Logo Artemidy
Martwe Pnie
No i koniec. Szczury zdechły, po walce. Odwróciłam się w stronę brata, po czym lekko się uśmiechnęłam. Schowałam zazdrość głęboko w sercu - teraz najważniejsze było, że mi pomógł.
- Nie miały z nami szans - klapnęłam zębami. - Zgarnę to, co udało mi się wcześniej upolować i wracamy do obozu, co? - zagadałam. Zastanawiałam się, czy aby na pewno powinniśmy wracać do obozu. Poeta przecież został wygnany, a Wierzbicowa Łapa... Cóż, czy poradziłaby sobie z taką raną? Możliwe. A mimo to miałam wątpliwości, czy chciałabym być zwierzyną do próby swoich sił. Nie wiedziałam jednak innej opcji. Nie było dla mnie innej opcji.
you're in the wind
i'm in the water
nobody's son
nobody's daughter

[Obrazek: da7tn44-ee4c93fb-1df5-4fb0-905a-6d085367...Ir7xtAWtUc]
LVL 5 35 / 400
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
19
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
xxxx- Nic ci nie jest? - pierwsze co wyszło mi pyska, gdy tylko ostatni szczur padł martwy. Spojrzałem z czystą obawą i zmartwieniem w oczach na kotkę, podchodząc bliżej. - Jesteś ranna - nie odpowiedziałem na jej słowa. Nie chciałem być niemiły i specjalnie jej zignorować, trochę się... wyłączyłem. Jej bezpieczeństwo było dla mnie najważniejsze. Rana wyglądała paskudnie, choć nie do końca wiedziałem jak poważna była. W normalnych warunkach tak, wrócilibyśmy do obozu i Poeta by ją opatrzył, ale... ale w obozie nie było Poety. Ani Poety, ani nikogo, komu mógłbym zaufać z leczeniem takiej rany. To nie tak, że nie wierzyłem w Wierzbownicową, lub też Słoną Łapę. Ale one nie miały treningu. Nie znały wszystkich medykamentów, nie znały wszystkich przypadków ran i otarć. W ciszy wbiłem wzrok w ranę siostry, jeśli coś do mnie mówiła, nie odpowiedziałem.
xxxx- Woda. Chodźmy do Gromu - powiedziałem nagle. Wiedziałem, że się nie zgodzi. Była najbardziej wierną rzeczniaczką jaką znałem, ale... ale... ale granica z Gromem była blisko. Mogłem poprosić o medyków, załatwiliby to dosyć szybko. - Proszę. Też wolałbym, byś leczyła się u nas, ale Wierzbownicowa Łapa... dopiero jutro będziemy iść na spotkanie z Ciernistym Gąszczem, ona jeszcze nic nie umie. Nie chcę, żebyś ryzykowała.
[Obrazek: jAtNJ2o.png]
LVL 5 510 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wzięłam głębszy wdech, zerkając na ranę na łapie. Wyglądała... źle, taka była prawda, ale jednocześnie nie zamierzałam po sobie pokazywać, że jakoś mocno mnie boli - sam fakt, że w pierwszej praktycznie w ogóle jej nie czułam... póki na nią nie spojrzałam.
Odchrząknęłam, szybko wracając spojrzeniem do Ognia. I kładąc uszy po sobie.
- Do. Gromu? - mruknęłam nieprzekonana. Nie chciałam iść żebrać o pomoc do klanu, który nie potrafił utrzymać własnych wojowników przy sobie. Skrzywiłam się widocznie... Ale nie potrafiłam znaleźć logicznych argumentów na to, aby przekonać Ognia do czegoś innego. Westchnęłam po dłuższej chwili.
- Dobra. Ale nikomu ani słowa - dodałam szybko. Nie było już co prawda Śnieżnego Płatka, która ponownie rozsiewałaby plotki, które pojawiły się w jej durnej głowie, ale nie chciałam, aby ktokolwiek inny wiedział. - Prowadź.
you're in the wind
i'm in the water
nobody's son
nobody's daughter

[Obrazek: da7tn44-ee4c93fb-1df5-4fb0-905a-6d085367...Ir7xtAWtUc]
LVL 5 35 / 400
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
19
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Lubił czasami nadal poprzebywać przy granicy z klanem Gromu. Co prawda nie musiał już tu przebywać, żeby móc w ogóle porozmawiać z Wyjącą Wilczycą, bo przecież była ona już w klanie Rzeki dłuższy czas, sam już zgubił rachubę, ale był pewien, że na pewno obieg pór już minął, ale i tak lubił tu przychodzić. Granica ta dostarczała mu naprawdę sporo pięknych wspomnień, szczególnie z okresu, gdy był jeszcze terminatorem, czy młodym wojownikiem. Teraz czuł, że może nawet nie się starzeje, ale to już nie są te księżyce, ta wolność, ta wizja, że całe życie jeszcze przed nim. Było to w jakiś sposób smutne. Niemniej, przychodzenie tu sprawiało mu zdecydowaną radość, gdy wpatrywał się w miejsca, które miały dla niego takie znaczenie, a równocześnie przypominały o upływie czasu.
Przysiadł niedaleko pni, zerkając na nie niepewnie, bo nigdy nie wiadomo, co za robactwo z nich wylezie, chłonąc akurat chłodniejszy wieczór, korzystając z tego, że pogoda nie była tak okropna, jak zazwyczaj ostatnimi dniami i dziś o dziwo dało się chociaż trochę oddychać.

[Kałuża]
LVL 5 195 / 400
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
11
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wciąż częściej można było spotkać Kałużę na terenach klanu niż w samym Obozie. Nawet jeśli ostatnio pojawiała się tam trochę częściej, zajmując się naukami Różanki, to wciąż poza tym wędrowanie wokół było prostsze. Tu można było czuć się prawdziwym wojownikiem, tym który pilnował granic, polował by nakarmić innych, chronił ziemie przed drapieżnikami. To wszystko było proste, zdecydowanie prostsze od myślenia o innych klanowych i międzyklanowych sprawach.
Tym razem podczas takiego spaceru dostrzegła Strumyka. To nie powinno być złe towarzystwo. Bo czy ktoś mógł ją zrozumieć lepiej od własnego brata?
- Cześć. Jak tam... wszystko? - Zagadnął to drugiego wojownika, zatrzymując się niedaleko niego.

Love run, love run, love run, love run
For all the things you wished you'd done
Run for all you know that’s coming
Run to show love's worth running to
LVL 8 85 / 500
MedLVL 0 0 / 100
26
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wyczuł, że ktoś się zbliża, ale nieszczególnie zareagował; podejrzewał że jest to ktoś z klanu Rzeki, a więc raczej niestanowiący zagrożenia, bo raczej wyczułby jakikolwiek inny zapach w swoim pobliżu. Pewnie się zamyślił i przechodził już tędy patrol, albo coś, ewentualnie jakiś inny kot postanowił się przejść, ale nie spodziewał się, że ten do niego podejdzie... a tu jednak.
Obrócił głowę w stronę głosu, a jego kąciki pyska lekko się uniosły.
- Hej Kałuża. Chcesz się dosiąść? - zagadnął najpierw, radośnie poklepując ogonem miejsce obok siebie. Zdecydowanie potrzebował rozmowy z Kałużową Doliną, choć zdał sobie sprawę dopiero, gdy ją zauważył. Dawno nie mieli pełnoprawnej rozmowy między sobą, dawno nie rozmawiali o poważnych tematach, a sądził, że taka rozmowa mogłaby się przydać.
- U mnie... huh, jakoś leci, chociaż właśnie myślałem o tym, jak w sumie dużo księżyców już przeminęło w naszym życiu. I zdałem sobie sprawę, że w sumie to nie jesteśmy najmłodsi - spróbował powiedzieć to w miarę żartobliwie, aczkolwiek przez jego ton przemknęła nuta nostalgii. Nie byli jakoś starzy. Nie siwieli jeszcze, nie drętwiały im stawy, chyba nawet wzrok się nie pogarszał, ale zdecydowanie nie byli też najmłodszymi, żywiołowymi terminatorami bez życiowego doświadczenia. No a Kałuża na pewno zdawała sobie z tego sprawę zdecydowanie lepiej.
- Poza tym... w porządku. Chyba. Wiesz, nie mam na co narzekać. Może i inaczej sobie wyobrażałem niektóre aspekty posiadania kociąt, ale hej, chyba nie mogę jakoś specjalnie narzekać, nie? W końcu każdy ma prawo zapomnieć o posiadaniu ojca, heh. No, a co u ciebie? - zagadnął, bo w sumie zdał sobie sprawę, że jego myśli były w sumie wyjątkowo pesymistyczne jak na to, jak odpowiadał, więc zdecydował się trochę zmienić temat, bo może u Kałużowej Doliny działo się lepiej i mógł on więcej ciekawych rzeczy opowiedzieć, nim nie pogrążą się w jakiejś melancholijnej albo po prostu negatywnej rozmowie.
LVL 5 195 / 400
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
11
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Zapominają? - Jedną sprawą były kociaki znikające z klanu, bo to niestety zdarzało się prędzej czy później w każdym miocie. Jednak całkowite zignorowanie swoich rodziców, gdy się tu jeszcze było? Szczególnie, gdy wcale nie chodziło o żadnego okropnego kota, tylko o jej brata, który wydawał się być przecież całkiem dobrym rodzicem. Właściwie, może w niektórych przypadkach naprawdę lepiej byłoby móc zapomnieć o swoim ojcu, ale w tym? Przecież to nie tak, że Mknący Strumyk zdradzał Wilczycę z jakimś podejrzanym medykiem. Brzmiało więc to… dziwnie. Jednak jednocześnie, Kałużowa Dolina rzeczywiście nie spędzała ostatnio z tą częścią rodziny wystarczająco dużo czasu, by dokładnie orientować się w ich sytuacji.
Niestety, jeśli Strumyk spodziewał się od Kałuży jakiejś szczęśliwszej odpowiedzi, to nie miał jej otrzymać. On sam nie miał nawet partnerki, czy dzieci, które mogłyby skierować myśli w jakąś inną stronę… Pozostawał jedynie klan, bycie wojownikiem i staranie się, by wykonywać to jak najlepiej. Jednak od pewnego czasu wszystkie te wartości wydawały się w jakiś sposób zepsute. Wciąż przez to jedno wydarzenie - a może raczej wiele wydarzeń wcześniej, o których dowiedzieli się w jednej chwili.
- Dalej nie mogę przestać myśleć o tym, co się stało z Poetą. Wiedziałem od wielu księżycy, że nie można mu ufać, a nasz ojciec pozwalał mu na wiele więcej niż tylko bycie medykiem. - Może sam powinien zatrzymać to już wcześniej. Zrobić coś więcej, zanim musiało to stać się naprawdę problemem całego klanu, a kto wie, czy nie innych kotów w lesie. I nawet jeśli teoretycznie było już po wszystkim, to czy rzeczywiście była to prawda?

Love run, love run, love run, love run
For all the things you wished you'd done
Run for all you know that’s coming
Run to show love's worth running to
LVL 8 85 / 500
MedLVL 0 0 / 100
26
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- No, może nie dosłownie, ale wiesz - tu lekko westchnął, wzruszając barkami, bo nie był do końca pewien, co dokładnie ma na myśli i jak chce to ubrać w słowa - powiedzmy, że aktualnie wolą towarzystwo rówieśników, podejrzewam, a mnie z Wilczek trochę... unikają. Ale ojciec powiedział że to normalne, bo dorastają i chcą być uważani za dorosłych, a wiesz, rodzice to wstyd - prychnął, kręcąc głową. Czy on sam tak uważał? Tylko rodzice pewnie mogli mu odpowiedzieć na to pytanie, aczkolwiek nie miał wrażenia, że kiedykolwiek przeszedł etap, gdzie wstydził się zadawania z Przepiórką, czy Nocą, więc mógł jedynie polegać na słowach ojca. Czy reszta rodzeństwa też przeszła taki etap? Czy może jednak on był jakimś dziwnym rodzicem, którego należało się wstydzić? Och, oby nie!
Skrzywił się, widząc w jaką stronę idzie ich rozmowa, ale przecież nie zawsze można było mydlić sobie oczy tylko byciem pozytywnym, prawda? Czasami należało poruszyć również tematy, które niekoniecznie chciało się poruszać i nic nie można było na to poradzić. Dlatego, choć naprawdę nie lubił myśleć o problemach i czasami je odpychać, zostawiając je na później, to z tą rozmową zdecydował się skonfrontować.
- Ja, osobiście, się tego nie spodziewałem. Ale mam wrażenie, że może niekoniecznie potrafię odczytywać dobrze koty i ich zachowania. Może i nie wydawał się... hm, najlepszym kotem, ale nigdy nie miałem z nim problemów i wydawało mi się, że medykiem jest dobrym i że mimo wszystko zależy mu na klanie, ale to, co wyszło... uch. Niemniej, szkoda mi ojca. Że to wszystko wyszło tak publicznie, w momencie jego wygnania. Myślisz, że cokolwiek co powiedział było prawdą? - zagaił. Nie był pewien, czy Kałuża rozmawiał z ojcem od czasu ferelnego zgromadzenia, czy wie, jak to wyglądało z jego perspektywy. Czy miał też swoje przemyślenia na ten temat?
LVL 5 195 / 400
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
11
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Może rzeczywiście to tylko chwilowe. Nie mają przecież powodów, żeby was naprawdę unikać, może tylko chcą poznać więcej kotów. - Młodość Kałużowej Doliny też wydawała się teraz wojownikowi czymś zbyt odległym, by dokładnie ją pamiętać. I nawet jeśli pewnie wolał wtedy wujka Szpona od ojca, to czy rzeczywiście kiedykolwiek unikał rodziców? W sytuacjach innych niż ten ostatni czas.
Smutne było, że nawet Strumyk mu uwierzył. Że naprawdę najwyraźniej każdy w klanie poza Kałużą miał zaufać jego kłamstwom.
- Nigdy mu nie zależało na klanie, jedynie na tym, by wszyscy musieli uważać go tu za kogoś ważnego. I nie wiem. Wolałbym móc wierzyć, że to były same kłamstwa, ale boję się, że wcale tak nie było. - Gdyby nie było na to żadnych szans, to chyba by się tym tak nie przejmowała. To wszystko mogłoby naprawdę zostać za nimi, wraz z odejściem dawnego medyka i nie trzeba było się tym przejmować. Ale tak nie było. Bo to, co mówił, może nawet wszystko z tego było prawdą.
- Przynajmniej teraz już nam nie zagraża. I nikt w innych klanach nie będzie na tyle głupi, by po tym wszystkim mu zaufać. - Czy rzeczywiście nikt? Pewnie istniały jakieś minimalne szanse na to, żeby trafił na granicy na kogoś podobnego sobie. Ale ogół klanów, ostrzeżony przed niebezpieczeństwem… Potrzebował przynajmniej wierzyć w to, żeby mieć wciąż w sobie jakiekolwiek zaufanie do całej społeczności, jaką tworzyli razem w lesie.

Love run, love run, love run, love run
For all the things you wished you'd done
Run for all you know that’s coming
Run to show love's worth running to
LVL 8 85 / 500
MedLVL 0 0 / 100
26
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nigdy nie zwracał uwagi na byłego rzecznego medyka na tyle, by móc zauważyć jego prawdziwy charakter. Nie często bywał w lecznicy, jeśli akurat nie chorował, co robił dość często, niestety, ale wtedy niespecjalnie przejmował się tym, jak konkretnie zachowuje się Poeta. Nie bywał też często w centrum klanu, mając dość sporo zajęć w pewnym momencie, więc nie przyglądał mu się. No i... nie rozmawiał z nim. Poza właśnie momentami, gdy potrzebował pomocy zdrowotnej. Tak więc... tak, dał się omamić. A może bardziej - nie był na tyle spostrzegawczy, żeby zauważyć odchyły od normy Poety, by zwrócić uwagę na to, jaki był naprawdę.
- Może i tak było... - mruknął cicho, kończąc trochę temat Poety. Nie chciał się nad nim rozwodzić specjalnie, bo było i minęło, nie było go już w klanie, prawdopodobnie w okolicach wszystkich klanów już go nie było, bo chyba nie byłby na tyle nierozważny, by się tu kręcić? Klan Rzeki zdecydowanie nie miał w zamiarze przyjmować go z powrotem, wszyscy wydawali się zrozumieć powagę sytuacji, i choć były koty, które nie uważały by wygnanie było dobrą decyzją, to nie sądził by po tym, co powiedział o stosie zwierzyny ktokolwiek mimo wszystko chciałby go z powrotem, a inne klany... cóż, chyba nie były na tyle głupie, by mu po tym wierzyć? Na pewno nie klan Cienia, który przecież borykał się z podobnym przypadkiem, z tym, że tam faktycznie zginęły koty.
Nie odpowiedział już na stwierdzenie, że na pewno nie wszystko było kłamstwem. Ojciec teoretycznie do wszystkiego się przyznał, poza kwestią swojej partnerki, aczkolwiek zastanawiał się, czy po prostu srebrny przyjął wszystko na klatę i tyle, przyznając się by mieć spokój, by nie musieć się tłumaczyć, czy faktycznie większość tych rzeczy miała miejsce. Cicho tylko westchnął.
- Mam nadzieję, że nie będzie na tyle durny, żeby tu wrócić. Żeby spróbować zrobić coś głupiego, co mogłoby nam zagrozić. W sensie, klanom. W końcu mimo wszystko wychował się tu, był medykiem wiele księżyców - wie jak funkcjonujemy. Mam nadzieję, że to wszystko, to wygnanie, nie będzie początkiem czegoś większego. - Lubił spokojne życie w klanie, brak większych zagrożeń, oczywiście poza drapieżnikami, czy dwunożnymi. Nie chciałby nagle, pewnego dnia, obudzić się z wiedzą, że zostali zaatakowani, bo rzeczny medyk przyprowadził im kogoś do obozu.
LVL 5 195 / 400
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
11
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Do nas nie ma szans, zabiłbym go gdyby tylko przekroczył granice. - Chyba nie był też aż taki głupi, żeby próbować powrotu. Teraz doskonale powinien zdawać sobie sprawę z tego, że nie był już ich częścią - a jeśli wkroczy na tereny Rzeki, można potraktować go jak każdego innego wyjętego spod Kodeksu.
- Do innych klanów? Mam nadzieję, że też by go nie przyjęli. Chociaż do tego się przydało to Zgromadzenie, że teraz we wszystkich powinni się orientować, jak wygląda, inaczej by jeszcze mógł próbować udawać, że jest kimś zupełnie innym. - I o ile przyjmowanie przypadkowego, starego samotnika wciąż brzmiało się jak proszenie o kłopoty, prawdopodobnie mogło być bardziej akceptowane niż robienie tego samego z kimś, kto był dodatkowo wygnańcem - I wszyscy usłyszeli też o tym, co stało się w klanie Cienia, po czymś takim nikt chyba nie ryzykowałby otrucia też we własnym Obozie. - To kolejna zaleta tego, że międzyklanowe spotkanie (nawet jeśli nie do końca satysfakcjonujące) ostatecznie się odbyło. Przynajmniej ta najbardziej podstawowa wiedza powinna zostać ostatecznie wtłoczona w głowy innych kotów, by wiedziały, jak się zachować w podobnych sytuacjach.

Love run, love run, love run, love run
For all the things you wished you'd done
Run for all you know that’s coming
Run to show love's worth running to
LVL 8 85 / 500
MedLVL 0 0 / 100
26
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości