xxxx- Że też wysłał mnie na zwykłe polowanie. MNIE! Czaicie, mnie. To jest kpina jakaś. Coś ten Ogniste Serce się ogarnął chyba, wcześniej to gadałem mu, że jest nienormalny wysyłając mnie na zwykłe polowanie i działało, a teraz nie dał się przekonać! Bo za zimno, bo będę chory! Ta jasne. Zamiast mózgu ma pióra nagle, debil - trajkotał jak najęty. Wprost nie mógł uwierzyć, że rudy zastępca wyznaczył go do patrolu łowieckiego, zamiast na łowienie ryb. - I to jeszcze kazał nam iść tu, o, do Bobrowej Tamy! Kilka kroków i byłaby rzeka, a tam ryby takie pyszne, że ulala! Jak przynoszę takie sztuki to pierwszy jest, żeby żreć, no to jest po prostu nie do pomyślenia, no. Się znalazł mądraliński. "Przy granicy z Króliczy Norami, tam więcej zwierzyny..." bla, bla, bla. Najwięcej zwierzyny to jest tu, no, w rzece! - gadał, dopóki Sarnie Kopytko nie warknęła po raz dziesiąty, że ma się zamknąć, dodając coś jeszcze, że jest niewychowany i powinien mieć jakiegoś patyka w gębie, co by nigdy nie mógł jej otwierać. Warknął oburzony, spoglądając na Szczerbatą Łapę, ostatniego członka patrolu, szukając w nim wsparcia. Niezależnie od tego, czy je dostał czy nie, po sygnale Sarniego Kopytka wielce obrażony zaczął rozglądać się za jakąś zwierzyną. Oby nic nie znaleźli, wtedy te puste móżdżki nauczą się, gdzie powinno się szukać zwierzyny!
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
Natura, czy też sama Gwiezdna interwencja, stwierdziła że ryby dość niepokoju dostały od Karasiowej Łapy i dobrze by było, gdyby mogły przezimować w spokoju. Z tego też powodu nie usłuchano błagań terminatora, tylko dość szybko rzucono mu na trasie tłustego wróbelka. Widać, że był dokarmiany, aż szkoda ominąć taką piszczkę! Siedział sobie na śniegu i podskakiwał w tę i we w tę, żałując, że nie został jednak w mieście i nie trzymał się karmników.
Gdybyśmy go utopili w rzece to chyba nikt by się nawet nie zdziwił? Wypadki chodzą po kotach…
Chęć morderstwa w Szczerbatej głowie była czymś, co go obrzydzało od tamtego jednego, feralnego dnia, i łapał się za każdym razem, gdy intruzywne chęci zaćmiewały mu umysł. W przypadku Karasiowej Łapy, te myśli były jak najbardziej chciane. Nie sądził, żeby w całej Rzece, czy nawet Czterech Klanach, był ktoś równie irytujący jak ten kłapouchy przygłup, a jednak…A jednak przypominał mu mimowolnie przyjaciela z dawnych lat, który również uwielbiał trajkotać na idiotyczne tematy. Ale wtedy to go jakoś nie wkurzało aż tak, miał wrażenie że osłabiła się jego tolerancja na kretynizm.
Posłali sobie z Sarnim Kopytkiem zmęczone spojrzenia i przez jeden moment miał wrażenie, jakby kotka sama zaproponowała mu ogłuszenie kocura i wrzucenie do rzeki, tak by się nikt nie skapnął. Żadne z nich nie kwapiło się, by faktycznie się rzucać na młodzika, ale przynajmniej mieli świadomość, że taka opcja istnieje. Nie odpowiedział nic na spojrzenie Karasia, wolał się w to nie wtrącać.
Wywinął w nieco innym kierunku, byle nie włazili sobie pod łapy, i zaczął węszyć za zwierzyną. Całe szczęście, że polowania lubił, mimo upływu księżyców.
xxxxMachnął z ekscytacji ogonem, widząc na horyzoncie wróbla. Może nie było to takie szczęście jak to, które odczuwał widząc bąbelki przy swoim palcu, ale... mogło być. Karasiowa Łapa przywołał wygląd pozycji łowieckiej w głowie i dostosował się do niej, pilnując tego, by przy podchodzeniu do wróbla zatrzymywać się co jakiś czas w miejscu. W końcu, gdy brązowy kandydat na ofiarę był już blisko, terminator rzucił się w jego stronę, chcąc ugryźć go w kark. I zabić, rzecz jasna.
Szczerbata Łapa zdecydowanie potrzebował łatwiej zwierzyny, co by mógł wyładować irytację z powodu niesfornego terminatora. I chyba sami Gwiezdni nie chcieli zostawiać go w takim stanie, pełnego negatywnych emocji, podsyłając mu niemalże pod łapy szarawą mysz. Ta jednak była już rozbudzona, ewidentnie czymś przerażona... przebiegła dosłownie między łapami czarnego terminatora, gnając przed siebie ile tylko miała sił. Tu już chyba nie można się bawić w żadne pozy łowieckie, a w pościg!
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
Karaś zaprezentował piękny pokaz podstawowych, kocich umiejętności. Wróbelek nawet się nie obejrzał, a leżał już martwy u burych stóp i tyle by było z jego tęsknoty za miastem. Terminator za to zdobył dobrą przekąskę.
Poruszał się wolno, uważnie obserwując swoje najbliższe otoczenie, czasami wzrokiem sięgał na horyzont, ale często nie było potrzeby zaglądać aż tam. Miał wrażenie, że niektóre zwierzęta były tak głupie, by same wpadać kotom pod łapy, i łatwo kończyły jako posiłek. Dla niego to dobrze, dla nich ciut mniej.
Takim właśnie głupim zwierzątkiem okazała się mysz. Nie była to zbyt pokaźna zdobycz, ale dobra na początek, i równie dobry argument, by odsunąć się od Karasiowej Łapy dalej. Fakt, że biegła sprawiał, że Szczerbatek nie miał nawet po co się skradać, więc rzucił się od razu w pogoń za gryzoniem, chcąc przygwoździć go łapą.
wysokiej orientalnej budowy | długa, opadająca sierść | cynamonowo-rudy szylkret point | pręgowanie dzikie | biel na przednich łapach do nadgarstków, skarpetka na prawej stopie bez palców, broda, gwiazdka między oczami, dolne powieki i grzbiet nosa | niebieskie oczy z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką | kręcone kłaczki, tęczowa apaszka
To dziwne dziecko, które przez pół dnia będzie ci tłumaczyć różnicę między gawronem, a wroną. Chyba, że akurat ciebie nie polubi to wtedy nie.
Kolejna wyprawa odbyła się wzdłuż równoległego brzegu rzeki – miał im przynieść więcej szczęścia niż jej sąsiad, leżący po stronie śmierdzących krzewów. Ruletka powtarzała sobie w pamięci całe zajście przez ostatnie kilka wieczorów, gdy kładła się spać. Z nieszczęsnego spotkania starała się wyciągnąć wnioski na przyszłość, znaleźć prawidłowe odpowiedzi następnym razem. Co prawda wciąż chciała wierzyć, że szylkretowa pointka była przypadkowym kotem, któremu ktoś nadepnął na ogon, jednak dopuszczała do siebie możliwość, że reprezentowała jeden z klanów. A jeśli klanowe koty takie były...
... po prostu następnym razem musiała być przygotowana. Proste.
Długość drzewa od nich zauważyła bobrową konstrukcję na rzece. Oczy jej się zaświeciły na to odkrycie i od razu obróciła łeb do Feliksa.
— Stawiam pół saszety, że nie dasz rady tam wejść — oznajmiła i zaraz sama ruszyła żwawszym tempem w stronę tamy.
złotooki ✧ przeciętnego wzrostu ✧ rudy z czarnym (górna połowa uszu, prawa przednia łapa poniżej łokcia do nadgarstka, czubek głowy, kark i początek grzbietu, końcówka grzbietu i nasada ogona, koniuszek ogona) ✧ klasycznie pręgowany ✧ z białymi znaczeniami (tylne łapy; w lewej od palców do połowy śródstopia, w prawej nad palcami do pięty) ✧ na szyi turkusowa obroża z okrągłą zawieszką z kocią łapką
Ostatnie spotkanie zostawiło po sobie odrobinę tęsknego żalu za tym, co mogło być, a nie było, ale niewiele ponad to. Nie sprawiło bynajmniej, że tego dnia Feniks obawia się kolejnej nieprzyjemnej konfrontacji — przecież trzymają się od cuchnących krzaków bardzo, bardzo z daleka! A tym razem zaszli jeszcze dalej od domu i nie zdziwiłby się, gdyby przypadkiem zostawili tereny klanów za sobą... Co byłoby wielką stratą, ale czy niepowetowaną? Sterta gałązek na wodzie, którą wskazuje mu Ruletka, rozpala żądne przygód serce rudzielca.
— Ta?? No to możesz ją szykować, bo już jestem na górze! — odkrzykuje wesoło, zrywając się do biegu.
Z bliska konstrukcja wygląda na znacznie mniej stabilną i kocurek unosi to jedną, to drugą łapę, zastanawiając się, jak (i gdzie) postawić pierwszy krok, by nie zaparkować w jednej z wielu dziur... ani nie zawalić tamy, co nagle wydaje mu się dziwnie realne. Wreszcie jednak, kończyna za kończyną, z ogonem wywijającym dla stabilizacji, pakuje się na gałęzie.
— Ej, nawet nie jest tak źle! Łoo– — urywa, gdy łapa na moment ześlizguje mu się między gałązki. — ...ekhem, nawet się nie chwieje!! Ooo, co za widok! Haha, Ruletka, patrz, jestem władcą mórz! Ale tutaj śmierdzi od wody, u nas tak nie ma! — zauważa z (z sobie tylko znanych powodów) zachwytem.
wysokiej orientalnej budowy | długa, opadająca sierść | cynamonowo-rudy szylkret point | pręgowanie dzikie | biel na przednich łapach do nadgarstków, skarpetka na prawej stopie bez palców, broda, gwiazdka między oczami, dolne powieki i grzbiet nosa | niebieskie oczy z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką | kręcone kłaczki, tęczowa apaszka
To dziwne dziecko, które przez pół dnia będzie ci tłumaczyć różnicę między gawronem, a wroną. Chyba, że akurat ciebie nie polubi to wtedy nie.
Oczywiście spodziewała się, że Feniks podejmie próbę wejścia na tamę – nie brała nawet pod uwagę narodzin rozsądku u rudego – ale pytaniem wciąż pozostawało powodzenie tej akcji. Pół saszetki było niewielką ceną jeśli okaże się, że z bobrów byli solidni budowlańcy. Wolała nie myśleć co w przeciwnym razie...
Spokojnie dała się wyprzedzić koledze, który wyrwał do przodu, ale też nie zwalniała specjalnie! Znaczy w momencie, gdy kocurek dopadł pierwszych gałęzi to z zapartym tchem śledziła jego wspinaczkę bardziej niż skupiała się na swoim truchcie i w efekcie nie dotarła tak szybko jak by się można spodziewać. Za to doskonale widziała moment omsknięcia łapy i oczami wyobraźni zobaczyła też jak narusza to całą konstrukcję, a Feniks leci wraz ze wszystkimi patykami prosto w wodę.
Może nie był to najrozsądniejszy pomysł.
Z naciskiem na może, bo w rzeczywistości nic takiego się nie wydarzyło i obawa o bezpieczeństwo nie zdążyła faktycznie przywrzeć do kręconych kłaczków.
— Władcą rzek. Jesteśmy nad rzeką — poprawiła Feniksa, po fakcie zdając sobie sprawę z tego, że z pewnością sam widział tę różnicę. I uznał, że jest władcą mórz, a nie rzek, bo... coś. Potrząsnęła łbem, opierając przednie łapy o pierwsze badyle i testując jak zachowają się pod jej naporem. Stabilnie. — Serio, tu strasznie śmierdzi! Co tam widzisz?? Albo czekaj, zaraz sama zobaczę! — Chęć odwrócenia uwagi innym tematem przegrała z chęcią zobaczenia na własne oczy jak wyglądał świat z czubka tamy. Ruletka starała się iść mniej więcej tą samą trasą co jej poprzednik – była już sprawdzona – ale najwyraźniej nie zapamiętała każdej jednej gałązki po drodze. Z trzaskiem pod tylną łapą, zjechała w dół o jeden sus. Prychnęła pod nosem na durny badyl i podjęła drugą próbę.
złotooki ✧ przeciętnego wzrostu ✧ rudy z czarnym (górna połowa uszu, prawa przednia łapa poniżej łokcia do nadgarstka, czubek głowy, kark i początek grzbietu, końcówka grzbietu i nasada ogona, koniuszek ogona) ✧ klasycznie pręgowany ✧ z białymi znaczeniami (tylne łapy; w lewej od palców do połowy śródstopia, w prawej nad palcami do pięty) ✧ na szyi turkusowa obroża z okrągłą zawieszką z kocią łapką
Komentarz przyjaciółki może nie tyle niszczy zabawę, co zwraca uwagę na rzeczywistość, którą Feniks chętnie oddałby w łapy wyobraźni. Ona też by mogła!!
— Nad rzeką, no! Ale morza brzmią godnie i POTĘŻNIE, nie powiesz, że nie!! — ryczy z przekonaniem. — Poza tym ta woda jest ogroOoOomna, to praktycznie morze! Chodź, chodź, zobaczysz!! Jest jak niebo! Takie mniej szerokie... ale też ciągnie się w nieskończoność!
Ośmielony dotychczasowymi sukcesami wchodzi głębiej na tamę, już mniej patrząc, gdzie stąpa, a bardziej skupiając się na obrazie widzianym ze stanowiska na gałązkach. Serio można poczuć się jak władca żywiołu, stając centralnie pośrodku wielkiej morzo–rzeki! Alarmuje go dopiero trzask z tyłu, na który odwraca głowę. I natychmiast się uspokaja; nic nie wali się pod przyjaciółką, wszystko w najlepszym porządeczku.
— Nie przejmuj się, też prawie wpadłem do wody! — koloryzuje tylko troszkę. I właściwie dopiero po wypowiedzianych przez siebie słowach myśli o takiej możliwości. Myśli, bo zdaniem sobie sprawy nie można tego nazwać; przebłysk ten znika tak szybko, jak się pojawia, i Feniks wraca do dopingowania kotki: — Ale z każdym krokiem jest łatwiej, te bobry wiedzą, co robią! Są bardzo mądre! Chociaż gdybym ja był bobrem, to bym wybrał grubsze gałęzie! Jakoś mega przyjemnie to się po tym nie chodzi...
Pokryty niebieskawym, krótkim futrem, Wilczomlecz nie jest ani nadto wysoki, ani nadto niski. Komfortowo wpasowuje się w kategorię średniaka – wzrostem jak i szerokością. Większość ciała rzeczniaka pokrywają cętki, które w górnych partiach kończyn oraz przy karku przechodzą w pręgi, aby następnie ponownie przyjąć formę drobnych cętek bliżej łap. Przednie łapy, tak jak dolna część głowy, szyja i brzuch są rozjaśnione, natomiast pięty tylnych łap są przyciemnione, w kolorze cętek. Dalej warto wspomnieć jeszcze o parze ciekawskich, dociekliwych zielonych oczu z przodu oraz biczowatym ogonie z przyciemnionym koniuszkiem z tyłu.
Ciekawy świata | Nadmiernie myślący | Optymista i idealista | Zdeterminowany | Dobra pamięć |Naiwny
Pora Młodych Liści trwała w najlepsze, więc i chęć na spacery w wolnym czasie tylko się nasilała. Co więcej, wędrówka do Czterech Dębów pokazała, że odwiedzanie tych samych miejsc o różnych porach, by obserwować co się pozmieniało, jest bardzo przyjemne. Tego dnia punktem docelowym był więc Kamienisty Brzeg, tak aby powspominać śmieciowe przygody z czasów wczesnego terminatorstwa. Swoją drogą, gdzie podziała się Ścieżka? Już od jakiegoś czasu wydawała się nie być zbyt aktywna w życiu klanowym; czy w ogóle była w Obozie podczas pamiętnego zebrania? Chyba miała w zwyczaju wychodzić czasami poza klanowe granice, przynajmniej tak mu się zdawało, może to kolejny taki wypad? Oby za niedługo wróciła. I dała radę pogodzić się ze zmianami, jakie zaszły w Klanie…
Z tymi myślami wojownik szedł od Obozu przez zachodnią część Łęg – tak, jak to było na spacerze z Krętą Łapą. Błogie wspominanie najbardziej wstydliwego przekroczenia Bobrowej Tamy w historii Klanu Rzeki nie było mu jednak dane, bo coś w otoczeniu drastycznie przestało się zgadzać. Zaczęło się od ulotnej, nie-rzecznej nuty niesionej przez wiatr, co już było dosyć alarmujące, ale dopiero wyłonienie się zza drzew potwierdziło wilcze obawy. Intruzi! Cała dwójka, perfidnie stojąca na Bobrowej Tamie, jakby należała do nich!! – Stać! Przekroczyliście granicę Klanu Rzeki!! – Krzyknął ostrzegawczo i wystrzelił w ich kierunku by zmniejszyć dystans. Momentalnie jednak sprint przemienił się w lekki trucht, a zaalarmowanie na pysku w konfuzję. Nie prezentowali się zbyt… niebezpiecznie, tak na pierwszy rzut oka, zdecydowanie odbiegając od opisów poszukiwanych samotników. Do tego mieli chyba na szyjach obroże (chociaż ta jedna kolorowa wydawała się znacznie odbiegać od formy jaką kojarzył). Gwiezdni, w sumie to jakoś potężnie dojrzale też nie wyglądali… – Albo nie stać – zejdźcie z tamy, to niebezpieczne! – Dodał z kroplą opiekuńczości w głosie, samemu będąc coraz bliżej bobrowej konstrukcji. Nie planował również na nią wchodzić, zakładając że spowoduje to tylko więcej chaosu. Spotkana wiele księżyców temu pieszczoszka współpracowała, więc ci też będą, prawda?
wysokiej orientalnej budowy | długa, opadająca sierść | cynamonowo-rudy szylkret point | pręgowanie dzikie | biel na przednich łapach do nadgarstków, skarpetka na prawej stopie bez palców, broda, gwiazdka między oczami, dolne powieki i grzbiet nosa | niebieskie oczy z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką | kręcone kłaczki, tęczowa apaszka
To dziwne dziecko, które przez pół dnia będzie ci tłumaczyć różnicę między gawronem, a wroną. Chyba, że akurat ciebie nie polubi to wtedy nie.
Bo coś zostało zastąpione w głowie Ruletki przez wytłumaczenia rudego. Uznał, że był władcą mórz, bo brzmiały godnie i potężnie. Jasne, logika dobra jak każda inna, chociaż już dalsze słowa ciężej było przyjąć z takim spokojem. Niemożliwe by ta woda była aż tak ogromna? Przecież widziała ją z dołu i no rzeka jak rzeka... chyba że perspektywa faktycznie wiele zmieniała...
— Zalewasz, na pewno nie jest aż tak ogromna! — odkrzyknęła, spodziewając się kolejnych zapewnień. Ale żadne słowa nie były w stanie jej przekonać, gdy na wyciągnięcie łapy miała okazję do przekonania się na własne oczy. No, może nieco więcej niż na wyciągniecie łapy. Szczególnie po zjechaniu w dół. W akompaniamencie dopingu ze strony Feniksa dotarła na szczyt tamy. — Nie wyobrażam sobie, żeby bobry po tym wchodziły, wiesz? One chyba są jak ten gruby mops, nie? Nie ma mowy, że by na to wlazł.
Ale inteligencja bobrów i mieszkający niedaleko nich mops na bok. Teraz, gdy Ruletka znalazła się na szczycie, mogła wreszcie przekonać się czy opisywany rozmiar rzeki był przesadzony. I w sumie... w sumie wyglądała tu jak jezioro jakieś!! Z ziemi nie rzucało się to aż tak w oczy, ale blisko tamy brzegi oddalały się od siebie znacząco, a sama woda ciągnęła się jak gruba wstęga. Kotka obróciła się by spojrzeć na drugą stronę tamy i może tu rzeka szerokością nie powalała, ale za to faktycznie jakby ciągnęła się w nieskończoność! Zanim jednak z obserwacji nowego świata przeszła do dalszej rozmowy, rozległ się obcy głos.
Stać! Przekroczyliście granicę Klanu Rzeki!!
Granicę. Klanu. Rzeki.
Klanu Rzeki!!!
Spojrzała na Feniksa z czymś między uśmiechem, a głupio otwartym pyskiem. Też to słyszał, nie?? To nie tylko jej wyobraźnia?? Niemal podskoczyła w miejscu. Kolejne polecenie wleciało przez jedno duże ucho i rozbiło się w jasnej głowie. Komunikat nie zatrzymał się na dłużej, bo były sprawy ważne i ważniejsze. Zbliżyła się do bardziej wystającej gałęzi, uznając ją za krawędź tamy... jak się zmruży oko... jedno i drugie.
— A ty jesteś z Klanu Rzeki, tak?? Wojownikiem?? — zapytała dla pewności. Skoro chciał ich zatrzymać za przekroczenie granicy to chyba był? Ale czy można było wierzyć na słowo? Ruletka nie czuła się na terenach Klanu Rzeki, to wydawało się tak abstrakcyjne!! Dlatego też zaraz po pytaniach kontrolnych, zażądała. — Udowodnij!
złotooki ✧ przeciętnego wzrostu ✧ rudy z czarnym (górna połowa uszu, prawa przednia łapa poniżej łokcia do nadgarstka, czubek głowy, kark i początek grzbietu, końcówka grzbietu i nasada ogona, koniuszek ogona) ✧ klasycznie pręgowany ✧ z białymi znaczeniami (tylne łapy; w lewej od palców do połowy śródstopia, w prawej nad palcami do pięty) ✧ na szyi turkusowa obroża z okrągłą zawieszką z kocią łapką
— Totalnie jest! Najogromniejsza! — upiera się z przekonaniem. Ruletka, zamiast tyle gadać, mogłaby po prostu przyjść i przekonać się na własne oczy!! Co zresztą nareszcie czyni, a Feniks z trudem powstrzymuje się przed radosnymi tańcami na tamie, od których z całą pewnością w końcu zleciałby do wody. Przez to, że znalazł się na drewnianej konstrukcji jako pierwszy, czuje się niczym bóbr dumnie prezentujący swoje najnowsze dzieło. — I co, i co?? Teraz oboje jesteśmy władcami mórz! ...No jak, nie wchodzą?? Jak to? To po co robią takie?! Dla innych?? Żeby oni — i my! — mogli przejść na drugą stronę?? No widzisz, nie dość, że mądre, to jeszcze miłe! A opinie przyjmują? Może następnym razem użyłyby grubszych gałęzi, gdyby ładnie poprosić! Widzisz stąd jakiegoś bobra? Hmm, ja chyba nie... Myślisz że wystarczy zaczekać? Czy jak już robota skończona, to więcej tu nie wrócą...?
Dywagacje zostają przerwane przez dobiegający z odległości, obcy głos. Kocurek momentalnie unosi uszy, a chwilę później patrzy na przyjaciółkę niedowierzająco, po jej minie upewniając się, że słuch nie robi sobie z niego żartów!
— O rany! — Tylko tyle jest w stanie z siebie wydobyć, targany zbyt wieloma myślami, by móc zdecydować się na zwerbalizowanie jednej.
A czasu na zastanowienie wcale nie ma wiele; nieznajomy zwalnia kroku, a mimo to dobiega do nich całkiem szybko!
— My postoimy — wchodzi Ruletce w słowo, chcąc (z całą dostępną mu uprzejmością!) zapewnić im możliwość pozostania na tamie, która bardzo mu się spodobała. Najlepiej bez podjudzania szarego, w gruncie rzeczy przecież nieruszanie się z miejsca równa się spełnieniu jego pierwszego polecenia! Ale kto go tam wie, niektórzy źle reagują na próby komunikacji...
Z tego powodu kładzie po sobie uszy, a wargi ściągają mu się w zgrozie, kiedy dociera do niego wypowiedź kotki, nakazująca klanowemu coś udowadniać. O nie! Nie mogą stracić okazji na rozmowę z kimś z klanu, kto wie, ile będą musieli czekać na kolejną?? A może to ich jedyna w życiu?!
— Ale no coś ty, rzeka jak ta lala, oczywiście, że musi należeć do Klanu Rzeki!!! — ogłasza tubalnie, jakby głośnością chciał przykryć ten — w jego skromnej opinii — drobny nietakt. — A skoro to kot przychodzący z klanu, to jest wojownikiem, rozumie się samo przez się!! Bardzo miło nam cię poznać!!! Ja jestem Feniks, o, a to jest Ruletka. A ty to?? — Czy ma jedno z tych fikuśnych imion, o jakich opowiadał Orion?? A nie, chwila, ciekawość na wstrzymanie, jest coś jeszcze. Przecież mówi z kotem z dziczy, trzeba dostosować się do ich obyczajów. — Przybywamy w dobrych zamiarach! Nic nie przekraczaliśmy... a jeśli tak, to nieświadomie! Nie chcemy się bić!! Chyba że trzeba, to wtedy możemy. Ale wolelibyśmy porozmawiać!!
Pokryty niebieskawym, krótkim futrem, Wilczomlecz nie jest ani nadto wysoki, ani nadto niski. Komfortowo wpasowuje się w kategorię średniaka – wzrostem jak i szerokością. Większość ciała rzeczniaka pokrywają cętki, które w górnych partiach kończyn oraz przy karku przechodzą w pręgi, aby następnie ponownie przyjąć formę drobnych cętek bliżej łap. Przednie łapy, tak jak dolna część głowy, szyja i brzuch są rozjaśnione, natomiast pięty tylnych łap są przyciemnione, w kolorze cętek. Dalej warto wspomnieć jeszcze o parze ciekawskich, dociekliwych zielonych oczu z przodu oraz biczowatym ogonie z przyciemnionym koniuszkiem z tyłu.
Ciekawy świata | Nadmiernie myślący | Optymista i idealista | Zdeterminowany | Dobra pamięć |Naiwny
– Udo-wodnij..? – Zamrugał szybko kilka razy. Było wiele scenariuszy, jakie Wilcza Góra przygotował sobie w głowie gdy dobiegał do tamy – zaczynając od rozmowy, na nieszczęsnej bójce kończąc. Ba, przy opcji pokojowej interakcji był w stanie nawet wyobrazić sobie kilka potencjalnych tematów jakie mogłyby paść przy takiej pogawędce. W żadnej z tych opcji nie przewidział jednak, że na start będzie musiał dowieść swojej rzecznej przynależności. Przynajmniej rudo-czarny jegomość odniósł się do wcześniejszych słów cętkowanego, lecz nie odpowiedział tak, jak wojownik by sobie tego życzył.
Punkt dwunasty Kodeksu odbijał się od wewnętrznych ścian jego czaszki niczym kauczukowa piłeczka, a konsternacja nie schodziła z wilczego pyska, pomimo salwy dyplomatycznych słów ze strony kocurka. Nie odzywał się, jednak na jego mordce widać było, że wykorzystuje wszystkie swoje szare komórki by intensywnie zastanowić się nad tym, w co właśnie się wplątał.
To trzeba na spokojnie, powolutku. Siedzenie w ciszy nie było jednak dla cętkowanego naturalne, więc w końcu musiał się odezwać. Trzeba rozpracować tę operację sukcesywnie, krok po kroku. – Nazywam się Wilcza Góra. Też chętnie porozmawiam. – Przedstawił się ze skinieniem głową, aż nadto oficjalnie na jego standardy. Też mu było miło, chyba!! Oby z każdym uderzeniem serca coraz bardziej współpracowali… Ale hmm, Feniks i Ruletka. Imiona młodzików brzmiały ciekawie, zdecydowanie nieklanowo, jednak do tego odniesie się później. Teraz trzeba zająć się inną kwestią.
Spojrzał się na kotkę o fikuśnych proporcjach. Wyglądała trochę jak potencjalna zaginiona rodzina Kormoraniej Szyi, lecz długością uszu i łap, zwłaszcza w odniesieniu do reszty ciała, wydawała się odbiegać nawet od Karasia. Poza tym futro miała zupełnie inne, jakby skręcone; chyba jeszcze nie miał okazji zobaczyć tak wyglądającego kota! – Jestem z Klanu Rzeki… I jestem wojownikiem… – Odpowiedział powoli na jej pierwsze pytania, jakby przewidując że jest w tym jakiś haczyk. Tak czy siak teraz ta trudniejsza część. Jak to udowodnić? – No… Żyję tutaj, na klanowych terenach, więc muszę być z Klanu. I wyglądam całkiem potężnie, prawda?? Poza tym pachnę porządną rybą, tak jak granice, które przekroczyliście. Serio nic nie poczuliście? – Wskazał ogonem w kierunku Naznaczonego Buka i szybko przerzucił wzrok na Feniksa, chcąc wyłapać potencjalny młodzieńczy blef. Po chwili kontynuował. – Więc skoro wolicie rozmawiać, to co wy na to aby zejść z tamy, podejść na granicę i sobie tam pogawędzić, hm? Brzmi dobrze?? I… Uh… – Zaczął powoli się rozluźniać, wierząc że taki poziom perswazji powinien być wystarczający (nawet zdążył się lekko uśmiechnąć!), lecz zmieszanie szybko wróciło gdy znowu spojrzał na Ruletkę i dopiero zorientował się, że zdecydowanie nie stoi na najstabilniejszej partii gałęzi. – …Potraficie pływać, prawda?
wysokiej orientalnej budowy | długa, opadająca sierść | cynamonowo-rudy szylkret point | pręgowanie dzikie | biel na przednich łapach do nadgarstków, skarpetka na prawej stopie bez palców, broda, gwiazdka między oczami, dolne powieki i grzbiet nosa | niebieskie oczy z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką | kręcone kłaczki, tęczowa apaszka
To dziwne dziecko, które przez pół dnia będzie ci tłumaczyć różnicę między gawronem, a wroną. Chyba, że akurat ciebie nie polubi to wtedy nie.
Podobała jej się wizja, że bobry budowały tamy dla innych zwierząt. Bardzo uprzejmie z ich strony, skoro w dziczy nie było co liczyć na mosty. Pozostawało mieć tylko nadzieję, że były skłonne do przyjmowania konstruktywnej krytyki – grubsze gałęzie z pewnością byłyby lepszym krokiem.
— Nie no, nie ma co tu czekać, trzeba iść i zapukać im do drzwi. Wiesz, że ich domki nazywają się żeremia?? Musimy teraz tylko takie znaleźć i bobry tam będą — odpadła, rozglądając się za bobrowym domem. Czy wiedziała jak powinien wyglądać? Otóż nie, ale spodziewała się jeszcze większej liczby cienkich patyczków.
Zamiast bobrowego domu znaleźli kota. A raczej kot znalazł ich.
Nieznajomy wydawał się być zszokowany żądaniem o dowody. I nawet jeśli celem Ruletki nie było wywołanie konsternacji, wciąż odczuła drobne ukłucie satysfakcji. Nie dość, że znajdowała się wyżej to jeszcze w tym nie dosłownym sensie była w rozmowie ponad cętkowanym. Jednak emocje towarzyszące potencjalnemu zetknięciu z Klanami, prędko zepchnęły to uczucie w kąt umysłu. Szczególnie, że zaraz zetknęła się z nowym problemem – Feniks zaczął zapewniać za nieznajomego o jego przynależności. Prychnęła cicho i położyła uszy po sobie.
— Nie przedstawiaj nas każdemu — syknęła do przyjaciela, tak by jegomość na dole nie słyszał. Szczególnie nie tuż po podważeniu jej bardzo uzasadnionego żądania!! Resztę mogła mu wybaczyć, chociaż była wystarczająco zła o te imiona, by je rozpamiętywać przed snem. Więc jak już coś Feniks miał czuć z jej strony to dezaprobatę!! Tak po prostu oddał jedną z potencjalnych kart przetargowych!!
Z drugiej strony, cętkowany również się przedstawił, więc trzeba było – dość niechętnie – przyznać powodzenie i tej metodzie. Wilcza Góra. Klanowe imiona były fascynujące. Znaczy o ile to był klanowy kot!! Ale zakładając na moment, że nie kłamał... zabawnie. Czy chodziło o górę, na której często można było spotkać wilki?? Czy o górę należącą do jakiejś watahy?? A może, hihi, o wilki leżące jeden na drugim tak, że wyglądały jak góra zrobiona z wilków?? Żadna z teorii nie opuściła jednak głowy Ruletki, bowiem Wilcza Góra wcale nie musiał wiedzieć jak istotne było to spotkanie. Na pewno istniała metoda by go o wszystko wypytać tak by nie zorientował się jak bardzo zależało im na odpowiedziach. Żaden problem.
— Pf, jak kaczki — skłamała bez oporów. Chociaż może nie było w tym aż takiego kłamstwa. Widziała w parku jak dryfowały z kuprem do góry i była przekonana, że coś takiego było osiągalne. Zresztą!! Nie to było najważniejsze, niech im tu oczu nie mydli takimi pytaniami. — Poczuliśmy, że strasznie tu śmierdzi, ale to jeszcze nie znaczy, że to granica. I klanowe tereny. Więc nie zejdziemy jeszcze. — Spojrzała krótko na Feniksa. A niech spróbuje tylko podważyć jej decyzję to będą tu mieli morderstwo na tamie!! Szybko się jednak znowu skupiła na Wilczej Górze. — Stoisko rybne też pachnie porządną rybą, a nie należy do Klanu Rzeki. Więc może miałeś tu porządną ucztę i pod tamtym drzewem zakopałeś resztki! — zauważyła, zadowolona, że nie dawała sobie wciskać najbardziej wątłych argumentów. — Powiedz lepiej coś co tylko klanowy kot by wiedział. Hmm... Skoro mówisz, że jesteś z Klanu Rzeki to wymień każdego kota w klanie!! O, albo powiedz ile ziaren maku zabije kota.
złotooki ✧ przeciętnego wzrostu ✧ rudy z czarnym (górna połowa uszu, prawa przednia łapa poniżej łokcia do nadgarstka, czubek głowy, kark i początek grzbietu, końcówka grzbietu i nasada ogona, koniuszek ogona) ✧ klasycznie pręgowany ✧ z białymi znaczeniami (tylne łapy; w lewej od palców do połowy śródstopia, w prawej nad palcami do pięty) ✧ na szyi turkusowa obroża z okrągłą zawieszką z kocią łapką
— Mają domki?! — Zachwyt wyraźnie przebija się w jego głosie, kiedy Feniks wyobraża sobie drewniane chatki zamieszkiwane przez bobry. I to zupełnie pośród dziczy, gdzie ciężko uświadczyć przebłysków cywilizacji! Z tych to jednak są prawdziwi budowlańcy... — Ale fajnie!
Za to niefajnie, że poszukiwania kończą się tak szybko, jak się zaczynają. Albo i nie. Zależy, z której strony spojrzeć — bądź co bądź spotkanie (chyba) klanowego kota to spora konkurencja nawet dla najbardziej utalentowanych w swym fachu bobrów!
Szczególnie, że ten przedstawia się im bez problemu i wyraża chęć wdania się w pogawędkę! Rudzielec, widząc drobne skinienie łba ze strony Rzeczniaka, odpowiada mu energicznymi wymachami głowy. Super!! WILCZA GÓRA!!! Prawdziwe imię z prawdziwego klanu! A skoro już się sobie oficjalnie przedstawili, co może pójść źle?!
No cóż. Jak się okazuje, na przykład jego entuzjazm może zostać zgaszony; w trybie natychmiastowym i za sprawą jednego krótkiego syku ze strony przyjaciółki. Feniks spogląda na nią, zraniony i nierozumiejący.
— Czemu nie??? — odpowiada szeptem. To nie ma dla niego żadnego sensu! Od tego są imiona, żeby podawać je innym! Zwłaszcza gdy prowadzi się z nimi rozmowę! I niby w jaki inny sposób przełamać pierwsze lody i udowodnić czyste jak łza intencje??
Pomimo przykrości oraz konsternacji, kocurek stara się robić dobrą minę do złej gry i skupić na tej przyjemniejszej stronie obecnej sytuacji — poznawaniu członka Klanu Rzeki, rzecz jasna! Argumenty srebrnego całkiem do niego przemawiają, dlatego ochoczo przytakuje mu ruchami łba, przynajmniej do czasu wspomnienia o granicach. W odpowiedzi na pytanie o nie wyprzedza go Ruletka, sprawiając, że Feniks czuje, jakby grunt znów palił im się pod łapami. Nie dość, że kwestionuje granice (a widać, że są dla klanowych wyjątkowo ważne!), to jeszcze upiera się przy pozostaniu na tamie. No co z niej taka piromanka nagle?! Nie zauważył, by wstała dzisiaj lewą łapą!
— Haha, myśleliśmy, że to od tutejszej wody tak śmie... taki zapach!! — podejmuje się nerwowej próby lekkiego zaokrąglenia słów poprzedniczki. Chociaż tyle, bo nie ma w sobie dostatecznie dużo odwagi, by otwarcie sprzeciwić się obranej przez nią metodzie. Mimo że nie jest jej fanem... — O, rybny właśnie, tylko bardziej!!! I jakby zde... eee, ostrzejszy. W sumie ma sens, że chodzi o granicę! — Ostatnie zdanie dodaje z naciskiem, błagalnie łypiąc na Ruletkę. No niechże się opanuje!!! Nie pamięta już, jak tamta dzikuska się na nią rzuciła?? A tam też cuchnęło, że hej...
Z ogonem niespokojnie latającym na boki, uchyla mordkę w niezręcznym uśmiechu, równie dobrze mogącym robić za desperacką prośbę o pomoc, równocześnie patrząc na Wilczą Górę z taką dozą intensywnego przekazywania przyjacielskich intencji, jaką tylko jest w stanie z siebie wykrzesać. Pewnie, potrafią pływać... Czemu powiedziała, że potrafią pływać?! Dlaczego chce od niego wymienienia KAŻDEGO kota w klanie?! SKĄD NAGLE TO PYTANIE O MAK???!
— Słyszeliśmy... że macie tam specjalny kodeks...! — wtrąca się słabo. — Zbiór zasad?? Może coś z tego... mógłbyś powiedzieć.....
Pokryty niebieskawym, krótkim futrem, Wilczomlecz nie jest ani nadto wysoki, ani nadto niski. Komfortowo wpasowuje się w kategorię średniaka – wzrostem jak i szerokością. Większość ciała rzeczniaka pokrywają cętki, które w górnych partiach kończyn oraz przy karku przechodzą w pręgi, aby następnie ponownie przyjąć formę drobnych cętek bliżej łap. Przednie łapy, tak jak dolna część głowy, szyja i brzuch są rozjaśnione, natomiast pięty tylnych łap są przyciemnione, w kolorze cętek. Dalej warto wspomnieć jeszcze o parze ciekawskich, dociekliwych zielonych oczu z przodu oraz biczowatym ogonie z przyciemnionym koniuszkiem z tyłu.
Ciekawy świata | Nadmiernie myślący | Optymista i idealista | Zdeterminowany | Dobra pamięć |Naiwny
Cóż, bieg rozmowy wskazywał na to, że Ruletka jeszcze długo będzie mogła czerpać satysfakcję z wilczej konsternacji. Ale jak nie robić tutaj głupich min, jak nie spoglądać na tę dziwaczną dwójkę z wytrzeszczem, gdy z ich strony padają tak nieprzewidywalne pytania??
Miał wrażenie, że między pieszczochami pojawiła się drobna niezgoda, przynajmniej wydedukował to spoglądając na rudzielca, który wyglądał jakby właśnie został zdradzony. Niestety słów nie było mu dane wyłapać, więc pozostało tylko obserwować ich dalej. Na Zgromadzeniu usłyszał, że zdradzał go ogon gdy się stresował. Może warto więc zwracać uwagę na te i podobne ruchy oraz zachowania u kotów? Tylko jak wtedy skupić się na rozmowie…
Wracając, słowa cętkowanego niestety nie zmotywowały dwójki młodzików do pełnej współpracy. Wojownik mógł przynajmniej odetchnąć z ulgą, że potrafili pływać – to by tłumaczyło dlaczego tak ochoczo wdrapali się na tamę i nie wyglądali na zbyt przejętych bliskością do rzeki. Kwestia nierozpoznania granicy stała się w tym wszystkim najprostszą do rozjaśnienia kwestią (zwłaszcza biorąc pod uwagę pytania, które dopiero miały nadejść). Nieco zmarszczył brwi na komentarz o rybiej uczcie. No, chętnie by sobie zjadł jakiegoś lina, prawda, ale to nie czas, bo jakaś dwójka pieszczoszków zwiedza sobie tereny Rzeki!! Przytaknął też z aprobatą (może nawet wdzięcznością?) Feniksowi słysząc, że kocurek nie ma problemu z zaakceptowaniem prawdy. Ruletka pozostawała jednak trudnym, wielkouchym orzechem do zgryzienia. I to jakim…
Miał już przygotowaną odpowiedź odnośnie granic, ale nie było mu dane tak po prostu na ten temat odpowiedzieć, bo zaraz otrzymał od patykowatej kotki werbalnego sierpowego, każącego mu wyspowiadać się z imion wszystkich klanowiczów, zwieńczonego werbalnym podbródkowym w postaci pytania o śmiertelną dawkę maku. Na wąsy Łabędzia, jak w tym pieszczochowym łebku generowały się takie pytania?! I dlaczego ostatnio wszystko sprowadza się do trucizn??
Chłop w szoku. Jeśli wcześniej Wilczomlecz myślał, że posiada jakąkolwiek kontrolę nad tą rozmową, to teraz miał już pewność że jest na przegranej pozycji. Nasilająca się cisza z jego strony oraz silnie zmarszczone brwi jedynie podkreślały porażkę Klanu Rzeki w tej potyczce. Nadal zatkany, z Ruletki wzrok przerzucił na Feniksa, w momencie gdy ten dorzucił pytanie o Kodeks, jakby tej dyskusji brakowało jeszcze kolejnych wątków. Ale wiedzą o istnieniu Kodeksu, to dosyć niespodziewana informacja. Wpatrywał się bez słowa w rudzielca nieco dłużej. Działał w tej rozmowie jak przyjazna przeciwwaga na nieco bardziej drapieżne metody dochodzeniowo-śledcze jego towarzyszki. Wcześniej uśmiech rudego kocurka był bardziej niewinny, teraz wydawał się nieco… zdesperowany. Hmm… W końcu panicznie ocierające się o siebie zwoje mózgowe zdołały wykrzesać iskrę pomysłu. Coś da się tutaj zdziałać.
Oh tak, pora użyć WIĘCEJ perswazji. Nie damy się tak łatwo. Rzeczny Myśliciel, Wilczy Filozof, Mędrzec Spod Mroźnej Skały, jakkolwiek by go nie nazwać, syn Srebrzystego Jeziora nie da się tak łatwo zagiąć w rozmowie z dwójką pieszczochów!! Nie, żeby było coś złego w byciu pieszczochem… – Masz talent do trudnych pytań… – Nagle się odezwał. Nie powstrzymał się od chociaż minimalnego komentarza w stronę wielkouchej. W jego głosie nie czuć było podirytowania, wciąż dominowało zdziwienie, teraz jednak skontrolowane. Zaraz kontynuował, ze wzrastającą w głosie pewnością siebie. – Zacznijmy od początku – granice. Może dla niektórych śmierdzą, ale w końcu zapach musi być intensywny, aby wszyscy go wyczuli. – Niech posmakują tej słodyczy w przekazywanej wiedzy. Niech łakną jego nauk. – Każdy klan ma swoją własną, charakterystyczną woń. Dzięki temu łatwo można się zorientować przy czyich granicach się w danym momencie krząta. Rzeka szczyci się akurat jednym z przyjemniejszych i łatwiejszych do rozpoznania zapachów, więc dobrze trafiliście. – Wyjaśnił, nie hamując się od wplecenia nuty klanowej propagandy. – Nie wiem tylko co ma do tego stoisko. To znaczy, chodzi o stos? Tak na niego mówicie? – Szybko skarcił się w myślach za to pytanie. Przecież nie mógł teraz pokazać, że jest zaciekawiony, bo będą się targować o wiedzę! A tak dobrze szło mu zamaskowanie fascynacji ich imionami!! Nieważne, drobna wpadka, idziemy dalej. Odchrząknął, nie dając zbytnio czasu na odpowiedź i starał się brnąć dalej, zakładając że jeszcze nikt mu nie przerwał. – Na Gwiezdnych, nie wymienię WSZYSTKICH kotów z Klanu Rzeki, bez przesady… Ale, ale, mogę wam zdradzić, że naszym Przywódcą jest kot o imieniu Nocna Gwiazda… – Niech ciekawość oślepi ich czujność. Niech każda kolejna dawka informacji spotęguje szansę na kooperację. – Specjalny kodeks? Rzeczywiście, mamy coś takiego; ciekawe, że o tym wiecie. No, to jest w tym kodeksie taki punkt, dokładniej dwunasty, który głosi, że granice trzeba sprawdzać i musimy przegonić każdego kto je narusza i chodzi po naszym terenie! – I teraz najważniejsza część planu. Spojrzał się na Feniksa. – Jak widzicie i tak staram się do całej tej sytuacji podejść pokojowo, nie chcę was wyganiać siłą! Więc mooooże zejdźcie z tamy, podejdziemy do granicy i opowiem wam nieco więcej o Kodeksie? Albo po prostu o Czterech Klanach? Będziemy mogli też przejść się nieco wzdłuż linii zapachowej, abyście lepiej zrozumieli jak biegnie. – Uśmiechnął się, a następnie w przesadzony sposób poruszył zachęcająco brwiami, nadal wpatrując się w rudzielca. Ewidentnie starał się mu niewerbalnie zasugerować, że to moment by coś zrobił, podjął jakąś decyzję. – Zgoda?? – Niech zejdą już z tej tamy!!
Zero kłamstw, tylko czysta, wyrafinowana elokwencja. Nie zdradził też raczej zbyt wiele – całego Kodeksu im oczywiście nie przedstawi, ale opisanie kilku zasad nie powinno spowodować niczego złego. Tak samo imię Przywódcy nie jest żadną tajemnicą. Warto się jednak kontrolować by nie przesadzić…
Wilcza Góra nie był jednak ewolucyjnie przystosowany by wcielać się w rolę Tego Szczwanego. Po pierwsze gubi go pycha – pomimo próby przyjęcia łagodnego, mędrczego uśmiechu w trakcie hipnotyzowania Feniksa, jest w nim próżna nuta dumy i satysfakcji z wymyślenia perfekcyjnego planu wywołania jednoosobowej rewolty wśród pieszczochów. Dalej, nie odniósł się do pytania odnośnie maku, co też jest swego rodzaju ryzykiem. Prawdę mówiąc to w pewnym momencie swojego monologu po prostu o nim zapomniał, a potem stwierdził, że taktownie je pominie. Ale może przy tylu informacjach jakie padły, Ruletka nie zwróci na to uwagi?