Jak bardzo tereny w okolicy by mu się nie podobały, tak nie były warte użerania się z klanowymi wariatami. Długo pozostanie w nim przeczucie, że przez życie w grupie można zdziwaczeć i nabrać nieciekawych nawyków, choć zanim poznał Kłopota, był przekonany że jest zupełnie odwrotnie. Przynajmniej nie czuł, że jego samotne życie jest złe. Wykaże się gdzie indziej, pozna koty, które rzeczywiście są warte paru minut rozmowy, które mógłby przeznaczyć na coś pożytecznego i nawet nie będzie mu ich żal.
Poszedł więc przed siebie, jak najdalej od Czterech Klanów.
Księżyce: 46
Mistrz: Zbutwiały Pień
Płeć: amab
Matka: Rwąca Zawieja
Ojciec: Zbutwiały Pień
Partner: Złocisty Nektar
Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 46
Mistrz: Zbutwiały Pień
Płeć: amab
Matka: Rwąca Zawieja
Ojciec: Zbutwiały Pień
Partner: Złocisty Nektar
Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Utrzymany w niebiesko - błękitnej barwnej tonacji. Okryty jest bowiem w jednolitą niebieską dymną, długą szatę, rozjaśniającą się we fragmentach, którą - choć tylko pozornie - pokrywają zanikające coś na wzór nieobecnego w istocie pręgowania; zguba i pozór. Gdzieniegdzie, a ściślej: na łapach (w postaci skarpetek), na końcówce ogona, na brzuchu oraz objawiające się w formie pojedynczych, niezależnych plam na kryzie pojawiają się śnieżnobiałe znaczenia. Cała gama modrego chłodu okala wysmukłe, wysokie ciało osadzone na nader długich i stabilnych, acz nie nadzwyczaj silnych filarach łap. Wyciągnięty grzbiet, względnie wąskie ramiona, sylwetka zwinna i zręczna, o długiej szyi i osadzonym na niej pysku o prostym profilu, nakreślonych kościach jarzmowych, wydatnym podbródku i migdałowatych błękitnych wzburzonych ślepiach. Na postawionych na sztorc uszach widnieją jasne pędzelki, łapy zaś wyposażone zostały w dodatkowy palec na każdej. Lekki, acz zdecydowany krok, głos raczej beznamiętny, choć jednocześnie - kwaśny i zarazem ostry w odbiorze.
Transparentny wodny strumień, rwący nurt pozbawiony kolorytu, choć nie siły i tempa, tafla, a może okalająca wskroś bezbarwna pajęczyna. Giętka glina, masa do kształtowania, pozornie pozbawiona formy, układu i konturów. Dzieło matki, jej projekt i w nią bezkrytycznie zapatrzone, na każdy rozkaz i skinienie, gotowe do rozszarpania wszystkiego, co stanowiące przeszkodę, choć swoje. Trujące i kwaśne, niepozorne i ciche kocię, raczej opanowane, o analitycznym i zdystansowanym umyśle, uważne i chłonne, acz dumne i pewne swojego. Wykazujące objaw - wyrastające i przebijające się zalążki zawiści i zazdrości, a jednocześnie - aspiracji za wszelką cenę. Wyrachowany, na swój sposób, samozaabsorbowany. Cel uświęca środki. Podstępny, a jednak niepozbawiony charyzmy, czy sprytu. W swych poglądach ruchomy i płynny, z natury - lis i lew.
Oczekiwał tego dnia.
Od wschodów słońca, od... księżyców, choć uczuciem nader dziwnym byłoby przyznać to na głos. Niewielu rzeczy, prawdę mówią w ogóle, wyczekiwał równie mocno. Zarazem... nie był pewien. Co do tego, czy miejsce okaże się odpowiednie, wystarczająco dobre, co sam powinien był powiedzieć, co zrobić.
Powolnym krokiem prowadził ją więc tam, gdzie od księżyców chciał ją zabrać. Mając nadzieję na to, iż miejsce to wciąż wygląda tak samo, gdy znalazł się tam po raz pierwszy.
ludzie mówią, że słońce przepadnie za wzgórzem, że daleko za morzem jest taki kraj ludzie mówią, że drzewa dookoła tak szumią, że już nigdy nie stanie się nigdy
ludzie mówią, że ciemność nastanie na ziemi, że się w pół drogi zatrzyma ten świat, ludzie mówią o czarach i siłach złowrogich, o Mesjaszu, co przyjdzie, by zbawić od zła
Księżyce: 42
Mistrz: Szumiący Wodospad
Płeć: kotka
Matka: Cichy Deszcz
Ojciec: Dziczy Dół
Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v
Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
Księżyce: 42
Mistrz: Szumiący Wodospad
Płeć: kotka
Matka: Cichy Deszcz
Ojciec: Dziczy Dół
Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v
Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
średniej wielkości, umięśniona kocica o długim, czarno-rudym szylkretowym futrze z bielą i charakterystycznej, czarnej brodzie. oczy zielone i blade. nie ma ogona (oderwał go borsuk)
uprzejma, kulturalna, ambitna; nie do końca szczera
Nie wiedziała co sądzić, co zrobić. Nie wiedziała czy czuła względem Zimnej Krwi te same emocje, jakie czuł Szumiący Wodospad względem Powojnikowego Pędu. Wiedziała tyle, że nic nie wiedziała. Ale daleki spacer był czymś, o czym rozmawiali od księżyców, czego nie mogła doczekać się od dnia, w którym rozmawiali o nim po raz pierwszy. Cieszyła się, nawet jeśli nie wiedziała, czego się spodziewać.
– Byłam wczoraj na polowaniu… Wiesz, zdecydowanie powinieneś pokazać mi swoje sposoby na łapanie wron. Moje ewidentnie nie działają – powiedziała, krocząc u boku kocura, choć tym razem spięta do tego stopnia, że nawet nie próbowała dotknąć niby przypadkiem futerka na jego barku. Głos miała spokojny, próbując z całych sił ukryć stres i szalejące serce. Na tyle pewny, by czuł się z nią komfortowo, by mógł choć na chwilę zapomnieć o wszystkim co się wydarzyło na przestrzeni księżyców. Nie chciała, by o tym myślał.
Księżyce: 46
Mistrz: Zbutwiały Pień
Płeć: amab
Matka: Rwąca Zawieja
Ojciec: Zbutwiały Pień
Partner: Złocisty Nektar
Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 46
Mistrz: Zbutwiały Pień
Płeć: amab
Matka: Rwąca Zawieja
Ojciec: Zbutwiały Pień
Partner: Złocisty Nektar
Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Utrzymany w niebiesko - błękitnej barwnej tonacji. Okryty jest bowiem w jednolitą niebieską dymną, długą szatę, rozjaśniającą się we fragmentach, którą - choć tylko pozornie - pokrywają zanikające coś na wzór nieobecnego w istocie pręgowania; zguba i pozór. Gdzieniegdzie, a ściślej: na łapach (w postaci skarpetek), na końcówce ogona, na brzuchu oraz objawiające się w formie pojedynczych, niezależnych plam na kryzie pojawiają się śnieżnobiałe znaczenia. Cała gama modrego chłodu okala wysmukłe, wysokie ciało osadzone na nader długich i stabilnych, acz nie nadzwyczaj silnych filarach łap. Wyciągnięty grzbiet, względnie wąskie ramiona, sylwetka zwinna i zręczna, o długiej szyi i osadzonym na niej pysku o prostym profilu, nakreślonych kościach jarzmowych, wydatnym podbródku i migdałowatych błękitnych wzburzonych ślepiach. Na postawionych na sztorc uszach widnieją jasne pędzelki, łapy zaś wyposażone zostały w dodatkowy palec na każdej. Lekki, acz zdecydowany krok, głos raczej beznamiętny, choć jednocześnie - kwaśny i zarazem ostry w odbiorze.
Transparentny wodny strumień, rwący nurt pozbawiony kolorytu, choć nie siły i tempa, tafla, a może okalająca wskroś bezbarwna pajęczyna. Giętka glina, masa do kształtowania, pozornie pozbawiona formy, układu i konturów. Dzieło matki, jej projekt i w nią bezkrytycznie zapatrzone, na każdy rozkaz i skinienie, gotowe do rozszarpania wszystkiego, co stanowiące przeszkodę, choć swoje. Trujące i kwaśne, niepozorne i ciche kocię, raczej opanowane, o analitycznym i zdystansowanym umyśle, uważne i chłonne, acz dumne i pewne swojego. Wykazujące objaw - wyrastające i przebijające się zalążki zawiści i zazdrości, a jednocześnie - aspiracji za wszelką cenę. Wyrachowany, na swój sposób, samozaabsorbowany. Cel uświęca środki. Podstępny, a jednak niepozbawiony charyzmy, czy sprytu. W swych poglądach ruchomy i płynny, z natury - lis i lew.
Czuł, jak gdyby nie był pewien niczego.
Nie wiedział, co mogła o nim myśleć. Nie był pewien, co sam odczuwał, gdy w jego myślach pojawiał się jej obraz - gdy ona, całkiem realnie, pojawiała się tuż obok niego. Brakowało mu pewności co do tego, po co to wszystko. Wszyscy, którzy niegdyś znaleźli się blisko niego, w końcu zniknęli.
Wiedział, że go nie odnajdzie. Wiedział, że wszystkie jego dalekie wędrówki w istocie do niczego nie prowadziły. Wiedział, że fakt, iż był w tym miejscu, iż był i egzystował na szarym końcu, w gruncie rzeczy do niczego nie prowadziło. Zniknęło wszystko, co znał.
Po co więc to wszystko?
- Ja... nie jestem pewien, czy jestem w tym aż tak dobry. - przyznał - Ale z chęcią pomogę, jeśli czujesz, że to ja mógłbym to zrobić.
Gdyby wiedział, jak starała odciągnąć go od tego wszystkiego. Gdyby wiedział... byłoby mu lżej. Przez kilka chwil - w istocie było nieco lżej. Ale gdyby ona wiedziała, że nic nie mogło pomóc - czy nadal chciałaby tu być?
- Podoba ci się... tutaj?
Sądził, że to dobre miejsce. Najlepsze, na jakie było go stać.
ludzie mówią, że słońce przepadnie za wzgórzem, że daleko za morzem jest taki kraj ludzie mówią, że drzewa dookoła tak szumią, że już nigdy nie stanie się nigdy
ludzie mówią, że ciemność nastanie na ziemi, że się w pół drogi zatrzyma ten świat, ludzie mówią o czarach i siłach złowrogich, o Mesjaszu, co przyjdzie, by zbawić od zła
Księżyce: 42
Mistrz: Szumiący Wodospad
Płeć: kotka
Matka: Cichy Deszcz
Ojciec: Dziczy Dół
Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v
Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
Księżyce: 42
Mistrz: Szumiący Wodospad
Płeć: kotka
Matka: Cichy Deszcz
Ojciec: Dziczy Dół
Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v
Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
średniej wielkości, umięśniona kocica o długim, czarno-rudym szylkretowym futrze z bielą i charakterystycznej, czarnej brodzie. oczy zielone i blade. nie ma ogona (oderwał go borsuk)
uprzejma, kulturalna, ambitna; nie do końca szczera
– Coś mi mówi, że jesteś w tym najlepszy – postawiła się z delikatnym uśmiechem. – Obiecałeś.
Po co to wszystko? I ona zadawała sobie to pytanie. Proste, krótkie pytanie, które spędzało jej sen z powiek. Po co to wszystko? Dlaczego tak bardzo przeżywała każdy moment, każdą rozmowę, skąd pojawiało się w niej tyle sprzecznych emocji? Dlaczego zmieniała się tak przy Zimnej Krwi – przy pierwszym spotkaniu emanując wręcz pewnością siebie, a przy każdym kolejnym… pozwalając, by tak niepodobne do niej zakłopotanie przejmowało nad nią kontrolę? Po co to wszystko?
– Jest… pięknie. Warto było czekać.
Podeszła do brzegu wody, w ostatniej chwili rezygnując z zamoczenia białych palców. Ostatnie, czego teraz chciała, to przeziębienie.
– Chyba miałeś rację – wypaliła nagle, odwróciwszy się ponownie w jego kierunku. Nie mówiła o co jej chodzi, a delikatny uśmiech, który gościł na jej pyszczku, mógł oznaczać wszystko.
Księżyce: 46
Mistrz: Zbutwiały Pień
Płeć: amab
Matka: Rwąca Zawieja
Ojciec: Zbutwiały Pień
Partner: Złocisty Nektar
Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 46
Mistrz: Zbutwiały Pień
Płeć: amab
Matka: Rwąca Zawieja
Ojciec: Zbutwiały Pień
Partner: Złocisty Nektar
Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Utrzymany w niebiesko - błękitnej barwnej tonacji. Okryty jest bowiem w jednolitą niebieską dymną, długą szatę, rozjaśniającą się we fragmentach, którą - choć tylko pozornie - pokrywają zanikające coś na wzór nieobecnego w istocie pręgowania; zguba i pozór. Gdzieniegdzie, a ściślej: na łapach (w postaci skarpetek), na końcówce ogona, na brzuchu oraz objawiające się w formie pojedynczych, niezależnych plam na kryzie pojawiają się śnieżnobiałe znaczenia. Cała gama modrego chłodu okala wysmukłe, wysokie ciało osadzone na nader długich i stabilnych, acz nie nadzwyczaj silnych filarach łap. Wyciągnięty grzbiet, względnie wąskie ramiona, sylwetka zwinna i zręczna, o długiej szyi i osadzonym na niej pysku o prostym profilu, nakreślonych kościach jarzmowych, wydatnym podbródku i migdałowatych błękitnych wzburzonych ślepiach. Na postawionych na sztorc uszach widnieją jasne pędzelki, łapy zaś wyposażone zostały w dodatkowy palec na każdej. Lekki, acz zdecydowany krok, głos raczej beznamiętny, choć jednocześnie - kwaśny i zarazem ostry w odbiorze.
Transparentny wodny strumień, rwący nurt pozbawiony kolorytu, choć nie siły i tempa, tafla, a może okalająca wskroś bezbarwna pajęczyna. Giętka glina, masa do kształtowania, pozornie pozbawiona formy, układu i konturów. Dzieło matki, jej projekt i w nią bezkrytycznie zapatrzone, na każdy rozkaz i skinienie, gotowe do rozszarpania wszystkiego, co stanowiące przeszkodę, choć swoje. Trujące i kwaśne, niepozorne i ciche kocię, raczej opanowane, o analitycznym i zdystansowanym umyśle, uważne i chłonne, acz dumne i pewne swojego. Wykazujące objaw - wyrastające i przebijające się zalążki zawiści i zazdrości, a jednocześnie - aspiracji za wszelką cenę. Wyrachowany, na swój sposób, samozaabsorbowany. Cel uświęca środki. Podstępny, a jednak niepozbawiony charyzmy, czy sprytu. W swych poglądach ruchomy i płynny, z natury - lis i lew.
- Musiałem być wtedy wyjątkowo zuchwały... - odparł z bladym uśmiechem - Skoro jednak obiecałem... niech będzie. Złapałem ostatnio kilka podobnych, chyba nie mogę być aż tak zły.
Jakże dziwna zdała mu się myśl, iż raptem kilka księżyców temu mógł myśleć o sobie inaczej. To, iż niegdyś potrafił myśleć o sobie lepiej. Czy przy niej wciąż mógł się tak czuć? Tak, jak wtedy? To wszystko zdało mu się nie do pomyślenia. Nawet jeżeli szczerze pragnął, by tak było.
Czy na to zasługiwał?
Gdy zatrzymali się przy tafli wody, zawiesił na niej wzrok. Na rozmazanej, swojej własnej - obcej postaci.
- Co dokładnie masz na myśli...?
Przez kilka chwil było dobrze, nim tylko uderzyła go myśl o powrocie. Niełatwo było wyzbyć się tych krótkich, przyjemnych chwil.
ludzie mówią, że słońce przepadnie za wzgórzem, że daleko za morzem jest taki kraj ludzie mówią, że drzewa dookoła tak szumią, że już nigdy nie stanie się nigdy
ludzie mówią, że ciemność nastanie na ziemi, że się w pół drogi zatrzyma ten świat, ludzie mówią o czarach i siłach złowrogich, o Mesjaszu, co przyjdzie, by zbawić od zła
Księżyce: 42
Mistrz: Szumiący Wodospad
Płeć: kotka
Matka: Cichy Deszcz
Ojciec: Dziczy Dół
Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v
Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
Księżyce: 42
Mistrz: Szumiący Wodospad
Płeć: kotka
Matka: Cichy Deszcz
Ojciec: Dziczy Dół
Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v
Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
średniej wielkości, umięśniona kocica o długim, czarno-rudym szylkretowym futrze z bielą i charakterystycznej, czarnej brodzie. oczy zielone i blade. nie ma ogona (oderwał go borsuk)
uprzejma, kulturalna, ambitna; nie do końca szczera
– No więc słucham – oznajmiła z lekkim uśmiechem i tyrpnięciem kocura w bark. Nie do końca wiedziała, skąd brała się w niej ta cała pozytywność w tych okolicznościach… ale chyba po prostu tak było. Chyba zwyczajnie chciała być taka przy Zimnej Krwi, jakoś odciągnąć od niego czarne myśli, skupić jego uwagę na czymś zupełnie innym, czymś miłym. Czy tak się właśnie działo, gdy na kimś nam zależało? Czy kocur miał widzieć jej inną odsłonę, zarezerwowaną tylko dla niego? Czy to było normalne, że przy nim zmieniała się o sto osiemdziesiąt stopni?
Po co to wszystko?
– Że miałeś rację co do tych spacerów. I… to chyba dobry moment, by się określić – stwierdziła, patrząc na jego pysk, zwrócony w kierunku tafli wody i własnemu odbiciu. Tylko że ona nie patrzyła na jego odbicie; patrzyła na niego, stojącego tuż obok niej. – Bo ja o tym myślałam. I doszłam do wniosku, szczególnie przy wszystkim, co miało miejsce… że chcę przy tobie być. Zawsze.
Księżyce: 46
Mistrz: Zbutwiały Pień
Płeć: amab
Matka: Rwąca Zawieja
Ojciec: Zbutwiały Pień
Partner: Złocisty Nektar
Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 46
Mistrz: Zbutwiały Pień
Płeć: amab
Matka: Rwąca Zawieja
Ojciec: Zbutwiały Pień
Partner: Złocisty Nektar
Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Utrzymany w niebiesko - błękitnej barwnej tonacji. Okryty jest bowiem w jednolitą niebieską dymną, długą szatę, rozjaśniającą się we fragmentach, którą - choć tylko pozornie - pokrywają zanikające coś na wzór nieobecnego w istocie pręgowania; zguba i pozór. Gdzieniegdzie, a ściślej: na łapach (w postaci skarpetek), na końcówce ogona, na brzuchu oraz objawiające się w formie pojedynczych, niezależnych plam na kryzie pojawiają się śnieżnobiałe znaczenia. Cała gama modrego chłodu okala wysmukłe, wysokie ciało osadzone na nader długich i stabilnych, acz nie nadzwyczaj silnych filarach łap. Wyciągnięty grzbiet, względnie wąskie ramiona, sylwetka zwinna i zręczna, o długiej szyi i osadzonym na niej pysku o prostym profilu, nakreślonych kościach jarzmowych, wydatnym podbródku i migdałowatych błękitnych wzburzonych ślepiach. Na postawionych na sztorc uszach widnieją jasne pędzelki, łapy zaś wyposażone zostały w dodatkowy palec na każdej. Lekki, acz zdecydowany krok, głos raczej beznamiętny, choć jednocześnie - kwaśny i zarazem ostry w odbiorze.
Transparentny wodny strumień, rwący nurt pozbawiony kolorytu, choć nie siły i tempa, tafla, a może okalająca wskroś bezbarwna pajęczyna. Giętka glina, masa do kształtowania, pozornie pozbawiona formy, układu i konturów. Dzieło matki, jej projekt i w nią bezkrytycznie zapatrzone, na każdy rozkaz i skinienie, gotowe do rozszarpania wszystkiego, co stanowiące przeszkodę, choć swoje. Trujące i kwaśne, niepozorne i ciche kocię, raczej opanowane, o analitycznym i zdystansowanym umyśle, uważne i chłonne, acz dumne i pewne swojego. Wykazujące objaw - wyrastające i przebijające się zalążki zawiści i zazdrości, a jednocześnie - aspiracji za wszelką cenę. Wyrachowany, na swój sposób, samozaabsorbowany. Cel uświęca środki. Podstępny, a jednak niepozbawiony charyzmy, czy sprytu. W swych poglądach ruchomy i płynny, z natury - lis i lew.
Było to dziwne.
Poczuć, że było miło. Po ciągnącym się od księżyców bólu, cierpieniu, niekiedy lęku. W końcu móc poczuć, że mogło być inaczej. Nie łudził się, że potrwa to dłużej. Pragnął, by tak właśnie było, choć przecież doskonale wiedział, że moment ten pozostawał tylko krótką chwilą. Stan, gdy szedł obok niej i nie musiał - nie potrafił myśleć o niczym więcej, niż o niej. O nich, o barwie i woni wrzosowisk, o tym, co ich łączyło i o tym, o czym wiedzieli tylko oni. O wronach, o...
Wyczekiwał tego momentu, a jakby nadmiernie obawiał się jego nadejścia. Jak ktoś, kto stronił od określania się, mógłby w końcu się zadeklarować? Wiedział, że tego chciał, choć słowa nie potrafiły prawdziwie zaistnieć poza tym, co obejmowało jego myśli.
- Ja... ja też bym tego chciał. - powiedział w końcu - Chciałbym tego tak bardzo, jeżeli... jeżeli myślisz, że na to zasługuję. Że ja na ciebie zasługuję.
Nie mógł więcej uciekać od tego, co miało nadejść. Nigdy nie był najlepszy w stawianiu temu czoła, a jednak - pierwszy raz znalazł w sobie dość sił, by tak się stało.
Jak teraz mógłby zniknąć? Po tym wszystkim...?
ludzie mówią, że słońce przepadnie za wzgórzem, że daleko za morzem jest taki kraj ludzie mówią, że drzewa dookoła tak szumią, że już nigdy nie stanie się nigdy
ludzie mówią, że ciemność nastanie na ziemi, że się w pół drogi zatrzyma ten świat, ludzie mówią o czarach i siłach złowrogich, o Mesjaszu, co przyjdzie, by zbawić od zła
Księżyce: 42
Mistrz: Szumiący Wodospad
Płeć: kotka
Matka: Cichy Deszcz
Ojciec: Dziczy Dół
Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v
Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
Księżyce: 42
Mistrz: Szumiący Wodospad
Płeć: kotka
Matka: Cichy Deszcz
Ojciec: Dziczy Dół
Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v
Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
średniej wielkości, umięśniona kocica o długim, czarno-rudym szylkretowym futrze z bielą i charakterystycznej, czarnej brodzie. oczy zielone i blade. nie ma ogona (oderwał go borsuk)
uprzejma, kulturalna, ambitna; nie do końca szczera
Wyczekiwała jego odpowiedzi w zapartym tchem, nie do końca wiedząc, czego mogła się spodziewać. Wiedziała, że kocur jej nie wyśmieje, że czuł do niej coś podobnego, co czuła ona wobec niego… ale nie do końca miała pojęcie co, jak bardzo intensywne są jego przemyślenia, uczucia. Czy chciał tego samego co ona, czy myślał dokładnie o tym samym…? Czy w ogóle, po tym wszystkim co miało miejsce w klanie, chciał o tym myśleć? Może wcale nie powinna zaczynać tego tematu. Może to nie był odpowiedni czas.
A jednak: zdawał się chcieć tego samego.
– Zasługujesz na mnie. Tak jak ja zasługuję na ciebie – zaczęła, podchodząc bliżej do kocura, przyciskając nos do jego policzka. – Ale nie w byle jakiej konfiguracji… W relacji opartej na wsparciu, uczuciu i zaufaniu. …Chcę być twoją partnerką.
Nie wiedziała, czy to była miłość. Nie była co do tego przekonana. Ale jeśli miała się o tym przekonać, to tylko z Zimną Krwią u swojego boku.
Księżyce: 46
Mistrz: Zbutwiały Pień
Płeć: amab
Matka: Rwąca Zawieja
Ojciec: Zbutwiały Pień
Partner: Złocisty Nektar
Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 46
Mistrz: Zbutwiały Pień
Płeć: amab
Matka: Rwąca Zawieja
Ojciec: Zbutwiały Pień
Partner: Złocisty Nektar
Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Utrzymany w niebiesko - błękitnej barwnej tonacji. Okryty jest bowiem w jednolitą niebieską dymną, długą szatę, rozjaśniającą się we fragmentach, którą - choć tylko pozornie - pokrywają zanikające coś na wzór nieobecnego w istocie pręgowania; zguba i pozór. Gdzieniegdzie, a ściślej: na łapach (w postaci skarpetek), na końcówce ogona, na brzuchu oraz objawiające się w formie pojedynczych, niezależnych plam na kryzie pojawiają się śnieżnobiałe znaczenia. Cała gama modrego chłodu okala wysmukłe, wysokie ciało osadzone na nader długich i stabilnych, acz nie nadzwyczaj silnych filarach łap. Wyciągnięty grzbiet, względnie wąskie ramiona, sylwetka zwinna i zręczna, o długiej szyi i osadzonym na niej pysku o prostym profilu, nakreślonych kościach jarzmowych, wydatnym podbródku i migdałowatych błękitnych wzburzonych ślepiach. Na postawionych na sztorc uszach widnieją jasne pędzelki, łapy zaś wyposażone zostały w dodatkowy palec na każdej. Lekki, acz zdecydowany krok, głos raczej beznamiętny, choć jednocześnie - kwaśny i zarazem ostry w odbiorze.
Transparentny wodny strumień, rwący nurt pozbawiony kolorytu, choć nie siły i tempa, tafla, a może okalająca wskroś bezbarwna pajęczyna. Giętka glina, masa do kształtowania, pozornie pozbawiona formy, układu i konturów. Dzieło matki, jej projekt i w nią bezkrytycznie zapatrzone, na każdy rozkaz i skinienie, gotowe do rozszarpania wszystkiego, co stanowiące przeszkodę, choć swoje. Trujące i kwaśne, niepozorne i ciche kocię, raczej opanowane, o analitycznym i zdystansowanym umyśle, uważne i chłonne, acz dumne i pewne swojego. Wykazujące objaw - wyrastające i przebijające się zalążki zawiści i zazdrości, a jednocześnie - aspiracji za wszelką cenę. Wyrachowany, na swój sposób, samozaabsorbowany. Cel uświęca środki. Podstępny, a jednak niepozbawiony charyzmy, czy sprytu. W swych poglądach ruchomy i płynny, z natury - lis i lew.
Czy chcieli tego samego?
Czy kiedykolwiek właśnie tego chcieli? Nie ufał żadnemu uczuciu, żadnej z myśli, która teraz kotłowała się w jego głowie. Cóż z tego, iż pragnął tego samego, co ona - skoro nigdy nie mógłby tego mieć?
Nie był przecież dobrym kotem. Nie był kimś, kto powinien był kroczyć u jej boku. Zepsuty do cna, gorszy, o tej samej krwi płynącej w jego żyłach, którą skaziła Rwąca Zawieja. Niczym się od siebie nie różnili. I nie zasługiwali na nic dobrego w swych życia.
Chciałby tego samego. Nie mógł tego mieć.
- Nektar, ja... chciałbym. Naprawdę chciałbym, żeby tak było. - zaczął - Chciałbym mieć to z tobą, ale... nie wiem, czy mógłbym ci to dać.
Spojrzał na szylkretową wojowniczkę.
- Na swój sposób wiem, że... wiem, że cię kocham. Ale nie wiem tego, czy ktokolwiek mógłby być ze mną szczęśliwy. Przepraszam. Chciałbym być... innym kotem. Bardzo cię przepraszam. Za to wszystko.
Trwał tak jeszcze kilka chwil. Niezdolny, by powiedzieć, by zrobić cokolwiek więcej.
// zt
ludzie mówią, że słońce przepadnie za wzgórzem, że daleko za morzem jest taki kraj ludzie mówią, że drzewa dookoła tak szumią, że już nigdy nie stanie się nigdy
ludzie mówią, że ciemność nastanie na ziemi, że się w pół drogi zatrzyma ten świat, ludzie mówią o czarach i siłach złowrogich, o Mesjaszu, co przyjdzie, by zbawić od zła
Księżyce: 42
Mistrz: Szumiący Wodospad
Płeć: kotka
Matka: Cichy Deszcz
Ojciec: Dziczy Dół
Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v
Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
Księżyce: 42
Mistrz: Szumiący Wodospad
Płeć: kotka
Matka: Cichy Deszcz
Ojciec: Dziczy Dół
Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v
Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
średniej wielkości, umięśniona kocica o długim, czarno-rudym szylkretowym futrze z bielą i charakterystycznej, czarnej brodzie. oczy zielone i blade. nie ma ogona (oderwał go borsuk)
uprzejma, kulturalna, ambitna; nie do końca szczera
Tego… się nie spodziewała. Myślała że, mimo wszystko, to była jedynie formalność. Że chciał tego samego. Że, cholera, wrócą do obozu już jako partnerzy. W tej jednej, odpowiedniej konfiguracji. Przez jej brzuch przeszedł nieprzyjemny dreszcz. „Na swój sposób cię kocham”. Ale co to właściwie zmieniało? Czy miała się poczuć z tym lepiej…? Nie potrafiła nawet dłużej na niego spojrzeć. Może rzeczywiście nie był to odpowiedni moment. Ale czy kiedykolwiek będzie? …Może faktycznie spacery pomagały podejmować najlepsze decyzje. I to była właśnie taka decyzja. Może tak będzie najlepiej.
Była jedynie wdzięczna, że w tym wszystkim nie zdążyła się zakochać.
– Och. Okej. R-rozumiem. Wszystko dobrze.
Nic nie było dobrze i chciała jak najszybciej znaleźć się w obozie.
czarna tygrysio pręgowana, zielono-żółte oczy, europejska budowa, krótkowłosa, biel na: w kształcie trójkąta na pyszczku, kołnierzyk przechodzący w krawacik, wszystkie palce, dolna część klatki piersiowej, brzuch.
W sesjach na osiedlu: brak puszora
W sesjach poza osiedlem: chodzi w puszorze i nadajniku GPS
Normalnym było dla Środy, że była zabierana przez Marcelinę na przejażdżki. Uwielbiała siedzieć w rowerze i chłonąć powietrze w pyszczek, zapachy w nos i głosy w uszy. Oglądała drzewa i kwiaty, które wychodziły. Uśmiechając się i patrząc na przestrzeń czuła, że żyje!
Jechały drogą, aż w pewnej chwili dojechały nad spore jezioro, tutaj kotka jeszcze nigdy nie była. Wyszła z koszyka, na ciele miała puszor, a do niego przyczepiony nadajnik gps. Nigdy nie uciekała, ale jakby ktoś sobie wymyślił, że ja zabierze, to dobrze wiedzieć co się dzieje! Wraz z ludzką przyjaciółką i jej narzeczonym ruszyła brzegiem. Tam ich jednak zostawiła, a sama skierowała się do pola kwiatków - były fioletowe i mocno pachniały. Wbiegła we wrzosowisko i cieszyła się widokiem oraz podbijanymi w powietrze pyłkami.
Księżyce: 46
Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga)
Płeć: kotka?
Zaimki: ona/jej, inne też ok
Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46
Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga)
Płeć: kotka?
Zaimki: ona/jej, inne też ok
Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Było tak ładnie, tak ciepło, że aż chciało się wychodzić z obozu, coraz dalej i dalej... ale obowiązki wzywały i nie mogła spędzać całego dnia poza nim. Wraz z nadejściem słonecznej pogody czasami myślała, czy z jej miłością do biegania po terenach nie mogła jednak wybrać rangi wojownika – ale zaraz przypominała sobie bure jesienne poranki i zimowe zaspy leżące na Wyjących Wzgórzach. Nie, lepiej nie. W kociarni było jej dobrze, a i tak i tak nie pasowała kompletnie i stuprocentowo do żadnej z klanowych rang. Nie miała po co jej zmieniać.
Tak myśląc, przekroczyła bezpiecznie drogę oddzielającą tereny klanów od Topiołków i ruszyła naprzód, odbijajac nieco bardziej w prawo niż zwykle. Po lewej miała tę dziką plażę, na której spotkała kiedyś tamtą kotkę z kręconą sierścią i ogromną wiedzą o ziołach... może dziś też kogoś spotka? Zwolniła kroku, przechodząc w luźny kłus, a potem do chodu, rozglądając się wokół. Nieopodal rosły różowe kwiatki których nazwy nie znała, ale wyglądały bardzo ładnie, więc skierowała się w ich stronę. Do następnej ceremonii pozostało trochę czasu, ale gdyby je ususzyć... zima znacznie uszczupliła zapasy suszonych kwiatów w kociarni. Mogłaby nazbierać trochę i zabrać ze sobą.
Uniosła łeb, trzymając w zębach drobny bukiecik, bo usłyszała pląsające kroki kogoś nieopodal. Jakiegoś kota. Kawałek dalej, w morzu kwiatów, skakał jakiś bury nieznajomy. Wspaniale, okazja do rozmowy. Może on wie coś o Nowym Świcie? Zabrała swoje zdobycze ze sobą i potruchtała w kierunku nieznajomego, aż nie znalazła się w zasięgu głosu.
— Hej! — Miauknęła donośnie, żeby na pewno usłyszał. Bukiecik leżał bezpiecznie u jej przednich łap. — Jesteś stąd?
czarna tygrysio pręgowana, zielono-żółte oczy, europejska budowa, krótkowłosa, biel na: w kształcie trójkąta na pyszczku, kołnierzyk przechodzący w krawacik, wszystkie palce, dolna część klatki piersiowej, brzuch.
W sesjach na osiedlu: brak puszora
W sesjach poza osiedlem: chodzi w puszorze i nadajniku GPS
Odwróciła głowę w stronę głosu. Miłego głosu całkiem! Uśmiechnęła się na widok kotki na horyzoncie. Od razu wyprostowała się bardziej i zaczęła robić duże kroki przed wrzosowisko, by zbliżyć się do wielkouchej. - Hej! Nie, nie stąd, w sumie to mieszkam dość daleko, ale przyjeżdżam tu z moją... - W sumie jak dzikie koty określały właściciela-mamę-przyjaciółkę? Dało się jednym słowem opisać tą relację? Hm. Może po prostu najprościej jak się da? Bez wchodzenia w szczegóły? - Z moim człowiekiem! Jestem Środa. A ty tu mieszkasz? - W sumie zakładanie, że kot był "dziki" było niemiłe, ale nie wiedziała jak nazwać inaczej takie koty żyjące z dala od osiedla. Farmerskie - tak by ją nazwała chętnie, okej, ale tu nie było farmy.
Księżyce: 46
Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga)
Płeć: kotka?
Zaimki: ona/jej, inne też ok
Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46
Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga)
Płeć: kotka?
Zaimki: ona/jej, inne też ok
Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
— A! Szkoda, myślałam, że może powiesz mi coś o tych terenach, ale trudno. — Uśmiechnęła się szeroko do kotki. — Środa jak ludzki dzień? Fajne imię. — Unosiła kąciki pyska tak wysoko i tak radośnie, że kotka pewnie mogła zobaczyć jej kły. Machnęła głową w kierunku Grzmiącej Ścieżki. — Ja mieszkam tam, kawałek stąd, z innymi kotami. Nazywam się Mrówczy Szlak. Już kiedyś widziałam tu w okolicy inną kotkę która przyjechała z ludźmi, pewnie podoba im się jezioro, prawda? Topiołki są naprawdę ładne. Jak przyjdzie lato, to możliwe, że przyjedzie ich jeszcze więcej. — Myślała na głos. Dopóki tłumy nie przebiegały przez tereny Wichru to jej to nie przeszkadzało. Ludzkie koty rzadko kiedy szukały zaczepki, a ona miałaby okazję pogadać z nowymi mordkami. Dla niej na plus. — Opiekuję się kociakami i właśnie zbierałam dla nich kwiatki, takich różowych po naszej stronie drogi nie widziałam.