Logo Artemidy
Miękkie Podnóże
Zastrzygła uszami. To był dosyć... niespodziewany zwrot akcji, przynajmniej jak dla niej. Dobrze było wiedzieć, że nieznajomy miał dobrze ustalone priorytety (jak na potencjalnie wrogiego kota, bo gdyby ktoś powiedział jej coś takiego w obozie, uniosłaby brew z powątpiewaniem). Wzmianka o drapieżniku kazała jej się jednak obejrzeć za siebie i choćby przelotnie upewnić, że nic tam nie ma.
– N... Nie, nic takiego – domamrotała, żeby go w tym upewnić, po czym idąc za jego przykładem rozejrzała się raz jeszcze, tym razem po kwitnących wkoło kwiatach. Tak jak zdążyła już zauważyć, wyglądały i pachniały bardzo ładnie; wciąż czuła się jednak trochę nieswojo z myślą, że miałaby tak po prostu zatracić się w ich oglądaniu, kiedy tuż, niedaleko stał obcy wojownik. Przestąpiła z łapy na łapę, zastanawiając się, czy usiąść, czy lepiej jeszcze nie, czy może w ogóle taki pomysł nie powinien postać w jej głowie.
– Ryjąca Łapa – odparła bez pomyłki; zbyt dużo razy obracała to imię w głowie, żeby teraz wyskoczyć z "Warchlakiem". Mimo wszystko, dziwnie było jej myśleć, że oto ktoś będzie ją znał tylko pod tym mianem, zupełnie nieświadomy oryginału. Jakby w tym czegoś brakowało.
Imię wojownika – dobrze rozpoznała! – zwróciło jej uwagę; zlustrowała go znowu wciąż nieco ostrożnym spojrzeniem. I jeszcze raz, tym razem śmielej i bardziej uważnie.
– Czy wszyscy w Klanie Rzeki mają takie? – Ciekawość stłamsiła obawę o dziecinne brzmienie. – Związane z wodą... imiona, znaczy się?
LVL 6 105 / 500
MedLVL 0 12 / 100
14
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Skoro najwyraźniej nic niebezpiecznego naprawdę się nie działo, można było już naprawdę spokojnie wrócić do oglądania ładnych okolic. Jednie z podstawowym stopniem czujności, na wypadek, gdyby jakiś drapieżnik jednak się pojawił.
- Nie wszyscy, ale trochę takich jest. Na przykład mój brat to Mknący Strumyk, a moja przyjaciółka – Wodny Wir. Mamy też trochę kotów z imionami po rybach. Ostatnio nazywałam kociaki, którymi się teraz opiekuję, Perkoz i Cyranka. To ptaki, ale takie, które można zwykle spotkać nad wodą, więc może też się liczą? – Chyba tak to jakoś wychodziło, że prościej było wybierać miana po czymś, co wiedziało się codziennie. Może nawet w ty momencie, przez chwilę uwagę Kałuży przyciągnęły lecące gdzieś nad ich głowami ptaki – ale nie, tamte musiały należeć do innych gatunków, tych, których śpiew można było usłyszeć, przechadzając się tak jak teraz.
- A Ryjąca Łapa skąd się wzięła? Macie dużo jakichś ryjących zwierząt na waszych terenach? – O tym nic nigdy nie słyszał. Może ten przypadek był akurat inny, rodzice kotki mieli większą fantazję i nazwali ją po czymś bardziej niespodziewanym. Bo tak naprawdę imiona ilu kotów z Wichru znał Kałużowa Dolina? Przywódcy, zastępcy, medyka, to z pewnością, ale poza tym niewielu. Nawet tych kuzynek mamy, o których kiedyś wspominała, nie był pewny.

Love run, love run, love run, love run
For all the things you wished you'd done
Run for all you know that’s coming
Run to show love's worth running to
LVL 8 85 / 500
MedLVL 0 0 / 100
26
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Słuchała uważnie, powtarzając w myślach imiona. Czyli rzeczywiście...! Myśl o całej grupce kotów nazwanej podług jednej przewodniej myśli rozśmieszyła ją nieco, z jej pyszczka wydobyło się ciche "fuf nfuf fuf". Na wzmiankę o kociętach zastrzygła jednak uszami.
– Jesteś matką? – spytała, chcąc ostatecznie rozjaśnić kwestię jego rangi... Jej rangi? Żeńska końcówka nie umknęła jej uwadze, ale mogła wykluczyć, że po prostu się przesłyszała. Postanowiła po prostu słuchać dalej, żeby się upewnić.
Widząc, jak Kałużowa Dolina podnosi głowę, również podążyła spojrzeniem na niebo, na przelatujące stado, i westchnęła lekko z podziwem. Wydawały się znajome, ale nie znała ich nazwy. Właściwie te wymienione przez rzeczniaka też niewiele jej mówiły.
– Czy są podobne do tych? Te ptaki, znaczy się.
Na zadane pytanie przestąpiła z łapy na łapę, wzrokiem uciekając gdzieś między źdźbła traw.
– Um... Mnie...? – Otworzyła szerzej oczy. – To znaczy. Króliki. Mamy dużo królików, tak. One kopią dziury. Ale, m, to nie od nich mam imię. Najpierw nazywałam się Warchlak. – Skoro temat sam się nasunął. – Bo... hm, zanim się urodziłam, w lesie było dużo dzików? No i...
Zakończyła jakimś niejednoznacznym ruchem głowy, bo głupio jej było powiedzieć, że trochę jak taki warchlak wygląda. Właściwie nawet nie mogła być tego pewna. Nigdy żadnego nie widziała.
LVL 6 105 / 500
MedLVL 0 12 / 100
14
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Ogólnie jestem wojownikiem, ale… moja mama ostatnio znalazła porzucone kociaki na polowaniu. Ale mój tata uznał, że lepiej będzie je przekazać pod moją opiekę. – A to dopiero początek wszystkiego, co się w ich rodzinie działo. I to w takiej jak najspokojniejszej wersji, bo omijającej kłótnie, śmierci oraz być może wygnane z innego klanu kotki, przyjmowane do nich. Szczegóły wydawały się jednak nie być informacjami przeznaczonymi do uszu dopiero co spotkanego kota, a co dopiero młodej terminatorki, która przed chwilą i tak wydawała się być dość przestraszona.
- Może trochę. Ale jednak są większe i mają trochę inny kształt, jak lecą. Te pewnie będą jednymi z tych, które pojawiają się w okolicy z powrotem z porą Nowych Liści – teraz znów jest ich już sporo w lesie, często słychać ich śpiew. - Wyjaśniła, patrząc za oddalającymi się już teraz sylwetkami na niebie. Miło było widzieć, że rzeczywiście cała przyroda wróciła już do życia i był jej pełno na każdym kroku – chociaż akurat śnieżny krajobraz też Kałuży nie przeszkadzał.
- Warchlaczek to ciekawe imię, dziki podobno są bardzo silne. Na szczęście nigdy nie przyszło mi się z żadnym zmierzyć. – Czasem rzeczywiście można było znaleźć ich ślady, ale jakoś obyło się bez osobistych spotkań. Może zwykle trzymały się terenów Wichru, jeśli jakieś tu rzeczywiście pojawiały się w większych ilościach. Albo chociażby czas, o którym mówiła Ryjąca Łapa zbiegł się z tym, który Kałużowa Dolina musiała spędzić w lecznicy.

Love run, love run, love run, love run
For all the things you wished you'd done
Run for all you know that’s coming
Run to show love's worth running to
LVL 8 85 / 500
MedLVL 0 0 / 100
26
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Pokiwała lekko głową na te wyjaśnienia, ale wewnętrznie nieco nią one wstrząsnęły. Mama znalazła, ale tata uznał...? Dziwnie musiały wyglądać relacje w Kałużowej rodzinie. Dziwna była też sama sytuacja. Wyobraziła sobie, że jedna z jej mam znajduje gdzieś na polowaniu kociaki, a druga stwierdza, że lepiej oddać je pod opiekę Ryjącej Łapy... Gwiezdni! Brrr. Co prawda wojownik był od niej starszy i nie wydawał się niezadowolony z tego biegu wypadków.
Na informacje o ptakach mogła kiwać głową dalej, w myślach starając się rozciągnąć ptasie sylwetki tak, żeby otrzymać jakiś nowy, sensowny kształt. Słyszała o migracjach ptaków, ale ponieważ ostatniej Pory Nagich Drzew była jeszcze bardzo mała, niewiele pamiętała z czasów, w których ptaków miało w lesie nie być. Dla niej zawsze śpiewały, chociaż zgadzała się, że ich melodie lepiej pasowały do rozbuchanej zielenią przyrody, niż gołych gałęzi.
– Czyli ten perkoz i ta... no, one nie przylatują i nie odlatują? Zostają Porą Nagich Drzew? – spytała, ściągając brwi, bo zastanowiło ją, jak mogło to być możliwe. Skoro żyły nad wodą, a ona na mrozie zamarzała... Halo, halo! Nie tylko one! Skoro był skory tłumaczyć rzeczy, zamierzała skorzystać. – Hm, Klan Rzeki łowi głównie ryby, prawda? W takim razie jak przeżywacie czas, kiedy woda zamarza? – I jak przeżywają ryby?
Przyjęła opinię na temat swojego imienia z pewnym zadowoleniem. Sama nie wiedziała o dzikach tak dużo – głównie tyle, że mogły być ogromne i miały wielkie, kanciaste łby, z pyska których wystawały czasem kły; że tymi ryjami przekopywały ściółkę, a potrafiły też porażająco zaatakować, szczególnie w obronie pasiastych warchlaków. Chciałaby kiedyś jakiegoś spotkać, ale na razie...
– Mi też nie – powiedziała, jak gdyby ktokolwiek mógł mieć ku temu wątpliwości. Spojrzała przy tym przelotnie na ziemię, jakby spodziewając się, że znajdzie tam ślady racic – oczywiście niczego takiego tam nie było, za to do skoku zerwał się całkiem sporych rozmiarów polny konik. Ryjąca Łapa wytchnęła powietrze wesoło i uderzyła łapą w trawę obok niego; stworzonko spięło się i poszybowało po raz kolejny, tym razem bliżej Kałużowej Doliny.
LVL 6 105 / 500
MedLVL 0 12 / 100
14
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Hmm. Cyranki chyba też gdzieś odlatują, ale wydaje mi się, że perkozy czasem zdarzają się przez cały czas. A może to były jednak jakieś inne ptaki? – Cóż, dużo ich było, nie każdemu Kałuża przyglądała się aż tak dokładnie. Te nadwodne czasem znikały, czasem się pojawiały, kto wie, co robiły tak naprawdę, gdy ich nie było w pobliżu. Z kolei te, które przelatywały nad ich głowami, zdążyły już odlecieć gdzieś dalej, pozostawiając za sobą czyste niebo. Co oznaczało, że wzrok rzecznego kota mógł powrócić na niższe rejony, gdzie wciąż rozpościerały się pełne kwitnących roślin widoki.
- Polujemy też na całą lądową zwierzynę, właściwie ja to nawet wolę od łowienia ryb. Ale sama rzeka rzadko zamarza w całości, woda w niej chyba zbyt szybko płynie. – A właściwie, nawet gdyby tak się stało, to pewnie dałoby się czymś przebić lód i próbować łapać ryby pod nim. Tam przecież musiały pływać nawet w najchłodniejsze dni, one akurat nie mogły nigdzie odlecieć.
- To twoja pierwsza taka wycieczka na granice? U nas w klanie od jakiegoś czasu jest tak, że samodzielnie mogą wychodzić tylko terminatorzy, którzy umieją już na pewno walczyć, nie wiem jak jest u was. – To była dobra zasada, nawet jeśli niektóre młode koty na nią narzekały. Jednak sam Kałużowa Dolina przecież był niewiele starszy od Ryjącej Łapy, gdy skończył z wielką blizną na szyi po ataku jakiegoś samotnika spotkanego na terenach, więc rozumiał jej sens.

Love run, love run, love run, love run
For all the things you wished you'd done
Run for all you know that’s coming
Run to show love's worth running to
LVL 8 85 / 500
MedLVL 0 0 / 100
26
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Odpowiedź na jej kolejne pytanie nadeszła, zanim jeszcze zdążyła je zadać. A to ci dopiero... Wyobraziła to sobie – rzekę zamarzniętą, powiedzmy, tylko w połowie. Część koryta skutą lodem, część wciąż spływającą wartkim nurtem... A co, jeśli to nie tak? Może zamarzała cała powierzchnia, z płynną wodą pod spodem? A może na odwrót? Jeśli miała do czegoś się przydać, nie powinna być w końcu od góry cała przesłonięta. Ryjąca Łapa zmrużyła oczy, myśląc intensywnie.
– Nie lubisz łowić ryb? – spytała po chwili, jakby w roztargnieniu, kiedy wymyślanie kolejnych wzorów przestrzennych zamarzania trochę jej się znudziło. Przeniosła wzrok z powrotem na wojownika, przekrzywiając nieco głowę. – Myślałam, że to fajne. To znaczy, nie wiem, jak to się robi, ale...
Zamiast skończyć, westchnęła cicho, przymykając powieki. Coś przyszło jej do głowy – nie był to może pomysł mądry czy szczególnie wyszukany, jednak nie zaszkodziło spróbować.
Wzmianka o zasadzie sprawiła, że poczuła się niekomfortowo na swoim miejscu; cofnęła uszy, wypuszczając nosem powietrze. Nie umknęło jej, z jaką łatwością rzeczniak poczynił obserwację, że w razie czego nie umiałaby się obronić. Zabolało.
– Nie jestem sama – odparła i odwróciła głowę, jakby spodziewała się dojrzeć tuż za kolejnym krzakiem futro Słonecznego Brzegu. – Są tu wojownicy Klanu Wichru na polowaniu. Przybiegną, gdyby coś się działo – zapewniła, poprawiając się w siadzie i starając się przy tym brzmieć pewnie, chociaż zerkała na niego bardziej z ukosa, uciekając oczami w bok. Nadal mogła dostrzec swojego konika polnego między źdźbłami trawy. Siedział dość wysoko, tuż pod kielichem ładnego białego kwiatu. Dopingowała go w myślach, aby poskoczył dalej w stronę Kałużowej Doliny. Nie, żeby to miało czymś poskutkować, po prostu taki kierunek byłby marginalnie ciekawszy od wszystkich innych, które stworzonko mogłoby potencjalnie obrać.
LVL 6 105 / 500
MedLVL 0 12 / 100
14
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Wiesz to trochę nudne, siedzieć w jednym miejscu bezruchu i czekać aż coś podpłynie… Jak już się rzeczywiście jakaś pojawi, to jest całkiem w porządku, ale to się za rzadko dzieje. Przy innej zwierzynie przynajmniej można chodzić i oglądać widoki wokół. – Tak jak i teraz robili to cały czas, stojąc przy swoich granicach. Uwadze Kałuży nie umknęło (na szczęście akurat tak wyszło, że w tamtą stronę patrzył tym zdrowym okiem), że kotka zauważyła siedzącego wśród traw owada. A wtedy rzeczywiście, konik skoczył dalej, wystarczająco, żeby znaleźć się już po rzecznej stronie terenów. Dobrze miały takie stworzenie, nie musząc się przejmować takimi sprawami jak czyjeś tereny. Chociaż może istniały ich własne granice, o których koty nie miały pojęcia? Kto wie. Na razie jedynie można był stwierdzić z pewnością jedynie tyle, że wylądował w tym momencie na dość cienkim źdźble trawy, uginającym się pod jego ciężarem. Czy zaraz postanowi się przemieścić dalej, czy może jednak wolał zostać w tym samym miejscu?
- Ale niektórym to bardzo dobrze idzie, mamy taki konkurs na to, kto złowi największą i tym razem zrobiła to moja przyjaciółka. – Bo tego, że ich medyk uzyskał wynik równie dobry, Kałużowa Dolina dalej nie przyjmował do wiadomości. Wszystkie inne koty w klanie mogły zasługiwać na tą wygraną, ale nie on, i to był wystarczający powód, żeby nie powinno się to dziać.
- A, no to dobrze. – Trochę się nasuwało w tym momencie pytanie, gdzie w takim razie byli ci wspomnieni wojownicy, ale może zaraz mieli się zorientować, że zniknęła im gdzieś terminatorka. Kto w końcu nigdy nie zgubił jakiegoś ucznia na patrolu, takie rzeczy czasem się zdarzały, nie trzeba było się od razu tym martwić.

Love run, love run, love run, love run
For all the things you wished you'd done
Run for all you know that’s coming
Run to show love's worth running to
LVL 8 85 / 500
MedLVL 0 0 / 100
26
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wysłuchała tej odpowiedzi z wielką uwagą, tak by nie uronić ani słowa. Rzeczywiście, różniło się to od zwykłego polowania i mogła zrozumieć punkt widzenia wojownika, ale bardziej interesowało ją co innego.
– Prawda, prawda – przytaknęła i przelotnie rozejrzała się wokół, odnotowując, że wszystkie kwiatki były wciąż na swoim miejscu, ale zaintrygowane spojrzenie szybko skupiło się znowu na Kałużowej Dolinie. – Naprawdę tak po prostu same podpływają? Nie umieją wyczuć kota?
Konik polny wysłuchał jej niemego życzenia. Patrzyła, usatysfakcjonowana, jak po rzecznej stronie granicy ląduje na niedorzecznie cienkiej trawce. Zadziwiające było, że z niej nie spadał. Wyciągnęła i przekrzywiła głowę, żeby przyjrzeć się lepiej, i wtedy dostrzegła, że wojownik również skierował spojrzenie w tę stronę.
Powinna chyba coś powiedzieć, ale nie przychodziło jej do głowy, co. Szczęśliwie Kałużowa Dolina kontynuował, zanim cisza zdążyła zrobić się niezręczna.
– Twoja przyjaciółka Wodny Wir? – Chciała uzupełnić informacje. Oczy jej rozbłysły; wieść o konkursie była zupełnie niespodziewana, ale koncept brzmiał pysznie. Wielka, wielka ryba. Czy w Klanie Wichru też mogliby mieć coś takiego? Zaraz, chyba było coś takiego, jakieś Wielkie... Polowanie? Na tę myśl aż się nieco podekscytowała. – A jak duża ta ryba?
Wiatr zmienił kierunek i zawiał przyjemnie, niosąc ze sobą zapachy odległych kwiatów. Powiodła wzrokiem po wesoło kolorowej łące, ciesząc się tym widokiem, ale i przypominając sobie, kogo tam zostawiła. Być może powinna rzeczywiście rozejrzeć się za Słonecznym Brzegiem i Księżycowym Wzgórzem i nie kazać im siebie szukać, albo przynajmniej spróbować gdzieś złowić jakąś piszczkę, żeby nie zostawać kompletnym darmozjadem. Prowadzenie rozmowy też nie było dla niej najprostsze i co jakiś czas zakradało się do niej wrażenie, że swoimi odpowiedziami robi z siebie głupka – i skręcało ją w środku, bo nie wiedziała, w jaki sposób mogłaby to poprawić. Nie odpowiadała jej ta rola niedoświadczonego podlotka na granicy, ale ciężko było jej z niej wyjść, kiedy tym w gruncie rzeczy była.
Sam Kałużowa Dolina wydał jej się spokojnym i zrównoważonym indywiduum, takim całkiem... normalnym. Dotąd nie myślała o tym w taki sposób, ale w porównaniu z nim widziała, że z większością kotów, z którą zadawała się w Klanie Wichru, było coś mocno nie w porządku. W każdym razie chyba nadawał się na ewentualnego sojusznika i nie powinna zaprzepaszczać szansy na to tylko dlatego, że czasem słowa nie układały jej się na języku. Na pewno istniał sposób, żeby uczynić to łatwiejszym, gdyby na przykład mogła mówić o czymś, co jej się podobało... Aha!
– A masz jakąś ulubioną rybę? – Czy można winić dziecko za to, że tylko jedno było mu w głowie, kiedy wcale nie widział tego czegoś na co dzień? O mało co nie zaproponowała, żeby przeszli się nad rzekę, gdzie Kałużowa Dolina mógłby jej taką pokazać, a może i przy okazji technikę ich łapania, ale z żalem zorientowała się, że do jej wichrowego brzegu jest całkiem daleko. Na razie musiała się więc zadowolić tym pytaniem i nadzieją, że wojownik nie znudzi się tematem. Może mogliby się przejść wzdłuż granicy, skoro to bardziej mu odpowiadało.
LVL 6 105 / 500
MedLVL 0 12 / 100
14
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Może i nie miała być to pełna nauka łowienia, ale Kałużowej Dolinie nie przeszkadzało też opowiadanie o tym komuś z innego klanu. W końcu, nawet jeśli to było typowo Rzeczne zajęcie, to nie jakaś wielka tajemnica, jak ktoś chciał brać przykład z tych najlepszych kotów w lesie i robić to co oni, to proszę bardzo.
- Jeśli siedzisz nieruchomo i nie rzucasz cienia na wodę, to cię nie powinny zauważyć. – Czy ryby słyszały? Czuły zapachy? Czy w ogóle takie rzeczy działały pod wodą? Z własnych doświadczeń Kałuża mogła stwierdzić, że zanurzając się w rzece dźwięki stawały się gorzej słyszalny, a do nosa wlatywała co najwyżej woda, nie jakieś konkretne wonie. Być może więc coś, co żyło ta przez cały czas, wcale nie używało takich zmysłów? Dlatego przy łowieniu nie trzeba było chociażby myśleć o kierunku wiatru jak to się działo przy zwykłym polowaniu.
- Tak, ona. Właściwie, to była moją terminatorką, więc chyba ode mnie się musiała nauczyć jak łowić takie duże ryby. Ale była o, mniej więcej taka. – Podniósł się na tylne łapy, by przednimi spróbować pokazać, jak wielka była to zdobycz. A rzeczywiście była tak ogromna, że nawet wyciągnięte łapy by tak naprawdę nie wystarczały, żeby ją w całości objąć. Naprawdę, robiło to wrażenie.
- Ulubioną, może… Wiesz co. Chcę kiedyś pokonać szczupaka. To taka jeszcze większa ryba i do tego podobno niebezpieczna, jak prawdziwy drapieżnik. Ale chyba nikt dawno nie musiał tu z takim walczyć. – To by dopiero było coś. Nie jedynie siedzenie i czekanie, aż coś zdecyduje się przepłynąć, wielki pojedynek, o którym usłyszałby cały klan. To by dopiero mogło być coś. Nawet jeśli ogólnie to lepiej, że jednak łowienie ryb zwykle pozostawało dość bezpiecznym zajęciem.
Teraz, myśląc o największych połowach i niebezpiecznych stworzeniach czyhających pod wodą, jednak to okolica, w której byli i którą wciąż mogli obserwować zaczynała się wydawać całkiem spokojna. Nawet jeśli wiatr wiał lekko, wciąż gdzieś w pobliżu można było wypatrzeć owady, czy ptaki latające po niebie, nie działo się tu nic szczególnego. Pewne niedługo miało się tu zrobić na tyle ciepło, że spędzanie czasu przy wodzie stanie się tym przyjemniejsze. Jednak możliwość zanurzenia się w chłodnym nurcie w gorący dzień była niebywałą zaletą życia w klanie Rzeki.

Love run, love run, love run, love run
For all the things you wished you'd done
Run for all you know that’s coming
Run to show love's worth running to
LVL 8 85 / 500
MedLVL 0 0 / 100
26
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Oho! Informacja zdobyta! Skrzętnie zanotowała to sobie w pamięci. Taka ostrożność miała sens, w końcu sama mogła stwierdzić, że i w wodzie światło odróżniało się wyraźnie od cienia.
– Aha, czyli czeka się tak, aż jakaś sama podpłynie, a wtedy... – Zrobiła ruch, jakby przyszpilała coś do ziemi, ale szybko zorientowała się, że właściwie nie ma pojęcia, jak to powinno wyglądać. No nic, może Kałużowa Dolina rozjaśni. Powoli, ale rozochociła się; mimo zakłopotania błysk w jej oku nie zgasł całkowicie.
Aż cofnęła się o krok, kiedy wojownik podniósł się na tylne łapy. Już na czterech był imponujących rozmiarów, a kiedy tak stanął i rozpostarł przednie... sama prezentacja wywarła takie wrażenie, że Ryjąca Łapa w pierwszej chwili zapomniała wyobrazić sobie tę rybę.
Czyżby nieświadomie rozmawiała przez cały ten czas z mistrzem łowienia? Którego to samo łowienie nudziło...? Być może nie powinna ufać przypadkowemu wojownikowi Klanu Rzeki napotkanemu na granicy. Przedziwne było to wszystko – włączając, oczywiście, rybę, która długością przekraczała wszystkie wyobrażenia terminatorki. Dotąd widziała je w życiu bardzo niewiele razy i zawsze dużo mniejsze.
– To takie istnieją? – zapytała ostrożnie, chociaż z nieukrytym podziwem. Trudno było uwierzyć, że coś takiego mogłoby się kryć w rzece płynącej nieopodal – no tak, pewnie nie mogło, Wodny Wir zapewne skorzystała z dobrodziejstw terytorium swojego klanu i złowiła tę bestię w zalewie. Ach, za dobrze tam mieli... Oczywiście tereny Klanu Wichru też były niczego sobie, nawet granicy, przy której właśnie stała, nie brakowało uroku, ale nawet pośród tych wszystkich cykających owadów i kolorowych kwiatów Pory Nowych Liści marzyło się czasem większe urozmaicenie, niż kolejny pagórek dwie długości drzewa dalej.
Takiej odpowiedzi się nie spodziewała. Zastrzygła uszami, mimowolnie robiąc wielkie oczy mimo ściągniętych brwi. Ryba... drapieżnik? Jeszcze większa? Z którą trzeba było walczyć? Zupełnie nowe wymiary rzeczywistości odsłaniały się tu przed Ryjącą Łapą, która tym bardziej nie wiedziała już, w co wierzyć, a co nie. Rozpalona ciekawość sięgała jednak po wszystko jak leci.
– Szczupaka...? – upewniła się, starając jakoś ułożyć to sobie w głowie. – Ale jak... Jak on atakuje?
Płetwami? Zębami? Czymś jeszcze, co miały ryby, a o czym nie miała pojęcia? Ile tajemnic, a wszystkie mógł przed nią odsłonić lub zakryć Kałużowa Dolina. Klan Rzeki zaczynał wydawać się czymś istniejącym w odrębnym świecie, a stojący przed nią wojownik jakimś magicznym wysłannikiem, z którym mogła rozmawiać tylko wielkim łutem szczęścia. Wpatrzyła się w niego jak w obrazek – bardzo ładny, jak już ustaliliśmy, z całą połacią młodej trawy i kwiecia wokół falującą lekko z rytmem wiatru. Tak, to było miłe uczucie, uwierzyć. Może potem przestanie – kiedy wróci już do obozu, zapyta Donośny Krzyk albo mamę, zorientuje się może, że część albo i wszystko to to nic więcej, niż stek fantazyjnych bzdur. Ale jeszcze tę chwilę mogła pobyć w pięknym i niezwykłym świecie, w którym rzeka skrywała bogactwo silnych i olbrzymich ryb, wyławianych z wprawą przez zdolnych wojowników.
Tylko łapy zaczynały ją uwierać od stania w jednym miejscu. Kałużową Dolinę pewnie też, prawda? Skoro nużyło go to podczas polowania.
– Chciałbyś się przejść kawałek, tutaj, wzdłuż granicy? – zaproponowała, nietypowo jak na nią – ale w tych okolicznościach przyrody, w takim towarzystwie, szkoda byłoby nie, prawda?
LVL 6 105 / 500
MedLVL 0 12 / 100
14
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Rzeczywiście kotka wydawała się bardzo zainteresowana łowienie ryb. Czy naprawdę zamierzała tego próbować, czy była to jedynie chęć zdobycia teoretycznej wiedzy? Podobno wielu kotom z innych klanów wcale nie smakowały ryby, nawet gdy miały okazję ich spróbować. Ciekawe jak byłoby w przypadku Ryjącej Łapy.
- Najczęściej się wsadza do wody łapę albo ogon i wtedy się czeka. A jak już się poczuje, że coś podpłynie, to wystarczy wyrzucić rybę na brzeg i już dalej jest łatwo. – Może niektóre z nich nawet wtedy próbowały się wyrywać, ale nie miały szans na to, by wrócić do wody. A po tym, kilku chwilach ciekawszego zajęcia, trzeba było z powrotem wrócić do czekania aż znów jakaś ryba zdecyduje się zbliżyć.
- Tak, czasem są naprawdę duże. A to tylko w naszej rzece, w takiej Wielkiej Słonej Wodzie pewnie mogą żyć nawet większe ryby. – Chociaż to było miejsce znane tylko z opowieści. To jednak jeśli było w nim mnóstwo miejsca na pływanie, czemu miałoby w jego głębinach nie wyrosnąć coś naprawdę ogromnego? Może wybrałby się tam kiedyś, by zobaczyć to na własne oczy, gdyby nie było to tak daleko od ich terenów i trzeba by było z tego powodu zostawiać klanu na zbyt długo.
- Mają podobno ostre zęby. No i też są duże, pewnie jakby kogoś uderzyły całym ciałem to by mogło zaboleć. Albo złapałyby kogoś tymi zębami i wciągnął pod wodę? – To w większości były jedynie domysły, bo rzeczywiście nikt dawno nie natknął się na podwodnego drapieżnika. Jednak brzmiało to, przynajmniej dla Kałuży, jakby opcji na ataki było przynajmniej kilka.
- Możemy się przejść. To co, w Wichrze też macie jakieś specjalne techniki łapania czegoś? – spytał, zaczynając iść wzdłuż granicy. Skoro się dzielił Rzecznymi sekretami, to może mógł coś dostać w zamian?

Love run, love run, love run, love run
For all the things you wished you'd done
Run for all you know that’s coming
Run to show love's worth running to
LVL 8 85 / 500
MedLVL 0 0 / 100
26
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Łapę albo ogon... dobrze, że były dwie opcje, bo srogo by się zawiodła, gdyby miało się okazać, że łowienie ryb jest dla niej z gruntu niemożliwe. Ogoniaści to mieli dobrze; dawniej właściwie nie zastanawiała się nad tym zbytnio, ale od kiedy zaczęła trening, co i rusz odkrywała jakieś nowe zastosowanie dla ogona, którego sama nie miała, i zaczynało się to robić nieco dołujące.
– A co robi ta łapa... albo ogon, tak właściwie? – Musiała znać szczegóły, jeśli chciała kiedykolwiek wprowadzić technikę w życie, a to wszystko nadal brzmiało dla niej na tyle fantastycznie, że nie była w stanie domyślić się ich sama. – Dalej... dalej zabija się rybę? A, nie, sama umiera, bo nie umie żyć poza wodą?
Zmrużyła oczy w skupieniu. Wielka Słona Woda. Słyszała o tym miejscu w opowieściach, które snuły czasem klanowe matki, kiedy jeszcze była kociakiem. Trudno było wtedy stwierdzić czy to mit, czy fikcja, ale... skoro nazwa właśnie padła z pyska kota z zupełnie innego klanu, mogła przynajmniej być pewna, że koncept ten rozprzestrzeniony jest całkiem szeroko. A może to właśnie wodolubne koty Klanu Rzeki wiedziały więcej o tym dziwacznym miejscu...
– Byłeś tam kiedyś? – spytała cicho, zanim zorientowała się, że gdyby tak było, Kałużowa Dolina nie musiałby uciekać się do przypuszczenia. Skrzywiła się, zmieszana, i uciekła wzrokiem gdzieś w bok.
Spędziła chwilę, próbując sobie wyobrazić, jak w ogóle mogłaby wyglądać walka z takim drapieżnikiem. Wizja bycia wciągniętym pod wodę rzeczywiście nie brzmiała najlepiej, ale można było łatwo temu zaradzić, nie wchodząc do niej wcale – przecież ryba nie wyjdzie stamtąd sama, żeby chwycić kota, prawda? Niebezpieczeństwo istniało tylko wtedy, kiedy ktoś sam zanurzył się już wcześniej, ale dla kotów z Klanu Rzeki to musiała być przecież codzienność... Pokiwała głową w zamyśleniu. Przynajmniej takie rzeczy nie działy się często, wnioskując po tym, że Kałużowa Dolina jedynie zgadywał. Ale sam fakt, że mogłyby się zdarzyć – jeżeli tylko opowieść była prawdziwa – że czasem był to problem w tej przedziwnej krainie zwanej Klanem Rzeki, napawał ją jakąś osobliwą mieszanką niepokoju, zachwytu i pokory. O ilu jeszcze niebezpieczeństwach nie miała pojęcia, ile jeszcze było do odkrycia?
Z ulgą ruszyła za nim, tak, by dotrzymać mu kroku. Zauważyła przy tym szybko, że stawia łapy nieco nierówno – czy mogły zesztywnieć mu od stania w miejscu, tak szybko? Czy to dlatego nie przepadał za siedzeniem w bezruchu...? – ale nie mogła zastanawiać się nad tym długo, bo nadeszło pytanie, które przed nieznającą jeszcze nawet podstawowych technik polowania terminatorką podstawiło niemały dylemat.
– Um.. Hm, no... Mamy... – Przyznanie się nie wchodziło w grę. Gorączkowo przetrząsała pamięć w poszukiwaniu czegoś użytecznego. – Mamy króliki... prawda? One chowają się do nor. I zwykle takiego królika się po prostu goni, ale jeśli ucieknie.. do nory, a wojownik jest mały – rzuciła mu nieco zmieszane spojrzenie – to może wcisnąć się za nim. I złapać go tam. Czasem trzeba trochę rozkopać.
Blefowała całkiem, ale powoli zyskując przekonanie. W końcu sama miała ochotę dać nura pod ziemię za każdym razem, kiedy widziała w niej jakiś tajemniczy otwór.
– Nie każdy umie. Ale tak, to się czasem przydaje.
LVL 6 105 / 500
MedLVL 0 12 / 100
14
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Ryby mogą się czasem zainteresować taką łapą czy ogonem. Czuć wtedy, że podpływają i próbują ją złapać pyszczkiem, stąd się wie, że jakaś ryba jest w pobliżu. – Czy próbowały wtedy zjeść kota? Czy może osiągnąć coś innego? Trudno było stwierdzić, ale na pewno coś musiało je w tym przyciągać i można było to wykorzystać.
– Lepiej zabić od razu, to jednak chwilę by zajęło, nim by umarły same z siebie, a przedtem jeszcze mogą próbować się rzucać… – Nic przyjemnego. Lepiej to było zakończyć od razu, jak w przypadku każdej innej zwierzyny, taka metoda wydawała się jednak szybsza i spokojniejsza. Może nawet takiej wyjątkowo zdeterminowanej rybie udałoby się wrócić do wody, gdyby nikt jej nie powstrzymał, a wtedy cały proces trzeba byłoby zaczynać od początku… Tak, lepiej było to zakończyć od razu, gdy się mogło.
- Nie, to jednak… Trochę daleko. Za daleko, żeby tak po prostu zostawić klan i iść tam na wielką wyprawę. - Nie miał nic przeciwko wychodzeniu poza granice Rzeki, zdarzyło się mu nawet pójść na Osiedle, ale jednak istniały jakieś miejsca zbyt odległe, by wybieranie się tam brzmiało jak mądry pomysł. Chyba zbyt wiele kotów, które odeszły tak daleko nie wracało nigdy albo udawało im się to dopiero po wielu księżycach. Niezbyt dobra rzecz do zrobienia, gdy miało się tu na miejscu rodzinę, terminatorów i inne powody, by nie odchodzić na bardzo długi czas.
Wojownik wysłuchał z uwagą tego, co i Ryjąca Łap miała do powiedzenia na temat sekretów swojego klanu. Może i nie słyszał nigdy wcześniej o czymś podobnym, ale brzmiało wystarczająco prawdopodobnie, żeby uwierzył w tę opowieść bez głębszego zastanawiania się nad nią.
- O, to też całkiem fajnie. Chociaż pewnie trudno byłoby mi się zamiesić nawet w takiej rozkopanej norze. – Jednak Kałuża była kotem wysokim, a poza tym ze sporymi warstwami mięśni, tłuszczu i futra – tworząc razem obraz stworzenia zdecydowanie większego od jakiegokolwiek królika.

Love run, love run, love run, love run
For all the things you wished you'd done
Run for all you know that’s coming
Run to show love's worth running to
LVL 8 85 / 500
MedLVL 0 0 / 100
26
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
A to ci dopiero! Zwierzyna z własnej woli podpływająca do drapieżnika... Pokiwała głową, chociaż trudno jej było zrozumieć, co mogło być dla ryb takiego kuszącego w zamoczonej kociej sierści. Przecież nie mogła im przypominać pożywienia... prawda? No bo co takiego musiałyby jeść? Bobry...?
Nie, nie, może nie w tą stronę.
Reszta tłumaczenia brzmiała całkiem sensownie; w końcu koty też nie umierały od razu, kiedy zanurzyły głowę. Nieco zastanawiające było tylko, jak taką rybę zabić – starała się znaleźć jej kark oczyma wyobraźni, ale bez szyi i barków umiejscowić go było nad wyraz ciężko. Może przed przednimi płetwami...? Nie pytała już jednak o to, stwierdziwszy, że o ile ryba nie byłaby bardzo duża, dałaby sobie jakoś radę tak czy siak.
– No tak – wymamrotała, speszona swoim głupim pytaniem. Nie bardzo wiedziała, co mogłaby jeszcze powiedzieć; wszystkie słowa, które przechodziły przez myśl, zdawały się brzmieć głupio wypowiedziane. Marzyła jej się jednak ta Wielka Woda, podżegała wyobraźnię, która do zasad podchodziła nieco okrężnie: oczywiście nie zostawia się klanu tak po prostu, ale choć raz, raz w życiu, z dobrym powodem, w czasie urodzaju... Trudno było jej przyjąć do wiadomości, że miałaby tego miejsca kategorycznie nigdy nie zobaczyć.
Uśmiechnęła się – dosyć nieumiejętnie i kwaśno, bo słowa wojownika były prawdą, której nie umiała obrócić w pocieszenie. Nie, żeby wyglądał, jakby takiego potrzebował, ale z kolei jej nie w smak było kończyć myśl na podobnym wrażeniu.
– Mógłbyś pomóc je rozkopywać – powiedziała w końcu, bo to jedyne, co przyszło jej do głowy, chociaż trudno stwierdzić, czy jakkolwiek poprawiało sytuację. – To znaczy, no, wiadomo, jakbyś był w Wichrze...
Poruszyła uchem, mięśnie spięły się same – coś zbliżało się z prawej. Na szczęście kapryśny dziś wiatr tym razem zrobił jej przysługę i przyniósł zapachy nie drapieżnika, a Słonecznego Brzegu, który najwyraźniej zbliżał się do nich poprzez źdźbła traw.
– A, to od nas- Chyba muszę iść – stwierdziła szybko, orientując się, że właściwie może lepiej dla jej przykrywki, by wojownik nie znalazł jej na granicy, gadającej z rzeczniakiem bez cienia złapanej piszczki wokół. Zrobiła parę kroków w głąb wichrowych terenów, po czym opamiętała się i spojrzała na Kałużową Dolinę przepraszająco, zmieszana. Nie miała jednak co poradzić, musiała albo zwiewać, albo pogodzić się z niezręczną sytuacją, która mogła rozegrać się za parę chwil.
– Do widzenia! – rzuciła jeszcze, z braku lepszego pomysłu, po czym na poły z ulgą, że nie musi już znosić trudów prowadzenia rozmowy, na poły z rozczarowaniem, że już niczego się więcej nie dowie, odbiegła gdzieś między trawy, nieco w inną stronę, niż ta, z której wyczuwała zapach.
/zt
LVL 6 105 / 500
MedLVL 0 12 / 100
14
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości