Ogromny i puchaty buro-biały kocur o zielonych oczach. Bury znajduje się na czubku głowy, grzbiecie, ogonie i podbródku. Biel z kolei na brzuchu, łapach i szyi. Posiada różową obrożę.
Strachliwy, kłamliwy, nerwowy, a do tego łatwo się stresuje, las przyprawia go o dreszcze. Z pozytywów: raczej sympatyczny, ale mała szansa, żeby za kogoś nadstawiał karku (z małymi wyjątkami).
Był na samotnym spacerze. Minęło wiele księżycy od kiedy wrócił do Klanu Cienia, ale wciąż nie czując się jako jego członek, potrzebował trochę czasu dla siebie. Mniejszy Gąszcz nie spełniał swojej roli tak jak kiedyś, głównie dlatego, że to obozowy gwar stanowił problem. Właśnie dlatego wybrał się poza obóz. Nie zauważył nawet kiedy doszedł na granicę z Klanem Wichru.
Księżyce: 39 Mistrz: Traszkowy Grzbiet Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowy Nosek, Morze Ojciec: Zatopiona Wyspa (Bonawentura) Partner: jak komuś się uda to hulaj dusza Trwałe urazy: brak
całkowicie biały, krótkowłosy, masywny, trochę wyższy od przeciętnej, standardowy pysk, trójkątne uszy, różowy nos, długie łapy, heterochromia - lewe oko niebieskie, prawe zielonkawo-żółte
milczący, małomówny, poważny, spokojny, neutralny, obojętny, sztywny, kierujący się (swoją) logiką, skupiony na zadaniu, ma problemy z okazywaniem emocji
Mord wybrał się tym razem na samodzielne wyjście poza obóz. Kocur raczej nie gustował w spacerach, a na patrole wiedział, że bezpieczniej oraz bardziej sensownie było chodzić w kilka kotów, więc znowu postanowił urządzić sobie polowanie, żeby nie wrócić do obozu z niczym. I tak ostatnio trochę zaniedbał obowiązki, a tak przecież być nie mogło. Tym razem wyprawił się aż do Kreciej Łąki, która była na granicy z Klanem Cienia i niedaleko Czterech Dębów. W sumie całkiem niedługo po przybyciu napotkał cienistego kocura, który wydawał się być w jakimś swoim świecie, więc biały terminator przystanął i zaczął go uważnie obserwować, wlepiając intensywnie dwukolorowe ślepia w przedstawiciela sąsiadów, żeby odpowiednio szybko zareagować, jeśli ten przypadkiem przekroczy granicę.
Ogromny i puchaty buro-biały kocur o zielonych oczach. Bury znajduje się na czubku głowy, grzbiecie, ogonie i podbródku. Biel z kolei na brzuchu, łapach i szyi. Posiada różową obrożę.
Strachliwy, kłamliwy, nerwowy, a do tego łatwo się stresuje, las przyprawia go o dreszcze. Z pozytywów: raczej sympatyczny, ale mała szansa, żeby za kogoś nadstawiał karku (z małymi wyjątkami).
Na szczęście dla Morderczej Łapy, a nieszczęście dla siebie samego, był na tyle zagłębiony we własnych myślach, że nie dostrzegł jeszcze wichrowego sąsiada.
Przystanął na chwilę, żeby podrapać się po szyi. Pech chciał, że jeden z jego pazurów zahaczył się o obrożę. Próbował go odczepić, ale jeszcze większy pech chciał, że jedna z jego przednich łap zapadła się w jednym z gorzej wykonanych krecich kopców. Bure cielsko padło na ziemię, tracąc równowagę, a jego właściciel syknął z irytacją pod nosem.
Podniesienie się z ziemii nie było trudne i nie zajęło długo. Pazur odczepił się pod wpływem upadku. Gorsze było to, że gdy się już podniósł, dostrzegł białe futro po drugiej stronie granicy. Położył uszy po sobie z zaskoczeniem. Czy... Czy on widział całe zajście?
Księżyce: 39 Mistrz: Traszkowy Grzbiet Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowy Nosek, Morze Ojciec: Zatopiona Wyspa (Bonawentura) Partner: jak komuś się uda to hulaj dusza Trwałe urazy: brak
całkowicie biały, krótkowłosy, masywny, trochę wyższy od przeciętnej, standardowy pysk, trójkątne uszy, różowy nos, długie łapy, heterochromia - lewe oko niebieskie, prawe zielonkawo-żółte
milczący, małomówny, poważny, spokojny, neutralny, obojętny, sztywny, kierujący się (swoją) logiką, skupiony na zadaniu, ma problemy z okazywaniem emocji
Oczywiście, że Mord widział to całe zajście, ciężko było go nie widzieć. Ogromny, puchaty buro-biały kocur właśnie wywinął przed nim orła, i to dość spektakularnie, więc no, szanujmy się. Może zmysły białego nie były sokole, ale nie był też ślepy. Terminator najpierw uniósł jedynie brew, kiedy dwukolorowe oczy spotkały się z zielonym wzrokiem cienistego, nie odzywając się ani słowem, jak to w jego zwyczaju było normalne.
Później jednak zielono-niebieskie spojrzenie powędrowało do niezwykle wybijającej się z ziemistego futra różowej obróżki, która znajdowała się na szyi granicznego sąsiada. Mord pamiętał, że jak został porwany przez Dwunogów to ci też chcieli mu coś takiego założyć, ale jak ich pazurami potraktował kilka razy to w końcu zrezygnowali i pozostawili go bez. Jednak tu pytanie było inne.
-Czemu masz to na szyi? -rzucił prosto z mostu, pokazując łapą w stronę różowego paska- W Cieniu nie ściągają? -może tam oznaczali słabe jednostki, pozostawiając im takie dodatki wstydu?