Atak Tonącego Kamyka: 1d10+3 = 11, 150% atak KRYTYCZNY → [21-17]x1.5 = 21
Łasica, mocno osłabiona przez swojego przeciwnika, ponownie unosiła łapę by uderzyć kocura z całej swojej siły. Nim jednak zdołała wykonać brutalny ruch, Tonący Kamy przejechał jednym, gwałtownym ciosem po samym środku jej oczu, zadając jej ostatnią, śmiertelną ranę. Łasica zaczęła się wykrwawiać, a po krótkim czasie zwykle opadła z sił.
+25exp
Łasica: S: 4 (5) | Zr: 7 (9) | Sz: 4 (5) | HP: 13 - 21 - 1 - 1 = -10/40 | W: 28/35
• hp poniżej 1/2, statystyki spadają o 1/4 swojej wartości!
• -2 do celności ze względu na oślepienie krwią.
• rana 1. stopnia: rozcięcie na powiece, do łuku brwiowego nad prawym okiem (krwawi, -1hp do końca walki)
• rana. 1 stopnia: płytkie, długie zadrapanie na brzuchu (krwawi, -1hp do końca walki)
• rana 0. stopnia: wyrwana strzępka futra z grzbietu.
• rana 0. stopnia: otarcie na szyi.
• ŚMIERĆ. Tonący Kamyk: S: 10 | Zr: 12 | Sz: 7 | Zm: 4 | HP: 61/70 | W: 41 - 3 = 38/50
• wykorzystane przerzuty: 0/2
• rana 0. stopnia: lekkie obicie między uszami.
• rana 0. stopnia: otarcie na piersi.
• rana 0. stopnia: siniak na lewym barku.
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
Nareszcie, przeklęta łasica padła. Zwyciężył w tym pojedynku, huh, co nie było aż takie dziwne, w końcu byłby żałosny, gdyby dał pokonać się takiemu wynaturzeniu. Prychnął pod nosem, kopiąc grób dla drapieżnika, któremu ówcześnie oderwał ogon, jako breloczek. Drugi do kolekcji, ciekawe, ile jeszcze uda mu się nazbierać w najbliższym czasie. Przysypał ciało ziemią, a ogon położył na wierzchu, przykrywając lekko śniegiem, aby zapach za bardzo się nie rozniósł. Miał ochotę na coś jeszcze, w żołądku mu zaburczało. Przybrał pozycję łowiecką i ruszył pod wiatr, czujnym wzrokiem oglądając okolicę. Nie pogardziłby jakimś piszczkiem, tak w ramach uczty po odniesionym zwycięstwie.
Po zwycięskiej walce postanowił ruszyć dalej, niezrażony początkowymi komplikacjami. Las szeleścił przyjemnie gdy przemierzał kolejne zakamarki Czarnego Ogona, i choć tym razem miał nadzieję na coś innego niż żądnego krwi drapieżnika, chwilowo nie widział nic co mogłoby go potencjalnie zainteresować. Pora Nagich Liści i ten przeklęty śnieg pod łapami jednak robił swoje.
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
Węszył, nasłuchiwał i rozglądał się uważnie, mrużąc szarawe ślepia na swój typowy, podejrzliwy sposób. Nie zamierzał wracać dzisiaj do obozu bez niczego. Oczywiście łasiczy ogon się nie liczył. Oblizał pysk i wibrysy, idąc dalej, prąc naprzód, zwinnie przemieszczając się między gałązkami i większymi zaspami.
Tonący Kamyk kontynuował swoje poszukiwania, jednak nadal wokół jego głowy rozlegała się głucha, pusta cisza. Kocur musiał uzbroić się w cierpliwość, co z pewnością wiedział i na co był przygotowany, bo inaczej długo na polowaniach by nie uciągnął.
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
Przeklęta pora nagich drzew, nienawidził jej całym sercem, z każdym kolejnym wschodem słońca uświadamiał sobie to coraz bardziej. Zwierzyny było mało, rzadko kiedy chodził najedzony, dookoła leżał zimny śnieg, a jego krótka sierść wcale nie ułatwiała przetrwania. Szedł dalej, zaczynając powoli się niecierpliwić, niech no jakiś durny zwierzak wylezie ze swojej nory, bo mu stópki z zimna odpadną.
Nie wiadomo czy można to opisać jako zwykłe "nieszczęście", czy wina może rzeczywiście leży po mroźnej i bezlitosnej Porze Nagich Drzew, ale Tonący Kamyk jak szedł sam, tak sam pozostał. Przed nim głucho i chicho, wydawało się, jakby wszyscy w tym lesie wyzionęli ducha wraz z zabitą łasicą.
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
Dłużyło mu się, co nie działało na jego korzyść. Machnął biczowatym ogonem z irytacji, zaciskając zęby do bólu. Ostatkami sił próbował zachować spokój i poruszać się powoli, aby niczego nie spłoszyć, gdyby rzeczywiście na coś natrafił. Szedł dalej, zastanawiając się, czym sobie zawinił, że ma takiego pecha.
Nic dziwnego że cienisty wojownik tracił jakąkolwiek cierpliwość i chęć do dalszego polowania. Las był cichy jak niewzburzona tafla wody, a kocurowi mogło się wydawać że dzisiaj już nic z tego nie będzie. Nagle jednak usłyszał trzepot skrzydeł, a jeśli odwrócił się w stronę dźwięku, mógł dostrzec jak wątła wrona zlatuje z niskiej gałęzi na ziemię.
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
Wrona nie była szczególnie duża, ale co się dziwić, sama pewnie poszukiwała pożywienia, w jakim innym celu zleciałaby na ziemię z koron drzew? Niestety, ten błąd przypłaci życiem.
Toń przybrał pozycję łowiecką, trzymając się przy ziemi i ustawiając pod wiatr, trzymając brzuch przy ziemi, a ogon i łeb ustawione były na równej linii. Ciężar ciała przeniósł na tyły. Ruszył naprzód, powoli, ostrożnie, uważając na to, co znajduje się pod jego łapami, nie mógł stracić takiego kąska. W odpowiednich momentach zastygał w bezruchu, aby po chwili znów powrócić do zmniejszania odległości między nim, a ptakiem. Kiedy podszedł na odpowiednią odległość - wybił się, wyciągając przednie łapy wprost na wronę, chcąc przygnieść ją do ziemi i złapać za kark, aby następnie jednym mocnym szarpnięciem skręcić go, zmiażdżyć, cokolwiek.
Gdy cienisty kocur w końcu napotkał to czego szukał, absolutnie nie zamierzał pudłować. Przyłożył się więc do swojej pozy, a także starannie podszedł do swojej przyszłej ofiary. Wrona nawet nie zdążyła rozłożyć swoich czarnych skrzydeł, kiedy to Tonący Kamyk usłyszał charakterystyczny gruchot łamanego karku. Ptaszystko padło nieżywe pod jego łapami.
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
Dopadł do ptaka, błyskawicznie pozbawiając go życia, cudownie. Chwycił truchło w pysk, wracając do miejsca, w którym stoczył walkę z łasicą. Zabrał ze sobą breloczek z jej ogona, ruszając w drogę powrotną do obozu. Nie zamierzał nikomu oddawać upolowanej przez siebie wrony, zostawi ją dla siebie, a po drodze może jeszcze coś złapie, phi.
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Nasz składzik nadal świecił pustkami... no może nie tyle co pustkami, ale nie było w nim wielu potrzebnych ziół. Dlatego też zdecydowałam się na ponowne wybranie się na poszukiwanie ziół. Nie zamierzałam jednak popełnić tego samego błędu co ostatnio i zabrałam ze sobą Astrowy Płatek i Zamarznięty Nos. Wolałabym, aby nie powtórzyła się taka sytuacja, jak ostatnio - i aby nie musiał mnie znowu ratować wojownik z obcego klanu.
Dwójka wojowników ruszyła więc na polowanie, a ja sama zaczęłam rozglądać się za przydatnymi ziołami. Miałam nadzieję na znalezienie czegoś konkretnego, czegoś, co przydałoby nam się w składziku.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Kotka miała nadzieję na znalezienie czegoś konkretnego, ale spełzło tylko na nadziejach. Pora Nagich Drzew nie była zbyt miła pod tym względem, więc przyszła medyczka musiała uzbroić się w cierpliwość. I mocne nerwy, bo przez chwilę nieuwagi wdepnęła w pięknie skrzący się, żółty śnieg.
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Rozglądałam się uważnie, ale żadna znajoma roślina nie wpadła w moje oczy. Cała roślinność, jaką widziałam, nie nadawała się w ogóle do leczenia. Machnęłam delikatnie ogonem, nie denerwując się jeszcze. Wiedziałam, że Pora Nagich Drzew była ciężka, jeśli chodzi o zbieranie ziół - ostatnio przecież nie udało mi się zebrać praktycznie nic poza ranami od szczurów.
- Obrzydliwe - syknęłam wściekle, gdy przez własną głupotę wdepnęłam w śmierdzący, żółty śnieg. Szczyny. Obrzydlistwo. Skrzywiłam się znacząco, odskakując w bok i wycierając łapę w czysty puch. Wzięłam wdech, aby się nieco uspokoić, a następnie ruszyłam na dalsze poszukiwania... uważając, gdzie stąpam.