Czy rzeczywiście była to dojrzałość? Czy może jednak coś przeciwnego, skoro towarzyszyło Wiesiołkowi od najmłodszych księżyców? Kto wie, nie to było w tym momencie najważniejsze. I z pewnością nie było tym, nad czym zastanawiał się teraz sam terminator, starający się całym sobą skupić nad chłonięciem kolejnych punktów Kodeksu. - ...Właściwie chyba niestety nic nie słyszałem. - Odpowiedział po krótkim zastanowieniu nad tym, czy ktoś wspominał mu o Zgromadzeniu. Na pewno nikt nie mówił, że miałby na jakieś iść - czy żadne nie odbyło się w ostatnim czasie? A może po prostu nikt nie uznał za istotne, by mu o tym wspomnieć? Jeśli żadnego nie ma, czy to mogło oznaczać, że nie trwał rozejm? Bo jeśli było to coś wspomnianego w Kodeksie, to chyba warto było to organizować, gdy tylko istniała taka szansa.
xxxx- ...nic dziwnego, bo ja też znam je tylko z opowieści - posłałem mu krótki, delikatny uśmiech. Żadnego zgromadzenia nie było odkąd żyłem, niekiedy wydawało mi się, że to tylko jakaś historia dla kociąt, nie fakt, ale nie śmiałem podważać słów Nocnego Szkwału, a co gorsza - prawdziwości kodeksu wojownika. - Cztery Dęby to miejsce, gdzie spotykają się tereny wszystkich czterech klanów i są... niczyje. Drzew jest cztery, podobnie jak Klanów i to właśnie tam... odbywały się kiedyś zgromadzenia. Żadne... nie odbyło się, odkąd żyję, ale Łabędzia Gwiazda na pewno jakieś pamięta. Zgromadzenie to spotkanie w trakcie pełni księżyca, gdzie do Czterech Dębów idą grupy z każdych czterech Klanów - trójka klanowa, jeśli są w stanie, a także parę wojowników lub terminatorów, których wybiera przywódca. Trwa wtedy pokój, żaden kot nie ma prawa drugiego zaatakować. Nie wiem, co dokładnie robią na takim zgromadzeniu, słyszałem tylko, że... no, rozmawiają. Informują o sytuacjach w Klanach, i... i w ogóle. Zgromadzenie, jak mówi kodeks, odbywa się z woli przywódców i chyba... żaden od dawna nie czuł potrzeby, by się zobaczyć - wytłumaczyłem tyle, ile byłem w stanie. Ciężko opowiadało się o czymś, co sam znałem jedynie z historii.
Wydawało się to Wiesiołkowi nieco dziwne, że nikt nie zorganizował zgromadzenia aż tak długo, że nawet starsze koty, jak Ogniste Serce, mogły tego nie pamiętać. Brzmiało jak całkiem miła okazja, by poznać członków innych klanów i wymienić się informacjami, więc dlaczego przywódcy się na to nie decydowali? Może po prostu nie działo się nic na tyle istotnego, by wszyscy musieli o tym dyskutować? Wszystkie klany toczyły spokojne, pozbawione wielkich wydarzeń życie, więc nie było potrzeby, by zawracać głowy innym… To było chyba najlepsze wytłumaczenie, jakie potrafił wymyślić. Wszystkie inne brzmiały zdecydowanie bardziej niebezpiecznie. - Ale teraz… też trwa pokój, prawda? Nie było żadnych wojen między klanami w czasie od ostatniego zgromadzenia? - Upewnił się jeszcze, bo to w tej historii wydawało się najbardziej niepokojące. Bo to przecież nie tak, że teraz koty atakowały się na granicach? Wiedział, że nie, spotkał przecież kotkę z klanu Wichru i była bardzo miła. Więc chyba i inni tacy byli, a jeśli zdarzył się ktoś inny, to tylko pojedynczy przypadek. Tak przynajmniej starał się wierzyć.
xxxx- Nie, nie było żadnej wojny - miauknąłem. Nigdy nawet o żadnej nie słyszałem. Ciekaw byłem, czy Łabędzia Gwiazda o jakiejś słyszał, może jeszcze gdy był młody...? On był chyba najlepszym źródłem informacji, jeśli chodziło o to, co działo się kiedyś. Ale teraz nie - każdy Klan żył sobie swoim życiem, nie było powodów, by atakować siebie nawzajem.
Całe szczęście. Znaczy domyślał się, że nie ma żadnej wojny akurat w tym momencie, bo wtedy pewnie zdążyłby już o niej usłyszeć - ale równie dobrze, że o niczym takim Ogniste Serce nie słyszał podczas całego swojego życia. To oznaczało, że Zgromadzenia musiały nie być organizowane z jakichś innych, mniej strasznych powodów. Wciąż szkoda, że się nie odbywały, ale najważniejsze, że nie groziło im niebezpieczeństwo ze strony kotów za ich granicami. Skinął głową na odpowiedź Ognistego Serca, nie mając nic do dodania akurat do tego. - Mogę dalej słuchać Kodeksu. - Zapewnił, w tym momencie nie mając żadnych kolejnych pytań. Jeśli zostały im jeszcze jakieś punkty do nauczenia, warto było pewnie już do nich wrócić.
xxxx- Dobrze, to tak. Dwunaste brzmi: granice muszą być sprawdzane i oznakowane każdego dnia. Przegoń każdego, kto wkroczył na terytorium twojego Klanu - wyrecytowałem idealnie. Znałem go na pamięć, bo gdy byłem w jego wieku, uznałem sobie za punkt honoru nauczenie się go słowo w słowo, by nie zawieźć Nocnego Szkwału. - Pamiętaj, że... nikt spoza naszego Klanu nie może plątać się po terenach. Przegonienie nie zawsze oznacza użycie siły, ja zawsze... najpierw próbuje rozmawiać, wytłumaczyć, wiesz, tak spokojnie - nie znałem Wiesiołkowej Łapy i nie wiedziałem, czy ma tendencje do walki - niemniej, ja sam nie byłem jej fanem, dlatego... dlatego zachęcałem do rozmowy, w większości przypadków to właśnie dzięki niej dało się wszystko załatwić. xxxx- Trzynasty punkt mówi o tym, że nie możesz zostawić kocięcia w niebezpieczeństwie, nawet, jeśli jest z innego Klanu, lub jest samotnikiem. Chronimy najbardziej bezbronnych, zawsze. "Słowo przywódcy jest prawem" - to punkt czternasty. Nadążasz?
- Nie chciałbym nikogo atakować, jeśli to nie byłoby tak absolutnie konieczne… Jakby było, to broniłbym klanu, ale wolałbym, żeby jednak tak się nie stało. - Nie, jeśli chodzi o chęci do walki, to u Wiesiołka zdecydowanie nie było ich zbyt wiele, nie należało się martwić o to, czy przypadkiem nie zaatakuje jakiegoś bezbronnego kota. Wręcz przeciwnie, pewnie większy problem pojawiłby się, gdyby zrobienie tego było już konieczne.
Po tym mógł wrócić do słuchania kolejnych punktów Kodeksu. Rzeczywiście, było ich całkiem sporo - ale Wiesiołek starał się z całych sił, by zapamiętać każdy z nich. W końcu tego wymagało wojownikiem, więc musiał być w stanie to zrobić. - Tak, wszystko rozumiem. - Zapewnił swojego mistrza, przyjmując bez problemu każdą w wypowiedzianych zasad. Przecież to nie tak, że miałby jakiś wybór, Kodeks zesłany przez Gwiezdnych był absolutnie najważniejszy.
xxxxPosłałem mu bardzo delikatny uśmiech. Zgadzałem się z nim w tej kwestii w stu procentach i cieszyłem się, że na moje barki nie spadło wyzwanie przekonania go, że przemoc to nie najlepszy wybór w takich sytuacjach. W żadnych, tak w zasadzie. - Cieszę się. Zostały nam już... tylko dwa punkty. Jest tego dużo, wiem, będziemy to ćwiczyć... tak, żebyś pamiętał. Nie musisz go recytować całego już dzisiaj - miauknąłem. Na tym polegał trening - najpierw przerabiamy coś pierwszy raz, poznajemy coś, a potem to ćwiczymy. Tak było z każdą rzeczą, nigdy nie wymagałem od moich terminatorów zapamiętania wszystko co mówię za pierwszym razem, a już zwłaszcza, jeśli chodzi o kodeks wojownika. - Piętnasty punkt: "honorowy wojownik nie potrzebuje zabijać innych, by zwyciężyć swoje bitwy, jest to dozwolone jednak w obronie własnej lub jeśli koty są wyjęte spod kodeksu wojownika". To... myślę, że rozumiesz... no... i ten, szesnasty. Mówi o tym, że jako wojownik, członek klanu, odrzucasz wygodne życie pieszczoszka. Wiesz... kim są pieszczochy dwunogów, Wiesiołkowa Łapo?
Rozumiał to, nie chciał koniecznie zabijać kotów. I o ile robienie tego w samoobronie, czy też obronie innych klanowiczów wydawało się logiczne, to raczej nie zamierzał też tak po prostu pozbawiać innych życia tylko dlatego, że byli wyjęci spod Kodeksu. Pamiętał Chabra opowiadającego o tym, jak w przyszłości planuje wyruszać w podróże, by poznać tych żyjących poza klanami. Sam nie zamierzał raczej się oddalać, ale gdyby napotkał kogoś takiego, chyba wolałby opowiedzieć mu o Kodeksie, by ktoś taki również mógł zacząć żyć według zasad panujących w klanach.
O pieszczochach nie wiedział szczególnie dużo. Przede wszystkim to, że były to właśnie jedne z tych kotów, które nic nie wiedziały o tutejszych zasadach. - To takie koty, które mieszkają dość daleko stąd… na osiedlu dwunogów, razem z nimi, w ich legowiskach. Nie mają klanów, Kodeksu, nie polują, niektóre nawet nie wychodzą z tych miejsc, gdzie żyją. - Odpowiedział, szukając w pamięci wszystkich faktów o nich, które kiedyś zdołał usłyszeć. Teoretycznie nie brzmiało to, jakby robili cokolwiek złego. A jednak samym swoim istnieniem wprost łamali jeden z punktów Kodeksu - więc czy mógł być ktoś gorszy?
xxxxPokiwałem głową. - Największą różnicą między nami, a pieszczochami, jest to, że... oni nie ryzykują swoim życiem, by przeżyć. Pieszczochy potrafią żyć w zgodzie z dwunogami, ci nie robią ich krzywdy, zamiast tego dają im jedzenie pod nos, a koty żyją w ciepłych legowiskach i nie wychodzą za wiele na dwór. Nie troszczą się o nikogo, po prostu sobie... wygodnie żyją. Życie w Klanie to odwaga, Wiesiołkowa Łapo - jako taka, ale jednak. Nie uważałem się za odważnego kota, ale bądź co bądź nigdy nie pomyślałem nawet, by uciec na osiedle. Nawet wiedząc, że tam jest dobrze, bezpiecznie. - Odwagą jest wybrać życie w Klanie, gdzie musisz troszczyć się o innych, niekiedy podejmując ryzyko na uszkodzenia, lub nawet... śmierć. Jako pieszczoch nie musiałbyś tego przeżywać. Właśnie dlatego Kodeks Wojownika chwali postawę, w której nie uciekasz do ciepłego, bezpiecznego legowiska dwunogów - wytłumaczyłem, żeby nie było niejasności. - I chcę, byś zapamiętał, że... nie każdy dwunóg jest dobry. To prawda, że wielu jest takich, które karmią koty i je szanują, ale równie wiele jest takich, które porywają nas, krzywdzą... Często zdarza się, że ktoś znika z Klanu, a jego zapach miesza się... z zapachem dwunoga. Dlatego Grzmiąca Ścieżka jest tak bardzo niebezpieczna, a także inne tereny blisko dwunogów. Przez Grzmiącą Ścieżkę poruszają się potwory, to już samo w sobie jest niebezpieczne, a w środku nich siedzą właśnie dwunodzy. Zabierają koty od swoich domów, Klanów i rodzin i... i nie wiadomo, co dalej. Co się dzieje. Wiesz, przed Sennym Świtem Klan Rzeki miał dwóch medyków - Cisową Gałązkę i Rybołowi Lot. Oboje zostali porwani przez dwunogów, choć w różnym czasie. Z tym, że Cisowa Gałązka szybko wrócił, a Rybołowi Lot... nigdy. Nigdy... nie wiadomo. Jak będzie. Na kogo trafisz. Dlatego najlepiej omijać ich szerokim łukiem - nie chcę, żebyś zniknął mi tak, jak Czereśniowa, Liliowa i Kozia Łapa, Wiesiołkowa Łapo. Nie chcę znów przeżywać stresu poszukiwań, nie chcę tłumaczyć twojemu rodzicowi, że cię nie dopilnowałem. Naprawdę nie chcę.
Słuchał także tych słów swojego mistrza z jak największą uwagą. Nawet jeśli bie była to treść samego Kodeksu, to wciąż były to informacje bardzo istotne, do których z całego serca zamierzał się zastosować.
Grzmiąca Ścieżka brzmiała już wcześniej jak miejsce, do którego wolałby się nie zbliżać, a teraz jedynie uwierdził się w tym przekonaniu. Zresztą żadne dalekie wędrówki nie leżały zbytnio w kręgu zainteresowań Wiesiołka - ziemie należące do Rzeki póki co zdecydowanie mu wystarczały, raczej nic dalszego niż Cztery Dęby nie było mu potrzebne do szczęścia. - Będę uważać i nie wychodzić poza nasze granice. Nigdy nie chciałbym stąd odejść, nie zostawiłbym klanu. - Nie mógłby stąd zniknąć. Bo co w ogóle by się z nim stało, gdyby nawet tak wbrew swojej woli po prostu złamałby Kodeks? Jak mógłby żyć dalej z czymś takim, czy powrót do klanu mógłby w ogóle naprawić wcześniejszą sytuację? Wolał wierzyć, że tak, dla wszystkich kotów, które coś takiego kiedyś spotkało i chciałyby powrócić, ale jednocześnie… Trochę się bał, że wcale by tak nie było. Dlatego musiał uratować siebie i kogo tylko mógł przed takim losem.
xxxxPokiwałem głową. Ja też nie chciałem, by musiał odejść i zostawić Klan. Był mądry. Widziałem w nim inteligentnego wojownika, podobnie zresztą jak w przypadku Nadpływającej Łapy. Aż żal, że im obu zostały podcięte skrzydła w momencie, gdy dostali mnie za mistrza. Westchnąłem. xxxx- Dobrze... to... wszystko. Na dziś. Spotkajmy się za dwa wschody słońca, bliżej wieczora. Dam ci jeszcze znać - miauknąłem do niego. Nie był to najlepszy dzień treningowy o jakim mógł marzyć, to na pewno... ale miałem nadzieję, że nie będzie mi mieć tego za złe. Jeśli nie miał żadnych pytań, pożegnałem się cicho i zawlokłem się ponownie do nory, w której gniłem od jakiegoś czasu... miałem wrażenie, że bez końca.
- Dziękuję, Ogniste Serce. Do zobaczenia. - Odpowiedział na koniec, uśmiechając się lekko do wojownika. Nauczył się tego dnia wielu bardzo istotnych informacji, wiedział, że będzie powtarzać je wszystkie aś do następnego treningu. By wtedy być gotowym na każdą kolejną wiedzę, którą postanowi mu przekazać jego mistrz. Natomiast w tym momencie? Z pewnością mógł znaleźć inne ważne zajęcia, które musiał wykonać, takie jak wymiana mchu w legowiskach.
***
W ostatnim czasie trening nie był jedynym, o czym myślał Wiesiołek. Więc nawet jeśli Ogniste Serce przez jakichś czas nie był w stanie go prowadzić, terminator nie przejmował się tym faktem tak mocno, jak zrobiłby to wcześniej. Nawet jeśli powinien, zarówno po to, by nie zawodzić swojego klanu, jak i dlatego, że być może z jego mistrzem działo się coś złego i jego pomoc mogła okazać się konieczna. Niestety, prawda była taka, że z samym Wiesiołkiem też działo się akurat coś niezbyt dobrego, a skupienie się na tym, by to ukrywać, trochę przysłoniło mu inne cele.
Jednak teraz moment, by kontynuować trening rzeczywiście nadszedł i kocur był na to gotowy. Czy przynajmniej bardzo się starał, żeby na takiego właśnie wyglądać.
xxxxLedwie przyszedłem na Koci Grzbiet, gdy zaraz zza zarośli pojawił się Wiesiołkowa Łapa. Posłałem mu niewielki uśmiech, witając się krótkim skinieniem głowy. Ostatnimi czasy było lepiej - odkąd ruszył nam trening z Nadpływającą Ławicą, sam poczułem się nieco bardziej... żywy. Niestety, zebranie, na którym dowiedziałem się o okolicznościach śmierci mojej ukochanej sprawiły, że cały mój progres upadł łeb na szyje, a ja, mogłoby się wydawać, byłem w jeszcze gorszym stanie niż uprzednio. Teraz jednak było... znośnie. Poeta podarował mi rumianek, który sprawiał, że nieco się uspokajałem, a moje myśli były... czystsze, nie atakowały mnie z każdej strony. Rumianek pozwalał mi normalnie funkcjonować, choć czasem miałem wrażenie, że to działanie efektu placebo, a nie samego medykamentu. Niemniej czułem się po nim... lepiej, trochę lepiej. Obiecałem sobie, że będę go brać przed treningami, a także tylko w naprawdę krytycznych momentach. xxxx- Dobrze, Wiesiołkowa Łapo. Potrafisz mi powiedzieć coś o polowaniu? Jak wygląda w teorii?
Nadszedł wcześniej wyczekiwany przez niego dzień, polowanie. Właściwie wydawało mu się to w tym momencie lepszą opcją niż rozmawianie. Chyba łatwiej byłoby mu się skupić teraz na czymś takim, czymś, czym musiał się po prostu konkretnie zająć. I bał się, że rozmawiając z mistrzem zbyt długo, mógłby przez przypadek powiedzieć coś, czego mówić nie powinien. Bo musiało to pozostać sekretem między nim samym, a tamtym kocurem z granicy. - Trzeba… podkraść się do zwierzęcia. Uważać, żeby poruszać się cicho, ugiąć łapy i opuścić głowę niżej niż zwykle. I zwracać uwagę na wiatr, żeby piszczka nie mogła wyczuć, że ktoś się zbliża. - Odpowiadał powoli, przypominając sobie kolejne informacje, które kiedyś zdarzyło mu się usłyszeć. Może nie wiedział wszystkiego, ale przecież w ciągu swojego życia zdążył już czasami spytać rodziców, czy inne starsze koty o to, jak powinno się wykonywać obowiązki wojownika. Przecież pragnął się zająć tym wszystkim, a im szybciej by się tego nauczył, tym lepiej. Dlatego teraz, mimo wszystko, chyba nie było z jego poziomem wiedzy całkiem tragicznie.