Długonoga kotka o szczupłej sylwetce, którą zdobi większości biała, krótkowłosa sierść. Srebro i czarne tygrysie pręgi znalazły są ostoję jedynie pod postacią plamy z tyłu prawej, przedniej łapy; łatą, która rozciąga się od prawego policzka, przechodząc przez oko aż do czubka głowy oraz do spiczastych, dużych uszu. Rozlewa się nierówno, pozostawia sierść wokół lewego oka białe, tworząc pewnego rodzaju strzałkę; oraz na krótkim, grubym ogonie. Drobny pyszczek zamieszkują duże, okrągłe ślepia o soczystozielonej barwie i różowy nosek. Chodzi dumnie z wysoko podniesionymi uszami i głową.
Rosa nie należy do najprzejrzystszych kotów. Wyuczona by na początku słuchać – potem mówić, woli taktycznie odpowiadać niż angażować się z rozmówcą. Pasuje jej to, gdyż i tak woli wchłaniać wiedzę i klanowe plotki, ale jak już musi coś powiedzieć zrobi to ostrożnie. Na początku myśli potem działa. Pogardliwie patrzy na koty w podobnym wieku, zwłaszcza na terminatorów młodszych od niej. Często za plecami ich plecami obraca oczami lub wzdycha z zażenowania, gdy wchodzi z nimi w jakąkolwiek interakcje. Nie powiedziałaby nigdy wprost czegoś okrutnego czy niemiłego, no bo tak to nie wypada, aczkolwiek jej słowa nigdy nie należą do … najszczerszych. Jedynym autorytetem dla niej i kotami, do których zwraca się pełnym szacunkiem są jej matki, starsi wojownicy i trójka klanowa. Jest bardzo ambitna, chciałaby zaistnieć swoim Klanie i służyć mu jak najlepiej, zrobiłaby wszystko by dowieść swoją wartość.
Napięła na chwilę mięśnie, nie podobał jej się ton terminatorki Kałużowej Doliny. Prawda. Była dumna z tego, była dumna z swej rangi. Była LEPSZA, teraz z tej dwójki. Jarzębinowa Łapa powinna traktować JĄ z większym szacunkiem.
Przysiadła niedaleko kotki, wciąż utrzymując dystans. Aha czyli, złapała jakieś swędziawki. Toż ci to numer, kot z fiksacją na punkcie urody, dostaje chorobę co ją rujnuje. Może to jakaś karma od strony Gwiezdnego Klanu? Możliwe.
- Nie jest źle - kłamstwo, było dość źle. Miękkie loczki zastąpiły łyse plamy, gdzieniegdzie - Najważniejsze, że ci odrasta. Za dwa księżyce na pewno wrócić do swojej formy. - miauknęła, starając się brzmieć jak wspierająca "przyjaciółka".
- Eh, też miałam zaszczyt zamienić parę słów z nią - rozpoczęła nieco sarkastycznie, patrząc nieco w przestrzeń - Badałam wodę, szukając na nią i na Nadpływającą Ławice brudów, lecz... - przerwała dramatycznie, wracając wzrokiem w stronę złotowłosej.
- Kiedy ostatnim razem rozmawiałaś z Karasiową Łapą? -
- A ty oczy to masz dla ozdoby bo są ładne, czy żeby nimi widzieć? Jest tragicznie. - syknęła, starając się zakryć łyse plamy tam, gdzie tylko się dało. Nie powinna być taka w stosunku do przyjaciółki, zdecydowanie nie, wiedziała jednak, że te słowa były kłamstwem. Była wściekła na świat, na los, na Przodków, na wszystkich. A że Poranna Rosa akurat do niej podeszła, to obrywała rykoszetem, niestety.
- Spoko. Ja go nie widziałam... od tej randki. Więc chyba już nie musisz nic szukać. Nie wiem, czy nie zwiał na dobre. Nie było go na Połowie, a jestem pewna że akurat on by tego nie odpuścił. - powiedziała. Dodatkowo była zła również i przez to. Będzie musiała znaleźć innego zbuntowanego kawalera, skoro ten dał dyla. Szkoda, bo Karaś był niczego sobie z wyglądu, ale cóż... taki los. Jarzębina, jak tylko odrośnie jej futro, dostanie w końcu to, czego chce. Jak zawsze.
Długonoga kotka o szczupłej sylwetce, którą zdobi większości biała, krótkowłosa sierść. Srebro i czarne tygrysie pręgi znalazły są ostoję jedynie pod postacią plamy z tyłu prawej, przedniej łapy; łatą, która rozciąga się od prawego policzka, przechodząc przez oko aż do czubka głowy oraz do spiczastych, dużych uszu. Rozlewa się nierówno, pozostawia sierść wokół lewego oka białe, tworząc pewnego rodzaju strzałkę; oraz na krótkim, grubym ogonie. Drobny pyszczek zamieszkują duże, okrągłe ślepia o soczystozielonej barwie i różowy nosek. Chodzi dumnie z wysoko podniesionymi uszami i głową.
Rosa nie należy do najprzejrzystszych kotów. Wyuczona by na początku słuchać – potem mówić, woli taktycznie odpowiadać niż angażować się z rozmówcą. Pasuje jej to, gdyż i tak woli wchłaniać wiedzę i klanowe plotki, ale jak już musi coś powiedzieć zrobi to ostrożnie. Na początku myśli potem działa. Pogardliwie patrzy na koty w podobnym wieku, zwłaszcza na terminatorów młodszych od niej. Często za plecami ich plecami obraca oczami lub wzdycha z zażenowania, gdy wchodzi z nimi w jakąkolwiek interakcje. Nie powiedziałaby nigdy wprost czegoś okrutnego czy niemiłego, no bo tak to nie wypada, aczkolwiek jej słowa nigdy nie należą do … najszczerszych. Jedynym autorytetem dla niej i kotami, do których zwraca się pełnym szacunkiem są jej matki, starsi wojownicy i trójka klanowa. Jest bardzo ambitna, chciałaby zaistnieć swoim Klanie i służyć mu jak najlepiej, zrobiłaby wszystko by dowieść swoją wartość.
Yikes. Ostra docinka Jarzębinowej Łapy wzbudziła w jasnej kotce porządny przypływ podirytowania. Nie wyszedł jej rzut na charyzmę, trudno, nie było zaskoczeniem. Widać, że stan emocjonalny córki Kurzej Stopy jest najzwyczajniej niestabilny. Ehh, złotowłosa jest rozemocjonowana - popada w niepotrzebną, przesadną histerię. Całe to jojdanię zachęcało tylko do pozostawienia ją w lesie. Na szczęście Rosa jest PONAD takim zachowaniem. Nie miała zamiaru wchodzić w infantylne pyskówki z przyjaciółką. Poza tym, widać było, że sobie przyjaciółka zwyczajnie nie radzi. Jest do tyłu z treningiem, chłopak jej zniknął, zdrowie podupada. A Rosa? Wręcz przeciwnie! Wszystko jej szło według koncepcji. ONA zmierzało ku czemuś wielkiemu. Toteż naturalnie, że Jarzębinowa Łapa straciła jakiekolwiek przywileje do bycia "na równi".
Nie ruszyła się z miejsca, nawet wąs jej nie drgnął. Jedynie wlepiła tymi jakże i ładnymi i ozdobnymi oczami w terminatorkę, patrząc się na nią jak na rozwydrzoną wariatkę, którą teraz była.
Na szczęścia musiał być to jakiś chwilowy atak. Następne słowa były mniej kolorowe. Rosa przytykała kotce tak co pół słowa. Porzucił ją w najbardziej krytycznym momencie. HA, czego innego można było się spodziewać po takim obślizgłym węgorzu? Wszystko, co powiedziała o nim Wierzbownicowa Łapa wydawało się być prawdziwe. Narwany, nieogarnięty, nieokrzesany. Złotowłosa miała naprawdę słaby gust w kocurach. Cóż, ale w sumie jaki byłby inny wybór? Stare dziady?
Srebrna kotka zamyśliła się na moment. Może w planie zadłużenia Jarzębiny wystąpiły... niekorzystne okoliczności... aczkolwiek nie wszystko stracone. Może teraz nawet był najlepszy moment, by złapać kotkę w swe szpony. W końcu w oczach wojowniczki kuzynka już nie miała już autonomii. ONA jej znajdzie odpowiedniego kandydata. To cel wyższy środkom, dla przyszłości Klanu Rzeki.
- Najwidoczniej miał inne priorytety. - miauknęła sucho. - Ty też powinnaś. Nie ma co na niego czekać, aż wróci z swych przygód. Zaniedbał cię. To nie dopuszczalne. Zwłaszcza dla takiego piękne kwiatu jak ty. - przeszła do ostrego osądu orientalnego terminatora. Nie było miejsca dla niego w ich Klanie.
- Martwię się o ciebie, Jarzebino. Nie zastanawiało cię skąd się wzięła ta "swędziawka"? I nie zdziwiło cię jak bardzo to "skolidowało" z zniknięciem Karasiowej Łapy? A co jeśli, w ten fizyczny sposób przejawił się twój podświadomy stres, jaki wywołał ten kocur.- Ciągnęła dalej, brzmiąc coraz bardziej jak matka niż kuzynka. Jak dotąd chodzenie wokół tematu, aż ktoś złapie przynętę, nie wychodziło, dlatego starała się bardziej bezpośrednio wskazać terminatorce winowajcę, który sporządził jej taką krzywdę.
- W Klanie są jeszcze... dobre kocury. Może pomyśl o kimś z klasą... Gwiezdna Łapa wygląda na takiego. Chyba, że preferujesz starszych. - miąuknęła nieco przed siebie, nie słysząc jeszcze ewentualnych protestów Jarzębiny. Bleh, tego mieszańca nawet kijem, by nie tyknęła, lecz wolałaby rozpocząć sugestie od kogoś, kto ma chociaż krew klanową i urodził się w Rzecę. Chociaż syn Gromianki kompletnie nie przypominał z wyglądu niedoszłego syna Karpiego Strumienia. Tą orientalną urodę dzielił ten nowy samotniczy szczur, co Jeziorna Bryza przyprowadziła. A, był jeszcze Wiesiołek... Wiesiołka zostawiła dla siebie, jako plan B. Dziwne też byłoby, jakby ich rodziny tak się splatały.
Czy można było Jarzębinę nazwać wariatką? Być może. Nie od dziś jednak było wiadomo że ma cięty język i nie boi się z niego skorzystać. Nieważne, z kim rozmawiała. Nie spoglądała też na tę sytuację tak jak Poranna Rosa. Nie uważała, że jest w gorszej od niej pozycji, chociażby ze względu na trening. Była pewna, że są równe, ponieważ są ładne i tylko to się liczyło.
- Do Ciemnego Lasu z nim. Jak uciekł, to jego wina. Ja nie daję drugich szans. Nie wiem od czego ta swędziawka... ale na pewno nie przez niego. Daj spokój, to dla mnie traci się głowę, nie na odwrót! - przyznała. Może rzeczywiście było w tym trochę prawdy, może za bardzo kręciła się w relację z Karasiem i to odbiło się na jej zdrowiu... Jedno było pewne - to się już nigdy nie powtórzy. To za nią kocury będą chorować, nigdy w drugą stronę.
- Nooo, ja bym wolała kogoś starszego i wiesz... ciekawszego. Gwiezdna Łapa jest spokrewniony z Nocną Gwiazdą i całą tą bandą nudziarzy, czym on mnie może zainteresować? Może po prostu poszukam w innych klanach. - zaproponowała. W klanie niewielu było takich, którzy spełniliby dość wysokie wymagania Jarzębinowej Łapy. Nie zadowoli się pierwszym lepszym, a skąd. Najlepiej jeszcze, gdyby ktoś już się koło niego kręcił. Uwielbiała pokazywać wyższość, a nie było ku temu lepszej okazji, niż zwykłe sprzątnięcie kocura sprzed nosa. Tylko właśnie - czy tutaj był ktoś taki?
Długonoga kotka o szczupłej sylwetce, którą zdobi większości biała, krótkowłosa sierść. Srebro i czarne tygrysie pręgi znalazły są ostoję jedynie pod postacią plamy z tyłu prawej, przedniej łapy; łatą, która rozciąga się od prawego policzka, przechodząc przez oko aż do czubka głowy oraz do spiczastych, dużych uszu. Rozlewa się nierówno, pozostawia sierść wokół lewego oka białe, tworząc pewnego rodzaju strzałkę; oraz na krótkim, grubym ogonie. Drobny pyszczek zamieszkują duże, okrągłe ślepia o soczystozielonej barwie i różowy nosek. Chodzi dumnie z wysoko podniesionymi uszami i głową.
Rosa nie należy do najprzejrzystszych kotów. Wyuczona by na początku słuchać – potem mówić, woli taktycznie odpowiadać niż angażować się z rozmówcą. Pasuje jej to, gdyż i tak woli wchłaniać wiedzę i klanowe plotki, ale jak już musi coś powiedzieć zrobi to ostrożnie. Na początku myśli potem działa. Pogardliwie patrzy na koty w podobnym wieku, zwłaszcza na terminatorów młodszych od niej. Często za plecami ich plecami obraca oczami lub wzdycha z zażenowania, gdy wchodzi z nimi w jakąkolwiek interakcje. Nie powiedziałaby nigdy wprost czegoś okrutnego czy niemiłego, no bo tak to nie wypada, aczkolwiek jej słowa nigdy nie należą do … najszczerszych. Jedynym autorytetem dla niej i kotami, do których zwraca się pełnym szacunkiem są jej matki, starsi wojownicy i trójka klanowa. Jest bardzo ambitna, chciałaby zaistnieć swoim Klanie i służyć mu jak najlepiej, zrobiłaby wszystko by dowieść swoją wartość.
No obecnie to ładniejsza była Rosa , ONA nie miała teraz placków przez jakiegoś łajdaka.
Przytaknęła koleżance, patrząc się na nią kamienną miną. Taaa wcale nie przez niego łysiejesz, tak, tak, bo jeszcze jej uwierzy. Nie miała nic więcej do dodania, ważne, że Karaś to już temat przeszły. Liczyła się przyszłość!
Podniosła nieco wyżej uszy, by lepiej dosłyszeć szczegóły. Starszy, okej. Ciekawszy? To aż taki ważny współczynnik? Ważne żeby był. Jednak poza tą pogadaną "ciekawości" i anty Nocne Gwiazdy najgorszą na pewno było ostatnia sugestia. "Może po prostu poszukam w innych Klanach". Porannej Rosie chyba stanęło serce. CO?! Spojrzała się na złotowłosą z rozszerzonymi źrenicami z zwyczajnego niedowierzania, wzrokiem bliżej znacznym do "CO TY WŁAŚNIE POWIEDZIAŁAŚ????!!!". Zwariowała. To już fakt. Zwariowała. Upadła. Czy ona naprawdę myśli, żeby splamić swoją krew z byle jaką spuścizną? Jak ona w ogóle śmie, do niej to powiedzieć?! Czy ona musi być aż tak uparta? Czemu, po co?? Żeby byle kto mógł się nią zabawić? HA. Naprawdę potrzebowała pomocy, naprawdę.
Mimo, że myśli Rosy leciały teraz z prędkością światła w totalnym chaosie, to z pyszczka przez parę uderzeń serca nic nie wyleciało. Do czasu.
- Jest coś w nim na pewno więcej niż tylko pokrewieństwo z Nocną Gwiazdą, ale jak nie to nie - wymamrotała, już gadały kiedyś o władzy i statusie, ewidentnie Jarzębinę nie ciągło w te rejony. - Może nie rzucaj się na aż tak głęboką wodę jeszcze. Pomyśl jak za granicy miałby cię podziwiać na co dzień, kiedy ktoś mógłby to robić codziennie? Łatwiej takiemu uciec i zniknąć bez śladu, a nie potrzebujesz jeszcze raz takiego przypadku. A co powiesz na Gorejącym Krzewie? - rzuciła dla rozproszenia wojownika. W sumie sama nie wiedziała, co o nim myśleć. Lepiej taki bezsmaku, byle by chociaż był z ich Klanu, a nie z jakiegoś ciemnego zaułka.
Jarzębina nie była jakąś zwolenniczką czystej klanowej krwi, nie przeszkadzałby jej partner z innego klanu. Zresztą, absolutnie nie planowała posiadać kociąt. To by tylko zepsuło jej wygląd, a na to nie mogła pozwolić pod żadnym pozorem. W klanie Rzeki nie było chyba nikogo kto wpadłby jej w oko, ale była dość wybredna, jeśli o to chodzi. Nie dość, że musiał dostarczać jej odpowiednich emocji, to jeszcze musiał nie być spokrewniony z Przywódca, a o to, jak się okazuje, w tym klanie nad wyraz ciężko.
- Zza granicy właśnie doceniałby każdą możliwą chwilę ze mną i upewniłby się, że każde nasze spotkanie jest pełne wrażeń! Byłby zaangażowany przynajmniej. Gorejący Krzew... ja nawet nie wiem kto to jest. Ten Wilcza Góra to taki nudziarz chyba, Różowa Łapa boi się własnego cienia, Szczerbata Mordka jest za stary... ale może jak mi się będzie nudzić... może Mknący Strumyk? Ma partnerkę i dzieci, co sprawia że jest wyzwaniem. Wiesz jaka to by była satysfakcja? - zaśmiała się na samą myśl o tym. Czy jest w klanie jeszcze jakaś para, którą mogłaby poróżnić dla własnej, samolubnej zabawy? Rosa na pewno będzie wiedziała.