Logo Artemidy
Powalone Drzewo

Samotniczka wyruszyła. Dzień był ciepły, jednak słońce było skryte za gęstymi chmurami. Po wietrze nie było ani śladu, ale... To raczej dobrze. Silny wiatr bywa zdradliwy i mógłby przeszkadzać w polowaniu. Na szczęście na ten moment Kłoda nie musi się tym przejmować.
Koteczka szła przed siebie, będąc w pełni skupioną. I mimo, że przestrzegała wszystkich zasad, których powinno się przestrzegać, nie potrafiła na ten moment zlokalizować żadnej zwierzyny. Tylko cisza, głucha cisza. Nawet ptaki nie śpiewały. To... Może być zwiastunem czegoś... Czegoś.

Kłoda: S: 6 | Zr: 7 | Sz: 6 | Zm: 7 | HP: 40 | W: 70
wykorzystane przerzuty- 0/1
religion is a breeding grond
when devil's work is deeply found
▪ ▪ ▪

teeth as sharp as cathedral spires
• slowly
• sinking

• in

[Obrazek: XvBhnlJ.png]
LVL 2 5 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
6
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kłoda na moment zatrzymała się w nadziei, że coś zauważy, jednak nic. Nic nie mogła dojrzeć ani wyczuć.
Westchnęła cicho, jednak nie poddawała się i ruszyła w ciszy dalej przed siebie. W końcu musi coś znaleźć! A miała nadzieję, że owym czymś będzie zwierzyna, a nie coś innego. Znaczy, o ile nie będzie to coś złego, to spoko.
LVL 2 70 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
40
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz

Mimo chwilowego braku zwierzyny, Kłoda nie miała zamiaru się poddać i hardo szła przed siebie. Tym razem nie musiała długo czekać na... Nie zwierzynę, a dziwną niespodziankę. Gdyby dokładnie się przyjrzała, spostrzegłaby... Kość. Dużą, podłużną i wbitą w ziemię, jakby miała być jakimś... Znakiem? Granicą? A może po prostu zwykłą kością, którą ktoś tu wbił, chcąc nastraszyć przechodniów? Być może. Samotniczka zapewne nigdy się tego nie dowie. No chyba... Chyba, że będzie jej się chciało kopać akurat w tym miejscu. A nuż znajdzie coś, co mogłoby jej się później przydać lub być ozdobą w jej legowisku.

Kłoda: S: 6 | Zr: 7 | Sz: 6 | Zm: 7 | HP: 40 | W: 70
wykorzystane przerzuty- 0/1
religion is a breeding grond
when devil's work is deeply found
▪ ▪ ▪

teeth as sharp as cathedral spires
• slowly
• sinking

• in

[Obrazek: XvBhnlJ.png]
LVL 2 5 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
6
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Co. To. Kurde. Jest.
Kłoda zmarsczyła mocno czoło, dostrzegając dalej... Kość? Co tu robi kość? I to wbita w ziemię? A może to nie jest prawdziwa kość? Może to coś innego? Nie... To wygląda jak kość!
Ragdollka lekko zdezorientowana ruszyła w stronę dziwnej niespodzianki, po czym obchąwała ją ostrożnie. Potem pacnęła ją lekko łapą. Co ona miała z tym zrobić? Po krótkiej chwili zastanowienia, błękitnooka spróbowała wyciągnąć kostkę z ziemi, łapiąc ją ostrożnie między zębami i próbując lekko popchnąć ją jedną łapą. W sumie nie wiedziała, po co tak robi, ale przecież to chyba nie był niczyi grób z wystającą kostką, więc chyba nie zbeszcześci nikogo pamięci, wyciągając jedną kostkę, prawda? ...Prawda?
LVL 2 70 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
40
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz

Koteczka zainteresowała się dziwną... Anomalią. Dość szybko znalazła się obok, by najpierw obwąchać kość, później pacnąć ją łapą, a na końcu chwycić zębami i spróbować wyciągnąć. Żeby to się udało, musiała się trochę wysilić, bo znalezisko było głęboko wbite w ziemię, ale to nic. Ważne, że wyciągnęła kość z ziemi. Ale jakim kosztem? Ciągnęła mocno, co spowodowało, że gdy kość w końcu odpuściła, koteczka poleciała nieco do tyłu, na zadek. Na szczęście nie zrobiła sobie przy tym żadnej krzywdy. Gdyby wstała, mogłaby zobaczyć, że zdobycz jest naprawdę długa, z dołu brudna od ziemi oraz robactwa. Ale to nie wszystko. Kość, która została wręcz wyrwana, spowodowała, że ziemia nieco się rozsypała i ukazała to, co rzeczywiście było pod nią ukryte. A co to takiego? Tak właściwie to... Nic. Nic, na co Kłoda mogłaby zwrócić uwagę. Tylko ziemia i robaki, naturalne środowisko. Ale... Być może było warto? Teraz przynajmniej samotniczka będzie mogła wziąć do swojego legowiska naprawdę ładną kość.

Kłoda: S: 6 | Zr: 7 | Sz: 6 | Zm: 7 | HP: 40 | W: 70
wykorzystane przerzuty- 0/1
religion is a breeding grond
when devil's work is deeply found
▪ ▪ ▪

teeth as sharp as cathedral spires
• slowly
• sinking

• in

[Obrazek: XvBhnlJ.png]
LVL 2 5 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
6
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Co jest? Nic poza tą kością tam nie było? Aww, szkoda!
Kłoda zerknęła z ukosa na rozsypany kawałek ziemi, w której znajdywała się przed chwilą kość, po czym machnęła lekko ogonem. No trudno, chociaż fajną kosteczkę znalazła na pamiątkę. Trochę przerażającą, bo mimo wszystko kość to kość, kiedyś musiała do czegoś należeć, ale to zawsze coś. Można skitrać gdzieś w Stodole i się pochwalić odwiedzającym.
Szlajaczka podniosła znalezisko, po czym ruszyła kawałek, aby ostatecznie odłożyć ją przy kamieniu i zasypać ziemią. Gdy już to zrobiła, ruszyła dalej przed siebie pod wiatr, beztrosko rozglądając się dookoła w poszukiwaniu zwierzyny, albo może i nowych znalezisk? Kto wie, kto wie!
LVL 2 70 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
40
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz

Koteczka zwinnie schowała znalezioną kość, po czym ruszyła w dalszą drogę, szukając zwierzyny lub chociażby nowych, równie ciekawych znalezisk. I... Cóż, jak widać będzie musiała jeszcze trochę poczekać. Na horyzoncie pustka, a wokół cisza, mimo, że w powietrzu unosi się naprawdę wiele zapachów. Chociaż... Które z nich należą do małych, smakowitych zwierzątek? Być może któryś zwiastuje o obecność większego, groźniejszego drapieżnika? Cóż... Nie można tego wykluczyć. Lepiej być uważnym.

Kłoda: S: 6 | Zr: 7 | Sz: 6 | Zm: 7 | HP: 40 | W: 70
wykorzystane przerzuty- 0/1
religion is a breeding grond
when devil's work is deeply found
▪ ▪ ▪

teeth as sharp as cathedral spires
• slowly
• sinking

• in

[Obrazek: XvBhnlJ.png]
LVL 2 5 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
6
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
No i nic... W dalszym ciągu nie mogła nic znaleźć. Czyżby samo polowanie i przesiadywanie w Stodole osłabiło jej węch? Eee... Nieee, to chyba tak nie działa. Przynajmniej taką miała nadzieję Kłoda.
Ale cóż mogła zrobić... Musiała iść dalej przed siebie pod wiatr i uważniej się rozglądać. I węszyć! Ogólnie zwracać mocniej uwagę na to, aby cokolwiek znaleźć! A musi coś prędzej czy później znaleźć. Bo co to za wiosna, podczas której nie ma żadnej zwierzyny? No żadna wiosna, żadna!
LVL 2 70 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
40
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz

Ruszyła dalej. I szybko mogła przekonać się, że tym razem ma zdecydowanie więcej szczęścia. Rzeczywiście natrafiła na jakąś zwierzynę, jednak... Czy było to coś, co chciałaby upolować i następnie zjeść? W końcu nie każdy gustuje w płazach, bo to właśnie na to natrafiła samotniczka. Niedaleko niej, pod jednym z przewalonych drzew pełznął padalec. Był chudy, a jednocześnie krótki i w sumie jeśli koteczka nie była wystarczająco uważna, to pewnie nawet go nie widziała.

Kłoda: S: 6 | Zr: 7 | Sz: 6 | Zm: 7 | HP: 40 | W: 70
wykorzystane przerzuty- 0/1
religion is a breeding grond
when devil's work is deeply found
▪ ▪ ▪

teeth as sharp as cathedral spires
• slowly
• sinking

• in

[Obrazek: XvBhnlJ.png]
LVL 2 5 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
6
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
###

Noc spowiła ziemie, na których żyły koty różnych Klanów. I wtedy zniknął, kiedy wszyscy spali.
Niebo dziś było wyjątkowo gwieździste, chmury mimo wszelkich prób i sił nie dawały rady przysłonić gwiazd, jakoby te miały wskazywać bengalowi drogę, do miejsca gdzie będzie mógł spocząć. Odszedł daleko, na północ, ryzykując być może swoim życiem i zdrowiem przechodząc obok Rzeki, niemniej - czy miał wybór? Podróż w poszukiwaniu nowych ziem dała mu do zrozumienia, że nie ma prawa tu istnieć, wśród Nowego Świtu. Nie mógł, po prostu. Nie pasował tu, nigdy. I najpewniej nigdy pasować nie będzie. I to nie było chyba nigdy winą ani jego, ani Rojsta, a kotów które w Nowym Świcie były. Rojst starał się chociaż pomóc Rochowi się odnaleźć. W momencie, gdy ten zniknął, zrobiło się gorzej. Rudy nadal był w oczach młodego bengala zdrajcą i oszustem, ale w pewnym sensie, potrafił za nim tęsknić. Teraz, kiedy był sam. Bo gdyby był tu Rojst, Roche nigdy nie byłby zmuszony uciekać i zostawiać za sobą wszystkiego co w sumie miał.
Nie zatrzymywał się mimo narastającego bólu łap. Nie dawał nawet szansy na to, żeby jego popękane, pieczące poduszki odpoczęły. Z każdym krokiem też po prostu czuł się coraz gorzej. Robiło mi się nie dobrze, bolał go brzuch… jak przypuszczał, z głodu, ze stresu, z pragnienia. Wodę omijał. Nie miał ochoty póki co się moczyć, wiedział że mógł przejść po drodze by nie pływać - tak było szybciej i w jego mniemaniu bezpieczniej. Na dalszej drodze nie było większych problemów. Szedł prosto, skręcał, aż w końcu doszedł go… “gdzieś”. Na przerwę sobie pozwolił, widząc Powalone Drzewo (nie wiedział jednak jak to miejsce się nazywa). Był bardzo daleko od reszty. BARDZO. Dopiero tutaj - na wystarczająco dużej odległości - odważył się na przysiądnięcie, wzięcie oddechu i zastanowienie się - co teraz?
Był sam. Bez nikogo do słuchania, bez nikogo do zwrócenia się w jego stronę, bez kogokolwiek do pomocy, do rozmowy. Wiele się nie zmieniło tak szczerze, bo i w Nowym Świcie sytuacja była dla niego niemal identyczna. I tak samo tu, jak i tam, miał wrażenie że przy jednym nieostrożnym ruchu zginie. Brak kogoś nad nim jedynie sprawiał absolutny dyskomfort. Położył się na ziemi, czując jak coraz bardziej boli go brzuch. Do tego łapy… miał wrażenie, że poduszki zaraz sobie wygryzie z bólu. Przerwa była odpowiednim pomysłem.
LVL 3 150 / 200
MedLVL 0 48 / 100
11
Siła
S
10
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Za naszym pręgowanym bohaterem wlókł się drugi, ale nieco młodszy i spokojniejszy. W przeciwieństwie do Roche, Plaga nie planował żadnej ucieczki, ani tym bardziej odejścia. Mimo, iż dziwnie czuł się żyjąc w "klanie", nie chciał go opuszczać, tylko i wyłącznie ze względu na rodzinę. Na Zroszony Listek. Naprawdę ciężko było mu stwierdzić jakimi uczuciami tak naprawdę darzy matkę oraz swoje rodzeństwo. Zbyt słabe na miłość, zbyt mocne na nienawiść. Chociaż te dwie emocje są dość skrajne i między nimi znajduje się cała masa innych. Rzecz w tym, że Plaga nie miał pojęcia jak je nazwać, czy chociażby opisać. Za każdym razem, gdy tylko próbował, kończyło się na krótkim "nie wiem" i tyle.
Tak właściwie nie wiedział co go pchnęło tej nocy, gdy Roche zabrał się do ucieczki. Być może była to nuda, być może ciekawość, chęć poznania konsekwencji. Bo mówi się, że to zakazany owoc smakuje najlepiej. Kociętom z obozu wychodzić nie wolno, ale... Znalazła się okazja, więc dlaczego nie miałby jej wykorzystać? Wyszedł, ciągnąc się nieco dalej za Rochem, tak, aby nie zostać zauważonym. Noc nie była żadną przeszkodą, bo... Ktoś tak młody i głupi w takiej chwili nie mógł przejmować się ewentualnymi zagrożeniami. Droga była długa i niezwykle męcząca. Nie byli nawet w połowie, a jego już zaczęły boleć łapy. Generalnie to przez ten czas cały jego zmartwienie i niepokój rosły coraz bardziej, bo zdał sobie sprawę z tego, że nie wie gdzie się obecnie znajdują. Tereny nie przypominały tych, które mijali, gdy przenosili się do nowego obozu. Wszystko wyglądało obco, ale zwyczajnie, tak jak... Wszędzie. Drzewa, trawa, kamienie, nic, co mogłoby go zaskoczyć. Nawet przeprawa przez Grzmiąca Ścieżkę, mimo, iż była niezwykle przerażająca, nie wydawała się być ciekawa. Na szczęście żaden potwór dwunożnych nie czaił się w okolicy i ostatecznie wszystko minęło bardzo spokojnie. I... To dobrze, bo gdyby Plaga nagle spostrzegł wielki, głośny samochód, zapewne zamarłby z przerażenia i zostałaby po nim tylko plama. Nieciekawe.
Później szli obok terenów, które strasznie śmierdziały, ale szczerze mówiąc, kocię nie zwracało na to większej uwagi. W tamtym momencie było już dość zmęczone i chyba cudem nie zgubiło swojego przewodnika. Gdyby się zatrzymało, chociaż na krótką chwilę, zapewne zostałoby całkowicie samo i to na obcych terenach. A zakończenie takiej historii można sobie dopowiedzieć samemu.
W końcu przyszła pora na odpoczynek. Zaczynało się robić jasno, gwiazdy całkowicie zniknęły, a zastąpiło je słońce. Plaga czuł się okropnie, był głodny, a przez to bolał go brzuch. Było mu niedobrze i sam nie wiedział czy to przez zmęczenie, czy powodem było całkowicie coś innego. Był też dość śpiący, oczy same mu się zamykały, a łapy odmawiały posłuszeństwa. Musiał się przespać. Nie szukał do tego żadnej kryjówki, bo w sumie miejsce, do którego właśnie doszli było jedną, wielką kryjówką. Roche usiadł przy drzewie, więc skrycie się w liściach lub dziupli odpadało. Bądź co bądź, Plaga wciąż chciał pozostać niezauważony. Gdyby teraz bengal zorientował się o jego obecności, chyba dostałby od matki szlaban do końca życia. Chociaż z resztą... To go i tak nie ominie. Zapewne Zroszony Listek zdążyła już zauważyć, że jedno z jej dzieci zniknęło. Będzie przypał, będą problemy i... Nikt nie chciałby być teraz w skórze srebrzystego. Ale on nie chciał teraz o tym myśleć. Zrobił kilka ciężkich i niezbyt ostrożnych kroków w stronę jednego z mniejszych krzaczków. Ułożył się pod nim wygodnie, zamknął oczy i liczył, że lada moment zaśnie, a że gdy wstanie, znów będzie w obozie klanu, w którym przypadło mu żyć.
LVL 1 35 / 100
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
9
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Chwila odpoczynku nie była mu pisana. Dosłownie parę minut, może trzy, mógł leżeć w spokoju i modlić się do siebie, żeby wszystko przestało go boleć, ale już po tym krótkim momencie usłyszał szelest. Kroki. Zamarł na moment w ciszy, czując jak serce zaczyna mu bić przesadnie szybko, jakby miało mu wystrzelić z piersi. Był tu sam. Był zdrajcą. Jeśli ktoś za nim szedł, zginie. Nawet jeśli było to większe zwierzę, też umrze - może w mniej brutalny sposób. Mijały chwile, nikt się nie odzywał. On więc odwrócił wzrok w miejsce, z którego dobiegał dźwięk, szelest. Krzaki. Podniósł się, opuścił głowę by chronić kark, po cichu, w pozycji łowieckiej zbliżał się do krzaków i wyskoczył z otwartą mordą, i - dzięki bogu - z rozstawionymi na boki łapami na PLAGĘ. Chwilę tak leżał przed nim powoli zamykając pysk i łącząc wątki.
- Po cholerę przylazłeś. Wiesz jak daleko jesteś? - warknął do niego, odchylając uszy do tyłu. Co on w ogóle sobie myślał? Że tak o mu wolno wychodzić? Już, już miał mu kazać wrócić, ale... ich tam nie będzie. Świtało już. Mieli wrócić do obozu tuż po odpoczynku, więc wtedy kiedy Roche i Plaga odeszli, mieli przygotowywać się na dalszą drogę. Plaga nawet jeśli wróci to zastanie jedynie zapach dawnych towarzyszy. - Jesteś nienormalny. Co teraz?
Dodał po chwili praktycznie zupełnie bezradnie, dźwigając się w końcu od kociaka. Moment rozglądał się na boki, jakby szukał jakiegoś wyjścia, zrobił dwa kółka w tę i we w tę, a w końcu siadł. Był przerażony.
- Widzieli cię inni jak wychodziłeś?
LVL 3 150 / 200
MedLVL 0 48 / 100
11
Siła
S
10
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jeszcze chwila. Krótka chwila i zupełnie straci świadomość, by odejść zacząć śnić. Zacząć widzieć coraz to dziwniejsze obrazy, począwszy od szarych, chudych kotów, kończąc aż na nienaturalnie wielkich i szczupłych istotach, które emanują złą energią. No tak. Czasami przytrafiały mu się koszmary, ale nie uważał to za powód do niepokoju. Ww końcu to normalne, każdemu może się przydarzyć. W ostatnim czasie to on dość często był tym szczęśliwcem, ale to chyba nic dziwnego. Tyle się działo! Zniknięcie tego tam... Lidera. Później afery, informacja o ucieczce i w ogóle. Plaga był pozornie spokojny, ale tak naprawdę wewnątrz również był tym wszystkim zestresowany. No kto by pomyślał.
Jego powieki rozwarły się nagle, gdy tylko do jego uszu doszedł głos, zapewne należący do Roche. A więc został zauważony. Koniec. Kaplica. Szlaban do końca życia, wieczna odsiadka w kociarni, a może nawet i gorzej, wygnanie. W najgorszym przypadku zostałby rzucony psom na pożarcie i mimo, iż wydawało się to być śmiertelnie przerażające, nieco go fascynowało. Oglądanie takiej zbrodni na pewno byłoby całkiem nowym i niezapomnianym przeżyciem. Oczywiście tylko jeśli byłby wyłącznie obserwatorem, a nie uczestnikiem wydarzeń. W przeciwnym razie mogłoby być... Dość nieciekawie.
Przez dłuższą chwilę milczał. Wpatrywał się w bengala, czując niepokój. No i co ma powiedzieć. Jak ma się wytłumaczyć z własnej głupoty? Wyjdzie na jeszcze bardziej nieodpowiedzialnego, niż jest w rzeczywistości. Aa szczerze mówiąc, do tej pory uważał się za dość rozważnego i mądrego.
- Nie. - Odparł krótko, ale na tyle głośno, by Roche bez problemu mógł go usłyszeć. Głos miał zachrypnięty i dość niski, ale zapewne spowodowane było to suchością w gardle. Całą noc nie pił, całą noc się nie odzywał, ani nawet nie otwarł gęby, bo i tak nie miał się do kogo odezwać. Ale... Czy to jakaś nowość? I tak zazwyczaj siedzi cicho. - To ty jesteś nienormalny - Bo te słowa uważał za najbardziej odpowiednie w tej chwili. Chociaż... Patrząc na sytuację to chyba w ogóle nie powinien się teraz odzywać. Ups, ale już za późno. Teraz mógł jedynie wstać, usiąść i wbić spojrzenie w bengala. No to co dalej?
LVL 1 35 / 100
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
9
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Nie, że nie wiesz, czy nie, że nie widzieli? - dodał, doszukując się precyzji w tej chwili. Przecież od tego zależało... dużo. Praktycznie może i ich życie. Jeśli ktoś widział, jak Plaga znika, możliwe że już reszta tu szła. I koniec, ani Wieczny Ogień, ani Gwiezdny Klan, ani nikt inny go nie uchroni. A mogło być tak dobrze, był tak blisko słodkiej wolności...! Ale może przejmował się teraz bez sensu. Na jego odpowiedź zmarszczył nos. - Nie, ty jesteś. Porwałeś się na taką podróż sam. A co gdyby coś ci się stało? Przejechał cię potwór, złapał borsuk czy nawet inny Klan?
Trzepnął ogonem mocniej. Chciał po prostu znać stanowisko Plagi w tej sprawie, rozumieć co mu wpadło do łba. Nie odniesie go do obozu. Wtedy będzie mieć problem. Wieczny Ogień na odchodne obdarował go dzieciakiem. Roche nie wiedział jak zająć się samym sobą, co dopiero kimś!
- Nic ci nie ma? - warknął, zażądając kolejnej odpowiedzi. Kolejnej okropnie potrzebnej. Jeśli się mu coś stało, będzie musiał mu pomagać. Cholera, ##### mać.
LVL 3 150 / 200
MedLVL 0 48 / 100
11
Siła
S
10
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Pytanie, które zadał Roche było dość... Istotne i zrozumiałe. Plaga zapewne nie zdawał sobie do końca sprawy z faktu, co właściwie zrobił, ale to nic. Pytanie sprzed chwili nieco bardziej rozjaśniło mu umysł. Znów musiał się zastanawiać, znów musiał myśleć i to dość intensywnie. Nie chciał zostawić bengala bez odpowiedzi, bojąc się, że to może źle się skończyć. No bo co jeśli zdenerwuje go jeszcze bardziej? Ww najlepszym wypadku zostanie tylko skrzyczany. W najgorszym, wrzucony do rzeki, gdzie będzie skazany na utopienie się. O. Kolejna ciekawa śmierć, której mimo wszystko, nie chciałby doświadczyć.
- Nie widzieli - I chyba nawet miał taką pewność. Gdy wychodził, w okolicy kręciło się tylko kilka kotów. Każdy zajęty był swoimi sprawami i Plaga nie sądził, by ktokolwiek go dostrzegł. Jeśli tak, to cóż... Kłopoty zapewne nadchodzą. Jeśli nie, to... Na pewno nie można powiedzieć, że sprawy nie ma. Owszem, jest. Czy Zroszony Listek puściłaby z wiatrem informacje o tym, że jedno z jej dzieci zaginęło? Może zdążyła się już do tego przyzwyczaić, bo w Klanie Rzeki sytuacja była taka sama. Ciężko stwierdzić.
- Przecież ty zrobiłeś dokładnie to samo. - Odpowiedział, gdy Roche próbował zarzucić mu nieodpowiedzialność i czyste szaleństwo. Oj nie, nie tym razem. I mimo, iż srebrzysty lekko się oburzył, w ogóle po sobie tego nie pokazywał, bowiem jego głos wciąż był spokojny. Lekką irytację mógł wskazać tylko ogon kocura, który nerwowo chodził w dwie strony. Prawo, lewo, prawo, lewo i tak ciągle.
- Jestem zdrowy - Odpowiedział zupełnie szczerze, patrząc jeszcze głębiej w oczy Roche. Gdyby potrafił, zapewne przebiłby go swoim spojrzeniem, ale... Jescze się tego nie nauczył. Najpierw wypadałoby opanować umiejętność oceniającego, krytycznego spojrzenia albo chociaż lodowatego, które byłoby niczym ostry sopel lodu.
LVL 1 35 / 100
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
9
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości