Logo Artemidy
Trening Cichej Łapy
#1
Czy to nie zbieg okoliczności, że Różany Kolec jak na razie dostawała pod swoje skrzydła do wytrenowania tylko kocurów? Ano było, ale czy to w jej interesach było wybieranie sobie uczniów? Nie, taki był wybór Świetlikowej Gwiazdy i ona musiała się do tego przystosować.
Po raz kolejny (a mianowicie trzeci) czekała na swojego terminatora, tym razem Cichą Łapę przed wyjściem z obozu. Od tej pory będzie to musiała to jakoś zgrać z treningiem Iskrzącej Łapy i jedyne co teraz jej przychodziło do głowy to robienie treningów starszego z jej podopiecznych rankami, a młodszego popołudniami.
Jak zwykle była w umówionym miejscu pierwsza, bo jak by to wyglądało, gdyby było inaczej!
Otrzepała swoje futerko z ostatnich drobnych elementów, które przyczepiły się do niej bez zgody podczas przebywania w legowisku. Teraz wyszykowana i najedzona wcześniej była gotowa na przybycie Cichej Łapy.

//Przepraszam za opóźnienie. //
[Obrazek: 2QBvDoR.png]
~ Głos ~
LVL 3 50 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#2
Szedł z lekkim uśmiechem, wspominając poprzedni wieczór z Świetlikową Gwiazdą. Był interesujący, był dziwny, był przejmujący. Ale teraz wróciła rzeczywistość, poranny patrol, krótkie, niespecjalnie owocne polowanie, no i nareszcie, pierwsze podejście do treningu z Cichą Łapą. Podczas Ceremonii zauważył, że kocur ma niewielkie problemy z mówieniem i był ciekaw, co było tego przyczyną. Potrzebował jednak wpierw chociaż trochę go poznać, nim zacznie zbytnio ingerować w jego życie. No, zadawać pytania.
Nie wiedział właściwie, co znaczyło, że przejmuje trening kocura, jak wiele ten już umie i co tak właściwie będzie należało do białego wojownika.
No nic, musiał tylko cierpliwie czekać, aż ten przybędzie. W tym czasie rozejrzał się wokół, szukając jakichś niedużych kamyczków, które przydadzą mu się na początek.
Przeniósł je kawałek dalej i ukrył za kolejnymi drzewami, uprzednio dokładnie ocierając się o nie policzkami i dziąsłami, by zostawić na nich zapach. Pobliskie zostawił bez żadnych zmian, jednak kolejne przysypał lekko ziemią, inne przykrył liśćmi. Był ciekaw, czy kocur odnajdzie je wszystkie i cóż, już wkrótce miał się o tym przekonać. Schował się i czekał.
Może znałeś człowieka
może słyszałeś jak gra
jak mnie zapamiętasz
czy zostanie po mnie ślad?

[Obrazek: R4XLtDs.png]

kiedy skończy się MÓJ czas
właśnie kończy się NASZ czas
LVL 3 55 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#3
Przy wyjściu z obozu. Obóz nie był tak właściwie otoczony jakimś murem ani niczym, żeby nie można go było opuścić w dowolnym miejscu, no ale oficjalne wejście znajdowało się obok Śpiącego Drzewa, gdzie Cicha Łapa udał się dokładnie w porze, o której zjawić się powinien. Chyba. Oby tylko nie okazało się, że jest spóźniony.
Po zjedzonym obiedzie, że tak powiem, oraz dokładnym wyczyszczeniu futerka liliowy terminator wreszcie opuścił swoje legowisko i skierował swoje kroki w stronę miejsca, gdzie jednak wbrew swoim oczekiwaniom... nikogo nie dostrzegł, a już na pewno nie białego wojownika. Przyszedł za wcześnie? Nie no, chyba nie... Może Białe... Pióro też zachorował i nikt mu o tym nie powiedział? Pełen różnych myśli podszedł do pnia złamanego drzewa i rozejrzał się dokładnie. No nikogo. Obejrzał się na obóz, mając nadzieję, że jego mistrz właśnie tu zmierza, ale nic takiego się nie wydarzyło. Wreszcie wskoczył na górę z zamiarem poczekania jeszcze chwilę, a nóż widelec coś się wydarzy i Pióro magicznie się przed nim zmaterializuje, ale coś przykuło jego uwagę. Dostrzegł z góry jakiś stosik liści, jednak może coś się pod nimi kryło? Zaciekawiony zeskoczył i podszedł do ów tajemniczej kupki, wahając się chwilę, nim zdecydował się rozgrzebać stosik łapą. O, a cóż to, kamyki? Ktoś je tu musiał ukryć, chyba same by się tak nie przykryły, prawda? Obwąchał je i wtedy poczuł jakiś znajomy zapach, gdzieś go już kiedyś czuł. Rozejrzał się i wtedy zobaczył inne kamyki, tym razem leżące odkryte i je również powąchał. To samo. Kto miałby oznaczać kamyki zapachem? I czemu je tu zostawił? O co chodziło? Zaczął węszyć mocno zaintrygowany sprawą i zaraz odnalazł te przysypane ziemią, aż wreszcie kamienie schowane za drzewem. I wtedy mu zaświtało. Czy to nie był zapach jego mistrza? Zapamiętał go, gdy stykali się nosami. A więc jednak jego mistrz gdzieś tu był? Ale po co ukrył te wszystkie kamyki? Rozejrzał się kilka razy obracając wokół własnej osi. To jakaś zabawa w chowanego? Zaczął znowu węszyć, lecz tym razem szukał źródła tego wszystkiego i właściciela ów zapachowej zagadki. Szukał chwilę, wodząc nosem to w prawo, to skręcając w lewo, aż wreszcie podszedł do jednego z drzew i aż wstrzymał oddech. Powinien się bać? Nie znał kompletnie Białego Pióra i nie wiedział, czego się po nim spodziewać. Wreszcie odważył się i wyjrzał zza pnia, a jego oczy otworzyły się szerzej gdy dostrzegł chowającego się mistrza. Zastygł w bezruchu, czekając na jakąkolwiek reakcję.
[Obrazek: NPoJ4fc.png]
LVL 3 145 / 200
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
10
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
#4
Obserwował go ukradkiem, kiedy kocur był zbyt zajęty wodzeniem nosem w poszukiwaniu kolejnych elementów układanki, by dostrzec fragment jego białego pyska wystającego zza grubego pnia.
Uśmiechał się mimo sobie, zadowolony, że trafił na tak kompetentnego ucznia. Jak na młodego kocura Leśna Łapa szybki i sprawnie uporał się z postawionym przed sobą zadaniem, co niezmiernie ucieszyło białego wojownika.
Wstrzymał oddech, nasłuchując, gdy kocur się do niego zbliżał. Robił przy tym dość dużo hałasu, co musiałby koniecznie zmienić w przypadku polowania, ale Białe Pióro czuł, że z Leśnego będzie wspaniały myśliwy. Miał naprawdę dobry nos i instynkt.
Przysiadł, wpatrując się w miejsce, w którym zaraz miał pojawić się pyszczek jego ucznia, a gdy wyblakłe, niebieskie oczy spoczęły na nim, uśmiechnął się prawą stroną pyska.
- Witai, Cicha Łapo - powiedział i wystrzelił z miejsca, ocierając się o kocura na powitanie. - Wiesz, że wcale nie tak wiele księżyców temu, właśnie takie kamienie, piórka, listki i inne znaleziska były moim ięzykiem? - Obrócił się na kocura, zatrzymując się przy jednym ze stosików kamieni, które zaczął z dziwnym sentymentem muskać łapą.
- Byłem już terminatorem, kiedy w końcu przemówiłem. Zaięło mi to wiele czasu, ale muszę powiedzieć ci, że z pewną dozą czułości wspominam dawne czasy. Nie zrozum mnie źle, problemy komunikacyine były doprawdy irytuiące, szczególnie, gdy na moiei drodze stawały koty, które nie chciały mnie zrozumieć. Przez wiele księżyców nie mogłem zadać wszystkich pytań, które kłębiły mi się w głowie, co, będąc ciekawym świata kocięciem było naprawdę męczące. - No, to by było na tyle, jeśli chodziło o autoprezentację. - Świetnie sobie poradziłeś z tym powitalnym zadaniem. Masz dobry węch
Dał w końcu kocurkowi czas, by ten miał szansę jakoś zareagować na jego słowa.
Może znałeś człowieka
może słyszałeś jak gra
jak mnie zapamiętasz
czy zostanie po mnie ślad?

[Obrazek: R4XLtDs.png]

kiedy skończy się MÓJ czas
właśnie kończy się NASZ czas
LVL 3 55 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#5
Czekał w bezruchu i kompletnej ciszy niczym na skazanie, a w jego głowie kłębiły się przeróżne myśli, wliczając w to wielką niepewność, ciekawość i chęć ucieczki. Sekundy dłużyły się w nieskończoność gdy jego wzrok krzyżował się ze wzrokiem Białego Pióra. W końcu jednak mógł ku wielkiej uldze wypuścić wstrzymywane powietrze, gdy biały wojownik uśmiechnął się do niego i chwilę potem otarł się na powitanie. Cętkowany kocurek nie był na taki gest przygotowany, dlatego zesztywniał na moment, wciąż nie odrywając bladobłekitnego spojrzenia z mistrza. Teraz mógł dokładnie go poznać, jego ruchy, zachowanie oraz sposób mówienia, który miał w sobie coś nietypowego. Słuchał uważnie jego głosu, jednocześnie łącząc wszystkie wątki w jedno. A więc te wszystkie kamyki... to był jego język? Ale jak? I czemu nie mówił tak długo? Czy on też był kiedyś taki... nieśmiały i niepewny jak Cichy? Nie wyglądał na takiego, był raczej całkiem pewny siebie. A może się zmienił? Tyle pytań, a brak odpowiedzi. Zupełnie jak to, o czym opowiadał Pióro, pytania kłębiły się w jego głowie, jednak nawet gdy wojownik przestał już mówić, liliowy terminator wciąż nie potrafił przelać myśli na język. Tym bardziej, że otrzymał komplement, o którym nawet nie przypuszczał. Serio miał dobry węch? Nie zastanawiał się nigdy nad tym, węch jak węch, no. A tu proszę. Ponoć dobrze sobie poradził z tym zadaniem. Nawet nie wiedział, że to było zadanie, ale w sumie dobrze, że je zdał?
Wciąż milczał patrząc jak zaklęty w błękitne oczy białego wojownika, póki wreszcie coś w nim krzyknęło, że powinien przestać i wtedy właśnie spuścił wzrok gdzieś na ziemię, wodząc po chwili po stosiku kamieni, o który chwilę temu jego mistrz opierał łapę. Chyba powinien się w końcu odezwać, prawda? Przełknął ślinę i nabrał powietrza w płuca.
-Fitaj... Białe Pió'o... - no świetnie, na samym początku zaprezentował pięknie, jak to znowu jego język postanowił, że nie zadrży i nie wymówi litery "r". A bo po co? -Piórro... - poprawił się szybko, podnosząc niepewny wzrok na mordkę wojownika. Miał tyle pytań i tyle wątpliwości, że nie miał pojęcia, czy mówić i co mówić, jeśli już. Wreszcie się jednak zebrał, nie chcąc zbyt długo utrzymywać tej niezręcznej ciszy między nimi -Cz-czemu tak długo nie mófiłeś?- spytał pełen wątpliwości, czy powinien, ale nie mógł wytrzymać i musiał zapytać. Najwyżej... najwyżej zostanie zpiorunowany złym wzrokiem... albo Pióro na niego nakrzyczy jak Rudzik, chociaż Rudzik mimo to był całkiem fajny... -Ii... jak uszyfałeś tych kamyków i listków?- Czuł się trochę jak taki mały kociak, który dopiero co poznaje świat i zadaje jakieś oczywiste z punktu widzenia starszych pytania. Nie znał swojego mistrza, ale miał nadzieję, że po tym co zaprezentował na wstępie treningu okaże się być miłym i fajnym mistrzem. Chciałby, aby się dogadali. Ciekawe, jak wiele mieli ze sobą wspólnego?
[Obrazek: NPoJ4fc.png]
LVL 3 145 / 200
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
10
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
#6
Teraz biały Wojownik lepiej przysłuchiwał się temu, co mówił jego nowy podopieczny. Wypowiedzi Cichej Łapy nie były równe, raz wypowiadał jakąś głoskę, innym razem mu się to nie udawało, co było zastanawiające. Nie miał pojęcia, skąd w takim razie się to brało, gdzie leżała przyczyna, ale nie uważał, by odpowiednim było od razu kocurka o to pytać. Sam jednak nie miał powodu, by nie spróbować odpowiedzieć na jego pytanie.
- Nikt tego nie wie. Tak po prostu było i nie wiem, czy ktokolwiek wierzył, że kiedykolwiek się to zmieni. Sam nie sądziłem, że z mojego gardła kiedykolwiek się coś wydobędzie, co nie będzie tylko bezskładnym miauknięciem. - Zamyślił się, unosząc wzrok na przerzedzoną koronę drzewa. - Pierwszy raz przemówiłem pod wpływem szoku. Było ciężko, potrafiłem wymawiać kilka głosek, z czasem dopiero było ich coraz więcei. Mówienie sprawiało mi ogromny ból, plułem krwią, charczałem. Ale iuż iest dobrze, w sumie poza jedną głoską, nie mam żadnych problemów z wysławianiem się.
Z jednej strony nie miał nic przeciwko opowiadaniu o tym, z drugiej jednak, czuł się nieco nieswojo. Być może w końcu ktoś będzie wiedział, jaki był powód takiego a nie innego zachowania i obawiał się, że w końcu usłyszy coś, czego wolałby nie wiedzieć. Niemniej jednak taka była prawda i miał nadzieję, że świadomość chociaż w przybliżeniu tego, co działo się z jego Mistrzem przez pierwsze księżyce jego życia, pozwoli Cichemu odnieść to jakoś do własnej sytuacji. - Różnie, naprawdę. Czasami pomagały mi w komunikaci odnośnie upływu czasu, czasami pomagały naprowadzić moiego rozmówcę na odpowiednie słowo, kiedy nie byłem w stanie przekazać go gestami. Korzystałem ze wszystkiego, co znaidowało się w moim zasięgu. - W tej chwili przypomniał sobie Kormorana, najbardziej intrygującą postać, jaką poznał poza granicami klanu. - Czasami było to nieco upokarzaiące, szczególnie, kiedy spotykałem na swoiei drodze samotników i koty z innego klanu. Nie wiedziałem, czy dobrze, by inne koty miały świadomość, że ktoś taki, niemowa, iak ia znaiduie się w klanie rzeki. Mogli to iakoś wykorzystać, sam nie wiem. Był czas, że obawiałem się, iż iestem słabym punktem swoiego klanu. Z drugiei strony, fakt, iż porozumiewanie się przychodziło mi z trudem, nie sprawiał, iż miałem inne ułomności. - Podczas gdy mówił, przesuwał łapą po ziemi. Z biegiem czasu zapomniał już swoich sprawdzonych myków na komunikowanie się z innymi kotami. Nachmurzył się. To było strasznie dziwne. Z jednej strony, tworzyło to nie tak dawną historię, z drugiej jednak wydawało się odległe, obce.
Zastanawiał się, jak by tu płynnie przejść do bardziej merytorycznych rzeczy, tak, by syn Ubłoconej Mordki jakoś szczególnie tego nie odczuł.
- Chciałbyś być już wojownikiem?
Może znałeś człowieka
może słyszałeś jak gra
jak mnie zapamiętasz
czy zostanie po mnie ślad?

[Obrazek: R4XLtDs.png]

kiedy skończy się MÓJ czas
właśnie kończy się NASZ czas
LVL 3 55 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#7
Słuchał z wielkim przejęciem swojego mistrza, jednak nie było tego po nim widać, jedynie oczy miał szerzej otwarte. To, jak nie umiał mówić, jak potem zaczął i jakie miał z tym trudności... To wszystko poruszyło w pewien sposób liliowego terminatora. Zrobiło to na nim wrażenie i pomyślał, że Białe Pióro musi być na prawdę wytrwały i potrafi robić niezwykłe rzeczy. Na starcie zarobił więc dodatkowe +10 punktów do szacunku w oczach Cichej Łapy.
Nie odpowiedział nic, jedynie trwał w niemym podziwie, nie przerywając Piórze i widać było, że chłonął każde jego słowo z narastającą ciekawością i nie mógł już tego nawet ukryć pod maską spokoju na mordce. I Pióro, jeśli dobrze czytał mimikę, mógł zgadnąć, że Cichy wcale nie myśli o nim źle, a nawet wręcz przeciwnie. Niech więc się nie zrazi jego milczeniem.
Podczas słuchania w pewnym momencie zawiesił wzrok na poruszającej się białej łapie mistrza. Jakie to było, takie porozumiewanie się całkiem bez słów? Cichy co prawda jako kociak także nie mówił prawie wcale, jednak wtedy... w ogóle się nie próbował komunikować z nikim. Był zbyt strachliwy i nieśmiały. Teraz na szczęście stał się nieco śmialszy i rozmawianie nie przychodzi mu już z takim trudem jak kiedyś. Chociaż teraz, na początku treningu już pokazał Piórze, że nie jest zbyt rozmowy. Ale hej, to dopiero początek! Zdąży się jeszcze otworzyć.
Na zadane pytanie podniósł wzrok i zastrzygł uszami. Zadawał sobie to pytanie wiele razy w myślach, jednak teraz musiał na nie w końcu jednoznacznie odpowiedzieć.
-Tak- miauknęł nieco zachrypniętym głosem, dlatego odchrząknął zaraz i się poprawił -Chciałbym- powiedział mocniej, nawet się prostując, aby upewnić samego siebie o własnych słowach. Był już w wieku, w którym niektórzy otrzymywali wojownicze imiona, więc dlaczego on nie mógłby stać się niedługo jednym z nich?
[Obrazek: NPoJ4fc.png]
LVL 3 145 / 200
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
10
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
#8
Pióro miał wyrzuty sumienia z powodu dwóch kocurów. Świetlikowej Gwiazdy, którego namiętnie zawodził, nie będąc przy nim tak, jak niegdyś zdawał się obiecywać. Drugim członkiem Klanu Rzeki, którego zawiódł, był Cicha Łapa. Najpierw kocur nie mógł ruszyć ze swoim treningiem przez Różę, a teraz Pióro stawał mu na drodze osiągnięcia rangi wojownika.
Niedobrze.
Wziął się w garść i ruszył szukać kocura po obozie.
Ostatnie zajęcia zakończyły się niespodziewanie, kiedy w pobliżu miejsca, w którym się znajdowali, pojawiło się zagrożenie pod postacią większego drapieżnika. Nie chciał ryzykować, dlatego też nakazał Cichej Łapie natychmiast wrócić do obozu, sam ruszając za nim.
A później było tylko gorzej, przez co nie miał nawet szansy spotkać się ze swoim Terminatorem. Jeśli ten w ogóle nim był.
Robił drugie okrążenie po obozie, kiedy w końcu wypatrzył liliowego kocura. Podszedł do niego pewnym siebie krokiem, chociaż jego pysk zdradzał niepewność, którą czuł w sercu.
No cóż, raz borsukowi śmierć, jak trzeba to trzeba.
- Cicha Łapo? - zagadnął go, podchodząc blisko. - Masz może trochę wolnego czasu na trening? - Nawet w jego uszach te słowa brzmiały dosyć żałośnie, ale nie mógł okazywać jeszcze większej niepewności. Zakołysał ogonem na boki, czekając na odpowiedź.
- Wiem, że ostatnio nasz trening skończył się gwałtownie, zawisła między nami twoja odpowiedź, nie ciągnąc za sobą żadnej wymiany zdań. Jeśli dasz mi jeszcze jedną szansę, chciałbym skończyć z tobą ten trening. Nawet, jeśli miałbym stawiać się na naszych spotkaniach słaniając się na łapach - Mrugnął do niego.
Teraz, albo nigdy, spodziewał się, że nie będzie miał już więcej szans na wytrenowanie terminatora.
Może znałeś człowieka
może słyszałeś jak gra
jak mnie zapamiętasz
czy zostanie po mnie ślad?

[Obrazek: R4XLtDs.png]

kiedy skończy się MÓJ czas
właśnie kończy się NASZ czas
LVL 3 55 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#9
* * *
Jest to w czasoprzestrzeni dzień po ceremonii na starych terenach.

Tej nocy spał niespokojnie, ciągle budząc się gwałtownie ze snu, jednak za każdym razem nie pamiętał dokładnie, co właściwie mu się śniło. Udało mu się zapamiętać jedynie, że w tych snach widział czyjeś rude futro i łzy, dużo łez, a potem wszystko zalewało się wodą, która wciągała go pod powierzchnie i nie mógł oddychać, choć próbował wypłynąć na powierzchnię. Potem wszystko się urywało i nic więcej nie pamiętał, jednak cokolwiek mu się śniło, musiało go mocno poruszyć, skoro budził się tyle razy. nad ranem w końcu udało mu się zasnąć na dłuższy moment, ale zaraz zaczęło robić się jasno, co oznaczało, że musiał wstać i iść na trening. Kolejny już raz przekręcił się na bok, a wtedy jasność panująca na zewnątrz oświetliła jego powieki i niechętnie otworzył oczy. Słońce zaczęło wyłaniać się zza horyzontu. Leżał tak jeszcze przez kilka uderzeń serca, przyzwyczajając swoje oczy do nagłego światła, po czym podniósł się z posłania na obrzeżach Czaplich Gniazd i starając się nikogo nie obudzić, wyszedł po cichu na zewnątrz. Oczywiście nie mógł się powstrzymać i nie spojrzeć na leżącą w drugim końcu Wysoką Łapę, której boki unosiły się i opadały miarowo w śnie. Jednak zacisnął jedynie zęby i opuścił legowisko terminatorów, przeciągając się, gdy już znalazł się na kawałku płaskiego terenu. Poranek był chłodny, jednak niebo bezchmurne i nie dało się nie zauważyć, że niedługo nadejdzie Pora Młodych Liści. Liliowy terminator zerknął na jaśniejący nieboskłon, po czym rozejrzał się. Gdzie miał się spotkać ze swoim mistrzem? Chyba przy wyjściu z obozu, z tego co udało mu się zapamiętać. Westchnął, po czym udał się w tamtym kierunku. Z daleka jednak spostrzegł już, że Białego Pióra jeszcze tam nie ma. Opcje były dwie: albo przyszedł za wcześnie, albo jego mistrz znów się gdzieś schował, jak za pierwszym razem, gdy spotkali się na treningu. Z lekkim zawahaniem podszedł do Śpiącego Drzewa, rozglądając się niepewnie. Uniósł też mordkę i spróbował wyczuć jakiś zapach, jednak jego mistrza rzeczywiście tutaj nie było. A więc był tu pierwszy. Huh. Obejrzał się, patrząc stamtąd na resztę obozu. Niektórzy też już wychodzili ze swoich legowisk, czy to terminatorzy, czy wojownicy, niektórzy przechodząc obok niego i wybierając się zapewne na poranny patrol, trening lub po prostu polowanie. Cichy jednak czekał na swojego mentora, wpatrując się w wyjście z legowiska wojowników. Żeby nie przeszkadzać nikomu, wdrapał się na powalony pień drzewa, jednak dość nisko, co by za bardzo nie rzucać się w oczy. Usiadł tam i czekał.
[Obrazek: NPoJ4fc.png]
LVL 3 145 / 200
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
10
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
#10
To nie tak, że zamierzał się spóźnić, ale uznał, że dobrym początkiem treningu będzie drobny posiłek, który zapewni ich szarym komórkom energii do pracy. Dlatego też, kiedy po cichu skradał się do Cichej Łapy, z jego pyska zwisała całkiem porządnie wyglądająca sikorka. Być może nie miała tyle mięsa, co udałoby im się wydobyć z dorodnego szczura, ale zawsze była większym posiłkiem niż mysz. Kiedy stanął tuż za swoim Terminatorem, odchrząknął głośno, zwracając na siebie jego uwagę. Upuścił przed sobą sikorkę, po czym odsunął się, przysiadając tuż obok.
- Witai, Cicha Łapo - powiedział, kiwając mu głową. - Przyniosłem ci coś na ząb, iako że dzisiai nie ruszymy nigdzie tyłka, dopóki nie opanujesz tego, co musisz wiedzieć o życiu w klanie i wartościach, które są dla nas istotne. Liczę, że nie próżnowałeś przez czas, kiedy nie miałeś treningu i twoia wiedza iuż iest dość duża. - Taka była prawda. Nie podejrzewał, by jakikolwiek Terminator wolał siedzieć i nic nie robić, zamiast zdobywać wiedzę na własną łapę, aby, gdy nadejdzie czas, zostać mianowanym na Wojownika. - Powiedz mi w takim razie wszystkie punkty kodeksu, jakie znasz. Ieżeli są to dla ciebie puste słowa, śmiało pytai, a ia postaram się roziaśnić ci poszczególne iego elementy. - Jego wzrok przeniósł się na niewielki podarunek, po czym klepnął zachęcająco łapą w ptaka.
- Nie wahai się częstować, z pełnym brzuchem będzie ci się dużo lepiei myślało.
On sam nie czuł tego charakterystycznego ssania w żołądku, które powiedziałoby mu, że już czas się posilić. Ostatecznie mógłby dojeść może jakieś resztki po Cichej Łapie, ale szczerze mówiąc, nie miał teraz ochoty na posiłek.
Ostatnią noc spędził zdecydowanie zbyt aktywnie, ostatecznie nie rozwiązując żadnych problemów ze Świetlikową Gwiazdą. Ale nie mógł zmusić się do tego, by podjąć któryś z nieprzyjemnych tematów, kiedy ciało jego towarzysza było tak ciepłe, a pomruk tak zachęcający...
Skupił wzrok na Cichej Łapie, czując, jak czerwieni się pod swoją białą sierścią.
Może znałeś człowieka
może słyszałeś jak gra
jak mnie zapamiętasz
czy zostanie po mnie ślad?

[Obrazek: R4XLtDs.png]

kiedy skończy się MÓJ czas
właśnie kończy się NASZ czas
LVL 3 55 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#11
Wzdrygnął się, słysząc nagle za sobą czyjś głos. Dobrze, że nie spadł z tego drzewa, wtedy byłby przypał. Na szczęście utrzymał równowagę i już po chwili odwrócił się przodem do Białego Pióra, po czym zszedł na ziemię. Z lekkim zaskoczeniem odkrył, że był wyższy od swojego mentora. Spojrzał przelotnie w jego błękitne oczy, po czym usiadł na przeciw niego, omijając łapy długim ogonem.
–... Fitaj– po lekkim wahaniu odparł wojownikowi na przywitanie, ponieważ miał dylemat, czy wysilić się na dłuższe "Dzień dobry" czy pójść na skróty, nie ryzykując znowu, że język odmówi mu posłuszeństwa i jeszcze się zająknie albo co. Spojrzał w dół na sikorkę, słuchając tego, co mówił mistrz. Nie był w sumie bardzo głodny, chociaż... może rzeczywiście posiłek dobrze mu zrobi? Zaraz jednak oderwał wzrok od ptaszka znów patrząc na mordkę Pióra. Jego wiedza? Cóż, Rudzikowy Ogień dużo mu wytłumaczył, nauczył Kodeksu i pokazał, jak się łowi rybki. Czy zapamiętał to wszystko? Jeszcze jakiś czas temu pamiętał, więc miał nadzieję, że niczego nie pominie, gdy będzie już mówił.
Ponownie spojrzał na upolowaną sikorkę, po czym schylił się i chwycił ją ostrożnie zębami. Następnie wziął jeden kęs, a gdy już przełknął i wypluł wszelkie piórka, uniósł wzrok na mistrza. Wziął głęboki wdech, na moment zamykając oczy i próbując sobie wszytko przypomnieć.
–Broń fłasneko klanu nafet kosztem szycia... – otworzył oczy, nie patrząc jednak na mistrza, a gdzieś w bok. Miał nadzieję, że niczego nie pomyli –Moszesz mieć pszyjaciół posa klanem, ale... f czasie calki tszeba być lojalnym... fłasnemu klanowi– już dwie zasady z głowy, a może to była jedna? No nieważne. Wdech i wydech, teraz następne –Nie poluj i nie fstępuj na tereny innych klanów... Kocięta i terminato... snaczy kocięta i starszysna... muszą być nakarmieni pszet innymi... Terminatoszy nie moką jeść, póki nic nie... upolują... – czuł, że zaraz się w czymś pomyli albo powie jakieś głupstwo, a biała końcówka ogona zaczęła nerwowo poruszać się na boki –Piąta sasata... sfieszyna jest sabijana t-tylko po to, szeby się nią poszyfić... podziękuj Gfiestnemu Klanowi... sa jej szycie...– wymienił dopiero jedną trzecią Kodeksu, a już miał wrażenie, jakby mówił pół dnia i zaraz język mu zdrętwieje albo z tego stresu nie będzie mógł dłużej tutaj siedzieć. Na moment przeniósł wzrok na błękitne oczy Białego Pióra, jednak na krótko, zaraz bowiem spojrzał na dwoje łapy. Nie pomylił się jeszcze nigdzie? –Kocię... musi mieć sześć księszycóf... szeby móc sostać t-terminatorem... Fojofnik musi otbyć s-samotne czufanie... w noc po mianofaniu...- mówił coraz szybciej, chcąc już to skończyć –Ssastępca sostaje pszyfótcą... k-kiety popszetni umsze... ii kolejneko tszeba f-fybrać pszet sachotem słońca... snaczy księszyca... – wziął głęboki wdech, mając wrażenie, że zaraz się udusi. To wszytko przez ten stres, ale jak się go pozbyć... –F-f kasztą pełnię... pofinny być skromadzenia... –znów zaczął mówić nieco wolniej –ftedy nie powinno być konfliktów... ale skromadzeń nie ma... Kranice muszą być snakofane kaszteko tnia, a intrusów tszeba pszekaniać... Szaten fojofnik nie mosze opuścić kociaka f potszebie... słofo pszyfótcy jest prafem... Fojofnik... honorofy fojofnik nie musi sabijać, chyba sze kota spot Koteksu... ii pieszczoszki... fojofnik odszuca ich szycie... – gy już skończył wypuścił z siebie cale powietrze i zgarbił się, pochylając głowę w dół. Teraz pozostawało czekać na słowa mistrza o tym, czy gdzieś się pomylił czy nie. Trening był jednak o wiele cięższy niż myślał Cicha Łapa, przede wszystkim było w nin za dużo mówienia.
[Obrazek: NPoJ4fc.png]
LVL 3 145 / 200
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
10
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
#12
Cóż, Cicha Łapa zdecydowanie miał wiedzę. Był jednak ciekaw, czy szło za nią również zrozumienie i jaką moralność posiadał kocur. Liczył, że może dowie się coś z tego, ile i jakie zasady pamiętał, ale najwyraźniej wyklepał cały kodeks na pamięć i teraz po prostu go wyrecytował. Pudło. Pióro poruszył wąsami, zastanawiając się, od czego zacząć. Znanie zasad było jednym, ale istotne było, by umieć je interpretować i dostosowywać do konkretnej sytuacji.
- Bardzo dobrze, Cicha Łapo - pochwalił ucznia, pozostawiając resztę myśli dla siebie. - Powiedz mi w takim razie, co sądzisz o naszym Przywódcy i jego Zastępcy? Bywasz na Ceremoniach, iesteś prawowitym członkiem klanu, więc z całą pewnością masz własne zdanie. Iak poczułeś się, kiedy Świetlikowa Gwiazda wygnał Chmielograba, syna Chabrowego Pąku? Zgadzasz się z nim? Z jego słowem?
Poruszył ogonem, starając się zapanować nad emocjami. Najchętniej uderzałby nim wokół siebie, nie zwracając większej uwagi na to, kto patrzy, ale wiedział, że to byłoby głupie. Nie mógł tak po prostu wymagać od każdego, by ubóstwiali czarnego Przywódcę. Ale pragnął poznać opinię swojego Terminatora, poznać go. - Nie uważasz, że kara była zbyt sroga? A iak zachowanie Chmielograba ma się do kodeksu? Który iego punkt złamał, stosuiąc przemoc wobec kotki z innego klanu?
Wpatrywał się swoimi jasnymi oczami wprost w kocura, wyczekując jego odpowiedzi. Nie mół nic poradzić n ato, że jego ciało było napięte w oczekiwaniu.
Myśl, Cicha Łapo. I przemawiaj własnym głosem.
Może znałeś człowieka
może słyszałeś jak gra
jak mnie zapamiętasz
czy zostanie po mnie ślad?

[Obrazek: R4XLtDs.png]

kiedy skończy się MÓJ czas
właśnie kończy się NASZ czas
LVL 3 55 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#13
Bardzo dobrze, Cicha Łapo - na te słowa zastrzygł uszami i uniósł lekko głowę, przez chwilę patrząc w błękitne oczy mistrza. Pochwalił go i nie miał zastrzeżeń. A więc nie pomylił się nigdzie? Na to wygląda. Czyli jednak dobrze zapamiętał ten Kodeks Wojownika, uff. Kolejne słowa białego wojownika sprawiły, że Cicha Łapa ponownie spuścił wzrok, zamyślając się i jednocześnie stresując tym, że Pióro wymagał od niego kolejnych słów, a szczególnie opinii. Własnej. Co sądził o przywódcy? Zgadza się w jego decyzją? Co czuł? Zaczął nerwowo przeskakiwać wzrokiem po różnych kamykach, patykach i listkach, które miał przed łapami i wokół nich. Który punkt Kodeksu złamał Chmielograb? Skrzywdził kotkę z innego klanu i został za to wygnany. Czy skrzywdzenie jest złamaniem Kodeksu? Liliowy terminator zaczął gorączkowo przeszukiwać w myślach czegoś, co mogło dac mu odpowiedź, jakiś punkt w Kodeksie, cokolwiek. Jedyne, co przyszło mu na myśl, to punkt mówiący o tym, że honorowy wojownik nie musi zabijać, ale przecież Chmielograb nikogo nie zabił. Nie złamał też Kodeksu wstępując na teren innego klanu z tego co się orientował. A jeśli coś mu umknęło? Zaczął szukać dalej, chcąc przypomnieć sobie coś, o czym mógł zapomnieć, jednak z marnym skutkiem. A może niczego nie przeoczył? Istniała taka możliwość. Ale czy wtedy to oznaczało by, że Chmielograb nie złamał Kodeksu?
Podniósł gwałtownie głowę, odrywając się od myśli i orientując się, że chyba za długo trwała cisza między nim a jego mistrzem. Spojrzał niepewnie na mordkę Białego Pióra i otworzył powoli pyszczek.
– Chmielokrab nie słamał Koteksu... – miauknęł trochę pytająco, trochę sam będąc niepewnym, co ma w tej sytuacji myśleć. – Ale... słofo pszyfótcy... jest prafem... – przywołał jeden z punktów Kodeksu, który usprawiedliwiał osąd Świetlikowej Gwiazdy w pewnym sensie. Nie tyle usprawiedliwiał, co raczej nie brał pod wątpliwości. Z tego co wywnioskował Cichy z Kodeksu i nie tylko, przywódca ma pełną władzę i może o wszystkim decydować. Z drugiej jednak strony, gdy cętkowany terminator pomyślał o winie syna Chabrowego Pąku... to czy była ona na tyle wielka, aby wygnać go z klanu? Z domu? Z rodziny? Skoro nie złamał Kodeksu, to czym zasłużył na taką karę?
– Ja... myślę, sze... sze... – dawaj Cichy, wysłów się – ... nie jestem pefien, czy Śff-śfielt -... – zamknął oczy, próbując się uspokoić. Język mu się coraz bardziej plątał, chociaż myślał, że już było lepiej. Nie było lepiej – czy pszyfótca dopsze srobił... – dodał ciszej ostatnie słowa, uciekając wzrokiem gdzieś w dół. Czy takiej odpowiedzi oczekiwał Białe Pióro? Czego właściwie oczekiwał? Czy Cichy odpowiedział prawidłowo? Już pomijając fakt, że nie odpowiedział na wszystkie pytania mistrza. Mimo wszystko chciał wypaść dobrze na treningu, nie chciał pokazać, jakim życiowym przegrywem jest i że nadaje się na wojownika. Chciał pasować. Czy jednak jego odpowiedź pasowała do oczekiwać białego wojownika?
[Obrazek: NPoJ4fc.png]
LVL 3 145 / 200
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
10
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
#14
Pytanie Pióra nie było oczywiste i doskonale o tym wiedział. Spodziewał się również, że pytanie wprost o opinię Cichej Łapy mogło wprawiać tego w lekki dyskomfort, ale nie miało to teraz żadnego znaczenia. Chciał, by kocur wyniósł z tego spotkania jedną ważną naukę. By używał głowy.
Ostateczna odpowiedź była dobra, Chmielograb nie złamał kodeksu, żadnego jego pojedynczego punktu. Ale zaprzeczył wszystkiemu temu, co powinien reprezentować jako Terminator Klanu Rzeki.
- Doskonale. Zdaiesz sobie iednak zapewne sprawę z tego, Cicha Łapo, że w naszym Kodeksie nie ma tak naprawdę wielu punktów. Nie reguluje on każdego aspektu naszego życia, nie mówi, iak mamy postępować, iego zasady dotyczą iedynie wąskiei iego części. Kodeks daie nam trop, ale to nasza moralność iest naiważnieiszą wskazówką naszego postępowania. - Przymknął oczy na chwilę. - Czy możesz spółkować z własną matką? Nie, ponieważ iest to niemoralne, ale Kodeks o tym nie mówi. Czy możesz ranić kocięta? Kodeks wspomina tylko o tym, że nie można takowego opuścić w bólu lub niebezpieczeństwie. Więc, teoretycznie, mógłbyś wpierw przeorać mu pysk pazurami, a późniei zaiąć się iego leczeniem. Ale instynktownie wiesz, że to niedozwolone. Iest cały ogrom zachowań, których Kodeks wprost nie reguluie, ale i tak wiemy, czy są dozwolone i moralnie poprawne. Czy zmuszenie kotki do spółkowania takie iest, Cicha Łapo? - wyszeptał. - Czy potrafisz sobie wyobrazić, że masz kocięta i pewnego dnia jedno z nich dopada Chmielograb? Że to twoje młode pada ofiarą gwałtu - wypluł to słowo - zamiast kotki z Klanu Wichru? - Odwrócił się i spojrzał na odległe pnie. - Czy uważasz, że bezpiecznie iest pozostawić kota, który dopuszcza się tak okrutnej przemocy wobec kotek w klanie? Czy Świetlikowei Gwieździe wolno oczekiwać od Klanu, by ten obawiał się o swoje córki i matki, że pewnego dnia to one zostaną skrzywdzone? - Zbliżył się do kocura i powiedział cichym, kojącym głosem. - Czy Przywódca ma prawo ryzykować życie Klanu dla iednego kota, który iuż raz pokazał, że nie zasługuie na zaufanie? Który nie tylko dopuszcza się gwałtu, ale również spółkuje z kotką z obcego Klanu? Przecież, jeżeli ta kotka urodzi młode, to osąd Chmielograba pewnego dnia mógłby sprowadzić na nas katastrofę, jeżeli ten obróciłby się w walce przeciwko nam. Oczywiście nie sugeruję, że czeka nas bitwa z Klanem Wichru, to tylko rozważania. Mam nadzieię, że iednak rozumiesz, co chcę ci powiedzieć. I to iuż byłoby złamanie Kodeksu, punktu, mówi o przyjaźniach i lojalności międzyklanowej. Iak można oczekiwać od oica, że nie weźmie strony swoich młodych? Nawet takiego oica. - Na powrót od niego odszedł, wiedząc, dokąd zmierza jego mowa. Nie chciał tego, ale czuł, że Cicha Łapa tego potrzebuje. Nie. Że on sam potrzebuje uwierzyć w te słowa. Zrozumieć je. - Czy iednak Świetlikowa Gwiazda ma prawo oczekiwać, że ten, kto kocura spotka, przyniesie mu śmierć? Czy to nie zbyt duże obciążenie? Nie wiem, Cicha Łapo. Nie chciałbym ryzykować swojego życia, by odebrać ie Chmielograbowi. Iedno iest pewne, iest niebezpieczny. Zagraża kotkom ze wszystkich klanów, samotniczkom i pieszczoszkom. I nie wiadomo, do czego ieszcze może być zdolny. Kto raz zrani, może zrobić to ponownie. - Spojrzał swojemu uczniowi prosto w oczy. - Moia matka została zgwałcona. Przez Pieszczocha, który poiawił się w lesie. I ten stracił życie z łap Wroniego Pióra i Dzwonkowej Łapy, moiei matki. Pieszczoch zginął, ponosząc karę za swoią zbrodnię. A on nie podlegał naszemu Kodeksowi, nie znał go. Chmielograb iednak tak. I nawet jeśli wciąż był Terminatorem, zasady go obowiązywały. Obai są równi wobec swoiei zbrodni, Pieszczochowi nikt nie dał drugiei szansy, nikt nie pozwolił mu odeiść w pokoiu. - Odetchnął, uśmiechając się do swojego Terminatora. -Nie mówię ci tego wszystkiego, by narzucić ci moie zdanie, by usprawiedliwić Świetlikową Gwiazdę. Chcę iednak, byś miał szerszy pogląd na to, co zaszło. Byś zrozumiał, iak wielka rola, odpowiedzialność i ciężar spoczywaią na naszym Przywódcy. On nie tylko osądza czyny kotów względem Kodeksu, ale względem moralności. Czy dalei uważasz, że Świetlikowa Gwiazda ze swoim osądem się mylił? Czy może iednak miał słuszność?
Uniósł głowę, patrząc na swojego Terminatora z góry.

Jaka jest twoja moralność, synu Ciernistego Grzbietu?
Może znałeś człowieka
może słyszałeś jak gra
jak mnie zapamiętasz
czy zostanie po mnie ślad?

[Obrazek: R4XLtDs.png]

kiedy skończy się MÓJ czas
właśnie kończy się NASZ czas
LVL 3 55 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#15
xxNa słowo "doskonale" poczuł chwilową ulgę, która jednak szybko ustąpiła miejsca ponownej niepewności wraz z kolejnymi słowami białego wojownika. Moralność. Kodeks reguluje tylko wąską część życia. Cicha Łapa słuchał uważnie każdego słowa Białego Pióra, układając sobie wszystko w głowie i próbując zrozumieć sens wypowiedzi mistrza. Był dobrym słuchaczem, więc nie miał z tym większego problemu, a przynajmniej tak się liliowemu zdawało. Gdy Pióro się do niego zbliżył, ten spiął wszystkie mięśnie mimowolnie, wytrzymując jego spojrzenie bez mrugnięcia okiem. Nawet, jeśli był wyższy od swojego mistrza, to i tak czuł presję i lekki dyskomfort wywołany wyższością rangi białego kocura. Gdy usłyszał, że matka Białego też została zgwałcona, Cichy poczuł zmieszanie i nagłą bliskość problemu. Rzeczywiście, nie chciałby, aby ktoś z jego bliskich został skrzywdzony, zmuszony do czegoś wbrew jego woli. Wreszcie niestety przyszedł moment, w którym to Cichy musiał zabrać głos i czuł się z tym źle, jak zawsze z resztą, chociaż teraz jeszcze bardziej.
xx– J-ja... – zaczął bardzo niepewnie, błądząc wzrokiem dookoła. – Ja myślę, sze... pszyfótca m-miał jetnak '-rrację... – uniósł powoli wzrok na mistrza – Chmielokrab p-postąpił fbref mora-moralności... – odpowiedź prawidłowa? Nie dał plamy? Nie ośmieszył się?
[Obrazek: NPoJ4fc.png]
LVL 3 145 / 200
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
10
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości