Jest jedną z wyższych kotek w Klanie Rzeki, choć nie w klanach. Łapy ma długie, smukłe, choć umięśnione. Na pewno nie można jej zaliczyć do grubych - o nie! Wręcz przeciwnie, podczepia się ona jeszcze pod te szczupłe koty. Pysk ma idealnie proporcjonalny, nie za długi, nie za krótki, oczy odrobinę skośne, choć wiecznie bijące miłym, radosnym blaskiem. Są one koloru zielonego, czasami zaś błyszcząc trochę bardziej na zielono-żółto. Futro ma krótkie, szorstkie, koloru czekoladowego z białym pyszczkiem, szyją, brzuchem i odrobinę łapami, jak i ogonem. Na nim zaś jest sobie pamiątka po pewnym polowaniu - żyłka wędkarska, która zawinęła się i zasupłała wokół jej ogona, której do tej pory nie potrafi zdjąć; jest po prostu zbyt ścisło zawiązana.
Spoważniała - to na pewno. Nadal jest miła, entuzjastyczna, pewna swego. Dąży do ideału, za cel swój obejmując bycie jak Czerwony Mak, jednak nie dokładnie. Chce być najlepsza... oh nie, ona jest najlepsza! Druga najlepsza wojowniczka Klanu Rzeki. Jej dziecięce zachowania jednak przygasły. Nie jest już takim kompletnym dzieckiem, choć nie można powiedzieć, że jest dojrzała. Ma swoją opinię na różne tematy, jednak nie narzuca jej nikomu. Jest obojętna wobec czyiś poglądów nawet, jeśli nie zgadzają się one z jej własnymi. Lubi żartować i czasem odpocząć od klanowej rutyny, ale to nie tak, że męczy ją klan, o nie! Klan jest miłością, Klan jest życiem. Nigdy by go nie zdradziła. Stara się za wszelką cenę trzymać kodeksu i bronić współklanowiczy, bo przecież to robi przykładny wojownik.
Jak obiecała, tak zrobiła. Zdziwiło ją, gdy pewnego dnia Świetlikowa Gwiazda zaprosił ją do siebie, ale jeszcze bardziej zdziwiło ją przekazanie jej ucznia Śnieżnego Skrzydła. Nie miało to jednak znaczenia, nie miała do tej pory ucznia odkąd skończyła trening Czapli, a czymś trzeba było się zająć. Przywódca jej zaufał, powierzając jej kolejnego młodego kota do wytrenowania, a ona z pewnością nie może go zawieść! Tak więc powiedziała Skrzypiącej Łapie, aby czekał na nią o porze szczytowania słońca, od tak, aby miał siłę, był wyspany i gotowy. Tak więc gdy tylko nadszedł czas na trening, zjawiła się w wejściu obozu - umówionym miejscu. Teraz tylko poczekać, kocurek nie mógł się spóźnić, było to po prostu niewykonalne, dopóki sam nie unikał treningu, czy nie zrobił sobie za długiej porannej drzemki. Plan na dziś dzień miała prosty - dowiedzieć się, co terminator już wiedział, omówić podstawy i może zacząć polowanie, aby mógł wypełniać swoje obowiązki. Nic szczególnego, ot zwykły trening. Mleczna była bardzo podekscytowana, strasznie chciała poznać swojego ucznia. Może będzie do niej podobny z charakteru? Czy uda im się dogadać? Nie miała do tej pory żadnego Trudnego Przypadku, więc nie spodziewałaby się żadnego wariactwa i obrażania się. I niech tak bez nieporozumień pozostanie.
Mistrz: Śnieżne Skrzydło | Mleczny Kieł
Płeć: kocur
Matka: Ubłocona Mordka [NPC]
Ojciec: Ciernisty Grzbiet [NPC]
Trwałe urazy: Po zaginięciu: podłużne blizny na lewej tylnej łapie oraz w górnej części tułowia.
Mistrz: Śnieżne Skrzydło | Mleczny Kieł
Płeć: kocur
Matka: Ubłocona Mordka [NPC]
Ojciec: Ciernisty Grzbiet [NPC]
Trwałe urazy: Po zaginięciu: podłużne blizny na lewej tylnej łapie oraz w górnej części tułowia.
Mikrus. Jeden z najniższych, o ile nie najniższy, kot jakiego spotkasz. Skrzypiąca Łapa ma krótkie łapki i mnóstwo białego puchu. Jest cały biały, pod futerkiem niezwykle lichy i drobny, czego jednak nie widać nawet w deszczu - musiałby go ktoś zgolić, aby dotrzeć do jego faktycznej postawy. Kocur ma też długi ogon, który mógłby konkurować wielkością z całą resztą jego ciała. Oczy ma złote, przechodzące od żółci do pomarańczu w płynnym gradiencie. Dodać tylko na czubku dwoje drobnych uszu, zawsze uśmiechniętą mordkę oraz uniesione wesoło wąsy, a otrzyma się byłego Rzeczniaka w jego prawdziwej formie - niezależnie od tego, czy jeszcze w Klanie, czy już poza nim. Jedynym dodatkiem po zniknięciu mogłaby być różowa wstążeczka na szyi.
Mały ekstrawertyk, wieczne dziecko. Maminsynek, przylepa i wesołek. Widzi szczęście wszędzie, czy to we wschodzie słońca, czy bzyczącym komarze. Prawdopodobnie to właśnie jego łatwe rozpraszanie się, brak ostrożności i nieposkromiona ciekawość w dążeniu do obserwowania piękna spowodowały, że zniknął w pewnym momencie z Klanu Rzeki. Natrafił na drapieżnika blisko granicy, a będąc na skraju przytomności uciekł w stronę Grzmiącej Ścieżki, co okazało się kluczowe dla jego przyszłości.
Został wywieziony hen daleko. Dostał się pod opiekę Dwungów, którzy wynieśli się dosyć szybko z małej mieściny, z którą graniczyły Klany. Żaden z nowych sąsiadów nie wiedział o co mu chodziło, a jakby tego było mało nadal był mocno osłabiony. Żył jeszcze przez parę, może paręnaście księżyców ze swoimi nowymi opiekunami, nim przekonał się do nowej przygody - do powrotu do domu. Podekscytowany na samą myśl uciekł pewnego wieczora tylko po to, by w ostatecznym rozrachunku nie wrócić już nigdy ani do Klanu Rzeki, ani do Dwunogów.
Nagietek wpadł w szaloną rutynę - stos zwierzyny, trening, kociarnia, stos zwierzyny, trening... jednak nagłe pogorszenie stanu zdrowia u Śnieżnego Skrzydła skutecznie wyrwało go z szarej codzienności i pseudo-ojcowskich obowiązków. Przez to poczuł się nader przygnieciony. Chciał dawać dobry przykład dzieciom Paprotki, ale jak miał to robić, nie będąc nawet wojownikiem? Co prawda nie zależało mu na dorosłości i byciu na wysokim stołku aż tak... zapuścił się trochę na pewien czas, to trzeba przyznać.
Na jego pyszczku wykwitło szczere zaskoczenie, kiedy Mleczny Kieł poinformowała go o zmianie mistrza. Wtedy tylko jej przytaknął ostrożnie, a jego myśli pochłonęła nowa mistrzyni. Ojej, jaka ona poważna. Odpowiedzialna nauczycielka. Ciekawe, czy tylko taką zgrywała?
Przyszedł punktualnie, nie chcąc sprawiać wrażenia nadmiernie problematycznego. Uśmiechnął się do niej nieśmiało, choć wcale nie miał akurat ochoty na żadne uśmieszki. Nie jesteś Śnieżnym Skrzydłem, stwierdził po raz kolejny ze zdziwieniem. To zdarzyło się tak niespodziewanie. Trudno było mu się przyzwyczaić. Podszedł do niej i przystanął, wyciągając różowiutki nos w stronę pyszczka wojowniczki i czekał, aż się z nim przywita.
- Dobry dzionek, Mleczny Kle! - zawołał w międzyczasie, wyprostowawszy się by pokazać się w jak najlepszym świetle.
Jest jedną z wyższych kotek w Klanie Rzeki, choć nie w klanach. Łapy ma długie, smukłe, choć umięśnione. Na pewno nie można jej zaliczyć do grubych - o nie! Wręcz przeciwnie, podczepia się ona jeszcze pod te szczupłe koty. Pysk ma idealnie proporcjonalny, nie za długi, nie za krótki, oczy odrobinę skośne, choć wiecznie bijące miłym, radosnym blaskiem. Są one koloru zielonego, czasami zaś błyszcząc trochę bardziej na zielono-żółto. Futro ma krótkie, szorstkie, koloru czekoladowego z białym pyszczkiem, szyją, brzuchem i odrobinę łapami, jak i ogonem. Na nim zaś jest sobie pamiątka po pewnym polowaniu - żyłka wędkarska, która zawinęła się i zasupłała wokół jej ogona, której do tej pory nie potrafi zdjąć; jest po prostu zbyt ścisło zawiązana.
Spoważniała - to na pewno. Nadal jest miła, entuzjastyczna, pewna swego. Dąży do ideału, za cel swój obejmując bycie jak Czerwony Mak, jednak nie dokładnie. Chce być najlepsza... oh nie, ona jest najlepsza! Druga najlepsza wojowniczka Klanu Rzeki. Jej dziecięce zachowania jednak przygasły. Nie jest już takim kompletnym dzieckiem, choć nie można powiedzieć, że jest dojrzała. Ma swoją opinię na różne tematy, jednak nie narzuca jej nikomu. Jest obojętna wobec czyiś poglądów nawet, jeśli nie zgadzają się one z jej własnymi. Lubi żartować i czasem odpocząć od klanowej rutyny, ale to nie tak, że męczy ją klan, o nie! Klan jest miłością, Klan jest życiem. Nigdy by go nie zdradziła. Stara się za wszelką cenę trzymać kodeksu i bronić współklanowiczy, bo przecież to robi przykładny wojownik.
Nie musiała długo czekać, jej nowy nabytek okazał się punktualny. +5 do przychylności Mlecznej, gratulacje. Przywitała się z byłym uczniem jej brata i wstała.
- Dzień dobry, Skrzypiąca Łapo. Chodź, przejdziemy się. - zasygnalizowała ruchem głowy, żeby szedł za nią, a sama wyszła z obozu i skierowała się w stronę Mknącej Rzeki, aby potem móc skręcić od niej w stronę plaży. Od czegoś zacząć trzeba. - Na sam początek, co już wiesz. Czego uczyłeś się ze Śnieżnym Skrzydłem, co wiesz z nauk, czego dowiedziałeś się sam. Nie chcemy w końcu powtarzać dwa razy tego samego, to byłoby bez sensu, zanudziłbyś się tylko. - uśmiechnęła się lekko, dalej idąc dość spokojnym krokiem, co przy jej długich łapach dalej sprawiało, że szła umiarkowanie szybko, jednak terminator nie powinien mieć najmniejszego problemu z nadążeniem. Pogoda była ładna, słońce świeciło, chmurki leniwie przetaczały się po niebie... jedynie było zimno. No i śnieg leżał wszędzie wokoło, jakby się uprzeć, to może nawet przeszkadzać. Na szczęście w miejscach, gdzie zwykle przechodziły patrole większość już się roztopiła, czy była udeptana. Ahh, nie ma to jak pora nagich drzew. - O! I czy jest coś, co sam chciałbyś już na początku wiedzieć? - spytała nagle. Nigdy nie pytała swoich uczniów o zdanie, więc czemu by nie spróbować? Może to sprawi, że trening przebiegnie szybciej, dokładniej, przyjemniej. Na pewno nie może nic popsuć, prawda?
Mistrz: Śnieżne Skrzydło | Mleczny Kieł
Płeć: kocur
Matka: Ubłocona Mordka [NPC]
Ojciec: Ciernisty Grzbiet [NPC]
Trwałe urazy: Po zaginięciu: podłużne blizny na lewej tylnej łapie oraz w górnej części tułowia.
Mistrz: Śnieżne Skrzydło | Mleczny Kieł
Płeć: kocur
Matka: Ubłocona Mordka [NPC]
Ojciec: Ciernisty Grzbiet [NPC]
Trwałe urazy: Po zaginięciu: podłużne blizny na lewej tylnej łapie oraz w górnej części tułowia.
Mikrus. Jeden z najniższych, o ile nie najniższy, kot jakiego spotkasz. Skrzypiąca Łapa ma krótkie łapki i mnóstwo białego puchu. Jest cały biały, pod futerkiem niezwykle lichy i drobny, czego jednak nie widać nawet w deszczu - musiałby go ktoś zgolić, aby dotrzeć do jego faktycznej postawy. Kocur ma też długi ogon, który mógłby konkurować wielkością z całą resztą jego ciała. Oczy ma złote, przechodzące od żółci do pomarańczu w płynnym gradiencie. Dodać tylko na czubku dwoje drobnych uszu, zawsze uśmiechniętą mordkę oraz uniesione wesoło wąsy, a otrzyma się byłego Rzeczniaka w jego prawdziwej formie - niezależnie od tego, czy jeszcze w Klanie, czy już poza nim. Jedynym dodatkiem po zniknięciu mogłaby być różowa wstążeczka na szyi.
Mały ekstrawertyk, wieczne dziecko. Maminsynek, przylepa i wesołek. Widzi szczęście wszędzie, czy to we wschodzie słońca, czy bzyczącym komarze. Prawdopodobnie to właśnie jego łatwe rozpraszanie się, brak ostrożności i nieposkromiona ciekawość w dążeniu do obserwowania piękna spowodowały, że zniknął w pewnym momencie z Klanu Rzeki. Natrafił na drapieżnika blisko granicy, a będąc na skraju przytomności uciekł w stronę Grzmiącej Ścieżki, co okazało się kluczowe dla jego przyszłości.
Został wywieziony hen daleko. Dostał się pod opiekę Dwungów, którzy wynieśli się dosyć szybko z małej mieściny, z którą graniczyły Klany. Żaden z nowych sąsiadów nie wiedział o co mu chodziło, a jakby tego było mało nadal był mocno osłabiony. Żył jeszcze przez parę, może paręnaście księżyców ze swoimi nowymi opiekunami, nim przekonał się do nowej przygody - do powrotu do domu. Podekscytowany na samą myśl uciekł pewnego wieczora tylko po to, by w ostatecznym rozrachunku nie wrócić już nigdy ani do Klanu Rzeki, ani do Dwunogów.
Uśmiechnął się nieco szerzej, kiedy odwzajemniła jego gest. Skinął energiczniej głową, uznając, że przechadzka to naprawdę świetny pomysł na zacieśnienie więzi. Ruszył więc za nią truchcikiem, drepcząc prawie bark w bark i zerkał na nią z dołu. Sam czuł się dziwnie, spostrzegając, jak wysoka oraz chuda była jego mistrzyni. I jak tu być potężnym, dużym kocurem, kiedy nawet przeciętny kot cię przewyższa? Miękko stawiał łapę za łapą, myśląc uporczywie nad mądrą odpowiedzią. Poczuł nagłą i palącą potrzebę, by się przed nią popisać.
- Och, logiczne. Mistrz... znaczy, poprzedni mistrz nauczył mnie świetnie polować. Wiem na co zwracać uwagę. Polowałem na mrówki - mrugnął do kocicy, jakby był nie wiadomo jak bardzo mężnym Zabójcą Robali z wieloksiężycowym doświadczeniem. Mówił poważnym, acz nader swobodnym głosem. - I przerobiliśmy co nieco z teorii. Z Chabrowym Pąkiem natomiast pofilozo... filozof... filozofywali...śmy? - zmarszczył brewki, kiedy zaplątał mu się język od zbyt długiego i skomplikowanego słowa. - Mówiliśmy o życiu pośmiertelnym, mistrzyni. Jestem doedukowanym kocurem, naprawdę - zapewnił czarująco, patrząc swymi miodowo-piwnymi oczyma na Mleczną i liczył na to, że jego niesamowity urok osobisty ją olśni. Czuł się głupio, pamiętając spotkania ze Śnieżnym Skrzydłem. Tym razem postanowił to załatwić nieco... inaczej. Może dostanie dzięki temu jakąś taryfę ulgową, czy coś. Spróbować zawsze warto.
- Oczywiście! Mam tyyle pytań do... pani? Mistrzyni? Mleczny Kle, jak mam się do ciebie zwracać? - zapytał już na wstępie, praktycznie nie odrywając od niej oczu i mając nadzieję, że o nic się nie potknie. - Oraz, czy zawsze byłaś taka wysoka? - dodał z zaintrygowaniem, czekając na odpowiedź.
Jest jedną z wyższych kotek w Klanie Rzeki, choć nie w klanach. Łapy ma długie, smukłe, choć umięśnione. Na pewno nie można jej zaliczyć do grubych - o nie! Wręcz przeciwnie, podczepia się ona jeszcze pod te szczupłe koty. Pysk ma idealnie proporcjonalny, nie za długi, nie za krótki, oczy odrobinę skośne, choć wiecznie bijące miłym, radosnym blaskiem. Są one koloru zielonego, czasami zaś błyszcząc trochę bardziej na zielono-żółto. Futro ma krótkie, szorstkie, koloru czekoladowego z białym pyszczkiem, szyją, brzuchem i odrobinę łapami, jak i ogonem. Na nim zaś jest sobie pamiątka po pewnym polowaniu - żyłka wędkarska, która zawinęła się i zasupłała wokół jej ogona, której do tej pory nie potrafi zdjąć; jest po prostu zbyt ścisło zawiązana.
Spoważniała - to na pewno. Nadal jest miła, entuzjastyczna, pewna swego. Dąży do ideału, za cel swój obejmując bycie jak Czerwony Mak, jednak nie dokładnie. Chce być najlepsza... oh nie, ona jest najlepsza! Druga najlepsza wojowniczka Klanu Rzeki. Jej dziecięce zachowania jednak przygasły. Nie jest już takim kompletnym dzieckiem, choć nie można powiedzieć, że jest dojrzała. Ma swoją opinię na różne tematy, jednak nie narzuca jej nikomu. Jest obojętna wobec czyiś poglądów nawet, jeśli nie zgadzają się one z jej własnymi. Lubi żartować i czasem odpocząć od klanowej rutyny, ale to nie tak, że męczy ją klan, o nie! Klan jest miłością, Klan jest życiem. Nigdy by go nie zdradziła. Stara się za wszelką cenę trzymać kodeksu i bronić współklanowiczy, bo przecież to robi przykładny wojownik.
Przed Mlecznym Kłem nie było potrzeby się popisywać. Bardzo ceniła wiedzę i umiejętności, a nie długie, wymyślne słówka. Te nie robiły na niej wrażenia, nie lubiła, jak koty opowiadały coś i robiły z tego nie wiadomo jak dramatyczną historyjkę. Wolała, jak mówili do niej prosto z mostu, chociaż nigdy nie narzekała. O nie, nie była głupia, żeby nie zrozumieć plątaniny dziwnych, niecodziennych słów, zwyczajnie ich nie lubiła, marnowało to jej energię i czas. Ale nie jej było oceniać. Jak ktoś chciał i lubił, to niech sobie tak mówi.
- ...cóż, mrówkami raczej się nie najesz. - przez chwilę nie wiedziała, co odpowiedzieć, ale gdy już się odezwała, to nieco rozbawiona. Uroczym było to, że właściwie dorosły kocurek jeszcze zachowywał się trochę jak kocię. - Ale jeśli chodzi o polowanie na zwierzynę, to zgaduję, że też to potrafisz? - i tak będzie musiała to sprawdzić, nie ważne, co odpowie. Ale jeśli umiał, to pójdzie szybciej. - Tylko życie pośmiertne, tak? Więcej w tym temacie nie przerabialiście? - spytała, po czym spojrzała na niego z zastanowieniem. Doedukowany. Gdyby był doedukowany, to by nie potrzebował treningu. Albo potrzebowałby praktyki. Ale nie jej było oceniać, ona miała go nauczyć.
- Mów mi po prostu Mleczny Kieł. - uśmiechnęła się delikatnie, po czym cicho zaśmiała się na pytanie. - Nie, kiedyś byłam niższa. W pewnym okresie życia po prostu urosłam, choć wcześniej byłam raczej przeciętnego wzrostu. A skąd to pytanie? - spojrzała zaciekawiona, choć trochę rozbawiona. I zbita z tropu. Miała przecież na myśli pytania związane z treningiem, a nie jakieś wzięte nie wiadomo skąd. Ale jeśli Skrzypiący był ciekawy takich rzeczy, to niech pyta, czemu nie. Mleczko nie była przyzwyczajona do treningu jako zacieśniania więzów, czy rozmów nie na temat, ale można się przecież uczyć całe życie.
Mistrz: Śnieżne Skrzydło | Mleczny Kieł
Płeć: kocur
Matka: Ubłocona Mordka [NPC]
Ojciec: Ciernisty Grzbiet [NPC]
Trwałe urazy: Po zaginięciu: podłużne blizny na lewej tylnej łapie oraz w górnej części tułowia.
Mistrz: Śnieżne Skrzydło | Mleczny Kieł
Płeć: kocur
Matka: Ubłocona Mordka [NPC]
Ojciec: Ciernisty Grzbiet [NPC]
Trwałe urazy: Po zaginięciu: podłużne blizny na lewej tylnej łapie oraz w górnej części tułowia.
Mikrus. Jeden z najniższych, o ile nie najniższy, kot jakiego spotkasz. Skrzypiąca Łapa ma krótkie łapki i mnóstwo białego puchu. Jest cały biały, pod futerkiem niezwykle lichy i drobny, czego jednak nie widać nawet w deszczu - musiałby go ktoś zgolić, aby dotrzeć do jego faktycznej postawy. Kocur ma też długi ogon, który mógłby konkurować wielkością z całą resztą jego ciała. Oczy ma złote, przechodzące od żółci do pomarańczu w płynnym gradiencie. Dodać tylko na czubku dwoje drobnych uszu, zawsze uśmiechniętą mordkę oraz uniesione wesoło wąsy, a otrzyma się byłego Rzeczniaka w jego prawdziwej formie - niezależnie od tego, czy jeszcze w Klanie, czy już poza nim. Jedynym dodatkiem po zniknięciu mogłaby być różowa wstążeczka na szyi.
Mały ekstrawertyk, wieczne dziecko. Maminsynek, przylepa i wesołek. Widzi szczęście wszędzie, czy to we wschodzie słońca, czy bzyczącym komarze. Prawdopodobnie to właśnie jego łatwe rozpraszanie się, brak ostrożności i nieposkromiona ciekawość w dążeniu do obserwowania piękna spowodowały, że zniknął w pewnym momencie z Klanu Rzeki. Natrafił na drapieżnika blisko granicy, a będąc na skraju przytomności uciekł w stronę Grzmiącej Ścieżki, co okazało się kluczowe dla jego przyszłości.
Został wywieziony hen daleko. Dostał się pod opiekę Dwungów, którzy wynieśli się dosyć szybko z małej mieściny, z którą graniczyły Klany. Żaden z nowych sąsiadów nie wiedział o co mu chodziło, a jakby tego było mało nadal był mocno osłabiony. Żył jeszcze przez parę, może paręnaście księżyców ze swoimi nowymi opiekunami, nim przekonał się do nowej przygody - do powrotu do domu. Podekscytowany na samą myśl uciekł pewnego wieczora tylko po to, by w ostatecznym rozrachunku nie wrócić już nigdy ani do Klanu Rzeki, ani do Dwunogów.
Cóż, i tym razem płeć piękna okazała się być znacznie bardziej wymagająca niż podejrzewał. I ani żadne przyjacielskie gesty, ani uprzejme słówka na nic się nie zdały. Dlaczego nigdy nie chciały dać mu tej satysfakcji? Czemu zgrywały takie wielce niedostępne, choć wiedział, że gdzieś tam w podświadomości go lubią? W ten czy w inny sposób, ale jednak. Ba, trudno mu byłoby przyjąć do wiadomości, iż ktokolwiek mógłby do niego pałać szczerą nienawiścią! Całe szczęście nie znał nikogo, z kim miałby na tyle złe relacje. W ogóle chyba nie kojarzył nikogo, kto byłby do niego niepozytywnie nastawiony. Neutralnie tak, ale nic poniżej!
- Może i nie, ale przyznaj, Mleczny Kle - nie każdy umiałby zapolować na takie małe, szybkie gałgany wplątujące się w futerko! - odparł przyjaźnie wzdrygając się wbrew sobie, acz warto też spostrzec, że użył słowa "gałgan", co w uszach Skrzypka brzmiało nieco... obraźliwie. Mimo to nie zreflektował się, uznając, że takie dosadne zdanie z takim słownictwem raz na jakiś czas nie zaszkodzi.
- Och, nigdy nie byłem na jako takim polowaniu. Ale raz za to widziałem żaby! Z mamą! - ożywił się nagle, przypominając sobie swoje nauki. - I nie, stanowczo wystarczyło mi myślenie o śmierci. Wie pa... Mleczny Kieł, nie każdy lubi takie ponure myśli o tym, że przecież wszyscy umrzemy i tak dalej, niepotrzebne mi to - zapewniając wzruszył barkami, dotrzymując kroku mistrzyni. Powiedział to niemal niezachwianym, spokojnym głosem, jakby już poniekąd się z tą myślą pogodził. I jakby ostatnio poświęcał jej więcej czasu niż powinien przeciętny, beztroski terminator, a jego słowa nie przekładały się w stu procentach na rzeczywistość. Przyswoił odpowiedź Mlecznej z uśmiechem, a na zadane pytanie tylko spojrzał na siebie i zamlaskał z zawstydzeniem.
- No wie Mleczny Kieł, ja... tak jakby... jestem już wyrośnięty i... - przerwał oraz spojrzał na nią z dołu, bo rzecz jasna chociaż był już w teorii dorosłym kotem, to nadal pozostawał niewiarygodne niski, na co najwyraźniej akurat Mleczny Kieł nie zwróciła uwagi. Albo po prostu nie miewała takich kompleksów i dla niej było bez różnicy, czy jest się wysokim, czy też niskim. I chociaż może nie należał do rekordzistów, to brakowało mu trochę do nazywania siebie przeciętnym pod tym względem. Był poniżej średniej co momentami bardzo go niepokoiło. Może jeszcze urosnę?, przekonywał wciąż pełnym nadzei głosem w umyśle samego siebie.
Jest jedną z wyższych kotek w Klanie Rzeki, choć nie w klanach. Łapy ma długie, smukłe, choć umięśnione. Na pewno nie można jej zaliczyć do grubych - o nie! Wręcz przeciwnie, podczepia się ona jeszcze pod te szczupłe koty. Pysk ma idealnie proporcjonalny, nie za długi, nie za krótki, oczy odrobinę skośne, choć wiecznie bijące miłym, radosnym blaskiem. Są one koloru zielonego, czasami zaś błyszcząc trochę bardziej na zielono-żółto. Futro ma krótkie, szorstkie, koloru czekoladowego z białym pyszczkiem, szyją, brzuchem i odrobinę łapami, jak i ogonem. Na nim zaś jest sobie pamiątka po pewnym polowaniu - żyłka wędkarska, która zawinęła się i zasupłała wokół jej ogona, której do tej pory nie potrafi zdjąć; jest po prostu zbyt ścisło zawiązana.
Spoważniała - to na pewno. Nadal jest miła, entuzjastyczna, pewna swego. Dąży do ideału, za cel swój obejmując bycie jak Czerwony Mak, jednak nie dokładnie. Chce być najlepsza... oh nie, ona jest najlepsza! Druga najlepsza wojowniczka Klanu Rzeki. Jej dziecięce zachowania jednak przygasły. Nie jest już takim kompletnym dzieckiem, choć nie można powiedzieć, że jest dojrzała. Ma swoją opinię na różne tematy, jednak nie narzuca jej nikomu. Jest obojętna wobec czyiś poglądów nawet, jeśli nie zgadzają się one z jej własnymi. Lubi żartować i czasem odpocząć od klanowej rutyny, ale to nie tak, że męczy ją klan, o nie! Klan jest miłością, Klan jest życiem. Nigdy by go nie zdradziła. Stara się za wszelką cenę trzymać kodeksu i bronić współklanowiczy, bo przecież to robi przykładny wojownik.
Nie tyle wymagająca, co zwyczajnie nie znała się na innych kotach, Mleczko nie umiała odróżnić zwykłego miłego słowa od flirtu, zwykłego przyjacielskiego gestu od desperackiego krzyku "nOtAjS mI sEnPaI". Nie było jednak ciężko jej przekonać do kogoś, bo z natury lubiła wszystkich współklanowiczów, o ile nie odwalili czegoś, co miałoby to zmienić.
- ...gałgany? - nie słyszała nigdy takiego określenia, tak więc nic dziwnego, że powtórzyła je, jakby próbując się upewnić, czy dobrze usłyszała. - No nie każdy by umiał, ale i tak nie da ci to żadnych korzyści. Najwyżej cię pogryzą, a ugryzienia takich mrówek czasami potrafią boleć. - wzdrygnęła się, choć nadal się uśmiechała. Skrzypiąca Łapa zdecydowanie roztaczał wokół siebie przyjemną aurę radości.
- Tak więc skoro wiesz już część teorii, to czy chcesz ją dzisiaj dokończyć, czy wolisz najpierw nauczyć się takiego prawdziwego polowania? - odpowiedziała po wysłuchaniu odpowiedzi terminatora i chwili zastanowienia. Od czego zacząć, na czym skończyć, ta jedna niedokładność wytrącała ją z rytmu. A może nauczyć go wszystkiego od początku i przyjąć, że Chabrowy Pąk nie nauczyła go wcale tak wiele, albo w ogóle niczego go nie nauczyła i przerobić ten temat jeszcze raz? Uh, decyzje, decyzje.
- Oh. - wymsknęło jej się tylko, po czym zmierzyła Skrzypiącego wzrokiem. No racja, był już dorosły i raczej nie urośnie więcej. Hm. - Wiesz, to, że nie jesteś wcale tak wysoki też ma plusy. Na przykład przeciwnikowi ciężej będzie cię trafić. Łatwiej ci się będzie schować. Wiatr nie będzie tak tobą targać, jeśli się zbierze jakaś porządna wichura. - odpowiedziała pewnie, chcąc jakoś go zapewnić, że niski wzrost to nic złego. - Za to bycie bardzo wysokim wcale nie jest takie wspaniałe. Jak masz dłuższe łapy, to często się plączą. Musisz zawsze na wszystko uważać, podczas polowań bardziej łapy bolą, bo teoretycznie musisz zejść niżej. Każdy wzrost ma swoje zalety i wady, ale w praktyce to nie jest takie ważne, bo i tak nauczysz się to wykorzystywać. Prędzej czy później. - wytłumaczyła w końcu. Wzrost nie miał dla niej tak właściwie znaczenia. Przecież można być wysokim i nic nie umieć, a być niskim i być wspaniałym wojownikiem. To wszystko zależało od przede wszystkim chęci i ciężkiej pracy. A to drugie i tak będzie Skrzypiącemu potrzebne, nie tylko w opanowaniu swoich umiejętności.