Wysoki, o długim, niebieskim na czubku głowy, uszach, policzkach i przy nosie oraz tułowiu i ogonie futrze. Reszta ciała biała, a na niebieskich plamach występuje ciemniejsze, tygrysie pręgowanie, choć trzeba się trochę przyjrzeć, by te pręgi dostrzec. Należy do jednych z tych wyższych kotów, co zdecydowanie odziedziczył, oraz porządnie zbudowanych, jak przystało na wojownika, ale mimo to smukły i szczupły, pod tymi mięśniami, nie ma zbędnej masy tłuszczowej, przez co mięśnie tylko trochę wybijają się przez futro. Oczy niebieskie.
Tak jak poinformował wczoraj na ceremonii córkę, tak dzisiaj czekał na nią przy wyjściu z obozu, trochę się stresując. Jak przyzwyczaił się już trochę do zaczynania nowych treningów i ochłonął z myślą, że to jednak faktycznie nie jest takie złe, biorąc pod uwagę również, że jego terminatorzy raczej byli bezproblemowi, tak dziś wyjątkowo się stresował. Odrobinkę. Bo, po pierwsze - musiał z Łabędź poważnie porozmawiać. Na temat tego, o czym dowiedział się od ojca. A po drugie... miał trenować własną córkę. Musiał zaufać sobie podwójnie, że wytrenuje ją poprawnie, i że nie będzie jej w żaden sposób pobłażać tylko dlatego, że są ze sobą bezpośrednio spokrewnieni, uchh, to może być ciężkie.
Dość sporych rozmiarów, puchata kulka i o ile masywności nie można jej odmówić, tak wzrostem się raczej nie wyróżnia, nie góruje ponad resztą kociąt, ale do najmniejszych również nie należy. Porasta ją gęste, długie czarne futerko. Jest ono pozbawione pręg, ale z racji, że jest dymne, ma prześwity, które mogą je na pierwszy rzut oka przypominać - tak zwane ghost markingi. Na tle czerni, z trudem, ale idzie się dopatrzeć dwóch szaroniebieskich ślepi. Tym co wyróżnia kotkę najbardziej są dodatkowe palce na obu przednich łapkach, co sprawia, że wydają się one masywniejsze w porównaniu z tymi tylnymi.
Łabędź to typ małej, idealnej księżniczki, która przykłada dużo uwagi do swojego wyglądu. Boi się brudu i unika wszystkiego co może zniszczyć jej idealnie ułożone futerko. Mimo posiadania rzecznej krwi, nie lubi wody, bo przecież do mokrego futra wszystko się przykleja. Równie mocno co brudu, boi się wszelkiego rodzaju robactwa, czy to latającego, czy pełzającego. Brońcie Gwiezdni, żeby dowiedziała się o istnieniu skaczących koników polnych.
Do innych kotów jest nastawiona raczej pozytywnie (a przynajmniej ona tak uważa). Czasem zdarza jej się dawać im rady odnośnie pielęgnacji futra, jeśli dostrzeże ona, że jej rozmówca o nie nie dba. Ma też tendencje do pobłażliwego traktowania innych, bo przecież jej dziadek jest zastępcą, a ona sama została nazwana po samym Łabędziej Gwieździe - przywódcy ich Klanu, a no i mama to siostra byłej przywódczyni Klanu Gromu. Reszta kotów przy niej to tylko pionki, których nie czeka tak świetlana przyszłość jak ją.
Nie spała dobrą połowę nocy. Skumulowało się na to za dużo rzeczy. Nowe legowisko, brak matczynego ciepła i wizja nieuniknionych konsekwencji. Wiedziała, że tata bardzo ją kochał, ale wiedziała też, że dziadek wyznaczył go na jej mistrza, bo wciąż był na nią zły za ucieczkę z obozu. Nie ufał jej przy kimś kto nie był rodziną. Tata pewnie też będzie zły...
Przebudziła się rano raptownie. O mały włos nie zaspała. Wciąż jeszcze zmęczona wyprostowała się i zaczęła układać sierść. Stres stresem, ale nie mogła pokazać się w niechlujnym stanie. Nie mogła sobie na to pozwolić. Zresztą, przedłuży jej to nieuniknione. Gdy skończyła ruszyła niemrawo w stronę wyjścia z obozu. Od czasu ucieczki unikała tego miejsca, w zasadzie nie chciała wracać do lasu... - Tato. -Mruknęła zatrzymując się przed kocurem. Unikała kontaktu wzrokowego, przygotowując się na najgorsze. Końcówka ogona drgała jej lekko z nerwów.
Wysoki, o długim, niebieskim na czubku głowy, uszach, policzkach i przy nosie oraz tułowiu i ogonie futrze. Reszta ciała biała, a na niebieskich plamach występuje ciemniejsze, tygrysie pręgowanie, choć trzeba się trochę przyjrzeć, by te pręgi dostrzec. Należy do jednych z tych wyższych kotów, co zdecydowanie odziedziczył, oraz porządnie zbudowanych, jak przystało na wojownika, ale mimo to smukły i szczupły, pod tymi mięśniami, nie ma zbędnej masy tłuszczowej, przez co mięśnie tylko trochę wybijają się przez futro. Oczy niebieskie.
Nie musiała się obawiać aż tak. Jasne, ojciec był zawiedziony, że wymknęła się z obozu i że aż tak ryzykowała swoim życiem, być może mając je w poważaniu, by tylko przeżyć jakąś przygodę, ale nie zamierzał na nią krzyczeć ani reagować jakoś impulsywnie. Wierzył, i w zasadzie widział, gdy tylko się pojawiła w jego polu widzenia, że sama żałuje za swój czyn i zrozumiała już, że zrobiła źle. On tylko chciał wiedzieć dlaczego to się stało.
- Cześć Łabądku. Chodź, wyjdziemy z obozu - miauknął ciepło, przejeżdżając nosem po jej uchu, mając nadzieję, że doda jej w ten sposób otuchy. Naprawdę nie zamierzał krzyczeć, co miał zamiar udowodnić, gdy tylko opuszczą ciemny szlak i wyjdą na tereny klanu Rzeki.
A gdy tylko to zrobili...
- Powiesz mi proszę, czemu opuściłaś obóz mimo zakazu? Nie chcę na ciebie krzyczeć, nie chcę ci mówić, że źle zrobiłaś, bo na pewno to wiesz, ale interesuje mnie co tobą kierowało? By wyjść, mimo wiedzy, że to niebezpieczne. Wiesz, że mogło ci się stać coś bardzo poważnego, prawda? - zagadnął. Nie miał zamiaru czekać, chciał odbębnić to jako pierwsze, by potem, być może, przejść do ważniejszych czynności.
Dość sporych rozmiarów, puchata kulka i o ile masywności nie można jej odmówić, tak wzrostem się raczej nie wyróżnia, nie góruje ponad resztą kociąt, ale do najmniejszych również nie należy. Porasta ją gęste, długie czarne futerko. Jest ono pozbawione pręg, ale z racji, że jest dymne, ma prześwity, które mogą je na pierwszy rzut oka przypominać - tak zwane ghost markingi. Na tle czerni, z trudem, ale idzie się dopatrzeć dwóch szaroniebieskich ślepi. Tym co wyróżnia kotkę najbardziej są dodatkowe palce na obu przednich łapkach, co sprawia, że wydają się one masywniejsze w porównaniu z tymi tylnymi.
Łabędź to typ małej, idealnej księżniczki, która przykłada dużo uwagi do swojego wyglądu. Boi się brudu i unika wszystkiego co może zniszczyć jej idealnie ułożone futerko. Mimo posiadania rzecznej krwi, nie lubi wody, bo przecież do mokrego futra wszystko się przykleja. Równie mocno co brudu, boi się wszelkiego rodzaju robactwa, czy to latającego, czy pełzającego. Brońcie Gwiezdni, żeby dowiedziała się o istnieniu skaczących koników polnych.
Do innych kotów jest nastawiona raczej pozytywnie (a przynajmniej ona tak uważa). Czasem zdarza jej się dawać im rady odnośnie pielęgnacji futra, jeśli dostrzeże ona, że jej rozmówca o nie nie dba. Ma też tendencje do pobłażliwego traktowania innych, bo przecież jej dziadek jest zastępcą, a ona sama została nazwana po samym Łabędziej Gwieździe - przywódcy ich Klanu, a no i mama to siostra byłej przywódczyni Klanu Gromu. Reszta kotów przy niej to tylko pionki, których nie czeka tak świetlana przyszłość jak ją.
Nie dodał. Znaczy... Oczywiście wiedziała, że tata będzie kochał ją mimo wszystko, a przynajmniej taką miała nadzieję, niemniej jednak wciąż ciążyła nad nią wizja kary i złość dziadka.
Zawahała się przed wyjściem z obozu, przełykając przed tym głośno ślinę. Nie zamierzała robić jednak scen tuż przed wyjściem do lasu, dlatego też wyszła posłusznie. Mając w głowie pamiętną noc, była praktycznie przyciśnięta do boku Mknącego Strumyka. - Ale ja nie wyszłam bo chciałam! -Pisnęła w defensywnym geście. Dziadkowi mówiła to samo, ale przez łzy i emocje chyba nie wyszło jej to zbyt wyraźnie, skoro myślał, że zrobiła to umyślnie i skoro to właśnie przekazał jej ojcu.- Bo... Bo to było tak, że wyszłam z Chruśniaka za potrzebą, a gdy wracałam usłyszałam pohukiwanie i jasnym było dla mnie, że te dźwięki wydawała sowa... Śnieżny Płatek opowiadała, że sowy porywają kocięta do swoich gniazd, żeby... Żeby tam je... Przepraszam tato, tak bardzo się przestraszyłam, że... że spanikowałam i nie patrzyłam dokąd biegnę... Na prawdę przepraszam... Nie chciałam... -Wstrzymała oddech, próbując powstrzymać drżenie w głosie, żeby przypadkiem się nie rozpłakać. Nie dość, że wrócił do niej strach z tamtej nocy, to jeszcze czuła ogromny wstyd przez to co zrobiła.
Wysoki, o długim, niebieskim na czubku głowy, uszach, policzkach i przy nosie oraz tułowiu i ogonie futrze. Reszta ciała biała, a na niebieskich plamach występuje ciemniejsze, tygrysie pręgowanie, choć trzeba się trochę przyjrzeć, by te pręgi dostrzec. Należy do jednych z tych wyższych kotów, co zdecydowanie odziedziczył, oraz porządnie zbudowanych, jak przystało na wojownika, ale mimo to smukły i szczupły, pod tymi mięśniami, nie ma zbędnej masy tłuszczowej, przez co mięśnie tylko trochę wybijają się przez futro. Oczy niebieskie.
Wiedział, mniej więcej, co się stało, oczywiście, ojciec trochę mu o tym opowiadał, ale mimo wszystko chciał, by Łabądek opowiedziała mu wszystko sama, własnymi słowami, opowiedziała czemu to się stało i zdecydowanie doszedł do wniosku, że Śnieżny Płatek naprawdę powinna przestać terroryzować ten klan swoimi głupimi plotkami i tekstami, jak te do jego kociąt, że je porwie jakaś sowa. Oby ją porwała, doprawdy.
- Nie powinnaś we wszystkim słuchać innych kotów, wiesz? Mogłaś przyjść do nas, zapytać, gdy tylko to usłyszałaś. W obozie jesteś bezpieczna, tu nic cię nie porwie, obiecuję, nie musiałaś uciekać na oślep. Wystarczyło cofnąć się do Chruśniaka, a tam nic, naprawdę, by ci nie było. Naraziłaś się na wielkie niebezpieczeństwo, nawet jeśli nie było to celowe. Bałem się, wiesz? Mama też. I dziadek - wyjaśnił dlaczego wszyscy byli tacy źli. Nie byli źli, bo ich nie posłuchała, byli źli, bo byli przerażeni. A to była duża różnica. - Cóż, najważniejsze, że ci się nic nie stało i wszystko dobrze się skończyło - zakończył, pocieszająco liżąc ją między uszami. Nie był zbyt dobry w wyciąganiu konsekwencji, zresztą, nie uważał, by tu jakiekolwiek były potrzebne. Sądził raczej, że w tym wszystkim nie było winnych - poza Śnieżnym Płatkiem - a Łabądek dostała już swoją nauczkę na przyszłość, gdy znalazła się sama w lesie, nie wiedząc gdzie jest. A to tym bardziej rozrywało mu serce.
Dość sporych rozmiarów, puchata kulka i o ile masywności nie można jej odmówić, tak wzrostem się raczej nie wyróżnia, nie góruje ponad resztą kociąt, ale do najmniejszych również nie należy. Porasta ją gęste, długie czarne futerko. Jest ono pozbawione pręg, ale z racji, że jest dymne, ma prześwity, które mogą je na pierwszy rzut oka przypominać - tak zwane ghost markingi. Na tle czerni, z trudem, ale idzie się dopatrzeć dwóch szaroniebieskich ślepi. Tym co wyróżnia kotkę najbardziej są dodatkowe palce na obu przednich łapkach, co sprawia, że wydają się one masywniejsze w porównaniu z tymi tylnymi.
Łabędź to typ małej, idealnej księżniczki, która przykłada dużo uwagi do swojego wyglądu. Boi się brudu i unika wszystkiego co może zniszczyć jej idealnie ułożone futerko. Mimo posiadania rzecznej krwi, nie lubi wody, bo przecież do mokrego futra wszystko się przykleja. Równie mocno co brudu, boi się wszelkiego rodzaju robactwa, czy to latającego, czy pełzającego. Brońcie Gwiezdni, żeby dowiedziała się o istnieniu skaczących koników polnych.
Do innych kotów jest nastawiona raczej pozytywnie (a przynajmniej ona tak uważa). Czasem zdarza jej się dawać im rady odnośnie pielęgnacji futra, jeśli dostrzeże ona, że jej rozmówca o nie nie dba. Ma też tendencje do pobłażliwego traktowania innych, bo przecież jej dziadek jest zastępcą, a ona sama została nazwana po samym Łabędziej Gwieździe - przywódcy ich Klanu, a no i mama to siostra byłej przywódczyni Klanu Gromu. Reszta kotów przy niej to tylko pionki, których nie czeka tak świetlana przyszłość jak ją.
Wiedziała że powinna wrócić do Chruśniaka, że to było najmądrzejsze wyjście, najbardziej oczywiste, ale tamtej nocy nie potrafiła myśleć trzeźwo, ogarnięta paniką pobiegła prosto przed siebie. - Może ja się nie nadaje na wojownika... -Pociągnęła nosem, kładąc uszy po sobie, czując na głowie ojcowski język. Powinna wrócić do kociarni, a spanikowała, była głupia i wszyscy mieli prawo być na nią źli. Dziadek w ogóle nie powinien jej mianować, skoro przestraszyła się pierwszego lepszego odgłosu z ciemności. Skuliła się delilatnie, zerkając w stronę wejścia do obozu.
Wysoki, o długim, niebieskim na czubku głowy, uszach, policzkach i przy nosie oraz tułowiu i ogonie futrze. Reszta ciała biała, a na niebieskich plamach występuje ciemniejsze, tygrysie pręgowanie, choć trzeba się trochę przyjrzeć, by te pręgi dostrzec. Należy do jednych z tych wyższych kotów, co zdecydowanie odziedziczył, oraz porządnie zbudowanych, jak przystało na wojownika, ale mimo to smukły i szczupły, pod tymi mięśniami, nie ma zbędnej masy tłuszczowej, przez co mięśnie tylko trochę wybijają się przez futro. Oczy niebieskie.
- Oczywiście, że się nadajesz - powiedział delikatnie, nadal przejeżdżając językiem na uspokojenie, widząc, że potrzebuje trochę więcej, niż paru aprobujących słów. Łabądek widocznie przejęła się tym co się stało, a on był tu, by powiedzieć jej, że najgorsze za nią, że była tylko kociakiem, mimo że już prawie terminatorem, to jednak kociakiem i miała pełne prawo się wystraszyć. Ale póki co jedynie siedział, pocieszająco ją liżąc, by trochę się uspokoiła, by wyciszyła się i mogła już w pełni wysłuchać tego, co miał jej do powiedzenia.
- Każdy ma prawo się czegoś wystraszyć, szczególnie w ciemności. Las jest pełen dziwnych odgłosów, pełen rzeczy, które faktycznie mogą przerazić, ale między innymi po to jest trening, żebyś się z tym wszystkim oswoiła. Jeśli chcesz, to pierwsze treningi możemy odbyć tylko tu, przy obozie, nawet wieczorami, żeby posiedzieć i porozmawiać o tym, co akurat wydaje jaki dźwięk - dodał. Miał dla niej dużo czasu, tyle, ile naprawdę potrzebowała, nie musieli pędzić z treningiem, on nie był żadnym wyznacznikiem niczego. Sam przecież ukończył swój po rodzeństwie i absolutnie mu to nie przeszkadzało, miał przynajmniej pewność, że był gotów, a tego się przecież obawiał bardzo długo.
Dość sporych rozmiarów, puchata kulka i o ile masywności nie można jej odmówić, tak wzrostem się raczej nie wyróżnia, nie góruje ponad resztą kociąt, ale do najmniejszych również nie należy. Porasta ją gęste, długie czarne futerko. Jest ono pozbawione pręg, ale z racji, że jest dymne, ma prześwity, które mogą je na pierwszy rzut oka przypominać - tak zwane ghost markingi. Na tle czerni, z trudem, ale idzie się dopatrzeć dwóch szaroniebieskich ślepi. Tym co wyróżnia kotkę najbardziej są dodatkowe palce na obu przednich łapkach, co sprawia, że wydają się one masywniejsze w porównaniu z tymi tylnymi.
Łabędź to typ małej, idealnej księżniczki, która przykłada dużo uwagi do swojego wyglądu. Boi się brudu i unika wszystkiego co może zniszczyć jej idealnie ułożone futerko. Mimo posiadania rzecznej krwi, nie lubi wody, bo przecież do mokrego futra wszystko się przykleja. Równie mocno co brudu, boi się wszelkiego rodzaju robactwa, czy to latającego, czy pełzającego. Brońcie Gwiezdni, żeby dowiedziała się o istnieniu skaczących koników polnych.
Do innych kotów jest nastawiona raczej pozytywnie (a przynajmniej ona tak uważa). Czasem zdarza jej się dawać im rady odnośnie pielęgnacji futra, jeśli dostrzeże ona, że jej rozmówca o nie nie dba. Ma też tendencje do pobłażliwego traktowania innych, bo przecież jej dziadek jest zastępcą, a ona sama została nazwana po samym Łabędziej Gwieździe - przywódcy ich Klanu, a no i mama to siostra byłej przywódczyni Klanu Gromu. Reszta kotów przy niej to tylko pionki, których nie czeka tak świetlana przyszłość jak ją.
Słowa ojca miały sens, dobrze to wiedziała, a jednak mimo jego wszelkich starań, uczucie beznadziejności uparcie nie chciało odejść. Łabędź czuła się zwyczajnie głupio i to uczucie najwyraźniej nie chciało tak szybko odpuścić. Niemniej na propozycje kocura (choć niepewnie) skinęła głową. - M-Myślisz, że możemy tak zrobić? Chyba nikt inny tak nie robi... Nie chcę, żeby ktoś uznał to za dziwne... -Mruknęła cicho. Bała się, że jej rówieśnicy mogliby z niej drwić za to, że ma jakiś specjalny program i w ogóle nie ma odwagi trenować tam gdzie wszyscy.
Wysoki, o długim, niebieskim na czubku głowy, uszach, policzkach i przy nosie oraz tułowiu i ogonie futrze. Reszta ciała biała, a na niebieskich plamach występuje ciemniejsze, tygrysie pręgowanie, choć trzeba się trochę przyjrzeć, by te pręgi dostrzec. Należy do jednych z tych wyższych kotów, co zdecydowanie odziedziczył, oraz porządnie zbudowanych, jak przystało na wojownika, ale mimo to smukły i szczupły, pod tymi mięśniami, nie ma zbędnej masy tłuszczowej, przez co mięśnie tylko trochę wybijają się przez futro. Oczy niebieskie.
- No pewnie, że możemy, co nam stoi na przeszkodzie? Każdy trenuje swoim tempem, każdy może przerobić materiał w zupełnie inny sposób i każdy do tego materiału może dać coś od siebie. Nikt nie powiedział, że każdy trening powinien iść takim samym tempem i należy na nim przerobić konkretne rzeczy - pocieszył córkę. - A jak ktoś chociaż spróbuje się z ciebie pośmiać, to będzie musiał porozmawiać na ten temat ze mną - dodał poważnie. Terminatorzy byli różni, to prawda, acz tacy już nieco podrośnięci powinni być nieco mądrzejsi, a więc co za tym idzie; nie śmiać się z tak błahych powodów. On sam miał parę trudności, gdy zaczynał trening, ale dzięki pomocy swojego mistrza, Kwitnącego Jaśmina, wszystkie pokonał i później nie widział już żadnych trudności w nadrobieniu materiału, mimo że nie wyrobił się razem z rodzeństwem, no i nie czuł się przez to specjalnie gorszy, ot, po prostu potrzebował więcej czasu, a to nie było nic złego, więc jeśli Łabądek też go potrzebowała, to w porządku, jakoś sobie poradzą.