Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Zmarszczyła widocznie brwi, gdy usłyszała kolejne słowa Niknącego Płomienia, które nie spodobały jej się, o czym świadczył też powolny ruch końcówki ogona, która najpierw lekko zadygotała, a następnie zaczęła się poruszać.
- Co znaczy przy następnej wizycie? - spytała, znacząco unosząc brwi do góry. Nie zamierzał wracać do klanu? Zamierzał dalej się gdzieś tam bujać i nie być już cienistym wojownikiem? Dobra, potrafiłaby to zrozumieć, bo nie każdy rodził się w klanie z lojalnością i chciał w nim pozostać do samego końca, ona sama nie do końca przepadała za życiem w obozie, obowiązkami, treningami, wymianą mchu i polowaniem dla całego klanu, ale słowa kocura nieco ją zdziwiły, bo od samego początku tej rozmowy raczej obstawiała, że wrócił w te rejony by wrócić do klanu?
- Żadnego do widzenia, cmoknij mnie pod ogon, naprawdę! - mruknęła marszcząc grzbiet nosa. Mógł chociaż, no nie wiem, zostawić poszlakę, że go nie będzie! A on tak po prostu poszedł sobie w długą, jak Dzika Łapa, i żaden nic, ani słowem się nie odezwał, że idzie i nie wraca! A to bolało bardziej, niż gdyby przyszli, powiedzieli że idą i nie wiedzą, czy wrócą i faktycznie poszli. - Wystarczyło "nara" rzucone przed pójściem - dodała. Sama nie zamierzała nigdy przenigdy wyjść bez słowa! Zastanawiała się nad tym, pewnie, ale nie zniosłaby myśli o tym, że Tonący Kamyk nie wie gdzie jest i czy żyje.
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Wojownik jest chudej, drobnej postury, trochę mniejszej niż u przeciętnego kota. Futerko ma krótkie o niebieskiej barwie, a około połowy jego powierzchni zajmują białe znaczenia. Charakterystyczną cechą kocura jest to, że owe znaczenia omijają miejsce nad nosem i pod bródką. Uszy są trochę spore a nosek wręcz przeciwnie - mały i różowy z szarą plamką u góry. Oczy o nienasyconym, zielonym kolorze.
Cichy. Tym jednym słowem można opisać większość jego charakteru. Nie wyróżnia się w tłumie, zawsze siedzi gdzieś tam na uboczu niezauważony. Nie jest najlepszym rozmówcą, jednak jest za to dobrym słuchaczem. Uwielbia zdobywać różnego rodzaju informacje, czy to te bardziej przydatne, czy też po prostu... pierdoły. Zniechęcić może jego wiecznie obojętny pyszczek i znudzone oczy. Rzadkością jest w nich zobaczyć jakieś wyraźne emocje, przez co trudno zgadnąć co mu siedzi w głowie.
Zamrugał dwa razy. Co mogło znaczyć przy następnej wizycie, niż to, że przy następnej wizycie będzie starsza? Nie minęło kilka uderzeń serca, a dostał nieprzyjemnego olśnienia. Oh. - ...To, że nie będę się tu kręcił wiecznie, czy wracał. Po prostu... chciałem odwiedzić dobrze znane mi tereny. - dodał, odwracając wzrok od kotki. Jeśli robiła sobie nadzieje, że wróci to... ałć. Nie miał zamiaru tam wracać, bo oprócz czarnej i Kruchego Listka nikt za nim nie tęsknił. A przynajmniej wolał tak myśleć, by odciągnąć swoje myśli najbardziej jak się da od wracania.
Dalej nie patrzył jej w oczy, bo słyszał, że była poddenerwowana. Czyżby ją rzeczywiście aż tak bolało? Przecież była ledwo terminatorem, gdy sobie poszedł, nie zdążyli się jakąś przywiązać. A przynajmniej.... On tak to widział. Może ta śmieszna nauka polowania była ważniejsza, niż myślał? Wziął głęboki wdech i ponownie wrócił wzrokiem do kotki. - Tak jak mówiłem, nie wiedziałem, że nie wrócę wychodząc. Po prostu tak wyszło. Nie pomyślałem, że ktoś może się przejąć moim zniknięciem - dodał, tłumacząc się trochę. Gdyby spotkał ojca czy innego kota z klanu pewnie by się aż tak nie wysilał z gadaniem, ale chodziło tutaj o jeden ze skarbów, które się pojawiły gdy został świeżym wojownikiem. Wciąż gdzieś tam uwielbiał każdego malucha Kropli i wciąż chciał być pozytywnie widziany w ich oczach, ale uh, chyba teraz średnio to wychodziło.
⋆ ✦ ☁ ✦ ⋆ the citysleepsxxxx xxxxxxxwithautumleaves on thesidestreets,uninvitingnever g onna givei spendmy daysin asummerhaze xxxby the pine trees
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Może i nie byli sobie najbardziej bliscy, aczkolwiek Kukułcza Łapa miała miłe wspomnienia z jego wizyt w kociarni, choć większość pamiętała jak przez mgłę, bo miała miejsce nim w ogóle zaczęła ogarniać co się dookoła niej dzieje, a szczególnie z tej właśnie nauki polowania, bo sporo jej dała. Co prawda potem nie chodziła i nie polowała tak o, ale dzięki temu szybciej jej poszło na treningu, bo zwyczajnie pamiętała te nauki, łącznie z tym, co usłyszała od Polnego i łatwo połączyła fakty, nawet bez powtórki z przywódcą, nim nie zaczęła łowów.
- A gdzie będziesz się kręcił? - spytała, lekko marszcząc brwi. Początkowo była sceptycznie nastawiona do rozmowy, ale teraz zaczęło ją to interesować. Ciekawiła się, czy byłaby opcja dołączenia od czasu do czasu do kocura, bo ten na pewno znał już trochę okoliczne tereny, w końcu nie był samotnikiem od wczoraj, a od jakiegoś obiegu pór, no i mógłby ją trochę... oprowadzić? - Głupku, w klanie zawsze ktoś się przejmie twoim zaginięciem! - prychnęła. I tylko to powstrzymywało ją od wyjścia z obozu i wrócenia dopiero po paru księżycach. Bała się, że zbyt wiele kotów się przejmie, a na pewno Tonący Kamyk, któremu przecież została tylko ona, a on jej. Nie chciała go zostawiać, tak po prostu, ale świat dookoła ciągnął ją do siebie, dlatego też czasami wychodziła na dzień, pół, albo maksymalnie dwa, ale nigdy na więcej. Może czas w końcu... pozwiedzać trochę więcej?
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Wojownik jest chudej, drobnej postury, trochę mniejszej niż u przeciętnego kota. Futerko ma krótkie o niebieskiej barwie, a około połowy jego powierzchni zajmują białe znaczenia. Charakterystyczną cechą kocura jest to, że owe znaczenia omijają miejsce nad nosem i pod bródką. Uszy są trochę spore a nosek wręcz przeciwnie - mały i różowy z szarą plamką u góry. Oczy o nienasyconym, zielonym kolorze.
Cichy. Tym jednym słowem można opisać większość jego charakteru. Nie wyróżnia się w tłumie, zawsze siedzi gdzieś tam na uboczu niezauważony. Nie jest najlepszym rozmówcą, jednak jest za to dobrym słuchaczem. Uwielbia zdobywać różnego rodzaju informacje, czy to te bardziej przydatne, czy też po prostu... pierdoły. Zniechęcić może jego wiecznie obojętny pyszczek i znudzone oczy. Rzadkością jest w nich zobaczyć jakieś wyraźne emocje, przez co trudno zgadnąć co mu siedzi w głowie.
On… Pamiętał to o wiele lepiej niż Kukułka. Było to jedno z przyjemniejszych i cieplejszych wspomnień, które pozostały po pobycie w klanie. Każdy moment spędzony z dziećmi Jasnej Kropli był dla niego ważny i każdy z nich pielęgnował w swojej pamięci. Może te momenty były głównym powodem, że zachciało mu się odwiedzić znane tereny? Kto wie.
- Nie wiem. Tam, gdzie mnie poniosą łapy, nie lubię stać długo w jednym miejscu - odpowiedział, choć nie wiedział, czy to dalej było prawdą. Łażenie po nieznanych miejscach, spotykanie obcych kotów… Było męczące. Nosiło nutę ekscytacji, którą tak kochał, ale było zdecydowanie męczące. Przez co trudno było mu określić czy tego rzeczywiście chciał.
- Przejmą chwilę i pewnie przejdzie, a szczególnie gdy mowa o kimś, kto żył cały czas w tle. Jedyne kto mógłby martwić się to mama, ale ona miała wtedy kolejny miot na głowie, więc czemu miałaby się martwić stratą takiej porażki jak ja - dodał lekko podirytowany, bo oczywiście Kukułka miała racje. Mama pewnie się mocno przejęła zniknięciem kolejnego syna, tata pewnie też się gdzieś tam w środku martwił, oraz garstka innych kotów, które znał, jak właśnie Kukułka. Chciał po prostu żyć w przekonaniu, że słusznie zrobił, że nie miał czego żałować, co po tych wszystkich księżycach… zaczynało być trudne.
⋆ ✦ ☁ ✦ ⋆ the citysleepsxxxx xxxxxxxwithautumleaves on thesidestreets,uninvitingnever g onna givei spendmy daysin asummerhaze xxxby the pine trees
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Milczała chwilę, analizując słowa Żara. Szczególnie, że w jej głowie pojawił się mały... pomysł. Taki delikatny, ulotny jak podmuch wiatru, acz widać było po niej, że myśli. Zmarszczyła bowiem nieco grzbiet nosa, oraz brwi, a następnie spuściła wzrok. I właściwie milczała tak dłuższą chwilę, aż słowa, które powiedział po chwili niebieski sprawiły, że natychmiast uniosła ją z powrotem i autentycznie, niewiele myśląc (bo chyba wyczerpała limit) podskoczyła do niego bliżej i strzeliła go łapą w głowę.
- Zaraz ci chyba strzelę następną bliznę, wiesz? - rzuciła, przekręcając oczami, odsuwając się z powrotem dwa kroki do tyłu. - Trochę wyższej samooceny, co? Nie mówię, że masz nie wiadomo jak być zapatrzony w siebie, ale jeśli myślisz, że nikt nie przejął się twoim zaginięciem, to trochę się mylisz! - burknęła. Nie wiedziała nawet, że kocur nie do końca sądzi tak, jak powiedział i tylko przekonuje siebie samego, że tak jest, żeby się dodatkowo nie obwiniać i w ogóle. Nie była tego świadoma, więc uznała sobie za cel żeby go przekonać, że to nie była najlepsza decyzja w jego życiu.
- Ale dobrze, uznajmy, że ci wierzę, żeby nie było, bo chciałam z tobą porozmawiać... trochę o innym temacie - uznała po chwili, biorąc głęboki wdech, a następnie długo wypuszczając powietrze przez nos. - Jak to jest być samotnikiem? Żyć właściwie samemu, chodzić gdzie się chce, nie mieć obowiązków wobec klanu? Nie mieć treningów, nie mieć... uch, tylu kotów obok siebie...? - zadała parę pytań przy okazji rozsiadając się wygodnie. Ciekawiło ją to z oczywistych przyczyn.
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Wojownik jest chudej, drobnej postury, trochę mniejszej niż u przeciętnego kota. Futerko ma krótkie o niebieskiej barwie, a około połowy jego powierzchni zajmują białe znaczenia. Charakterystyczną cechą kocura jest to, że owe znaczenia omijają miejsce nad nosem i pod bródką. Uszy są trochę spore a nosek wręcz przeciwnie - mały i różowy z szarą plamką u góry. Oczy o nienasyconym, zielonym kolorze.
Cichy. Tym jednym słowem można opisać większość jego charakteru. Nie wyróżnia się w tłumie, zawsze siedzi gdzieś tam na uboczu niezauważony. Nie jest najlepszym rozmówcą, jednak jest za to dobrym słuchaczem. Uwielbia zdobywać różnego rodzaju informacje, czy to te bardziej przydatne, czy też po prostu... pierdoły. Zniechęcić może jego wiecznie obojętny pyszczek i znudzone oczy. Rzadkością jest w nich zobaczyć jakieś wyraźne emocje, przez co trudno zgadnąć co mu siedzi w głowie.
Nie spodziewał się, że kotka dosłownie… na niego skoczy. Nie zdążył nawet jakoś zareagować, jedynie zgiął lekko łapy, jednak to nie wystarczyło i dostał dość mocno po pysku - …Ał. - dodał, prostując się i łapą masując obolałe czoło. Odwrócił wzrok gdzieś na bok, wysłuchując tylko ochrzanu od Kukułki. Czuł się trochę jak kociak, skarcony przez mamę. Jednak no tylko potwierdziła myśli, które krążyły dookoła niebieskiego przez ostatnie księżyce. Wciąż, nieważne ile razy go zdzieli, będzie uważał siebie za porażkę. - Ta, pewnie masz racje… Zasłużyłem - dodał z westchnieniem. Na gwiezdnych, gdyby uderzyła go trochę mocniej, rzeczywiście zrobiłaby mu bliznę. Dzięki temu przynajmniej trochę się uspokoił i przestał irytować, ale wciąż, ał.
Przekręcił pyszczek w pytającym geście, gdy tylko usłyszał, że kotka chciała porozmawiać o… czymś innym. I trochę się zaskoczył, gdy tylko do jego uszu dotarło to pytanie. Nim jednak zdążył dojść do jakiś śmieznych wniosków, postanowił po prostu odpowiedzieć, bo kotka mogła być po prostu ciekawa, a nie chętna, by dołączyć do grona samotników. Tak więc wziął wdech, bo coś czuł, że ten jeden raz się porządnie rozgada - Jest… Przyjemnie. Męcząco, ale przyjemnie. Odkrywanie nieznanych terenów jest ekscytujące. Nigdy nie wiadomo na co ani na kogo trafisz. Tak samo widoki, za każdym razem są piękne, unikalne. Nie to co w klanie... ciągle te same drzewa, pagórki i krzaki... Można dla siebie polować, kiedy się chce i ile chce i nikt nie będzie ci mówił, że musisz coś odłożyć dla innych. I oczywiście nie ma tego przytłaczającego nadmiaru kotów w jednym miejscu. Jednak… Nie jest też tak kolorowo. Są dni, w których nic się nie złapie, szczególnie porą nagich drzew Trzeba wtedy wytrzymać i iść spać z pustym żołądkiem. Poza tym jest… Niebezpieczniej. Napotkałem się na o wiele więcej drapieżników odkąd opuściłem klan i z jednego spotkania ledwo wyszedłem żywy. - Przerwał na krótki moment, wskazując pyszczkiem blizny na barku - większość czasu jest się samotnym. Nie ma nikogo, by pogadać, ani położyć się obok w zimne noce. Nie ma też tego gwaru, który słychać w obozie, a nocą szczególnie jest… nieznośnie cicho. Czasem jest tak cicho, że przez jeden zwykły szelest masz wrażenie, że zaraz coś na ciebie skoczy. Jednak wciąż, mimo tych minusów czuje się... lepiej niż w klanie. - wytłumaczył, mówiąc spokojnie i powoli jak na niego. Spojrzał w jej oczy wyczekując reakcji. Czy taka odpowiedź wystarczy?
⋆ ✦ ☁ ✦ ⋆ the citysleepsxxxx xxxxxxxwithautumleaves on thesidestreets,uninvitingnever g onna givei spendmy daysin asummerhaze xxxby the pine trees
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Wysłuchała uważnie słów kocura, lekko strzygąc uszami i wąsami w zastanowieniu. Nigdy tak naprawdę nie porozmawiała z rasowym samotnikiem o tym, jak to jest. Pewnie, że rozmawiała z paroma, ale oni zazwyczaj mówili, że spoko, bo można chodzić gdzie się chce, nie rozgadując się bardzo i w ogóle, ale teraz... mogła porozmawiać z samotnikiem, który kiedyś należał do klanu. Jej klanu. Mogła więc mieć porównanie klan, a samotnik.
- Wróciłbyś do klanu, gdybyś miał okazję? Wiesz, mówiłeś, że nie wracasz i w ogóle, ale jakbyś miał okazję to... wolałbyś nadal być samotnikiem, korzystać z wolności, czy może... olałbyś to wszystko i wrócił do klanu? - zadała pytanie, niepewnie wiercąc się w miejscu. Spodziewała się, że zaraz polecą niewygodne pytania, podejrzliwość kocura wyjdzie poza standard, już miała wrażenie, że milcząco ją ocenia, gdy wpatrywał się w jej oczy. Zapewne po prostu czekał na potwierdzenie, czy to wszystko, co chciałaby usłyszeć, ale ona czuje, jak jego oczy wiercą w niej nieme pytanie, ciekawość, zaintrygowanie i może... podejrzliwość...? Dlatego nie wytrzymała i już po chwili kontynuowała. - Bo wiesz... ja nie czuję się za dobrze w klanie. Od... w zasadzie prawie nigdy. No, jako kociak bardzo chciałam zostać wojowniczką, terminatorką w pierwszym momencie, chciałam być najlepszym łowcą i w ogóle, pewnie pamiętasz, bo... bardzo chciałam się tego wszystkiego nauczyć. Ale potem przyszły treningi, obowiązki i ja... poczułam, że nie chcę tak żyć? I... myślałam, że mi przejdzie, wiesz? Że to tylko takie zderzenie się z obowiązkami, że muszę to przeżyć, ale tak nie jest. Nie znoszę klanowych obowiązków. Nie potrafię dostosować się do życia w klanie, ciągnie mnie do zwiedzania, poznawania nowych kotów... i po prostu chciałam usłyszeć od ciebie, że życie samotnika jest w porządku, że lubisz to, żebym... mogła podjąć decyzję - mruknęła, coraz ciszej i ciszej, powoli opuszczając łeb i teraz wpatrując się wyłącznie w swoje czarne łapy, nie patrząc nawet w stronę Żara, nie patrząc na jego reakcję.
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Wojownik jest chudej, drobnej postury, trochę mniejszej niż u przeciętnego kota. Futerko ma krótkie o niebieskiej barwie, a około połowy jego powierzchni zajmują białe znaczenia. Charakterystyczną cechą kocura jest to, że owe znaczenia omijają miejsce nad nosem i pod bródką. Uszy są trochę spore a nosek wręcz przeciwnie - mały i różowy z szarą plamką u góry. Oczy o nienasyconym, zielonym kolorze.
Cichy. Tym jednym słowem można opisać większość jego charakteru. Nie wyróżnia się w tłumie, zawsze siedzi gdzieś tam na uboczu niezauważony. Nie jest najlepszym rozmówcą, jednak jest za to dobrym słuchaczem. Uwielbia zdobywać różnego rodzaju informacje, czy to te bardziej przydatne, czy też po prostu... pierdoły. Zniechęcić może jego wiecznie obojętny pyszczek i znudzone oczy. Rzadkością jest w nich zobaczyć jakieś wyraźne emocje, przez co trudno zgadnąć co mu siedzi w głowie.
Pytania kotki trochę zamieszały wojownikowi w głowie. Nie chciał wracać, a przynajmniej tak to sobie wmawiał przez ostatnie księżyce. Wmawiał też sobie, że nikt go tam już nie chciał, ale prawda jak się przekonał dzisiaj była zupełnie inna. Tak więc pozostała tylko kwestia, czy tego chciał. Jednak nim zdążył cokolwiek powiedzieć, kotka kontynuowała i cóż… Jego wcześniejsze przypuszczenia okazały się prawdziwe. Kukułka otwarcie przed nim wyjawiła co czuła przez ostatnie księżyce i co chciałaby zrobić. Niebieski mógł w tym momencie czuć zawód, rozczarowanie czy inne negatywne emocje, jednak po prostu się delikatnie uśmiechnął. Terminatorka czuła teraz prawie to samo, co on księżyce temu, co w pewien sposób podniosło go na duchu że dzielił z kimś te rozterki. Chętnie by ją teraz przytulił czy okazał w jakikolwiek inny sposób wsparcie, jednak ograniczył się tylko do podejścia o kroczek bliżej. - Nie każdy jest stworzony do życia w klanie. Życie jako samotnik owszem jest cięższe, ale przynosi mi o wiele więcej radości niż siedzenie w klanie. Nie powiem ci, że jest idealnie pięknie i kolorowo, bo nie chcę cię okłamywać. To musi być tylko i wyłącznie twoja decyzja. Natomiast ja… Nie wrócę, nawet gdybym miał okazję - wytłumaczył delikatnie, widząc jak kotka przejmuje się tym wszystkim. Wiedział co czuła, ale przecież, nawet gdyby jej się nie spodobało takie życie, to na pewno pozwoliliby jej znów zawitać w klanie. Chyba że coś się zmieniło i samotnicy przez ten księżyc stali się gorsi w oczach klanowiczów. - Mogę też zostać w okolicy i poczekać… Jeśli się zdecydujesz, to pokażę ci kilka ładnych miejsc czy drogę na najbliższe osiedle. Tak byś nie czuła się przytłoczona przez to wszystko. Jeśli… Oczywiście będziesz chciała. - Nie przepadał za podróżowaniem z innymi, jednak Kukułka była wyjątkiem. Zrobiłby wiele by była szczęśliwa i jeśli mógł, chciałby jej pomóc chociaż z początkiem tej wielkiej przygody.
⋆ ✦ ☁ ✦ ⋆ the citysleepsxxxx xxxxxxxwithautumleaves on thesidestreets,uninvitingnever g onna givei spendmy daysin asummerhaze xxxby the pine trees
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Jedyne, tak naprawdę, co trzymało ją przy wątpliwościach to był Polna Gwiazda, jej mistrz, któremu nie chciała robić przykrości tym, że wytrenował wojownika, który nigdy nie zasili jego klanu, bo po pełnym wytrenowaniu odejdzie, oraz Tonący Kamyk, jej brat, który wydawał się lojalny wobec klanu, no i... raczej nie odszedłby z nią, a ona nie chciała go tak po prostu opuszczać. W końcu kto inny mu został? Lamparci Krok nie żył przez nieudolność medyczek, Olchowa Łapa, Jasna Kropla i Mknąca Zawierucha zaginęli... mieli tylko siebie i nie chciała go opuszczać.
- Ja... chciałabym porozmawiać jeszcze na ten temat z Tońkiem... wiesz, nie chcę go opuszczać. A potem... potem chętnie z tobą pozwiedzam! Już jako samotniczka, prawdopodobnie, chyba że bardzo złamię tym serce mojemu bratu - powiedziała niepewnie, acz z nutą szczęścia, że kocur to zaproponował. Zawsze lepiej będzie zacząć z kimś, żeby pokazał najlepsze miejsca do polowania, do zwiedzania, których unikać i, o rany, zawsze chciała zobaczyć osiedle! - Droga na osiedle brzmi kusząco, nigdy tam nie byłam - jak tam jest? - spytała, korzystając z propozycji kocura. Sama mogłaby się pogubić, wiedziała też, że nie każdy samotnik by jej pomógł; w końcu każdy żył na siebie, nie musiało ich obchodzić życie kogokolwiek innego i fakt, że mogliby się zgubić, czy umrzeć z głodu, prawda?
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Wojownik jest chudej, drobnej postury, trochę mniejszej niż u przeciętnego kota. Futerko ma krótkie o niebieskiej barwie, a około połowy jego powierzchni zajmują białe znaczenia. Charakterystyczną cechą kocura jest to, że owe znaczenia omijają miejsce nad nosem i pod bródką. Uszy są trochę spore a nosek wręcz przeciwnie - mały i różowy z szarą plamką u góry. Oczy o nienasyconym, zielonym kolorze.
Cichy. Tym jednym słowem można opisać większość jego charakteru. Nie wyróżnia się w tłumie, zawsze siedzi gdzieś tam na uboczu niezauważony. Nie jest najlepszym rozmówcą, jednak jest za to dobrym słuchaczem. Uwielbia zdobywać różnego rodzaju informacje, czy to te bardziej przydatne, czy też po prostu... pierdoły. Zniechęcić może jego wiecznie obojętny pyszczek i znudzone oczy. Rzadkością jest w nich zobaczyć jakieś wyraźne emocje, przez co trudno zgadnąć co mu siedzi w głowie.
Przytaknął głową na słowa kotki. Rodzina była… Dość upierdliwym powodem, by zostać w klanie. Szczególnie ta kochająca, od której najchętniej by się w ogóle nie odchodziło. Nie wiedział jakim kotem stał się Toniek przez te księżyce, ale ucieszył się na wieść, że wciąż był z Kukułką na tyle blisko, by ta martwiła się, że złamie mu tym serce. Nawet, jeśli on był tym głównym powodem zatrzymującym czarną kotkę przed staniem się samotnikiem. - Tylko się nie śpiesz… proszę. Źle bym się czuł, gdybyś jednak zmieniła zdanie i wróciła do klanu - dorzucił. Mógł poczekać nawet obieg pór, albo i więcej. Szczególnie jeśli jego obecność mogłaby pomóc w jakikolwiek sposób kotce.
- Jest… Różnie. O wiele łatwiej o zwierzynę i schronienie, ale jednocześnie wiele kotów nie należy do najprzyjemniejszych. Nie wszyscy tam są tacy, ale wciąż nie polecam zapuszczać się tam samemu, szczególnie jeśli jesteś świeżym samotnikiem - dorzucił, spoglądając gdzieś na bok. Nie będzie wspominał o swojej przygodzie tam, ale tyle na razie mógł powiedzieć niepytany. Nie chciał zniechęcać czarnej do tego miejsca, a jednocześnie wolał ją ostrzec w razie czego, bo kto wie, może to on miał pecha i po prostu trafił na okropną dzielnicę.
⋆ ✦ ☁ ✦ ⋆ the citysleepsxxxx xxxxxxxwithautumleaves on thesidestreets,uninvitingnever g onna givei spendmy daysin asummerhaze xxxby the pine trees
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Skinęła mu głową. Nie zamierzała podejmować tej decyzji pochopnie, musiała przemyśleć wiele za i przeciw, a przede wszystkim szczerze porozmawiać z bratem, ale nadal nieco się tego obawiała. Jak ta rozmowa będzie wyglądać? Czy Toniek będzie na nią zły? Czy nakrzyczy na nią, czy zrezygnuje z życia w klanie, by iść za nią, jako ostatnią przedstawicielką rodziny?
Na następne słowa jej entuzjazm nieco opadł. Pierwsza część brzmiała całkiem spoko; łatwiej o jedzenie, o schronienie, ale druga, o tym ile tam nieprzyjemnych kotów i że lepiej się tam póki co nie zapuszczać? Cóż, nie pocieszało to czarnej, ale może uda jej się tam wybrać za obieg pór, czy coś? Może jak spadnie śnieg? Nie przepadała za zimnem, śniegiem i deszczem, więc brzmiało jak dobra opcja do schronienia się w te największe mrozy. A że do nich jeszcze trochę czasu... to może nie będzie już wtedy takim najświeższym samotnikiem?
- Będę... chyba uciekać - powiedziała po chwili ciszy. Miała sporo do przemyślenia i do obgadania z Tońkiem. - Jakby co... to gdzie cię znajdę? - spytała. Klany miały to do siebie, że łatwo było kogoś znaleźć. Tereny nie były duże, no i zawsze kiedyś trzeba było wrócić do obozu. To, co poza klanami... było o wiele bardziej rozległe, jakby chciała się spotkać z Żarem, na przykład już po odejściu z klanu, to chciałaby chociaż mieć namiastkę terenów gdzie mogłaby go spotkać.
Żądło to krótkowłosa, czarno-ruda i tygrysio-pręgowana kotka z białymi znaczeniami (około 50%). Pomarańcz przeważa w jej barwie. Jest smukła oraz koścista, a jej tułów jest utrzymany przez kończyny z widocznymi ścięgnami. Na krągłej głowie z zmierzwionymi polikami i oraz skrzywioną żuchwą, znajdują się wąskie i spiczaste uszy. Teraz nabrała mięśni.
Jedna rzecz dręczy Żądło. Nie tęskni za matką. Brakuje jej tej ważnej roli, ale nie pamięta Cyprysowej Łuski. Jakoby dziura. Chciałaby mieć dwojga rodziców, jednak jaka była Cyprys? Czy była ona wzorowa? Jaka ona właściwie była? Skrucha goni kotkę niczym lis króliki.
Jednak to nie była jedyna pogoń. Szylkretka uparcie ściga za swoimi ambicjami! Musi przegonić rodzeństwo w nauce oraz w jak najbliższym czasie zostać Żądlącą Gwiazdą! Odczuwa presję, może wyimaginowaną, że musi dorównać rodzicielce w stanowisku! Nie chce zawieść kotów, które mogą uważać, że ona ma wspaniałe warunki do rozwoju z taką matką! Cztery księżyce to za dużo różnicy! Ma skłonności do zazdrości oraz stara się zbawić świat, nawet jeśli świat tego nie potrzebuje.
Uważaj! Możesz dostać po pysku od córki Żubrzej Gwiazdy! Ma, albowiem ona zwyczaj żreć się z każdym! Spojrzałeś się krzywo? Ho, ho, ho! Za ładnie wyglądasz z tą równomierną sierścią! Sprzecza się już dla zasady oraz nigdy nie przyzna Ci racji. Jest odważna, bo… baza neuronów, jeszcze nie została zaktualizowana. Ten móżdżek właśnie porasta kurzem. Może gdyby trochę pomyślała i uznała, że czas trochę pomyśleć... Jedyna rzecz, jaka ją przeraża to pszczoły, jeśli jakaś zacznie się kręcić dookoła, to kotka wpadnie w szaleńczy taniec!
Przywódczyni powinna zafundować wszystkim w klanie aparaty słuchowe na starość, albowiem decybele wywodzące się od Żądła, zdecydowanie przekraczają normę! Posiada ona bogaty katalog dźwięków. Wszelkie ochy i achy atakują twoje uszy! Kiedy tak wrzeszczy, zdarzy się jej napluć rozmówcy w twarz. Swoje słowa wymawia niewyraźnie oraz szybko.
Czasem luty ostro kuty, czasem w luty same pluty! Chaotyczny ma nie tylko chód, ale także sposób myślenia. Ta jedno mucha koło nosa może sprawić, że kotka rozpęta konflikt na cały obóz. Wszystko to jeszcze wspiera jej otwartość w mowie oraz to, że te świeże zęby stałe nie zawsze zdążą, ugryźć język! Jest raczej lekkoduchem. Zawsze znajdzie jakieś dobre strony. My też takowe znajdźmy oraz miejmy nadzieję, że wyrośnie z tego wszystkiego.
To był jednak zły pomysł, aby wychodzić w taką pogodę na polowanie. Śnieg sypał gęsto, przysłaniając jej całe otoczenie. Śnieg normalnoe jej nie straszny, chociaż troszkę bywa jej zimno z takim futerkiem. Ale mogła się wycofać, nie znajdując nic na gromowych terenach. Teraz z każdym krokiem miejca widziane były dla niej coraz i coraz bardziej nieznajome. Jak z początku mimo opuszczenia swoich rodzinnych terenów, kojarzyła miejsca, które mijała, to teraz kompletnie nie mogła stwierdzić. Może to przez zamieć, a może przez to że nigdy nie była jakaś wędrowna. Tak, często się szwędała na terenach rodzinnych, czasami poza, ale nigdy tak daleko. Postanowiła zawrócić.
Jej ślady zostały już dawno przysypane. Minęło sporo czasu od kiedy wyszła, ale ona nadal parła przed siebie. Niestety, w przeciwną stronę od domu.
średniej wielkości, czarny jednolity z bielą, sierść jest długa, miękka, rozczochrana na wszystkie strony świata, oczy są żółte, jednak pojawiają się delikatne przebłyski zieleni
choleryk. Dużo krzyczy, chodzi non stop zestresowany. Okropnie zadumany w sobie i egoistyczny.
Nie powinien się zapuszczać aż tutaj, fakt. W ogóle nie powinien wychodzić z obozu. Przynajmniej bez czyjegoś towarzystwa. Tak mu ciągle powtarzał ojciec. Ale czy go to obchodziło? Ani trochę. Fakt, bał się Parzącego Ziela. Bał się cokolwiek zrobić, byleby nie stracić jego uznania i zaufania. Ale jakby nie patrzeć, nie chciał być ciągle trzymany na smyczy, którą też sam sobie założył. Więc gdy jego ojciec spał, i nie mógł się dowiedzieć w żaden sposób o wyjściu syna, po prostu wyszedł z obozu, i zawędrował aż tutaj. W nos kłuły go różne zapachy. To ładniejsze, to dużo gorsze, od których marszczył pysk. Ale mimo wszystko, nie zraziły go. Przyszedł tutaj, bo coś go zainteresowało. Jakieś duże stworzenia, o których chyba już słyszał. Czyżby były to te konie, o których mu opowiadano? Być może. Zawsze chciał je zobaczyć. I teraz miał okazję. Usiadł więc, i zaczął się wpatrywać w te ogromne, jego zdaniem istoty.
Sowie Spojrzenie zwykle trzymał się Kamiennych Pazurów. O dziwo tam zaczął się czuć najlepiej ze wszystkich miejsc jakie udało mu się w życiu odwiedzić. Wśród zmarłych było spokojnie, miało też swój klimat, który pozwalał mu na skupieniu się na swoim celu zamiast błądzeniu myślami nie wiadomo gdzie. Jednak czasami zdarzało mu się zapuścić dalej niż zawsze. Zwykle działo się to w czasie kiedy zbyt mocno próbował przebić się przez tę irytującą mgłę, zasłaniającą jego umysł w czasie jakiś swoich spacerów i patroli.
Tak samo właśnie zadziało się teraz. Sowie Spojrzenie bez ogarnięcia jak daleko poniosły go jego chuderlawe łapy przyczepione do jego wychudzonego ciała, zaszedł aż do Siedliska Koni. Ogarnął co się stało dopiero kiedy głową przywalił w płot i aż usiadł na ziemi z wrażenia. Kilka bardzo niecenzuralnych słów wydostało się z jego pyska. No pięknie. Lepiej być nie mogło.
I amtherighteous hand of God AndI amthedevilthatyouforgot AndItold you one day you will see That Iʹllbe backIguarantee Andthathellʹs coming,hellʹs coming Hell,hellʹs coming with me
⊗⊗⊗
And it is well, with mysoul Youlineyourpockets full of moneythatyousteal from the poor And on your way down thehill,you hearmering thatbell AndI said, hellʹs coming with me(hellʹs coming with me)
średniej wielkości, czarny jednolity z bielą, sierść jest długa, miękka, rozczochrana na wszystkie strony świata, oczy są żółte, jednak pojawiają się delikatne przebłyski zieleni
choleryk. Dużo krzyczy, chodzi non stop zestresowany. Okropnie zadumany w sobie i egoistyczny.
Głupi był myśląc, że nikogo tu nie spotka. Przecież jak nie kory klanowe, to są i samotnicy, a także...pieszczoszki dwunożnych, którymi gardził.
Z zafascynowaniem wymalowanym na pysku wpatrywał się w konie. Dziwne, takie niczym nie wyróżniające się stworzenia, a jednak bardzo zainteresowały Rysią Łapę. W końcu były duże. Więc musiały mieć też dużo siły, czyż nie? Z łatwością by zmiażdżyły jakiegoś innego kota...też chciał taki być. Silny. Nie pokonany. Ale zbyt możliwe to nie było, bo nie urośnie do aż takich rozmiarów. Więc będzie musiał znaleźć na to jakiś inny moment.
W pewnym momencie coś usłyszał. Coś, albo ktoś, uderzył właśnie w ogrodzenie. Na pysk terminatora wkradł się niezadowolony grymas, gdy odwrócił głowę w tamtym kierunku. Ujrzał...w sumie sam nie wiedział, kogo. Ale wyglądał jak worek kości. Jak to możliwe, że on się jeszcze utrzymuje przy życiu?
— Te. — mruknął, chcąc zwrócić na siebie uwagę. — dobrze się czujesz? Jak to możliwe, że nie zauważyłeś tego plotu, na Gwiezdnych! Miałeś go prostu przed pyskiem. — dodał po chwili. To nie tak, że się martwił. Bo wcale tak nie było. Ciekawiła go zwyczajnie głupota samotnika.