Księżyce: 61
Mistrz: Krokusowy Pląs †
Płeć: kotka
Matka: Rozbita Tafla [NPC]
Ojciec: Wierzbowy Pęd [NPC]
Trwałe urazy: ubytek w kształcie V na czubku prawego ucha
Modliszka już jako terminatorka jest zgrabnie wysoka, o długich łapach i dosyć smukłej budowie ciała. Gdy osiągnie swój końcowy wzrost, zdecydowanie górować będzie nad większością swojego rodzeństwa. Pełna wdzięku sylwetka kocicy pokryta jest długim, gładkim futrem.
Sierść zdominowana jest przez biel, przechodzącą od pyska (węższa struga pomiędzy oczami, rozszerza się na pysk) poprzez gardło i brzuch, w pełni obejmując kolorem wszystkie kończyny. Głowa obdarzona jest największą w kwestii całego ciała czarną plamą, która nachodzi od lewego ucha, do połowy policzka kotki - po drugiej stronie identycznie ułożony jest rudy kolor. Futro na grzbiecie to kombinacja czerni, gdzie ciągnie się ona od głowy do karku, aż do pleców kocicy, gdzie nierównomiernie rozłożone są plamy. Czarnym plamom na grzbiecie towarzyszy rude futro, które wypełnia braki pomiędzy ciemniejszym kolorem. Gdzieniegdzie (na kolorze rudym) przedzierają się klasyczne pręgi o ciemniejszej, rdzawej barwie. Ogon w większości czarny, z niewielkimi rudymi akcentami, zakończony delikatnie bielą na końcu.
Prawe ucho natomiast, w trakcie szczurzej bójki podczas treningu, zaliczyło stratę; teraz na jego czubku widoczny jest ubytek przypominający literę V.
Smukły pysk przyozdobiony jest wibrysami oraz różowoczarnym nosem, nad którym widnieją oczy z heterochromią - lewe niebieskie, prawe o brązowej barwie, przechodzące w orzechowy odcień.
Specyficzna, być może w oczach niektórych kotów nawet i dziwna. Z jednej strony preferuje ciszę i własny zakątek w Zrośniętych Drzewach, woląc do nikogo się nie odzywać i zająć się własnym ogonem. Z drugiej jednak czasami z zazdrością patrzy na koty, którym z łatwością przychodzi nawiązywanie znajomości i prowadzenie rozmowy; sama Modliszka jest dosyć niezręczna w tej kwestii i często miewa problem z dobrym wypowiedzeniem się, lub chociażby powiedzeniem więcej, niż parę na szybko wyciągniętych z gardła słów. Nie jest dobra w drobne rozmowy, chociaż stara się, chociażby by nie sprawić przykrości rozmówcy. Dzięki treningom powoli otwiera się bardziej, a i zdania, które są przez szylkretkę wypowiadane, są dłuższe i lepiej złożone. W większości przypadków.
Mimo wszystko, jest kocicą łagodną, o przyjaznym usposobieniu; wykazuje zmartwienie innymi, gdy dotyka ich przykra sytuacja, lub gdy widzi, że ktoś może potrzebować pomocy... a nawet jeśli sytuacja nie zalicza się do żadnej z dwóch podanych opcji, wciąż wyciągnie pomocną łapę. Spokojna i opanowana, bardziej woli słuchać, niż mówić, zawsze przysiądzie, by stać się słuchaczem czy to długiej historii, lub chociażby krótkiej opowieści na temat tego, jak drugiemu kotu minął dzień.
Zainteresowana otaczającym ją światem i rzeczywistością, ambitna i chętna do nauki nowych rzeczy, czy to w kwestii praktycznej, czy teoretycznej.
O wczesnej porze zabrała Migocącą Łapę na trening, przekazała jej kolejną część wiedzy, sprawdziła, co już potrafi i nad czym będą musiały jeszcze popracować - przeszli przez tereny, pozwoliła dziecku Krokusowego Pląsu rozejrzeć się po wciąż nowej okolicy i zaznajomić się z nią...
A później przyszła pora na drugiego terminatora.
Tak, jak w przypadku Mieniak wiedziała, czego się spodziewać; tak o Popielatej Łapie nie miała pojęcia. Jak kocurek się zachowa? Będzie tym z porządniejszych uczniów, czy raczej nie? Nie żeby spodziewała się po dzieciach Śnieżnego Płatka lenistwa, ale mimo wszystko...
Siedziała u wyjścia z obozu, próbując utrzymać zrelaksowaną lecz pewną siebie postawę, wyczekując nowego podopiecznego. Za każdym razem, gdy myślała, że już się przyzwyczaja do roli mistrzyni... rzeczywistość udowadniała jej inaczej.
you'll be the saddestpart of me
a part ofme that will never bemine it's obvious tonight isgonna be theloneliest you're still theoxygeni breathe i see yourfacewhen iclose my eyes it's torturous tonightisgonna betheloneliest
Księżyce: 53
Mistrz: Rześka Pszczoła
Płeć: kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Śnieżny Płatek [npc]
Ojciec: ??? [npc]
Trwałe urazy: -1 Zr, -1 Sz na stałe
Urazy mechaniczne: -1Zr, -1Sz na stałe (powód: złamanie kości promieniowej)
czarny srebrny cętkowany; z białymi znaczeniami na tylnych łapach, brzuchu i brodzie; zielone oczy;
"Miał całkiem ładne, srebrzyste futerko i głupie oczka. Dla niej wyglądał zupełnie jak rybka, którą ktoś wyrzucił na brzeg." ~Pustynna Róża
trochę people pleaser, trochę idealna owieczka Śnieżnego Płatka, która bardzo chciałaby być wilkiem, ale nie ma ku temu predyspozycji
Roziskrzona Gwiazda, Traszkowy Grzbiet [KW], Wędrujące Światła [S]; Ruletka [P]
Popielata Łapa próbował zacząć dzień wraz ze wszystkimi innymi terminatorami, którzy skoro świt zaczęli szykować się do wyjścia na Koci Grzbiet. To wszystko było... dziwne. Kocurek czuł się jedynie biernym obserwatorem tych przygotowań, nie ich aktywnym uczestnikiem. Ale wraz z resztą się przeciągał, czyścił futerko z paprochów, poszedł do stosu zwierzyny.
Mistrzyni poleciła mu zjeść pożywne śniadanie, ale już teraz czuł jak mu się zaciska żołądek. Ostatecznie jego wybór padł na okrągłego wróbelka – liczył, że w czasie oskubywania go z burych piórek najdzie go głód. Większość terminatorów w tym czasie wyruszyła na Koci Grzbiet czy zajęła się swoimi sprawami, a Popielata Łapa skubał powoli kolejne piórka. I się zastanawiał. Nie znał Modliszkowego Zagajnika, nie potrafił ocenić czy zdaniem mamy Łabędzia Gwiazda dokonał dobrego wyboru, czy będzie niezadowolona (niby nie na samego Popiołka, ale wciąż nie chciał być częścią problemu). Pod wieczór odważył się wypytać nieco Wierzbowy Pęd i okazało się, że to jego córka. A co za tym idzie – również córka Rozbitej Tafli, przyjaciółki mamy. Więc chyba nie mogło być źle? Kolejne słowa rudego opiekuna rozmywały się w głowie terminatora skupionego już na własnych myślach. Teraz bardzo żałował, że nie słuchał uważniej.
Nim słońce dotarło do szczytu nieba, wmusił tego nieszczęsnego wróbelka. I nie potrafił się już niczym konkretnym zająć, więc pojawienie szylkretki przyjął z mieszaniną ulgi i nowej fali niepokoju. Przylizał znowu krótkie futerko, by sprawiać dobre wrażenie i ruszył do niej szybkim krokiem.
– Dzień dobry. – przywitał się cicho. Uh... odkaszlnął i dodał już głośniej. – Jestem gotowy.
In the { fullmoon's } light — I listen. to the stream— andin between the silence. . . . . . . . . . . .ˏˋ°•*⁀➷hear you callingme But I don't know whereI am. . . . . . . . . . . .and I don'ttrustwho I've been ╭────── · ☾ · ──────╮ And if I comehome . . . how will I everleave? ╰────── · ☾ · ──────╯
Księżyce: 61
Mistrz: Krokusowy Pląs †
Płeć: kotka
Matka: Rozbita Tafla [NPC]
Ojciec: Wierzbowy Pęd [NPC]
Trwałe urazy: ubytek w kształcie V na czubku prawego ucha
Modliszka już jako terminatorka jest zgrabnie wysoka, o długich łapach i dosyć smukłej budowie ciała. Gdy osiągnie swój końcowy wzrost, zdecydowanie górować będzie nad większością swojego rodzeństwa. Pełna wdzięku sylwetka kocicy pokryta jest długim, gładkim futrem.
Sierść zdominowana jest przez biel, przechodzącą od pyska (węższa struga pomiędzy oczami, rozszerza się na pysk) poprzez gardło i brzuch, w pełni obejmując kolorem wszystkie kończyny. Głowa obdarzona jest największą w kwestii całego ciała czarną plamą, która nachodzi od lewego ucha, do połowy policzka kotki - po drugiej stronie identycznie ułożony jest rudy kolor. Futro na grzbiecie to kombinacja czerni, gdzie ciągnie się ona od głowy do karku, aż do pleców kocicy, gdzie nierównomiernie rozłożone są plamy. Czarnym plamom na grzbiecie towarzyszy rude futro, które wypełnia braki pomiędzy ciemniejszym kolorem. Gdzieniegdzie (na kolorze rudym) przedzierają się klasyczne pręgi o ciemniejszej, rdzawej barwie. Ogon w większości czarny, z niewielkimi rudymi akcentami, zakończony delikatnie bielą na końcu.
Prawe ucho natomiast, w trakcie szczurzej bójki podczas treningu, zaliczyło stratę; teraz na jego czubku widoczny jest ubytek przypominający literę V.
Smukły pysk przyozdobiony jest wibrysami oraz różowoczarnym nosem, nad którym widnieją oczy z heterochromią - lewe niebieskie, prawe o brązowej barwie, przechodzące w orzechowy odcień.
Specyficzna, być może w oczach niektórych kotów nawet i dziwna. Z jednej strony preferuje ciszę i własny zakątek w Zrośniętych Drzewach, woląc do nikogo się nie odzywać i zająć się własnym ogonem. Z drugiej jednak czasami z zazdrością patrzy na koty, którym z łatwością przychodzi nawiązywanie znajomości i prowadzenie rozmowy; sama Modliszka jest dosyć niezręczna w tej kwestii i często miewa problem z dobrym wypowiedzeniem się, lub chociażby powiedzeniem więcej, niż parę na szybko wyciągniętych z gardła słów. Nie jest dobra w drobne rozmowy, chociaż stara się, chociażby by nie sprawić przykrości rozmówcy. Dzięki treningom powoli otwiera się bardziej, a i zdania, które są przez szylkretkę wypowiadane, są dłuższe i lepiej złożone. W większości przypadków.
Mimo wszystko, jest kocicą łagodną, o przyjaznym usposobieniu; wykazuje zmartwienie innymi, gdy dotyka ich przykra sytuacja, lub gdy widzi, że ktoś może potrzebować pomocy... a nawet jeśli sytuacja nie zalicza się do żadnej z dwóch podanych opcji, wciąż wyciągnie pomocną łapę. Spokojna i opanowana, bardziej woli słuchać, niż mówić, zawsze przysiądzie, by stać się słuchaczem czy to długiej historii, lub chociażby krótkiej opowieści na temat tego, jak drugiemu kotu minął dzień.
Zainteresowana otaczającym ją światem i rzeczywistością, ambitna i chętna do nauki nowych rzeczy, czy to w kwestii praktycznej, czy teoretycznej.
Hm, może powinna w jeden dzień zabierać na treningi Mieniak rano, a na drugi poranek zabierać Popiołka? Z początku wizja obu terminatorów jednego dnia, wyłącznie różniących się o jakiej porze wychodzą na Koci Grzbiet... Ah, będzie musiała to przemyśleć w przeciągu następnych wschodów słońca, dopytać obojga, co preferowaliby bardziej.
Czy przy każdym terminatorze będzie zawsze zastanawiać się i stresować się, jaki on jest? Czy jednak po pewnym czasie przyzwyczai się do takiego stanu rzeczy, a z każdym kolejnym terminatorem będzie coraz łatwiej, lżej? Ah, będzie potrzebowała... porozmawiać z Krokusowym Pląsem, może, może starsza kocica będzie wiedziała, co powiedzieć, co doradzić - tak naprawdę oprócz mistrzyni, w Klanie nie miała nikogo starszego, komu mogłaby zaufać w takiej kwestii, zapytać się, dopytać. Musi naprawdę poszerzyć swój krąg znajomych...
Zamyśliła się na tyle, że podniosła trójkolorową głowę dopiero w momencie, gdy wzrok dwukolorowych oczu napotkał chudą sylwetkę Popielatej Łapy.
- Dzień dobry, Popielata Łapo. - pierwsze cichsze słowa, a później już trochę głośniejsze, z lekka pokazały już Modliszce czego się spodziewać... jednak nie wysuwała jeszcze wniosków. - Chodź, przejdziemy się na Koci Grzbiet, pokażę ci tereny. - uśmiechnęła się do kocurka, wskazując ogonem, by szedł tuż obok niej i ruszyła poza wyjście z obozu. Za chwilę pogadanka, żeby sam nie wychodził, żeby trzymał się towarzystwa wojowników, jeśli będzie musiał już wyjść... Znowu będzie leżeć wieczorem w legowisku, zastanawiając się, czy nie jest zbyt nachalna, nadopiekuńcza.
- Jak minęła ci pierwsza noc w nowym legowisku? - zapytała najpierw, by powoli wprowadzić terminatora w trening. Za chwilę przejdą do konkretów, ale... Dobre relacje też były ważne, dowiedzieć się, jaki jest jej nowy podopieczny, czy nowa droga życia jest dla niego stresująca, czy jednak wzbudza mieszankę pozytywnych emocji.
you'll be the saddestpart of me
a part ofme that will never bemine it's obvious tonight isgonna be theloneliest you're still theoxygeni breathe i see yourfacewhen iclose my eyes it's torturous tonightisgonna betheloneliest
Księżyce: 53
Mistrz: Rześka Pszczoła
Płeć: kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Śnieżny Płatek [npc]
Ojciec: ??? [npc]
Trwałe urazy: -1 Zr, -1 Sz na stałe
Urazy mechaniczne: -1Zr, -1Sz na stałe (powód: złamanie kości promieniowej)
czarny srebrny cętkowany; z białymi znaczeniami na tylnych łapach, brzuchu i brodzie; zielone oczy;
"Miał całkiem ładne, srebrzyste futerko i głupie oczka. Dla niej wyglądał zupełnie jak rybka, którą ktoś wyrzucił na brzeg." ~Pustynna Róża
trochę people pleaser, trochę idealna owieczka Śnieżnego Płatka, która bardzo chciałaby być wilkiem, ale nie ma ku temu predyspozycji
Roziskrzona Gwiazda, Traszkowy Grzbiet [KW], Wędrujące Światła [S]; Ruletka [P]
Kiwnął łbem, nie wyrażając żadnych obiekcji co do przedstawionego planu i posłusznie ruszył zaraz obok nakrapianego boku. Kolejne pytanie... było mniej spodziewane niż kontrola poziomu wiedzy. Nie śpieszył się z odpowiedzią, chociaż trudno też oskarżać go o nadmierne ociąganie.
– Nie była zła. Trochę inna, bo każdy ma swoje legowisko i większość wstaje o świcie. Ale nie było źle. – opowiedział o swoich przeżyciach nim kątem oka skupił się na mistrzyni. Oby nie wpadły mu teraz żadne wystające korzenie pod łapki. – A twoja? W sensie pierwsza noc, gdy zostałaś terminatorką?
Dlaczego odbił pytanie w jej stronę? Ciężko określić, ale raczej nie z czystej grzeczności, jeśli sugerować się ciekawskim błyskiem w zielonych oczach. Może potrzebował po prostu odnieść swoje doświadczenia do innego kota. Porównać jakoś.
In the { fullmoon's } light — I listen. to the stream— andin between the silence. . . . . . . . . . . .ˏˋ°•*⁀➷hear you callingme But I don't know whereI am. . . . . . . . . . . .and I don'ttrustwho I've been ╭────── · ☾ · ──────╮ And if I comehome . . . how will I everleave? ╰────── · ☾ · ──────╯
Księżyce: 61
Mistrz: Krokusowy Pląs †
Płeć: kotka
Matka: Rozbita Tafla [NPC]
Ojciec: Wierzbowy Pęd [NPC]
Trwałe urazy: ubytek w kształcie V na czubku prawego ucha
Modliszka już jako terminatorka jest zgrabnie wysoka, o długich łapach i dosyć smukłej budowie ciała. Gdy osiągnie swój końcowy wzrost, zdecydowanie górować będzie nad większością swojego rodzeństwa. Pełna wdzięku sylwetka kocicy pokryta jest długim, gładkim futrem.
Sierść zdominowana jest przez biel, przechodzącą od pyska (węższa struga pomiędzy oczami, rozszerza się na pysk) poprzez gardło i brzuch, w pełni obejmując kolorem wszystkie kończyny. Głowa obdarzona jest największą w kwestii całego ciała czarną plamą, która nachodzi od lewego ucha, do połowy policzka kotki - po drugiej stronie identycznie ułożony jest rudy kolor. Futro na grzbiecie to kombinacja czerni, gdzie ciągnie się ona od głowy do karku, aż do pleców kocicy, gdzie nierównomiernie rozłożone są plamy. Czarnym plamom na grzbiecie towarzyszy rude futro, które wypełnia braki pomiędzy ciemniejszym kolorem. Gdzieniegdzie (na kolorze rudym) przedzierają się klasyczne pręgi o ciemniejszej, rdzawej barwie. Ogon w większości czarny, z niewielkimi rudymi akcentami, zakończony delikatnie bielą na końcu.
Prawe ucho natomiast, w trakcie szczurzej bójki podczas treningu, zaliczyło stratę; teraz na jego czubku widoczny jest ubytek przypominający literę V.
Smukły pysk przyozdobiony jest wibrysami oraz różowoczarnym nosem, nad którym widnieją oczy z heterochromią - lewe niebieskie, prawe o brązowej barwie, przechodzące w orzechowy odcień.
Specyficzna, być może w oczach niektórych kotów nawet i dziwna. Z jednej strony preferuje ciszę i własny zakątek w Zrośniętych Drzewach, woląc do nikogo się nie odzywać i zająć się własnym ogonem. Z drugiej jednak czasami z zazdrością patrzy na koty, którym z łatwością przychodzi nawiązywanie znajomości i prowadzenie rozmowy; sama Modliszka jest dosyć niezręczna w tej kwestii i często miewa problem z dobrym wypowiedzeniem się, lub chociażby powiedzeniem więcej, niż parę na szybko wyciągniętych z gardła słów. Nie jest dobra w drobne rozmowy, chociaż stara się, chociażby by nie sprawić przykrości rozmówcy. Dzięki treningom powoli otwiera się bardziej, a i zdania, które są przez szylkretkę wypowiadane, są dłuższe i lepiej złożone. W większości przypadków.
Mimo wszystko, jest kocicą łagodną, o przyjaznym usposobieniu; wykazuje zmartwienie innymi, gdy dotyka ich przykra sytuacja, lub gdy widzi, że ktoś może potrzebować pomocy... a nawet jeśli sytuacja nie zalicza się do żadnej z dwóch podanych opcji, wciąż wyciągnie pomocną łapę. Spokojna i opanowana, bardziej woli słuchać, niż mówić, zawsze przysiądzie, by stać się słuchaczem czy to długiej historii, lub chociażby krótkiej opowieści na temat tego, jak drugiemu kotu minął dzień.
Zainteresowana otaczającym ją światem i rzeczywistością, ambitna i chętna do nauki nowych rzeczy, czy to w kwestii praktycznej, czy teoretycznej.
Jak na syna Śnieżnego Płatka, kocurek był... całkiem przyjemny w obyciu. Nie pyskował (choć zresztą... też nie miał jeszcze na co), chociaż może mógłby palnąć Modliszce soczyste "A co cię to obchodzi?", gdy zapytała o pierwszą noc w nowym legowisku. Okej, zaczynała przesadzać... zdecydowanie odzywały się jej nerwy.
-Cieszę się w takim razie! Z czasem przyzwyczaisz się i będzie to po prostu część rutyny. - spojrzała w bok na terminatora, posyłając mu delikatny uśmiech. Nie było źle to prawie jak dobrze. W takim razie było lepiej, niż się spodziewała. Miała tylko nadzieję, że nie papla bezsensownie jakichś motywacyjnych tekstów, które nasuwały na jej język lekkie nerwy związane z prowadzeniem dwóch treningów na raz... No cóż, na razie Popiołek nie narzekał. - Moja była zdecydowanie gorsza, niż twoja. Stresowałam się do tego stopnia, że ledwo potrafiłam zasnąć, a na drugi dzień, gdy nadszedł trening, stresowałam się jak gdyby drapieżnik miał zaraz wyskoczyć i mnie pożreć! Dopiero gdy dowiedziałam się, że moja mistrzyni nie jest taka straszna, ani nie zje mnie za najmniejszy błąd... dopiero drugiej nocy zasnęłam ciutkę lepiej. - ah, ale się rozgadała, i to jeszcze nie na te tematy, na które powinna! No nic, może to przynajmniej sprawi, że między nią, a Popielatą Łapą wytworzy się więź, jaka istniała między mistrzem i jego terminatorem od księżycy.
Obserwowała cały czas otoczenie, poruszając nosem - teren wokół był czysty od drapieżników, spokojny; idealna atmosfera do nauki. Ciekawe, z iloma jeszcze terminatorami będzie wychodzić na Koci Grzbiet w ten sposób?
- Czy jest coś, o czym chciałbyś dowiedzieć się najpierw? - zapytała, dając wybór. Może Popiołek ma własny pomysł na trening? Wtedy z chęcią przyjmie jego inicjatywę. Jeśli nie... i tak zaczną od czegoś fajnego. Na pewno. - Łowienie ryb? Polowanie? Jeśli wolisz zacząć od czegoś z teorii, też nie ma. problemu, wszystko w swoim czasie. - może był typem kota, który jeszcze stresował się działać własnymi łapami i wolał prężyć swój umysł zagwostkami teoretycznymi? Modliszkowy Gaj nie miała problemu dopasować się do planów terminatora, w końcu trening miał być nie tylko obowiązkiem, ale też przyjemnością, zabawą... a nawet jeśli nie, to przynajmniej nie powinien stresować.
you'll be the saddestpart of me
a part ofme that will never bemine it's obvious tonight isgonna be theloneliest you're still theoxygeni breathe i see yourfacewhen iclose my eyes it's torturous tonightisgonna betheloneliest
Księżyce: 53
Mistrz: Rześka Pszczoła
Płeć: kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Śnieżny Płatek [npc]
Ojciec: ??? [npc]
Trwałe urazy: -1 Zr, -1 Sz na stałe
Urazy mechaniczne: -1Zr, -1Sz na stałe (powód: złamanie kości promieniowej)
czarny srebrny cętkowany; z białymi znaczeniami na tylnych łapach, brzuchu i brodzie; zielone oczy;
"Miał całkiem ładne, srebrzyste futerko i głupie oczka. Dla niej wyglądał zupełnie jak rybka, którą ktoś wyrzucił na brzeg." ~Pustynna Róża
trochę people pleaser, trochę idealna owieczka Śnieżnego Płatka, która bardzo chciałaby być wilkiem, ale nie ma ku temu predyspozycji
Roziskrzona Gwiazda, Traszkowy Grzbiet [KW], Wędrujące Światła [S]; Ruletka [P]
Kiwnął lekko łebkiem na jej zapewnienie. To brzmiało rozsądnie. Przyzwyczajenie się do zmiany. Ciemne uszka wystrzeliły do przodu z zainteresowaniem, gdy mistrzyni przyznała, że w jej przypadku pierwsza noc przebiegała gorzej. Wyciągnął lekko szyję, słuchając opowieści kotki. Zaskoczyła go, trzeba było przyznać. Jakoś tak... hm, nie znał jej na tyle by powiedzieć, że stres do niej nie pasował, więc to nie tak, że nie spodziewał się tego, bo zaburzało mu obraz szylkretki, ale... no właśnie. Nie znał jej. A spotkał się ze szczerym wyznaniem.
Spojrzał na temat z nowej perspektywy.
– Ja chyba... stresowałem się dzisiaj. Jak już wszyscy szli na trening, a ja czekałem i miałem dużo czasu by myśleć co będzie. – ośmielił się nieco. Nie jest to coś o czym wcześniej myślał, ale odwdzięczenie się swoim najbliższym przeżyciem brzmiało uczciwie. Szczególnie, że nie był jeszcze gotów odpuścić tematu, chciał go drążyć. – A kto był twoją mistrzynią? Jest, znaczy.
Popiołek miał mieszane odczucia względem świata poza obozem. Wizualnie zdawał się nie różnić od tego co kocurek dotychczas widział, nie odeszli zresztą jeszcze aż tak daleko chyba? Ale z każdym kolejnym krokiem coraz bardziej odczuwał otaczającą ich przestrzeń. Docierała do niego świadomość jaki był niewielki w porównaniu do świata. Przypominały mu się mrówki wędrujące przy Śpiącym Pniu. Czy one tak samo odczuwały obóz?
– Och. Chyba nie myślałem o tym. – przyznał z lekkim wstydem. Pytanie wzięło go z zaskoczenia. – Muszę nauczyć się wszystkiego, więc chyba... nie ma znaczenia w jakiej kolejności. Od czego ty zaczynałaś? Możemy od tego zacząć. – zaoferował niepewnie. Zaraz w srebrnej główce zabłysnęła kolejna myśl. – Albo polowanie? Przyda się chyba każdy kot do polowań. W tę porę.
In the { fullmoon's } light — I listen. to the stream— andin between the silence. . . . . . . . . . . .ˏˋ°•*⁀➷hear you callingme But I don't know whereI am. . . . . . . . . . . .and I don'ttrustwho I've been ╭────── · ☾ · ──────╮ And if I comehome . . . how will I everleave? ╰────── · ☾ · ──────╯
Księżyce: 61
Mistrz: Krokusowy Pląs †
Płeć: kotka
Matka: Rozbita Tafla [NPC]
Ojciec: Wierzbowy Pęd [NPC]
Trwałe urazy: ubytek w kształcie V na czubku prawego ucha
Modliszka już jako terminatorka jest zgrabnie wysoka, o długich łapach i dosyć smukłej budowie ciała. Gdy osiągnie swój końcowy wzrost, zdecydowanie górować będzie nad większością swojego rodzeństwa. Pełna wdzięku sylwetka kocicy pokryta jest długim, gładkim futrem.
Sierść zdominowana jest przez biel, przechodzącą od pyska (węższa struga pomiędzy oczami, rozszerza się na pysk) poprzez gardło i brzuch, w pełni obejmując kolorem wszystkie kończyny. Głowa obdarzona jest największą w kwestii całego ciała czarną plamą, która nachodzi od lewego ucha, do połowy policzka kotki - po drugiej stronie identycznie ułożony jest rudy kolor. Futro na grzbiecie to kombinacja czerni, gdzie ciągnie się ona od głowy do karku, aż do pleców kocicy, gdzie nierównomiernie rozłożone są plamy. Czarnym plamom na grzbiecie towarzyszy rude futro, które wypełnia braki pomiędzy ciemniejszym kolorem. Gdzieniegdzie (na kolorze rudym) przedzierają się klasyczne pręgi o ciemniejszej, rdzawej barwie. Ogon w większości czarny, z niewielkimi rudymi akcentami, zakończony delikatnie bielą na końcu.
Prawe ucho natomiast, w trakcie szczurzej bójki podczas treningu, zaliczyło stratę; teraz na jego czubku widoczny jest ubytek przypominający literę V.
Smukły pysk przyozdobiony jest wibrysami oraz różowoczarnym nosem, nad którym widnieją oczy z heterochromią - lewe niebieskie, prawe o brązowej barwie, przechodzące w orzechowy odcień.
Specyficzna, być może w oczach niektórych kotów nawet i dziwna. Z jednej strony preferuje ciszę i własny zakątek w Zrośniętych Drzewach, woląc do nikogo się nie odzywać i zająć się własnym ogonem. Z drugiej jednak czasami z zazdrością patrzy na koty, którym z łatwością przychodzi nawiązywanie znajomości i prowadzenie rozmowy; sama Modliszka jest dosyć niezręczna w tej kwestii i często miewa problem z dobrym wypowiedzeniem się, lub chociażby powiedzeniem więcej, niż parę na szybko wyciągniętych z gardła słów. Nie jest dobra w drobne rozmowy, chociaż stara się, chociażby by nie sprawić przykrości rozmówcy. Dzięki treningom powoli otwiera się bardziej, a i zdania, które są przez szylkretkę wypowiadane, są dłuższe i lepiej złożone. W większości przypadków.
Mimo wszystko, jest kocicą łagodną, o przyjaznym usposobieniu; wykazuje zmartwienie innymi, gdy dotyka ich przykra sytuacja, lub gdy widzi, że ktoś może potrzebować pomocy... a nawet jeśli sytuacja nie zalicza się do żadnej z dwóch podanych opcji, wciąż wyciągnie pomocną łapę. Spokojna i opanowana, bardziej woli słuchać, niż mówić, zawsze przysiądzie, by stać się słuchaczem czy to długiej historii, lub chociażby krótkiej opowieści na temat tego, jak drugiemu kotu minął dzień.
Zainteresowana otaczającym ją światem i rzeczywistością, ambitna i chętna do nauki nowych rzeczy, czy to w kwestii praktycznej, czy teoretycznej.
- I to całkowicie normalne! Nawet ci, którzy zaczynają treningi wcześnie o świcie, również są pochłonięci przez stres. Chyba taka już natura bycia terminatorem, to pierwsza większa zmiana w życiu kota, nie wspominając już o tak dużym wydarzeniu, jakim jest ceremonia... Nie jesteś jedyny, to mogę ci zapewnić. - kinęła głową Popiołkowi, gdy ten przyznał się, że dzisiaj dopadł go stres. To również dało Modliszce do myślenia; może powinna przenieść treningi syna Śnieżnego Płatka na wcześniejszą porę? W niedługim czasie trening Migocącej Łapy powinien zbliżać się ku końcowi, a samo dziecię Krokusowego Pląsu było przyzwyczajone do wizji treningów oraz nie ciążył nad nimi taki stres. Hmm... - Jeśli chcesz, możemy spotykać się wcześniej, a ja ułożę to wszystko z Migocącą Łapą. Jeśli to sprawiłoby, że czułbyś się mniej zestresowany, a miałbyś po treningu więcej czasu wolnego i nie martwiłaby cię już myśl, że gdy wstajesz, to masz świadomość treningu później i oczekiwanie stresuje cię jeszcze bardziej. Chcę, żeby trening był dla ciebie komfortowy. - może i powtarzała się, może i panikowała za bardzo, wciąż nieprzyzwyczajona do tak ważnej roli, jakim było szkolenie młodego pokolenia Klanu Rzeki. Obowiązku, który spoczywał na jej ramionach; od niej zależało, by jej podopieczni zdobyli odpowiednią wiedzę do zostania wojownikami... Ah, znowu zaczynała rozmyślać i się denerwować.
Zwilżyła pysk językiem - jeśli wieczorem wciąż zachowa swój głos, będzie w szoku. Mimo księżycy sprawowania rangi wojowniczki, wciąż nieprzyzwyczajona byłą do tego, ile musiała teraz mówić...
- Moja mistrzyni to Krokusowy Pląs... Możesz kojarzyć jej dzieci, przyszły na świat niedługo przed wami, chociaż ją samą też, dużo czasu spędzała w Chruśniaku. - odpowiedziała, nie wspominając o tragedii, która spotkała Krokus w dniu, który miał być jej najszczęśliwszym... Nie chciała wzbudzać w Popielatej Łapie ewentualnych lęków, czy też rujnować ich dzisiejszy nastrój. Chociaż z pewnością musiał o tym słyszeć, mając Śnieżny Płatek za matkę. Poczekała aż terminator skończy mówić, uśmiechając się delikatnie do niego, by rozwiać jego poczucie wstydu. Nie było czego się wstydzić, zwłaszcza nie przy Modliszkowym Gaju; była jednym z tych kotów, które miały pokłady cierpliwości godne kota na Srebrnej Skórce. - Mmm, jeśli dobrze pamiętam, również zaczęłam od polowania. Oczywiście, możemy od tego zacząć. Bardzo dobry wybór. - skinęła głową. To był dobry pomysł, a może przy okazji chwila praktyki po teorii pozwoli Popiołkowi bardziej się rozluźnić?
Machnęła puszystym ogonem, wskazując Popielatej Łapie, by szli dalej w kierunku Kociego Grzbietu.
- Zaczniemy od teorii, a później pozwolę ci się wykazać. - kolejny uśmiech, który być może był sposobem na ukrycie lekkich nerwów samej szylkretowej mistrzyni. - W polowaniu istnieje parę zasad, których należy przestrzegać, by łowy zakończyły się sukcesem. W zależności od rodzaju zwierzyny, twoje podejście będzie się różnić: główną zasadą jest "mysz cię wyczuje, królik usłyszy, a ptak zobaczy". Przy podchodzeniu ptactwa, należy pamiętać o chowaniu się, na przykład w trawie, krzaku, za drzewem, a jeśli ukrycie się nie jest możliwe, należy zamrzeć w bezruchu, by nie odstraszyć ptaków i nie zwrócić przy tym na siebie uwagi. W przypadku gryzoni, gadów, jak i też kretów, należy przenieść ciężar ciała na tylne łapy, by nie spłoszyć zwierzyny, a w kwestii królików lub zajęcy potrzebujesz wyciszyć swój oddech, by ich nie spłoszyć. - rozgadała się ponownie, a gdy skończyła, byli już praktycznie przy Kocim Grzbiecie; czekała na ewentualne pytania ze strony Popielatej Łapy. A jeśli nie będzie żadnych, przejdą powoli do pozycji łowieckiej, a następnie do pierwszego sprawdzianu dla syna Śnieżnego Płatka.
you'll be the saddestpart of me
a part ofme that will never bemine it's obvious tonight isgonna be theloneliest you're still theoxygeni breathe i see yourfacewhen iclose my eyes it's torturous tonightisgonna betheloneliest
Księżyce: 53
Mistrz: Rześka Pszczoła
Płeć: kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Śnieżny Płatek [npc]
Ojciec: ??? [npc]
Trwałe urazy: -1 Zr, -1 Sz na stałe
Urazy mechaniczne: -1Zr, -1Sz na stałe (powód: złamanie kości promieniowej)
czarny srebrny cętkowany; z białymi znaczeniami na tylnych łapach, brzuchu i brodzie; zielone oczy;
"Miał całkiem ładne, srebrzyste futerko i głupie oczka. Dla niej wyglądał zupełnie jak rybka, którą ktoś wyrzucił na brzeg." ~Pustynna Róża
trochę people pleaser, trochę idealna owieczka Śnieżnego Płatka, która bardzo chciałaby być wilkiem, ale nie ma ku temu predyspozycji
Roziskrzona Gwiazda, Traszkowy Grzbiet [KW], Wędrujące Światła [S]; Ruletka [P]
Pocieszające. Tak troszeczkę, dopóki z tyłu srebrnej głowy nie pojawiła się myśl, że istniały koty, które nie miały takich problemów. Najlepsza z pewnością nie stresowała się ani trochę. Nie rozmawiał z nią o tym, ale dałby sobie łapę odgryźć, że spała równie komfortowo co zawsze. To ona powinna być dla niego wzorem do doścignięcia... nawet jeśli inne zachowania też były normalne.
– Och, to miłe. – przyznał, nieco zaskoczony propozycją. Propozycją, którą był zmuszony odrzucić. – Ale ja się dostosuję. Nie trzeba zmieniać przeze mnie tyle... Migocąca Łapa pewnie też woli treningi z rana. Nie chcę być problemem.
Chciał wierzyć, że to pierwszy dzień był skazany na bycie takim. Nie mógł przecież nie jeść do końca treningu, inni jakoś jedli. Modliszkowy Gaj brzmiała jakby to była kwestia zmiany, nie treningu.
Pokiwał lekko głową. Tak, kojarzył Krokusowy Pląs i jej kocięta. Czasem im zazdrościł, gdy mieszkali razem w Chruśniaku, ale przerażony własnymi myślami, od razu starał się skupić na czymś innym. Jego mama była niesamowita przecież, godna podziwu, godna szacunku. Była zdecydowana i wiedziała czego chce. Popiołek nie wiedział czego chce, więc bardzo mu to pasowało. Nie zagłębiał się jednak w rozważania na temat Śnieżnego Płatka, bo kolejna informacja sprawiło, że na jasnej mordce pojawił się wątły uśmiech. Czyli dobrze wybrał. Zupełnym przypadkiem udało mu się zaoferować akurat to samo od czego zaczynała jego mistrzyni.
To teraz tylko nie przynieść wstydu.
Słuchał z uwagą teorii, powtarzając w głowie formułkę mysz cię wyczuje, królik usłyszy, a ptak zobaczy. I tak jak chciał wszystko rozumieć od razu, powiedzieć, że nie ma problemu, poradzi sobie i może już ruszać po piszczki w tym momencie, tak... ojej, trochę nie wszystkie informacje mu się układały w główce.
– Och, ummm... czemu przenieść ciężar na tylne łapy? W zasadzie było o wyczuwaniu...? – czuł, że się tym wygłupił. Co takiego mu umykało?? Ale kolejne pytanie było jeszcze gorsze i... jednak ugryzł się w język. Nie byli na terenach Klanu Wichru żeby polować na króliki i zające, prawda? Na pewno uda mu się prześlizgnąć bez zrozumienia jak się wycisza oddech.
In the { fullmoon's } light — I listen. to the stream— andin between the silence. . . . . . . . . . . .ˏˋ°•*⁀➷hear you callingme But I don't know whereI am. . . . . . . . . . . .and I don'ttrustwho I've been ╭────── · ☾ · ──────╮ And if I comehome . . . how will I everleave? ╰────── · ☾ · ──────╯
Dopiero co odbył z Białobrodym ożywioną — to jest, głównie ze strony wojownika — rozmowę na temat tego, co zadziało się podczas porannego patrolu. Wracając do Słonej Groty, Łabędź nie potrafił już przywołać w głowie szczegółów tego raportu; umysł miał jak pogrążony w gęstej mgle, a przedzieranie się przez nią wydawało się zajęciem tak wyczerpującym i bezcelowym, że nawet nie próbował w nie brnąć. Wyniósł to, co najważniejsze — nie wydarzyło się nic złego, oraz nic nie wymagało od niego pilnego działania. W zasadzie nie wymagało żadnego działania.
Może wolałby jakieś działanie od alternatywy, jaką było leżenie plackiem w legowisku. Co innego mu pozostawało? Jego umiejętności łowieckie przedstawiały sobą nieśmieszny żart. Miał niebezpodstawne wątpliwości, czy wróciłby przed zmrokiem, gdyby teraz wyszedł na wyznaczony przez samego siebie patrol. Jeśli ktoś miał jakąś sprawę, najpewniej trafiła ona bezpośrednio do Nocnego Szkwału, a krzątające się po Obozie koty miały lepsze rzeczy do roboty, niż zabawianie rozmową starca. Pozostawało czekać.
Zatrzymał się, widząc kręcącego się przy Słonej Grocie Popiołka. Nie pierwszy raz doświadczył widoku kota łazikującego w ten charakterystyczny sposób, dobrze wiedział, co to oznaczało. Podszedł bliżej, uśmiechając się lekko.
— Czekasz na kogoś? — zagaił z zainteresowaniem.
Może nawet z odrobiną desperackiej nadziei.
Księżyce: 53
Mistrz: Rześka Pszczoła
Płeć: kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Śnieżny Płatek [npc]
Ojciec: ??? [npc]
Trwałe urazy: -1 Zr, -1 Sz na stałe
Urazy mechaniczne: -1Zr, -1Sz na stałe (powód: złamanie kości promieniowej)
czarny srebrny cętkowany; z białymi znaczeniami na tylnych łapach, brzuchu i brodzie; zielone oczy;
"Miał całkiem ładne, srebrzyste futerko i głupie oczka. Dla niej wyglądał zupełnie jak rybka, którą ktoś wyrzucił na brzeg." ~Pustynna Róża
trochę people pleaser, trochę idealna owieczka Śnieżnego Płatka, która bardzo chciałaby być wilkiem, ale nie ma ku temu predyspozycji
Roziskrzona Gwiazda, Traszkowy Grzbiet [KW], Wędrujące Światła [S]; Ruletka [P]
Treningi z Rześką Pszczołą nie były złe. W pewien sposób była podobna do Modliszkowego Gaju. To znaczy, obie były takie... ciepłe? To chyba dobre słowo. Były miłe dla Popiołka i o wiele bardziej cierpliwe do jego błędów i niepewności niż na to zasługiwał. Łabędzia Gwiazda musiał wiedzieć co robi powierzając go w opiece szylkretce. Popielata Łapa powinien mu być za to dozgonnie więcej i nie zawracać ogona swoimi sprawami, skoro wychodził już normalnie na Koci Grzbiet i nie płakał co wieczór w mech. Nie miał żadnego powodu do narzekania, ale... ale miał z tyłu głowy ofertę przywódcy. Proponował przecież pomoc w powtórkach, a Popiołek był bardzo zmotywowany do nadrobienia straconego czasu. Chciał się wreszcie na coś przydać, coś osiągnąć, zostać kimś innym niż był dotychczas.
Stojąc przed wejściem do Słonej Groty zwątpił. Może jednak dostał palec, a teraz próbował odgryźć całą łapę. Ale przecież Łabędzia Gwiazda chyba by wspomniał, gdyby oferta nie była już aktualna? Och, ale Popiołek chyba powinien sam się tego domyślić, nie był już małym kociakiem. Ale nic nie szkodziło zapytać, najwyżej spotka się z odmową, prawda? O Gwiezdni, tak się skupił na sobie, że zapomniał o najważniejszym – przecież dopiero co umarła Rdzawa Wiewiórka, córka przywódcy, na pewno powtórki materiału z niezbyt obiecującym terminatorem były ostatnim czym chciał się zajmować teraz. Albo kiedykolwiek.
Zanim zdążył się zmyć, usłyszał obok siebie znajomy głos. A i tak podskoczył, zbyt gwałtownie wyrwany z własnej głowy.
– ... – żaden dźwięk nie wydobył się z zaskoczonego pyszczka, więc kiwnął twierdząco. – Tak, na ciebie. – wymsknęło mu się zanim zdążył przemyśleć sprawę i postawić na jakieś kłamstwo by się wykręcić. Może powinien więc postawić na szczerość. I zamiast wić się jak robak bez głowy, wić się jak robak w jednym kawałku. – Jeśli to nie problem, oczywiście. I jeśli masz czas, znaczy się. Jak nie to rozumiem. Ale ten. O te powtórki chciałem. Te z treningu. Ale jak coś to sobie pójdę. Przyjdę później, albo wcale. Jak będzie lepiej. – zarzekł się na sam koniec, licząc że to nie postawi go w aż tak egoistycznym świetle na jakie zasługiwał.
In the { fullmoon's } light — I listen. to the stream— andin between the silence. . . . . . . . . . . .ˏˋ°•*⁀➷hear you callingme But I don't know whereI am. . . . . . . . . . . .and I don'ttrustwho I've been ╭────── · ☾ · ──────╮ And if I comehome . . . how will I everleave? ╰────── · ☾ · ──────╯
Och, gdyby tylko Popielata Łapa wiedział, jaką przysługę właśnie wyświadczał Łabędziowi... Prawdopodobnie większą, niż samemu sobie tymi powtórkami z materiału. Jeżeli jednak to w gestii przywódcy leżało mu to uświadomić, to mieli mały problem, ponieważ on nie zamierzał odtrącać jedynej takiej okazji na odskocznię. Nie chciał, nie mógł sobie pozwolić na spędzenie resztki pozostałego mu życia na leżeniu i rozczulaniu się nad sobą, a to nie tak, że życie oferowało mu obecnie wiele alternatyw. Można więc powiedzieć, że łapał jelenia za rogi.
— Och, nie, nie, nie ma potrzeby przychodzić później... tym bardziej wcale... Tak się składa, że akurat mam wolne — powiedział, jakby to było wyjątkowe zrządzenie losu, a nie dominujący stan w jego grafiku. — Możemy zabrać się za to nawet teraz. Co cię interesuje, czego się tam uczysz z Rześką Pszczołą...? Kodeksu Wojownika?
Rangi odpadały; jasne, nawet starszemu terminatorowi wypadało odświeżyć sobie niektóre szczegóły, a imiona rządzących w pozostałych Klanach kotów bywały nie tylko kłopotliwe do zapamiętania, ale i zmienne, lecz to raczej bez problemu załatwiał ze swoją prawowitą mistrzynią. A to nie pozostawiało wielu tematów, w których Łabędź mógł wykazać się pomocą.
Księżyce: 53
Mistrz: Rześka Pszczoła
Płeć: kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Śnieżny Płatek [npc]
Ojciec: ??? [npc]
Trwałe urazy: -1 Zr, -1 Sz na stałe
Urazy mechaniczne: -1Zr, -1Sz na stałe (powód: złamanie kości promieniowej)
czarny srebrny cętkowany; z białymi znaczeniami na tylnych łapach, brzuchu i brodzie; zielone oczy;
"Miał całkiem ładne, srebrzyste futerko i głupie oczka. Dla niej wyglądał zupełnie jak rybka, którą ktoś wyrzucił na brzeg." ~Pustynna Róża
trochę people pleaser, trochę idealna owieczka Śnieżnego Płatka, która bardzo chciałaby być wilkiem, ale nie ma ku temu predyspozycji
Roziskrzona Gwiazda, Traszkowy Grzbiet [KW], Wędrujące Światła [S]; Ruletka [P]
Kto nie pyta ten błądzi. Albo w przypadku takich Popiołków – wije się zupełnie zbędnie. Odetchnął z ulgą na informację, że wcale nie przychodził w złą porę. Znaczy może wciąż miał cień wątpliwości czy nie powinien nalegać na to, że przyjdzie później (wcale), ale... mogło być gorzej. Tak. Nie miał jednak czasu na zagłębianie się w swoich myślach, bo Łabędzia Gwiazda już kontynuował temat. A nie wypadało go zostawiać bez odpowiedzi przecież.
– Tak, Kodeksu Wojownika. I historii Klanów. Znaczy nie było jej jeszcze, ale za kilka wschodów słońca mamy się nią zająć i Rześka Pszczoła powiedziała, że dobrze by było gdybym ją poznał sam wcześniej? Jeśli dam radę? Bo wtedy na treningu ją sobie powtórzymy i omówimy, a nie że pierwszy raz ją usłyszę dopiero. – objaśnił jakie zadanie dostał od wojowniczki do wykonania poza treningiem. Chociaż, tak po prawdzie, to nie to zadanie spędzało mu sen z powiek. I to nie dzięki zapewnieniom szylkretki, że nic się nie stanie jeśli mu się nie uda i od tego jest trening żeby na nim się uczyć, bo oczywiście że to nie miało dla niego żadnego znaczenia. Nie w momencie, gdy miał coś zrobić. To zawsze wiązało się z możliwością rozczarowania drugiej strony, nawet nieobowiązkowe.
– Ale mam też inny problem... – miauknął nieco ciszej, pozostawiając już tę kwestię losowi. Jeśli słuch starzejącego się przywódcy nie wychwyci tego komentarza, to ewidentnie Popielatej Łapie było dane poradzić sobie z tym samemu. Brzmiało uczciwie, nie zrzucał wszystkiego na kremowe barki chociaż.
In the { fullmoon's } light — I listen. to the stream— andin between the silence. . . . . . . . . . . .ˏˋ°•*⁀➷hear you callingme But I don't know whereI am. . . . . . . . . . . .and I don'ttrustwho I've been ╭────── · ☾ · ──────╮ And if I comehome . . . how will I everleave? ╰────── · ☾ · ──────╯
Ach, historia powstania Klanów, to było zadanie odpowiednie dla niego. Nie tylko z oczywistego względu znajomości tejże, ale przede wszystkim dlatego, że lubił opowiadać, dlatego nieważne z iloma kociętami czy terminatorami przechodził przez przygody Rzeki, Cienia, Wichru i Gromu, wciąż czerpał z tego taką samą przyjemność. A od legendy do Kodeksu Wojownika przecież krótka droga, mogli płynnie przejść z jednego do drugiego, gdyby tylko Popiołek wyraził taką chęć.
I już miał się tym swoim entuzjazmem podzielić, zaprosić kocurka do Słonej Groty, gdy do jego uszu dotarło coś jeszcze, naturalnie zaskarbiając sobie całą jego uwagę.
— Hmm? Jaki problem? — spytał możliwie delikatnie.
Księżyce: 53
Mistrz: Rześka Pszczoła
Płeć: kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Śnieżny Płatek [npc]
Ojciec: ??? [npc]
Trwałe urazy: -1 Zr, -1 Sz na stałe
Urazy mechaniczne: -1Zr, -1Sz na stałe (powód: złamanie kości promieniowej)
czarny srebrny cętkowany; z białymi znaczeniami na tylnych łapach, brzuchu i brodzie; zielone oczy;
"Miał całkiem ładne, srebrzyste futerko i głupie oczka. Dla niej wyglądał zupełnie jak rybka, którą ktoś wyrzucił na brzeg." ~Pustynna Róża
trochę people pleaser, trochę idealna owieczka Śnieżnego Płatka, która bardzo chciałaby być wilkiem, ale nie ma ku temu predyspozycji
Roziskrzona Gwiazda, Traszkowy Grzbiet [KW], Wędrujące Światła [S]; Ruletka [P]
Ach, to jednak taki los. W głębi serca Popielata Łapa był odrobinę zawiedziony, że teraz faktycznie musiał przyznawać się do swojego problemu, bo też nie wierzył w pełni, że uda się go rozwiązać. Może co najwyżej zostanie skonfrontowany z prawdą i wreszcie zmusi się do zaakceptowania prawdy, że nigdy nie będzie z niego dobry łowca. Obrońca też raczej nie, nauczyciel również mierny. Taki materiał na wojownika, że już losowa kępka mchu miała więcej zalet.
Ale też... może chociaż był ten cień szansy, że robił coś nie tak, jakiś mały błąd przez który mu wszystkie ryby uciekały. Może był zbyt zdesperowany i to wyczuwały. Może mimowolnie drżał i nie zauważał nawet tego. Nabrał powietrza w płuca.
– Booo... pamiętasz jak nauczyłeś mnie łowić ryby? I myślałem, że jakoś mi idzie. Ale potem był Połów Rozkwitu i... i nic nawet do mnie nie... – zamrugał szybko, bo przecież miał tylko zrelacjonować jak się sprawy miały, a nie rozklejać!! – Nic nie złapałem. Ani wtedy, ani później. Znaczy może czasem jakąś małą bystrzankę, którą się nawet kocię nie naje. I to w czasie, gdy inny terminator złapałby już kilka faktycznie dużych ryb! I no... nie wiem. Może robię coś nie tak jednak? Albo może ryby mnie nie lubią? To możliwe? Nie mają mnie za Rzeczniaka i nawet do mnie nie chcą podpływać?
In the { fullmoon's } light — I listen. to the stream— andin between the silence. . . . . . . . . . . .ˏˋ°•*⁀➷hear you callingme But I don't know whereI am. . . . . . . . . . . .and I don'ttrustwho I've been ╭────── · ☾ · ──────╮ And if I comehome . . . how will I everleave? ╰────── · ☾ · ──────╯
A więc to tego typu problem. Z jego perspektywy ulga, że nic groźniejszego — trochę ćwiczeń w towarzystwie doświadczonego wojownika i na pewno Popiołek stanie się przyzwoity w dziedzinie rybołówstwa, nie było czym się martwić... Jednak patrząc na samego zainteresowanego, sprawa była poważna. Ryby musiały nieźle dać mu w kość, skoro zaczęło się od Połowu Rozkwitu i utrzymywało do teraz, gdy było bliżej niż dalej kolejnej konkurencji.
— O, nie, tak być nie może — zapewnił z uśmiechem. — W drugą stronę to bardziej prawdopodobne — wyczuwają Rzeczniaka i wiedzą już, że nie ma żartów i lepiej się nie zbliżać, nie będą miały szans. Cóż, ryby wcale nie chcą dawać się tak łatwo łapać, czasami wystarczy niekorzystna pora dnia albo nieodpowiednia pogoda i nawet najbardziej wprawny łowca wróci z niczym... Ale pewnie jest coś, co dałoby się poprawić, żeby trochę pomóc szczęściu. To co, kierunek: rzeka? Zobaczymy, co tam z tymi rybami. Tylko czy nie zamarzniesz na kość, woda musi być lodowata... — zatroskał się. Niby zanurzenie łapy czy ogona to nie kąpiel z prawdziwego zdarzenia, ale chuda, krótkowłosa sylwetka kocura nie nastrajała optymistycznie.