xxxxPo ceremonii niemalże od razu poszedłem spać, by wypocząć po podróży do Szepczącej Sadzawki. Nie miałem koszmaru. Ani jednego, pomimo, że spałem zdecydowanie dłużej niż zwykle. I kiedy wstałem, pierwszy raz poczułem się tak... lekko. Pierwszy raz, odkąd tylko pamiętam. Pomimo, że tego dnia czekała mnie rozmowa z Nocną Gwiazdą, trening z nowym terminatorem i rozdzielenie patroli, czego nigdy w życiu nie robiłem. Było tak wiele nowości, którymi się stresowałem, a pomimo tego z samego rana czułem się lekko, jakbym był wolny. Wolny od koszmarów, złych myśli, dobijających mnie na każdym kroku. xxxxTak jak obiecałem, przystanąłem przy wyjściu z obozu, kiedy tylko rozdzieliłem patrole na dzisiejszy dzień. Nie obyło się bez zbędnego stresu i zamotań, ale był to mój pierwszy raz... wojownicy musieli mi wybaczyć. Czekałem na Gwiezdną Łapę, siedząc z owiniętym wokół łap ogonem.
Ani wielki, ani mały, taki w sam raz. Ozdabia go długie futro w srebrzystym kolorze poprzecinane czarnymi tygrysimi pręgami. Ma obecnie błękitne oczy (po wybarwieniu nabiorą koloru soczystej wiosennej zieleni z delikatnym żółtawym zabarwieniem), jest krępej, masywnej budowy, daleko mu do smukłości; właściwie przypomina odrobinę mały czołg.
Gwiazda to klasyczna cicha woda. Jest spokojnym, cichym kocięciem, ale brak w nim nieśmiałości, wręcz przeciwnie, wydaje się że nie zna strachu i taktu; wepchnie nos do legowiska samego przywódcy bez krzty refleksji, że tak nie można. Jest nieprzewidywalny, nigdy nie wiadomo co sobie pomyśli i co zrobi, trudno przewidzieć jego reakcje ze względu na wrodzoną skrytość. Rządzi nim pragmatyzm i szukanie korzyści własnej, daleko mu do altruisty czy bezinteresownej życzliwości. Wyrasta na introwertyka, który kroczy własnymi ścieżkami.
Gwiazda wybiegł z ceremonii prędziutko i wybrał sobie miejsce na legowisko, które najbardziej mu odpowiadało, dopisywal mu dobry humor. Prędko zapadł w sen, a gdy się przebudził doszedł do wniosku, że burczy mu w brzuchu. Najpierw udał się w stronę stosu, z którego wziął najświeżej wyglądającą zwierzynę, doprowadził się do porządku po posiłku, przygladził futro i dopiero wtedy ruszył do wyjścia z obozu jak gdyby nigdy nic.
- Cześć, Ogniste Serce! Chodźmy łowić ryby! Albo pływać! Nie uwierzysz ile się o tym nasłuchałem od Karpiego Strumienia. - Miał w tym swój interes, o którym nie wspominał. Na brzegu rzeki zapewne znajdowały się różne kamyczki, muszelki czy inne ładne cuda mogące cieszyć mu oczy w legowisku. A to że Gwiazda zachowywał się dosyć bezczelnie... Cóż, od wczoraj był wnukiem przywódcy, nie? To wiele znaczyło.
xxxxNie musiałem długo czekać na kocura, bo szybko zjawił się tuż przy mnie. - Cześć - przywitałem się, posyłając mu łagodny uśmiech. Zaraz zaśmiałem się, gdy usłyszałem jego ekscytacje wodą. Rósł nam drugi Karpi Strumień i Karasiowa Łapa, co? - Myślę, że jednak potrafię sobie wyobrazić... - mruknąłem jedynie, bo zdecydowanie nie trudno było super wyobrazić Karpiego Strumienia zachwycającego się rybami i rzeką. Machnąłem ogonem, na znak, że wychodzimy, po czym przecisnąłem się przez tunel wyprowadzający z obozu. - Jest dość zimno, jak wejdziesz do wody, to się pochorujesz. A ja od samego patrzenia... ale myślę, że możemy spróbować coś złowić - zgodziłem się. Sam raczej bym na to nie postawił, ale skoro Gwiezdna Łapa tak chciał... to kim byłem, żeby mu zabraniać. Przy łowieniu wystarczyło wcisnąć do wody tylko końcówkę ogona lub palec, od tego się raczej nie umiera. xxxx- Wiesz coś o łowieniu ryb, Gwiezdna Łapo? - zapytałem, a potem zacząłem nas kierować w stronę Bobrowej Tamy.
Ani wielki, ani mały, taki w sam raz. Ozdabia go długie futro w srebrzystym kolorze poprzecinane czarnymi tygrysimi pręgami. Ma obecnie błękitne oczy (po wybarwieniu nabiorą koloru soczystej wiosennej zieleni z delikatnym żółtawym zabarwieniem), jest krępej, masywnej budowy, daleko mu do smukłości; właściwie przypomina odrobinę mały czołg.
Gwiazda to klasyczna cicha woda. Jest spokojnym, cichym kocięciem, ale brak w nim nieśmiałości, wręcz przeciwnie, wydaje się że nie zna strachu i taktu; wepchnie nos do legowiska samego przywódcy bez krzty refleksji, że tak nie można. Jest nieprzewidywalny, nigdy nie wiadomo co sobie pomyśli i co zrobi, trudno przewidzieć jego reakcje ze względu na wrodzoną skrytość. Rządzi nim pragmatyzm i szukanie korzyści własnej, daleko mu do altruisty czy bezinteresownej życzliwości. Wyrasta na introwertyka, który kroczy własnymi ścieżkami.
- E tam, dam radę! - zaperzył się nie mając tak naprawdę pojęcia co oznacza, że woda jest lodowata. Dlatego właśnie... gwiazdorzył jak prawdziwy kozak. Dreptał za Ognistym Sercem rozglądając się po drodze; nic ciekawego nie rzucało mu się w oczy, na razie teren wyglądał znajomo. Trochę drzew, skał, krzaków i śniegu... no właśnie, śnieg mógł być przeszkodą i przysypać wszystkie ładne rzeczy przed jego wzrokiem. Hmmm.
- Karpi Strumień mi mówił, że przesiaduje na brzegu nieraz przez pół dnia i czeka aż podpłyną do niego ryby, a wtedy trzeba szybko uderzyć i wyciągnąć je na brzeg. I ten, mówił że niektóre ryby mogą być naprawdę duże! - miauknął, po czym zatrzymał się i sprawdził czy leżący pod krzakiem kamyczek jest ładny, czy tylko mu się tak wydaje. Gdy obrócił go łapą okazało się, że to zwykły oblepiony śniegiem otoczak, dlatego strzepnął łapką i wykonawszy kilka dłuższych susów dogonił zastępce jak gdyby nigdy nic.
xxxxZaśmiałem się krótko na determinacje kocura. Musiał naprawdę z wielką fascynacją słuchać opowieści Karpiego Strumienia, aż dziwne, że ten kocur potrafił tak przyciągać słuchaczy. Chociaż myślę, że kogoś, kto opowiada o swojej pasji zawsze chce się słuchać, choćby pasją miało być gapienie się w ścianie. Póki kogoś to ekscytuje, będzie o tym opowiadać z równie dużą ekscytacją. Pewnie to był właśnie sekret. xxxx- Noo... mniej więcej, choć ma to parę zasad - mruknąłem. - Jesteśmy w zachodnich łęgach, kierujemy się do bobrowej tamy, która jest blisko granicy z terenami niczyimi. Odwiedzimy je jeszcze, choć nie wiem czy dzisiaj - poinformowałem go. Nie byłem pewien, czy starczy nam sił, by jeszcze oznaczyć granice. To był dopiero jego pierwszy dzień, nie było też potrzeby wymagać od niego nie wiadomo czego. - Jeśli chodzi o ryby... faktycznie trzeba przysiąść na brzegu, lecz to nie wszystko. Wkłada się do wody palec lub końcówkę ogona - jako przynętę. Ja zazwyczaj wsuwam ogon, ale to wszystko zależy od tego, jak będzie ci wygodniej. Zobaczysz sam. Co bardzo ważne, musisz siedzieć w bezruchu i pilnować, by cień nie padał na taflę wody. Żebyś nie wystraszył ryb - wytłumaczyłem, ciągnąc się dalej przez łęgi.
Ani wielki, ani mały, taki w sam raz. Ozdabia go długie futro w srebrzystym kolorze poprzecinane czarnymi tygrysimi pręgami. Ma obecnie błękitne oczy (po wybarwieniu nabiorą koloru soczystej wiosennej zieleni z delikatnym żółtawym zabarwieniem), jest krępej, masywnej budowy, daleko mu do smukłości; właściwie przypomina odrobinę mały czołg.
Gwiazda to klasyczna cicha woda. Jest spokojnym, cichym kocięciem, ale brak w nim nieśmiałości, wręcz przeciwnie, wydaje się że nie zna strachu i taktu; wepchnie nos do legowiska samego przywódcy bez krzty refleksji, że tak nie można. Jest nieprzewidywalny, nigdy nie wiadomo co sobie pomyśli i co zrobi, trudno przewidzieć jego reakcje ze względu na wrodzoną skrytość. Rządzi nim pragmatyzm i szukanie korzyści własnej, daleko mu do altruisty czy bezinteresownej życzliwości. Wyrasta na introwertyka, który kroczy własnymi ścieżkami.
- Co to jest tama? - spytał od razu, wciskając nos między ośnieżony korzeń a krzew, ale niczego tam nie znalazł oprócz zmrożonej na kość jagody. Wystarczyło poczekac jeszcze chwilę i dotrzeć na miejsce by sam się przekonał, ale... Był tutaj żeby zadawać pytania i się uczyć, nie? Poza tym był zbyt zafascynowany zimowym otoczeniem, żeby się przejmować czymś tak nieważnym jak cierpliwość.
Wieści że będzie musiał robić za przynęte a nie tylko łowcę mocno go zaskoczyły i wprawiły w konsternacje.
- Czy ryby gryzą, Ogniste Serce? Mogą mieć zęby? Czy zdarzyło się żeby komuś odgryzły palec? - Karpi Strumień nic o tym nie wspominał, za to Gwiazda widział kiedyś jak wielkie zębiska miał królik i wtedy po raz pierwszy się przekonał, że zwierzyna może nie jest taka bezbronna jak sobie to wyobrażał. Wizja takich lub podobnych zębisk zaciskających mu się na palcu nagle wydała mu się mało atrakcyjna.
xxxx- Zaraz zobaczysz - odpowiedziałem, bo w zasadzie nie miałem pojęcia jak mu to wytłumaczyć. Dreptaliśmy więc dalej przez łęgi, aż nie dotarliśmy do ich schyłku. Dało się już usłyszeć szum rzeki, a zaraz potem na horyzoncie zaczęła się rysować tama o której wspominałem. xxxxKiwnąłem głową. - Mają, chociaż większość ryb jest niegroźna. Najgorszy jest szczupak, to bardzo niebezpieczna, agresywna ryba z długimi, ostrymi zębami. Są brązowe, zielone lub srebrzyste, mogą mieć biały brzuch albo żółte plamki... bądź ciemniejszy grzbiet. Są wyjątkowo duże - opisałem, mając nadzieję, że kocur zapamięta. Będzie wiedział, że jak zobaczy taką rybę, lepiej się nie pchać do jej złapania. W międzyczasie zdążyliśmy podejść do tamy, a ja sam zszedłem na brzeg, zapraszając Gwiezdną Łapę do tego samego. Wskazałem na tamę. - To ona, Bobrowa Tama. Nie bez powodu nazywa się bobrowa, bo to właśnie one ją zbudowały i... jest. Niekiedy można tu spotkać bobra, który naprawia dziury. Bobry same z siebie nigdy cię nie zaatakują, ale będą się bronić, jeśli okażesz się agresywny - wytłumaczyłem, wzdychając ciężko na myśl, że ja sam świeżo po mianowaniu na wojownika skoczyłem bohatersko w paszczę bobra. I prawie przepłaciłem to życiem. Miałem nadzieję, że nikogo już tak głupiego nie będzie, na pewno nie wśród moich terminatorów. xxxx- To zapraszam. Łów - mruknąłem po chwili z delikatnym uśmiechem, wskazując na taflę zimnej wody.
Ani wielki, ani mały, taki w sam raz. Ozdabia go długie futro w srebrzystym kolorze poprzecinane czarnymi tygrysimi pręgami. Ma obecnie błękitne oczy (po wybarwieniu nabiorą koloru soczystej wiosennej zieleni z delikatnym żółtawym zabarwieniem), jest krępej, masywnej budowy, daleko mu do smukłości; właściwie przypomina odrobinę mały czołg.
Gwiazda to klasyczna cicha woda. Jest spokojnym, cichym kocięciem, ale brak w nim nieśmiałości, wręcz przeciwnie, wydaje się że nie zna strachu i taktu; wepchnie nos do legowiska samego przywódcy bez krzty refleksji, że tak nie można. Jest nieprzewidywalny, nigdy nie wiadomo co sobie pomyśli i co zrobi, trudno przewidzieć jego reakcje ze względu na wrodzoną skrytość. Rządzi nim pragmatyzm i szukanie korzyści własnej, daleko mu do altruisty czy bezinteresownej życzliwości. Wyrasta na introwertyka, który kroczy własnymi ścieżkami.
Szczupak miał zęby i mógł być groźny. Dobra, tego łowić nie chciał, lubił swoje palce i nie planował ich tracić.
Omiótł spojrzeniem bobrową tamę czując coś na kształt podziwu. Sama rzeka wyglądała niesamowicie, to nie była spokojna malutka kałuża tylko ogrom wody wyglądającej na taką co jest w ciągłym ruchu, a sama tama... Serio byle bobry mogły zbudować coś takiego? Dlaczego nie koty?
- Czy to prawda że bobry wyglądają jak króliki bez uszu z dużym ogonem? I czemu my nie budujemy jak bobry? - W tej chwili żadnego tu nie widział i może to i lepiej, bo na pewno by się nim zainteresował i wraz z Ognistym Sercem mogliby mieć problem.
Gwiazdek podszedl do brzegu i bez wahania zanurzył w wodzie ogon. Ułamek sekundy później wyskoczył w górę jak oparzony i odskoczyl od brzegu.
- Hyyyy! - zachłysnął się. - Jest lodowata!! Ogon mi odpadnie! - poskarżył się jak gdyby oczekując, że jego mistrz ogrzeje w jakiś sposób wodę. Z wielkim wahaniem zanurzył palec, dosłownie sam czubek, zaciskając przy tym zęby. Ustawił się przedtem tak by nie rzucać cienia na wodę i nawet znieruchomial, za to od czasu do czasu wydawał z siebie niecierpliwe pomruki i mamrotanie. Jeśli Ogniste Serce nadstawił uszu mógł wyłapać pojedyncze słowa takie jak: "ryby", "leniwe", "głupie" a także "no szybciej". Czekanie w takich warunkach nie było dla srebrnego zadaniem prostym. Czuł że palec mu lada moment odmarznie!
xxxxZaśmiałem się cicho na takie porównanie. Ale... w sumie, to coś w tym było. - No... tak, mniej więcej. Tylko są większe, ciemnobrązowe i najczęściej mokre. A ogon mają płaski, trochę jak pióro. Tylko dużo większe - wytłumaczyłem. Widziałem bobra tylko raz w życiu, wtedy, gdy z nim walczyłem. I nie pamiętałem go za dobrze, emocje, adrenalina, strach i panika przejęły mój mózg na tyle, że nawet nie myślałem o zapamiętywaniu tego, jak wygląda. Mimo wszystko obrazy tamtej walki przewijały mi się w głowie i byłem w stanie wychwycić najbardziej charakterystyczne elementy. - Bobry mają bardzo ostre zęby. I tak serio, serio ostre. Na tyle, że są w stanie przegryźć pień drzewa, z którego potem budują tamy. Znasz kota, który byłby w stanie przewalić drzewo? - zapytałem z zainteresowaniem, choć to pytanie miało go nakierować na odpowiedź jego pytania. xxxx- Ostrzegałem - uśmiechnąłem się rozbawiony. Łowienie ryb to nie był najlepszy pomysł w tę porę roku, ale kim byłem, żeby zabraniać dziecku robić to, co sobie wymarzył. Karasiowa Łapa wraz z ojcem łowili nawet w taką temperaturę, chyba jako jedyni, bo ryby na stosie były tylko wtedy, gdy oni wracali do obozu. Że też nie bali się przeziębienia... xxxxObserwowałem, jak zamiast ogona zanurza palec. Co chwilę słyszałem też jakieś pojedyncze słowa dochodzące z mordki Gwiezdnej Łapy, na co przewróciłem oczami z rozbawieniem. - Ryby lubią ciszę... - poleciłem cichutko.
xxxxI Ogniste Serce miał racje, bo do Gwiezdnej Łapy nie przypłynęło nic. Woda wydawała się aż nadto spokojna, paluszek dalej marzł, a ryb jak nie było jak nie ma. Chyba to będzie solidna lekcja cierpliwości dla młodego terminatora.
Ani wielki, ani mały, taki w sam raz. Ozdabia go długie futro w srebrzystym kolorze poprzecinane czarnymi tygrysimi pręgami. Ma obecnie błękitne oczy (po wybarwieniu nabiorą koloru soczystej wiosennej zieleni z delikatnym żółtawym zabarwieniem), jest krępej, masywnej budowy, daleko mu do smukłości; właściwie przypomina odrobinę mały czołg.
Gwiazda to klasyczna cicha woda. Jest spokojnym, cichym kocięciem, ale brak w nim nieśmiałości, wręcz przeciwnie, wydaje się że nie zna strachu i taktu; wepchnie nos do legowiska samego przywódcy bez krzty refleksji, że tak nie można. Jest nieprzewidywalny, nigdy nie wiadomo co sobie pomyśli i co zrobi, trudno przewidzieć jego reakcje ze względu na wrodzoną skrytość. Rządzi nim pragmatyzm i szukanie korzyści własnej, daleko mu do altruisty czy bezinteresownej życzliwości. Wyrasta na introwertyka, który kroczy własnymi ścieżkami.
- ...Po co im taki ogon? Latają na nim? - Skoro był jak pióro wydawało mu się to logicznym pytaniem, ptaki miały pióra i latały, może bobry też mają takie zapędy. Dziwacznie to brzmiało, zająć z ogonem w kształcie pióra, bez uszu za to z zębiskami zdolnymi przegryźć pień drzewa. Coraz bardziej czuł się zafascynowany tymi stworzeniami, choć walczyć z nimi nie planował, taki bóbr by go pewnie przegryzł na pół jak Gwiazda rozgryzał piszczki.
- Czy potrafią przegryźć się też przez skały? - spytał z wahaniem. No... to robiło wrażenie. Dobrze że te zwierzęta same z siebie nie były agresywne, bo inaczej srebrzysty kotek zacząłby unikać rzeki w obawie, że je tutaj spotka.
O tym, że łowienie ryb nie jest najlepszym pomysłem przekonywał się właśnie na własnej skórze. Rzucił Ognistemu Sercu dosyć rozpaczliwie spojrzenie i wyjął palec, praktycznie go już nie czuł. Położył zmarzniętą łapę na ziemi, a w wodzie wylądował koniec ogona, właściwie głównie długie kłaki srebrno-czarnego futra. Zacisnął zęby zdecydowany żeby milczeć (po prostu przeklinał w myślach), znieruchomiał zastanawiając się jak prędko zamarznie i zamieni się w głaz, i starał się nie rzucać cienia na wodę. Przez łeb przechodziły mu dosyć dramatyczne myśli na temat własnego losu jeśli te ryby nie pokuszą się na zarzuconą przynętę. Jakim cudem Karpi Strumień jeszcze żył?
xxxx- Ich ogon jest tylko płaski jak pióro, w prawdzie nie jest piórem i... nie pozwala latać. Nie wiem, dlaczego mają akurat taki. Kiedy my pływamy w wodzie, ogon pozwala na większą stabilność, sterowność. Może im jest potrzebny do tego samego - wzruszyłem ramionami. Może, bo nie wiedziałem. Nigdy takiego bobra nie pytałem. Na drugą odpowiedź zastanowiłem się chwilę. Konar drzewa potrafił być twardy jak skała, może faktycznie potrafiłyby taki przegryźć? Ale znów, to tylko domysły... - ...może, Gwiezdna Łapo. Nie mam pojęcia. Ale... no, z skały tamy nie zbudują, więc może nie mają takiej potrzeby.
Gwiezdna Łapa postanowił nie ograniczać się do jednej metody, a wykorzystał dwie, by jakoś przetrwać w ekstremalnej temperaturze. Jego cierpliwość została wystawiona na próbę, którą najwyraźniej zdał, bo pod wodą zaczął malować się malutki, drobny kształt rybki, która nieśmiało wirowała przy ogonie kocura. Czebaczek to nie była najokazalsza ryba na świecie, a jedna z tych mniejszych, ale hej, była! I najwyraźniej przynęta zadziałała, bo skubnęła ogon Gwiezdnej Łapy.
Ani wielki, ani mały, taki w sam raz. Ozdabia go długie futro w srebrzystym kolorze poprzecinane czarnymi tygrysimi pręgami. Ma obecnie błękitne oczy (po wybarwieniu nabiorą koloru soczystej wiosennej zieleni z delikatnym żółtawym zabarwieniem), jest krępej, masywnej budowy, daleko mu do smukłości; właściwie przypomina odrobinę mały czołg.
Gwiazda to klasyczna cicha woda. Jest spokojnym, cichym kocięciem, ale brak w nim nieśmiałości, wręcz przeciwnie, wydaje się że nie zna strachu i taktu; wepchnie nos do legowiska samego przywódcy bez krzty refleksji, że tak nie można. Jest nieprzewidywalny, nigdy nie wiadomo co sobie pomyśli i co zrobi, trudno przewidzieć jego reakcje ze względu na wrodzoną skrytość. Rządzi nim pragmatyzm i szukanie korzyści własnej, daleko mu do altruisty czy bezinteresownej życzliwości. Wyrasta na introwertyka, który kroczy własnymi ścieżkami.
Jego pełne bluzgów myśli skierowane pod adresem ryb ucichły, gdy pojawił się jeden z przedstawicieli tegoż rodzaju. Biedny czebaczek nawet nie wiedział jakimi epitetami został określony. Gwiazda jak zahipnotyzowany wpatrywał się w pływające jedzenie, otrzeźwiał dopiero gdy ta zaczęła go skubać w ogon. Otworzył szeroko oczy i na poły się broniąc, a na poły atakując, uderzył łapą w lodowatą wodę próbując uderzyć w gryzącego "napastnika" pazurami i wyrzucić go na brzeg błyskawicznym ciosem. Właściwie nie wiedział co innego miałby zrobić, za bardzo się skupił na zanęcaniu ryb i czekaniu żeby zastanowić się co zrobić, gdy jakaś się już pojawi.
xxxxGwiezdna Łapa nie zachowywał się jak wprawiony rybak, ale nic dziwnego, skoro nim nie był. Czebaczek wydawał się być łatwą ofiarą... ale czy na pewno? Terminator faktycznie dotknął jego malutkiego ciałka, jednak rybka szybo wyślizgnęła mu się z łapy i pognała z prądem jak najdalej od niego. Tyle ją widzieli.
Ani wielki, ani mały, taki w sam raz. Ozdabia go długie futro w srebrzystym kolorze poprzecinane czarnymi tygrysimi pręgami. Ma obecnie błękitne oczy (po wybarwieniu nabiorą koloru soczystej wiosennej zieleni z delikatnym żółtawym zabarwieniem), jest krępej, masywnej budowy, daleko mu do smukłości; właściwie przypomina odrobinę mały czołg.
Gwiazda to klasyczna cicha woda. Jest spokojnym, cichym kocięciem, ale brak w nim nieśmiałości, wręcz przeciwnie, wydaje się że nie zna strachu i taktu; wepchnie nos do legowiska samego przywódcy bez krzty refleksji, że tak nie można. Jest nieprzewidywalny, nigdy nie wiadomo co sobie pomyśli i co zrobi, trudno przewidzieć jego reakcje ze względu na wrodzoną skrytość. Rządzi nim pragmatyzm i szukanie korzyści własnej, daleko mu do altruisty czy bezinteresownej życzliwości. Wyrasta na introwertyka, który kroczy własnymi ścieżkami.
Miał ochotę rzucić się za rybą i wyłowić ją choćby ze środka rzeki, ale w porę przypomniał sobie, że woda jest lodowata. Zrobił obrażoną minę, przytulił uszy do czaszki i wycofał się od wody nie mogąc zaakceptować swojej porażki.
- Ryby są głupie - ogłosił z wyraźnym fochem nie patrząc na Ogniste Serce. Jego puchaty ogon miotał się na boki, a młody wpatrywał się z gniewem w płynącą wodę. Karpi Strumień też był głupi. Wszystko było głupie. Nie potrafił się pogodzić, że tak bardzo się starał (a przynajmniej on tak uważał), tyle poświęcił (uczucie zimna w łapie i ogonie), tyle czasu zmarnował i tyle wysiłku w to włożył (żeby zachować milczenie), a to wszystko po nic! Dobry nastój Gwiazdy zniknął bez śladu, teraz był po prostu sfoszonym dzieciuchem.
xxxxObserwowałem uważnie, jak Gwiezdna Łapa przykładał się do złowienia swojej pierwszej ryby. Nie widziałem co łapie, byłem za daleko, ale bałem się podejść bliżej, by nie zepsuć mu polowania. Szybkie pluśnięcie, które oznaczało uderzenie ryby o taflę wody to jednak nie był dobry znak, wcale. Ryba musiała mu się wyślizgnąć. Nie ruszyłem się jednak, myślałem, że ten poczeka na kolejną, ale... odszedł od wody i ewidentnie się obraził. Spojrzałem na niego z żalem i czystym współczuciem, podchodząc nieco bliżej. xxxx- Potrafią być upierdliwe, to prawda - zgodziłem się miękko. Nie tylko dlatego, że nie chciałem go bardziej rozzłościć, ale dlatego, że była to po prostu prawda. Potrafiły być wyjątkowo sprytne, jeśli chodziło o walkę o życie. - A początki są przez nie wyjątkowo trudne. Ale jesteś kotem z Klanu Rzeki. Masz to we krwi, obiecuję - posłałem mu uśmiech. Czy był czystej krwi, czy jedynie w połowie płynęła rzeka w jego żyłach, był terminatorem Klanu Rzeki. I wiedziałem, że łowienie ryb przyjdzie mu z łatwością, tylko... jeszcze nie teraz. - ...po prostu pogodę masz nie za przyjemną. Pora Nagich Drzew to najgorsza, żeby się kręcić przy wodzie - mruknąłem. Nie chciałem go naprowadzać na nic, nie chciałem dawać mu wprost dwóch opcji do wyboru - kontynuować, lub sobie odpuścić. Czekałem, na co sam wpadnie. Nie wiedziałem jaki jest, nie znałem go. Nie wiedziałem, czy jest uparty i za punkt honoru weźmie sobie dziś złowienie ryby, a jeśli taki by był, proponowanie rezygnacji po jednej porażce byłoby nie na miejscu. Z drugiej strony jeśli naprawdę obraził się na Grzmiącą Rzekę, nie chciałem naciskać, by kontynuował. Czekałem.