Średniego wzrostu i przeciętnej budowy czarno-ruda, krótkowłosa kocica. Po lewej stronie jej głowy dominuje rudy, a po prawej czarny. Oczy ma złote, nos czarno-różowy, a jasne wąsy są zabawnie powykręcane.
Apatyczna, mało ruchliwa, pozbawiona energii i poczucia humoru. Niezależna samotniczka, w towarzystwie małomówna i nieufna. Paranoiczka, przewrażliwiona na własnym punkcie, wyczulona na jakiekolwiek przytyki w swoją stronę, jednocześnie mająca ostre opinie na temat innych.
Uznawszy, że nic ciekawego już nie znajdę na ziemiach niczyich, skoro ptak odleciał, po chwili zawróciłam w stronę terenów Cienia. Szłam niespiesznie, na ugiętych lekko łapach, by nie robić za wiele hałasu, chociaż nie można powiedzieć, bym szukała zwierzyny. Zamierzałam do tego wrócić już za Czarnym Ogonem: nie znałam terenów poza terytorium Cienia na tyle dobrze, by chcieć tam polować, piszczków i tak było wystarczająco dużo u nas. Nagle wiatr zmienił kierunek i przyniósł do mnie… zapach obcego klanu. Postawiłam uszy na sztorc, pochyliłam łeb do przodu i na ugiętych łapach ruszyłam pod wiatr, tak, jak mnie prowadziła ta woń, by odnaleźć… potencjalnego intruza. Woń bowiem wyraźnie dobiegała z terenów klanu, więc powinnam być przygotowana na to, że jej właściciel mógł znajdować się do naszej stronie Czarnego Ogona, zamiast tylko spacerować wzdłuż strumienia po stronie ziemi niczyjej.
I faktycznie: zaraz okazało się, że muszę ponownie przekroczyć strumień. Zmarszczyłam nos, po czym znowu odnalazłam woń, która kierowała mnie teraz bardziej wzdłuż Czarnego Ogona. W końcu… wybiłam się z tylnych łap, wyciągając przed siebie przednie łapy, by przebić się przez turzyce i, jak miałam nadzieję, zaskoczyć intruza. Nie uderzyłam w niego, jak liczyłam, ale wylądowałam tuż przy nim.
– Wynocha z terenów klanu Cienia – syknęłam, przyjmując bojową pozycję. Co za idiota? Nie znał Kodeksu Wojownika, nie wiedział, że nie powinien przekraczać granic? Jego zapach… był nieco inny niż woń kocura z Wichru, którego spotkałam jakiś czas temu, był też mi mniej znany, ale byłam przekonana, że był to klanowy kot, a nie samotnik.
i don'twannabeany partofyourscene idon'tbelievewhatyoubelieve i'dratherbefacelessinthe dark thanbesoF A K E................
.................likethewayyouare
Chód ma zawsze stonowany, elegancki. Nigdy mu się nie śpieszy, dumnie kroczy przed siebie, z wysoko podniesioną głową. Można odnieść wrażenie, że nie kroczy, a płynie w powietrzu. Po ojcu odziedziczył piękne ciemnobrązowe włosie, które lekko wpada w heban. Z niewiadomych przyczyn staje się kredowe na żuchwie, podbródku oraz bokobrodach. Mleczną biel da się również zauważyć na klatce piersiowej, brzuchu, palcach przednich łap tudzież tylnich, aż do stawów skokowych. W słońcu skrzy się oślepiająco, a mimo to nadal przyciąga wzrok. Mimo, iż rodziciele posiadają złote ślepia, Żołądź przejął po którymś pradziadku niebieską tęczówkę.
Niedoświadczony obserwator uzna go za wyjątkowego zgorzknialca, który jest wiecznie niezadowolony ze swojego żywota, zniechęcony do wszystkiego i wszystkich. I poniekąd jego słowa posiadałyby trochę racji - na pierwszy rzut oka kot to nad wyraz tajemniczy osobnik zgrywający niemowę, a jak już doda komentarz do pewnej dyskusji, najpewniej jest to bezpośredni cynizm rzucony bez ogródek. Sam uważa jednak, że jest wybitnym słuchaczem i nie ględzi bez potrzeby, jako iż wtedy gdy milczy dowiaduje się wielu ciekawych informacji na dany temat. Wypowiadane sarkazmy wynikają najczęściej z głupoty rozmówcy bądź i też najzwyklejszej irytacji nim. Poza tym, charakteryzuje się niezwykłą przebiegłością - z daleka rozpozna, czy ktoś łże, nie da się wykorzystać, acz sam umie wyeksploatować jakąś sytuację dla swoich korzyści pod zmyślnymi argumentami. Mimo wszystkich wymienionych wyżej negatywnych cech, Żołądź ma też dobrą stronę. Kocha naturę i pod każdym względem ją respektuje - nie uszkodzi flory, gdy nie chce stworzyć z niej maści, nie upoluje młodego bezbronnego zwierzęcia, a zajmie się tym starym lub schorowanym, by nie egzystował cierpiąc.
Jednak go nie ominęła i nie poszła dalej. Para szylkretowych uszu po chwili przeistoczyła się w całą terminatorkę. O zgrozo, która rzuciła się w jego kierunku. Na szczęście źle wycelowała. Podniósł się do siadu i zmierzył bacznie kotkę od stóp do głów. Wyglądała na rówieśniczkę, choć po budowie i pysku stwierdził, że jest jednak ciut starsza od niego. To odrobinę go uspokoiło. Przymrużył oczy i wlepił je wnikliwie w te złoto-zielone rozmówczyni. Machnął końcówką ogona kilkukrotnie. Gdyby nie ona, nawet nie wiedziałby, gdzie trafił. A trafił jak na złość na tereny najmniej przyjaznego klanu, o czym mówiła sama ich nazwa. Zastanawiał się, jaką obrać taktykę. Miał nakarmić ją blefem, udawać niewiniątko i uronić parę łez? Powiedzieć prawdę? A może niczego nie planować i zobaczyć jak to wyjdzie "w praniu"? Zawsze też mógł odwrócić się na pięcie i bez słowa zwiać.
- Zawsze tak witacie swoich gości? - prychnął, zadając pytanie retoryczne. To znaczy, tak po ludzku, nie po kociemu. Gdyby zaczął prychać i syczeć niechybnie skończyłoby się to albo walką, albo po prostu niemiłą wymianą zdań. A to był jedynie taki komunikat wypowiedziany z poirytowaniem, fuknięcie. Był ciekaw, czy faktycznie wszyscy z innych klanów byli traktowani podobnie, gdy tylko naruszyli granice, czy też może znalazłyby się wyjątki, które przekraczały je swobodnie, "po znajomości". Osobiście sądził, że druga opcja jest bardziej prawdopodobna.
- Nikt nigdy nie pokazał mi granic klanów. I zabłądziłem. - postanowił na szczerą opcję dialogową. Starał się mówić krótko, zwięźle i na temat, nie robiąc nie potrzebnych pauz. Cienista jednak mogła nie docenić jego prawdomówności, trudu i wysiłku włożonego w pokojowe zaczęcie negocjacji. Nie zdziwiłby się, gdyby mimo to odprawiła go z kwitkiem. Wpadł na nieco inny pomysł.
- Już mnie nie ma. - kiwnął łbem na teatralne pożegnanie, ledwo zauważalnie, po czym wstał i bardzo, bardzo powoli zaczął zmierzać tam, skąd przyszedł. Co zrobi wojowniczka? Zignoruje go i sama skieruje się wgłąb terenów własnego klanu, dokańczając przerwane polowanie, czy też niechętnie postanowi pójść za nim i go eskortować aż do ziem niczyich, nuż widelec zaczynając dodatkowo pogawędkę? Wszystko znajdowało się pod jednym wielkim znakiem zapytania.
tell me .h o w.is itfeelsittingup there f e e l i n g.so highbut toofar away.t o.hold me you knowi'm the one.w h o.put you up.t h e r e name in the sky,.d o e s.it ever get.l o n e l y? thinking you could.l i v e.without me
Średniego wzrostu i przeciętnej budowy czarno-ruda, krótkowłosa kocica. Po lewej stronie jej głowy dominuje rudy, a po prawej czarny. Oczy ma złote, nos czarno-różowy, a jasne wąsy są zabawnie powykręcane.
Apatyczna, mało ruchliwa, pozbawiona energii i poczucia humoru. Niezależna samotniczka, w towarzystwie małomówna i nieufna. Paranoiczka, przewrażliwiona na własnym punkcie, wyczulona na jakiekolwiek przytyki w swoją stronę, jednocześnie mająca ostre opinie na temat innych.
Stałam na ugiętych łapach, z obniżonym łbem i najeżonym futrem, przyglądając się uważnie intruzowi. Moje napięte mięśnie zdradzały, że jestem gotowa do ataku w każdej chwili, jeżeli tylko będzie nieostrożny, jeżeli zrobi lub powie coś, co wzbudzi moją czujność… jeszcze bardziej, niż już była wzbudzona. Natomiast jeżeli zamierzał pyskować, tak jak teraz, zamiast podnieść tyłek i się stąd wynosić… cóż, to była krótka droga do tego, bym go zaatakowała. Inna sprawa, że to był jakiś… szczyl, jak stwierdziłam po chwili oględzin. Najwyraźniej po prostu nie grzeszył inteligencją.
– Gdy przekraczają granice – tak – odparłam, wciąż utrzymując wrogi syk. Powstrzymałam pogardliwe parsknięcie śmiechem, gdy usłyszałam, że nikt mu nie pokazał granic… i zabłądził. Skoro nie znał terenów, to po jaką ch**erę wyłaził poza granice swojego klanu? Chciał młodo umrzeć, czy co? Mamusia go nie nauczyła, że trzeba trochę pomyśleć, zanim się coś takiego zrobi? – To po co wyłaziłeś na niczyje i aż tutaj? – spytałam szorstko, unosząc nieco łeb i strzelając ogonem.
– Szybciej – warknęłam na kocura, zauważając, że najwyraźniej celowo utrudnia i mi, i sobie całą sytuację, idąc nadzwyczaj wolno. Całkiem jakbym jeszcze nie traciła na niego czasu – ale zamierzałam dopilnować, by opuścił tereny Cienia, ba, by znalazł się daleko od nich. Nie zdziwiłabym się, gdyby spróbował jakiegoś podstępu i udawał, że sobie poszedł, by wrócić, gdy nie patrzyłam.
i don'twannabeany partofyourscene idon'tbelievewhatyoubelieve i'dratherbefacelessinthe dark thanbesoF A K E................
.................likethewayyouare
Chód ma zawsze stonowany, elegancki. Nigdy mu się nie śpieszy, dumnie kroczy przed siebie, z wysoko podniesioną głową. Można odnieść wrażenie, że nie kroczy, a płynie w powietrzu. Po ojcu odziedziczył piękne ciemnobrązowe włosie, które lekko wpada w heban. Z niewiadomych przyczyn staje się kredowe na żuchwie, podbródku oraz bokobrodach. Mleczną biel da się również zauważyć na klatce piersiowej, brzuchu, palcach przednich łap tudzież tylnich, aż do stawów skokowych. W słońcu skrzy się oślepiająco, a mimo to nadal przyciąga wzrok. Mimo, iż rodziciele posiadają złote ślepia, Żołądź przejął po którymś pradziadku niebieską tęczówkę.
Niedoświadczony obserwator uzna go za wyjątkowego zgorzknialca, który jest wiecznie niezadowolony ze swojego żywota, zniechęcony do wszystkiego i wszystkich. I poniekąd jego słowa posiadałyby trochę racji - na pierwszy rzut oka kot to nad wyraz tajemniczy osobnik zgrywający niemowę, a jak już doda komentarz do pewnej dyskusji, najpewniej jest to bezpośredni cynizm rzucony bez ogródek. Sam uważa jednak, że jest wybitnym słuchaczem i nie ględzi bez potrzeby, jako iż wtedy gdy milczy dowiaduje się wielu ciekawych informacji na dany temat. Wypowiadane sarkazmy wynikają najczęściej z głupoty rozmówcy bądź i też najzwyklejszej irytacji nim. Poza tym, charakteryzuje się niezwykłą przebiegłością - z daleka rozpozna, czy ktoś łże, nie da się wykorzystać, acz sam umie wyeksploatować jakąś sytuację dla swoich korzyści pod zmyślnymi argumentami. Mimo wszystkich wymienionych wyżej negatywnych cech, Żołądź ma też dobrą stronę. Kocha naturę i pod każdym względem ją respektuje - nie uszkodzi flory, gdy nie chce stworzyć z niej maści, nie upoluje młodego bezbronnego zwierzęcia, a zajmie się tym starym lub schorowanym, by nie egzystował cierpiąc.
Przekręcił oczyma, powoli tracąc swą anielską cierpliwość i bycie spiżowym. Przecież przed chwilą dokładnie jej wszystko rozrysował, wydał jasny komunikat, czego ona nie zrozumiała? W tej chwili osoba postronna mogła mieć problem by sprecyzować, która ze stron nie grzeszyła inteligencją. A jeśli nie o nią chodziło, to co najwyżej o problemy ze słuchem.
- Powtórzę raz jeszcze. - efektowna przerwa. - Skoro nikt nie pokazał mi granic mojego klanu, a już zwłaszcza waszego, skąd miałem wiedzieć, że trafiłem na ziemie niczyje, a później tu, do was? - uniósł jedną z niewidzialnych brwi, ale dosłownie na ułamek sekundy. Klany obfitowały w różnorodność terenów i krajobrazów. Tak samo było z zapachami. Po tych dwóch czynnikach nie można było rozróżnić, co należy do kogo. Dorosły kot miałby z tym niezły ambaras, a co dopiero taki szczyl jak on. Chociaż aż takim szczylem to on nie był. Był już po mutacji, do ostatecznej wielkości w kłębie brakowało mu jedno bądź dwóch centymetrów. A co się tyczyło logiki - cóż, jak na swój wiek i tak był bardziej rozumny niż większość młokosów.
- Przynajmniej już wiem, że ten jakże, hm, uroczy zakątek należy do was. - tu zerknął na błotnisty rów, z którego akurat wynurzył się dość duży bąbel, by strzelić po chwili, ochlapując wszystko dookoła, niemal sięgając łap wojowniczki.
Również zaczął iść na lekko ugiętych łapach i majestatycznie strzelił ogonem. Ponoć miraż oponenta, upodobnianie się do niego względem zachowania miało wywoływać zainteresowanie, ale też i swego rodzaju ukojenie, zaprzestanie agresji. Nie wiedział jak to się sprawdzi w praktyce.
- Może więc pokażesz mi, gdzie kończą się wasze ziemie? - zapytał, ponownie stosując pauzę. - Będziesz mieć pewność, że nie zobaczysz mnie tu nigdy więcej. - dodał chłodno.
tell me .h o w.is itfeelsittingup there f e e l i n g.so highbut toofar away.t o.hold me you knowi'm the one.w h o.put you up.t h e r e name in the sky,.d o e s.it ever get.l o n e l y? thinking you could.l i v e.without me
Średniego wzrostu i przeciętnej budowy czarno-ruda, krótkowłosa kocica. Po lewej stronie jej głowy dominuje rudy, a po prawej czarny. Oczy ma złote, nos czarno-różowy, a jasne wąsy są zabawnie powykręcane.
Apatyczna, mało ruchliwa, pozbawiona energii i poczucia humoru. Niezależna samotniczka, w towarzystwie małomówna i nieufna. Paranoiczka, przewrażliwiona na własnym punkcie, wyczulona na jakiekolwiek przytyki w swoją stronę, jednocześnie mająca ostre opinie na temat innych.
– Powtórzę raz jeszcze. Po co łaziłeś, nie mając pojęcia o granicach i terenach? Rzeka jest daleko. Nie przyszło ci do głowy, że jak idziesz tyle czasu, to już dawno opuściłeś tereny swojego klanu, żabojadzie? Albo że jak czujesz smród moczu, to to są granice? – warknęłam, napinając mięśnie. Nienawidziłam, gdy ktoś traktował mnie jak idiotkę – zwłaszcza gdy to temu komuś najwyraźniej brakowało chociaż krzty rozumu. Nie znam terenów, nie znam granic, świetnym pomysłem będzie łażenie pewnie mniej więcej przez pół dnia, bo podejrzewałam, że tyle właśnie trwało dojście z obozu Rzeki do granicy, potem wzdłuż całych terenów Wichru i tu. Patrol wzdłuż całych granic Cienia trwał pół dnia, więc tu mogło być podobnie, może trochę mniej… ale wciąż. Chyba nie sądził, że cały czas jest na terenach Rzeki.
– Tu. Przełaź i wynocha – syknęłam, zatrzymując się tuż przed strumieniem i posyłając kocurowi znaczące spojrzenie. Niech się wynosi i nie wraca. Może go coś zeżre po drodze do domu. Przydałoby się chociaż, żeby się natknął coś, co go poważnie okaleczy, żeby miał nauczkę i następnym razem uszył węchu… i mózgu.
i don'twannabeany partofyourscene idon'tbelievewhatyoubelieve i'dratherbefacelessinthe dark thanbesoF A K E................
.................likethewayyouare
Posiada harmonijną budowę, średni wzrost i szczupłą sylwetkę z dobrze rozwiniętą tkanką mięśniową. To wszystko pokrywa gęste, długie futro mieniące się w barwach czarnej i rudej tygrysio pręgowanej. Na mordce samotniczki dwie barwy się równoważą - lewa strona pokryta czernią, zaś prawa rudością. Na scene wkracza jednak trzeci kolor - biel, która ujawnia się pod postacią kreski na brodzie Pustułki oraz jako większa plama na jej szyi. Centralnym obiektem na mordce szylkretki są dwa, okrągłe, świdrujące oczy - prawe złotobursztynowe, natomiast lewe niebieskie. Pod ślepiami znajduje się różowo-czarny nos otoczony białymi, lekko powyginanymi wąsami. Jedna z blizn znajduję się na lewej tylnej stopie, zaraz pod piętą - ślad po ugryzieniu; kolejna blizna to niewielkie rozerwanie prawej małżowiny usznej; trzecia z blizn to ślad po pazurze na grzbiecie nosa; ostatnia, najbardziej widoczna z blizn to szrama przecinająca lewe oko i pod nim zmieniająca się w dwie, lekko wykrzywione.
//Z tego co widziałam, Żołędzowi już minęła nb, więc chyba mogę tu wbić? Jakby co, to kopać
xxPrzemierzała cieniste tereny, idąc brzegiem strumienia wzdłuż granicy z ziemiami niczyimi, chcąc być jak najdalej od obozu. Zamierzała coś upolować, dlatego szła ostrożnie i po cichu, szukając jakiegoś śladu zwierzyny. W pewnym momencie dostrzegła na brzegu Czarnego Ogona szczura i zaczęła się skradać w jego kierunku, ale głupi gryzoń wlazł do wody, po czym gdzieś odpłynął i zniknął kotce z oczu. Potem nie mogła natrafić na żaden trop, dlatego w końcu zamyśliła się, uciekając myślami do własnego świata. Świata, który był bardzo niestabilny i burzliwy. Nie na takie życie liczyła, gdy dorastała. Nigdy nie miała szczególnych oczekiwań czy marzeń o dorosłym życiu, ale myślała, że zawsze będzie fajnie, ciekawie i kolorowo. A tu proszę, taka niespodzianka. Teraz była rozgniewana, rozbita, uszkodzona, a jej idealność i wyjątkowość zostały porysowane. Nie mówiąc już o jej sercu, które skamieniało i zmieniło się w lodową bryłę, nie mając zamiarów na odwilż w najbliższej przyszłości. W pewnym momencie spojrzała w wodę i przyjrzała się w niej, pytając samą siebie w myśli, jak mogła być tak naiwna i myśleć, że jest dla niej jakąkolwiek szansa. Życie jest brutalne i ona sama również się taka stała. Już nigdy nie niesie nabrać na jakieś uczucia, miłości, przyjaźnie i wesołe perspektywy. Teraz będzie silna, bezwzględna i nie pozwoli znów na mieszać dobie w głowie i sercu.
//Mame
leavebehindyourheartandcastaway ratherbethe.h un te r.thantheprey «.you.are.n atura l.» abeatingheartofstone you.gotta.be.so.cold to.make.it.in.this.world
Kocica nie zmieniła się wiele. Nadal dużo trenuje, przez co jej ciało jest wyćwiczone, sama ma budowę atletyczną. Nadal chodzi pewnym siebie krokiem, a pysk szylkretki często jest zmarszczony, przez co można powiedzieć, że chodzi wiecznie niezadowolona czy naburmuszona, chociaż niekoniecznie tak jest. Obecnie ciało wojowniczki wróciło już do normy po porodzie przez to, że każdą wolną chwilę poświęca doprowadzeniu siebie do porządku. Na ciele widnieje parę blizn - jedna po wyrwanym płacie skóry na karku, druga na lewej tylnej łapie w postaci śladu po ugryzieniu lisa, trzecia to lekko wyszczerbione, prawe ucho po walce treningowej z Lis. A ostatnia jest urwanym ogonem, ostała się jej mniej niż połowa, przez co jej chód stał się bardziej ostrożny.
Krogulec zmieniła swoje nastawienie do innych. Otworzyła się, stała się bardziej rozmowna i nie stawia jedynie na zdobywanie wiedzy. Lubi od czasu do czasu porozmawiać sobie na luźne tematy i czerpać po prostu przyjemność z życia. Jest odpowiedzialną wojowniczką oraz matką, starając się wychować swoje młode najlepiej jak potrafi, pomimo tego, że były lekką wpadką. Często wybucha gniewem, ale nie potrafi być długo obrażona. Nie przyznaje się do błędów i zamiast powiedzieć "przepraszam" woli przejść od razu na neutralny grunt, gdzie zacznie rozmowę o pierdołach. Wypełnia swoje obowiązki z pasją i to najlepiej, jak potrafi!
Czekoladowo-ruda również wybrała się na polowanie, jednak początkowo przemierzała tereny przy zachodniej części Czarnego Ogona, by obecnie wejść na tę środkową. Pozostawiła już za sobą parę pośrednich piszczków, gdy do jej nosa dobiegł znajomy zapach jednej z córek. Wyprostowała więc łapy uznając, że zwierzyna nieprędko wylezie ze swoich kryjówek w tej okolicy, a dodatkowo już miała wystarczająco myszy i wiewiórek na stos. Zbliżyła się nieco do polującej kocicy, pomimo braku skradania poruszając się dość cicho i starając się być niezauważalna. Koniec ogona trzymała nisko, głowę dość wysoko, jednak szła pod wiatr i nadal znajdowała się w pewnej odległości od Pustułczej Pieśni, o której się sporo nasłuchała. Jakieś krzyki na ceremoniach, jakieś podejrzane akcje przed tłumem kotów. Obawiała się, że jak tak dalej pójdzie, to Wężowa Gwiazda zdecyduje sie jeszcze bardziej dobić szylkretową kocicę i skazać ją ponownie na trening pod okiem któregoś z karnych mistrzów. Być może znowu by trafiła pod skrzydła Bezsennej Nocy, a być może tym razem pod opiekę Olchowego Szeptu. Na szczęście, w klanie nie było zbyt dużo opcji, większość mistrzów była normalna. Krogulec rozumiała to, że córka cierpi przez stratę swojej przyjaciółki, ale... Swiat idzie naprzód, czasu się nie cofnie. Być może Pustułka nie byla do tego przyzwyczajona, ale koty po prostu znikały. Tak samo jak zniknął Tchórz ze swoją Miodek, którą prawdopodobnie samotnicze korzenie popchnęły do odejścia z klanu, a czekoladowy syn ruszył jej śladem. Tak samo, jak większość rodzeństwa czy przyjaciół z dzieciństwa Krogulec. W pewnym momencie ona również była przygnębiona takim stanem rzeczy, próbowała walczyć o to, aby koty chodziły na patrole co najmniej w parach, aby uniknąć niepotrzebnych zaginięć czy śmierci, ale to niewiele dawało. I w końcu przestała. Taka już była rzeczywistość i rudo-czarna kocica boleśnie się z nią spotkała.
I look inside myselfand seemy heart is black.
I see my red doorandmust have it painted black.
Maybethen I'll fade awayand not have to face thefacts.
It's not easy facing upwhen your whole world is black.
Posiada harmonijną budowę, średni wzrost i szczupłą sylwetkę z dobrze rozwiniętą tkanką mięśniową. To wszystko pokrywa gęste, długie futro mieniące się w barwach czarnej i rudej tygrysio pręgowanej. Na mordce samotniczki dwie barwy się równoważą - lewa strona pokryta czernią, zaś prawa rudością. Na scene wkracza jednak trzeci kolor - biel, która ujawnia się pod postacią kreski na brodzie Pustułki oraz jako większa plama na jej szyi. Centralnym obiektem na mordce szylkretki są dwa, okrągłe, świdrujące oczy - prawe złotobursztynowe, natomiast lewe niebieskie. Pod ślepiami znajduje się różowo-czarny nos otoczony białymi, lekko powyginanymi wąsami. Jedna z blizn znajduję się na lewej tylnej stopie, zaraz pod piętą - ślad po ugryzieniu; kolejna blizna to niewielkie rozerwanie prawej małżowiny usznej; trzecia z blizn to ślad po pazurze na grzbiecie nosa; ostatnia, najbardziej widoczna z blizn to szrama przecinająca lewe oko i pod nim zmieniająca się w dwie, lekko wykrzywione.
xxPatrzyła na swoje odbicie przez dłuższą chwilę, cały czas idąc dość powolnym krokiem wzdłuż brzegu płytkiego strumienia. Patrzyła i widziała swoją mordkę podzieloną na pół oraz dwukolorowe oczy. A co, jeśli nie bez powodu otrzymała taki wygląd? Co, jeśli coś on oznacza? Jak była mała, nie wiedziała, co o dobie myśleć, sądziła, że wygląda dość dziwnie, nietypowo, ale wszyscy jej mówili, że to jest fajne i że jest ładna. Potem uznała się za wyjątkową i jedyną w swoim rodzaju. A teraz... teraz zaczęła się zastanawiać, czy urodziła się taka z jakiegoś powodu. Nie dało się przecież ukryć, że każda połowa jej pyska wyglądała, jakby należała do innego kota. Dlaczego? Przecież to nie jest normalne. W pewnym momencie Pustułka zatrzymała się i stanęła przodem do strumienia, marszcząc lekko brwi. Nie znała odpowiedzi na swoje pytania. Jeszcze. Machnęła puszystym ogonem w powietrzu, po czym rozejrzała się, powracając do rzeczywistości. Może znowu spróbuje zapolować? Spojrzała w prawo i wtedy ujrzała w oddali sylwetkę jakiegoś kota. Nie była tu sama. Mimowolnie zjeżyła futro na karku, jednak szybko je opuściła, przecież nawet nie wiedziała, kto to. Wiatr wiał w stronę nieznajomego, toteż nie mogła rozpoznać tej osoby po zapachu. Przyglądała się tajemniczemu gości przez chwilę i wtedy poznała po sposobie chodzenia swoją matkę - Krogulczy Szpon. Tak, bowiem ta ostatnio odzyskała ponoć swoją wojowniczą rangę. Good for you, mom. Chimera ponownie uniosła lekko futro na karku, stając na przeciw zbliżającej się czekoladowo-rudej kocicy. Co, dopiero teraz postanowiła podejść i spytać, jak tam życie? Czy wszystko w porządku? Cóż, trochę późno. Zmrużyła lekko dwubarwne oczy i stała, czekając.
leavebehindyourheartandcastaway ratherbethe.h un te r.thantheprey «.you.are.n atura l.» abeatingheartofstone you.gotta.be.so.cold to.make.it.in.this.world
Kocica nie zmieniła się wiele. Nadal dużo trenuje, przez co jej ciało jest wyćwiczone, sama ma budowę atletyczną. Nadal chodzi pewnym siebie krokiem, a pysk szylkretki często jest zmarszczony, przez co można powiedzieć, że chodzi wiecznie niezadowolona czy naburmuszona, chociaż niekoniecznie tak jest. Obecnie ciało wojowniczki wróciło już do normy po porodzie przez to, że każdą wolną chwilę poświęca doprowadzeniu siebie do porządku. Na ciele widnieje parę blizn - jedna po wyrwanym płacie skóry na karku, druga na lewej tylnej łapie w postaci śladu po ugryzieniu lisa, trzecia to lekko wyszczerbione, prawe ucho po walce treningowej z Lis. A ostatnia jest urwanym ogonem, ostała się jej mniej niż połowa, przez co jej chód stał się bardziej ostrożny.
Krogulec zmieniła swoje nastawienie do innych. Otworzyła się, stała się bardziej rozmowna i nie stawia jedynie na zdobywanie wiedzy. Lubi od czasu do czasu porozmawiać sobie na luźne tematy i czerpać po prostu przyjemność z życia. Jest odpowiedzialną wojowniczką oraz matką, starając się wychować swoje młode najlepiej jak potrafi, pomimo tego, że były lekką wpadką. Często wybucha gniewem, ale nie potrafi być długo obrażona. Nie przyznaje się do błędów i zamiast powiedzieć "przepraszam" woli przejść od razu na neutralny grunt, gdzie zacznie rozmowę o pierdołach. Wypełnia swoje obowiązki z pasją i to najlepiej, jak potrafi!
Nie spodziewała się, że spotka na własnej drodze córkę, z którą od dość dawna nie rozmawiała. Z tego, co o niej słyszała, raz na jednej ceremonii zrobiła dość sporą awanturę po zniknięciu swojej kuzynki, a jednocześnie przyjaciółki, co się mocno nie podobało Krogulec. Niestety, przyszła trochę za późno, żeby cokolwiek usłyszeć czy zareagować, bo sytuacja już ucichła, gdy zajęła należne sobie miejsce. Opis sytuacji poznała od Wiewiórczego Ogona, z którym niedawno rozmawiała i prawdopodobnie poruszy ten temat w dalszej części rozmowy. A przynajmniej tak zamierzała.
- Po co te nerwy? Własnej matki nie poznajesz? – zadała pytanie z lekkim, zadziornym uśmiechem, który niestety (lub stety), nie sięgał oczu wojowniczki. Podchodziła powoli bliżej, zatrzymując się przez szylkretową córką, ale w niewielkim oddaleniu, dając Pustułce przestrzeń. Była świadoma tego, że kocica za bardzo nie lubi dotyku, to nawet ktoś niezwiązany w ogóle z ich rodziną by wiedział, a co dopiero czekoladowo-ruda.
- Jak sobie radzisz po zniknięciu Górskiej Rosy? Z tego, co widziałam, byłyście dość blisko – zapytała się młodej wojowniczki, chcąc jakkolwiek nawiązać rozmowę, co nie byłoby pytaniem „jak tam życie”. Było to dość nie na miejscu, chociaż być może lepiej by było, jakby córka Traszkowego Grzbietu rzeczywiście takie pytanie zadała. Sama w sumie nie wiedziała, jak ma rozmawiać z córką, która widocznie coś do niej miała, skoro tak reagowała na sam jej widok. Chyba że Krogulec znowu zbyt szybko wyciąga wnioski. Wcześniej to by od razu agresywnie zareagowała, ale wiedziała, że nie mogła pogarszać swojej sytuacji i musi się zachowywać jak dorosła i porządna wojowniczka.
I look inside myselfand seemy heart is black.
I see my red doorandmust have it painted black.
Maybethen I'll fade awayand not have to face thefacts.
It's not easy facing upwhen your whole world is black.
Posiada harmonijną budowę, średni wzrost i szczupłą sylwetkę z dobrze rozwiniętą tkanką mięśniową. To wszystko pokrywa gęste, długie futro mieniące się w barwach czarnej i rudej tygrysio pręgowanej. Na mordce samotniczki dwie barwy się równoważą - lewa strona pokryta czernią, zaś prawa rudością. Na scene wkracza jednak trzeci kolor - biel, która ujawnia się pod postacią kreski na brodzie Pustułki oraz jako większa plama na jej szyi. Centralnym obiektem na mordce szylkretki są dwa, okrągłe, świdrujące oczy - prawe złotobursztynowe, natomiast lewe niebieskie. Pod ślepiami znajduje się różowo-czarny nos otoczony białymi, lekko powyginanymi wąsami. Jedna z blizn znajduję się na lewej tylnej stopie, zaraz pod piętą - ślad po ugryzieniu; kolejna blizna to niewielkie rozerwanie prawej małżowiny usznej; trzecia z blizn to ślad po pazurze na grzbiecie nosa; ostatnia, najbardziej widoczna z blizn to szrama przecinająca lewe oko i pod nim zmieniająca się w dwie, lekko wykrzywione.
xxUniosła lekko brodę, gdy matka się do niej zbliżyła, a wzrok dwubarwnych, lekko zmrużonych ślepi był nieruchomy, wbity w turkusowe oczy Krogulec. Po ostatnich wydarzeniach związanych z kłótnią z rodzeństwem, chimera spędziła wiele czasu na przemyśleniach i doszła do wniosku, że musi zmienić taktykę. Musi w zasadzie zmienić plan, który okazał się być wadliwy. Teraz miała okazje sprawdzić ten nowy plan po raz pierwszy. xx– Niestety poznaję – odpowiedziała, po czym uśmiechnęła się krzywo, naśladując matkę. Ona nerwowa? Pff, gdzie tam. Opuściła całkiem sierść na karku, dając potwierdzenie swojego spokoju w niemej odpowiedzi. Gdy usłyszała kolejne pytanie od czekoladowo-rudej, w pierwszej reakcji strzepnęła końcówką ogona, jakby przeszedł ją prąd, przeszedłszy uśmiech nie zniknął z jej mordki. Nawet wyprostowała się jeszcze bardziej, pokazując, jak bardzo dobrze sobie radzi. xx– Znakomicie. Lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. – odpowiedziała spokojnym tonem z nutą dumy. Górska Rosa? Who dis? Nie znam. To już przeszłość, bardzo daleka przeszłość, niemal jak sen, który nigdy się nie wydarzył. Tak samo jak wszystko po nim, aż do teraz. – A ty, Krogulczy Szponie? W końcu zasłużyłaś na rangę wojownika? – spytała, przechylając głowę nieznacznie na bok, jakby w wyrazie niewinnej ciekawości.
leavebehindyourheartandcastaway ratherbethe.h un te r.thantheprey «.you.are.n atura l.» abeatingheartofstone you.gotta.be.so.cold to.make.it.in.this.world
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Wyszedł rano na patrol i od tego czasu bez celu chodził po granicach z terenami niczyimi, bo i tak w sumie nie miał nic do roboty. Dzisiaj akurat miał mieć trening z Leszczynową Łapą, aczkolwiek ten nie przyszedł. Śmierdzący Leń. Zaczął go ostatnimi czasy unikać. Widocznie serio znudziło mu się przychodzenie na te treningi na których musiał coś robić i zdecydował, że jak nie będzie na nie przychodził, to będzie mógł się obijać i całymi dniami się lenić, co najwyżej wstawać tylko po to, żeby przejść się parę kroków do stosu zwierzyny, wybrać najlepsze kąski - koniecznie w ilości większej niż 2 - i iść lenić się dalej, tym razem z pełnym brzuchem.
Puchaczowi nie chciało się za nim gonić, nawet jeśli gonienie go wiązałoby się z przebiegnięciem paru metrów i upadnięciem przez syna Miękkiego Obłoku na ziemię z zadyszką. Nie chciał się uczyć? To nie. Bury nie będzie za nim przecież chodził jak cień i zmuszał do treningów. Bycie wiecznym terminatorem nie było przecież takie złe, prawda, Leszczyno?
Aktualnie szedł teraz brzegiem strumienia, uważnie strzygąc uszami i rozglądając się. Nieco zwolnił tempo i ugiął się na łapach, jakby chcąc coś złapać, ale poddał się po paru krokach, uznając że tu nic nie ma, oprócz skaczących dookoła żab, które... Nie były na tyle dobre, żeby w ogóle się nimi przejąć. Żylaste to takie, smaku prawie nie ma, chyba że jakiś taki bagnisty, a fuj.
Przystanął i przykucnął nad płynącą wodą, jakby szykował się do łowienia, aczkolwiek on tylko pusto wpatrywał się w ciemną wodę. Właściwie, tyle już przeszedł, że mógł odpocząć. Wszak, wyszedł wczesnym rankiem, a teraz słońce było już nieco za szczytowaniem. Przymknął oczy, aczkolwiek cały czas był czujny; strzygł uważnie uszami i miał napięte mięśnie, by w razie czego umknąć przed zagrożeniem, czy żartobliwym kotem, który postanowiłby go popchnąć, czy wystraszyć.
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
Młodszy z wojowników na szczęście nie miał takich problemów. Jasna Łapa – choć inteligencją nie grzeszyła – zjawiała się punktualnie na treningach, nie chcąc robić sobie problemów i ewidentnie pragnąc wstąpić w szeregi wytrenowanych kotów. Była też Ciepła Łapa... jeszcze głupsza od jego siostry i dziecinna, ale mimo to zjawiająca się na czas. Lód nie wyobrażał sobie terminatora, który mógłby opuszczać treningi... Już nawet nie ze względu na to, że nie chciałby zostać wojownikiem, bo to niebieskiego nie obchodziło, ale ze względu na to, że jednak wypadałoby mieć nieco szacunku do swojego mistrza, który bezinteresownie (mhm) zjawia się i marnuje swój czas, żeby zrobić z podopiecznego silnego kota. Nie wątpił jednak w beznadziejność Leszczyny, no i był świadom, że ten jest skory wpaść na jakieś idiotyczne pomysły, więc wraz z informacją od Wirującego Pióra dotyczącą tego, że gruby został jego terminatorem, od razu zaczął mu współczuć za sam tego fakt.
Również spacerował wzdłuż Czarnego Ogona, mając nadzieję, że spotka tutaj kogoś znajomego, bo od jakiegoś czasu brakowało mu towarzystwa; pochłonęły go treningi, a nie tak wyobrażał sobie wypoczynkowe życie. No nic.
Przyjrzawszy się, zauważył znaną mu burą sylwetkę nad wodą. Na jego pysk wdarł się przebiegły uśmiech. Wirującego to on znał, nawet całkiem dobrze. Nie dość, że już raz ze sobą rozmawiali, to dodatkowo widywał go na ceremoniach, po których mógł stwierdzić, że równy z niego kot.
— Zakręcone Piórko? — zapytał, stanąwszy z tyłu kucającego wojownika. Jeśli ten się do niego odwrócił – młodszy puścił mu oczko, żeby nie pomyślał sobie przypadkiem, że to było na serio. Dobrze zdawał sobie sprawę, że syn Wiewióra nie lubił swojego imienia, zatem przekręcenie go brzmiało dla narcyza jak dobra zabawa. Mimo wszystko nie miał zamiaru być jakoś bardzo złośliwy, bo wiedział, że bury jest w porządku.
Po chwili podszedł do starszego bardziej od boku, siadł obok niego i również spojrzał w taflę ciemnej wody. Nurt zdawał się być spokojny, jak przy okazji cała okolica. Niezależnie od granicy z Ziemiami Niczyimi, terminator Płomykówki nie wyłapał po drugiej stronie żadnej sylwetki samotnika. Przyjął to z westchnięciem i lekko dotknął łapą rzeki. Było zbyt spokojnie.
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Na szczęście druga terminatorka nie robiła mu tyle problemów. Rozmawiało mu się z nią całkiem przyjemnie i nawet miał ochotę chodzić na te treningi, nie to co z Leszczyną. Ach, gdyby wiedział, to pewnie umówiłby się dzisiaj z rana ze Zroszoną Łapą i mogliby już coś przerobić, a tak... Cóż. Może powinien się z nią umówić, by przychodziła codziennie, a nie co dwa dni? Cóż, dałoby się zrobić... Przynajmniej szybciej skończyłaby trening i mógłby znów użerać się tylko z jednym terminatorem - tym gorszym.
Jego rozmyślania przerwały kroki. Szybko skierował swe ucho w tamtą stronę, jednak wciąż nie odwracał łba. Przybywały od strony klanowych terenów, więc mogło to znaczyć, że był to klanowicz. Albo sprytny samotnik, który wziął i go okrążył. Nah, może najwyżej godnie zginie, w obronie klanu, czy coś. Wszak naprawdę nie chciało mu się nawet okręcić głowy, by zobaczyć kto idzie. Zwyczajnie czekał - albo na powitanie, albo na totalne zignorowanie, albo na atak. Jedno z tych.
Okazało się jednak, że to ktoś z cienia, ba, nawet znajomy ktoś. Odwrócił powoli łeb w stronę Topniejącego Lodu, mierząc go wściekłym spojrzeniem, usłyszawszy że ten przekręcił jego imię. Spodziewał się, że to specjalnie tak, aczkolwiek upewniło go w tym dopiero mrugnięcie mu jednym okiem. Uniósł delikatnie brew.
- Och, witaj Tonący Lodzie - odgryzł się. Zmierzył wojownika spojrzeniem, po czym poczekał aż ten siądzie obok, zanim znów się odezwał: - A więc, jesteś nowym, dumnym mistrzem Ciepłej Łapy, co? - zagadnął, mrużąc delikatnie oczy i przywdziewając już bardziej przyjazny wyraz pyska. Ciekawiło go jak przebiegają jego treningi z nową terminatorką, szczególnie biorąc pod uwagę, że ów terminatorką była jego siostra.
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
Nawet jeśli jakiś samotnik kręciłby się po terenach Klanu Cienia, zostałby pokonany przez poruszającego się tędy silnego wojownika. Topniejącego Lodu, oczywiście. Żeby komuś nie wpadł do głowy jakiś głupi pomysł, że ma na myśli kogoś innego.
— Przywódca byłby z ciebie beznadziejny. — Co to w ogóle znaczyło? Tonący Lód. Nie no, rozumiał, że to miała być taka odgryzka, ale zakręcone piórko miało już więcej sensu, przynajmniej pod względem rzeczywistości. Z tego co się niebieski orientował, lód unosił się na wodzie. W Porę Nagich Drzew na przykład. Jeden: zero, bury.
Na pytanie o Ciepłą Łapę, jej nowy wspaniały mistrz szarpnął głową na boki z politowaniem. Nie miał w ogóle ochoty o niej rozmawiać. Jak to coś było siostrą w miarę normalnego Puchacza? Coś się chyba w genach poprzestawiało nie w tę stronę, co powinno. Niebieski zamlaskał parokrotnie, czując na języku ohydny posmak, przywodzący mu na myśl rudo-białą terminatorkę, widocznie podzielającą głupotę swojego ojca. — Nic nie mów — szepnął, chowając po sobie uszy. Wypowiedzenie tego imienia przez syna byłego zastępcy wystarczyło, żeby niebieski miał dość tego tematu. — Lepiej powiedz jak tam ci idzie trening ze Zroszoną Łapą. — Ona była chyba siostrą Polnej Łapy, więc warto było się co nieco o niej dowiedzieć. A że Wirujący był spoko gościem, to terminator Płomykówki postanowił zaufać jego opinii. Na pierwszy rzut oka wyglądała na dość ambitną, jak się tak na ceremonii rozglądał. Ale pozory często myliły. Sowa też wyglądała na inteligentą, a... No cóż, trochę do mądrości było jej daleko. Udawała twardzielkę, finalnie płacząc mu pod łapami. Niektórzy to byli dziwni. Naprawdę. Miał jednak nadzieję, że więcej takich nie będzie, a i Kawka okaże się normalna.
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
- Wiem - odpowiedział wykrzywiając pysk w uśmiechu. Co prawda, aspirował na przywódcę, chciał być nim w przyszłości, zmienić ten nędzny klan na lepsze, aczkolwiek prawdą było, że talentu do imion nie miał. Wszyscy nazywaliby się... Podobnie. Imiona od ptaków zawsze by się kończyły na Skrzydłach i Piórach, od zwierząt na Kopytach, czy Futrach. Inaczej jeszcze by nadał komuś imię niemające sensu i co? Przezorny ubezpieczony - każdy takie samo imię i heja, nikt mu nie zarzuci braku logiki w swoim imieniu! No, zdecydowanie, klan Cienia byłby lepszy pod jego panowaniem, aczkolwiek... Mało różnorodny. - Zresztą, kto wie, może jednak lód tonie, hm? A to co widzimy na powierzchni to tylko najsilniejsze jednostki, które zdołały się utrzymać? - rzucił po chwili.
Obserwował reakcję Topniejącego na zadane pytanie z ciekawością. Albowiem spodziewał się wszystkiego, tylko nie tego, że ten... Chyba nie był zadowolony? Och, jak to? Czyżby przeszkadzała mu żywiołowość Ciepłej Łapy? Jak to się stało, niemożliwe! Sam Puchacz niewiele miał z siostrą wspólnego, właśnie przez to, że ta była taka... Żywa, wesoła, aż do porzygu. Niewątpliwie nie wytrzymałby z nią długo.
Z gardła Wirka wydobyło się parsknięcie, które miało zadusić śmiech.
- Aż tak źle? - spytał ze złośliwym uśmieszkiem wymalowanym na pysku, chociaż nie oczekiwał odpowiedzi. Wiedział, że pewnie jest tragicznie. Niewątpliwie miała tu miejsce mała sprzeczność charakterów. I było to widać po reakcji, jaka zaszła po tym pytaniu. Na pytanie o Zroszoną Łapę uśmiechnął się delikatnie, z zadowoleniem. - Nie mogę jeszcze dużo powiedzieć o niej, mieliśmy zaledwie parę treningów, aczkolwiek nie mogę na nią narzekać. Jest o wiele lepsza od Leszczynowej Łapy. Wydaje mi się, że to będzie bardzo sprawny i szybki trening - odpowiedział. Póki co nie mógł za wiele powiedzieć o swojej terminatorce, ale widział, że jest ona chętna do nauki, więc powinno pójść sprawnie. Nie robiła też żadnych problemów, więc na plus.