Karykaturalnej budowy ciało utrzymywane jest na długich, chudych nóżkach. Z tyłu niemalże zawsze uniesiony powiewa z zadowoleniem równie długi, równie chudy ogon. Pyszczek Gremlinka jest kanciasty, wykrzywiony w wiecznym uśmiechu. Na szczycie głowy wyrasta para dużych uszu, a poniżej nich znajdują się błękitne ślepia, z czego prawe posiada bardziej wyblakły odcień tego koloru.
Białe futro kocura nieskalane chociażby jedną pręgą jest krótkie, kręcone i często placzą się w nim różnego rodzaju gałązki i liście przyniesione znad dworu, a łapy niemalże zawsze są brudne od ziemi, czy to znad dworu, czy domowych doniczek. Kąpiele z udziałem szamponu są częstym elementem gremliniego życia.
Głośny, energiczny, ciekawski, nie brakuje mu empatii - po więcej zapraszam do kp!!
- Ja nawet nie słyszałem tej przepowiedni, znaczy nie osobiście, ale mój brat w nią wierzy więc jedyne co mi pozostaję to znaleźć rozwiązanie. Zresztą NIE UMRZE, bo nie jest głupi, a jeśli chodzi o przystosowanie to ja na przykład umiem polować. -Pokiwał głową, jakby sam sobie przyznawał rację. Dobrze pamiętał, gdy Goblin wrócił do domu przerażony i o wszystkim mu powiedział.- Skąd w ogóle wiesz o wróżkach, macie takie w klanie? Wujek nic mi na ten temat nie mówił... -Pamiętał, że w klanie byli takie koty jak medycy, którzy kontaktowali się z przodkami, może o kimś takim mówił kocur, ale przecież wujek dobrze się o nich wyrażał...
Na jego kolejne słowa zmarszczył brwi, a jego spojrzenie padło na ziemię. Pierwszy raz podczas tej rozmowy mógł sprawiać wrażenie zmartwionego. Ta cała wyprawa nie będzie miała sensu, jeśli również i w lesie czyha na jego brata niebezpieczeństwo, nawet jeśli urojone. Co gorsza jeśli Goblin poczuje się zagrożony to jego marzenia o życiu w lesie również lęgną w gruzach. - A-ale wciąż jest ich mniej niż w mieście. To na pewno. A i psy. Pfff, widzieliśmy wiele psów, żeby sobie z takim nie poradzić. -Próbował w tym momencie bardziej przekonać siebie niżeli burego kocura.
bury, z tygrysimi prążkami i długą, rozczochraną sierścią, wiecznie niezadowolony, brązowe oczy, średniej wielkości
bardzo niemiły i super niefajny!!! ale daje ładne pozory
Ciemna Łapa., Ruda Łapa (KG) | Mgła [KW]
Skrzywił się pod nosem, cicho wzdychając na tę obrzydliwą, przeuroczą głupotę. Jeszcze jeden drugiego zdradzi - był tego niemal pewien. Nie wiedział kiedy, ale żaden kot nie jest tak ślepo wierny drugiemu do końca życia. Aż szkoda, że nie zobaczy upadku tych pajaców na własne oczy. - W mieście, na osiedlu… mały szczegół - to zwykły kot - a nie wróżka. Nie ma wróżek. Nie ma kogoś, kto przewiduje przyszłość. Po prostu, tak się nie da.
Potem parsknął. - Zobaczymy, jak trafisz na jakiegoś. Latają bez smyczy, nie to co tam u dwunogów. I to nie te małe Pimpki, tylko wszystkie. Te wielkie szczególnie - uprzedził lojalnie, dla własnej satysfakcji. Kolega się zająkał, więc najwidoczniej się bał - a to super znak, by kontynuować o mało przyjemnych rzeczach.
Karykaturalnej budowy ciało utrzymywane jest na długich, chudych nóżkach. Z tyłu niemalże zawsze uniesiony powiewa z zadowoleniem równie długi, równie chudy ogon. Pyszczek Gremlinka jest kanciasty, wykrzywiony w wiecznym uśmiechu. Na szczycie głowy wyrasta para dużych uszu, a poniżej nich znajdują się błękitne ślepia, z czego prawe posiada bardziej wyblakły odcień tego koloru.
Białe futro kocura nieskalane chociażby jedną pręgą jest krótkie, kręcone i często placzą się w nim różnego rodzaju gałązki i liście przyniesione znad dworu, a łapy niemalże zawsze są brudne od ziemi, czy to znad dworu, czy domowych doniczek. Kąpiele z udziałem szamponu są częstym elementem gremliniego życia.
Głośny, energiczny, ciekawski, nie brakuje mu empatii - po więcej zapraszam do kp!!
- To dobrze... To znaczy, że nie musi się bać o swoje życie! -Właśnie taki wniosek wyciągnął, ze stwierdzenia zwykły kot. Jeśli wróżka była jedynie zwykłym kłamcą, oznaczało to, że Goblin był bezpieczny, oznaczało to, że mógł wrócić do domu... Mógł wrócić do domu... Ale on nie chciał wracać do domu i nie chciał, żeby brat go zostawiał. Na jego pysku zaczęła malować się niepewność, gdy myśli krążyły wokół niezbyt przyjemnych rozmyślań.
Jego niepewność urosła jeszcze bardziej, gdy kocur mówił o psach. Wychodziło na to, że jeśli wróżka była fałszywa to Goblin był bardziej bezpieczny w domu, niżeli w lesie.- Ale... Właśnie dlatego chcemy dołączyć do klanu, żeby wiedzieć jak się bronić... Wujek mówił, że koty radzą sobie w dużej grupie, więc my też byśmy sobie radzili. -Próbował w tym momencie przekonać samego siebie niżeli burego.
bury, z tygrysimi prążkami i długą, rozczochraną sierścią, wiecznie niezadowolony, brązowe oczy, średniej wielkości
bardzo niemiły i super niefajny!!! ale daje ładne pozory
Ciemna Łapa., Ruda Łapa (KG) | Mgła [KW]
...Och! Zgodził się z Jazgotem? Na moment aż go zamurowało. Dopiero po krótkiej chwili machnął dwa razy wolno łbem. Dobrze, tak, tak... oczywiście, że dobrze. Że ten nie wierzy w jakąś głupią pajacerę, że łeb ma na karku, tylko za mało wie o życiu. Jak to dobrze, że taki zbawiciel jak James spadł mu z nieba i teraz może mu mówić, że był głupi.
Nie skomentował tych grymasów. Zbyt się teraz cieszył. Sam uznał też, że to pewnie... że się zorientował, jak to niemądrze brzmiał. O! Haha, głupio się mu zrobić musiało!
Uśmiech zrzedł z kolejnym zdaniem. - Żeby cię doceniali, musicie umieć cokolwiek. Jeden z drugim. Koty w Klanie są... brutalne - a przynajmniej on się tylko z takimi spotykał. Ugh. Na pewno inne są też takie, muszą być. - Jak nie umiesz się bronić już teraz, na pewno będą kręcić nosem. Wiesz ty jak się bije w ogóle? Cokolwiek? Choć odrobinę? No właśnie. I pewnie zaraz będzie, że nieudacznik jesteś, że tylko za darmo chcesz dobrze żyć. Klanowe koty to zwykle mysie bobki.
A teraz, grzecznie, swoje żale na niego przeleje. Bo kto mu zabroni? Przynajmniej, może ciut mu zelży.
Karykaturalnej budowy ciało utrzymywane jest na długich, chudych nóżkach. Z tyłu niemalże zawsze uniesiony powiewa z zadowoleniem równie długi, równie chudy ogon. Pyszczek Gremlinka jest kanciasty, wykrzywiony w wiecznym uśmiechu. Na szczycie głowy wyrasta para dużych uszu, a poniżej nich znajdują się błękitne ślepia, z czego prawe posiada bardziej wyblakły odcień tego koloru.
Białe futro kocura nieskalane chociażby jedną pręgą jest krótkie, kręcone i często placzą się w nim różnego rodzaju gałązki i liście przyniesione znad dworu, a łapy niemalże zawsze są brudne od ziemi, czy to znad dworu, czy domowych doniczek. Kąpiele z udziałem szamponu są częstym elementem gremliniego życia.
Głośny, energiczny, ciekawski, nie brakuje mu empatii - po więcej zapraszam do kp!!
- Umiem polować! Mówiłem już! -Wypalił, chociaż nie był pewien czy kocur mówił o umiejętnościach ogólnie, czy miał na myśli walkę wyłącznie. Odpowiedź przyszła z czasem. - Biłem się z bratem, znam podstawy, nie jestem bezbronnym kociakiem! Na pewno Klan znajdzie we mnie mocne strony, które będzie mógł wykorzystać. -Był świadom, że prawdziwa walka z drapieżnikiem, czy innym kotem była bardziej brutalna, i że często kończyła się ranami, czy ubytkami, ale w jego głowie nie kojarzyło się to (jeszcze) z czymś bolesnym, a czymś urozmaicającym. W końcu nigdy nie miał prawdziwej rany. Chociaż nie chciał, żeby Goblin miał... - Czemu tak mówisz o Klanach w ogóle? Przecież sam do jednego należysz? -Przechylił głowę. On nigdy nie mówił źle o swoich sąsiadach, czy własnym bracie.
bury, z tygrysimi prążkami i długą, rozczochraną sierścią, wiecznie niezadowolony, brązowe oczy, średniej wielkości
bardzo niemiły i super niefajny!!! ale daje ładne pozory
Ciemna Łapa., Ruda Łapa (KG) | Mgła [KW]
- Twój brat... nie chcę mu ubliżać, ale czy walczył kiedyś z... psem, aby być równym ci przeciwnikiem? Borsukiem!? Te to są okropne. Z łatwością mogłyby ci łapę odgryźć - chyba. Jazgot to nigdy nawet takiego na oczy nie widział, ale... słyszał. Że są groźne. Na pewno to co przedstawiał brzmiało chociażby trochę groźniejsze, niż po prostu powiedzenie "że są straszne". Są, to fakt oczywisty. Szczegóły budzą strach, nie ogólniki. - Dokładnie, należę do jednego. Wiem, jak koty reagują na nowych - oczywista oczywistość. - Nasz Zastępca uznał, że skoro ktoś nie urodził się w Klanie, to praktycznie jest nic nie wart, a może i nawet jest zdrajcą!
Chyba... chyba tak było? Ugh. Nie pamiętał. Na pewno trafiło go to w czuły punkt, teraz może lekko to podkoloryzował. No, ale nie zmieniało to faktu, że było to średnio miłe przywitanie!
Karykaturalnej budowy ciało utrzymywane jest na długich, chudych nóżkach. Z tyłu niemalże zawsze uniesiony powiewa z zadowoleniem równie długi, równie chudy ogon. Pyszczek Gremlinka jest kanciasty, wykrzywiony w wiecznym uśmiechu. Na szczycie głowy wyrasta para dużych uszu, a poniżej nich znajdują się błękitne ślepia, z czego prawe posiada bardziej wyblakły odcień tego koloru.
Białe futro kocura nieskalane chociażby jedną pręgą jest krótkie, kręcone i często placzą się w nim różnego rodzaju gałązki i liście przyniesione znad dworu, a łapy niemalże zawsze są brudne od ziemi, czy to znad dworu, czy domowych doniczek. Kąpiele z udziałem szamponu są częstym elementem gremliniego życia.
Głośny, energiczny, ciekawski, nie brakuje mu empatii - po więcej zapraszam do kp!!
Otworzył pysk, po czym rozejrzał się na boki. Co on właściwie chciał mu powiedzieć, przecież Goblin nigdy czegoś takiego nie zrobił. Powiedziałby mu przecież. Zamknął pysk i pokiwał głową przecząco. - Ale to nie znaczy, że nie mogę się nauczyć. - Odpowiedział, tym razem już nieco przygaszony. Zmarszczył brwi na kolejne słowa burego. Wujek Chrabąszcz nigdy nie wyrażał się o kotach spoza Klanu w podobny sposób, co on. - Ale mówisz tak, jakbyście jednak przyjmowali nowych. Dlaczego to robicie skoro uważacie ich za bezwartościowych? -Rozmowa coraz bardziej zaczynała mu się nie podobać. Nie chciał, żeby ktoś napychał mu do głowy wątpliwości.
bury, z tygrysimi prążkami i długą, rozczochraną sierścią, wiecznie niezadowolony, brązowe oczy, średniej wielkości
bardzo niemiły i super niefajny!!! ale daje ładne pozory
Ciemna Łapa., Ruda Łapa (KG) | Mgła [KW]
- Tak nie mówiłem. Powiedziałem, że będą krzywo patrzeć - wzruszył barkami. No, bo będą. Jak nie będą to... to niech gęś kopnie i Gremlina z bratem, i wszystkich w Cieniu co mieli jakiekolwiek problemy z tym, że jest spoza Klanu. Bo to zwyczajnie będzie nie fair, że gdzie indziej są ulgi. Ale nie mogą być. Nie wierzył, że Cień jest aż tak zgnitym miejscem.
Później znów wzruszył jednym z barków. - Bo ja wiem? Nie jestem nikim, by decydować co się dzieje z kim - a jakby był, prawdopodobnie doszłoby do upadku całego Wszechświata. Jazgot nie powinien mieć w łapach władzy nigdy. Przenigdy. Rzecz jasna, nieskromnym zdaniem uważał inaczej... że powinien już być wychwalany i zapraszany na stołek. Był potomkiem Gwiazdy. Miał ku temu prawo. - Zakładam, że ci z góry nie lubią obcych, bo są zwyczajnie... obcy. Bo są nikim. Ale ja uważam, że to bzdura. Tylko takich jak ja jest mało, każdy inny najchętniej napluł ci na piszczka, żeby pokazać ci jak miło mieć cię w Klanie... Przykre, nie?
Westchnął, jakże żałośnie. - Nieważne. Cokolwiek nie zrobisz kolego, miej się na baczności. Bo nic w życiu nie jest tak kolorowe, jak inni ci to mówią.
Zmierzch to idealnie biały, nieskażony plamką żadnego innego koloru postawny kocur. Posiada długie, zadbane futerko, zawsze ładnie rozczesane. Ma puchatą kitę, futro na polikach oraz kryzę na szyi; są to nadzwyczaj miękkie miejsca na jego ciele. Oczy o kolorze lodu iskrzą na samą myśl o spotykaniu nowych kotek, nie witając nikogo chłodem, a wręcz przeciwnie - ciepłem i ciekawością. Ma też ciemnoszary nos. Uszy Zmierzchu są całkiem długie, ale też nie do przesady, przeciętne. Zupełnie jak jego pysk, który jest sztampowym przykładem typu europejskiego.
Jest jednak też sprawa, która często sprawia, że wygląd Zmierzchu nieco się różni od jego standardowego - otóż właściciel Zmierzchu ma fioletową manię. Skrupulatnie wyszukiwał w najdroższych kocich sklepach naturalne farby i barwniki, które pozwoliłyby zmienić odcień ubarwienia jego kota... a przynajmniej do czasu kąpieli, kiedy to fiolet się zmywa, a sam właściciel, wiedziony dziwaczną obsesją, zmuszony jest poddać swojego pupila kolejnemu zabiegowi.
Jest świetnym rozmówcą, szczególnie jeżeli chodzi o kotki. Jest raczej dobroduszną osobą, która do końca nie rozumie negatywnych aspektów świata. Zdarza mu się nieco zbyt płaszczyć przed kotkami, a w skrajnych wypadkach jest w stanie zrobić dla nich totalnie głupie rzeczy. Uwielbia tanią tłustą karmę. Przez to, że jego właściciel farbuje go od urodzenia na fioletowo uważa on, że takowe umaszczenie jest jak najbardziej normalne.
brak
Zdarzyło się, że Zmierzch wędrował tu i ówdzie zwiedzając miejsca w których go jeszcze nie było. Nigdy jednak jego łapa nie postała na terenach poza osiedlem. Wcześniej jakoś taka otwarta dzicz z jakiegoś powodu niepokoiła, ale z innej strony było w tym coś pociągającego. Zmierzch jednak nie chciał zachować się zbyt nieodpowiedzialnie i zamierzał pospacerować sobie wzdłuż płotu obok zasadzonych drzew. Kojarzył, że jego właściciel babrał się z takimi drzewkami w ogrodzie. Tam były co prawda młode, jeszcze nie wyrośnięte, ale kojarzył schemat. Tak więc Fioletowy jegomość chodził sobie wzdłuż drewnianego ogrodzenia. Rozglądając się co jakiś czas. Wypatrywał czegoś interesującego. Nigdy tutaj nie był, więc nie za bardzo wiedział czego mógł się tutaj spodziewać.
Księżyce: 82 Mistrz: Kolczasty Grzbiet Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Łajba Partner: Morze, Chrzęszczący Chrabąszcz Trwałe urazy: mała blizna po prawej stronie policzka, podłużne rany na lewym boku, oderwany kawałek lewego ucha
Rudy złoty, tygrysio pręgowany | czarna LP łapka, plamka na karku i po lewej stronie brzucha [chimeryzm] | wysoki i szczupły | białe palce tylnych stóp i biała plamka na gardle | niebieskie oczy
Wybierał się na polowanie. Ot, konieczna była jakaś kolacja, a że ryby nie chciały brać (a i sam Bonawentura nie bardzo miał do nich cierpliwość tego dnia) ruszył w stronę siedliska koni, mając nadzieję, że trafi się jakiś porządny ptak albo przynajmniej zając. Podczas poszukiwań trafiał na tropy i niemalże od razu je gubił, mając wrażenie, że przecinają się albo znikają bez śladu. Nie widział w okolicy nor, więc ucieczka nie miała sensu, a i nie czuł póki co innych drapieżników, które mogłyby capnąć zwierzynę. Czyżby się starzał? Nos mu wysiadał? Niezbyt dobrze to wróżyło, szczególnie, że był w kwiecie wieku, i żył samotnie, licząc tylko na własne umiejętności łowieckie.
Sprawy nie poprawiał fakt, że w pewnym momencie rzeczywiście dostrzegł kota na ogrodzeniu polanki. Nie byłoby w tym nic dziwnego, w końcu w tych okolicach kotów było od groma. Problem w tym, że jegomość był...fioletowy?
- Dzień dobry? - spytał ostrożnie, zbliżając się parę kroków. Pysk nieznajomego był zbyt wyraźny jak na sen, choć nie mógł wykluczyć takiej możliwości. Szczególnie, że wyjaśniałoby to beznadziejne polowanie.
Zmierzch to idealnie biały, nieskażony plamką żadnego innego koloru postawny kocur. Posiada długie, zadbane futerko, zawsze ładnie rozczesane. Ma puchatą kitę, futro na polikach oraz kryzę na szyi; są to nadzwyczaj miękkie miejsca na jego ciele. Oczy o kolorze lodu iskrzą na samą myśl o spotykaniu nowych kotek, nie witając nikogo chłodem, a wręcz przeciwnie - ciepłem i ciekawością. Ma też ciemnoszary nos. Uszy Zmierzchu są całkiem długie, ale też nie do przesady, przeciętne. Zupełnie jak jego pysk, który jest sztampowym przykładem typu europejskiego.
Jest jednak też sprawa, która często sprawia, że wygląd Zmierzchu nieco się różni od jego standardowego - otóż właściciel Zmierzchu ma fioletową manię. Skrupulatnie wyszukiwał w najdroższych kocich sklepach naturalne farby i barwniki, które pozwoliłyby zmienić odcień ubarwienia jego kota... a przynajmniej do czasu kąpieli, kiedy to fiolet się zmywa, a sam właściciel, wiedziony dziwaczną obsesją, zmuszony jest poddać swojego pupila kolejnemu zabiegowi.
Jest świetnym rozmówcą, szczególnie jeżeli chodzi o kotki. Jest raczej dobroduszną osobą, która do końca nie rozumie negatywnych aspektów świata. Zdarza mu się nieco zbyt płaszczyć przed kotkami, a w skrajnych wypadkach jest w stanie zrobić dla nich totalnie głupie rzeczy. Uwielbia tanią tłustą karmę. Przez to, że jego właściciel farbuje go od urodzenia na fioletowo uważa on, że takowe umaszczenie jest jak najbardziej normalne.
brak
Zmierzch zatrzymał się gwałtownie. Szczerze nie spodziewał się spotkać tutaj kolejnego kota, chociaż w zasadzie mógł? Istniała taka możliwość, która się właśnie ziściła. Fioletowy Kocur odwrócił się w kierunku rudego kota wpatrując się w niego zdziwionymi oczami. Zaraz potem Kocur potrząsnął swoim łbem, nie mógł przecież pokazać że go zaskoczył! O nie nie. Nie mógł się tak skompromitować. Dlatego zaraz się uśmiechnął i wypiął swoją pierś. - Hej piękny. Co tam tobie chodzi po głowie i nie mówię tutaj o pchłach. - Powiedział to aksamitnym głosem. Przede wszystkim żeby się od razu przypodobać rozmówcy. Sam przysiadła na ziemi, przypatrując się drugiemu kocurowi.
Krótkie biało-rude futro | średniej wielkości | szczupły | złoto-pomarańczowe ślepia
wesoły, skory do zabawy, wręcz no można by powiedzieć, że figlarny haha
Rdest, Szczurza Łapa i Kurza Łapa
- Keke… - wesoły rechot uciekł z rudego pyska, kiedy Kłopot wskoczył do kałuży, rozchlapując jej zawartość na bogu ducha winnego pajączka i katapultując go w głąb lasu...
Lasu!?
Kocur rozerwał szerzej ślepia, rozglądając się wokół siebie. Widok był znajomy, zapach był znajomy i Kłopot nie potrzebował długo, żeby zorientować się, że łapy same zaprowadziły go w okolicę klanów. Nie to, żeby miał coś przeciwko temu miejscu i to nie tak, że zdarzyło mu się to po raz pierwszy. Tak jakby miejsce urodzenia przyciągało go w jakiś magiczny sposób, albo może myśl jak zabawnym i ryzykownym dla niego samego byłoby spotkanie kogoś z Wichru, w którym zostawił swoich bliskich na rzecz życia wśród osiedlowej zgrai. Tego dnia jednak miał za zadanie rozniesienia wieści o kocich walkach, w nadziei znalezieniu nowych chętnych do udziału, albo do wciągnięcia się w hazard. Klany były zdecydowanie mniej prawdopodobnym miejscem do znalezienia naiwnych desperatów. - Ehh… Hop-hop! - Zawołał głośno, chociaż nie mając wielkiej nadziei, że ktokolwiek mu odpowie.
My snails got humor They’re the sniggle at a funeral Knows everybody's disapproval I should've worshiped snails sooner! If the snails ever did speak She's the last true snailpiece Every Snailday's getting more bleak A fresh snoison each week "We were born snick" You heard them say it
przeciętnego wzrostu, niezbyt umięśniony, rudo - biały kocur o długim, kręconym futrze i bursztynowych oczach
Marzyciel. Tak najłatwiej opisać jest młodego kocura. Kocurek chodzi głównie z głową w chmurach, odpływa do swojego świata. W takich momentach zazwyczaj nie kontaktuje ze światem rzeczywistym. Szybko gubi wątek w rozmowie, a wtedy zazwyczaj zaczyna opowiadać o pięknie tego świata, roślinach, ptakach. Często można zauważyć go, leżącego na trawie, pod drzewem bądź też nie pod drzewem i patrząc w niebo, niezależnie od widoczności. Może również nie leżeć na trawie, a po prostu na drzewie, rozmarzonym wzrokiem spoglądając na to, co dzieje się na ziemi.
A o czym to marzy? Właściwie to o wszystkim i o niczym jednocześnie. Nachodzą go różne, filozoficzne - bądź też nie - myśli. Na przykład, dlaczego to trawa jest zielona? Dlaczego ptaki potrafią latać? Może mógłby latać razem z nimi, gdyby tylko przyczepił sobie piórka do futra?
Niezwykle roztrzepany. Był z kimś umówiony o wschodzie słońca? Jeśli pojawi się do górowanie słońca to cud! Miał iść na polowanie z rana? Prawdopodobnie wieczorem dostanie olśnienia, że jest głodny i trzeba iść coś zjeść.
Mimo wszystko jest naprawdę miły dla absolutnie każdego! Ktoś na niego nasyczał? Zapyta jak mija mu dzień i czy może mu jakoś poprawić humor! Poza tym zawsze stara się... pomagać. Może nieudolnie, może bardziej udolnie - ale się stara!
Szukałem właśnie czegoś cieplejszego do legowiska. Chciałem podkraść trochę wełny od ludzi, ale nie potrafiłem jej znaleźć, tak więc uznałem, że zawsze mogę przecież zabrać im trochę mchu, skoro już się tam znalazłem. No i tak wracałem przez rząd drzew, już w sumie blisko lasu byłem, kiedy usłyszałem wołanie. Nadstawiłem uszu, rozglądając się trochę podejrzliwie.
- Hop, hop, hop! - zawołałem, za nim trochę pomyślałem. Aż sam musiałem walnąć się w głowę łapą. Przecież nie chciałem, aby ktoś mnie zaatakował! Mógł się tu kręcić Martwa Dusza. Koniec końców został wyrzucony z klanu, więc może chciałby się zemścić... A skoro miałem zostać ojcem, to nie chciałem, aby mnie ktoś zabił i aby Kózka została sama. - ALE NIE ATAKUJ MNIE BO NIE JESTEM SAM I ZARAZ KTOŚ PRZYJDZIE MI POMÓC, JEŚLI SIĘ ZDECYDUJESZ! - odkrzyknąłem, po czym zgarnąłem mech i zacząłem przemykać w stronę lasu jeszcze szybciej, aby przypadkiem nikt mnie nie dopadł.
Krótkie biało-rude futro | średniej wielkości | szczupły | złoto-pomarańczowe ślepia
wesoły, skory do zabawy, wręcz no można by powiedzieć, że figlarny haha
Rdest, Szczurza Łapa i Kurza Łapa
Kłopot aż przystanął, kiedy coś mu odpowiedziało. Przez uderzenie serca myślał, że to jedynie echo, ale głos był inny. Nie naturalnie zachrypnięty, bez zaczepnej nuty. Ale miał fart! No bo serio, jakie były na to szanse, bez podchodzenia pod granice klanów? Już miał się roześmiać, kiedy głos kontynuował. Ktoś jeszcze tu był? Gotów do ataku?
To już brzmiało zdecydowanie mniej szczęśliwie. Rozważniejszy kot pewnie by zawrócił. W końcu dostanie kilku plaskaczy od Łoma za urwanie od obowiązków (ten wybryk natury zdecydowanie czytał w myślach, zwyczajnie zbyt często potrafił odgadnąć, kiedy Kłopot kłamał), nie było tak strasznym w perspektywie nawet jedynie ewentualnego, ale wciąż spotkania z kimś gotowym do użycia pazurów i kłów. Dla Kłopota było jednak już za późno. Ciekawość wzięła górę nad rozsądkiem. Chciał teraz to zobaczyć swoje "echo" na własne oczy. - …? - Pomarańczowe ślepia w końcu spotkały kosmate futerko, które z mchem w mordzie sterczało pośrodku drzew. I tylko jedna świeża woń wisiała w powietrzu. Kłopot przechylił łeb, wyraźnie rozbawiony, choć w jego ruchach była ostrożność. - To ty do mnie wołałeś? - Zagadnął przechylając łeb na bok. - Bo jak tak, to... Możemy uznać, że moi kumple też są w okolicy? Pod mchem sie chowają czy coś. Tak żebyś ty mnie też nie atakował? - Zaproponował z wymalowanym na mordzie rozbawieniem.
My snails got humor They’re the sniggle at a funeral Knows everybody's disapproval I should've worshiped snails sooner! If the snails ever did speak She's the last true snailpiece Every Snailday's getting more bleak A fresh snoison each week "We were born snick" You heard them say it
przeciętnego wzrostu, niezbyt umięśniony, rudo - biały kocur o długim, kręconym futrze i bursztynowych oczach
Marzyciel. Tak najłatwiej opisać jest młodego kocura. Kocurek chodzi głównie z głową w chmurach, odpływa do swojego świata. W takich momentach zazwyczaj nie kontaktuje ze światem rzeczywistym. Szybko gubi wątek w rozmowie, a wtedy zazwyczaj zaczyna opowiadać o pięknie tego świata, roślinach, ptakach. Często można zauważyć go, leżącego na trawie, pod drzewem bądź też nie pod drzewem i patrząc w niebo, niezależnie od widoczności. Może również nie leżeć na trawie, a po prostu na drzewie, rozmarzonym wzrokiem spoglądając na to, co dzieje się na ziemi.
A o czym to marzy? Właściwie to o wszystkim i o niczym jednocześnie. Nachodzą go różne, filozoficzne - bądź też nie - myśli. Na przykład, dlaczego to trawa jest zielona? Dlaczego ptaki potrafią latać? Może mógłby latać razem z nimi, gdyby tylko przyczepił sobie piórka do futra?
Niezwykle roztrzepany. Był z kimś umówiony o wschodzie słońca? Jeśli pojawi się do górowanie słońca to cud! Miał iść na polowanie z rana? Prawdopodobnie wieczorem dostanie olśnienia, że jest głodny i trzeba iść coś zjeść.
Mimo wszystko jest naprawdę miły dla absolutnie każdego! Ktoś na niego nasyczał? Zapyta jak mija mu dzień i czy może mu jakoś poprawić humor! Poza tym zawsze stara się... pomagać. Może nieudolnie, może bardziej udolnie - ale się stara!
No i proszę! Pojawił się owy głos, a przynajmniej tak się spodziewałem. Rozejrzałem się dookoła, aby upewnić się, że nie ma tu nikogo więcej. Wziąłem głębszy wdech, po czym wypuściłem mech na ziemię. Musiałem przyznać, że nieznajomy nie wydawał się być wobec mnie negatywnie nastawiony. Raczej rozbawiony.
- Taaaaaa - przyznałem, przydreptując w miejscu łapami. Wolałem zachować ostrożność, ale kocur wydawał się bardzo przyjaźnie nastawiony. - Uznajmy, że razem nie będziemy się atakować, bo mamy wsparcie. Rozejm! - stwierdziłem po chwili, po czym uśmiechnąłem się do nowego znajomego. - Skąd jesteś?