Księżyce: 53 Mistrz: Rześka Pszczoła Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Śnieżny Płatek [npc] Ojciec: ??? [npc] Trwałe urazy: -1 Zr, -1 Sz na stałe Urazy mechaniczne: -1Zr, -1Sz na stałe (powód: złamanie kości promieniowej)
czarny srebrny cętkowany; z białymi znaczeniami na tylnych łapach, brzuchu i brodzie; zielone oczy;
"Miał całkiem ładne, srebrzyste futerko i głupie oczka. Dla niej wyglądał zupełnie jak rybka, którą ktoś wyrzucił na brzeg." ~Pustynna Róża
trochę people pleaser, trochę idealna owieczka Śnieżnego Płatka, która bardzo chciałaby być wilkiem, ale nie ma ku temu predyspozycji
Roziskrzona Gwiazda, Traszkowy Grzbiet [KW], Wędrujące Światła [S]; Ruletka [P]
Gorejący Krzew był wojownikiem dość... długo, tak obiektywnie patrząc. Był mianowany jeszcze przez Łabędzią Gwiazdę, na jego ostatniej ceremonii. Może dlatego czuł się jakby to było kilka wschodów słońca temu i dopiero po zastanowieniu docierało do niego, że minęły już księżyce. Klan dalej płynął, w naturze rzek nie było przecież trwanie w miejscu, wiedział o tym. Nawet kamienie na dnie powoli przesuwały się do przodu. Jedynie Popiołek utknął w przydennym mule, obserwując jak wszyscy go mijali. Wczoraj dostał szansę by ruszyć dalej, lekkie popchnięcie w formie terminatora. Dużo młodsi wojownicy kończyli trenować swoich, gdy on dostał pierwszego.
I nie był wcale pewny czy jest gotów ruszać dalej.
O świcie czekał przy wyjściu z obozu na Dmuchawcową Łapę. W głowie powtarzał sobie wszystkie rady, których udzieliła mu wczoraj Rześka Pszczoła. Och, jej entuzjazm go nieco podnosił na duchu, uważała, że Gorejący Krzew sobie poradzi. Że Popiołek sobie poradzi.
Może nie będzie źle. Zaczną dzisiaj od teorii.
In the { fullmoon's } light — I listen. to the stream— andin between the silence. . . . . . . . . . . .ˏˋ°•*⁀➷hear you callingme But I don't know whereI am. . . . . . . . . . . .and I don'ttrustwho I've been ╭────── · ☾ · ──────╮ And if I comehome . . . how will I everleave? ╰────── · ☾ · ──────╯
Księżyce: 14 Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Ojciec: Białobrody, Górski Potok
Niewielki, mniejszy od przeciętnego kota; barczysty; niebieski dymny; klasycznie pręgowany (ghost markingi); biel pokrywająca prawie całego kota, wyłączając szary ogon; żółte ślepia; uszy typu curl; płatki kwiatów wplecione w sierść
Życzliwy - właśnie tym słowem można opisać Dmuchawca. To typ kota, który pozwoli nadepnąć sobie na ogon, gdyby komuś innemu miałoby to poprawić humor. Do wszystkich jest nastawiony przyjaźnie. Zawsze chodzi uśmiechnięty i chciałby tym uśmiechem zarażać inne koty. W końcu za długo przebywał w odosobnieniu lecznicy, żeby miał się teraz krzywić. Nie lubi przemocy, nawet zwykły sparing wywołuje w nim niepokój, jest pacyfistą.
Dmuchawiec nie tak wyobrażał sobie swoją ceremonię. Nawet przez myśl nie przeszło mu, że może zamienić się ona w pogrzeb. I to samego zastępcy. Czuł się nieswojo, jakby nie powinien udawać się na trening tak szybko po śmierci Ognistego Serca. Co prawda nie znał kocura, nie miał z nim bliskich relacji, ale sam fakt śmierci... Sam fakt, że miałby wrócić do normalności po tym jak ktoś właśnie umarł. To nie było w porządku...
Niemniej Dmuchawiec miał w zwyczaju zwracać większą uwagę na inne koty niż swój własny komfort, dlatego też nie zamierzał kazać Gorejącemu Krzewowi na siebie czekać. Wyczołgał się z legowiska terminatorów i skierował kroki w stronę swojego nowego mistrza. - Dzień dobry, Gorejący Krzewie. -Skłonił głowę przed starszym kocurem. Starał się nie wyglądać na przybitego.
Księżyce: 53 Mistrz: Rześka Pszczoła Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Śnieżny Płatek [npc] Ojciec: ??? [npc] Trwałe urazy: -1 Zr, -1 Sz na stałe Urazy mechaniczne: -1Zr, -1Sz na stałe (powód: złamanie kości promieniowej)
czarny srebrny cętkowany; z białymi znaczeniami na tylnych łapach, brzuchu i brodzie; zielone oczy;
"Miał całkiem ładne, srebrzyste futerko i głupie oczka. Dla niej wyglądał zupełnie jak rybka, którą ktoś wyrzucił na brzeg." ~Pustynna Róża
trochę people pleaser, trochę idealna owieczka Śnieżnego Płatka, która bardzo chciałaby być wilkiem, ale nie ma ku temu predyspozycji
Roziskrzona Gwiazda, Traszkowy Grzbiet [KW], Wędrujące Światła [S]; Ruletka [P]
Może taki los Popiołka, że każdy początek większego etapu w jego życiu był okupywany życiem kogoś z trójki klanowej. Może jakby wyszedł na moment ze swojej głowy to zauważyłby, że było to coś wspólnego z jego terminatorem, ale przejęty tym co miało dzisiaj nadejść, patrzył w tył dość wąskotorowo.
– Dzień dobry, Dmuchawcowa Łapo – przywitał się, kiwnąwszy głową. Ewidentnie żaden z nich nie tryskał dzisiaj energią i może Popiołek nie powinien dziękować Gwiezdnym za coś takiego, ale jednak odczuwał pewną wdzięczność. Przynajmniej zaczną spokojnie, prawda? Nikt nikogo nie przytłoczy. Podniósł się na cztery łapy i machnął ogonem w stronę wyjścia, samemu już ruszając. – Chodź, pokażę ci drogę na Koci Grzbiet. Tam zwykle się spotyka na treningi, chociaż to raczej... raczej jak już będziesz trochę bardziej obeznany z terenami. Miałeś może nauki? Albo rodzice mówili ci czego możesz spodziewać się na treningu?
In the { fullmoon's } light — I listen. to the stream— andin between the silence. . . . . . . . . . . .ˏˋ°•*⁀➷hear you callingme But I don't know whereI am. . . . . . . . . . . .and I don'ttrustwho I've been ╭────── · ☾ · ──────╮ And if I comehome . . . how will I everleave? ╰────── · ☾ · ──────╯
Księżyce: 14 Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Ojciec: Białobrody, Górski Potok
Niewielki, mniejszy od przeciętnego kota; barczysty; niebieski dymny; klasycznie pręgowany (ghost markingi); biel pokrywająca prawie całego kota, wyłączając szary ogon; żółte ślepia; uszy typu curl; płatki kwiatów wplecione w sierść
Życzliwy - właśnie tym słowem można opisać Dmuchawca. To typ kota, który pozwoli nadepnąć sobie na ogon, gdyby komuś innemu miałoby to poprawić humor. Do wszystkich jest nastawiony przyjaźnie. Zawsze chodzi uśmiechnięty i chciałby tym uśmiechem zarażać inne koty. W końcu za długo przebywał w odosobnieniu lecznicy, żeby miał się teraz krzywić. Nie lubi przemocy, nawet zwykły sparing wywołuje w nim niepokój, jest pacyfistą.
Na całe szczęście kocur chyba nie zauważył, że coś mogło być u jego terminatora nie tak. Znaczy... Ciężko zauważyć coś takiego u kogoś, kogo się jeszcze dobrze nie poznało. Tak czy siak, było to dla niego na łapę.
Ruszył za mistrzem, trzymając się blisko.- Miałem, ale zachorowałem zanim Wilcza Góra zdołał mnie czegokolwiek nauczyć. -Niby nie musiał o tym wspominać, ale nie chciał, żeby odbiło się to w jakiś sposób na reputacji Wilczej Góry.- Ale rodzice mówili mi, że trening ma mnie przygotować do życia w Klanie, nauczyć wszystkiego co powinien umieć dorosły kot - polowania, teorii, pływania i tym podobne. -Większości z tego w sumie dowiedział się od Górskiego Potoku, bo Białobrody, gdy tylko mógł odwiedzić swoje kocięta w lecznicy, skupiał się wyłącznie na ich zdrowiu.
Księżyce: 53 Mistrz: Rześka Pszczoła Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Śnieżny Płatek [npc] Ojciec: ??? [npc] Trwałe urazy: -1 Zr, -1 Sz na stałe Urazy mechaniczne: -1Zr, -1Sz na stałe (powód: złamanie kości promieniowej)
czarny srebrny cętkowany; z białymi znaczeniami na tylnych łapach, brzuchu i brodzie; zielone oczy;
"Miał całkiem ładne, srebrzyste futerko i głupie oczka. Dla niej wyglądał zupełnie jak rybka, którą ktoś wyrzucił na brzeg." ~Pustynna Róża
trochę people pleaser, trochę idealna owieczka Śnieżnego Płatka, która bardzo chciałaby być wilkiem, ale nie ma ku temu predyspozycji
Roziskrzona Gwiazda, Traszkowy Grzbiet [KW], Wędrujące Światła [S]; Ruletka [P]
Plan Popiołka zaczął się sypać wraz z odpowiedzią terminatora. Nie dlatego że brak intensywnych nauk był aż taką przeszkodą, nic z tych rzeczy, ale dalsze tłumaczenia przyniosły zwątpienie. Może wysilanie umysłów nad teorią wcale nie było najlepszym planem na dzisiejszy dzień. Może właśnie przydałoby się bardziej coś pozwalającego wyłączyć niemal wszystkie myśli i skupić się jedynie na chwili obecnej. Szli w stronę Kociego Grzbietu, wzniesienie już było widać na horyzoncie, a Popiołek walczył z myślami.
– Zdarza się tak, często nawet. Ja też nie wyniosłem za wiele ze swoich nauk. Chociaż to akurat z mojej winy, ukryłem się, bo nauczycielka, którą wybrała mi mama była... trochę straszna – przyznał z zalążkiem uśmiechu. To Łabędzia Gwiazda go wtedy znalazł. I dzięki niemu poszedł na ceremonię nieco pewniejszym krokiem. Nie dzięki matce. A jak o rodzicach, ciekaw był czy ojcowie Dmuchawcowej Łapy jedynie mówili mu do czego powinien przygotować go trening, czy także przekazywali mu faktyczną wiedzę, jak było w przypadku Śnieżnego Płatka. Teraz, po czasie, mógł stwierdzić, że nie przepadał za wiedzą od matki – zawsze wiązała się z ciężarem oczekiwań.
Koci Grzbiet przed nimi stawał się coraz wyraźniejszy.
– Możemy dzisiaj zacząć od teorii, od... hm... tego co nas otacza? Od pozostałych Klanów, ale także kotów, które możesz spotkać na granicach z Terenami Niczyimi, albo, co gorsza, na naszych terenach – zaoferował, myślami przy swoim spotkaniu z tamtym dziwnym kocurem, podczas łowienia ryb. – Och, właśnie, jako twój mistrz doceniłbym, gdybyś nie zbliżał się samotnie do granic. A przynajmniej do tych nie-klanowych. – Jakby Klanowe były lepsze. Tamta Gromiaczka? Popiołkowi dalej serce przyspieszało, gdy patrol zbliżał się do tej części obchodu. Nawet jeśli nie spotkał jej od wielu księżyców. W sumie od kiedy Łabędziej Gwieździe powiedział o swoim problemie. Może... może jakoś pilnował ze Srebrnej Skórki żeby ich drogi się nie krzyżowały. Będzie musiał mu za to podziękować. Ale tak, nie było co zniechęcać terminatora do sąsiadów, szczególnie, że poza tym jednym konkretnym przypadkiem było raczej w porządku. Tamta Wichrzaczka była miła. Tak na przykład. – Więc możemy zacząć od tego. Ale jeśli byś wolał... możemy też pójść na ryby. Pokażę ci ulubione miejsce do łowienia Łabędziej Gwiazdy. – Uśmiech, który zaczynał mu się malować na pysku, momentalnie zgasł. Jego terminator urodził się, gdy panowanie Nocnej Gwiazdy nie było już niczym nowym, minęło już kilka księżyców od poprzedniego przywódcy. Imię Łabędziej Gwiazdy mogło Dmuchawcowej Łapie nic nie mówić, sam kot mógł być mu zupełnie obojętny i to przerażało Popiołka. Na tyle, że pośpieszył z wyjaśnieniami. – To nasz poprzedni przywódca. Opiekował się Klanem Rzeki przez tyle obiegów pór, że nikt z żywych nie pamięta by istniał kiedykolwiek Klan Rzeki bez Łabędziej Gwiazdy. No... znaczy się, oprócz teraz. Ale wcześniej.
In the { fullmoon's } light — I listen. to the stream— andin between the silence. . . . . . . . . . . .ˏˋ°•*⁀➷hear you callingme But I don't know whereI am. . . . . . . . . . . .and I don'ttrustwho I've been ╭────── · ☾ · ──────╮ And if I comehome . . . how will I everleave? ╰────── · ☾ · ──────╯