Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Temat niewinnych żartów przeprowadzanych na Zajęczym Uchu stracił prędko na znaczeniu. Rozmył się gdzieś w tle przez niezadowolone prychnięcie Korzenia. Jedno pytanie, na które reakcja była odruchowa, zakodowana w tę nieco zakurzoną już część umysłu orientala. Ale zdecydowanie nie wyrósł z tego typu zachowania, totalnie nie było ponad nie.
– Wypraszam sobie, to żadne jęki. – żachnął się krótko, przesuwając na gałęzi bliżej Korzenia. Na tyle blisko by niemalże zetknąć się z nim nosem i bez trudu liczyć żyłki w pomarańczowych oczach. Więc i jego ton zmienił się z kolejnym uderzeniem serca. – Jeśli chcesz usłyszeć jak jęczę to najpierw zabierz mnie randkę, postaw kolacje, wykaż się jakoś.
Uderzenie serca, może dwa i odsunął się od Korzenia, bo umówmy się, że rozgaszczanie się w przestrzeni personalnej rozmówcy po takich zaczepkach było raczej nieuprzejme. A Orion oczywiście należał do tych bardziej uprzejmych kotów. I uczynnych, dlatego też moment później skupił się na problemie domku z kart.
– Oczywiście, że nic ci nie mówią, to ludzki wynalazek. W lesie tego nie uświadczysz, ale możemy polegać na twojej wyobraźni. Domki to po prostu legowiska, chociaż tu nie chodzi o te betonowe twory jakich uświadczysz na osiedlu, a o ideę domku. Coś jak chmury w kształcie zwierzątek, gdzie musisz zmrużyć oczy by dostrzec podobieństwo. Więc domki z kart będą malutkie, mieszkać by mogły w nich mrówki co najwyżej i to z przeciągiem. – żarty na bok, nie mógł przecież pozwolić żeby jego ziomek żył w ciemnej jaskini, z dala od jakiejkolwiek wiedzy. – Ale no właśnie, z samymi kartami już gorzej. Ich równy, nienaturalny kształt i gładka powierzchnia są ciężkie do przyrównania czegoś znajomego. Ale! To co się liczy, że są równie podatne na podmuchy wiatru co liście. Nieco sztywniejsze, ale w podobnym tonie co jakby ktoś ustawiał liście na wąskim boku i oczekiwał od nich stabilności. Opierasz takie liście o kolejne i tworzysz coś równie wysokiego co kot, wkładasz w to spory wysiłek, a potem starczy jedno zamaszyste machnięcie ogona i po twoim dziele nie ma śladu, są tylko rozrzucone liście-karty dookoła. Takie rozwinięcie ciebie satysfakcjonuje?
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Czy Korzeń mógł się spodziewać, że przyjaciel nie zareaguje normalnie na wspominkę o… jękach? Pewnie tak. Czy mówiąc to zastanawiał się nad tym dłużej? Nie. Po co? Szkoda tylko, że jednak mógł, ponieważ jak tylko dotarło do niego co się właśnie dzieje to aż go skręciło w środku, a pysk zmarszczył się w grymasie. Chociaż długo ten grymas nie pozostał mu na pysku.
– Myślałem, że nasze dręczenie Zająca jest wystarczające do wykazania się? – odpowiedział po chwili z uśmiechem, który bardziej pewnie pasował do Oriona, niżeli niego samego. Co spędzanie czasu z orientalem robiło z nim? Gwiezdni, czemu on to w ogóle powiedział. Odchrząknął z szybkim podkręceniem łba w niedowierzaniu swoim tekstem, ponieważ co w niego wstąpiło?
– Idea domku. – Powtórzył pod nosem starając się wyobrazić sobie co to w ogóle znaczy… obóz? Obóz mógłby być taką ideą? Chmury… kształty…. wyobrażanie sobie. Zgubił się, ale zarazem rozumiał. Podatne na podmuchy liści… oczekiwanie stabilności… no umiał sobie to wyobrazić akurat. – Eeee… hmm… najważniejsze, że rozumiem. Na początku mnie zgubiłeś, ale potem już ma sens – odpowiedział wesoło z lekkim śmiechem.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
W reakcji Korzenia, Orion bez trudu dojrzał wyzwanie. Zmarszczony nosek plus słowa, plus uśmiech równały się sytuacji, która była raczej niekomfortowa czy niezbyt pozytywna, ale odmawiał ustąpienia. Oriental, niestety, również nie zamierzał mu schodzić z drogi, brakowało mu tej krzty uprzejmości, choć osobiście nigdy nie odczuwał tego niedoboru.
– Oj, szaraczku, chyba powinienem się obrazić, że tak nisko mnie wyceniasz. – westchnął lekko. – Naprawdę uważasz, że to... – kiwnięciem łba wskazał siebie w całej okazałości, do ogona i z powrotem. – ... nie zasługuje na coś więcej? Na odrobinę więcej zaangażowania niż wspólne, niewinne żarciki kosztem Zająca? Ale wiesz, w imię przyjaźni, gdybyś ładnie poprosił, mógłbym się chociaż zastanowić. – oblizał powoli pysk. Już teraz wstępnie rozważając szanse Korzenia. A może planując kolejny element wystroju Skręconego Pnia. Trudno powiedzieć.
Przyjrzał się lekko wojownikowi, który niby zapewniał, że zrozumiał, że miało to sens. Orion nie wątpił w swoje umiejętności z zakresu tłumaczenia, więc nie było podstaw do jakiejkolwiek podejrzliwości. Ale nie było też przeciwwskazań dla nękania wojownika. – O to w takim razie wyjaśnij swoimi słowami teraz, przekonamy się czy faktycznie.
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Kłuska wyruszyła na samotne polowanie. Siedzenie w obozu, zajmowanie się mchem i tak i dalej i tak dalej coraz bardziej denerwowały ją z tego powodu, że jej siostra już od dawna była wojownikiem. Nie myślała o tym jednak jakoś przesadnie i dawała Wędrującym Światłom leżeć na słoneczku, kiedy to jej trening i edukacja szły jakby do tyłu, zamiast do przodu. Czy mogła cofać się z treningiem? Z tym kocurem zapewne tak... Zatem aby udowodnić sama przed sobą, że wcale nie jest taka zła, wyruszyła coś upolować. "Mistrz" od siedmiu boleści przekazał jej zasady polowania, na treningu tego próbowała, więc chyba nie będzie źle na samotnym polowaniu? Póki co znalazła się na terenie Dzikiego Sadu i to tutaj wytężyła wszystkie zmysły, aby znaleźć jakiś kąsek.
Od czegoś każdy musi zacząć, nieprawdaż? Kłusująca Łapa nie musiała za długo czekać, bo chwilę po jej przybyciu na miejsce, dało się usłyszeć dźwięczne stukanie o drzewo. Obracając głowę w kierunku dźwięku, na jednym z pobliskich drzew, można było zauważyć dzięcioła! Jego czerwone podogonie odznaczało się pośród dopiero co wyrastających liści. Nie siedział jednak przesadnie wysoko, lecz marny skok nie wystarczyłby do jego dosięgnięcia.
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Nie szła długo nim dostrzegła ptaka na gałęzi. Ten obijał drzewo co najmniej jakby należało do niego. Co za frajerskie podejście. A może to drzewo miało marzenia? Eh... To nawet koty bywały bardziej kulturalne. Zaczęła poruszać się do drzewa skradając się w pozycji łowieckiej, jednocześnie ukrywając się za krzewami po drodze. Podchodząc tuż pod pień dodatkowo zamarła w bezruchu z dwa razy, a potem zaczęła się wspinać. Objęła łapami pień drzewa i z głową do góry zaczęła po kolei przerzucać łapy coraz wyżej i podciagac się. Gdyby udało jej się dojść na odpowiednią wysokość, ta w ciszy weszlaby na gałąź, chcąc uważnie skoczyć w jego kierunku, zahaczyć o nieco pazurami, a potem wgryźć swoje kły w kark. Tyle roboty dla marnego rezultatu, o ile się uda... Takie to już życie kota.
Kłusująca Łapa poradziła sobie doskonale! Dzięcioł widocznie zbyt zajęty stukaniem, nie zauważył wdrapującej się kotki, która jednym ruchem go chwyciła, pozbawiajac życia. Gdyby w tamtym momencie widział ją jej nauczyciel na pewno byłby dumny.
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
No i kozacko! Nie wyszła z wprawy, proste. Nie mogłaby - w końcu była najlepszą przyszłą wojowniczką tego grajdołu. Zaczęła schodzić z drzewa z ptakiem w pysku, mając głowę skierowaną w górę i mocno trzymając się pniaka drzewa schodziła uważnie na przemian łapami w dół. Gdy znalazła się na dole zaczęła zakopywać ptaka, by potem po niego wrócić. - Dobra, gdzie jest reszta. - Mruknęła i poszła węszyć dalej.
Okoliczna zwierzyna najwidoczniej pochowała się przed czujnym wzrokiem Kłusującej Łapy, gdyż natrafiła na skąpe nic. Jedynie kwiatki, drzewka i latające pszczółki. Nimi to raczej Kluska się nie naje ani nie wykarmi klanu.
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Kwiatki, drzewka i pszczółki jej nie interesowały. Ona chciała soczysty obiad tylko dla siebie. Szła przed siebie dalej, mając nadzieję na znalezienie jakiegoś dobrego, sporego kąska. W końcu nie naje się jakimś tam głupim ptakiem, co nawet nie potrafił odlecieć, tylko siedział czekając, aż ta go złapie. Durne to takie, pewnie bez mózgu. przypominało jej niektóre koty z klanu.
Niestety. Jedyna spora rzecz jaką znalazła to zwykły kamulec, o który prawie się potknęła. Nic innego nie wskazywało na to, by zaraz obok Kłusującej Łapy była jakakolwiek piszczka.
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
No cóż. Szła dalej i dalej, licząc na to, że coś jednak zauważy. W międzyczasie rozmyślała nad tym ile jeszcze zajmie jej trening. Trochę przypał mieć tyle księżyców i nadal być terminatorem... Znaczy większość w Wichrze tak miała, ale jednak jej to przeszkadzało. Jej idealna siostra została wojownikiem już tyle czasu temu, a Klacz dalej nie mogła przebrnąć przez trening. I to przecież nie ze swojej winy.
Kłusująca Łapa miała jeszcze trochę czasu na te przemyślenia. Wszakże po raz kolejny nic nie zauważyła, żadnej wiewiórki, żadnego ptaka, a słyszała jedynie szum liści w koronach drzew.
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
A może powinna wysłać jakieś zaproszenia do rodzin piszczek? Może dopiero wtedy wyjdą na żer albo spacer i kotka będzie mogła je złapać? Bo co to miało być, że ona tak długo próbuje, a tu nadal nic? Szła i szła, próbowała dalej, choć nie da się ukryć, że jej się to mocno nudziło. Jednakże... Chyba mogło być gorzej? Gdyby wpadła na jakiegoś lisa czy coś... To może jednak lepiej w tę stronę.
Zaproszenie jednak nie dotarło. Żadna piszczka, żaden drapieżnik do niej nie zawitał. Mogła tylko iść dalej lub zawrócić z podkulonym ogonem do obozu. Na pewno Orion będzie ucieszony z jej umiejętności nie znajdowania piszczek.