Może i nie miała problemów ze słuchem, ale ze skupieniem, albo wręcz zbytnim skupieniem już tak, dlatego drgnęła z zaskoczeniem, kiedy nagle pojawiła się przed nią jakaś postać, a następnie cofnęła o krok, wpadając tyłkiem w jakieś krzaki, które za nią były.
Niemniej na pysku nie wykwitł żaden znak, że była przerażona kotką, szczególnie że ta się miło przywitała, ot, jedynie widać było jej zaskoczenie, bo faktycznie nie spodziewała się, że wyrośnie przed nią kot.
Choć miała wielką nadzieję, że może byłby to jakiś inny kot.
- Och, hej, tak, w sumie tak, pochodzę z klanu, który jest tu obok - mruknęła, wskazując ogonem kierunek mogący zaprowadzić Cotangens na jedną z rzecznych granic. - A tu sobie po prostu chodzę i szukam czegoś, a co? - zagadnęła, uśmiechając się lekko, przekrzywiając też łebek w bok. Ciekawiła się, czy przyszła się po prostu przywitać, czy za tym pytaniem kryło się coś więcej. Może potrzebowała informacji o kimś, kto tu mieszkał? Chętnie by się wymieniła takowymi, bo sama potrzebowała informacji o jednym konkretnym kocie, którego dawno nie widziała.
Księżyce: 34 Mistrz: "stara, głupia Ślimaczek" Płeć: AFAB Matka: Matematyka Ojciec: Pitagoras Partner: Nikt nie jest wystarczająco mądry, by być tego godnym
Księżyce: 34 Mistrz: "stara, głupia Ślimaczek" Płeć: AFAB Matka: Matematyka Ojciec: Pitagoras Partner: Nikt nie jest wystarczająco mądry, by być tego godnym
Szczupła | Wysoka | Pysk europejski | Czarny Srebrny Szylkret z Bielą | Pregowanie Cętkowane | Niebieskie Oczy | Krótki Ogon
Biel -> Spód brzucha i ogona, pojedyncze plamki na szyi, lewe ucho, wszystkie łapy nieidentycznie, lekko za nadgarstki
Rudy -> prawe ucho i lewa, przednia łapa. Na szyi, tułowiu, łapach i ogonie różnej wielkości, obłe plamy
Pewna siebie | przekonana o własnej wyjątkowości | inteligentna | pozytywnie nastawiona
Kiedy kotka wpadła krzaki, nawet nie mrugnęła. Miała nadzieję, że nie będzie wkurzona i jej nie zaatakuje, ale nie czuła, że powinna ją przepraszać za zaistniałą sytuację.
— Z klanu rzeki, tak? — Wolała się upewnić, być może klanów było więcej. — Jestem tu nowa, może masz jakieś wskazówki, aby łatwiej przetrwać zimę? Oczywiście to nie tak, że sama sobie nie dam rady, jednak z pewnością ktoś doświadczony, pochodzący stąd będzie w stanie pomóc mi lepiej się rozeznać w nowym miejscu. — Całkowicie zignorowała jej słowa o szukaniu czegoś. Jak niby miałaby jej z tym pomóc? Była tu zaledwie kilka dni z pewnością nie odnalazłaby czegoś szybciej niż miejscowy. No i jeśli kotka nie miała jej nic do zaoferowania to pomaganie raczej byłoby zbędne. Co prawda Ślimak kazała jej czynić dobro, bo wraca czy coś takiego, ale w tej chwili jakoś tego nie czuła.
*Haha, coming to see me was a smart move. Maybe you aren't as dumb as I had thought?
Skinęła głową, z delikatnym uśmiechem.
- Dokładnie tak. Jestem Liściasta Łapa, tak w ogóle - dodała, przedstawiając się, bo w sumie nie zrobiła tego wcześniej, a liczyła przy okazji, że samotniczka również się przedstawi, więc nie będzie musiała do niej mówić "ej, ty", a faktycznie po imieniu.
Następnie jednak zmarszczyła nieco brwi. Zimę? Zima brzmiało jak dziwne określenie zimna, ale nie była pewna, o czym dokładnie mówi Cotangens. Ale, żeby nie wypaść na idiotkę, to udawała, że całkowicie rozumie i miała nadzieję, że chodzi o zimne dni, które ich czekały, o opady śniegu i takie tam.
- Uch, wiesz, w klanie jest o tyle łatwiej, że ciężko mi powiedzieć, czy koty robią coś konkretnego. Słyszałam, że niektórzy samotnicy chodzą do Siedliska Koni, tam za cienistą i gromową granicą, bo podobno tam im łatwiej, czy coś, ale poza tym? Pewnie więcej polują, znajdują ciepłe miejsca i... y, przeczekują w dużej mierze? - rzuciła pomysłami. Były głupie, były naiwne, ale ona wierzyła, że mają dużo sensu, tak.
Księżyce: 34 Mistrz: "stara, głupia Ślimaczek" Płeć: AFAB Matka: Matematyka Ojciec: Pitagoras Partner: Nikt nie jest wystarczająco mądry, by być tego godnym
Księżyce: 34 Mistrz: "stara, głupia Ślimaczek" Płeć: AFAB Matka: Matematyka Ojciec: Pitagoras Partner: Nikt nie jest wystarczająco mądry, by być tego godnym
Szczupła | Wysoka | Pysk europejski | Czarny Srebrny Szylkret z Bielą | Pregowanie Cętkowane | Niebieskie Oczy | Krótki Ogon
Biel -> Spód brzucha i ogona, pojedyncze plamki na szyi, lewe ucho, wszystkie łapy nieidentycznie, lekko za nadgarstki
Rudy -> prawe ucho i lewa, przednia łapa. Na szyi, tułowiu, łapach i ogonie różnej wielkości, obłe plamy
Pewna siebie | przekonana o własnej wyjątkowości | inteligentna | pozytywnie nastawiona
— Cotangens, dobrze cię poznać. — Bo czy miło to się okaże, ale jej wiedza z pewnością byłaby przydatna, więc dobrze byłoby ją zdobyć. Nie mogła się też przywitać w swój typowy sposób, wiedziała, że wtedy miałaby większy problem z dowiedzeniem się czegokolwiek. Z jakiegoś powodu, nie każdy lubił słuchać o tym jaka jest mądra. Koty widocznie nie rozumiały jej wartości, ani nie potrafiły docenić jej czasu.
Cóż, liczyła na więcej, to na pewno, ale trzeba było działać z tym co się dostało. — Przeczekanie pewnie najlepiej się sprawdza, gdy wcześniejszą porą udało się najeść i przybrać na wadze. Niestety ja nie jestem w takiej sytuacji. Jeśli chodzi o Siedlisko, to dziękuję za tą informację, może być pomocna. — Udanie się w miejsce pełne innych, głodnych kotów, lepiej wyszkolonych od niej brzmiało jak samobójstwo, jednak dopóki uzyskiwała od niej jakieś informacje, nie mogła czepiać się każdego słowa Liść, chociaż bardzo by chciała.
Trudno, skoro nie mogła uzyskać od niej informacji o przetrwaniu, to musiała wykorzystać tą sytuację w inny sposób. — A mogłabyś mi powiedzieć coś o tym klanie? Udało mi się tylko dowiedzieć, że macie granice, patrole i że są cztery.
*Haha, coming to see me was a smart move. Maybe you aren't as dumb as I had thought?
Listek przekręciła głowę i zmarszczyła znacząco brwi. Nigdy nie słyszała o takiej rzeczy, to była roślina? Głaz? Drzewo? Cóż, głupio jej było spytać, więc jedynie po chwili wyszczerzyła się wesoło, przytakując że ją też dobrze poznać, udając jakoby właśnie sobie przypomniała co to słowo znaczy, tak było, ona nie zmyśla.
Jeśli samotniczka chciała konkretne, sprawdzone porady, takie mądre i treściwe, które faktycznie miałyby jej pomóc przetrwać najtrudniejszą porę w obiegu, to zdecydowanie powinna zapytać kogoś innego, ale skąd mogła wiedzieć, że ta złocista kotka przed nią ma niewiele oleju w głowie, a jedynie parę pszczół, jakby zapewne ktoś inny ją określił.
- Ano, są cztery. My, właśnie, a poza tym wicher, cień i grom. I w sumie to w dużej mierze wszystko to samo, po prostu mamy trochę inne tereny, wiesz, mamy przywódcę, zastępcę, medyka, wojowników, terminatorów, jak ja, kociaki, opiekunów, czy inne matki, no i starsze koty. I ogólnie to kodeks wojownika, którym się kierujemy i... hm, my jako klan Rzeki, to chyba wyjątkowi jesteśmy, bo tylko my uczymy się łowienia i pływania. Co jest przydatne właśnie porą nagich drzew, o ile rzeka nie zamarznie. Choć płynie tak szybko, że raczej się to nie zdarza - opowiedziała ogólnie.
Maciupeńka istota o miodowych oczach i krótkim futrze, poznaczona bielą na całym ciele za wyjątkiem plam tygrysio pręgowanej burości na głowie, policzkach, ogonie i części grzbietu.
Z jednej strony szukająca porządku w niestabilnym świecie, z drugiej spragniona przygód, podczas których będzie mogła dowieść swojej odwagi i szlachetności. Don Chichot.
Znalezienie się po raz pierwszy poza granicami Klanu Wichru to, jak wiadomo, doświadczenie nadzwyczajne. Niezrównane. Doświadczenie, które Mały Rycerz miał zapamiętać na resztę życia, które miało go naznaczyć, pozostać w nim już na zawsze, tak, że nawet wtedy, gdy będzie umierał jako starzec otoczony rodziną i przyjaciółmi, albo jako dzielny wojownik u boku towarzyszów bitwy, albo jako terminator, któremu Śmierdzący Śledź kiedyś nieopatrznie podrzuci odrobinę zbyt nieświeżą zwierzynę - będzie pamiętał chwilę, gdy na dygoczących łapkach przekroczył granicę.
I nie było to dzisiaj. Dzisiaj, podczas jednego z pierwszych patroli, tylko zbliżył się do Szarych Topoli i zatrzymał, patrząc na panoramę monochromatycznych o tej porze roku pni. Polny Wiatr, któremu w łapę wbiła się drzazga, został o kilka kroków za Rycerzem, który rozpłomienionymi oczyma patrzył w nieznaną dal. Ach, jakby chciał przejść granicę, znaleźć się tam, w tej dziwnej, niepoznanej krainie, równie obcej, co powierzchnia księżyca... ale nie dziś. Dziś było zbyt mało uroczyście. Poczeka na lepszą okazję.
hej, szable w dłoń, łuki w j u k i , a łupy wziąć w troki, HAJDA NA KOŃ(hajda na koń!) ==okażemy się godni e p o k i!==
ruszamy w bój, ruszamy w bój! abyodbić Billewiczówną! BogusławZBÓJ - straszliwy zbój! nie zwycięży nas nigdy, tralala!
Należy do kotów szczupłych i raczej delikatnych, ale da się już stwierdzić, że zaczyna już wyrastać na dość wysokiego kocura. Pokrywa go krótkie, gładkie futro, na mniej więcej połowie powierzchni białe, a w pozostałej części bure. Biel widoczna jest na jego brzuchu, szyi i części pyszczka, gdzie tworzy wychodzącą kawałek ponad nos strzałkę, a także na dolnej części każdej z czterech łap. Na grzbiecie, reszcie głowy, górnych partiach boków oraz kończyn i ogonie obecna za to jest brązowa sierść, przecinana ciemniejszymi pręgami. Oczy niedawno zmieniły kolor z kocięcego błękitu na zielony.
Jeden mały ptaszek, jakim był Mysikrólik podziwiać okolicę zauważył innego małego ptaszka. I to takiego dość niezwykłego, bo o intensywnie żółtych piórkach. W lesie takie można było spotkać co najwyżej u młodych kaczuszek, ale tym napotkana istota zdecydowanie nie była. Bardziej kształtem i wielkością przypominała coś w typie wróbla, tylko o niezwykłym ubarwieniu.
Stworzenie wyglądało na przemarznięte i zagubione w sytuacji, w której się znalazło, siedząc skulone na gałązce pobliskiego krzaku. Na śniegu pod nim widać było trochę śladów niewielkich, ptasich nóżek, w większości prowadzących w tym samym kierunku.
Maciupeńka istota o miodowych oczach i krótkim futrze, poznaczona bielą na całym ciele za wyjątkiem plam tygrysio pręgowanej burości na głowie, policzkach, ogonie i części grzbietu.
Z jednej strony szukająca porządku w niestabilnym świecie, z drugiej spragniona przygód, podczas których będzie mogła dowieść swojej odwagi i szlachetności. Don Chichot.
Gdy wiatr przyniósł do nosa Małego Rycerza zapach stworzonka, ten zastrzygł uszkami i przechylił głowę. Czyżby ptaszek się zgubił, czyżby oddzielił się od swoich rodziców? Zawahał się przez chwilę. Kodeks, którego pilnie, ha, i to jak pilnie, uczył się podczas pobytu w lecznicy, nakazywał pomagać kociętom, a właściwie ta kaczuszka-nie-kaczuszka była, bez wątpienia, kocięciem jakiegoś... większego egzemplarza swojego gatunku. Serce aż zatrzymało mu się na chwilę w piersi. Ma okazję dokonać pierwszego szlachetnego czynu! I to jeszcze, być może, na oczach współklanowicza! Co prawda nie jest to uratowanie, dajmy na to, płonącego obozu, ale od czegoś trzeba zacząć karierę.
Ostrożnie wychylił się w stronę ptaka, przypatrując się mu uważnie. Czy był ranny? A może chory?
hej, szable w dłoń, łuki w j u k i , a łupy wziąć w troki, HAJDA NA KOŃ(hajda na koń!) ==okażemy się godni e p o k i!==
ruszamy w bój, ruszamy w bój! abyodbić Billewiczówną! BogusławZBÓJ - straszliwy zbój! nie zwycięży nas nigdy, tralala!
Należy do kotów szczupłych i raczej delikatnych, ale da się już stwierdzić, że zaczyna już wyrastać na dość wysokiego kocura. Pokrywa go krótkie, gładkie futro, na mniej więcej połowie powierzchni białe, a w pozostałej części bure. Biel widoczna jest na jego brzuchu, szyi i części pyszczka, gdzie tworzy wychodzącą kawałek ponad nos strzałkę, a także na dolnej części każdej z czterech łap. Na grzbiecie, reszcie głowy, górnych partiach boków oraz kończyn i ogonie obecna za to jest brązowa sierść, przecinana ciemniejszymi pręgami. Oczy niedawno zmieniły kolor z kocięcego błękitu na zielony.
Stworzonko wydawało się nie do końca rozumieć, co się działo. Większość ptaków w lesie, która zauważyłaby przyglądającego się kota, od razu odleciałaby jak najdalej.
Ten konkretny, rzeczywiście najpierw się odsunął, a potem podfrunął na moment - jednak zamiast wlecieć gdzieś w niebo, wylądował na gałązce krzaka obok. Tego, pod którym gdzieś dalej prowadziły liczne ślady małych, ptasich stópek, widocznie musiał krążyć gdzieś w tamtą stronę już od jakiegoś czasu.
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Przyjemna pogoda zachęcała do spacerów, a szylkretkę nęciło iść ciągle dalej i dalej, w poszukiwaniu jakichś śladów Nowego Świtu, a może i zaginionych współklanowiczy. Głównie Nowego Świtu, i pluła sobie w brodę, że zainteresowała się tematem kiedy Poety już w Rzece nie było. Zakładając, że w ogóle chciałby z nią rozmawiać, ale zawsze to jakiś punkt zaczepienia, prawda? Mogłaby poprosić Popiołka, albo może Listek, żeby zapytali w jej imieniu... ale na to było już za późno. Trudno, żyje i wędruje się dalej. Dziś Szlak zwiedzała teren niedaleko rzecznej granicy, przechodząc slalomem pomiędzy rosnącym tu ciągiem brzóz, niejako podobnych do topoli przy granicy Wichru. Bez wątpienia to, że rosły w takim ładnym rządku, było sprawką ludzi. Ludzie chyba bardzo lubili jak drzewa rosły w wyrównanych formacjach, w mieście też takie widziała. Ciekawa rzecz...
Księżyce: 32 Płeć: kotka Matka: Maska Ojciec: Swarzyc Trwałe urazy: blizna w kształcie litery' x z zakrzywionym do środka ogonkiem na lewym udzie; płytki ślad psich zębów na prawym udzie
Księżyce: 32 Płeć: kotka Matka: Maska Ojciec: Swarzyc Trwałe urazy: blizna w kształcie litery' x z zakrzywionym do środka ogonkiem na lewym udzie; płytki ślad psich zębów na prawym udzie
Długowłosy bury ticked, z bielą stanowiącą około 60% ciała. Bura barwa pokrywa ogon i grzbiet aż po łopatki, pysk do podbródka oraz materializuje się jako łata na lewym nadgarstku. Wątła i drobnej budowy, niższa niż przeciętny kot, o zmatowiałej, opadającej w dół długiej sierści, z charakterystycznymi wywiniętymi uszami typu curl. Posiada duże brązowe oczy, często podkrążone ze zmęczenia.
Wycofana i zamknięta w sobie. Nieporadna w kontaktach z innymi kotami, posiada trudność w podtrzymaniu rozmowy ze względu na spędzenie życia w hermetycznej grupie. Smutna, targana przez sprzeczne emocje, jednak zawsze chowająca wszystko w sobie. Bywa, że może brzmieć nieco przemądrzale głosząc jedyne prawdy, które zna, ale zarazem zieje od niej melancholią i zagubieniem. Wypowiada się w dziwny sposób.
Nie wiedziała, który już dzień była w drodze. Uderzenia serca zlewały się w dni, dni w księżyce. Uciekała, oddalając się z każdym dniem coraz bardziej od przeszłości, która goniła jej ogon niczym cień drapieżnego ptaszyska. Starała się nie myśleć. Zapomnieć. Chociaż sumienie zawzięcie z nią o to walczyło. Czy miała jakieś inne wyjście? Słońce...jeśli to widzisz, czuwaj nad nią, chociaż nie jest tego godna. A może nigdy nie była?
Drobna buraska przemierzała właśnie czujnie pas terenu po tym, jak oddaliła się od niedalekiej... Potworności. Potworności, jaką była nawierzchnia z gładkiego czarnego kamienia, śmierdząca czymś ostrym, po której co i rusz przebiegały wielkie, lśniące bestie z rykiem przenikającym na wskroś bębenki uszu. Dotarła tu stosunkowo niedawno, jej serce wciąż jeszcze biło mocno. Okropność.
Przekroczyła właśnie ostrożnie wąskie ujście rzeki, nad którym pochyliła się by zwilżyć zaschnięte gardło odrobiną świeżej wody. Pijąc, pochylona, nie zauważyła szylkretowej kotki, która pojawiła się kawałek dalej. Jej nozdrza wciąż wypełniał poza tym zapach pobliskiej piekielnej ścieżki.
You best be ✴ bashed around the bush ✴ once or twice Before you getto tastethe finer life My mothertaught me,gotta just survive Put on asmile,just find a vice
♕Don'thatethegirl,justhatethecrime♕
Oh, forgive me♁ Lord ♁oh, I'm a good girl I'd never hurt a fly,but I've gotwalls to climb Oh, forgive me,☼ Lord ☼oh,a minor chord You ✴ put me in this house, I had to claw right ✴ out
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Jak dotąd wędrowała sama, jeżeli nie liczyć przystanku przy Dwóch Wronach, gdzie zatrzymała się na moment żeby pozdrowić znajome ptaki i przyjrzeć z bliska młodzikom wędrującym po świeżej trawie. Wzdłuż rzecznej granicy nie widziała jednak nikogo. To pewnie nie była ich pora na patrol. A może patrol jeszcze nie dotarł do tej części terenów?
Wiatr zmienił kierunek i przywiał do jej nosa zapach rzeki, którą pozostawiła za sobą, a także... jakiegoś kota. Kotki, takiej spoza klanu. Obróciła się przez ramię ale nie dostrzegła nikogo z tej odległości (nawet jeśli kotka tam była, bo bure futerko dobrze ją maskowało). Postanowiła zawrócić, lawirując w drugą stronę pomiędzy brzozami, i sprawdzić kto to taki. Nie pachniał znajomo.
— Hej ho? — Miauknęła, nie zwracając się do nikogo w szczególności, może poza brzozą rosnącą tuż obok niej. Przeleciała wzrokiem okoliczne zarośla ale nikogo tu nie widziała. Dopiero kiedy nieznajoma się poruszyła, zlokalizowała jej kształt pośród roślinności. Podeszła kawałek bliżej spokojnym krokiem. — Hej! Dobra pogoda na ryby, prawda?
Księżyce: 32 Płeć: kotka Matka: Maska Ojciec: Swarzyc Trwałe urazy: blizna w kształcie litery' x z zakrzywionym do środka ogonkiem na lewym udzie; płytki ślad psich zębów na prawym udzie
Księżyce: 32 Płeć: kotka Matka: Maska Ojciec: Swarzyc Trwałe urazy: blizna w kształcie litery' x z zakrzywionym do środka ogonkiem na lewym udzie; płytki ślad psich zębów na prawym udzie
Długowłosy bury ticked, z bielą stanowiącą około 60% ciała. Bura barwa pokrywa ogon i grzbiet aż po łopatki, pysk do podbródka oraz materializuje się jako łata na lewym nadgarstku. Wątła i drobnej budowy, niższa niż przeciętny kot, o zmatowiałej, opadającej w dół długiej sierści, z charakterystycznymi wywiniętymi uszami typu curl. Posiada duże brązowe oczy, często podkrążone ze zmęczenia.
Wycofana i zamknięta w sobie. Nieporadna w kontaktach z innymi kotami, posiada trudność w podtrzymaniu rozmowy ze względu na spędzenie życia w hermetycznej grupie. Smutna, targana przez sprzeczne emocje, jednak zawsze chowająca wszystko w sobie. Bywa, że może brzmieć nieco przemądrzale głosząc jedyne prawdy, które zna, ale zarazem zieje od niej melancholią i zagubieniem. Wypowiada się w dziwny sposób.
Podniosła szybko głowę, jej wzrok zogniskował się na szczupłej szylkretowej sylwetce, która zamajaczyła w pobliżu. Jej barki lekko się spięły, ale nieznajoma nie wyglądała na groźną. Chyba? Wciąż uczyła się jakie są inne koty. Koty z zewnątrz. Bury ogon zaplątał się jej między nogi. Nie była silna, nie potrafiła się bronić. Przeważnie unikała innych kotów, choć skłamałaby, gdyby powiedziała, że nie jest ich ciekawa. Milczała przez chwilę, wzrok wlepiając w szczupłą kotkę, z jej brody skapnęło kilka kropelek wody. -R-hhyby. - wydukała w końcu cicho, z pytającą nutą w głosie. Czemu kotka pytała ją właśnie o to? Czy tak zagadują zwykłe koty? Trywialnie, nie bacząc na nic.
Wzmianka o pogodzie sprawiła, że mimowolnie zerknęła w stronę nieboskłonu. - Słhh- ońce patrhzy dzisiah łhh-skawie. - przyznała po chwili. Tylko czy na nią samą również? Wciąż nie ruszyła się z miejsca. Wypuściła powietrze z pyska.
You best be ✴ bashed around the bush ✴ once or twice Before you getto tastethe finer life My mothertaught me,gotta just survive Put on asmile,just find a vice
♕Don'thatethegirl,justhatethecrime♕
Oh, forgive me♁ Lord ♁oh, I'm a good girl I'd never hurt a fly,but I've gotwalls to climb Oh, forgive me,☼ Lord ☼oh,a minor chord You ✴ put me in this house, I had to claw right ✴ out
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Zatrzymała się kilka susów od kotki, widząc jej skuloną postawę. Bała się granic? Bała się obcego kota? Obie wersje równie prawdopodobne. Nie wyglądała na zaprawioną w boju, raczej na odrobinę młodszą od niej samej. De facto dla szylkretki to też była dobra informacja. Nie musiała się kotki obawiać aż tak bardzo – ale na wszelki wypadek przeczesała wzrokiem okoliczną roślinność i dyskretnie nabrała pełne płuca powietrza. Żadnych innych zapachów. Jedynie wątły zapach rzeki, Rzeki i stare ślady porannego patrolu. Były tu same.
— Tak! W końcu świeci mocniej i zrobiło się cieplej. — Przeniosła spojrzenie na mordkę kotki, obserwując ją uważnie. Nie przypominała żadnego ze znanych jej kotów. Raczej nigdy jej nie widziała, a z pewnością nie była jednym z zagubionych Wichrzaków. — Jesteś samotniczką, prawda? Uważaj w tej okolicy, podobno kręci się jakiś czarno-szary kocur który atakuje podróżnych.
W najgorszym wypadku powtórzy jej informacje które nieznajoma już posiadała, ale w najlepszym może przestrzec ją przed niebezpieczeństwem. Może dlatego była taka spięta? Może już wiedziała?
— Ah, gdzie moje maniery! Nazywam się Mrówczy Szlak, jestem Matką w klanie Wichru. — Uśmiechnęła się lekko. — Mieszkasz w okolicy?
Księżyce: 32 Płeć: kotka Matka: Maska Ojciec: Swarzyc Trwałe urazy: blizna w kształcie litery' x z zakrzywionym do środka ogonkiem na lewym udzie; płytki ślad psich zębów na prawym udzie
Księżyce: 32 Płeć: kotka Matka: Maska Ojciec: Swarzyc Trwałe urazy: blizna w kształcie litery' x z zakrzywionym do środka ogonkiem na lewym udzie; płytki ślad psich zębów na prawym udzie
Długowłosy bury ticked, z bielą stanowiącą około 60% ciała. Bura barwa pokrywa ogon i grzbiet aż po łopatki, pysk do podbródka oraz materializuje się jako łata na lewym nadgarstku. Wątła i drobnej budowy, niższa niż przeciętny kot, o zmatowiałej, opadającej w dół długiej sierści, z charakterystycznymi wywiniętymi uszami typu curl. Posiada duże brązowe oczy, często podkrążone ze zmęczenia.
Wycofana i zamknięta w sobie. Nieporadna w kontaktach z innymi kotami, posiada trudność w podtrzymaniu rozmowy ze względu na spędzenie życia w hermetycznej grupie. Smutna, targana przez sprzeczne emocje, jednak zawsze chowająca wszystko w sobie. Bywa, że może brzmieć nieco przemądrzale głosząc jedyne prawdy, które zna, ale zarazem zieje od niej melancholią i zagubieniem. Wypowiada się w dziwny sposób.
Szaro czarny kocur który atakuje podróżnych. Sierść na jej ogonie zjeżyła się lekko, a na znużonym pyszczku pojawił się wyraz jeszcze większego przybicia. Mimowolnie zerknęła na boki, jakby spodziewając się że wyżej wspomniany wyskoczy zaraz zza krzaków. Czy nigdzie nie ma bezpiecznego miejsca? Westchnęła cicho. W każdym centymetrze ciała czuła zmęczenie stresem, podróżą oraz nieprzespanymi nocami. A może to właśnie jest jej pokuta? Po kres dni nie zazna spokoju, nigdy, nigdzie. Ponownie zwróciła mordkę w stronę kotki, która już wcześniej zdążyła podejść nieco bliżej. Poruszyła nieznacznie jednym uchem, przetwarzając zasłyszane informacje. Matka… Klan Wichru.. Nie miała pojęcia, co to za…miejsce? Grupa? Grupa. Przełknęła ślinę, a jej łeb opadł niżej, chociaż wciąż patrzyła przed siebie. Jaka grupa? Czy taka, w której spędziła cały swój żywot..Oh, Słońce…
Ponownie wróciła myślami do wypowiedzi kotki. I pytań. Czy była samotniczką? Chyba była. Kim tak właściwie była? - Whędru-hje samotnie. Bhęde uw-hażać. - miauknęła przygaszonym głosem. Wypadało również się przedstawić. Chyba. Mrówczy Szlak…nigdy nie słyszała jeszcze takiego imienia. Było długie, o nazwie bardzo logicznej, spójnej. Inne.
Pokręciła lekko głową. - Nie jhestem stąd. - powiedziała. -Nazywali…nhazywam shię Kikimora.Kikimora. Tak dawno nie słyszała tego imienia z niczyjego pyska. Nawet własnego. - Co…tho Khlan Wh-ichru. - zapytała. Spojrzała za szylkretkę, ale nie dostrzegła innych kotów. Na razie. Nie chciała spotkać tej grupy.
You best be ✴ bashed around the bush ✴ once or twice Before you getto tastethe finer life My mothertaught me,gotta just survive Put on asmile,just find a vice
♕Don'thatethegirl,justhatethecrime♕
Oh, forgive me♁ Lord ♁oh, I'm a good girl I'd never hurt a fly,but I've gotwalls to climb Oh, forgive me,☼ Lord ☼oh,a minor chord You ✴ put me in this house, I had to claw right ✴ out