Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Córka się dosiadala, a Klacz spojrzała na nią z ukosa. Nie chciała znów czegoś psuć w swojej relacji z córką, ani nie czuła, że ją atakuje. Niestety w rodzinie Czarnego Konia jakoś nigdy nie było nacisku na szczere rozmowy od serca, które pomagały by im się wszystkim dogadać. Po prostu istnielj, a jak było coś źle, to wtedy się o tym mówiło. Nikt nie miał w głowie, by do przodu ugasić żar, zanim zapłonie ogień.
Klacz objęła ją ogonem, jak to matka córkę. - Dalej cię wspieram. Jesteś moją córką. - Mruknęła i rzuciła jej lekki uśmiech. Nad nimi przeleciała wrona, która w dziobie miała orzech. Klacz sunęła za nią wzrokiem. Głupie ptaki. Uczepiły się jej. - Jak robię coś źle to mi powiedz.
Księżyce: 26 Mistrz: Skażona Woda, Kraśna Klacz Płeć: Kotka Matka: Kraśna Klacz Ojciec: Wielki Ch [Chrzęszczący Chrabąszcz] Trwałe urazy: Słabo widoczna blizna na prawym policzku
Wysoka, smukła kotka z długim czarnym dymnym futrem i zanikającymi klasycznymi pręgami widocznymi wyłącznie na pysku. Ma dwukolorowe oczy: lewe błękitne, prawe bursztynowe, oraz biel widoczną na pyszczku, szyi, piersi oraz w postaci skarpetek na łapach.
Nosi się tak, jakby świat już zgiął przed nią kolano. Do przesady dumna i tryskająca samozadowoleniem, ma o sobie wysokie mniemanie. Jest szczera do bólu, mówi to co jej ślina na język przyniesie, a jednocześnie źle znosi krytykę i łatwo się o nią obraża.
Wspierała ją... w czym dokładnie? Za niedługo będzie miała okazję do przetestowania tegoż wsparcia w praktyce. Musiała w końcu wydusić z siebie te słowa; sama nie rozumiała dlaczego przychodzi jej to z takim trudem. Czy matka robiła coś źle? Wszystko byłoby prostsze gdyby ktokolwiek w tej dysfunkcyjnej rodzince potrafił ze sobą rozmawiać. Ale nie potrafił, dlatego Wojna milczała i postanowiła nie drążyć tego tematu, za to powiedzieć coś co chciała z siebie wypluć od samego początku tego spaceru.
- To dobrze, ale za niedługo będziesz się musiała postarrrać wiele rrrazy barrrdziej niż terrraz. Będziesz babcią - ogłosiła sucho.
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Nie miała pojęcia jak zareagować. Dostała w łeb strzał w łapy, na który MUSIAŁA zareagować, a NIE WIEDZIAŁA JAK. Nie chciała zrobić nic źle, bo wtedy córka nie poczuje, że ma wsparcie w Klaczy, ale jednocześnie nie była pewna jaka jest prawidłowa reakcja. Przez chwilę siedziała zdziwiona, z dużymi oczami, napięta jakby ktoś ją rozciągnął, po czym otworzyła w ciszy pysk, chcąc coś wymówić. - ... - Początkowo chciała zacząć zadawać pytania - kto, z kim, gdzie, gdzie, dlaczego. Ale zastanowiła się... czy kiedy ona była w ciąży, to chciała takich pytań? Nie. Z drugiej strony ona też raczej paradowała i pokazywała, że jest dumna z ciąży. Nie była pewna, czy Wojna zrobi to samo, bo nie było też po niej nic widać. Co zatem miała zrobić? A może córka żartowała i tylko ją sprawdzała? Może... Klacz nie chciała wyjść na naiwną, ale jednak postanowiła uwierzyć. Potem najwyżej obie będą się śmiać. Choć nie potrafiła całkowicie z pewnością uwierzyć w to, że Wojna chciała kociąt w tym wieku... była młodsza, niż jak Klacz skończyła trening, a już zdecydowanie niż kiedy ona doczekała się miotu. Który to był księżyc? 31? 37? Nie pamiętała dokładnie. A dymna też nie wydawała się za bardzo szczęśliwa. Może Kraśna Klacz zepsuła jej dobry wstęp do tego ogłoszenia? - Zanim powiem, że się cieszę, chcę mieć pewność - chciałaś tych kociąt? To twój wybór? - Bo wolała zmartwić się córką, niż ślepo ucieszyć na wieść o wnukach.
Księżyce: 26 Mistrz: Skażona Woda, Kraśna Klacz Płeć: Kotka Matka: Kraśna Klacz Ojciec: Wielki Ch [Chrzęszczący Chrabąszcz] Trwałe urazy: Słabo widoczna blizna na prawym policzku
Wysoka, smukła kotka z długim czarnym dymnym futrem i zanikającymi klasycznymi pręgami widocznymi wyłącznie na pysku. Ma dwukolorowe oczy: lewe błękitne, prawe bursztynowe, oraz biel widoczną na pyszczku, szyi, piersi oraz w postaci skarpetek na łapach.
Nosi się tak, jakby świat już zgiął przed nią kolano. Do przesady dumna i tryskająca samozadowoleniem, ma o sobie wysokie mniemanie. Jest szczera do bólu, mówi to co jej ślina na język przyniesie, a jednocześnie źle znosi krytykę i łatwo się o nią obraża.
Klacz słusznie była ostrożna i słusznie zastanawiała się nad reakcją, gdyż Wojna przypatrywała jej się bardzo uważnie szukając jakiegoś zgorszenia bądź niezadowolenia w jej wzroku. Matka postanowiła podejść do tego z dystansem, ale i troską wybierając bezpieczną ścieżkę, do której nie mogła się doczepić.
- Tak, tak, oczywiście. Chcę ich barrrdziej niż czegokolwiek. Będą absolutnie wyjątkowe, mamo, nigdy jeszcze nie było tak wyjątkowych kociąt w klanach jak te - obiecała jej nie wyjaśniając jednak dlaczego. Młode miały krew wszystkich czterech klanów, a to oznaczało, że musiały być specjalne. Jej małe gwiazdki przybędą by zmienić przeznaczenie tego podupadającego klanu.
- Lawenda obiecała mi pomóc. Będzie drrrugą matką - ogłosiła dumna jak nigdy wcześniej. No bo... ojciec? Co? Słyszał ktoś kiedyś o czymś równie bzdurnym??
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Jej odpowiedź brzmiała trochę jak sarkazm, ale jej pysk na to nie wskazywał. Po prostu dobór słów był dziwny... jednak nie miała podstaw, niby, ku temu, by nie uwierzyć w nie. Informacja o Lawendzie nie zaskoczyła Kraśnej Klaczy. Sama miała kogoś bliskiego, przyjaciółkę, ale... zastrzygła uchem. - Skoro tak, to cieszę się bardzo. - Liznęła córkę po skroni. - Pamiętaj, że pewnie wiele kotów będzie jakiś czas pytać cię co u kociąt, jak idzie wychowywanie itd., ale przede wszystkim poza byciem matką, jesteś kocicą i nie daj sobie podważyć twoich potrzeb. Pamiętaj nie dać się zasłonić kociętami, bo ty też jesteś ważna. - Bardzo nie chciała, żeby nagle Wojna poczuła, jakby ona się już nie liczyła, bo zrobiła kocięta i teraz są one i tylko one stanowią o jej wartości. - Lawenda to dobry kot, z pewnością ułatwi ci ich wychowanie. - Tu jednak musiała postawić - Ale... uważaj. Gołąb mnie opuściła już dwukrotnie. Tym razem zapewne nie wróci. Też miała się wami opiekować, a wyszło jak wyszło. Nie stawiaj wszystkiego na innego kota, żebyś się nie zawiodła. - Poradziła jej.
Księżyce: 26 Mistrz: Skażona Woda, Kraśna Klacz Płeć: Kotka Matka: Kraśna Klacz Ojciec: Wielki Ch [Chrzęszczący Chrabąszcz] Trwałe urazy: Słabo widoczna blizna na prawym policzku
Wysoka, smukła kotka z długim czarnym dymnym futrem i zanikającymi klasycznymi pręgami widocznymi wyłącznie na pysku. Ma dwukolorowe oczy: lewe błękitne, prawe bursztynowe, oraz biel widoczną na pyszczku, szyi, piersi oraz w postaci skarpetek na łapach.
Nosi się tak, jakby świat już zgiął przed nią kolano. Do przesady dumna i tryskająca samozadowoleniem, ma o sobie wysokie mniemanie. Jest szczera do bólu, mówi to co jej ślina na język przyniesie, a jednocześnie źle znosi krytykę i łatwo się o nią obraża.
- Hmpf, będę o tym pamiętać - mruknęła mile zaskoczona, że matka okazuje wobec niej jakąś troskę. Była zadowolona z jej opinii o Lawendzie, choć ostatnie słowa Klaczy wzbudziły w niej niepokój. Lawenda? Zniknąć? Ostatnio była nieobecna, myślami błądziła gdzieś daleko, ale to przecież normalne, dopiero co straciła matkę - na pewno wkrótce się pozbierała. Obiecała jej pomóc, obiecała że... A może Wojna dopowiedziała sobie za wiele rzeczy.
- Jestem pewna, że ona mnie nie zawiedzie. Lawenda to nie Gołąb - zaprotestowała od razu nie musząc się nawet nad tym zastanawiać. Gwiezdni jedni wiedzieli, że już niedługo miała się przekonać, że matka miała rację... Wojowniczka nie chciała kłócić się teraz z matką o terminatorkę, dlatego czym prędzej zmieniła temat na bardziej neutralny.
- Złapiesz mi coś zanim wrrrócimy do obozu? Czasem nachodzi mnie smak na dziwne rzeczy, na przykład rrryby - podzieliła się z nią dziwnymi życzeniami swojego organizmu, a później po prostu rozmawiała z matką o różnych, lżejszych rzeczach nim zmęczona wróciła do obozu.
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Kiwnęła jej głową. - Złapię. - Mruknęła, nieco się przybliżyła, by ją przytulić, a potem odsunęła się i wstała, odprowadzając córkę do obozu, a sama chciała zaraz ruszyć w stronę rzeki, by złowić jej rybę. Nie przepadała za łowieniem, a już na pewno nie czuła do tego takiego uwielbienia jak Krasy Byk, ale jakoś specjalnie oponowała wobec pomysłu łapania ryb.