xxxxNie byłem pewny, czy ktokolwiek poinformował Błyszczącą Łapę o poprzedniej ceremonii i o tym, jak ma na imię, a także kogo dostał na mistrza. Chciałem też wiedzieć, dlaczego nie pojawił się na własnej ceremonii, wcześniej tak gorliwie o nią prosząc Nocną Gwiazdę. Stresowałem się, co zdradzała moja kita niespokojnie wirująca w powietrzu. Nocna Gwiazda ostrzegł mnie przed jego temperamentem, a ja nie kryłem zdziwienia, że kot taki jak on... wpadł akurat w moje łapy. Czułem się nieco pewniej w treningach, ale wciąż - trenowałem koty... pokroju... Drobiącej Myszy czy Słonecznej Łapy, a nie... Pokręciłem głową. Nie mogłem się źle nastawiać. Nie bez powodu to ja miałem go uczyć - najwyraźniej mam coś, co mogę mu przekazać. Tylko... jeszcze nie do końca wiedziałem co. xxxx- Błyszcząca Łapo? - podszedłem do kocura w Zarośniętych Drzewach.
Oczywiście, że został poinformowany. Wraz z ostrym ochrzanem od swojej matki, że jak to tak, nie zjawić się na własnej ceremonii i bla bla bla. Gadała mu też, że powinien zachowywać się szczególnie dobrze, bo jego mistrzem został klanowy zastępca, ale Błysk miał to pod ogonem. A nawet wolałby, żeby jego mistrzem został ktoś… Mniej frajerski. No ale przynajmniej jeśli dobrze to ugra, to będzie mógł się obijać zamiast trenować.
Ciekawiło go czy rudy w ogóle odważy się zjawić, czy będzie czekał aż kremowy sam się przypałęta… No i dostał swą odpowiedź gdy ten mu przerwał w czyszczeniu futra.
- No? - rzucił, gotów przez jakiś czas pograć mu na nerwach zanim wyjdą poza obóz.