Wysoka i długowłosa, lecz nie puchata. W większości biała, z liliowymi, pręgowanymi miejscami - na czole, na uszach, na zadzie, ogonie i dwóch palcach. Oczy pomarańczowozłociste.
Przestraszona i nieśmiała. Fajniejsza, jak ją poznasz, ale pewnie jej nie poznasz. Ma kryzys tożsamości.
Ojoj. O nie. Ta kotka go zauważyła. I nie skończyło się na tym, bo zaraz do niego krzyknęła. Rozejrzał się głupio, jakby w nadziei, że tu był jakiś inny kot i to do niego krzyczała, ale… nie. A do tego teraz jeszcze się spytała, co tam robi. Nie, Gwiezdni, nie, nagle poczuł się, jak jakiś NAJGORSZY kryminalista, jakby właśnie zabił kogoś nad tą rzeką, no bo po co innego ktoś by się go pytał, co robi? Przybrał niezręczną, nerwową twarz.
— N-n-nooo j-ja, ten… s-stoję! — odparł jej głupio i niewyraźnie, chowając kawałek pyska w futro.
you don'tsee what youpossess, abeauty calmand clear it floods thesky andblurs the darknesslike a chandelier all thelight thatyou possess isskewed by lakesand seas the shattered surface, so imperfect,
niska, szczupła, długowłosa biało-niebieska cętkowana kotka o niebieskich oczach
Jej imię zdecydowanie nie oddaje istoty jej charakteru. Woda nie należy do najspokojniejszych kotów - ciężko jej siedzieć w jednym miejscu, gdy może robić tyle innych rzeczy! Podejmie wszelkie wyzwanie o ile ktoś najedzie jej na ambicje tekstem typu "na pewno nie dasz sobie rady!" albo "ah tak? a jeże zaczną latać". Mimo, iż jest dopiero kociakiem, już teraz widać, że zaczyna mówić, co myśli... a to nie zawsze jest pozytywne. Z reguły raczej nie jest pozytywne, gdyż marudny charakter jej ojca, przeszedł na nią. Potrafi również się odgryźć, jeśli ktoś skieruje wobec niej nieprzyjemny komentarz. Szybciej robi niż myśli i potrzebuje obok siebie kogoś, kto będzie ją hamować w przeróżnych, głupich pomysłach.
Woda skrzywiła się, jednocześnie nie spuszczając wzroku z białawego kocura. Nie podobało jej się to, że kocur mówił tak niewyraźnie. Jakby go przeraziła! A może była taka straszna? Wywoływała strach w sercach kotów w czterech klanach? Przecież to cudowne! Już nikt jej nigdy nie podskoczy.
Zdecydowała się na podpłynięcie do kocura. Nie interesowała jej już możliwość, że mogłaby się zachłysnąć i upokorzyć przed kocurem. Po prostu płynęła z głową uniesioną wysoko nad taflą. Podpływając nieco bliżej. Gdy poczuła grunt, zatrzymała się, mrużąc ślepia.
- Co? Przestań się tak jąkać i mów wyraźnie! Serio mama cię nie nauczyła, że jak z kimś gadasz, nawet z daleka, to powinno się mówić WY RA ŹNIE. - zaakcentowała, mierząc Króliczą Łapę wzrokiem od góry do dołu.
Wysoka i długowłosa, lecz nie puchata. W większości biała, z liliowymi, pręgowanymi miejscami - na czole, na uszach, na zadzie, ogonie i dwóch palcach. Oczy pomarańczowozłociste.
Przestraszona i nieśmiała. Fajniejsza, jak ją poznasz, ale pewnie jej nie poznasz. Ma kryzys tożsamości.
Och. Ojej. Spiął się cały, widząc, jak ta do niego płynie. Dlaczego. Idź sobie. No nieźle, narzekasz, że nie masz znajomych, a na potencjalnych mówisz idź sobie. Ohoho, ale jego lęk chyba był, najwidoczniej, całkiem logiczny, bo gdy usłyszał to, co terminatorka miała mu do powiedzenia i jakim tonem, to zamarł jak słup w lęku i miał wrażenie, że zaraz się rozpłacze.
Często bał się nieprzychylnych kotów, ale prawda była taka, że rzadko miał z nimi do czynienia. Krokusowy Pląs i Cyprysowa Łapa obie obchodziły się z nim trochę jak z jajkiem albo bombą, która przy najmniejszym złym słowie wybuchnie. Trochę tak było. Tym razem, jednak, nie wybuchał płaczem - bo o ile przy Krokus czuł się na tyle swobodnie i bezpiecznie, by pozwolić sobie na emocje, tak tutaj czuł jedynie, jak od swoich uczuć odpływa, a wszelki lęk i stres zmienia się tylko w pustość. Łeb miał pochylony do przodu, ogon między nogami i opuszczony. Nie wiedział, czy bardziej miał ochotę rozerwać na kawałki siebie, czy Wodną Łapę, choć rzecz jasna takie chęci były tylko hiperbolą jego dyskomfortu, a nie faktycznymi zamiarami.
Jeszcze miała czelność wspominać o Śnieżnym Płatku. Tak, wyobraź sobie, że nauczyła, ale Królik był zbyt wrednym dzieckiem, żeby się jej w czymkolwiek posłuchać, wiadomo!
— …mn. masz rację. sory— wymamrotał nisko i pusto, drżąc w łapach… po czym powoli obrócił się na pięcie i po prostu zaczął wracać do obozu, czując, że nie jest tutaj najmilej widziany, skoro nie potrafi głośno i wyraźnie mówić. No tak, łatwiej se uciec, zamiast po prostu powtórzyć się wyraźniej jak normalny kot. Mogłeś po prostu udawać, że cię to nie ukłuło, to naprawdę takie trudne, mysi móżdżku? Chyba tak.
ztXDD
you don'tsee what youpossess, abeauty calmand clear it floods thesky andblurs the darknesslike a chandelier all thelight thatyou possess isskewed by lakesand seas the shattered surface, so imperfect,
Krótkowłosa, niebieski z bielą. Biel na pysku (od czoła przez całe policzki), całym brzuchu i łapach. Przednie - do łokci, tylne w całości. Za kociaka mała, drobna. W dorosłości przeciętnych rozmiarów, szczupła.
ADHD, wszędzie jej pełno, nie zamyka się ani na moment, wiecznie uśmiechnięta, w spektrum.
Nocny Szkwał [Krz]
TW: myśli samobójcze
Czuła się źle, a i to mało powiedziane. Przede wszystkim jednak czuła, że jej życie nie ma sensu. Miała być najlepszą wojowniczką w całym lesie, a odkąd skończyła trening dostała jednego terminatora, w dodatku takiego, który nie chciał trenować. Miała prawie trzydzieści księżyców na karku. Nie osiągnęła absolutnie nic. Bardzo młodo została matką przez własną wręcz nie do opisania głupotę. Nienawidziła swoich dzieci, kochając je w tym samym momencie. Nienawidziła ich, bo się urodziły i na sześć księżyców uwięziły w Chruśniaku. To wszystko, pozycja w której się teraz znajdowała, to przez nich. Z drugiej jednak strony... pamiętała jakie były małe i bezbronne, gdy przyszły na świat. Pamiętała jak się zamartwiała, gdy Kwiatuszek zniknęła. Jak zaczynały chodzić, mówić. Nie chciała, żeby kiedykolwiek stała im się krzywda. Tak samo jak ich nienawidziła, tak samo mocno je kochała. I wiedziała, że nienawiść ta wynika tylko i wyłącznie z tego, że nie potrafiła pozbierać się po konsekwencjach swoich własnych czynów. Nic z tego nie było ich winą, tylko jej. A mimo to, odkąd tylko opuściły Chruśniak, nie zamieniła z nimi ani słowa. Nie potrafiła wejść do klanowego żłobka bez drgawek. Nie potrafiła wzbudzić na tyle zaufania, żeby dostać jakiegokolwiek terminatora.
Nie miała siły. Nie miała siły dosłownie na nic i od jakiegoś czasu w jej głowie zaczęły pojawiać się myśli stanowiące o tym, że nie chce jej się już żyć. Przyszła więc nad Grzmiącą Rzekę z prostym zamiarem. Rwąca rzeka zabrałaby jej ciało gdzieś hen daleko i absolutnie nikt nie dowiedziałby się co się stało. Coś jej jednak nie pozwalało tego zrobić. Siedziała nad brzegiem i pusto wpatrywała się w płynącą wodę, co jakiś czas jedynie mocząc łapy i od razu je wycofując. Była porażką. Nawet tego nie potrafiła zrobić.
Przez ostatnie księżyce wiele relacji, niestety, Krokus nieco zaniedbała. Była jednak sobą, tą samą Krokus - może nieco smutniejszą, dojrzalszą, nieco bardziej melancholijną, ale tą samą Krokus która ciężko pracuje aby wszystkie te relacje, koty dla niej ważne, utrzymać przy sobie. Aby naprawić błędy. Błąd, który popełniła, największy, był w wychowaniu Bzyczącej Muchy, jeszcze gdy była Łapą. Do dnia dzisiejszego nie mogła wyzbyć się uczucia, że ją zawiodła i skrzywdziła swoją nieuwagą.
A gdy wyszła na patrol i ujrzała Muchę stojącą tak blisko Grzmiącej Rzeki, rwącej, o intensywnym w tej porze roku nurcie - o nurcie, który kota nieco mniej doświadczonego, mógłby porwać i doprowadzić do tragedii - serce niemal podeszło jej do gardła. Mucha wyglądała... tak smutno. Tak żałośnie źle i Krokus czuła się temu winna, w pewien sposób. Ale to nie o nią chodziło, chodziło o Muchę, na którą... była zła, ale chyba nie powinna być. Zrobiła głupstwo, ale była młoda, naiwna, głupia. A teraz? Teraz stała nad Grzmiącą Rzeką tak, jakby... och, nie daj Gwiezdny Klanie.
- Muszko? - zawołała głośno, aby wyrwać Muchę ze stuporu - ton głosu jednak miała łagodny, tak samo jak wyraz pyska. Podeszła bliżej, choć utrzymywała pewien bezpieczny dystans.
Krótkowłosa, niebieski z bielą. Biel na pysku (od czoła przez całe policzki), całym brzuchu i łapach. Przednie - do łokci, tylne w całości. Za kociaka mała, drobna. W dorosłości przeciętnych rozmiarów, szczupła.
ADHD, wszędzie jej pełno, nie zamyka się ani na moment, wiecznie uśmiechnięta, w spektrum.
Nocny Szkwał [Krz]
Nie spodziewała się towarzystwa. Nie miała go od... bardzo dawna. Nie przejmowała się nikim i nikt nie przejmował się nią. Poza młodszym rodzeństwem i rodzicami nie rozmawiała za bardzo z nikim, dlatego też zdziwiła się, gdy usłyszała czyjś głos. I był to głos Krokus.
Zamoczyła łapę w rzece i odwróciła się do mistrzyni z wymuszonym uśmiechem.
- Cześć, Kwiatuszku. Mogę ci jakoś pomóc? Coś się stało? - zapytała, jakby nigdy nic. I tak już po jej planie. Nie miała odwagi sama, a co dopiero przy kimś.
Serce jej podeszło do gardła widząc reakcję Muchy. Wymuszoną, na siłę, taką, która zataja to, co czuła naprawdę. Ze smutnym uśmiechem podeszła bliżej, siadając tuż obok Muchy nad brzegiem rzeki. - Nie, skarbie. Nic się nie stało, wyszłam na patrol, zobaczyłam, że tu siedzisz... postanowiłam podejść, porozmawiać. Dawno nie rozmawiałyśmy.
Pamiętała rozmowę z Nocnym Szkwałem - o tym, że powinna jakoś zrobić Musze reprymendę, ale nie miała serca. Nie widząc w jakim stanie Mucha się znalazła przez ostatnie księżyce. - Bardziej mnie interesuje, jak ty się czujesz, Muszko - zagaiła luźno, delikatnie badając grunt. Co jak co, ale miała doświadczenie w byciu terapeutą.
Krótkowłosa, niebieski z bielą. Biel na pysku (od czoła przez całe policzki), całym brzuchu i łapach. Przednie - do łokci, tylne w całości. Za kociaka mała, drobna. W dorosłości przeciętnych rozmiarów, szczupła.
ADHD, wszędzie jej pełno, nie zamyka się ani na moment, wiecznie uśmiechnięta, w spektrum.
Nocny Szkwał [Krz]
- Ah, w porządku. Dawno w sumie nie rozmawiałam z nikim, więc... no. - odpowiedziała, lekko wymuszając uśmiech. Nie pamiętała, kiedy ostatnio uśmiechała się tak szczerze. Miała jednak nadzieję, że Krokus tego nie wyłapie. Nie chciała rozmawiać za bardzo o tym, co siedziało jej w głowie, bo, cóż, nie było to nic dobrego. I trochę wstydziła się stanu, w jakim się znajdowała.
- Dobrze. Odkąd uciekłam z Chruśniaka czuję się lepiej. - nie było to do końca kłamstwo, bo czuła wolność, większą niż wcześniej. To, że głowę zawracało jej przy okazji dużo innych, gorszych rzeczy, to inna sprawa.
- Domyślam się, że musiało ci ulżyć - uśmiech Krokus poszerzył się na chwilę, krótką chwilę.
A potem zapadła cisza, w trakcie której mieliła wszystkie informacje, dane - rzeczy oczywiste i mniej oczywiste, które były tylko jej domysłami. Rzeczy, które powinna była Muszce powiedzieć, dawno temu, które powinna była wobec niej zrobić już dawno temu. Mucha była powodem, dla którego jej kocięta w ogóle przeżyły, powinna... była okazać jej wdzięczność bardziej, niż uziemianiem jej w Chruśniaku, zabraniając przydzielania jej terminatorów.
Co z niej była za mistrzyni, wobec Muchy, na Gwiezdny Klan i wschodzące słońce? Przełknęła ślinę, mając nadzieję, że przez nurt Grzmiącej Rzeki Mucha tego nie słyszy. - Ja... przepraszam, Muszko - odezwała się po chwili, zbierając w sobie wszystkie te myśli które chciała wyartykułować na głos. - Przepraszam, że przez ten czas nie było mnie przy tobie... bardziej. Ty byłaś, pomogłaś mi - mojej rodzinie, ja powinnam była zrobić to samo, ale tego nie zrobiłam, nie w takim stopniu, jak powinnam. Nigdy nie będę w stanie ci się odwdzięczyć i wystarczająco adekwatnie podziękować za to, ile dla mnie zrobiłaś, Muszko, i teraz... martwię się, wiesz? Bo widzę, że coś jest nie tak, coś ci leży na sercu. I nie wiem, jak ci pomóc, ale... jestem. Jestem teraz i chcę ci pomóc, z czymkolwiek się borykasz, cokolwiek cię gryzie. W porządku?
Czy to było zbyt hop do przodu? Może. Ale Krokus nauczyła się, że bycie bezpośrednią i komunikacja, tak jasna i klarowna, była najlepsza, szczególnie w tych nieco bardziej skomplikowanych sytuacjach. - Powiesz mi, co się dzieje, skarbie?
Krótkowłosa, niebieski z bielą. Biel na pysku (od czoła przez całe policzki), całym brzuchu i łapach. Przednie - do łokci, tylne w całości. Za kociaka mała, drobna. W dorosłości przeciętnych rozmiarów, szczupła.
ADHD, wszędzie jej pełno, nie zamyka się ani na moment, wiecznie uśmiechnięta, w spektrum.
Nocny Szkwał [Krz]
- I tak zaglądam do Chruśniaka bo wiesz, mam młodsze rodzeństwo, ale nie muszę tam siedzieć całymi dniami. - przyznała całkiem szczerze. Bała się wchodzić do żłobka, telepotało nią, ilekroć się do niego w ogóle zbliżała ale naprawdę lubiła spędzać czas z młodszym rodzeństwem. Może dlatego, że nie czuła, że to jej obowiązek, jakby była do tego zmuszona.
Słuchała Kwiatuszek i przegryzła nerwowo policzek. Dziękowała jej już jakiś milion razy. Nie musiała tego zrobić znowu. No i trochę ją przejrzała. Ale przecież nie mogła się tak po prostu do tego przyznać. Oj, nie.
- Nic, serio. Trochę mi przykro, że wiesz, jestem wojowniczką od ponad dziesięciu księżyców i nadal nie dostaję żadnych terminatorów, ale no. Nabroiłam trochę, więc to chyba normalne, że nikt nie chce, żeby trenowała jego kocięta, czy coś. - mruknęła, wymuszając uśmiech. Wiedziała, że zrobiła coś głupiego. Rozumiała to. Ale dalej było jej przykro. Bardzo.
- Muszko - bardzo, bardzo musiała się postarać, aby jej głos nie zadrżał, aby nie pękła, bo czuła, że może zaraz to zrobić. Patrzenie na Muchę było jak lodowy cierń prosto w serce. Powinna była zrobić dla niej więcej, ale nawet nie wiedziała już, co mogła zrobić, na ile mogła sobie pozwolić, ale... musiała próbować, choćby po omacku.
Och, czy powinna zdjąć z Muchy ten zakaz trenowania terminatorów? To był jej pomysł i widać, że odbijał się na niej źle. Czy dawanie jej terminatorów teraz coś zmieni, coś poprawi, czy tylko pogorszy jej stan? Co miała robić? Nie wiedziała, co robić. Poza byciem troskliwą, czułą sobą, ale czy to wystarczy, aby Muszce pomóc?
- Nie urodziłam się wczoraj i nie znam cię od dziś. Widzę, że... coś cię gryzie, coś gorszego, coś o czym nie chcesz rozmawiać. I ja to rozumiem. Czasem są takie rzeczy o których nie chce się rozmawiać, z jakiegokolwiek powodu, ale... mówienie o nich przynosi nam ulgę. I ja cię nie zmuszę do mówienia, ale martwię się. I twoi rodzice się martwią, Muszko. Porozmawiaj ze mną, powiedz, co się dzieje. Cokolwiek to jest, jakoś sobie poradzimy. Obiecuję. Po prostu... chcę, abyś ze mną rozmawiała, powiedziała, co się dzieje. Chcę pomóc. Są koty, poza mną, które też chcą ci pomóc, ale nie umieją, nie wiedzą jak.
Krótkowłosa, niebieski z bielą. Biel na pysku (od czoła przez całe policzki), całym brzuchu i łapach. Przednie - do łokci, tylne w całości. Za kociaka mała, drobna. W dorosłości przeciętnych rozmiarów, szczupła.
ADHD, wszędzie jej pełno, nie zamyka się ani na moment, wiecznie uśmiechnięta, w spektrum.
Nocny Szkwał [Krz]
Słuchała Krokus i tylko westchnęła. Sama nie wiedziała, co powinna na to odpowiedzieć. Co w ogóle chciała powiedzieć. Bo nie chciała brzmieć, jakby robiła z siebie ofiarę. Zasłużyła na wszystko, co ją spotkało, a to że jej się nie podobało... cóż. Kogo to obchodziło? Takie były konsekwencje jej działań, nikt nie powiedział, że będą przyjemne. Wręcz przeciwnie, wszyscy ją ostrzegali. Z drugiej jednak strony, po tym jednym feralnym kłamstwie, nie chciała już nigdy okłamywać Kwiatuszek. Tylko jak powinna to ubrać w słowa...?
- Nie masz jak mi pomóc, bo, no nie masz na to wpływu. Zmarnowałam sobie życie i chyba nic nie możesz na to zrobić, nie? Nie mogę mieć do nikogo pretensji, sama sobie to zrobiłam. Po prostu... jestem zazdrosna. Ogień i Woda dostali już po dwóch terminatorów, a od Wody jestem wojowniczką dużo dłużej. Cyprys jest zakochana, a mnie raczej nikt nie zechce bo, no, wiesz. Mam dzieci. Mogę się tylko domyślać które z kim. Mogę tylko patrzeć z boku jak wszystkim się powodzi i chociaż bardzo chcę, bo wiesz, kocham swoje rodzeństwo, to nie potrafię się z tego cieszyć. Bo mi nie wychodzi nic. Zupełnie. - Nie chciała brzmieć jakby kwękała i użalała się nad swoim losem, bo nie o to jej chodziło. Zresztą, w jej głowie było jeszcze wiele, wiele innych myśli. Zdecydowanie gorszych. Nie chciała się jednak nimi dzielić. Starała się nie płakać, bo nie o to chodziło. Zerkała jedynie do góry, chcąc jakoś powstrzymać zbieranie się łez. Na razie się udawało.
Aktualnie niewielka kuleczka, puchatego, a w przyszłości długiego futerka. I mimo, że na pewno jeszcze urośnie, nie zapowiada się na to, by Siniak miała kiedykolwiek należeć do zbyt dużych kotów, prawdopodobnie osiągnie rozmiary mniej więcej takie jak jej mama, Ciemna Mordka. Zdecydowanie przeważającym na niej kolorem jest biel, jednak w niektórych miejscach widoczne są też ciemniejsze fragmenty. Po pierwsze, na głowie, dość podobne do siebie dwie czarne łaty po przyśrodkowej stronie oczu i małe pasmo takich samych włosów między nimi. Trochę niżej, wokół pyszczka również znajduje się kilka niewielkich, nieregularnych plamek w takiej samej barwie, jedna z nich zachodzi również na nos, dzięki czemu i on jest w dużej części ciemny. Następne tego typu elementy umieszczone są przy lewym uchu, bardziej otaczając je, niż wchodząc na jego powierzchnię. Idąc dalej, można dostrzec jeden przypadkowy ciemniejszy fragment (chociaż ten nie jest już czarny, a co najwyżej brązowy). Kolejny przystanek na trasie zwiedzania wybarwionych części futra Siniak obejmuje praktycznie cały ogon. Na koniec zostają jeszcze łapy, gdzie na każdej z nich widać przynajmniej trochę czarnych włosów, w większości znajdujących się po wewnętrznych stronach nóg. Jeśli to wszystko zostało już omówione, należy wspomnieć jeszcze o ostatnim elemencie – oczach Siniak, dużych i okrągłych, które o wybarwieniu się przyjmą jasnoniebieski kolor.
Jak na razie większość czasu spędza wtulona w futra rodziców, bo to jedyne miejsce, gdzie czuje się w pełni bezpiecznie. Poza tym, reszta świata wydaje się Siniak być przerażająca, a całkiem bogata wyobraźnia podpowiada jej wizje kolejnych niebezpieczeństw, które mogą ją tam spotkać. Dlatego też przez większość czasu jest kociakiem przestraszonym i zmartwionym (zarówno o siebie, jak i o całą swoją rodzinę, którą bardzo kocha i o którą stara się troszczyć). Nie należy do kotów odważnych, śmiałych czy lekkomyślnych, ale podziwia je, uznając, że prawdopodobnie byłoby dla niej lepiej, gdyby była w stanie zachowywać się tak jak one. Nie ma ambicji na zostanie wielką wojowniczką czy objęcie ważnej funkcji w klanie, bo i tak nie wierzy, że mogłaby się do tego w jakimkolwiek stopniu nadawać. Jednak mimo dość negatywnego nastawienia, pozostaje dla wszystkich w swoim otoczeniu bardzo miła, stara się im pomóc, jak tylko jest w stanie (częściowo również dlatego, że ma problemy z odmawianiem innym).
Przez zdecydowaną większość swojego życia Przepiórcza Pień nie wychodziła na samotne polowania. Właściwie, nie wychodziła na jakiekolwiek polowania, bo nie tego wymagało od niej życie opiekunki. Poza tym zbyt wiele było szans na to, by natknąć się na drapieżniki czy inne niebezpieczeństwa. Jednak teraz już jej to nie obchodziło. Proszę bardzo, niech przychodzą tutaj i robią co chcą, tak samo jak zrobiły z Topik.
Kotka podążała wzdłuż brzegu rzeki, od której klan do którego należała zawdzięczał swą nazwę. Póki co wszystko wydawało się spokojne, jednak czy miało pozostać tak długo? Rozglądała się uważnie, starając się przede wszystkim wypatrzeć zwierzynę – przecież po nią przede wszystkim tu przyszła, miała jeszcze innych, których należało nakarmić, swoje pozostałe dzieci, wnuki, partnera.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx Forest walls and starry ceilings
Barren curtains that you're weaving
Like the stories that you keep inside your head
She can't keep them all safe They will die and be afraid Mother, tell me so I say
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Kocica rozglądała się za zwierzyną, jednak nie to było dane jej znaleźć. Woda wyrzuciła na brzeg coś… osobliwego. Było całe zielone, w kształcie odwróconej literki L i z małą dziurą w środku, w której znajdowało się coś czerwonego. Cóż, chyba nie zdawała sobie w każdym razie sprawy, że był to pistolet na wodę.
Aktualnie niewielka kuleczka, puchatego, a w przyszłości długiego futerka. I mimo, że na pewno jeszcze urośnie, nie zapowiada się na to, by Siniak miała kiedykolwiek należeć do zbyt dużych kotów, prawdopodobnie osiągnie rozmiary mniej więcej takie jak jej mama, Ciemna Mordka. Zdecydowanie przeważającym na niej kolorem jest biel, jednak w niektórych miejscach widoczne są też ciemniejsze fragmenty. Po pierwsze, na głowie, dość podobne do siebie dwie czarne łaty po przyśrodkowej stronie oczu i małe pasmo takich samych włosów między nimi. Trochę niżej, wokół pyszczka również znajduje się kilka niewielkich, nieregularnych plamek w takiej samej barwie, jedna z nich zachodzi również na nos, dzięki czemu i on jest w dużej części ciemny. Następne tego typu elementy umieszczone są przy lewym uchu, bardziej otaczając je, niż wchodząc na jego powierzchnię. Idąc dalej, można dostrzec jeden przypadkowy ciemniejszy fragment (chociaż ten nie jest już czarny, a co najwyżej brązowy). Kolejny przystanek na trasie zwiedzania wybarwionych części futra Siniak obejmuje praktycznie cały ogon. Na koniec zostają jeszcze łapy, gdzie na każdej z nich widać przynajmniej trochę czarnych włosów, w większości znajdujących się po wewnętrznych stronach nóg. Jeśli to wszystko zostało już omówione, należy wspomnieć jeszcze o ostatnim elemencie – oczach Siniak, dużych i okrągłych, które o wybarwieniu się przyjmą jasnoniebieski kolor.
Jak na razie większość czasu spędza wtulona w futra rodziców, bo to jedyne miejsce, gdzie czuje się w pełni bezpiecznie. Poza tym, reszta świata wydaje się Siniak być przerażająca, a całkiem bogata wyobraźnia podpowiada jej wizje kolejnych niebezpieczeństw, które mogą ją tam spotkać. Dlatego też przez większość czasu jest kociakiem przestraszonym i zmartwionym (zarówno o siebie, jak i o całą swoją rodzinę, którą bardzo kocha i o którą stara się troszczyć). Nie należy do kotów odważnych, śmiałych czy lekkomyślnych, ale podziwia je, uznając, że prawdopodobnie byłoby dla niej lepiej, gdyby była w stanie zachowywać się tak jak one. Nie ma ambicji na zostanie wielką wojowniczką czy objęcie ważnej funkcji w klanie, bo i tak nie wierzy, że mogłaby się do tego w jakimkolwiek stopniu nadawać. Jednak mimo dość negatywnego nastawienia, pozostaje dla wszystkich w swoim otoczeniu bardzo miła, stara się im pomóc, jak tylko jest w stanie (częściowo również dlatego, że ma problemy z odmawianiem innym).
Dziwna rzecz. Czy to mogło oznaczać, że i dwunogi kręciły się w pobliżu ich terenów? Tylko tego im jeszcze brakowało. Może jednak zostalo przyniesione przez wodę naprawdę z daleka, było jedynie zwykłym śmieciem, nie wartym uwagi kotki większej, niż popatrzenie na niego przez kilka uderzeń serca. Tak, tak musiało być.
Przepiórcza Pieśń nie widziala żadnych powodów dla których miałaby zabierać ze sobą akurat coś takiego, nie wyglądało na coś, co mogło się przydać, ani nawet spodobać komukolwiek w klanie. Niekoniecznie chciała też dotykać tajemniczy przedmiot, dlatego pozostawila go tak, jak leżał i ruszyła dalej przed siebie.
Wciąż podążała wzdłuż brzegu, starając się zwracać uwagę przede wszystkim na obecność zwierzyny w pobliżu.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx Forest walls and starry ceilings
Barren curtains that you're weaving
Like the stories that you keep inside your head
She can't keep them all safe They will die and be afraid Mother, tell me so I say