Księżyce: 93
Mistrz: Szafirkowy Pyłek, Głębinowy Minóg, Płotkowy Potok
Płeć: transpłciowy kocur
Matka: Trujący Kieł, Zbożowy Kłos
Trwałe urazy: Zboże jako rodzic; na lewej tylnej stopie ledwo widoczna blizna po zaplątanym drucie
Niewielki, długowłosy, kremowy klasycznie pręgowany kot z bielą. Bladozielone oczy. || pełny w kp
leniuszek i obibok, prędzej ucieknie od bójki niż da w pysk || pełny w kp
Kasztanowa Łapa (KW/nkt) || Kruczy Ogon/Gwiazda, Trujący Kieł i inni
Nie sądziłem, że Łabędź powierzy mi terminatora… właściwie kiedykolwiek. Myślałem całe życie, że tak, jak wojownikiem może zostać każdy, to jednak młodzików powinien szkolić ktoś bardziej… Dosłownie bardziej wszystko, niż ja. Jakby na potwierdzenie tego, jak dziwna była to decyzja, Łabędź przekazał mi ją, kiedy leżałem do góry brzuchem na Śpiącym Pniu, po całym dniu robienia dokładnie tego samego. W pierwszej chwili byłem pewien, że się przesłyszałem; ja, wnuk Ciemnej Mordki, miałem zająć się edukacją dziecka Śnieżnego Płatka? Na pewno? Czy przywódca aż tak źle mi życzył, żebym teraz miał zostać zaduszony we śnie czy utopiony na patrolu?
A tak w ogóle… Jak się trenuje terminatora?
Kojarzyłem mojego nowego podopiecznego mniej niż więcej, ale chyba udało mi się namierzyć odpowiedniego kota, kiedy wsadziłem głowę do legowiska terminatorów.
- Ty jesteś Łyskająca Łapa, nie? - zagadałem do szylkretowego wypłosza. Jeśli się pomyliłem, to będzie ubaw. - Podobno mam cię teraz trenować, to chodź, przejdziemy się.
Księżyce: 53
Mistrz: Piołunowy Pazur
Płeć: niebinarna (one/ich)
Matka: Śnieżny Płatek
Ojciec: -
Partner: -
Trwałe urazy: alergie, niewielkie, okrągłe blizny po wylizywaniu, -1zm podczas pory młodych liści, -2zm na 4 tury po kontakcie z pierzem
drobne, nieskie, czarne dymne szylkretki z odrobiną bieli i bladożółtymi oczami
Są świetnym obserwatorem, uważnie i krytycznie analizując i oceniając inne koty. Łuski są bystre, bardzo wręcz inteligentne, możnaby rzec, chociaż czasem dają się ponieść wrodzonej arogancji. Ich drobna postura, niski wzrost i wygląd przemoczonego, rannego kociaka nie przedzkadza im w ambitnym patrzeniu na swoje życie, kreowaniu w głowie planów i celów, które chciałyby osiągnąć. Trudno nazwać je realistą - trochę żyją w swojej własnej wizji siebie i rzeczywistości. Chciałyby być wielkimi manipulantkami które powodowałyby, że świat kładzie im się do stópek, ale to nie jest takie proste.
Bywają mocno niezaowolone i łatwo się irytują, złe na przeciwności losu który rzuca im kłody pod nogi. Przecież wszystko jest winą czegoś albo kogoś innego a nie ich, prawda? Nie są jednak tak zuchwałe, jak możnaby sądzić, starają się balansować na granicy, by swoim zachowaniem nie zaprzepaścić szans, które mogą wpaść im w łapki. Lubią być chwalone i doceniane, mają czasem problem z bezpośrednim podporządkowaniem się, jeśli nie widzą powodu by przyznać komuś rację. Są uparte i czasem aż gotuje się w nich krew by robić na przekór dla samego robienia na przekór, więc ich inteligencja musi walczyć by trzymać ego na smyczy.
Są jednak jeszcze bardzo młode, przez co trudno rzec jak ukrztałtuje je los. W końcu ich etap wchodzenia w życie dopiero się zaczyna.
Bratkowe Wzgórze, Okoniowa Łapa [KRz], Czerń [KC]
Łuski w tym momencie akurat pracowały nad swoim nowym legowiskiem. Nie było to proste zadanie, ale miały już w tym doświadczenie, i to spore, mimo młodego wieku. W końcu były dzieckiem Śnieżnego Płatka. Kocica dokładnie zadbała nie tylko o stan i zdrowie swojego dziecka, ale też o to, by Łuski były w stanie o siebie zadbać i bez starszych kotów które na nie chuchały. Nawet, jeśli nie miały bezpośrednich nauk jak reszta kociaków przez swoje uziemienie związane z alergiami, to były przetrenowane w innych aspektach życia.
Dlatego też zdążyły już zaprząc Słoneczną Plamkę do umycia im mchu w płynącej wodzie poza obozem, następnie przesuszyły go odpowiednio. Łuski za pomocą gałązek pozamiatały miejsce, w którym planowały urządzić sobie legowisko by pozbyć się kurzu jak i potencjalnych elementów pierza, w końcu inne koty często korzystały z piór i pierza by uczynić swoje legowiska bardziej miękkimi i komfortowymi. Piołunowy Pazur tak też zobaczył Łuski, z patykami w swoim malutkim pyszczku, jak zamiatały obok kupki sterylnego mchu na którym nie było ani grama błota, kurzu, piór, listków czy dosłownie czegokolwiek innego.
Terminator zmierzyły go uważnym, oceniającym wzrokiem, po czym odłożyły patyki, układając je równiótko ale i bardzo sprawnie koło swojego legowiska. Wokół mchu była ułożona otoczka z czystych otoczaków przyniesionych również przez jej pomocnicę Słoneczną Plamkę, których celem była dodatkowa ochrona legowiska przed zanieczyszczeniami. xxx- Nie spieszyłeś się. Zdążyłyśmy zrobić całe legowisko, a nie zajmuje to mało czasu - skomentowały. Kocur... był. Miał długie, kremowe futro i zielone oczy, nie był zbyt wielki i robił zdecydowanie mniej imponujące wrażenie od Łabędziej Gwiazdy albo Nocnego Szkwału. Poczuły lekkie rozczarowanie, że to nie przywódca albo zastępca zajęli się ich treningiem. Na pewno oboje byli bardzo kompetentni i zdecydowanie bliska relacja z nimi byłaby dla Łusek wygodna. xxx- Gdzie idziemy? - zapytały, podchodząc go kocura, zamierzając skierować się tam, gdzie zaprowadzi. Nie znały terenów Klanu Rzeki poza obozem, dlatego musiały zdać się na jego wiedzę. Najbardziej chciały zapoznać się z granicami Klanu, gdyż, w ich mniemaniu, była to najistotniejsza wiedza.
Oczywiście, Łuski zdążyły już odpowiednio zasięgnąć języka wśród kotów w Klanie i u swojej matki. Piołunowy Pazur, syn Trującego Kła i Zbożowego Kłosa, dwójki wojowniczek Klanu Rzeki. Wnuk jakiejś kocicy o imieniu Ciemna Mordka. Partnerka zastępcy była jego ciocią. Mistrzem był Głębinowy Minóg, szylkretowy kocur z postrzępionym futrem w nieładzie, którego widziała w obozie. Nie posiadał żadnych wybitnych osiągów, nie wyróżniał się z tłumu, Śnieżny Płatek miała o nim kiepskie zdanie. Nie miał jeszcze terminatora mimo swojego konkretnego wieku, Łuski były pierwszym, co znaczyło, że brak mu było oczekiwanego przez nie doświadczenia w prowadzeniu treningu. Ogólnie rzecz mówiąc, trochę rozczarowanie. Ale Łuski nie zamierzały się poddawać, może Piołunowy Pazur jeszcze wyjdzie na koty.
.
. . . . . . . Highachiever, don't you see?.............. ....Baby, nothing comes for ⌞free⌝ ╭───────────────────.⛧..─╮ ..They say I'm a control freak..
╰─..⛧.───────────────────╯ .....ᴅʀɪᴠᴇɴ ʙʏ ᴀ [GREED] ᴛᴏ [SUCCEED].....˗ˏˋ _ nobody can stop me _ ˎˊ˗
Księżyce: 93
Mistrz: Szafirkowy Pyłek, Głębinowy Minóg, Płotkowy Potok
Płeć: transpłciowy kocur
Matka: Trujący Kieł, Zbożowy Kłos
Trwałe urazy: Zboże jako rodzic; na lewej tylnej stopie ledwo widoczna blizna po zaplątanym drucie
Niewielki, długowłosy, kremowy klasycznie pręgowany kot z bielą. Bladozielone oczy. || pełny w kp
leniuszek i obibok, prędzej ucieknie od bójki niż da w pysk || pełny w kp
Kasztanowa Łapa (KW/nkt) || Kruczy Ogon/Gwiazda, Trujący Kieł i inni
Miałbym pewnie wiele do powiedzenia na kilka tematów, ale na szczęście, nie umiałem czytać w myślach. Nie wiedziałem, że ten skrawek futra aż tak źle o mnie myśli i nie wiedziałem, że stanowiłem aż tak wielki zawód. No, wypłoszku, o tobie też nie ma co opowiadać znajomym.
- Ty też nie - stwierdziłem, dając się wciągnąć w te przytyki jak głupie kocię. Gdzie był Kościste Wybrzeże teraz, kiedy wyostrzył mi się język? - Z zostaniem terminatorem, znaczy się. Ale skoro już tu jesteśmy, w takich a nie innych rolach, to może chociaż spróbujmy nie deptać sobie wzajemnie po ogonach i załatwić, co trzeba, możliwie bez problemu. Co ty na to?
Machnąłem końcówką ogona. Uczciwa propozycja, moim zdaniem. Nie każdego terminatora mógł trenować jakiś wysoko postawiony w klanie kot, ale każdy terminator miał potencjał skończyć trening sprawnie - wymagało to jednak współpracy między uczniem i mistrzem. Tak przynajmniej zakładałem, bo moja osobista droga do rangi była… długa. I wyboista. I w ogóle taka jakaś dziwna. Nie oznaczało to, że Łyskającą Łapę czekało to samo, ale podejście, z jakim się zderzyłem w tym momencie, wcale nie nastrajało mnie pozytywnie. Uh. Coś do przepracowania, pytanie tylko, czy przeze mnie i czy teraz.
- To zależy. Wolisz najpierw się przejść wzdłuż granic i porozmawiać o teorii, czy raczej interesuje cię łowienie ryb. Albo coś jeszcze innego. Słońce co prawda szybko ucieka w tej porze, ale coś zdążymy dzisiaj zrobić na pewno.
Miałem swoje preferencje wśród przedstawionych opcji, ale miałem wrażenie, że w przypadku treningów - w przeciwieństwie do reszty życia - co się odwlecze, to i tak będzie musiało być zrobione, więc można było spróbować chociaż załatwić to w miarę szybko i mieć z głowy. Skierowałem się w stronę wyjścia z obozu, bo cokolwiek byśmy dziś nie robili, na pewno nie będziemy siedzieć w tym bezpiecznym, acz zatłoczonym grajdołku. Siedząca dziś na straży przejścia Rześka Pszczoła pewnie miała nielichy ubaw, patrząc jak ja, wiecznie zakurzony i z resztkami pokruszonych liści w futrze, prowadzę nieskazitelnie i wręcz obsesyjnie czystą Łyskającą Łapę na pierwszą przechadzkę po terenach, akurat wyjątkowo zabłoconych tej Pory Nagich Drzew.
Księżyce: 53
Mistrz: Piołunowy Pazur
Płeć: niebinarna (one/ich)
Matka: Śnieżny Płatek
Ojciec: -
Partner: -
Trwałe urazy: alergie, niewielkie, okrągłe blizny po wylizywaniu, -1zm podczas pory młodych liści, -2zm na 4 tury po kontakcie z pierzem
drobne, nieskie, czarne dymne szylkretki z odrobiną bieli i bladożółtymi oczami
Są świetnym obserwatorem, uważnie i krytycznie analizując i oceniając inne koty. Łuski są bystre, bardzo wręcz inteligentne, możnaby rzec, chociaż czasem dają się ponieść wrodzonej arogancji. Ich drobna postura, niski wzrost i wygląd przemoczonego, rannego kociaka nie przedzkadza im w ambitnym patrzeniu na swoje życie, kreowaniu w głowie planów i celów, które chciałyby osiągnąć. Trudno nazwać je realistą - trochę żyją w swojej własnej wizji siebie i rzeczywistości. Chciałyby być wielkimi manipulantkami które powodowałyby, że świat kładzie im się do stópek, ale to nie jest takie proste.
Bywają mocno niezaowolone i łatwo się irytują, złe na przeciwności losu który rzuca im kłody pod nogi. Przecież wszystko jest winą czegoś albo kogoś innego a nie ich, prawda? Nie są jednak tak zuchwałe, jak możnaby sądzić, starają się balansować na granicy, by swoim zachowaniem nie zaprzepaścić szans, które mogą wpaść im w łapki. Lubią być chwalone i doceniane, mają czasem problem z bezpośrednim podporządkowaniem się, jeśli nie widzą powodu by przyznać komuś rację. Są uparte i czasem aż gotuje się w nich krew by robić na przekór dla samego robienia na przekór, więc ich inteligencja musi walczyć by trzymać ego na smyczy.
Są jednak jeszcze bardzo młode, przez co trudno rzec jak ukrztałtuje je los. W końcu ich etap wchodzenia w życie dopiero się zaczyna.
Bratkowe Wzgórze, Okoniowa Łapa [KRz], Czerń [KC]
Może stanowił wielki zawód, może mogło być gorzej. Łuski nie były typem który łatwo się poddaje i zamierzały pracować na tym, co mają, chożby miały siłą wyragiwać z Piołunowego Pazura informacje potrzebne im do skończenia treningu. xxx - Cóż, niektórzy mają zesłane im przez los problemy na swojej głowie. - skomentowały wypowiedź kocura - Na przykład dla mnie kontakt z niektórymi rzeczami może stanowić niebezpieczeństwo dla mojego zdrowia, a Łabędzia Gwiazda uznał moje zdrowie za najważniejsze. - To powinno zakończyć temat. Łuski zmrużyły oczy, w dalszym ciągu uważnie przyglądając się wojownikowi. Jak dużo wiedział na ich temat? Łuski były wybitnie drobne i chuderlawe, że nawet niski Piołunowy Pazur był wyższy od nich, ale nie przeszkadzało im to w patrzeniu na niego tak, jakby wcale tak nie było. xxx - Oczywiście. Na niczym mi tak nie zależy, jak na sprawnym zakończeniu mojego treningu - zdanie brzmiało jak ironia, ale w ich tonie nie było tej ironii ani grama. Wręcz przeciwnie, ich ton był śmiertelnie poważny. Można by się było nawet pokusić o stwierdzenie, że brzmiał odrobinkę jak jakaś forma ostrzeżenia - W możliwie solidny i dający jak najwięcej wiedzy sposób - ich ton złagodniał, niemal zaświergotały. xxx - Dostałyśmy już całkiem solidne wprowadzenie do historii Klanu od Łabędziej Gwiazdy, ale wciąż brakuje nam wiedzy z zakresu innych Klanowych teorii. Orientuję się w rangach, ale, na przykład Kodeks Wojownika z mojej perspektywy jest tematem który dobrze byłoby przyswoić możliwie szybko, by uniknąć jakichkolwiek negatywnych konsekwencji nieprzestrzegania go. Oraz chętnie poznam granice Klanu. Nie chcę przez przypadek wejsć tam, gdzie nie powinnyśmy - przedstawiły Piołunowemu Pazurowi swój plan pierwszego dnia treningu. Skoro on nie miał go ustalonego, to, żaden problem, Łuski mogły mu go rozpisać dokładnie i z podpunktami. W końcu miały dużo, dużo... DUŻO pytań.
.
. . . . . . . Highachiever, don't you see?.............. ....Baby, nothing comes for ⌞free⌝ ╭───────────────────.⛧..─╮ ..They say I'm a control freak..
╰─..⛧.───────────────────╯ .....ᴅʀɪᴠᴇɴ ʙʏ ᴀ [GREED] ᴛᴏ [SUCCEED].....˗ˏˋ _ nobody can stop me _ ˎˊ˗
Księżyce: 93
Mistrz: Szafirkowy Pyłek, Głębinowy Minóg, Płotkowy Potok
Płeć: transpłciowy kocur
Matka: Trujący Kieł, Zbożowy Kłos
Trwałe urazy: Zboże jako rodzic; na lewej tylnej stopie ledwo widoczna blizna po zaplątanym drucie
Niewielki, długowłosy, kremowy klasycznie pręgowany kot z bielą. Bladozielone oczy. || pełny w kp
leniuszek i obibok, prędzej ucieknie od bójki niż da w pysk || pełny w kp
Kasztanowa Łapa (KW/nkt) || Kruczy Ogon/Gwiazda, Trujący Kieł i inni
Odłożyłem zupełnie na bok temat tego, jakie kto ma problemy, tylko gdzieś w głowie czyniąc stosowną notatkę o jakichś rzeczach, z którymi szylkretowy wypłosz nie powinien mieć kontaktu. Oczywiście, że nie wiedziałem nic ponad to, bo miałem głęboko w nosie sprawy Śnieżnego Płatka i jej pociech. Wymaszerowaliśmy z obozu w akompaniamencie świergotania Łuski, którego starałem się słuchać, jednocześnie próbując podjąć decyzję, gdzie powinniśmy udać się najpierw.
Kładłem po sobie uszy z każdym kolejnym słowem Łyskającej Łapy; sprawnie? Solidny? Dający jak najwięcej wiedzy? Oj, nie widziałem tej współpracy w zbyt jasnych barwach, a jak tak dalej pójdzie, to za księżyc czy dwa dostanę informację z trzeciej łapy, że mój terminator właśnie idzie na trening pod okiem kogoś bardziej odpowiedzialnego. Ot, choćby… Kałuży, na przykład. Albo, przy odrobinie szczęścia, sam Nocny Szkwał by się pofatygował, skoro nie mieliśmy już Płotkowego Potoku na posterunku, gotowej wziąć pod swoje skrzydła chyba każdego. Westchnąłem ciężko, jak skazaniec, zatrzymując się w końcu.
- Dobra. To zaczniemy od granic, żeby przypadkiem nikt cię nie przyniósł do obozu w strzępach, bo jakiś gromiak będzie miał więcej siły w łapie niż rozumu. Podobno terminatorzy mają zakaz łażenia samopas po terenach, ale - szczerze powiedziawszy - póki nie napytasz sobie biedy i póki bierzesz za nią odpowiedzialność, to mi to rybka. - Wzruszyłem barkiem. Czy gdybym w zamierzchłych czasach stosował się do takich zakazów, to nigdy nie trafiłbym na osiedle? Pewnie tak. Czy zamierzałem z tego powodu zabraniać Łyskającej Łapie samodzielnej eksploracji? A gdzie tam.
- Teraz przejdziemy przez Łęgi, wzdłuż Grzmiącej Rzeki, aż do tamy, gdzie kończą się nasze tereny w tamtą stronę. A w międzyczasie… Możesz mi powiedzieć, co już o kodeksie wiesz. I czy masz jakieś pytania co do tego, co wiesz.
Chyba tak to powinno wyglądać, nie? Zacząłem ponownie maszerować, sprawdzając co jakiś czas, czy terminator jeszcze mi się nie zgubił, częściej jednak zerkając pod łapy, aby nie wleźć w najgorsze, najzimniejsze błoto.
Księżyce: 53
Mistrz: Piołunowy Pazur
Płeć: niebinarna (one/ich)
Matka: Śnieżny Płatek
Ojciec: -
Partner: -
Trwałe urazy: alergie, niewielkie, okrągłe blizny po wylizywaniu, -1zm podczas pory młodych liści, -2zm na 4 tury po kontakcie z pierzem
drobne, nieskie, czarne dymne szylkretki z odrobiną bieli i bladożółtymi oczami
Są świetnym obserwatorem, uważnie i krytycznie analizując i oceniając inne koty. Łuski są bystre, bardzo wręcz inteligentne, możnaby rzec, chociaż czasem dają się ponieść wrodzonej arogancji. Ich drobna postura, niski wzrost i wygląd przemoczonego, rannego kociaka nie przedzkadza im w ambitnym patrzeniu na swoje życie, kreowaniu w głowie planów i celów, które chciałyby osiągnąć. Trudno nazwać je realistą - trochę żyją w swojej własnej wizji siebie i rzeczywistości. Chciałyby być wielkimi manipulantkami które powodowałyby, że świat kładzie im się do stópek, ale to nie jest takie proste.
Bywają mocno niezaowolone i łatwo się irytują, złe na przeciwności losu który rzuca im kłody pod nogi. Przecież wszystko jest winą czegoś albo kogoś innego a nie ich, prawda? Nie są jednak tak zuchwałe, jak możnaby sądzić, starają się balansować na granicy, by swoim zachowaniem nie zaprzepaścić szans, które mogą wpaść im w łapki. Lubią być chwalone i doceniane, mają czasem problem z bezpośrednim podporządkowaniem się, jeśli nie widzą powodu by przyznać komuś rację. Są uparte i czasem aż gotuje się w nich krew by robić na przekór dla samego robienia na przekór, więc ich inteligencja musi walczyć by trzymać ego na smyczy.
Są jednak jeszcze bardzo młode, przez co trudno rzec jak ukrztałtuje je los. W końcu ich etap wchodzenia w życie dopiero się zaczyna.
Bratkowe Wzgórze, Okoniowa Łapa [KRz], Czerń [KC]
Idąc, zerknęły ukradkiem na Piołunowego Pazura, świdrując go uważnym wzrokiem. Możliwe, iż kocur powinien trochę bardziej zwracać uwagę na to, co przy nich mówi. Łuski zdawały sobie doskonale sprawę z zakazu opuszczania samotnie obozu który narzucił zastępca, Nocny Szkwał. Terminatorzy nie mogli wychodzić z obozu sami, o ile nie udowodnili swoich umiejętności walki, w celu ich własnego bezpieczeństwa. Łuski ZDECYDOWANIE żadnych umiejętności walki nikomu nie udowadniały, bo nigdy w swoim życiu na nikogo nawet łapy nie podniosły, ani nikt łapy nie podniósł na nie. I dobrze, bo Śnieżny Płatek zaraz by o czymś takim usłyszała.
Ale Łuski szybko wyciągnęły z tego kilka wniosków. Pierwszy, że Piołunowy Pazur niespecjalnie przejmuje się ich dobrostanem, a co za tym idzie, i życiem. Nie były jakoś szczególnie zdziwione, widząc jego podejście podczas tego ich pierwszego spotkania. A dwa, najprawdopodobniej nieszczególnie zależało mu na wytrenowaniu terminatora. Pewnie chciał trening odbębnić szybko, by pozbyć się problemu, ale jak ten trening się skończy i w jaki sposób pozbędzie się Łusek ze swojej głowy latało mu koło ogona. Ale cóż, Łuski były jak rzep. Albo raczej jak jakaś choroba weneryczna albo coś w tym guście. Były gotowe przenieść się do Jałowcowego Gąszczu i zrobić sobie legowisko koło Piołuna, jeśli miała zajść taka potrzeba, by im nigdzie nie uciekł.
Ale dał im również w ten sposób coś do łap. Jeśli zajdzie taka potrzeba, mogły to wykorzystać przeciwko niemu. Informacja w jak lekceważący sposób kocur podchodził do ich życia oraz do rozkazu zastępcy była cenna i Łuski nie zamierzały o tym zapomnieć, gotowe wspomnieć to przy odpowiednich mordkach. xxx - Zdaję sobie sprawę z tego, że Kodeks Wojownika to zbiór zasad które określają sposób w jaki powinny żyć Klanowe koty - zaczęły. Ich wiedza o Kodeksie nie była jakaś szczególnie rozbudowana, głównie zebrana z zasłyszanych w Klanie informacji - Znajduje się w nim wiele informacji, między innymi dotyczących tego, jakie obowiązki mają terminatorzy, kto i kiedy może zostać zastępcą czy też przywódcą, kogo w Klanie należy szanować w pierwszej kolejności oraz instrukcje dotyczące walki, polowania oraz obrony granic i Klanu. Chciałybyśmy jednak usłyszeć wszystkie punkty krok po kroku, tak, jak one faktycznie brzmią. Wtedy na pewno będę mieć stosowne do tego pytania lub wnioski - odpowiedziały Piołunowemu Pazurowi.
.
. . . . . . . Highachiever, don't you see?.............. ....Baby, nothing comes for ⌞free⌝ ╭───────────────────.⛧..─╮ ..They say I'm a control freak..
╰─..⛧.───────────────────╯ .....ᴅʀɪᴠᴇɴ ʙʏ ᴀ [GREED] ᴛᴏ [SUCCEED].....˗ˏˋ _ nobody can stop me _ ˎˊ˗
Księżyce: 93
Mistrz: Szafirkowy Pyłek, Głębinowy Minóg, Płotkowy Potok
Płeć: transpłciowy kocur
Matka: Trujący Kieł, Zbożowy Kłos
Trwałe urazy: Zboże jako rodzic; na lewej tylnej stopie ledwo widoczna blizna po zaplątanym drucie
Niewielki, długowłosy, kremowy klasycznie pręgowany kot z bielą. Bladozielone oczy. || pełny w kp
leniuszek i obibok, prędzej ucieknie od bójki niż da w pysk || pełny w kp
Kasztanowa Łapa (KW/nkt) || Kruczy Ogon/Gwiazda, Trujący Kieł i inni
No nie powiedziałbym, że zdawałem sobie sprawę z czegokolwiek, co Nocny Szkwał bredził na zebraniach klanu - głównie dlatego, że jakimś cudem udawało mi się większość z nich przeoczyć. Do tego ciężko było mi szanować naszego kochanego zastępcę, nie tylko ze względu na niesnaski między moją matką a jego ojcem, ale też z uwagi na to, że sam w sobie kocur miał chyba trzy kije pod ogonem. Nie wiedziałem, co Siniak w nim widzi, i nie zamierzałem pytać. Dla mojego własnego dobra.
Ale nie powiedziałbym też, że miałem w nosie to, co się stanie ze Łyskającą Łapą. Byłby przypał, gdyby się im umarło, zwłaszcza w jakiś głupi, możliwy do uniknięcia sposób, ale nie widziałem powodu, aby wykładać im sylaba po sylabie co mogą, a czego nie. Czy liczenie na ruszenie pstrokatym łbem było zbyt wielkim oczekiwaniem? Przy czym, tu trzeba przyznać, faktycznie nie zależało mi na trenowaniu kogokolwiek. Wręcz przeciwnie, gdybym mógł oddać kłopot komuś innemu, chętnie bym to zrobił, ale nie miałem serca aż tak wykorzystywać Jaśmina. Pozostało liczyć na to, że jeśli Łyskająca Łapa liczyły na szybki i sprawny trening, to same pójdą szukać go gdzieś indziej - nawet, jeśli wiązałoby się to ze skargą do Nocnego Szkwału.
Westchnąłem ciężko, patrząc z ukosa na terminatora. A może bym tak trochę pacnął łapą w ten suchy bok, ciekawe jak daleko by się przejechały po błocie…
- No dobra, więc kodeks. - Ponowne głębokie westchnięcie, jakby miało mnie to uchronić przed drogą przez mękę, jaką było recytowanie wszystkich punkcików. Nie wierzyłem, że Śnieżny Płatek nie recytowała kodeksu swoim dzieciom w ramach bajki na dobranoc, więc ciężko było odczytać prośbę jako cokolwiek innego niż czystą złośliwość terminatora. - Z tym, że jest tam wiele informacji to bym raczej nie przesadzał, zwłaszcza w kwestii wskazówek, bo o wiele więcej się dowiesz z praktyki i ćwiczeń niż z suchego klepania regułek. - Mógłbym się tu wysilić na jakieś bardziej lub mniej zawoalowane uwagi dotyczące kierowania się głównie kodeksem czy tym, co inni kazali robić, zamiast własnym rozumem. Mógłbym. Ale jak znałem matkę tej tu kupy kości, to nie miało to większego znaczenia, a tylko odbiłoby mi się nieprzyjemną czkawką. Znów westchnąłem.
- Przede wszystkim, pierwszy punkt nakazuje wojownikom bronić własnego klanu nawet kosztem własnego życia. Możesz rozmawiać z kotami z innych klanów, niektórzy powiedzieliby nawet, że to zdrowe, mieć różnorodnych znajomych, ale jeśli kiedyś przyjdzie co do czego, to nie możesz się zawahać przed rozoraniem przyjacielowi ryja.
Drugi punkt, również dotyczący innych klanów, zakazuje polowania czy nawet wchodzenia na tereny innego klanu. Jeśli zwierzyna ci ucieknie na drugą stronę granicy, to twoja strata, a jeśli będziesz ją tam gonić, to możesz stracić więcej niż tylko jakąś piszczkę. Może niekoniecznie życie, ale chociaż kawał skóry, jeżeli trafisz na kogoś w złym humorze.
Skoro o piszczkach mowa, starszyzna i kocięta mają pierwszeństwo przy jedzeniu i powinni być nakarmieni najpierw, jako najsłabsi członkowie klanu - to punkt trzeci.
Punkt czwarty ładnie się z nim łączy; terminatorzy nie mogą zjeść bez pozwolenia, póki sami nie zapolują, aby nakarmić starszyznę - oczywiście, jeśli potrafią już polować. Dlatego dobrze by było, gdyby udało nam się ogarnąć chociaż ryby w ciągu najbliższych dni, aby Płotkowy Potok mogła się wesoło turlać po obozie po zjedzeniu wszystkich najlepszych kąsków od całej armii terminatorów. - Uśmiechnąłem się pod nosem na taki obrazek. Dobry sposób na spędzenie końcówki życia, nie ma co.
- A jednocześnie, kodeks mówi, żeby zwierzynę zabijać tylko aby ją zjeść, a za każde udane polowanie podziękować gwiezdnemu klanowi. Nie chcemy przecież wyłapać wszystkich piszczków w okolicy, co nie. - Oblizałem nos. - Dobra, to pierwsze pięć punktów. Jakieś pytania póki co? - Oby nie oby nie oby nie.
Księżyce: 53
Mistrz: Piołunowy Pazur
Płeć: niebinarna (one/ich)
Matka: Śnieżny Płatek
Ojciec: -
Partner: -
Trwałe urazy: alergie, niewielkie, okrągłe blizny po wylizywaniu, -1zm podczas pory młodych liści, -2zm na 4 tury po kontakcie z pierzem
drobne, nieskie, czarne dymne szylkretki z odrobiną bieli i bladożółtymi oczami
Są świetnym obserwatorem, uważnie i krytycznie analizując i oceniając inne koty. Łuski są bystre, bardzo wręcz inteligentne, możnaby rzec, chociaż czasem dają się ponieść wrodzonej arogancji. Ich drobna postura, niski wzrost i wygląd przemoczonego, rannego kociaka nie przedzkadza im w ambitnym patrzeniu na swoje życie, kreowaniu w głowie planów i celów, które chciałyby osiągnąć. Trudno nazwać je realistą - trochę żyją w swojej własnej wizji siebie i rzeczywistości. Chciałyby być wielkimi manipulantkami które powodowałyby, że świat kładzie im się do stópek, ale to nie jest takie proste.
Bywają mocno niezaowolone i łatwo się irytują, złe na przeciwności losu który rzuca im kłody pod nogi. Przecież wszystko jest winą czegoś albo kogoś innego a nie ich, prawda? Nie są jednak tak zuchwałe, jak możnaby sądzić, starają się balansować na granicy, by swoim zachowaniem nie zaprzepaścić szans, które mogą wpaść im w łapki. Lubią być chwalone i doceniane, mają czasem problem z bezpośrednim podporządkowaniem się, jeśli nie widzą powodu by przyznać komuś rację. Są uparte i czasem aż gotuje się w nich krew by robić na przekór dla samego robienia na przekór, więc ich inteligencja musi walczyć by trzymać ego na smyczy.
Są jednak jeszcze bardzo młode, przez co trudno rzec jak ukrztałtuje je los. W końcu ich etap wchodzenia w życie dopiero się zaczyna.
Bratkowe Wzgórze, Okoniowa Łapa [KRz], Czerń [KC]
Czy Łuskom zależało na szybkim i sprawnym treningu? Jak najbardziej. Ale w pierwszej kolejności zależało im na treningu dokładnym. Nie wyobrażały sobie sytuacji, w której zostają wojownikiem a później wychodzą na jaw ich różnego rodzaju braki w wiedzy, które byłyby, oczywiście, winą mistrza a nie ich samych, bo Łuski siebie samych nie pdoejrzewały o jakiekolwiek braki w skrupulatności.
Piołunowy Pazur może i miał rację. Może i miał rację, że Łuski znają Kodeks Wojownika lepiej, niż dawały po sobie poznać, ze mają pewną większą wiedzę dotyczącą Klanowego życia, hierarchii i zasad wokół nich panujących, może i trochę go sprawdzały i trochę podpuszczały by mówił więcej, niż powiedziałby normalnie, gdyby Łuski tylko błysnęły swoją ponadprzeciętną wiedzą i wszystko wyłożyły za niego. Może. Łuski pewnie uśmiechnęłyby się pod nosem, gdyby znały myśli swojego mistrza, ale zamiast tego w dalszym ciągu truchtały obok niego ze nieco skwaszoną miną. xxx - Cóż tak wzdychasz, Piołunowy Pazurze, czyżbyś tak jak i ja miał jakieś ukryte problemy wpływające na twoje oddychanie? - smarknęły dosyć pogodnym tonem jak na temat o którym mówiły, jednocześnie przeciersjąc swój drobny, ciemny nos bokiem przedniej łąpy, zwracając uwagę iż jego smętne wzdychanie nie umknęło ich uwadze. Same również zaczęły powoli odczuwać efekty wyjścia z obozu, gdyż ich nos coraz widoczniej się zapychał. Na razie nic ich nie swędziało, przynajmniej o tyle dobrze, ale Łuski przewidywały, że niedługo mogło się to zmienić. Gorzej, że nie ufał Piołunowi na tyle, by wierzyć, że jeśli dostaną ataku, to kocur będzie wiedział jak im pomóc i będzie chciał im odpowiednio pomóc.
Gdy wojownik zaczął mówić o Kodeksie, terminatorki zamilkły, skupiając się w pełni na słowach starszego kocura, nie chcąc ominąć ani jednej informacji. Pierwszy punkt znały, było to coś, co faktycznie tłukła im do głowy Śnieżny Płatek, uznając to za glówną podwalinę klanowego życia i lojalności. I tutaj już Łuski zwróciły uwagę, że punkt nie brzmiał kropka w kropkę tak, jak przedstawiała im go matka. " Broń swego Klanu, nawet kosztem własnego życia. Możesz zawierać przyjaźnie poza Klanem, ale twoja lojalność musi pozostać przy własnym Klanie, kiedy pewnego dnia przyjdzie ci walczyć z przyjacielem", tak on brzmiał. Wojownik jednak, najwyraźniej, powiedział go własnymi słowami. Powodowało to, że Łuski nie dowiedziałyby się od niego w pełni jak ten punkt prawidłowo brzmi, gdyby akurat jego nie znały od Śnieżnego Płatka. Co też spowodowało, że w sercu Łusek zrodziła się dodatkowa gama wątpliwości i nieufności względem Piołunowego Pazura. Raz, drugi, trzeci można coś powiedzieć w swoich własnych słowach i to nie utraci na znaczeniu ani głębi, ale przy czwartym, piątym czy szóstym już może to swój sens utracić przez przedstawienie tego po swojemu. Jak teraz może ufać mu przy pozostałych punktach? Jak Piołunowy Pazur może im dać gwarancję, że punkty Kodeksu, które im przekazuje, są idealnie prawidłowe, tak, że Łuski mogłyby je wyrecytować w ten sam sposób, co recytowali je ich przodkowie? Zerknęły ukradkiem na kocura, uważnie śledząc jego mordkę. Nie wyglądał, jakby próbował je wrobić w niewiedzę. Czy to wynikało po prostu z jego własnego, lekceważącego podejścia? Najprawdopodobniej. A to nawet i gorzej. xxx - Piołunowy Pazurze - zaczęły niewinnym tonem - z tego, co pamietam z opowieści Śnieżnego Płatka, to pierwszy punkt kodeksu brzmi "Broń swego Klanu, nawet kosztem własnego życia. Możesz zawierać przyjaźnie poza Klanem, ale twoja lojalność musi pozostać przy własnym Klanie, kiedy pewnego dnia przyjdzie ci walczyć z przyjacielem." Matka zawsze przykładała do tego punktu bardzo dużą wagę, uznając go za jedną z podstaw zasad życia w Klanie. O ile sens jest generalnie zachowany, to brzmi on z leksza inaczej niż to, jak mi go przedstawiłeś - zauważyły Łuski, w dalszym ciągu nieprzyjemnie lekkim tonem - Czy byłaby możliwość, byś podał mi punkty, o których mówisz, dokładnie tak, jak powinny brzmieć? Chcę poznać Kodeks takim jakim go ustanowiono, nie taki, który już przeszedł przez czyjeś przemyślenia i opinie - Miały nadzieję, że wyraziły się dla mistrza odpowiednio zrozumiale i jasno. - Od tego też na pewno zależy, jakie będę mieć względem niego pytania - nie czy, a jakie.
.
. . . . . . . Highachiever, don't you see?.............. ....Baby, nothing comes for ⌞free⌝ ╭───────────────────.⛧..─╮ ..They say I'm a control freak..
╰─..⛧.───────────────────╯ .....ᴅʀɪᴠᴇɴ ʙʏ ᴀ [GREED] ᴛᴏ [SUCCEED].....˗ˏˋ _ nobody can stop me _ ˎˊ˗
Księżyce: 93
Mistrz: Szafirkowy Pyłek, Głębinowy Minóg, Płotkowy Potok
Płeć: transpłciowy kocur
Matka: Trujący Kieł, Zbożowy Kłos
Trwałe urazy: Zboże jako rodzic; na lewej tylnej stopie ledwo widoczna blizna po zaplątanym drucie
Niewielki, długowłosy, kremowy klasycznie pręgowany kot z bielą. Bladozielone oczy. || pełny w kp
leniuszek i obibok, prędzej ucieknie od bójki niż da w pysk || pełny w kp
Kasztanowa Łapa (KW/nkt) || Kruczy Ogon/Gwiazda, Trujący Kieł i inni
Zmrużyłem oczy, lekko kładąc uszy. Z każdym słodkim słowem sierść na karku jeżyła mi się coraz bardziej, a siła, z jaką zaciskałem szczęki, tylko rosła. Gdybym tylko wiedział, jakie przypadłości gryzły Łuski, pewnie celowo zareagowałbym wręcz przeciwnie, niż należało. Niestety, nikt nie uznał za stosowne poinstruowanie mnie, jak miałbym się zachować, jeśli wypłosz dostanie jakiegoś ataku.
Sam wypłosz, za to, uznał za jak najbardziej wskazane, aby zaleźć mi za skórę niczym drzazga w poduszkę łapy.
- Tak, robi mi się gorzej, gdy tylko ktoś próbuje robić ze mnie głupka - powiedziałem stanowczo. Byłem pewien, że mieliśmy umowę, że nie będziemy sobie deptać po ogonach. Zamiast tego Łuski postanowiły metaforycznie podstawić mi łapę i pociągnąć za wąsy. Trąciło to we mnie jakąś strunę, której istnienia nie byłem wcześniej świadomy. Też mogłem być upierdliwy, a co. Cała nadzieja na możliwie bezbolesne przejście przez cały ten cyrk ulotniła się już zupełnie. Patrzyłem na szylkretowego wypłosza twardym wzrokiem, tylko trochę starając się ukryć niechęć, którą teraz czułem.
- Z tego, co słyszę, to już go znasz, wręcz śpiewająco. Dokładnie tak, jak można oczekiwać po dziecku twojej matki. - Przedkładającej ponad wszystko recytowanie reguł zamiast faktycznego ich rozumienia. Stanąłem w miejscu. Skończyła się zabawa, nie pójdziemy dalej, póki sobie nie wyjaśnimy kilku rzeczy. Teraz ja czułem się jak dziecko mojej matki, i miałem tu na myśli tą, która nigdy nie dała sobą pomiatać. - Co myślisz, że robisz, hm? Tutaj, na treningu? Łabędzia Gwiazda ledwo cię mianował, ile, o pięć księżyców za późno? A ty od razu stwierdzasz, że najlepszym posunięciem będzie sprawdzanie twojego mistrza? - Zaśmiałem się. Krótko, bez cienia wesołości, zupełnie jak Trujący Kieł. Och, ona by się nie szczypała z tym mlekożłopem. - Niestety, zrobiły to już trzy koty przed tobą, każdy zdecydowanie bardziej kompetentny, niż ty, bardzo mi przykro, że nie miałaś wtedy w tej kwestii nic do gadania, tak samo jak teraz. Przywódca, którego słowo - jak pewnie matka ci mówiła - jest prawem, stwierdził, że poprowadzę ci trening. Jeśli ci to nie pasuje, zawsze możesz mu o tym wspomnieć. Śmiało. Wręcz nalegam.
Nie obawiałem się oceny Łabędzia, nie obawiałem się nawet niezadowolenia Nocnego Szkwału. Jeśli stwierdzą, że nie nadaję się do trenowania narybku klanu - tym lepiej dla mnie, naprawdę. Łyskająca Łapa ostro się przejedzie, jeśli myśli, iż odebranie podopiecznego byłoby dla mnie jakąkolwiek karą. Karą byłoby dalsze użeranie się z takim zasmarkanym mądralą, który myślał, że wszystko mu wolno, bo jego matka nakładła mu do głowy jakiejś rzecznej piany i wodorostów. Miałem więcej doświadczenia życiowego w małym palcu u tylnej łapy niż Łyskająca Łapa w całym ciele - inaczej bym przecież nie przeżył na osiedlu - ale tego nie zdobywało się samym recytowaniem kodeksu od początku do końca, w kółko.
- Ale jeśli chcesz kontynuować trening teraz, a nie po najbliższej ceremonii, to mi powiesz, jak powinny brzmieć punkty kodeksu, które twoim zdaniem nie były takie, jak być powinny. I każdy kolejny po nich. Aż do końca. I wtedy możemy pomówić o tym, jakie masz pytania. - A będzie ich pewnie dużo, jeśli Łyskająca Łapa potrafiły tylko bezmyślnie powtarzać treść kodeksu, jak niektóre kolorowe ptaki, o których słyszałem na osiedlu. Nie zamierzałem ruszać się z miejsca, póki szylkret nie podejmie jakiejś decyzji - jedziemy dalej, czy obraża się, bo przejrzałem te głupie gierki, i wraca do obozu, gdzie może sobie czekać na zmianę mistrza.