Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
- Ja to wiem, ale oni najwyraźniej nie, bo im śmierdzimy. I skoro tak, to mam nadzieję że bardzo. -Mruknęła. Oczywiście, że wichrzacy pachnieli najlepiej w całym lesie, inne Klany po prostu się nie znały.
Poprowadziła dalej, w stronę Zajęczych Ziół. W czasie jak maszerowali, próbowała policzyć w pamięci ile punktów kodeksu już mieli odhaczone... Było to ciężkie zadanie. Nie przepadała za teoretyczną częścią treningu. - Mówiłeś już o tym, że terminatorzy nie mogą się posilić bez pozwolenia, dopóki nie nakarmią starszyzny? -Uniosła brew. Wolała dopytać.
Małe to takie, ledwie widoczne. Niemal wychudzony, o szczurowatej posturze i patykowatych łapach. Uszy ma wielkie, wąsy kręcone, a dwukolorowe oczy [lewe żółte, prawe niebieskie] szeroko otwarte. Konwój to krótkowłosy kocur, którego białe futro dodatkowo jest kręcone. Pod ową bielą kryje się za to coś o wiele ciekawszego - brąz, dodatkowo szynszylowy.
Jest kotem głośnym. Donośnym głosem nadrabia więc swoją mierną więc postać. Nie rzucający się w oczy, acz na pewno usłyszany. Konwój dodatkowo posiada parę tików, nie potrafi więc za nic w świecie trwać w całkowitym bezruchu. Jest kotem niecierpliwym i łasym na wszelkiego rodzaju atrakcje, stąd też nie potrafił usiedzieć w gnieździe dwunogów, a las wydał mu się o wiele odpowiedniejszym dla niego miejscem. Konwój ma tendencję do gadania przez sen, czasami jest to zwykłe mamrotanie, a czasem pełne, dobrze słyszalne słowa.
Śmierdzą to śmietniki na osiedlu! Nie lubił obok nich przechodzić! No, ale Wichrzaki nie śmierdzą! A jak tak opisują ich inne klany, to… są głupi, o. — Tak, pani Krzyk! A może niy... No ale niy mogom! Znaczy... my niy możemy! HEHE! Trocha mi sie pomerdało! — mmachnął łapką, no i zaśmiał się. Wiedział o tym! No ale rzeczywiście mógł o owej zasadzie nie wspomnieć… Ale się stosował! To już coś, a nawet dużo!
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
- No to terminatorzy nie mogą się posilić bez pozwolenia, dopóki nie nakarmią starszyzny. -Szybkim krokiem poprowadziła w stronę Białej Łączki, a potem Kępy Traw. Wykorzystała na to ostatnie siły w łapach, bo już zaczynała się męczyć. Nie przyzna tego otwarcie, ale cały dzień obchodzenia granic w jej wieku niezbyt dobrze działa na kości. - Dobra, tyle na dzisiaj. Wracamy do obozu. -Zarządziła, po czym ogonem dała znać, że ruszają.- Tym razem możesz zjeść przed starzyzną, byłeś cały dzień na łapach, a jestem pewna, że ktoś już zdążył im coś zanieść. -Nie będzie przecież głodzić terminatora, a na polowanie raczej nie było już sił.