoś więcej – tymczasem okazało się, że nie powinien naiwnie spodziewać się że będzie istotnie chętny rozmawiać z nim wyłącznie dla towarzyskiej przyjemności, a jednak gorzki wyrzut zebrał mu się w krtani bezwiednym odruchem, kiedy odnajdował przenikliwie czysty błękit jego oczu. Nie ciągnął tematu – zamierzał zastanowić się nad tym później, znaleźć kogoś, kto pamiętał, nawet jeżeli tylko fragmenty.
Przedarł się za Orionem przez rosnący nad brzegiem sadzawki tatarak i w końcu skrzywił się lekko, gdy jego łapy dotknęły zimnej wody i zapadły się lekko w rozmokłym piachu – słońce piekło go w kark, rozgrzewając się na ciemnej sierści, miał jednak nadzieję, że sposób łowienia ryb nie uwzględniał wchodzenia za nimi do stawu.
– No dobra – odparł, pochylając się lekko, żeby przyjrzeć się tafli, mętnej i zielonkawej, lecz wystarczająco czystej, aby w niektórych miejscach prześwitywało żwirowe dno i strzępia obślizgłych glonów. – To co mam robić?
LVL 2 90 / 150
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
#55
– Mmm, nie obiecywałem sensu, to w końcu klanowa historia. Ale która część? – zapytał bez większego nacisku na otrzymanie odpowiedzi. Nic z tego nie ma sensu. Tyle mógł sobie sam odpowiedzieć i ogólnie rzecz biorąc, prawda. Historia powstania i wszystko z nią związane raczej niekoniecznie opierały się o logikę.
Rzeczna metoda łowienia ryb zresztą też.
– Na początek warto znaleźć odpowiednie miejsce. – zaczął, ruszając wzdłuż brzegu. Wylądowali przy łagodniejszym zejściu do wody, ale to nic straconego. Sadzawka była już sprawdzona, posiadała punkty, w których dało się wygodnie usiąść, ale tak by jednocześnie mieć szansę na złowienie czegoś poza rozczarowaniem. – Potrzebujemy bardziej stromego brzegu, tak żeby woda była głębsza i ryby mogły faktycznie podpływać. Drzewa rosnącego na skraju, tak by miał chociaż jeden grubszy, wystający korzeń. Większy kamień wystający nad powierzchnię. – już widział drugą opcję kawałek przed nimi. – Następnie warto pamiętać, że ryby są fundamentalnie głupie, ale nadrabiają szybkością. Mrugniesz tylko i już ukrywa się przy dnie. Więc technika opiera się o oszukanie ich rybich móżdżków i zastawienie na nie pułapki w postaci ogona lub swojej łapy. Ogon lepiej się sprawdza o tyle, że unoszące w wodzie kłaczki bardziej przypominają im coś smacznego i łatwiej je zwabić do siebie, ale łapa jest praktyczniejsza. Bliżej do ryby, większe szanse, że ją złapiesz. Dlatego osobiście polecałbym zanurzenie łapy, mniejsze szanse, że uciekną, gdy podejmiesz próbę złapania. Poza tym istotne jest też żebyś nie rzucał cienia na wodę, robią się dużo bardziej ostrożne i niechętnie podpływają, może jednak jakiś zalążek inteligencji się w nich kryje. Ostatnia sprawa, bezruch. Im mniej się ruszasz, tym większa szansa, że wezmą ciebie za dziwny krzew, zamiast za zagrożenie. – zatrzymał się przy drzewie, którego korzenie zatapiały się w Leśnej Sadzawce. Kilka z nich wystawało nad taflę wody i było w stanie utrzymać kota. – Wszystko jasne czy coś powtórzyć?
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
#56
Wydał z siebie cichy pomruk, po czym uniósł ostrożnie głowę, zupełnie jakby próbował sprawdzić, czy Gwiezdni rzeczywiście czuwali nad nimi zza chmur – niebo było jednak błękitne i jasne, słońce sprawiało, że wydawało mu się prawie białe, zupełnie pozbawione gwiazd.
– To, że zamordowane koty nie szukały wśród żywych zemsty. Zamiast sięgnąć po odwet, nawiedzać oprawców... życzą im lepszego losu? Ja myślę, że jak ktoś cię zabił, to chociaż raz masz prawo przerobić go na mysią ściółkę. Ale nie – duchy wybierają przebaczenie. – zaśmiał się krótko i posępnie, ale nie spojrzał już na Wędrujące Światła w poszukiwaniu potwierdzenia, tylko podszedł naprzód, brudząc łapy zimnym, wilgotnym piachem na brzegu sadzawki. W rzeczywistości nie przepadał za rybami – wzdrygało go na widok ich lśniących, białych brzuchów i odstających skrzeli – ale wciąż wolał połowy nad stawem, niż wspinanie się na gałęzie drzew.
– Wszystko jasne. Brzmi banalnie prosto. – fuknął, po czym, podążając za instrukcjami Oriona, wszedł na nagrzany kamień, wystający nad powierzchnię wody i przyjrzał się błyszczącej tafli. Potem ustawił się wygodniej, tak, aby jego cień nie padał na sadzawkę i ostrożnie wyciągnął łapę, zanurzając palce w sadzawce. – Zimna.
LVL 2 90 / 150
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
#57
Oriental prychnął krótko w gorzkim rozbawieniu. Czy Bagno aż tak odsunął się od swojej rodziny, że postawienie się w sytuacji zmarłych prowadziło go do takich wniosków? Czy faktycznie wybrałby zemstę, gdyby miał pewność, że inny kot zemści się na jego siostrach?
– Całe szczęście, że nikt nie każe ci podążać ich śladami, hm? Oprócz kodeksu i matki. Więc w razie czego będziesz mógł się mścić do woli. – proszę bardzo, oficjalna zgoda, błogosławieństwo wręcz. Chociaż patrząc na ilość zamordowanych kotów na granicach, nie słyszało się praktycznie o zemście z zaświatów. Gwiezdni nie mogli aż tak różnić się od innych martwych, każdy duch mógłby szukać zemsty, a koszmary po zabiciu drugiego kota zdarzały się równie często co zgromadzenia czterech klanów.
Nie skomentował już narzekań na temperaturę wody, sam usiadł opierając się barkiem o pień i zajął czyszczeniem sierści z wszelkich darów lasu zebranych po drodze. Jednym okiem obserwował poczynania terminatora.

Gdy już zanurzone paluszki zaczynały drętwieć z zimna, Bagienna Łapa mógł dostrzec ruch w mętnej wodzie. Coś błysnęło raz, drugi. Zbliżało się i znikało zaraz głębiej, ale stopniowo podchodziło coraz bliżej. Niewielka rybka o długim ciele i żółto-zielonych łuskach pomagających wtopić się w tło. Na boku miała ciemną linię ciągnącą się przez całe ciało. Nie była jeszcze na tyle blisko by istniała szansa na jej złapanie, ale wyraźnie zaciekawiła się nowym obiektem w jej sadzawce.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
#58
Wykrzywił pysk w zaczepnym grymasie, na chwilę odwracając głowę w stronę orientala – być może, gdyby słońce nie świeciło tak mocno, rozmywając krawędzie wszystkiego, czego dotykało, Orion mógłby zauważyć, że się uśmiechał.
– Tak zrobię – oświadczył. – Wrócę jako duch i będę im szeptał do ucha. – z tym postanowieniem pochylił się z powrotem nad sadzawką, obserwując delikatnie migotanie wody, długonogie pająki poruszające się po powierzchni i śliskie, zielone glony połyskujące tuż pod nią. Kiedy w końcu zauważył rybę, palce miał już zdrętwiałe z zimna, zesztywniał jednak wyraźnie, czekając, aż ofiara podpłynie bliżej, po czym poruszył palcami, aby zachęcić ją do pochwycenia przynęty.
LVL 2 90 / 150
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
#59
Bagienna Łapa poruszył palcami w dobrej wierze, mając nadzieję, że tym samym zachęci rybkę do zbliżenia się do obcego elementu. Ale niestety uzyskał efekt odwrotny od zamierzonego, jego niedoszła zdobycz prędko zniknęła w jednolitej toni, zostawiając kocura z pustą, drętwiejącą z zimna łapą. Chyba ryby faktycznie miały jakąś awersję do ruchu, ale to tylko taka teoria.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
#60
Zaczynał się niecierpliwić – zawsze wydawało mu się, że łowienie ryb było najbardziej prymitywną formą polowań, wprawdzie ofiary same podpływały do swojego oprawcy i wystarczyło jedynie w odpowiedniej chwili zanurzyć łapę w wodzie i nabić je na swoje pazury. Tymczasem palce zaczynały drętwieć mu w sadzawce, a lśniące łuski, które jeszcze przed chwilą migotały pod taflą, nagle zniknęły mu zupełnie z zasięgu wzroku. Westchnął, wyciągając łapę z wody, zaraz zacisnął jednak zęby, zdeterminowany, żeby Orion nie pomyślał, że nie radził sobie z tak prostym zadaniem – ostrożnie wsunął drugą łapę do wody i tym razem trzymał ją nieruchomo, czekając aż ryba podpłynie wystarczająco blisko.
LVL 2 90 / 150
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości