Logo Artemidy
Trening Bystrej Łapy
#1
Było już popołudnie. Nie późne, co prawda, ale skończyło się już górowanie słońca i koty wracały z dzielenia języków do pracy. Ona swoją dopiero zaczynała. A przynajmniej spróbuje.
Nic nie powiedziała Bystrej Łapie na temat tego, gdzie i kiedy mają się dzisiaj spotkać. Właściwie nie powiedziała mu nic w ogóle. Trudno byłoby jej to zrobić, zważywszy na to, że tuż po ceremonii uciekła, bez chwili odpoczynku dobiegła niemal do Dzikiego Sadu, wykopała dziurę, schowała się w niej, poryczała się i tak została, podczas gdy słońce chyliło się już ku zachodowi. Kiedy wreszcie wróciła do obozu, było już na tyle późno, że nie wypadało jej tłuc się po legowisku i szukać terminatora – zresztą wisiał nad nią obowiązek czuwania w milczeniu. Chyba tylko to uratowało dzisiejsze spotkanie, bo siedząc na chłodzie, miała mnóstwo czasu na przemyślenia. Dlatego w chwili obecnej, wyrwana ze swojego rytmu okołodobowego i zmęczona przeżyciami, nie była wprawdzie w najlepszym stanie, ale i już nie bez żadnego planu. Musiała tylko znaleźć Bystrą Łapę.
Pierwszy punkt – legowisko terminatorów. Spojrzenie odruchowo powędrowało jej w stronę Skalistych Łapek, ale szybko odwróciła wzrok. Nie. To by dopiero było żałosne, gdyby zamiast szukać terminatora w najlepsze bawiła się jagodami. A nie potrzebowała już więcej wstydu. I tak była przekonana, że Bystra Łapa, kimkolwiek był pod swoim czarno-białym futrem, jest zawiedziony takim przydziałem mistrza. Ona na pewno by była.
Jeśli tam go nie znalazła, zajrzała jeszcze do kociarni, po czym zaczęła przetrząsać znane jej zaciszne zakątki obozu, przez cały czas z rosnącą desperacją błagając Gwiezdny Klan, żeby nie okazało się, że sfrustrowany mały wyszedł już na zewnątrz na własną łapę.
LVL 6 105 / 500
MedLVL 0 12 / 100
14
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
#2
Nie było co myśleć o tym, że Bystra Łapa się frustrował i gdzieś wychodził. Co najwięcej, chodziłby za starszyzną i to ich frustrował pytaniami o kodeks czy inne rzeczy, co się mu na treningu przydadzą... Bo wiadomo, chciałby dobrze wypaść. Nie robił też jednak tego, bo spędził czas na czekaniu na Dzik. Gdyby się wyminęli, byłoby dość słabo.
I dlatego znalazła go gdzieś między bieganiem po kociarni, bo czarno-biały nie był ani w legowisku terminatorów, ani w samej kociarni, a gdzieś przy stosie zwierzyny, który uznał za najlepszy i najłatwiejszy punkt do znalezienia kogoś. Nie przejmował się nazbyt jej zamieszaniem, uznał że po prostu się stresuje czy... coś.
- Haaalo? - zagadał, stając kawałeczek za nią, na wejściu do tegóż legowiska. Nie powiedział nic więcej, takie... nijakie przywitanie było chyba dostatecznie dobre. Przynajmniej się znaleźli.
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
11
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
1
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
#3
Odwróciła się jak oparzona na to zawołanie. Gwiezdny Klanie. Jakim cudem nie zauważyła go pośrodku obozu? Jeśli niewyspanie aż tak mieszało jej w głowie, dzisiejszy trening stawał pod dużym znakiem zapytania.
Krótko otaksowała go wzrokiem. Nie wyglądał, jakby miał ją zwyzywać albo pobić, ale wystarczająco wiele się naoglądała, żeby wiedzieć, że... nigdy nic nie wiadomo.
– Halo – powtórzyła bezwiednie – znaczy się... cześć. Jesteś gotowy na trening?
Wymęczone wczorajszym maratonem poduszki łap zapiekły. Ona nie była. Nie wiedziała nawet, czy dobrze to powiedziała – niby zwykłe słowa, a we własnym pysku wydawały jej się obcymi formułkami, które mogła jedynie próbować marnie naśladować. Ale przynajmniej już to zrobiła, już była o krok dalej. Jeśli Bystra Łapa nie będzie miał nic przeciwko, nie pozostawało im już nic innego, niż kierować się w stronę wyjścia z obozu.
LVL 6 105 / 500
MedLVL 0 12 / 100
14
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
#4
Zaśmiał się ciepło gdy ta mu odpowiedziała w ten sam sposób. Halo! To mają przywitanie. Nawet jak to zmieniła na zwykłe "cześć", pozostał pozytywny. Delikatnie machnął głową.
- Gotowy, gotowy... - powiedział spokojnie, zaraz głową delikatnie ruszając w tył, jakoby sygnalizował że mogą wyjść. - Matki nas zaraz wygonią. Albo co gorsza, zaprawią do roboty.
Powiedział lekko. Niezbyt się tym przejmował, ale szkoda na to tracić czas...
I nie tracili. Jako, że sama zaczęła się kierować do wyjścia z obozu, on jej dotrzymywał kroku.
- Dziki Czart... nigdy takiego imienia nie słyszałem. Czym są te czarty? - zagaił. Chyba nie będą tylko o nauce gadać!
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
11
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
1
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
#5
Zamrugała. Matki... Mrówczy Szlak by jej nie wyrzuciła. Tak pomyślała, ale zaraz przypomniała sobie o wczoraj – i wszystko stało się dużo mniej oczywiste, a postać przyjaciółki oddaliła na dwie długości drzewa. Skrzywiła się lekko, ale zaraz potrząsnęła głową z wymamrotanym "no dobra".
To chyba ona powinna go tu poganiać, jeśli ktoś już musiał, nie on ją, chociaż musiała w gruncie rzeczy przyznać mu rację. Nie poprawiało jej to nastroju, ale zasłużyła sobie. I tak nie było to w żadnym razie najgorsze, co mogłoby ją spotkać ze strony terminatora. Właściwie jak na razie, aż zaskakująco, był całkiem w porządku. Trochę dużo ruszał głową, ale to w niczym szczególnie nie przeszkadzało. W wyjściu z obozu na pewno nie.
I stało się. Ich łapy opuściły wyklepaną ziemię, trafiając zamiast tego na ścieżkę w gęstej trawie, trochę tylko pożółkłej ze względu na panującą porę. Rozejrzała się szybko i zamierzała zaciągnąć się porządnie ciepłym powietrzem – zamiast tego jednak położyła po sobie uszy, słysząc pierwsze zadane jej pytanie. Na które, jakżeby inaczej, nie znała odpowiedzi.
Spojrzała na niego, wahając się przez moment między kłamstwem a szczerością. Kompromitującą.
– Słyszałeś, co powiedziała Roziskrzona Gwiazda – wypośrodkowała w końcu, uciekając wzrokiem na łąkę. – To od ryb. A ty co, coś zrobiłeś specjalnego, że ci tak zmieniła, hm? – Znalazła sobie drogę ucieczki. Chociaż to nie tak, że wcale jej to nie interesowało, w końcu lepiej wiedzieć, jeśli miała mieć do czynienia z jakimś młodocianym geniuszem. Będzie wiedziała, żeby szybciej prosić przywódczynię o zmianę.
╭ Co my tu mamy?
Nasz majestatyczny, zapyziały grajdoł.
Jesteśmy tak nisko w łańcuchu pokarmowym, że to już podziemie ╮
〰 〰 〰 ๑ï 〰 〰 〰
≽(•⩊ •マ≼

Kopcie, robiąc największy gest
Nasze życie tunelem jest
O kopaniu śpiewamy dziś
Ma kopanie do przodu iść ─╮

╰─ Glina tu, mokry piasek tam
Wcale to nie przeszkadza nam
A kiedy koniec zaskoczy nas
    To kopiemy kolejny raz
Kop!    
LVL 6 105 / 500
MedLVL 0 12 / 100
14
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
#6
Nieco dziwna ta pierwsza reakcja, ale jak w każdym wypadku - nie reagował. Może ona była po prostu taka... no, w stresie. I nie Dęba interesem było tego rozstrzygać, nim nie będzie widział ku temu większych powodów. Nie znał jej, więc tym trudniej było mu zarzucać, że coś jest nie tak!
Na jej odpowiedź zareagował krótkim "mmmhm". Rozejrzał się na boki. Już po samej ceremonii wyszedł z Pies, pod sam obóz!, ale wiedział jak wygląda najbliższa okolica. Mimo to, nadal wszystko było świeże. Jej pytanie odbił szybko i bez zastanowienia.
- Absolutnie nic. Wręcz byłem zdziwiony, że tak wybrała - bo dęby nie były bystre, jak pomyślała sobie ostatnio Pies. - Może miała wyjątkowo dobry dzień na wymyślne imiona... Chociaż Bystry Dąb będzie brzmiało, co najwyżej, niezwykle głupio... wbrew samemu bystremu.
Zaśmiał się lekko. Bystry Dąb... okropnie słabe imię!
- Słyszałem wczoraj też o piszczkach. Ciekawe, nie sądzisz? - pociągnął jeszcze. Skoro była mowa o ceremonii, nie miał zamiaru odpuszczać nazbyt szybko. Szczególnie, że on - w odróżnieniu od niej - nie miał z tym dniem żadnych skojarzeń. Ot, dzień jak każdy inny, nieco ważniejszy... i tyle.
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
11
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
1
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
#7
Przyłączyła się do niego – nie śmiechem, a parsknięciem przez nos, ale to zawsze było coś.
– Możemy iść i spytać razem – powiedziała bez namysłu. Byli w podobnej sytuacji, chociaż dla jej kolejnych imion dało się znaleźć jakieś uzasadnienie. Tym razem było po prostu mętne. Przyszło jej do głowy, że "bystry" mogło odnosić się i do wody, chociaż nadal nie wyjaśniało to wyboru Roziskrzonej Gwiazdy i nie powiedziała tego na głos.
Kiedy sytuacja wydawała się już załagodzona, nadeszła kolejna fala.
On słyszał. Ona też powinna? Usilnie starała się przypomnieć sobie końcówkę ceremonii, ale obrazy rozpływały jej się w myślach, dźwięki zlewały w nic nieznaczący strumień. Jedynie myśl o rybach trzepotała irytująco w jej głowie niczym świeżo wyrzucona na brzeg. Westchnęła z frustracji.
– Ten pożar? – strzeliła w końcu. Z przeczuciem porażki, ale to był początek zebrania, to pamiętała. – To było bardzo dawno temu, wcześniej, niż ja się urodziłam. Rzeczywiście musiało być straszne. Ale nie martw się, umiem łowić ryby. Mogę cię nauczyć.
Ale nie teraz. Teraz mieli do zrobienia coś innego, tyle że wciąż dawała mu się zagadywać. Koniec tego.
– Dobrze, rozglądaj się – poleciła, z pewną ulgą zauważając jego poczynania. – Do tyłu też się obejrzyj, bo droga wygląda inaczej, kiedy idzie się nią w drugą stronę, prawda? A chcę, żebyś ją zapamiętał. Zapachy też. – To znaczy nie musiał koniecznie zapamiętywać każdej drobnej woni po drodze na Wyjące Wzgórza, chciała po prostu, żeby skupił się na nich na chwilę i na nie otworzył. Skrót myślowy. Już chciała go wyjaśnić, ale coś innego przyszło jej do głowy i zmarszczyła nieco brwi. – Bo nie byłeś wcześniej poza obozem, co?
LVL 6 105 / 500
MedLVL 0 12 / 100
14
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
#8
Pewnie nie byłby urażony za skojarzenie z wodą... ale i tak - niewiele miałoby to sensu. Dęby w wodzie? Tego nie ma. Chyba, że to znowu coś o rybach. I skoro Czart to ryba, to on byłby bystrą wodą. Głupie, za proste. Na propozycję niemniej głową kiwnął, bo przecież mogli podejść razem. Tak raźniej.
Potem zamrugał.
- Nie mam pojęcia. Słyszałem, że są sztywne... to tak działa, po pożarach? - uniósł jedną z brwi do góry. Nigdy by tak nie pomyślał... - Chętnie się nauczę. Każda wiedza jest dobrą wiedzą! Bo nie wiadomo co drugi dzień przyniesie. Kto ciebie nauczył łowić? Też twój mistrz?
Kontynuował. Nie ważne kiedy, grunt że była szansa na dodatkową naukę.
Na polecenie się rozejrzał. Było to raczej szybkie, ale tak częste, że musiał zapamiętać coś. Cokolwiek. Później znów na nią spojrzał.
- Jedynie wczoraj, z Pies. Wyszliśmy przed obóz - poinformował, zaciągnął się... zapach, chociaż inny niż w obozie, nie był wyjątkowy. Nie zapamięta go. Znów się zaczął rozglądać. - Ale nigdy przedtem.
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
11
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
1
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
#9
Ledwo zauważalnie pokręciła głową, nie odwracając się do niego.
– Może tak – odparła po chwili, trochę słabiej niż wcześniej. Miała bardzo duże wątpliwości, że mówią o tym samym, ale nie wiedziała, jak to odkręcić. Piszczki, sztywne... – Nie widziałam nigdy pożaru, jak powiedziałam.
Przynajmniej ryby spotkały się z entuzjazmem. Z dwojga złego wolała już mówić o tym, bo przynajmniej orientowała się, o co chodzi. No i Bystra Łapa pocieszał swoim zapałem do nauki, chociaż jednocześnie przypomniało jej się niewyraźnie coś niepokojącego.
– Opowiedział mi kiedyś wojownik z Klanu Rzeki. – Odwróciła głowę, żeby się upewnić, że wszystko w porządku, Bystra Łapa wciąż idzie i świat nie zawalił się za nimi. – Potem ogarnęłam sama praktykę. I masz rację. Lepiej wiedzieć więcej.
Szkoda tylko, że nie będzie miał kto go tego "więcej" nauczyć. No bo co mu powie ona? Opowie o pędrakach? Sama wcale nie wiedziała tak wiele, a pewnie i tak by go to nie obchodziło.
Kąciki pyska drgnęły jej na wieść o tym wyjściu z obozu. Wydech. Gwiezdni. No tak, oczywiście, że to akurat jej terminator musiał niepilnowany wychodzić na zewnątrz z kotem nazwanym Pies. Przetrzepałaby kudłaty zad Śmierdzącego Śledzia, jeśli nie za nieróbstwo i rozbijanie związku jej matek, to za takie durne imiona, bo jaki zdrowy na umyśle kot nazywał dziecko po bestiach, które zamordowały współklanowiczów?
– Nie. Wychodź tak więcej. Dobrze? – starała się utrzymać neutralny ton, żeby nie denerwować dzieciaka, ale wyszło to... marnie. – Dopóki nie nauczysz się walczyć. Tylko z wojownikami, okej?
Stanęła i odwróciła się, żeby spojrzeć na niego i upewnić się, że zrozumiał. A właściwie poprosić go wzrokiem o to, żeby się zgodził, bo bardzo nie chciała musieć mu tłumaczyć, czemu powinien się stosować do podobnej zasady, która była przecież taka ważna. Poza tym byli już blisko Wyjących Wzgórz i nie miała ochoty akurat tu się zatrzymywać.
LVL 6 105 / 500
MedLVL 0 12 / 100
14
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
#10
Zamrugał tylko dwukrotnie. Miał wrażenie, jakby rozmowa się nie kleiła... Wspomniała o pożarze, którego - faktycznie - nie widziała, ale też na niepewną odpowiedź mógł zareagować jedynie zrozumieniem, że zupełnie nie gadają o tym samym. Albo, że ona nie chce mu udzielać odpowiedzi, co było nieco nierealistyczne, wszak od tego był ten trening... Już nawet miał to powiedzieć, ale samemu sobie przypomniał, że być może Dzik się stresuje. Wypominanie tego, że coś jest nie tak, tego pierwszego dnia, zdawało się być nie na miejscu.
Skupił się więc na tych rybach. Tu było porozumienie i żadnego wymijania. Cieszył się, o tym będzie myślał. Nie miał jednak powodów, by rozwijać temat, toteż tylko machnął głową. Nie musiał w końcu dopytywać kto uczył ją, skoro ona będzie uczyć jego. Każdy inny kot w tej chwili był mu niepotrzebny...
- Nawet przed sam obóz? - uniósł jedną z brwi. - Na dobrą sprawę, byłbym w stanie wcisnąć się przez jakąś szczelinę do środka od razu...
Powiedział krótko. A potem, gdy się zatrzymała, sam stanął. Chwilę wymieniali się spojrzeniami, aż w końcu lekko machnął głową.
- W porządku... chociaż naprawdę, nie sądzę że jakiekolwiek zagrożenie stanie u progu samego obozu. Gdyby tak było, nie ważne gdzie bym się znalazł, pewnie bym oberwał - dodał jeszcze, samemu chcąc mimo wszystko podjąć rozmowy, na tyle na ile się da. Bardziej w gdybaniu, bo skoro obiecał że wychodzić nie będzie, to nie miał zamiaru łamać danego słowa...
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
11
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
1
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
#11
– Tak właśnie jest. Coś może przyleźć wszędzie. Może cię znaleźć pod samym obozem – odbiła szybko i może trochę za gwałtownie, przesuwając uszy do tyłu. Po chwili poprawiła się na łapach i dodała już z mniejszym napięciem: – ...Wiadomo, że są miejsca mniej i bardziej prawdopodobne, żaden normalny lis nie będzie się pchał do obozu, podobnie jak żaden normalny kot nie wejdzie w środek grupy lisów. Ale niebezpieczeństwo nigdy nie znika całkiem, rozumiesz? Nawet teraz moglibyśmy zostać zaatakowani. Dlatego musisz zawsze zachowywać czujność, kiedy jesteś na zewnątrz. Uszy i oczy szeroko otwarte, śledzić zapachy.
Jakimś cudem udało jej się to powiedzieć bez zachrypnięcia. Zależało jej na tym, żeby mu to przekazać, a mimo to nie czuła się dobrze w tej roli. Zdarzało jej się już pouczać młodszych niejednokrotnie, ale zwykle kończyło się to tym, że odpowiadali jej podobnie lub jeszcze gorzej, dlatego... jak właśnie zdała sobie sprawę, chyba zaczęła się już bać reakcji. Nie miała nawet pojęcia, co mogłaby zrobić, gdyby Bystra Łapa postanowił się zbuntować.
Odchrząknęła.
– Ale to dobrze, że myślisz o drogach ucieczki – dodała pojednawczo po chwili, patrząc gdzieś w bok. Zmarszczyła nieco brwi w zastanowieniu. – Przed sam obóz... no dobrze, powiedzmy, może być, do tego miejsca, z którego jesteś w stanie wrócić w ciągu ośmiu uderzeń serca. – Walnęła jakąś losową niedużą liczbę. Szczerze mówiąc nie miała pojęcia, jak daleko by to było i czy ograniczenie w tym stylu w ogóle miało jakikolwiek sens. Może Bystra Łapa jakiś odnajdzie. – A na dalsze wyjścia po prostu znajdź wojownika, który cię zabierze, to naprawdę nie jest trudne. Ktoś na pewno cię weźmie, jeśli poprosisz.
Ciałem obróciła się z powrotem w kierunku, w którym zmierzali, sugerując, żeby podeszli jeszcze ten kawałek dalej.
LVL 6 105 / 500
MedLVL 0 12 / 100
14
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
#12
- Jeślibym stał przed samym obozem, mógłbym do niego wskoczyć - kontynuował, nie rozumiejąc jej... paniki? Nie wiedział jak inaczej mógł rozumieć te obawy. Pewnie młody był i głupi, co sprawiało że nie czaił o czym mówiła, nie ważne jak bardzo czaić by chciał.
Mimo to, faktycznie, spróbował być nieco czujniejszy. To, że uważał że Dzik przesadza, nie znaczy że nie miał zamiaru słuchać jej poleceń! Bunt był ostatnim, o czym myślał. Wzrok skierował na nią, gdy ta jednak zgodziła się by wychodził samodzielnie przed obóz. Osiem uderzeń serca... nie liczyłby. Wolałby odmierzać to jako kroki, czy zwyczajnie - instynktownie szukać ucieczki w razie problemu. Tego nie przyzna, bo pewnie szybko straciłby zgodę na wyjścia, ale myśleć o tym mógł!
- Czym dziś będziemy się zajmowali? - zmienił temat. Przez moment nie pamiętał, czy już o to pytał, czy raczej nie; po prostu uważał, że poprzedni jest dostatecznie wyczerpany.
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
11
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
1
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
#13
– No właśnie – przytaknęła, bo o to jej przecież chodziło. – Dlatego możesz wyjść przed sam obóz.
Jednocześnie przyszła jej do głowy myśl, że wskakiwanie do obozu wcale nie było żadnym magicznym rozwiązaniem, bo drapieżnik rozjuszony czy zdesperowany na tyle, żeby podejść tak blisko, mógłby równie dobrze wedrzeć się do środka w ślad za kotem. Z drugiej strony... co innego właściwie miałby zrobić terminator w takiej sytuacji, dać się rozszarpać? Z dwojga złego lepiej już, żeby agresorem mieli szansę zająć się wojownicy w obozie.
Młody nie wydawał się całkiem przekonany, ale też nie oponował szczególnie, więc odetchnęła i postanowiła uznać temat za zakończony, o ile nie będzie żadnych pytań czy oznak sprzeciwu.
– Przetrwaniem. To znaczy... Wiadomo, nie da się tego sprawić za jednym razem, jest dużo umiejętności, które, hm, będą ci potrzebne, ale... Dzisiaj chciałabym ci pokazać kawałek terenów, żebyś wiedział, co gdzie jest, jak wrócić do domu, gdzie możesz iść, ekhem, gdzie nie możesz, na co uważać i gdzie, i tak dalej... – Zerknęła na niego, oceniając reakcję. – Nie przejdziemy wszystkiego w ciągu jednego dnia, więc myślę, że parę następnych spotkań będzie podobnie wyglądało, tyle że zaczniemy też walkę i będziemy biegać, żebyś wyrobił sobie kondycję. Dzisiaj jest pierwszy raz, więc pójdziemy wolniej. – Oczywiście dlatego, że sama była zmęczona, ale niech myśli, że mu odpuszczała. – W porządku?
LVL 6 105 / 500
MedLVL 0 12 / 100
14
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
#14
Po dogadaniu się, zapadła cisza. Sam Dąb szybko wystrzelił się z tematów i gadanie o treningu było jedynym, co przychodziło mu do głowy, stąd - dużo lepiej, że szybko otrzymał odpowiedź co do ich planu na dziś. Oczywiście, nieco dziwną! Skomentował to uniesieniem brwi. Mieli walczyć na śmierć i życie czy jak?? Ale doprecyzowała.
- Brzmi odpowiednio - odparł bez większego namysłu. Nie jemu było wybierać czy to w porządku, sam był pewien, że mistrz dyktuje co i jak, a on tylko może się ciekawić co dalej... więc miło, że miał możliwość się wypowiedzieć, nawet jak w sumie nie miał nic do dodania. - Skoro będziemy tylko dziś chodzić, to będziemy o czymś gadać?
Dorzucił jeszcze. Bo tak milczeć całą drogę... aż dziwne!
- Chciałbym się nauczyć bić, to jest, jak najszybciej - mimo, że w sumie miał z walką dziwną relację. Niby ją lubił, przyjemna zabawa... ale sam nie był do końca pewien, czy chciałby się zajmować dokładnie tym po kres swych dni.
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
11
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
1
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
#15
Brzmiało odpowiednio. To dobrze. Plan treningu zaakceptowany przez terminatora, zaliczyła pomyślnie, nic, tylko się cieszyć.
– No tak, wiadomo, w końcu muszę ci o tych terenach opowiedzieć. I nie będziemy tylko chodzić, będziemy... obserwować. Przyglądać się. Może coś potropimy, jeżeli natrafi się okazja – dorzuciła, żeby nie zabrzmiało to całkiem drętwo. – Na przykład... to miejsce – ruchem głowy wskazała pagórki, które wyrastały dookoła – to Wyjące Wzgórza, tutaj zwykle odbywają się treningi, jeśli... nie postanowimy inaczej. No. Dlatego tu przyszliśmy w pierwszej kolejności.
Zastrzygła uchem na jego słowa.
– Możemy zacząć jutro – odparła, starając ułożyć sobie w głowie plan zwiedzania tak, żeby to miało sens. Średnio jej to wychodziło, ale... coś się wymyśli, żeby mu pójść na łapę. Ona sama też nie chciała tego odwlekać. – A co, lubisz się bić? Wygrywałeś z rodzeństwem? – zagadnęła na próbę, tak sobie, mierząc go przy tym po raz kolejny spojrzeniem, próbując ocenić, do czego mógł być zdolny pod tym długim futerkiem. – Możesz się rozejrzeć po wzgórzach, tak poza tym. Jakbyś znalazł coś dziwnego, niezrozumiałego, to zgłaszaj i pytaj, okej?
W trawie nie kryły się raczej żadne okruszki ceremonii, dlatego tym razem powinna być w stanie odpowiedzieć. Miała nadzieję.
LVL 6 105 / 500
MedLVL 0 12 / 100
14
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości