Wręcz odstrasza wyglądem; chorobliwie chudy, z żebrami na wierzchu, nogi praktycznie jak pałeczki, jednak mimo wszystko widać na nich zarys mięśni. Niezbyt przybrał na wadze, futro nadal pozostaje matowe, gładko i równo przylegając do jego ciała; niemalże jakby było przylutowane. Odznacza się na nim każdy szczegół; przebarwienia, brud, gdzieś tam odstający włos; chociaż mimo wszystko Kwitnący stara się o siebie dbać jak najbardziej, aby nie wyglądać jak kocmołuch, chociaż czasami po prostu nie ma na to siły. Chociaż jest jeden wyjątek; Ma dłuższą sierść na pysku, która przypomina ''kozią bródkę'', delikatnie zakręconą do góry. Niebieskie futro, praktycznie podchodzące pod jasnoszary odcień, przez które przechodzą wszelkiego rodzaju o wiele ciemniejsze zakrętasy i zawijasy. Pysk, brzuch oraz górna i dolna część oczu jest koloru beżowego. Ma również dosyć ciemne, oliwkowe oczy, które przy źrenicach podchodzą pod kolor brązowy.
Jest naprawdę strachliwy z mocno wyczuloną strefą prywatną. Ma naprawdę duże kompleksy na własnym punkcie, dlatego czasami stara podbudować sobie morale dosyć sztucznymi gadkami, tylko po to aby zaraz po nich spanikować, chcąc się jak najszybciej ulotnić. Pamiętliwy, praktycznie ciągle obwiniający się za wszystko, przypisujący sobie niezbyt istniejące wady. Chorobliwie wręcz wstydzi się własnej osoby, dlatego z pewnością woli siedzieć w ukryciu, chociaż tutaj pojawia się jedno wielkie zderzenie. Ma w sobie ciągle coś z duszy kociaka; naprawdę lubi podróżować i jest naprawdę ciekawski, o wiele bardziej wyczulony na działania fizyczne, niżeli na słowa, a co z tego wychodzi? Jest również małomówny i prowadzi często konwersacje w własnych myślach, gdyż średnio potrafi faktycznie dobrze i przyjemnie przeprowadzić konwersacje; a to nie pasuje mu to, że ktoś się na niego patrzy, a to coś zbyt głośno zaszeleści i już odłącza się od rozmowy, nie ma. Dosyć zmęczony własnym sobą; własnym ciężarem.
Ringo {NKT}||Kulka;Czekoladka {GK}
Uniósł ociężale łeb, z niepewnym uśmiechem spoglądając na samotnika. Przełknął ślinę i przez króciutką chwilę przypatrywał się kocurkowi.
- N-Nie, nic m-mi nie jest, n-naprawdę... A-Ale dziękuje za to, że ch-chociaż się zainteresowałeś - powiedział jeszcze dosyć mocno zachrypniętym głosem. Niestety, po chorobie jeszcze coś zostało. Niezbyt przyjemny fakt. Nie rozumiał dlaczego kocur od razu przeszedł na ''pan'', mimo tego, iż nie było takiej potrzeby. Chyba nawet był lepiej wychowanie niż inne klanowe koty, w klanie rzadko kto zwróci się do ciebie ''pan'', albo okaże ci szacunek. Tam bardziej porozumiewa się ze sobą... Na luzie. Przecież są jedną wielką rodziną, co nie? Jednak najśmieszniejszy jest fakt, że nieznajomy miał podobną sylwetkę do jego, co z pewnością delikatnie potrafiło go rozbawić. Przeciągnął się, otrzepując dosyć sprawnie futro. Nie mógł teraz stchórzyć i uciec przed samotnikiem. Przecież podczas chwili jego nieuwagi może po prostu przejść przez granice i to Kwitnący będzie miał problemy. Dlatego niebieski zdecydował zachować gardę i nie dać się ''zmylić'' przyjaznym nastawieniem kocurka. Nie wiadomo skąd jest, kim był w przeszłości, czy też z kim się zadaje. Jedyne co na tą chwilę obecną można w nim zauważyć to... No cóż, istny pokaz mizerii, z resztą podobny do jego stanu. Tyle, że wichrowy terminator miał lepiej - miał gdzie wrócić, miał co zjeść, miał rodzinę która na niego czeka... A on? Nic. Najwyżej jedyne co na niego może czekać to parę losowych kamyczków, czy też deszcz.
- Kwitnąca łapa, wicher. A ty? - rzucił krótko, niemalże fundując mu zabawę w ''orientuj się''. Nie miał ochoty rzucać formalnościami, czy też ''panami'' i innymi zwrotami używanymi przez wyjątkowo sztywne osoby. To nie był pogrzeb, czy też rozmowa o prace aby robić z tego coś ''szlachetnego'', a co dopiero wartego uwagi.
Wysoki, chudy, krótkowłosy oraz bury lynx point o niebieskich oczach, długich uszach oraz trójkątnym pyszczku. Na prawej tylnej łapie posiada ledwo widoczną bliznę.
- Wielkie dzięki Gwiezdnym, że nic ci nie jest - miauknąłem pod nosem lekko uradowany, że nieznajomy nie potrzebuje w niczym pomocy. Po zaginięciu Ringo stałem się naprawdę czuły na cudzą krzywdę, nawet, jeśli nie znałem w ogóle danego kota. Do tego od jakiegoś czasu coraz to bardziej zacząłem wierzyć w Gwiezdny Klan. Sama myśl o tym, że po śmierci coś jednak jest i można spotkać się ze swoimi zmarłymi bliskimi wydawała się... Naprawdę kojąca.
Dopiero gdy kocurek się przedstawił, skapnąłem się, że znajduje się praktycznie na terenie Klanu Wichru. Zerknąłem na kupkę ziemi przykrywającej upolowanego przeze mnie ptaka, po czym ponownie skierowałem swój wzrok na terminatora
- Pajęczyna. Naprawdę przepraszam za to, że prawie naruszyłem tereny twojego klanu. Wiem, że to przeciwko jednej z jedynych zasad Kodeksu Wojownika które znam i... Mogę oddać ci moją zdobycz którą złapałem spory kawałek stąd, a ty będziesz mógł zanieść ją do swojego klanu i będziemy kwita, co ty na to?
Wręcz odstrasza wyglądem; chorobliwie chudy, z żebrami na wierzchu, nogi praktycznie jak pałeczki, jednak mimo wszystko widać na nich zarys mięśni. Niezbyt przybrał na wadze, futro nadal pozostaje matowe, gładko i równo przylegając do jego ciała; niemalże jakby było przylutowane. Odznacza się na nim każdy szczegół; przebarwienia, brud, gdzieś tam odstający włos; chociaż mimo wszystko Kwitnący stara się o siebie dbać jak najbardziej, aby nie wyglądać jak kocmołuch, chociaż czasami po prostu nie ma na to siły. Chociaż jest jeden wyjątek; Ma dłuższą sierść na pysku, która przypomina ''kozią bródkę'', delikatnie zakręconą do góry. Niebieskie futro, praktycznie podchodzące pod jasnoszary odcień, przez które przechodzą wszelkiego rodzaju o wiele ciemniejsze zakrętasy i zawijasy. Pysk, brzuch oraz górna i dolna część oczu jest koloru beżowego. Ma również dosyć ciemne, oliwkowe oczy, które przy źrenicach podchodzą pod kolor brązowy.
Jest naprawdę strachliwy z mocno wyczuloną strefą prywatną. Ma naprawdę duże kompleksy na własnym punkcie, dlatego czasami stara podbudować sobie morale dosyć sztucznymi gadkami, tylko po to aby zaraz po nich spanikować, chcąc się jak najszybciej ulotnić. Pamiętliwy, praktycznie ciągle obwiniający się za wszystko, przypisujący sobie niezbyt istniejące wady. Chorobliwie wręcz wstydzi się własnej osoby, dlatego z pewnością woli siedzieć w ukryciu, chociaż tutaj pojawia się jedno wielkie zderzenie. Ma w sobie ciągle coś z duszy kociaka; naprawdę lubi podróżować i jest naprawdę ciekawski, o wiele bardziej wyczulony na działania fizyczne, niżeli na słowa, a co z tego wychodzi? Jest również małomówny i prowadzi często konwersacje w własnych myślach, gdyż średnio potrafi faktycznie dobrze i przyjemnie przeprowadzić konwersacje; a to nie pasuje mu to, że ktoś się na niego patrzy, a to coś zbyt głośno zaszeleści i już odłącza się od rozmowy, nie ma. Dosyć zmęczony własnym sobą; własnym ciężarem.
Ringo {NKT}||Kulka;Czekoladka {GK}
Szczerze to nawet nie zauważył, że Pajęczyna przekroczył granice. Stracił czujność i po części naraził klan na niebezpieczeństwo. Podniósł się z ziemi, zerkając raz na samotnika, raz na jego zdobycz.
- Nie trzeba, nie musisz mnie przekupywać. Wolę sam złapać własną zdobycz i zanieść ją na stos, zamiast po prostu wrednie komuś ją zabierać. I tak nie ma tutaj żadnego wojownika, a ja... No co ja ci zrobie - zaśmiał się, z pogardą uderzając jedną ze swoich kościstych łap. Co on mu zrobi, co? Może mu jedynie zapodać kuksańca w bok i nic więcej. W dodatku nie dość, że był dosyć drobny i niski, to orientalny przewyższał go o parę dobrych kocięcych kroków.
- Więc, szukasz tutaj czegoś?... - mruknął, kontynuując rozmowę. Skoro tutaj jest, to musi czegoś szukać, co? Przykładowo jak rzuci się gołębią chleb na ziemię, to się zlatują. Może on też się tutaj zleciał za chlebem? Tylko w jakim sensie? Szukał schronienia? A może szukał kogoś? Równie dobrze mógł się po prostu włóczyć i szukać głupiego terminatora, który zabierze go do obozu aby tam Gwiezdni wiedzą co zrobić.
Wysoki, chudy, krótkowłosy oraz bury lynx point o niebieskich oczach, długich uszach oraz trójkątnym pyszczku. Na prawej tylnej łapie posiada ledwo widoczną bliznę.
Kocur zareagował zupełnie inaczej na moją propozycję oddania mu zwierzyny niż przypuszczałem. Aż poczułem się odrobinę głupio, gdy słusznie porównał to do próby przekupienia go. Nie potrafiłem za bardzo niczego już w tej sprawie dodać. Przynajmniej jednak zachowałem swojego gawrona na później! Potem Kwitnący zadał mi pytanie. Nie myślałem za bardzo nad odpowiedzią i powiedziałem to, co mi ślina w tym momencie na język przyniosła, a co tam.
- Niczego nie szukam, jedynie wracałem do siebie, z... No cóż... Nieskutecznych poszukiwań pewnej bardzo bliskiej mi kotki. Zatrzymałem się tylko by sprawdzić, czy aby na pewno dobrze się czujesz... Ale wiesz, mogę już sobie po prostu iść. Z resztą, jestem i tak tylko nic nieznaczącym samotnikiem. Jeśli tu zostanę, mogę po prostu zostać zaatakowany przez jakiegoś członka twojego Klanu za to, że nie byłem takim szczęściarzem, by urodzić się jako klanowy kociak
Wręcz odstrasza wyglądem; chorobliwie chudy, z żebrami na wierzchu, nogi praktycznie jak pałeczki, jednak mimo wszystko widać na nich zarys mięśni. Niezbyt przybrał na wadze, futro nadal pozostaje matowe, gładko i równo przylegając do jego ciała; niemalże jakby było przylutowane. Odznacza się na nim każdy szczegół; przebarwienia, brud, gdzieś tam odstający włos; chociaż mimo wszystko Kwitnący stara się o siebie dbać jak najbardziej, aby nie wyglądać jak kocmołuch, chociaż czasami po prostu nie ma na to siły. Chociaż jest jeden wyjątek; Ma dłuższą sierść na pysku, która przypomina ''kozią bródkę'', delikatnie zakręconą do góry. Niebieskie futro, praktycznie podchodzące pod jasnoszary odcień, przez które przechodzą wszelkiego rodzaju o wiele ciemniejsze zakrętasy i zawijasy. Pysk, brzuch oraz górna i dolna część oczu jest koloru beżowego. Ma również dosyć ciemne, oliwkowe oczy, które przy źrenicach podchodzą pod kolor brązowy.
Jest naprawdę strachliwy z mocno wyczuloną strefą prywatną. Ma naprawdę duże kompleksy na własnym punkcie, dlatego czasami stara podbudować sobie morale dosyć sztucznymi gadkami, tylko po to aby zaraz po nich spanikować, chcąc się jak najszybciej ulotnić. Pamiętliwy, praktycznie ciągle obwiniający się za wszystko, przypisujący sobie niezbyt istniejące wady. Chorobliwie wręcz wstydzi się własnej osoby, dlatego z pewnością woli siedzieć w ukryciu, chociaż tutaj pojawia się jedno wielkie zderzenie. Ma w sobie ciągle coś z duszy kociaka; naprawdę lubi podróżować i jest naprawdę ciekawski, o wiele bardziej wyczulony na działania fizyczne, niżeli na słowa, a co z tego wychodzi? Jest również małomówny i prowadzi często konwersacje w własnych myślach, gdyż średnio potrafi faktycznie dobrze i przyjemnie przeprowadzić konwersacje; a to nie pasuje mu to, że ktoś się na niego patrzy, a to coś zbyt głośno zaszeleści i już odłącza się od rozmowy, nie ma. Dosyć zmęczony własnym sobą; własnym ciężarem.
Ringo {NKT}||Kulka;Czekoladka {GK}
- Przykro mi to słyszeć... Nie, zostań! Potrzebuje towarzystwa. Wiesz, zaraz po zostaniu terminatorem przyszło mi par bitych księżycy leżeć w lecznicy, więc z chęcią bym z kimś porozmawiał - powiedział, z nutką goryczy w głosie. Czemu chciał tak szybko od niego uciekać? Może to przez strach? Grunt, że tylko oni tutaj są, a nie jeszcze któryś z wojowników. Z pewnością taki typowy osiłek rzuciłby się mu do gardła
- Wiesz co? Słyszałem, że czasami przyjmują samotników do klanów! Jak chcesz możesz spróbować! Malinowa Gwiazda jest bardzo wyrozumiała, z pewnością będzie wiedziała co z tobą zrobić - zaczął króciutko, z iskierką nadziei zerkając na Pajęczynę. Przydałby mu się przyjaciel, a w dodatku Pajęczyna zna kodeks i umie szanować co potrzeba - przeprosił za przekroczenie granicy. Nadawałby się na klanowego kota, ale bardziej pod stałym nadzorem. Nadal był samotnikiem, a przyjęcie go do klanu mogło równie dobrze podburzyć niektórych wojowników, bo ''hurr durr czystość krwi! Klan dla klanowiczów!'' i wywołać jakąś durną propagandę. A ponoć w cieniu przyjmowali jakieś samotniki, to dlaczego oni mają nie przyjąć? Ale ta sytuacja bardziej pozostawała w rękach Malinowej Gwiazdy, nie jakiegoś pierwszego lepszego żółtodzioba bez doświadczenia.
Wysoki, chudy, krótkowłosy oraz bury lynx point o niebieskich oczach, długich uszach oraz trójkątnym pyszczku. Na prawej tylnej łapie posiada ledwo widoczną bliznę.
- ... Chcesz bym został? - spojrzałem się na kocura ze zdziwieniem. Przypomniało mi się aż o moim pierwszym spotkaniu z Lwią. Była naprawdę miła i chyba naprawdę lubiła przebywać w moim towarzystwie. Może z Kwitnącym tez mi się uda zaprzyjaźnić? Byłoby naprawdę ciekawie mieć za przyjaciół aż dwa klanowe koty. Może nawet z czasem przekonałbym do siebie trochę więcej kotów?
- To naprawdę miłe z twojej strony, że złożyłeś mi tak wspaniałą propozycję, ale... Nie sądzę, by był to za dobry pomysł. Co powiesz Malinowej Gwieździe? Że losowy samotnik którego spotkałeś który z jakiegoś powodu wie co to Kodeks Wojownika i Gwiezdny Klan chce dołączyć do jej klanu? Znaczy się... Możesz spróbować, ale wątpię, by jakikolwiek klan mnie do siebie przyjął. Jak już mówiłem, jestem tylko losowym samotnikiem którego właśnie przed chwilą poznałeś. Nie mają żadnych powodów by nie wziąć w swoje szeregi - Już kiedyś Ringo próbowała mnie zabrać ze sobą do Klanu Gromu, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło. Może i należenie do klanu byłoby naprawdę miło odskocznią od mojego samotniczego życia, jednak szanse na to, że z jakiegoś powodu zostałbym przyjęty były naprawdę nikłe. Mogę co najwyżej sobie poudawać, że jestem klanowym kotkiem przestrzegając tych kilku zasad Kodeksu Wojownika oraz wierząc w Gwiezdnych.
Wręcz odstrasza wyglądem; chorobliwie chudy, z żebrami na wierzchu, nogi praktycznie jak pałeczki, jednak mimo wszystko widać na nich zarys mięśni. Niezbyt przybrał na wadze, futro nadal pozostaje matowe, gładko i równo przylegając do jego ciała; niemalże jakby było przylutowane. Odznacza się na nim każdy szczegół; przebarwienia, brud, gdzieś tam odstający włos; chociaż mimo wszystko Kwitnący stara się o siebie dbać jak najbardziej, aby nie wyglądać jak kocmołuch, chociaż czasami po prostu nie ma na to siły. Chociaż jest jeden wyjątek; Ma dłuższą sierść na pysku, która przypomina ''kozią bródkę'', delikatnie zakręconą do góry. Niebieskie futro, praktycznie podchodzące pod jasnoszary odcień, przez które przechodzą wszelkiego rodzaju o wiele ciemniejsze zakrętasy i zawijasy. Pysk, brzuch oraz górna i dolna część oczu jest koloru beżowego. Ma również dosyć ciemne, oliwkowe oczy, które przy źrenicach podchodzą pod kolor brązowy.
Jest naprawdę strachliwy z mocno wyczuloną strefą prywatną. Ma naprawdę duże kompleksy na własnym punkcie, dlatego czasami stara podbudować sobie morale dosyć sztucznymi gadkami, tylko po to aby zaraz po nich spanikować, chcąc się jak najszybciej ulotnić. Pamiętliwy, praktycznie ciągle obwiniający się za wszystko, przypisujący sobie niezbyt istniejące wady. Chorobliwie wręcz wstydzi się własnej osoby, dlatego z pewnością woli siedzieć w ukryciu, chociaż tutaj pojawia się jedno wielkie zderzenie. Ma w sobie ciągle coś z duszy kociaka; naprawdę lubi podróżować i jest naprawdę ciekawski, o wiele bardziej wyczulony na działania fizyczne, niżeli na słowa, a co z tego wychodzi? Jest również małomówny i prowadzi często konwersacje w własnych myślach, gdyż średnio potrafi faktycznie dobrze i przyjemnie przeprowadzić konwersacje; a to nie pasuje mu to, że ktoś się na niego patrzy, a to coś zbyt głośno zaszeleści i już odłącza się od rozmowy, nie ma. Dosyć zmęczony własnym sobą; własnym ciężarem.
Ringo {NKT}||Kulka;Czekoladka {GK}
Kiwnął głową na tak, posyłając mu ciche ''mhm''. Naprawdę chciał aby został, chciał mu pomóc. Chciał mu dać szanse na ''lepsze życie''. Byłoby świetnie, gdyby Pajęczyna został.
- Warto spróbować - usprawiedliwił się, najwyraźniej zbyt zdeterminowany do tego, aby udowodnić, że samotnicy też się do czegoś nadają. Mimo tego, że przyjmowanie samotników do klanów zawsze graniczyło z cudem, raz kozie śmierć! Czasami warto zaryzykować. A może Malinowa gwiazda się zgodzi? Jeśli zaprzeczy to teoretycznie nic się nie zmieni. Kwitnący nie będzie do niej pruł o to, że nie przyjęła pierwszej lepszej osoby do swojego klanu - miała prawo. Przecież to ona dba o bezpieczeństwo swoich ''poddanych'' i nie będzie ryzykować życia tak wielu tylko dlatego, aby przyjąć samotnika.
- ... Pójdę po Malinową Gwiazdę, a ty tutaj sobie chwile poczekasz, dobrze? - mruknął jak zwykle zachrypniętym głosem i kiwając głową na pożegnanie ruszył po Malinową Gwiazdę.
Nie była to jakaś przerażająco długa podróż. On również nie miał większych planów na nią - iść po Malinową Gwiazdę, zabrać Malinową Gwiazdę i wrócić do Pajęczyny. Gdy tylko natrafi na białą przywódczynie, powie jej, że jest samotnik - wychudzony, słaby, który chce dołączyć do klanu. Zna kodeks, wierzy w gwiezdnych, ma świetny charakter... Może takie słodzenie coś zaradzi i trochę polepszy tą całą marną sytuacje? Gdy przywódczyni się zgodzi zabierze ją do Pajęczyny i tam wszystko ustali.
Mistrz: Sokoli Cień Płeć: kocur Matka: Czajkowy Lot Ojciec: Wilgotny Nos Partner: Zaśnieżona Ścieżka
Wilk stał się większy niż ktokolwiek mógł by pomyśleć i bardziej muskularny. Dzięki długim wędrówkom od najmłodszych czasów i wspinaczkach masa mięśniowa urosła. Smoliste futro zostało na swym miejscu jednakże stało się o wiele bardziej szorstkie jak... wilcze. Wibrysy są również czarnego koloru, a jedyne co wyróżnia się i kontrastuje z ciemnym kolorytem są oczy, które od czasów młodości wyblakły i stały się jasno niebieskie, przypominające lód. Łapy umięśnione mają ślady wszelkich obdarć i zarysowań, a poduszki zgrubiałe i szorstkie również mają kolor czerni.
Śmierć brata odbiła się na Wilku. Zawsze pogodny, pełen chęci do zabaw i wszelkiego rodzaju rozrywki teraz woli spędzać czas w samotności, przebywając poza większymi skupiskami kotów, rozmawiając niewiele. Stał się bardziej ponury i mrukliwy. Ponadto przez stratę bliskiego mu kota jeszcze bardziej chce zostać wojownikiem i w jakiś sposób położyć kres śmierci i zniknięciom w klanie choć w jakiejś części. Wilk pożegnał się zatem z pozytywną stroną życia coraz bardziej zatapiając się w swoich myślach, bo Czarny ostatnim czasy rozmyśla wiele. I na każdy temat.
Lwi Zew ; Krucza Łapa; Lisica
Wilk ruszył na polowanie z samego wschodu słońca. Następnie miał się widzieć z Gołębią Łapą aby kontynuować trening. Czarny może nie miał najlepszego humoru, ale chęć do złapania jakiegoś piszczka była ogromna. Miał nadzieję na jakiegoś dorodnego królika albo zająca. Potrafił szybko biegać choć szybciej zatapiał pazury w cielsku zwierzyny z racji swej siły.
Najpierw uniósł lekko łeb aby nosem sprawdzić, w którą stronę wieje wiatr. Gdy upewnił się, że ze wschodu ustawił się tak aby iść pod wiatr i nie płoszyć piszczków swym zapachem. Zniżył cielsko na łapach uginając kończyny. Brzuch nie dotykał nawet podłoża, ale był wystarczająco nisko. Wyprostował łeb i ogon z grzbietem aby zachować równowagę i ruszył przerzucając cały ciężar swego ciała na tylne łapy. Smakował powietrze swym nosem, a także kufą od czasu do czasu otwierając ją. Póki co nie czuł nic ciekawego, ale miał nadzieję, że zmieni się to wraz z cierpliwością i czasem.
/mg pleans ;3
<table><center><tr><td><img src="https://i.imgur.com/cyU3um7.png"></td><td><center>*** I look insidemyself and see my heart is black
I see my red door and must have it painted black Maybe then I'll fade away and not have to face the facts
It's not easy facing up when your whole world is black</center> </center></table>
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Słońce rozpoczynało swoją powolną wędrówkę po niebie, gdy Wilczy Pomruk szukał zwierzyny… jednak na razie nic nie wyczuł, nie zobaczył, ani nawet nie usłyszał. Wiatr powiewał nieco leniwie na terenach klanu Wichru, a ptaki przelatywały wysoko ponad głową czarnego wojownika, jednak poza tym nic się nie działo.
Mistrz: Sokoli Cień Płeć: kocur Matka: Czajkowy Lot Ojciec: Wilgotny Nos Partner: Zaśnieżona Ścieżka
Wilk stał się większy niż ktokolwiek mógł by pomyśleć i bardziej muskularny. Dzięki długim wędrówkom od najmłodszych czasów i wspinaczkach masa mięśniowa urosła. Smoliste futro zostało na swym miejscu jednakże stało się o wiele bardziej szorstkie jak... wilcze. Wibrysy są również czarnego koloru, a jedyne co wyróżnia się i kontrastuje z ciemnym kolorytem są oczy, które od czasów młodości wyblakły i stały się jasno niebieskie, przypominające lód. Łapy umięśnione mają ślady wszelkich obdarć i zarysowań, a poduszki zgrubiałe i szorstkie również mają kolor czerni.
Śmierć brata odbiła się na Wilku. Zawsze pogodny, pełen chęci do zabaw i wszelkiego rodzaju rozrywki teraz woli spędzać czas w samotności, przebywając poza większymi skupiskami kotów, rozmawiając niewiele. Stał się bardziej ponury i mrukliwy. Ponadto przez stratę bliskiego mu kota jeszcze bardziej chce zostać wojownikiem i w jakiś sposób położyć kres śmierci i zniknięciom w klanie choć w jakiejś części. Wilk pożegnał się zatem z pozytywną stroną życia coraz bardziej zatapiając się w swoich myślach, bo Czarny ostatnim czasy rozmyśla wiele. I na każdy temat.
Lwi Zew ; Krucza Łapa; Lisica
Wilk szukał zwierzyny, zapachu, śladów czegokolwiek! I nic! Zero! Jednak nie pozwalał aby złość zawładnęła teraz jego umysłem w momencie gdy ten chciał przynieść do obozu jakiekolwiek jedzenie. Nie robił tego rekreacyjnie.
Zaczął rozglądać się jeszcze bardziej na boki, częściej smakować powietrze, patrzeć pod łapy szukając połamanych gałązek czy śladów piszczków. Nawet na niebo spoglądał - w końcu jakikolwiek ptak byłby lepszy niż nic! Mimo iż trudno takowe złapać.
Nadal poruszał się w poprzedniej pozycji, teraz zmieniając lekko kierunek, bo i wiatr się zmienił - przynajmniej według Czarnego. Lekko, leciutko, ledwie wyczuwalnie. Niemniej wojownik wolał dmuchać na zimne i iść pod ten wiatr jak ktoś mu kiedyś nakazał. Gwiezdni, proszę was. Chociaż mysz, jedna mysz. Mogę nie jeść, ale dajcie mi złapać chociaż jedną chudą mysz aby przynieść cokolwiek! Aby chociaż jeden kot więcej mógł mieć pełniejszy brzuch.
<table><center><tr><td><img src="https://i.imgur.com/cyU3um7.png"></td><td><center>*** I look insidemyself and see my heart is black
I see my red door and must have it painted black Maybe then I'll fade away and not have to face the facts
It's not easy facing up when your whole world is black</center> </center></table>
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Cierpliwość popłaca, jak się właśnie przekonał dawny terminator Sokolego Cienia. I wcale na jego drodze nie pojawiła się mysz, a coś bardziej okazałego, bo dość okazała wiewiórka, siedząca na ziemi, jednak blisko drzewa, na które mogłaby się szybko wspiąć, gdyby coś ją zaniepokoiło. Na jej rude futerko padały promienie słoneczne, sprawiając, że wyglądało jeszcze bardziej płomiennie.
Mistrz: Sokoli Cień Płeć: kocur Matka: Czajkowy Lot Ojciec: Wilgotny Nos Partner: Zaśnieżona Ścieżka
Wilk stał się większy niż ktokolwiek mógł by pomyśleć i bardziej muskularny. Dzięki długim wędrówkom od najmłodszych czasów i wspinaczkach masa mięśniowa urosła. Smoliste futro zostało na swym miejscu jednakże stało się o wiele bardziej szorstkie jak... wilcze. Wibrysy są również czarnego koloru, a jedyne co wyróżnia się i kontrastuje z ciemnym kolorytem są oczy, które od czasów młodości wyblakły i stały się jasno niebieskie, przypominające lód. Łapy umięśnione mają ślady wszelkich obdarć i zarysowań, a poduszki zgrubiałe i szorstkie również mają kolor czerni.
Śmierć brata odbiła się na Wilku. Zawsze pogodny, pełen chęci do zabaw i wszelkiego rodzaju rozrywki teraz woli spędzać czas w samotności, przebywając poza większymi skupiskami kotów, rozmawiając niewiele. Stał się bardziej ponury i mrukliwy. Ponadto przez stratę bliskiego mu kota jeszcze bardziej chce zostać wojownikiem i w jakiś sposób położyć kres śmierci i zniknięciom w klanie choć w jakiejś części. Wilk pożegnał się zatem z pozytywną stroną życia coraz bardziej zatapiając się w swoich myślach, bo Czarny ostatnim czasy rozmyśla wiele. I na każdy temat.
Lwi Zew ; Krucza Łapa; Lisica
Wilk zauważył ów pokaźną, tłustą wiewiórkę. Po jego pysku przeleciał uśmiech, a w myślach podziękował Gwiezdnym. Jednak był problem - drzewo. Była zatem jedna szansa, bo jak ta wbiegnie do swej nory to nawet Wilk jej nie dosięgnie.
Najpierw sprawdził swoją pozycję, a następnie znów wiatr. Według Wilczego szedł w prawidłowym kierunku i nie powinien spłoszyć zwierzyny. Postawa nadal była trzymana równo - ogon i łeb wyprostowany z grzbietem. Ugięte łapy i brzuch nisko, ale nie na tyle aby dotykał podłoża.
Gdy był pewny swojej postawy ruszył bardzo powoli i spoglądając pod łapy starał się nie deptać po gałęziach, ogólnie stąpać tam gdzie ziemia była równa. A tam gdzie była trawa - łapę układał powoli i z gracją. Gdy uznał, że jest wystarczająco blisko, a mając ciężar przerzucony na tylne łapy, wyskoczył odbijając się zwinnie od ziemii i z wyciągniętymi pazurami celował w ciało rudego stworzonka. Z tym celowaniem nie było trudno - wiewiórka nadal była mała więc wystarczyło ją pochwycić i złapać, a taki plan miał Wilk. Złapać, zabić, przynieść do obozu.
<table><center><tr><td><img src="https://i.imgur.com/cyU3um7.png"></td><td><center>*** I look insidemyself and see my heart is black
I see my red door and must have it painted black Maybe then I'll fade away and not have to face the facts
It's not easy facing up when your whole world is black</center> </center></table>
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Ciężko powiedzieć, czy wiewiórka faktycznie miała norę w tym konkretnym drzewie, czy po prostu przemierzała większą połać terenu w poszukiwaniu pożywienia, ale… to w zasadzie nie miało znaczenia, bowiem Wilczy Pomruk podkradł się do niej wręcz podręcznikowo, a i najwyraźniej sprzyjało mu szczęście. Wiewiórka nie zorientowała się nawet o jego obecności, aż do chwili, w której leciał już w jej stronę – i skończyła martwa w jego łapach.
Mistrz: Sokoli Cień Płeć: kocur Matka: Czajkowy Lot Ojciec: Wilgotny Nos Partner: Zaśnieżona Ścieżka
Wilk stał się większy niż ktokolwiek mógł by pomyśleć i bardziej muskularny. Dzięki długim wędrówkom od najmłodszych czasów i wspinaczkach masa mięśniowa urosła. Smoliste futro zostało na swym miejscu jednakże stało się o wiele bardziej szorstkie jak... wilcze. Wibrysy są również czarnego koloru, a jedyne co wyróżnia się i kontrastuje z ciemnym kolorytem są oczy, które od czasów młodości wyblakły i stały się jasno niebieskie, przypominające lód. Łapy umięśnione mają ślady wszelkich obdarć i zarysowań, a poduszki zgrubiałe i szorstkie również mają kolor czerni.
Śmierć brata odbiła się na Wilku. Zawsze pogodny, pełen chęci do zabaw i wszelkiego rodzaju rozrywki teraz woli spędzać czas w samotności, przebywając poza większymi skupiskami kotów, rozmawiając niewiele. Stał się bardziej ponury i mrukliwy. Ponadto przez stratę bliskiego mu kota jeszcze bardziej chce zostać wojownikiem i w jakiś sposób położyć kres śmierci i zniknięciom w klanie choć w jakiejś części. Wilk pożegnał się zatem z pozytywną stroną życia coraz bardziej zatapiając się w swoich myślach, bo Czarny ostatnim czasy rozmyśla wiele. I na każdy temat.
Lwi Zew ; Krucza Łapa; Lisica
Wilk zadowolony, że upolował zdobycz zwyczajnie znalazł dogodne miejsce na ukrycie jej. Wybrał miejsce pod drzewem i tam wykopał dół wrzucając tam ciało wiewiórki. Przysypując je ziemią powąchał czy nie śmierdzi trupkiem i ruszył dalej.
Znów przybrał łowiecką pozycję ustawiając łeb i ogon prostolinijnie z grzbietem. Ugiął łapy trzymając brzuch nad ziemią, a ciężar ciała przerzucił na tylne kończyny. Sprawdził jeszcze wiatr czy aby na pewno się nie zmienił i jak się okazało wszystko było w porządku. Zatem ruszył szukając tym razem czegoś lepszego - najlepiej dorodnego bażanta albo innego mięsistego piszczka. Wąchał, sprawdzał podłoże i smakował powietrze.
<table><center><tr><td><img src="https://i.imgur.com/cyU3um7.png"></td><td><center>*** I look insidemyself and see my heart is black
I see my red door and must have it painted black Maybe then I'll fade away and not have to face the facts
It's not easy facing up when your whole world is black</center> </center></table>
Mistrz: Węglowe Gardło Płeć: kotka Matka: kto Ojciec: nie znam
Spora, jednolicie czarna, złotooka kotka. Przeważnie ma obojętny lub niezadowolony wyraz pyska, niemal zawsze jest w ruchu - jeżeli się nie przemieszcza, to na pewno będzie tłukła ogonem o podłoże albo przebierała łapami.
Kim ona właściwie jest? Czy tą pewną siebie kotką, żądną przygód i beztroską, nieprzyjemną w obyciu i gniewną, którą eksponuje na codzień... czy może raczej tym niekochanym kociakiem, który siedzi gdzieś w środku? Jedno jest pewne. Szerszeń jest spragniona uwagi innych, chce podziwu i akceptacji, życzy sobie, by ktoś ją doceniał i w nią wierzył, bowiem tego wszystkiego nie dostała nigdy od rodziców. Bywa w tym roszczeniowa. Nigdy nie miała żadnego autorytetu, jeżeli chodzi o inteligencję emocjonalną, więc łatwo wytrącić ją z równowagi, a okazywane przez nią emocje sprowadzają się do gniewu i frustracji. Nie jest zbyt bystra, zawsze szybciej zrobi, niż pomyśli, jest skora do bójek, co widać było już od pierwszych księżyców jej życia. Nieco burkliwa i szorstka. Powoli uświadamia sobie, jak ważny jest Klan i bycie dobrym wojownikiem, a jednocześnie oddala się od rodziny - więzy krwi to za mało, by uznać kogoś za godnego jej uwagi. Najczęściej myśli o sobie, tylko za Trzmiela gotowa by była oddać życie. Już teraz niechęcią darzy inne klany, mimo iż jej własny nie ma wiele do zaoferowania.
I szybko się okazało, że na Wilczego Pomruka znowu czeka nic. Mocniejszy powiew wiatru zmierzwił sierść kocura, ale nie przyniósł mu żadnych interesujących, świeżych woni: ani zwierzyny, ani, na szczęście, drapieżników czy intruzów na terenach klanu.