Mistrz: Drżący Płomień
Płeć: kotka
Matka: Paprociowy Kwiat [*]
Ojciec: Niegodny tego tytułu
Partner: Ayyy....kwiatki?
Zwiewna dorosła... chociaż czy zmieniła się? Raczej nie, a jeśli już, są to zmiany wewnętrzne. Wciąż pozostała tym samym, jednym z najmniejszych kotów w Rzece, jak i nie najmniejszym. Widać, że nigdy nie osiągnie chociaż standardowego wzrostu, a aby spojrzeć komukolwiek w oczy, musi zadrzeć łepek do góry. Brak jej rozbudowanych mięśni, jednak nadrabia to zwinnością i szybkością. Cechuje ją długie i puszyste, buro-białe futerko, poprzecinane klasycznie pręgowanymi łatami na ogonie, grzbiecie, karku a także głowie, gdzie na mordce nachodzi bardziej na prawą stronę. Plamę na grzbiecie i ogonie oddziela natomiast wąski, biały pasek sierści. Posiada też kilka znaczeń na piętach, a także jedną, czarną kropkę na dziąśle, którą widać dopiero przy otworzonym pysku. Nos i poduszki łap również pozostały różowe. Wyraz pyszczka jest delikatny, o subtelnych rysach, na którym zawsze widnieje ciepły uśmiech. Całości dopełniają jeszcze duże, złote ślepia, które przy źrenicy zmieniają kolor na zieleń.
Dorosła fizycznie, ale czy i psychicznie? Ani trochę! Wciąż jest tą samą, wesołą i energiczną Zwiewną jak za czasów kociaka, tyle, że teraz trochę już dojrzała i zrozumiała, że wygłupianie się na środku obozu nie jest niczym dobrym. Ma w sobie mnóstwo wigoru i werwy, a do tego masę ciepła i tony miłości dla wszystkich. Wyuczona za młodości zasad dobrego wychowania, okazuje szacunek wszystkim kotom starszym od niej. Niezwykle pomocna i dobroduszna, a do tego troskliwa. Swoje obowiązki traktuje mimo wszystko dość poważnie i nigdy ich nie zaniedbuje. Pewna siebie optymistka, patrząca na świat przez różowe okulary, którą ciężko wyprowadzić z równowagi. Delikatna dla kociąt i bliskich, uwielbiająca przytulanie i ceniące przestrzeń osobistą innych. Twarda psychicznie, nie poddaje się, nawet w trudnych momentach w swoim życiu. Troszczy się o swoją rodzinę, przyjaciół i najbliższe jej koty, uwielbia również przebywanie w towarzystwie i nie ma absolutnie żadnych problemów z integracją z klanowiczami. Zazwyczaj pierwsza zaczyna rozmowę, zupełnie nie wstydząc się tego, jaka jest i jak się zachowuje. Może trochę impulsywna i lekkomyślna, ale zawsze na pierwszym miejscu stawia dobro klanu.
...Hmm. No, problem. Duży. Zwiewna nie spodziewała się spotkać na polowaniu drapieżnika. Oczywiście liczyła się z tym że istniało takie ryzyko, ale jak dotąd miała szczęście, a teraz... tera jej to szczęście uciekło. W razie niebezpieczeństwa był przy niej Drżący Płomień, więc nie powinno być tak źle. Był. Chyba. W każdym razie, buro-biała nie zamierzała wdawać się ze zwierzęciem w żaden konflikt. Stuliła małe uszka, a następnie zaczęła powoli wycofywać się. Nie chciała robić żadnych gwałtownych ruchów, które mogłyby sprowokować jenota do ataku na jej osobę. Pomału, krok po kroku oddalała się od drapieżnika, wciąż mimo wszystko spoglądając na niego spokojnie, aby nie zdradzać żadnych negatywnych emocji. Noo, może się uda, chyba, że jenot miałby wściekliznę i chciał krwi. Wtedy będzie problem. Duży.
Bardzo niski, lecz całkiem dobrze zbudowany kocur. Podczas swojego życia jako na wpół oswojony kocur, jedzenie dostawał dosłownie na talerzu, co eliminowało potrzebę polowania, ale Dreszcz bynajmniej nie próżnował i zachował swoją formę. Oczywiście nie zmienił się również kształt jego łba - krótki, kanciasty, z dużymi, okrągłymi oczami o złotym kolorze - i jego futro - wciąż krótkie, wciąż czarne, wciąż rzadkie. W niektórych miejscach widać było prześwity jego jasnej skóry, chociaż jest ich już mniej niż za kociaka. Jedyną rzeczą, która mogłaby zaskoczyć jego starych znajomych, była nowa blizna. Ślady czyichś pazurów ciągnęły się od czubka jego głowy do czoła.
Nowy Dreszcz różni się od starego przede wszystkim tym, że nauczył się uciekać przed swoimi problemami zamiast je ignorować. Poza klanem nie mógł już egzystować i czekać aż wszystko się naprawi. Wciąż preferuje kroczyć po linii najmniejszego oporu, jednak zdarza się, że zdecyduje się na drogę okrężną, gdy uzna, że dodatkowy wysiłek się opłaca. Stara się stale zapewniać sobie zajęcia, bo nauczył się, że bezczynność potrafi być zabójcza dla jego woli życia. Zmusza się do pozytywnego myślenia i powtarza sobie, że nie ma czego żałować. Udało mu się nawet w to uwierzyć. No, do pewnego czasu. Inaczej pewnie nigdy by nie wrócił. Stał się również nieco bardziej pewny siebie.
...Jenot wpatrywał się groźnie w biało-burą koteczkę, w razie gdyby miała zamiar zmienić zdanie i jednak go zaatakować. Nie? Idzie sobie? Ha! Pokazał temu malutkiemu kotu, żeby się więcej do niego nie zbliżał! Zadowolony z siebie, drapieżnik odwrócił się, podrapał łapką po głowie i wrócił do swoich jenotowych spraw. ...Tymczasem Drżący Płomień czekał, aż Zwiewna znajdzie się w bezpiecznej odległości od leśnego stworzenia, po czym sam ruszył w jej kierunku, rzucając po drodze spojrzenia w kierunku, gdzie znajdował się jenot. Może i nie zaatakował drobnej terminatorki, ale przez niego oboje najedli się strachu. Podbiegł do uczennicy i może niepotrzebnie, ale dokonał szybkiej inspekcji stanu zdrowia kotki. Wszystkie kończyny na miejscu, brak ogromnych plam krwi... może odrobinę czerwony nosek (kiedy to się stało?), ale poza tym wszystko w porządku. Dobrze. Dobrze. ...- Może... c-chyba już wystarczy na dzisiaj - wybąkał, po czym uśmiechnął się nerwowo. Uczył Zwiewną walczyć... ale na razie wolał, by nie musiała testować swoich umiejętności w prawdziwej sytuacji zagrożenia. Nie żeby ceremonia magicznie miała zwiększyć jej szanse w walce... ale mieli do niej jeszcze trochę czasu i mimo, że teoretycznie wszystkiego już ją nauczył, to kocur zamierzał wykorzystać ten czas na doskonalenie potrzebnych kotce umiejętności. Miał nadzieję, że kiedy otrzyma swoje wojownicze imię, będzie już w pełni gotowa do samoobrony w takich sytuacjach, jeżeli jeszcze nie była.
Sweetheart,youlookalittletired W he ndidyoulasteat? Comeinandmakeyourselfathome Stayaslongasyouneed Tellme,issomethingwrong?