Księżyce: 72
Mistrz: Oszroniony Patyk!!
Płeć: kocur
Matka: Śnieżny Płatek [NPC]
Ojciec: Warczące Gardło [NPC]
Trwałe urazy: rozległa blizna na lewym poliku, blizna po ugryzieniu na szyi (ta druga calkowicie zakryta futrem)
sporych rozmiarów, o długim, czekoladowym futrze, białe skarpetki na przednich łapach oraz drobne plamki na piersi, pyszczku, brodzie, czole i nad nosem, prawe oko zielone, lewe - niebieskie
Zgodnie z ich umową z dnia poprzedniego, Kasztan o świcie zjawił się u wyjścia z obozu. Czy był znacząco spokojniejszy, niż w dniu ceremonii? Niekoniecznie. Wiedział, że chce - i musi - jakoś powiedzieć terminatorowi, ale wynikało to raczej z poczucia, że tak wypada i świadomości, że będzie znacznie bardziej niezręcznie, jeżeli ten w którymś momencie dowie się od któregoś z klanowiczów, zamiast bezpośrednio od niego, niż uczucia więzi braterskiej...dość ciężko mu było o nią, kiedy jedynym, co czuł na ten moment, żeby ich łączyło, była połowicznie krew. Bo na pewno nie matka w emocjonalnym tego słowa znaczeniu.
Ale to nie dzisiaj. Jak najszybciej - owszem, ale niekoniecznie właśnie teraz. Dzisiaj po prostu potraktuje Lodową Łapę tak, jak zrobiłby to w przypadku dowolnego innego terminatora, i tej myśli się trzymał, siedząc przy wyjściu z obozu. Może robił z igły widły i będzie całkiem w porządku.
Czarno-biały dość wysoki, szczupły, ale nie za chudy kocur. Na pysku szeroka strzałka i żółte oczy. Biała kryza, brzuch, skarpetki i koniec ogona. Różowy nos. Układ znaczeń na jego ciele jest prawie symetryczny
Ambitny na swój sposób, a jednocześnie nieco leniwy i lekko zakompleksiony. Aktualnie przeżywa burzę hormonalną. Ma tendencje do zazdroszczenia innym różnych rzeczy i wdawania się w rywalizację. Poza tym całkiem przyjazny, z poczuciem humoru. Wraz z wiekiem osłabia się jego przywiązanie do matki.
Lodowa Łapa ledwo był w stanie zasnąć po ceremonii, ale gdy już mu się to udało, resztę nocy przespał głęboko, zmęczony emocjami wcześniejszego dnia. Jednak gdy pierwsze promienie słońca dotarły do jego powiek, obudził się podekscytowany i gotowy na pierwszy trening! Jeszcze nigdy tak szybko nie wstawał ze swojego legowiska... Szybko popędził na miejsce zbiórki, gdzie widział już czekającego na niego mistrza.
- Witaj, Kolczasty Kasztanie! - wyrzucił z siebie szybko pomiędzy przyśpieszonymi oddechami. Ogon drgał lekko nerwowo, bo jednak zupełnie nie wiedział, czego się spodziewać, ale oczy błyszczały z ekscytacją. - Zrobiłem tak jak mi wczoraj poradziłeś! To co robimy? - Przestąpił z nogi na nogę. Kątem oka jeszcze zerknął w stronę legowiska terminatorów, jak gdyby chciał dowiedzieć się, co słychać u rodzeństwa i dzieci Bzyczącej Muchy. Czy też już zaczynają? Kto zdąży nauczyć się więcej? Kompletnie nie był świadomy ani pokrewieństwa, jakie ich łączyło, ani tym bardziej wątpliwości, które pojawiały się w głębii umysłu Kolczastego Kasztana.
I can't say it's gonna get easier Every day fighting to keep hope alive(keep your head up my child) Through it all, you're never gonna walkalone I'll take every step, every fall by your side(keep your head up my child)
Księżyce: 72
Mistrz: Oszroniony Patyk!!
Płeć: kocur
Matka: Śnieżny Płatek [NPC]
Ojciec: Warczące Gardło [NPC]
Trwałe urazy: rozległa blizna na lewym poliku, blizna po ugryzieniu na szyi (ta druga calkowicie zakryta futrem)
sporych rozmiarów, o długim, czekoladowym futrze, białe skarpetki na przednich łapach oraz drobne plamki na piersi, pyszczku, brodzie, czole i nad nosem, prawe oko zielone, lewe - niebieskie
No i nie musiał długo czekać, bo już po chwili terminator pojawił się u jego boku. Ewidentnie nieco poddenerwowany (ale w stopniu który można chyba uznać za normę?), ale też przepełniony energią. Uśmiechnął się do niego, kiwając głową na przywitanie, po czym wstał i ruszył w stronę wyjścia. Jeśli Lodowa Łapa podążył za nim, wyszli na tereny, kierując się do Kociego Grzbietu. – Daję ci dzisiaj wolną łapę, więc jeśli coś konkretnego chodzi ci po głowie, to śmiało – odparł na pytanie Sopla. Nocny Szkwał na poprzedniej ceremonii polecał zaczęcie treningów od łowienia, ale jeden dzień wcześniej czy później niczego nie zmieni. A na pewno przyjemniej będzie zacząć od czegoś, co interesowało kocura najbardziej. – Wcześniej tylko musimy ustalić parę zasad, dobra? Część mogła ci się napatoczyć na uszy, bo Nocny Szkwał ogłosił je na przedostatniej ceremonii. Prosiłbym cię o nieopuszczanie samodzielnie obozu, dopóki nie przerobimy walki od deski do deski. Do tego czasu możesz wychodzić na patrole z wojownikami, na polowania oczywiście również z kimś starszym. A ode mnie: pomyślałem, że moglibyśmy się spotykać o świcie, na ten moment przy wyjściu z obozu. Gdybyś miał jakieś prośby, wątpliwości czy zażalenia, to mów o tym śmiało i otwarcie, nie tylko podczas treningu, ale również i poza. No i skoro o tym mowa - czy wszystko ci odpowiada, masz jakieś pytania?
Zasady dosyć podobne, choć bardziej rygorystyczne od tych, które na samym początku sprezentował Miodowej Kropli, ale tym razem narzucone odgórnie - więc jeśli Lodowej Łapie coś by w nich nie odpowiadało, mogło być ciężko o jakiekolwiek kompromisy.
Czarno-biały dość wysoki, szczupły, ale nie za chudy kocur. Na pysku szeroka strzałka i żółte oczy. Biała kryza, brzuch, skarpetki i koniec ogona. Różowy nos. Układ znaczeń na jego ciele jest prawie symetryczny
Ambitny na swój sposób, a jednocześnie nieco leniwy i lekko zakompleksiony. Aktualnie przeżywa burzę hormonalną. Ma tendencje do zazdroszczenia innym różnych rzeczy i wdawania się w rywalizację. Poza tym całkiem przyjazny, z poczuciem humoru. Wraz z wiekiem osłabia się jego przywiązanie do matki.
Szedł koło swojego mistrza, w duchu ekscytując się tą chwilą. Jest terminatorem i ma swojego mistrza! Idzie na swój pierwszy trening! Łapy miał lekko drżące, ale przepełniała go energia, co sprawiało, że prawie podskakiwał, gdy tylko napotykali nierówność terenu, większe gałązki albo kamień.
Tak, matka wiele razy im przypominała o zakazie wychodzenia z obozu. Nie mogła stracić obiecujących dzieci w tak głupi sposób... Wspominała też, że terminatorom również nie wolno samym wychodzić, póki nie nauczą się walczyć. To wtedy nieco ostudziło zapał kocurka, który rwał się do zwiedzania terenów kuszących go swym widokiem za każdym razem, gdy wychodził z kociarni. Może dlatego pozwolił sobie na w połowie prawdziwą, a w połowie symulowaną chorobę?
Wysłuchał zasad z nieco mniej zadowoloną miną, ale wciąż był pozytywnie nastawiony. Skinął łbem i zaczął intensywnie myśleć. Od czego by tu zacząć? Zakaz najszybciej z siebie zrzuci ucząc się walki... Z drugiej strony patrole i polowania z wojownikami brzmiały równie ciekawie jak samotne wędrówki po nieznanych ziemiach... Umiejętność polowania potrzebna jest na polowaniu ze starszymi, żeby być im w ogóle do czegoś potrzebnym. Kocurek nie mógł zdecydować się, czy poprosić najpierw o walkę, czy też o polowanie. Z drugiej strony, albo nawet i trzeciej, jakby umiał już walczyć, zrobiłby wrażenie na pozostałych terminatorach i na mamie! Poza tym polowania są od czasu do czasu, a chodzić po terenach można w każdej wolnej chwili. - To może nauczysz mnie dziś walczyć? Chcę być silnym wojownikiem i chronić klan! - Wypalił, nie do końca świadomy o co chodzi z tymi wszystkimi zagrożeniami. Nie do końca uważnie słuchał opowieści matki, myśląc wtedy, że jakoś sobie poradzi. Co jakiś czas było słychać pogłoski o kolejnych zaginięciach, a niektóre koty zdobyły ciekawe blizny, ale on nie miał w sobie poczucia, że takie coś może realnie spotkać właśnie jego.
I can't say it's gonna get easier Every day fighting to keep hope alive(keep your head up my child) Through it all, you're never gonna walkalone I'll take every step, every fall by your side(keep your head up my child)
Księżyce: 72
Mistrz: Oszroniony Patyk!!
Płeć: kocur
Matka: Śnieżny Płatek [NPC]
Ojciec: Warczące Gardło [NPC]
Trwałe urazy: rozległa blizna na lewym poliku, blizna po ugryzieniu na szyi (ta druga calkowicie zakryta futrem)
sporych rozmiarów, o długim, czekoladowym futrze, białe skarpetki na przednich łapach oraz drobne plamki na piersi, pyszczku, brodzie, czole i nad nosem, prawe oko zielone, lewe - niebieskie
Lodowa Łapa nie wyglądał na najszczęśliwszego z powodu narzuconych zasad...ale Kasztan niestety nie mógł na to zbyt dużo poradzić. Kocur skinął głową, co wojownik wziął za wystarczający znak, że ten się mimo wszystko na nie zgadzał. Taką miał nadzieję.
Czyli dzisiaj walka, no dobra, całkiem praktyczna sprawa. Im szybciej ją doszlifuje, tym szybciej będzie w stanie pozbyć się szeregu zakazów z nad głowy - bo nie zdziwiłby się ani trochę, gdyby to było jednym z głównych powodów takiego wyboru, poza zadeklarowanymi ambicjami...na które się uśmiechnął, choć po cichu zastanawiając się, czy aby na pewno są to jego własne, czy wtłoczone mu do głowy przez matkę. Oby to pierwsze, dla jego własnego dobra. – W porządku – machnął głową, zatrzymując się na przeciwko kocura. Akurat dotarli w okolice Kociego Grzbietu. – W takim razie powiedz mi - słyszałeś już co nieco o walce? W jakiej pozycji się ustawić, w co warto celować, a co chronić u siebie?
Podstawy podstaw, później będą mogli przejść do praktyki...w przeciwnym razie się po prostu zmachają.
Czarno-biały dość wysoki, szczupły, ale nie za chudy kocur. Na pysku szeroka strzałka i żółte oczy. Biała kryza, brzuch, skarpetki i koniec ogona. Różowy nos. Układ znaczeń na jego ciele jest prawie symetryczny
Ambitny na swój sposób, a jednocześnie nieco leniwy i lekko zakompleksiony. Aktualnie przeżywa burzę hormonalną. Ma tendencje do zazdroszczenia innym różnych rzeczy i wdawania się w rywalizację. Poza tym całkiem przyjazny, z poczuciem humoru. Wraz z wiekiem osłabia się jego przywiązanie do matki.
Przystanął, a z jego pyszczka wydobyło się mimowolne - Yyy.. - co szybko urwał, jak tylko zauważył ten odruch. Z nieco niepewną miną powiódł wzrokiem po ciele wojownika. Jak to tam szło? Jego mina nie była w tym momencie najbystrzejsza, zaraz jednak przypomniał sobie, jak w przeszłości musiał się przepychać do mleka matki, bo pozostali też walczyli o najlepszą miejscówkę! - Warto ustawić się tak, by mieć przewagę siły! Na przykład jak przeciwnik niezbyt stabilnie stoi to wepchnąć się na niego od boku i podrapać... yy... - Rozejrzał się szybko dookoła, czy nikt ich nie podgląda. Potem usiadł z lekko niemrawą miną. - Dobra, tak na prawdę to nie słuchałem zbyt uważnie. Źle się czułem, a mama trochę przynudzała... Nawet kocięcych nauk nie miałem, bo w tym czasie leżałem z katarem i umierałem z nudów! Tylko nie mów nikomu, że niewiele umiem! - Powiedział ze wstydem w głosie.
I can't say it's gonna get easier Every day fighting to keep hope alive(keep your head up my child) Through it all, you're never gonna walkalone I'll take every step, every fall by your side(keep your head up my child)
Księżyce: 72
Mistrz: Oszroniony Patyk!!
Płeć: kocur
Matka: Śnieżny Płatek [NPC]
Ojciec: Warczące Gardło [NPC]
Trwałe urazy: rozległa blizna na lewym poliku, blizna po ugryzieniu na szyi (ta druga calkowicie zakryta futrem)
sporych rozmiarów, o długim, czekoladowym futrze, białe skarpetki na przednich łapach oraz drobne plamki na piersi, pyszczku, brodzie, czole i nad nosem, prawe oko zielone, lewe - niebieskie
To, od czego zaczął terminator, nie było może do końca tym, co miał na myśli Kolczasty Kasztan, ale generalnie było poprawne. Machnął więc głową na potwierdzenie, czekając, czy ten ma coś jeszcze do dodania, a kiedy okazało się, że nie, miał zamiar po prostu dopowiedzieć resztę informacji...ten jednak najwyraźniej czuł potrzebę się tłumaczyć. – Nie masz się czego wstydzić, trening jest od tego, żeby wszystkiego się nauczyć. Mamy mnóstwo czasu. Zresztą, podczas choroby najważniejszy jest odpoczynek, a nie nauka – chciał pokrzepić nieco terminatora, mimowolnie czyniąc przy tym lekki przytyk w kierunku metod wychowawczych Śnieżnego Płatka. – Ale bez obaw, nic nikomu nie powiem – abstrahując od tego, komu w ogóle mógłby powiedzieć. No bo na pewno nie Śnieżnemu Płatkowi. – Najbardziej wrażliwe punkty to gardło, brzuch i oczy...a także cały pysk generalnie. Zwłaszcza jednak pierwsze dwa, bo często są śmiertelne; musisz ich więc bronić. Pomaga w tym już sama pozycja - lekko obniżona głowa, uszy przy czaszce i delikatnie ugięte łapy, które dodatkowo zapewniają ci lepszą równowagę. No i tak jak mówiłeś, trzeba wykorzystywać czyjeś słabe punkty, więc i w te same miejsca atakować przeciwnika. Masz do dyspozycji nie tylko kły i pazury, ale także i otoczenie - na przykład sypnięcie czymś w oczy przeciwnikowi może dać ci chwilową przewagę – ...a wracając jeszcze na moment do ambitnych planów o chronieniu klanu Lodowej Łapy... – i ostatnie, ale nie mniej ważne: pamiętaj, żeby nie rzucać się do walki ze zbyt silnym przeciwnikiem. Ucieczka nie jest powodem do wstydu, jeśli napotkasz na terenach drapieżnika jak psa czy lisa, najrozsądniejsze co możesz zrobić to wycofać się i jak najszybciej powiadomić kogoś o sytuacji.
To ostatnie uważał za szczególnie istotne biorąc pod uwagę, kto był rodzicem Sopla. Sól nie uciekła...pytanie, czy w ogóle próbowała, czy była wystarczająco zapatrzona w matkę, żeby nie poddać się nawet kosztem własnego życia. Tata uważał to drugie, Kasztan również skłaniał się ku tej opcji.
Ustawił się w opisanej wcześniej pozycji naprzeciwko ucznia. – Jeśli nie masz żadnych pytań, możesz mnie zaatakować. Tylko bez kłów i pazurów.
Czarno-biały dość wysoki, szczupły, ale nie za chudy kocur. Na pysku szeroka strzałka i żółte oczy. Biała kryza, brzuch, skarpetki i koniec ogona. Różowy nos. Układ znaczeń na jego ciele jest prawie symetryczny
Ambitny na swój sposób, a jednocześnie nieco leniwy i lekko zakompleksiony. Aktualnie przeżywa burzę hormonalną. Ma tendencje do zazdroszczenia innym różnych rzeczy i wdawania się w rywalizację. Poza tym całkiem przyjazny, z poczuciem humoru. Wraz z wiekiem osłabia się jego przywiązanie do matki.
Trochę się rozluźnił i wyraźnie mu ulżyło. Poczuł też nić sympatii łączącą go z mistrzem. Był zupełnie inny niż matka. Kocurek z uwagą wysłuchał nauki, starając się teraz już wszystko dobrze zapamiętać. Nie miał wyboru, bardzo szybko przeszli do praktyki, o czym miał się niedługo przekonać. Najpierw jeszcze padła dodatkowa uwaga, która na moment zastanowiła Lodową Łapę. Miałby uciekać przed czymś silnym? Nie brzmiało to jak coś, czym można się pochwalić przed innymi, jednak czuł, że mistrz ma rację. Wystarczyło spojrzeć, że był doświadczonym wojownikiem nadanym mu przez kota, który nie nadał Najlepszej imienia Najlepsza Łapa. Od wczorajszej ceremonii Sopel bardzo szanował wybory przywódcy.
-Rozumiem.. A często takie bestie odwiedzają nasze tereny? Mogą nam wejść do obozu? - Nie wiedział, czy to głupie, czy mądre pytanie, ale już tak się tym nie przejmował.
Przyszła pora na praktykę. Sopel przybrał postawę opisaną przez Kasztana, czyli schylił łeb, ugiął łapy i stulił uszy. Pilnując, by pazurki się nie wysunęły, skoczył w stronę mistrza i starał się łapką wcelować w jego oczy w taki sposób, by było to bezpieczne, ale by w miarę realnie wyglądało. Pierwszy ruch był trochę niepewny, jakby do końca nie mógł się zdecydować, jaki obrać cel.
I can't say it's gonna get easier Every day fighting to keep hope alive(keep your head up my child) Through it all, you're never gonna walkalone I'll take every step, every fall by your side(keep your head up my child)
Księżyce: 72
Mistrz: Oszroniony Patyk!!
Płeć: kocur
Matka: Śnieżny Płatek [NPC]
Ojciec: Warczące Gardło [NPC]
Trwałe urazy: rozległa blizna na lewym poliku, blizna po ugryzieniu na szyi (ta druga calkowicie zakryta futrem)
sporych rozmiarów, o długim, czekoladowym futrze, białe skarpetki na przednich łapach oraz drobne plamki na piersi, pyszczku, brodzie, czole i nad nosem, prawe oko zielone, lewe - niebieskie
– Nie wszystkie odwiedzają, bo niektóre po prostu mieszkają na naszych terenach, więc tak, nie jest ciężko na jakiegoś natrafić. Parę księżyców temu borsuk zabił naszego wojownika, Grzybowy Grzbiet. Moja siostra zginęła z łap innego kota na terenach – nie chciał nadmiernie nastraszyć Lodowej Łapy, w końcu nie o to w tym chodziło, ale...mimo wszystko była szansa, że z taką wiedzą pomyśli dwa razy zanim samotnie wpakuje się do walki. – Ale też nie każdy zaatakuje, o ile go sam nie sprowokujesz. O tym też ci później powiem. Natomiast nigdy nie słyszałem o przypadku drapieżnika w obozie. W nim jednak zawsze są jacyś wojownicy i terminatorzy, więc nawet gdyby jakiemuś się udało, myślę, że szybko zostałby powstrzymany.
Tego pierwszego ataku Kasztan postanowił nie unikać, by dać terminatorowi pole do popisu, sam nie pozostawał jednak dłużny. Chcąc wyrobić się, nim Sopel opuści przednią łapę, spróbował podciąć swoją własną tą drugą, stojącą dalej na ziemi.
Czarno-biały dość wysoki, szczupły, ale nie za chudy kocur. Na pysku szeroka strzałka i żółte oczy. Biała kryza, brzuch, skarpetki i koniec ogona. Różowy nos. Układ znaczeń na jego ciele jest prawie symetryczny
Ambitny na swój sposób, a jednocześnie nieco leniwy i lekko zakompleksiony. Aktualnie przeżywa burzę hormonalną. Ma tendencje do zazdroszczenia innym różnych rzeczy i wdawania się w rywalizację. Poza tym całkiem przyjazny, z poczuciem humoru. Wraz z wiekiem osłabia się jego przywiązanie do matki.
Na moment się zamyślił. Co by czuł, gdyby to jego siostra zginęła? Co prawda nie miał tak głębokich relacji z rodzeństwem, by nie móc bez nich żyć, ale jednak to wciąż były jego siostry. Mógł czasem na nie ponarzekać (raczej tylko w myślach), ale nie chciał żadnej stracić. - Współczuję straty siostry. Co to był za kot, jakiś włóczęga? - Odważył się dopytać, choć miał nadzieję, że mistrz nie posmutnieje od tego tematu.
Na kolejne słowa pokiwał głową. - Jak jakiś spróbuje wtargnąć to osobiście wydrapię mu oczy! - Miauknął bez zastanowienia, kierowany nagłym impulsem i pasją. Wydawało się, że na prawdę wierzył w swoje możliwości fizyczne.
Mimo to wciąż był zaskoczony celnością swojego ataku! Aż zerknął na Srebrną Skórkę z podziwem. Czy patrzyli na niego teraz? Być może dlatego w porę nie zauważył, że właśnie jego druga łapa jest skutecznie podcinana! Zachwiał się i zaczął łapać równowagę, przez chwilę całkowicie wytrącony z transu "walki"! Sapnął zaskoczony i czując przypływ adrenaliny, skoczył ku mistrzowi obiema przednimi łapami, ale tym razem pilnując stabilności pozostałych dwóch tylnych. Starał się naprzeć na jego lewy bok i w ten sposób powalić go na ziemię!
Rolling 1d10+1: 5 +1 = 6
I can't say it's gonna get easier Every day fighting to keep hope alive(keep your head up my child) Through it all, you're never gonna walkalone I'll take every step, every fall by your side(keep your head up my child)
Księżyce: 72
Mistrz: Oszroniony Patyk!!
Płeć: kocur
Matka: Śnieżny Płatek [NPC]
Ojciec: Warczące Gardło [NPC]
Trwałe urazy: rozległa blizna na lewym poliku, blizna po ugryzieniu na szyi (ta druga calkowicie zakryta futrem)
sporych rozmiarów, o długim, czekoladowym futrze, białe skarpetki na przednich łapach oraz drobne plamki na piersi, pyszczku, brodzie, czole i nad nosem, prawe oko zielone, lewe - niebieskie
– To była...bardziej skomplikowana sytuacja – odpowiada jedynie, nie udzielając Soplowi tak naprawdę żadnej nowej informacji. Niekoniecznie miał ochotę i w ogóle widział sens grzebania na treningu w nigdy nierozwiązanej do końca sprawie, ponieważ Blada Łapa po księżycach milczenia jak gdyby nigdy nic rozpłynął się w powietrzu. Co prawda utwierdziło to wojownika w przekonaniu o współudziale brata w morderstwie, jednak uniemożliwiło dowiedzenie się, co dokładnie miało w rzeczywistości miejsce. Tak samo jak nie znano głównego sprawcy. – Wierzę na słowo...ale mimo wszystko lepiej dla wszystkich będzie, jeśli nie będzie takiej konieczności – i oby słowa terminatora świadczyły jedynie o chęci obrony klanowiczów, a nie przecenianiu swoich obecnych umiejętności.
Rzeczywiście trafił w łapę terminatora, i choć ten się nie wywrócił, to mimo wszystko stracił na chwilę równowagę. Szybko jednak przystąpił do kolejnego ataku; ten nie przyniósł co prawda wyczekiwanego efektu, bo Kasztan zdążył się kawałek odsunąć i tym samym osłabić siłę uderzenia, ale właśnie - mimo wszystko Sopel w bok trafił. Wojownik natomiast postanowił wycelować łapą w nos kocura. Nie z całej siły, w końcu nie miał na celu poturbowania Lodowej Łapy na pierwszym dniu treningu, ale na tyle mocno, że trafienie nie byłoby najprzyjemniejsze.
Czarno-biały dość wysoki, szczupły, ale nie za chudy kocur. Na pysku szeroka strzałka i żółte oczy. Biała kryza, brzuch, skarpetki i koniec ogona. Różowy nos. Układ znaczeń na jego ciele jest prawie symetryczny
Ambitny na swój sposób, a jednocześnie nieco leniwy i lekko zakompleksiony. Aktualnie przeżywa burzę hormonalną. Ma tendencje do zazdroszczenia innym różnych rzeczy i wdawania się w rywalizację. Poza tym całkiem przyjazny, z poczuciem humoru. Wraz z wiekiem osłabia się jego przywiązanie do matki.
Odniósł wrażenie, że kocur nie miał ochoty rozwijać tematu. Szkoda, jednak nie naciskał, bo nawet on domyślał się, że był to bolesny temat. Może uda mu się kogoś innego dopytać. Trochę już lepiej rozumiał, dlaczego mistrz jak i inne koty tak poważnie podchodzą do niebezpieczeństw zagrażających im na zewnątrz. Mimo to jakoś trudno było mu uwierzyć, że któraś z tych nieszczęśliwych sytuacji mogłaby spotkać jego. Nic już nie powiedział, a jedynie zerkał zamyślony gdzieś w dal.
Jego atak był słabszy niż mu się wydawało, że będzie, w momencie gdy do niego przystępował. Parsknął z lekką frustracją, choć taką typową dla pokojowego sparingu, a nie prawdziwej walki. Także dlatego, że poczuł na nosie łapę mistrza. Starał się teraz namierzyć inny cel. Doskoczył do prawego barku Kolczastego Kasztana i zamarkował prawą łapą atak na bok szyi, tak jakby chciał go po niej podrapać. Oczywiście pazurki były cały czas schowane! Tym razem cały czas pilnował, by zachować równowagę w razie jakiegoś popchnięcia czy innej sztuczki. Łapy miał lekko ugięte, a ogon wspomagał utrzymywanie równowagi.
Rolling 1d10+1: 1 +1 = 2
I can't say it's gonna get easier Every day fighting to keep hope alive(keep your head up my child) Through it all, you're never gonna walkalone I'll take every step, every fall by your side(keep your head up my child)
Księżyce: 72
Mistrz: Oszroniony Patyk!!
Płeć: kocur
Matka: Śnieżny Płatek [NPC]
Ojciec: Warczące Gardło [NPC]
Trwałe urazy: rozległa blizna na lewym poliku, blizna po ugryzieniu na szyi (ta druga calkowicie zakryta futrem)
sporych rozmiarów, o długim, czekoladowym futrze, białe skarpetki na przednich łapach oraz drobne plamki na piersi, pyszczku, brodzie, czole i nad nosem, prawe oko zielone, lewe - niebieskie
Kasztan trafił w nos Lodowej Łapy nieco słabiej, niż na początku planował, jednak nie uważał, by miało to większe znaczenie. Sopel natomiast pomysł miał bardzo dobry, z wykonaniem... wyszło trochę gorzej. Łapa terminatora przeleciała tuż obok szyi Kolczastego Kasztana, ale nie muskając choćby kępki jego futra.
Sam wojownik zdecydował się na dość nietypowy kontratak, gdyż skoczył w stronę ogona czarnobiałego kocura planując przygnieść go obiema łapami do ziemi.
Czarno-biały dość wysoki, szczupły, ale nie za chudy kocur. Na pysku szeroka strzałka i żółte oczy. Biała kryza, brzuch, skarpetki i koniec ogona. Różowy nos. Układ znaczeń na jego ciele jest prawie symetryczny
Ambitny na swój sposób, a jednocześnie nieco leniwy i lekko zakompleksiony. Aktualnie przeżywa burzę hormonalną. Ma tendencje do zazdroszczenia innym różnych rzeczy i wdawania się w rywalizację. Poza tym całkiem przyjazny, z poczuciem humoru. Wraz z wiekiem osłabia się jego przywiązanie do matki.
Chyba opuściło go szczęście! Nie miał nawet czasu mocniej się rozczarować swoją porażką, bo już mistrz skakał ku jego ogonowi! O mało mu się nie udało, czarno-biały ogon ledwo wymsknął się wojownikowi i zafalował w powietrzu. Tymczasem Lodowa Łapa ponownie spróbował zyskać przewagę. Obrócił się przodem do mistrza i próbował szybko pacać go łapami po głowie i uszach. Nie wiedział, czy w prawdziwej walce byłby to dobry pomysł, ale jakoś tak poczuł, że tu może zyskać upragnioną przewagę. Choć sfrustrowany, jednocześnie był też podekscytowany swoim pierwszym sparingiem!
Rolling 1d10+1: 3 +1 = 4
I can't say it's gonna get easier Every day fighting to keep hope alive(keep your head up my child) Through it all, you're never gonna walkalone I'll take every step, every fall by your side(keep your head up my child)
Księżyce: 72
Mistrz: Oszroniony Patyk!!
Płeć: kocur
Matka: Śnieżny Płatek [NPC]
Ojciec: Warczące Gardło [NPC]
Trwałe urazy: rozległa blizna na lewym poliku, blizna po ugryzieniu na szyi (ta druga calkowicie zakryta futrem)
sporych rozmiarów, o długim, czekoladowym futrze, białe skarpetki na przednich łapach oraz drobne plamki na piersi, pyszczku, brodzie, czole i nad nosem, prawe oko zielone, lewe - niebieskie
Obydwu kocurom szczęście zdawało się nie dopisywać, bo niemalże skakali teraz wokół siebie...czarny ogon zwinnie umknął Kasztanowym łapom, czekoladowa głowa natomiast tym Soplowym. Licząc na to, że tym razem mu się uda - bo jednak wypadało w miarę dobrze wypaść na pierwszym treningu ze swoim terminatorem - wojownik skoczył w stronę lewego barku Lodowej Łapy, chcąc nie tyle co uderzyć, a bardziej go popchnąć obiema łapami. Może nawet wywrócić, jeśli użyje wystarczającej siły.