- Wujek nie żyje już od... nie wiem, dawna! Jak terminatorem ja byłem, tak pierwszy raz, z wieku, to już umarł. Ale jestem pewien, że jakby był, to by wyleczył - bo wtedy byłaby Śliweczka, a ona by nie dała wujkowi przeżyć, gdyby coś się działo Szponowi. Ale nie było nic. Norma, przykra, ale nie do uniknięcia. I prawdę mówiąc - chyba nawet nie wyobrażał sobie, żeby świat był jakkolwiek inny, niż jak był teraz. Może i byłoby lepiej, ale... no, byłoby inaczej. Szpon nie lubił inaczej. - A skąd go znasz?
Przechylił głowę na bok.
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Pokiwało głową na znak, że rozumie. No. To nie dostało nawet kawałeczka więcej. Dobrze było przynajmniej wiedzieć, że tak się sprawy mają, i że gdyby nie było tak głupie, by dać się porwać, to pewnie zobaczyłoby, jak Barwna Woda umiera.
Przez chwilę zastanawiało się, jak odpowiedzieć. – Byliśmy spokrewnieni – stwierdziło wreszcie enigmatycznie. Właściwie, czemu nie? Ponad połowę Klanu łączyły więzy krwi. To, że ten niezmiernie przypadkowy samotnik akurat jakimś sposobem mógł mieć powiązania z dawnym medykiem Klanu Rzeki, nie było nawet aż tak nieprawdopodobne. Tym samym, rzecz jasna, miał powiązania z samym Szponem. Ciekawe właściwie, jakie. Próbowało skupić się na tym, kto mógłby być rodzicami Szpona, by ten nazywał Barwinka wujem – to znaczy, kto oprócz ich własnych rodziców. Bo tak jak Płotka wspomniała, że Księżycowe Jezioro i Skrzące Słowo mieli kolejny miot, tak jakoś dziwnie myślało się, że oto być może stoi twarzą w twarz ze swoim młodszym bratem.
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
- Nawet mnie to nie dziwi! Poszedłbym na drugi koniec lasu, powiedziałbym o tym, i też by się okazało, że te koty to moje kuzynostwo od strony mamy wujka babki siostry i tak dalej! Czaisz, że w Rzece chyba każdy ma tę samą krew?! SZALONE!! - odpowiedział wesoło, znacznie weselej od Zguby… chyba kiedykolwiek. Szpon bowiem nie szczędził sobie na krzykach, zmianie intonacji, ani niczym innym. Ot, wesoły pajacyk, jak przy każdym na co dzień. - A kim ci Barwna Woda był?
Zapytał jeszcze. Najwyżej dostanie odmowę.
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Pokiwało głową, uśmiechnęło się do niego. Miał rację. Nie dało się przejść kroku w całym tym lesie, żeby nie wejść na jakiegoś pociotka czy innego kuzyna.
Przez chwilą zastanawiało się, co powiedzieć. Właściwie – Płotka już wiedziała, że żyło i było w okolicy. Czy mogła być jakaś szkoda w powiedzeniu temu nieznajomemu, że... Westchnęło bezgłośnie i zdecydowało się na wieloznaczne określenie. – Też wuj.
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
- O ja cię!! Ciekawe po kim?! Może jesteśmy nawet jakąś bliższą rodziną! Nie wiem, w sumie, ile kotów nawet mamy w rodzinie. Może ktoś od mamy wziął i uciekł, ale nie wyobrażam sobie tego jakoś. Eeee… no, nie, jakoś nie wyobrażam. Mama i ciocia były takie luźne i miłe, i w ogóle, wujek też, ale nie wyobrażam sobie takich kotów w samotnikach. No! Ale może mieli rodzeństwo inne. Mój brat na przykład nie jest taki jak ja, ani trochę. To skończony baran! - zaśmiał się gromko, szczerząc kiełki w wesołym, ciepłym uśmiechu. Niekoniecznie musiał opowiadać o Nocy i jego głupstwach, ale też nie miał zamiaru o tym nie wspominać, że parę razy zachował się jak ostatni frajer. - A ty mieszkasz tu w okolicy? Bo wiesz, może faktycznie jesteś jakoś blisko od nas!! Łabędzia Gwiazda na pewno nawet zgodziłby się z tobą o tym pogadać, jak będziesz chcieć. No, ale w sumie. Hm. Nie wiem czy jest o czym, może ci nie potrzebne wiedzieć nic o Klanie. Obchodzi cię Klan Rzeki?
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
– Były? – uniosło uszy nad głowę, zaniepokojone. Czyżby oprócz Barwnej Wody straciło też mamę? Nawet nie chciało o tym myśleć. I chyba nie było gotowe na taką wiadomość.
– Podróżuję. Ale pochodzę z tych stron – zdecydowało się na dosyć neutralną odpowiedź. – Coś niecoś o nim wiem.
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
- Ano! Czereśniowa Gałązka nie żyje. Już od... dawna. Ale to tam, wiesz, super mega stare dzieje są. Nawet nie do końca pamiętam kiedy odeszła na Srebrną Skórkę... - ale też, czy na tyle go to obchodziło, by to pamiętać? No właśnie, nie. Szybko więc porzucił temat, chyba że nieznajomy-już-znajomy-kot do tego powrócił. - Serio!!! Totalnie kozacko. A gdzie podróżujesz? Ja też bym chciał, ale niespecjalnie mi po drodze. Uhm, póki co przynajmniej.
Bo niedługo będzie iść ze Skałą... gdzieś. I Szczerbatkiem, o ile wszystko się uda!! A potem wrócą do obozu i choćby nie wiadomo co, na pewno już nie będzie chciał iść nigdzie indziej. No, może na patrol czy polowanie...
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Wypuściło powietrze z płuc. Czereśniowa Gałązka, tak jak naprawdę wiele innych kotów, pozostawała za zasłoną mgły okrywającej od dawna mózg Zguby – ale przynajmniej nie była to ich matka. Chociaż – czy na pewno? Szpon wspomniał o matce i ciotce. Przez chwilę walczyło ze sobą. – To bardzo przykre. Jeśli można – była dla Ciebie ciotką? Czy matką?
Minimalnie zastrzygło uchem na wspomnienie o Srebrnej Skórce, ale nie miało ochoty wspominać o swoich poglądach na ten temat. Lepiej skupić się na czymś ciekawszym. – Nie mam celu – jestem włóczęgą. Ale widziałom już wiele. Chociażby Osiedle, nie to tutaj, ale inne, odleglejsze.
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
- Ciotką, ciotką! - potwierdził niemal od razu. Czy było bardzo przykre, nadal było wątpliwe w jego głowie. Na pewno nie jakieś wielce przyjemne, ale też nie super smutne. Ot... neutralne!! - Oho... Aha!!! Na całkiem innym, jasne, spoko. Ja nie znam nawet tego "tutaj"!!! Co jest na tym innym? Mogę wiedzieć? Powiesz mi?
Podniósł uszy do góry, wysoko, nie kryjąc ni grama swojej ciekawości. - CO JEST na osiedlach w ogóle!! Serio tam tak okropnie strasznie i źle? Na każdym?
Kot o krótkim torsie, średniego wzrostu, o grubych tylnych kończynach, małych łapach, krótkim ogonie oraz krótszym pysiu(widocznym na rzut oka, lecz nie na tyle, by mieć poważniejsze problemy). Krótkie, potargane futro. Szerokie barki.
Czekoladowy dymny z bielą na 50-100% ciała, pieprzyk na lewym poliku.
Oczy: Złoto-zielone
Dodatki: Granatowa/czerwona/jasno-niebieska chustka, obroża z kolcami(niegroźnymi, bo plastikowymi).
Nie szuka zguby, czasami pomoże miską własnej karmy, a czasami zaprosi do ogrodu na imprezkę - tylko wtedy Brzuzia woli siedzieć cicho, z takiego powodu, że głośna muzyka i wiele zapachów niekorzystnie wpływa na ich emocje i samopoczucie. Często trzyma się blisko swych dwunogów i matki, tuląc się, bo o dziwo bycie tak przygniecionym jest dość uspokajające dla ciała. Gorzej, że Brzózka nie lubi kotów i ludzi, ale to mniejsza. Cyniczny. Nie lubi popisywania się, czy też większości tego, co się dzieje - stara się jednak trzymać głowę wysoko, czasami aż zbyt.
Nie lubił chadzać po polach.
To bywało dość....Eh, niesmaczne, brudne i wieśniackie. Jeszcze jego kurteczka się pobrudzi.
Kiedyś, jako kociak jeszcze by uszło, takie chodzenie po czyimś polu. Jako dziaciak nie patrzysz, czy coś jest czyjeś - jeśli jest fajne, to z tego korzystasz.
No, a potem przychodzi dorosłość, której to brzózka niezbyt rozumiała, nie chciała rozumieć, a jak już coś pojmowała, to zaraz zapominała.
Matka mawiała, że kiedyś jest się młodym i głupim, a potem można być już tylko głupim.
Chociaż, lepsze to niż dorosłość ludzka. Hm. Wtedy to tylko papiery, papiery, formalności. Fuj.
Znajdując się przy zapamiętanym zapachu rzeki, glonów i wody, dziecko Feliny rozejrzało się po lesie i....Oh! Jego imiennicy - brzózki!
Musiał chyba zajść z drugiej strony.... Albo te klanowe tereny były większe, niż się spodziewał.
/Topik
Idrathertakemywhiskeyneat ♢My coffeeblackand mybedatthree♢ - - - Youretoosweetfor me Youre toosweetfor me
chodzący szkielet, o bardzo wypłowiałej sierści, pozbawionej blasku i objętości, zapadnięte oczy, wystające kości biodrowe, widoczne żebra. Niebieska srebrna pręgowana pointka z dużą ilością bieli o jasnoniebieskich oczach. Porusza się powoli, oszczędnie, brak jej dawnej gracji i energii.
cicha, uparta, ponura, pozbawiona skrupułów, bezczelna, spokojna, zgorzkniała, pamiętliwa. Słowem: trudna, inna, wypłowiała, parodia dawnej siebie
Paziowa Łapa (Rzeka)
Prawdę mówiąc, nie spodziewała się spotkać tego kota już nigdy w swoim życiu. Tymczasem w podobnym miejscu, bo znowu na granicy klanu Rzeki, Topikowa Łapa spotkała Jarzębinę, pieszczocha dwunogów.
Machnęła ogonem i przyspieszyła kroku w jego stronę.
- Jarzębina! - zawołała do kocura z lekkim uśmiechem na pysku. Była w tamtej chwili tak rozbita, że nie miała pewności, czy widok pieszczocha w ogóle ją cieszy. Ich ostatnie spotkanie wywołało w niej bardzo mieszane uczucia. Kiedy znalazła się już zaraz przy kocie, zatrzymała się lisią długość od niego. - Co u ciebie? - padło pytanie z pyska srebrnej kotki.
Kot o krótkim torsie, średniego wzrostu, o grubych tylnych kończynach, małych łapach, krótkim ogonie oraz krótszym pysiu(widocznym na rzut oka, lecz nie na tyle, by mieć poważniejsze problemy). Krótkie, potargane futro. Szerokie barki.
Czekoladowy dymny z bielą na 50-100% ciała, pieprzyk na lewym poliku.
Oczy: Złoto-zielone
Dodatki: Granatowa/czerwona/jasno-niebieska chustka, obroża z kolcami(niegroźnymi, bo plastikowymi).
Nie szuka zguby, czasami pomoże miską własnej karmy, a czasami zaprosi do ogrodu na imprezkę - tylko wtedy Brzuzia woli siedzieć cicho, z takiego powodu, że głośna muzyka i wiele zapachów niekorzystnie wpływa na ich emocje i samopoczucie. Często trzyma się blisko swych dwunogów i matki, tuląc się, bo o dziwo bycie tak przygniecionym jest dość uspokajające dla ciała. Gorzej, że Brzózka nie lubi kotów i ludzi, ale to mniejsza. Cyniczny. Nie lubi popisywania się, czy też większości tego, co się dzieje - stara się jednak trzymać głowę wysoko, czasami aż zbyt.
Niby chciał spotkać znowu tą klanową kotkę, a z drugiej strony beżowy miał na tyle oleju w głowie, że ich ostatnie spotkanie nie było...Uh, najlepszym.
Spotkali się na randomie, on (chyba???) Obraził jej dom w jakiś sposób, lub przynajmniej jego słowa nie należały do, hm, neutralnych tak, jakby chciał. Nie wspominając, że klany to chyba grupy zamknięte....No bo czemu inaczej Topikowa Łapa miałaby obawiać się jakichś konsekwencji za BYLE rozmowę, która i tak była przypadkiem???
No cóż, tym razem jednak wybrał się na ocene terenu, niżeli kocich głów. Terapeutą nie był, nie mu było dyktować co komu we łbie gra. Beżowy miał ważniejsze sprawy na głowie - takie, jak na przykład nie zabrudzenie kurtki, czy znalezienie zapachów.
Zapach się znalazł, a krótkopyski uniósł brewkę.
-Młoda? - Stwierdzenie faktu, tyle, hah. -Ja chyba wlazłem od tylnej strony na to przyjęcie. Jak sie masz? - Zadał dziarsko pytanie, tak z grzeczności wyuczonej, zamiast praktycznych rzeczy. Rozejrzał się dookoła.
-Te lasy, też twoje?....Wasze? -
Idrathertakemywhiskeyneat ♢My coffeeblackand mybedatthree♢ - - - Youretoosweetfor me Youre toosweetfor me
chodzący szkielet, o bardzo wypłowiałej sierści, pozbawionej blasku i objętości, zapadnięte oczy, wystające kości biodrowe, widoczne żebra. Niebieska srebrna pręgowana pointka z dużą ilością bieli o jasnoniebieskich oczach. Porusza się powoli, oszczędnie, brak jej dawnej gracji i energii.
cicha, uparta, ponura, pozbawiona skrupułów, bezczelna, spokojna, zgorzkniała, pamiętliwa. Słowem: trudna, inna, wypłowiała, parodia dawnej siebie
Paziowa Łapa (Rzeka)
Znowu nie zrozumiała tego co mówił Jarzębina, ale po poprzedniej rozmowie była do tego zupełnie przyzwyczajona.
- Topik - poprawiła go sucho z trzepnięciem ucha. Nie podobało jej się to określenie. Wolała, by zwracał się do niej po imieniu. Po to je miała, prawda?
Już miała otwierać pysk, by powiedzieć coś jeszcze, by zacząć temat terenów należących do Rzeki ale… podniosła głowę i wzięła głębszy oddech. Patrol Rzeki. Znowu. - Hej, przepraszam ale muszę spadać - powiedziała szybko z noskiem dalej uniesionym do wąchania. - Ty też stąd zmykaj - poradziła i skoczyła w stronę, z której już teraz oba koty mogły wyczuć wyraźnie nadchodzących wojowników.
Kot o krótkim torsie, średniego wzrostu, o grubych tylnych kończynach, małych łapach, krótkim ogonie oraz krótszym pysiu(widocznym na rzut oka, lecz nie na tyle, by mieć poważniejsze problemy). Krótkie, potargane futro. Szerokie barki.
Czekoladowy dymny z bielą na 50-100% ciała, pieprzyk na lewym poliku.
Oczy: Złoto-zielone
Dodatki: Granatowa/czerwona/jasno-niebieska chustka, obroża z kolcami(niegroźnymi, bo plastikowymi).
Nie szuka zguby, czasami pomoże miską własnej karmy, a czasami zaprosi do ogrodu na imprezkę - tylko wtedy Brzuzia woli siedzieć cicho, z takiego powodu, że głośna muzyka i wiele zapachów niekorzystnie wpływa na ich emocje i samopoczucie. Często trzyma się blisko swych dwunogów i matki, tuląc się, bo o dziwo bycie tak przygniecionym jest dość uspokajające dla ciała. Gorzej, że Brzózka nie lubi kotów i ludzi, ale to mniejsza. Cyniczny. Nie lubi popisywania się, czy też większości tego, co się dzieje - stara się jednak trzymać głowę wysoko, czasami aż zbyt.
-...Topik. Racja. - Brzózka uśmiechnęła się głupio, elcz tylko stwierdzała fakt - pointka była młoda!! Przynajmniej młodsza od niego samego.
Gdy koteczka uniosła pyszczek, Brzózka wydała z siebie pomruk zrozumienia. -...Trzymaj się tam.
Go go, nogi gadżeta - co jak co, beżowa kulka nie chciała przyswoić nowej znajomej problemów swoim istnieniem. Nie widziała jeszcze wrogiego kota, lecz te które do tej pory spotkała, (całe dwa!) mogły już nie być takie przyjemne do rozmowy.
/Zt x2
Idrathertakemywhiskeyneat ♢My coffeeblackand mybedatthree♢ - - - Youretoosweetfor me Youre toosweetfor me
Księżyce: 88 Płeć: Kotka Matka: Śnieżny Płatek Ojciec: Warczące Gardło Trwałe urazy: blizna na barku po ugryzieniu średniej wielkości psa
wysoka i masywna, czarna srebrna, tygrysio pręgowana, długie futro, zielone oczy
Księżyc przeszła kilka zmian. Jako kocię była nieustraszona, przekonana o swojej nietykalności. Odkąd została zaatakowana przez psa i porwana przez jego dwunogów, nie jest już taka pewna. Nadal ma w sobie dużo odwagi, w końcu przetrwała dzielnie starcie z psem i przeżyła, jednak jest zdecydowanie ostrożniejsza. Wciąż jest bardzo pozytywna, otwarta i miła, ale wyrosła ze swojej naiwności. Jest inteligentna, a jej ambicja uleciała gdy tylko przestała mieć nad głową matkę, która próbowała ją do niej zmusić. Teraz wierzy bardziej w swoją własną ścieżkę i robienie tego, co uważa za słuszne, niż bycie idealną dla Śnieżnego Płatka. Bardzo tęskniła za klanowym życiem, za domem, choć niekoniecznie za rodziną. Przez ten cały czas spędzony w zamknięciu nabrała pewności siebie i pragnienia bycia silną dla siebie, a nie dla innych. Nie jest samolubna, ale wybrałaby swoje szczęście od tego, co ktoś inny chciałby jej narzucić.
Cierń (Rzeka); Chmurka, Gwiazdka, Mleczny Kieł, etc. (nieaktywne)
***
Po wielu księżycach daleko od domu, wreszcie wróciła. Udało jej się. Znalazła drogę powrotną.
Kilkanaście księżyców spędzonych w zamknięciu. Przez tego głupiego psa. Głupich dwunogów. Tyle czasu zmarnowała, czasu, który mógł być spędzony na treningu, zostawaniu wojownikiem, byciem częścią Klanu Rzeki. Jej rodzeństwo pewnie już dawno było wojownikami. Ciekawe, czy rodzice się martwili? Mama pewnie była wściekła, że jej dziecko tak po prostu zniknęło, bez wyjaśnienia. Może wybaczy jej jak się dowie, że nie została zabrana bez walki. Ale może to było nieważne, bo Śnieżnemu Płatkowi zawsze zależało bardziej na jej ideałach, niż jej kociętach. Czy ojciec się ucieszy? Zakładała, że tak. Jej zniknięcie pewnie go zabolało.
Przekroczyła Grzmiącą Ścieżkę, gdy żadnego potwora nie było w zasięgu jej wzroku. Duszący smród tworu dwunogów zostawiła za sobą, wyczuwając znowu delikatny zapach Klanu Rzeki w oddali. Czuła go już wcześniej, z mocniejszym powiewem wiatru, a jej serce zabiło mocniej. To nie był sen, prawda? Nie wydawało jej się? I teraz, po przekroczeniu Grzmiącej Ścieżki, miała pewność. Przekroczyła rów szybkim krokiem, który prawie rozwinął się do biegu, gdy zapach stał się bardzo mocny, a kotka zatrzymała się. Przed nią była granica. Może kilka długości ogona przed nią, nie znała konkretnej linii wyznaczającej ją. Nie miała okazji jej poznać. Ale wiedziała, że jeszcze jej nie przekroczyła, bo powietrze wokół niej pachniało o wiele słabiej, niż lekki wiatr wiejący jej w pyszczek.
Usiadła, a jej ogon drgał nerwowo. Prawie przebierała łapami. Chciała już wrócić, wejść na tereny, wejść do obozu, ale wiedziała, że nie mogła. Nie było jej tyle czasu. Wzięliby ją za intruza. Mogliby ją przegonić. Musiała do tej sprawy podejść ostrożnie. Dlatego czekała na granicy, licząc, że może będzie miała szansę porozmawiać z przechodzącym patrolem. Miała czas. Przetrwała tyle księżyców, mogła jeszcze wytrzymać dzień.