Brzeg jeziora o zachodzie słońca - taka sceneria była chciana przez dymną damulkę, lecz zimniejszy powiew przypominał kotce, że liche słońce mieniące się słabym złotem za horyzontem nie będzie jej oczom dane na długo, by je widzieć i cieszyć się.
Cieszyć mogła nocna panienka cieszyć się jeszcze z jednego powodu - nie namawiała, lecz udało jej się skłonić burego do spacerku nad to spokojne miejsce, gdzie tafle pomiędzy roślinnością dawała oznaki zamarźnięcia - jednakże Porzeczkowa Panna trzymała się na bezpiecznym brzegu, z dala od wody, ewentualnie schylając ku zimnej wodzie swą masywną łapkę i spoglądając na zielonookiego, który szedł za nią.
- Kto by pomyślał, że zdążymy umknąć wzrokowi mojego brata czy jego zastępcy. Drobnym chichotem kontynuowała, robiąc miejsce dla burego przy wodzie. - Chociaż nie wątpie, że Wirujące Pióro dałby nam przymknięcie oka.
Bury kot klasycznie pręgowany z długą sierścią i pulchnej sylwetce. Budową bardziej przypomina matkę, z krótkimi, ale masywnymi łapami, grubym korpusem i przeciętnym wzrostem. Prostym, delikatnie zarysowanym profilem nie przypomina żadnego z rodziców, jednak dodaje mu to szlachetności i urody. Podobnie do ojca, jego uszy nie są największe, przybierając średnią wielkość. Kończą się niewielkimi pędzlami, nadając im kształt trójkąta. Duże, owalne oczy w kolorze jasnozielony, zachowują w sobie więcej ostrości Olchy, niż ciepła Ciemnej. Całość wieńczy ciemnoróżowy nos z niemal czarną otoczką i długie, skierowane w dół białe wąsy.
W przeciwieństwie do wyglądu, patrząc na zachowanie Zawiei doskonale widać, czyim jest synem. Wpojona przez oboje rodziców ideologia, wedle której koty posiadające krew samotników są gorsze, mocno zakorzeniła się w młodej głowie, skutecznie wzbudzając niechęć wobec niektórych ze współklanowiczów. Ze względu na młody wiek wciąż w większości polega na opiniach matki i przede wszystkim ojca, traktując je z szacunkiem i uważając za bezdyskusyjną prawdę. Ma tendencję do wybierania swoich faworytów, resztę uważa za niegodnych jego czasu i uwagi. Zawieja jest niecierpliwym kotem i czasem zdarza mu się rozwiązywać problemy najpierw groźbami, a później siłą.
Świerk [KW] Lawendowy Kwiat [GK]
Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami Zawieja wybrał się wraz z Porzeczką na spacer. Ostatnie czasy są dla niego ciężkie. Prowadzi cztery treningi, w tym dwa z kotkami, które zachodzą mu za skórę. Naprawdę nie wie co wstąpiło w Księżycową oraz Bzyczącą Łapę, ale na pewno nic dobrego. Musi jakoś przetrwać te treningi i sposobem doprowadzić buntujące się terminatorki do porządku. Spacer był naprawdę dobrym pomysłem, przynajmniej się zrelaksuje. Pora była idealna, słońce powoli zachodziło na tle wszechogarniającej bieli. Jezioro wyglądało przepięknie o tej porze, tylko pogoda nie była łaskawa, ale do przeżycia. Z zamyślenia wyrwał Zawieje głos jego partnerki. - To nie było trudne- odparł uśmiechając się delikatnie. Dla niego to nie był żaden wyczyn. To tylko dwa koty, wystarczy, że były zajęte i łatwo było umknąć, zwłaszcza przed Wirującym Piórem, którą znaczną cześć czasu spędza poza Obozem. - To na pewno! Muszę ci się przyznać, że w młodości razem z nim dokonałem pewnego wybryku! Zupełnie nie wiem co we mnie wstąpiło! Chcesz wiedzieć?- zapytał i patrzył z błyskiem w oczach na Porzeczkową Pestkę. Nie było czym się chwalić, ale partnerce może zdradzić te niecodzienne wydarzenie, które można powiedzieć hańbi jego życiorys.
Na zuchwałe słowa partnera, dymka tylko zaśmiała się niewinnie pod różanym noskiem i spojrzała na zielonookiego ciekawskim spojrzeniem. -Oh, czyżby uciekanie od przywódcy Klanu Cienia nie jest dla ciebie żadnym wyzwaniem? Złoty wzrok przymrużył się, a sama panienka tylko dodała z uśmieszkiem. - przyznam, mój brat jest zapracowany.
Brązowy kocur był teraz i przywódcą, partnerem i ojcem - czasami Dymna matulka klanu Cienia zastanawiała się, jak bury brat sobie z tym wszystkim radzi, alb o i nie...Musiałaby kiedyś zamówić z nim kilka słów, chociażby by być może wysłuchać jego trosk, które ewentualne sytuacje przyprawiały serce puchatej kotki o srogi smutek.
Nie...Nie powinna teraz o tym rozmyślać. Teraz. Później, to tak, lecz teraz byli tu tylko ona, pręgowany partner i wycie bryzy przebiegającej po terenach.
-Wirujące Pióro? Oraz ty? Wybacz kochany, nie potrafię sobie wyobrazić was, ze wszystkich kotów, brykających jak kocięta...Chociaż, co takiego robił mój przyjaciel z moim drogim, a o czym ja nie wiem? Oh kochanienki, teraz już się nie wymkniesz!
Bury kot klasycznie pręgowany z długą sierścią i pulchnej sylwetce. Budową bardziej przypomina matkę, z krótkimi, ale masywnymi łapami, grubym korpusem i przeciętnym wzrostem. Prostym, delikatnie zarysowanym profilem nie przypomina żadnego z rodziców, jednak dodaje mu to szlachetności i urody. Podobnie do ojca, jego uszy nie są największe, przybierając średnią wielkość. Kończą się niewielkimi pędzlami, nadając im kształt trójkąta. Duże, owalne oczy w kolorze jasnozielony, zachowują w sobie więcej ostrości Olchy, niż ciepła Ciemnej. Całość wieńczy ciemnoróżowy nos z niemal czarną otoczką i długie, skierowane w dół białe wąsy.
W przeciwieństwie do wyglądu, patrząc na zachowanie Zawiei doskonale widać, czyim jest synem. Wpojona przez oboje rodziców ideologia, wedle której koty posiadające krew samotników są gorsze, mocno zakorzeniła się w młodej głowie, skutecznie wzbudzając niechęć wobec niektórych ze współklanowiczów. Ze względu na młody wiek wciąż w większości polega na opiniach matki i przede wszystkim ojca, traktując je z szacunkiem i uważając za bezdyskusyjną prawdę. Ma tendencję do wybierania swoich faworytów, resztę uważa za niegodnych jego czasu i uwagi. Zawieja jest niecierpliwym kotem i czasem zdarza mu się rozwiązywać problemy najpierw groźbami, a później siłą.
Świerk [KW] Lawendowy Kwiat [GK]
Syn Ciemnej Toni uśmiechnął się rozbawiony na słowa partnerki. Według niego naprawdę wymknięcie się przed Polną Gwiazdą nie stanowiło żadnego wyzwania. Zresztą nie pierwszy raz takie coś przerabia. Kiedyś zabrał Malwową Łapę na spacer, kiedy ta miała zakaz opuszczania Obozu. Trochę adrenalina była, aby nikt ich nie przyłapał. Na szczęście cała akcja zakończyła się pomyślnie i zostały teraz po niej tylko wspomnienia. - No właśnie i przez to nie jest wstanie kontrolować wszystkich Klanowiczów. Trzeba jednak przyznać, że najgorsze to już chyba za nim, no bo odchował już kocięta- starał się mówić o Polnej Gwieździe neutralnie, żeby nie zranić Porzeczki. Z chęcią by na niego ponarzekał, że wcale Polny nie jest tak zapracowany i pewnie się obija. Według niego wychowanie kociąt też mu niezbyt wyszło co widzi po zachowaniu Bzyczącej Łapy, dlatego wątpi, aby Przywódca był zapracowany, chyba, że ma inne priorytety niż odpowiednia edukacja oraz rozwój swoich pociech. Na kolejną wypowiedź partnerki Zawieja zaśmiał się. Cóż, to rzeczywiście może być trudne do wyobrażenia, ale tak było. Tnący potrząsnął przecząco głową nie dowierzając samemu sobie, co właśnie robi. Jak on może zdradzać taką skazę z jego życia? - Zacznę od początku, spotkaliśmy się z Wirującym Piórem przy Czarnym Ogonie, trochę pogadaliśmy i potem uczył mnie łowić ryby. Udało nam się złowić jedną sztukę, a że śliskie to i śmierdzące to nie chcieliśmy jej jeść. Wpadliśmy na pomysł, aby podrzucić ją do kociarni, aby kociaki miały frajdę, a Matki... nie przyjemność mycia swoich pociech po kontakcie z rybą- opowiedział, po czym zarumienił się pod gęstym futrem. Kiedy to robili z Wirującym Piórem wydawało się to zabawne, zwłaszcza, że trzeba było zrobić to tak, aby nie zostać przyłapanym, teraz z biegiem księżyców można się tylko wstydzić i żałować takiego zachowania. Biedne Matki na pewno nie były zachwycone takim obrotem spraw. Naraził je na niepotrzebną robotę oraz nieprzyjemność. Tnący spojrzał z czułością na Porzeczkę, która tak pięknie wyglądała na tle zachodzącego słońca. Jej futerko mieniło się przybierając nieco inne barwy. Oczy też zdawały się być bardziej błyszczące niż zwykle.
Najgorsze za nim. Oh, jakże bury to, być może, dobrze podsumował. Klanowa matka wiedziała jednak, że świętować, to można pewną wygraną, a bratu do niej było jeszcze daleko...Jednak ten zawsze robił dobrą robotę, czasami nawet lepszą, niż ona sama.
Napięcie mięśni w łapciach matki zniknęło po słowach partnera, tak jak i z jej serducha w sprawie brata.
Najgorsze za nim, za klanem Cienia, czyż nie?
Śmieszek brązowego był dla kotki czymś nowym, lecz nie dziwiącym, sama tylko przymknęła momentalnie złoty wzrok skierowany ku pręgusowi i wysłuchała z uniesieniem uszka jego opowieści.
Opowieści i to nie byle jakiej.
-Kochany, Gwiezdni to cie mają chyba w opiece, że wtedy niebyłam jeszcze matką i nie widziałam tego, ani nie czułam! Chociaż, ja sama nie byłam zbyt...Hm. Miła za kocięcia, to chyba wyrównuje nasze młodzieńcze wybryki, hm? Kotka liznęła po swych słowach burego po poliku i zachichotała lekko pod różowym nosem - oh, bury dawał jej tyle powodu do radości w tych pochmurnych dniach...
- Nie wyobrażam sobie, jednak, gdyby ...Naszym pociechom coś takiego się przytrafiło. - Zagarnęła - wkońcu bury chciał mieć młode, więc takie zagadnienie nie było złe, czyż nie? A po za tym...Dobrze by było pospekulować ewentualne kary dla takich brykających młodzików rzucających rybami, o ile na szczęście jej partner nie był pierwszym i ostatnim takim wydziwiaczem.
Bury kot klasycznie pręgowany z długą sierścią i pulchnej sylwetce. Budową bardziej przypomina matkę, z krótkimi, ale masywnymi łapami, grubym korpusem i przeciętnym wzrostem. Prostym, delikatnie zarysowanym profilem nie przypomina żadnego z rodziców, jednak dodaje mu to szlachetności i urody. Podobnie do ojca, jego uszy nie są największe, przybierając średnią wielkość. Kończą się niewielkimi pędzlami, nadając im kształt trójkąta. Duże, owalne oczy w kolorze jasnozielony, zachowują w sobie więcej ostrości Olchy, niż ciepła Ciemnej. Całość wieńczy ciemnoróżowy nos z niemal czarną otoczką i długie, skierowane w dół białe wąsy.
W przeciwieństwie do wyglądu, patrząc na zachowanie Zawiei doskonale widać, czyim jest synem. Wpojona przez oboje rodziców ideologia, wedle której koty posiadające krew samotników są gorsze, mocno zakorzeniła się w młodej głowie, skutecznie wzbudzając niechęć wobec niektórych ze współklanowiczów. Ze względu na młody wiek wciąż w większości polega na opiniach matki i przede wszystkim ojca, traktując je z szacunkiem i uważając za bezdyskusyjną prawdę. Ma tendencję do wybierania swoich faworytów, resztę uważa za niegodnych jego czasu i uwagi. Zawieja jest niecierpliwym kotem i czasem zdarza mu się rozwiązywać problemy najpierw groźbami, a później siłą.
Świerk [KW] Lawendowy Kwiat [GK]
Głupio by było, gdyby w tamtym okresie Porzeczkowa Pestka była Matką i musiałaby zajmować się śmierdzącymi kociętami. Jedynym pocieszeniem w tej sytuacji mógł być fakt, że kocięta wszystkich Matek z Klanu Rzeki śmierdzą i przezywają takie rzeczy na co dzień. Uszy Tnącego zostały postawione na sztorc kiedy dowiedział się, że partnerka nie była grzecznym kociakiem. Ciężko mu uwierzyć, że rozrabiała i była niesforna. Co taka cicha i nieśmiała dama mogła przeskrobać? - Co takiego nabroiłaś?- zapytał zaciekawiony i wyraźnie ożywiony tym tematem rozmowy. Może pozna Porzeczkę z zupełnie innej strony? Nie wiele wie o jej przeszłości, właściwie to nic, gdyż wcześniej się tym nie interesował, może czas to nadrobić? - Ach, fuj! Od razu bym znalazł delikwenta i sam by musiał wszystko sprzątać!- odparł stanowczo. Najchętniej to by powiedział, że takiemu żartownisiowi to by łapy z zadka powyrywał, ale nie będzie taki wulgarny. W rzeczywistości i tak nie doszłoby do żadnego rękoczynu, zawsze tak się mówi, a konsekwencję są zupełnie inne. - A skoro mowa o pociechach...- powiedział i zamruczał głośno wtulając się w futerko Porzeczkowej Pestki. Słońce prawie całe zniknęło za horyzontem i robiło się coraz ciemnej. Teraz jedynym źródłem światła może być słaby blask księżyca tej wyjątkowej nocy nad jeziorem.
Co takiego narobiła?
-Oh, niegrzecznie by było, gdybym tak chowała sekret, gdy ty powiedziałeś mi swój, hm? Zamrugała niewinnie złotymi oczkami i dodała. -Robić nie robiłam, przynajmniej nie takich...Ekstrem jak ty, kochanie. Jako kociak raz i tylko raz zapałętałam się ku legowisku starszyzny, zostałam przyłapana i o mało co się nie nabawiłam czkawki. Innym razem próbowałam zabrać Mroźnemu Sercu jego legowisko, nie mówiąc nic. Nie udało mi się, byłam mała, lecz teraz pewnie by mi się udało, tak są-sądze. Po swych słowach dymna matulka uniosła momentalnie wielkie łapy i zaśmiała się, drapiąc pazurkiem pod białą brudką.
Historie z kocięcych czasów...Nie były czymś kotce nieznanym, gdyż kocięta zawsze chciały, a potem zapominały, więc małe podkręcenie historii dla partnera nie było złe. Zły nawyk, być może, lecz nie tragiczny i zły do szpiku kości.
Na słowa i deklaracje kocura, złoty wzrok spadł na burego z lekkim, hm, oczarowaniem. Oh, tego to by mogła słuchać, gdyby wiedziała, że niektórzy mają lepsze gadane niżeli walczone, choć, cofnij, pręgowany ma dobrą walkę - gdyby nie miał, brązowy przywódca i jej brat by go tak nie doceniał, dając mu własne kocie pod skrzydło.
O pociechach mowa. Oh! Czyli chciał rozmawiać?
Złote wzrok przymrużył się jednak, gdy bury syn Ciemnej Toni wtulił się w jej nocne futro, które gdyby nie ostatnie promyki zapadającego za horyzontem słońca, zniknęło by na ciemnym tle granatowego nieba i tafli.
Tafla mieniła się powoli kolorem gwiazdek pojawiających się na szacie nieboskłonu, a Porzeczkowa Pestka sama wtuliła się w kryzę partnera i przejechała językiem po jego poliku, tracąc się momentalnie w futrze mniejszego burego.
Bury kot klasycznie pręgowany z długą sierścią i pulchnej sylwetce. Budową bardziej przypomina matkę, z krótkimi, ale masywnymi łapami, grubym korpusem i przeciętnym wzrostem. Prostym, delikatnie zarysowanym profilem nie przypomina żadnego z rodziców, jednak dodaje mu to szlachetności i urody. Podobnie do ojca, jego uszy nie są największe, przybierając średnią wielkość. Kończą się niewielkimi pędzlami, nadając im kształt trójkąta. Duże, owalne oczy w kolorze jasnozielony, zachowują w sobie więcej ostrości Olchy, niż ciepła Ciemnej. Całość wieńczy ciemnoróżowy nos z niemal czarną otoczką i długie, skierowane w dół białe wąsy.
W przeciwieństwie do wyglądu, patrząc na zachowanie Zawiei doskonale widać, czyim jest synem. Wpojona przez oboje rodziców ideologia, wedle której koty posiadające krew samotników są gorsze, mocno zakorzeniła się w młodej głowie, skutecznie wzbudzając niechęć wobec niektórych ze współklanowiczów. Ze względu na młody wiek wciąż w większości polega na opiniach matki i przede wszystkim ojca, traktując je z szacunkiem i uważając za bezdyskusyjną prawdę. Ma tendencję do wybierania swoich faworytów, resztę uważa za niegodnych jego czasu i uwagi. Zawieja jest niecierpliwym kotem i czasem zdarza mu się rozwiązywać problemy najpierw groźbami, a później siłą.
Świerk [KW] Lawendowy Kwiat [GK]
Syn Ciemnej Toni z zaciekawieniem słuchał historii jakie opowiadała mu Porzeczkowa Pestka. Uważał, że nie były to jakieś wielkie przewinienia. Bardzo mu się podobało to jak partnerka próbowała zabrać Mroźnemu Sercu legowisko. Nigdy by nie pomyślał, aby pchać się z łapami do czyjegoś posłania, ale jak było zadbane, ładne i wygodne to czemu go sobie nie przywłaszczyć? Podboje legowiska i walka o nie... brzmią zabawnie, choć pewnie zmęczonemu nie byłyby one do śmiechu. - To legowisko musiało być nadzwyczajne skoro wybrałaś akurat jego- powiedział pół żartem, pół serio. Trochę nawet zazdrościł Mroźnemu Sercu. On wolałby, aby to o jego legowisko walczono czy próbowano wykraść, czułby się wtedy bardzo doceniony. Chyba. Może lepiej nie zagłębiać się w temat.
Zawieja siedział przez moment w milczeniu wtulony w długie, miękkie futerko partnerki. Podziwiał kolory nieba oraz taflę. Podjął temat kociąt, ale kompletnie nie wiedział co powiedzieć, co zrobić. Serce biło mu jak szalone gotowe wyskoczyć z jego piersi. Czy jego brat też się tak stresował? Nie, on nie może stchórzyć! Musi być odważnym kocurem! Tnący wstał, delikatnie polizał Porzeczkową Pestkę, po czym (...). Następnie usiadł wygodnie ponownie podziwiając otaczającą go przyrodę i zjawiska. Czuł się zupełnie innym kotem.
- Nadzwyczajne...Hm. Nie powiedziałabym. Powiedziałabym za to, że patrząc na osobnika obok mnie który teraz jest, mój standard piękna wzrósł we wszystkich aspektach i cieszy mnie to. Oh, komplemencik za komplemencikiem, a Porzeczkowa Pestka nie mogła się powstrzymać od lekkiecho chochotku zza dużej łapy na mordce.
No cóż, bury mógł się pochwalić, że był, według Porzeczki, kocurem z wyższej półki, a to już nie lada pochwała, której nocna matulka nie zaprzeczy, jak ktoś się spyta.
Serce kocura zabiło szybciej pod jego grubym futrem, a okrągłe uszko klanowej matki wyczuło momentalny wdech i wydech kocura, jakby ten miał zaraz swe serce wyrzucić z klatki z mocą kilkunastu niedźwiedzich ryków.
Gdy kocur wstał z ich wspólnego przytulania, Porzeczkowa Pestka nie była głupia i zdążyła sama uspokoić swój oddech, bo co by to było, gdyby ich dwójce serca wyskoczyły?
(...)
Po wszystkim złoty wzrok wielkiej kocicy spadł na burego partnera, po czym przekręciła się na plecy, by ukazać swój mleczno-biały brzuch ku świetlistej tafli odbijającej księżycowy blask, a który sprawiał, że w czarnym futrze kocicy jakby pojawiły się zaklęte, drobne gwiazdki. Czy to na długiej kicie, czy barkach i samej mordce koteczki o białych plamach.
- Zawiejo, jak sądzisz...Powinniśmy zagrać memu bratu na nosie? Powiedzieć, że Porzeczkowa Pestka stała się niesforna przy burym partnerze byłoby niedoczekaniem, lecz sama dymna panienka wiedziała, że jej grube futro na długi okres pomoże skryć jej i pręgowanego partnera planowanie rodziny. Czy brat by się domyślił? Trudno było stwierdzić, lecz przywódca interesował się rodziną, więc chwila potargania mu nosa i trzymania w niewiedzy nikogo by nie zabolała, czyż nie?
Bury kot klasycznie pręgowany z długą sierścią i pulchnej sylwetce. Budową bardziej przypomina matkę, z krótkimi, ale masywnymi łapami, grubym korpusem i przeciętnym wzrostem. Prostym, delikatnie zarysowanym profilem nie przypomina żadnego z rodziców, jednak dodaje mu to szlachetności i urody. Podobnie do ojca, jego uszy nie są największe, przybierając średnią wielkość. Kończą się niewielkimi pędzlami, nadając im kształt trójkąta. Duże, owalne oczy w kolorze jasnozielony, zachowują w sobie więcej ostrości Olchy, niż ciepła Ciemnej. Całość wieńczy ciemnoróżowy nos z niemal czarną otoczką i długie, skierowane w dół białe wąsy.
W przeciwieństwie do wyglądu, patrząc na zachowanie Zawiei doskonale widać, czyim jest synem. Wpojona przez oboje rodziców ideologia, wedle której koty posiadające krew samotników są gorsze, mocno zakorzeniła się w młodej głowie, skutecznie wzbudzając niechęć wobec niektórych ze współklanowiczów. Ze względu na młody wiek wciąż w większości polega na opiniach matki i przede wszystkim ojca, traktując je z szacunkiem i uważając za bezdyskusyjną prawdę. Ma tendencję do wybierania swoich faworytów, resztę uważa za niegodnych jego czasu i uwagi. Zawieja jest niecierpliwym kotem i czasem zdarza mu się rozwiązywać problemy najpierw groźbami, a później siłą.
Świerk [KW] Lawendowy Kwiat [GK]
Syn Ciemnej Toni uśmiechnął się na komplement Porzeczkowej Pestki. Zawsze lubi pochwały i wszystkie z przyjemnością przyjmuje. Szkoda, że inny rzadko mu schlebiają, ale to może wynikać z faktu, że nie jest za bardzo towarzyski i nie spędza swojego wolnego, cennego czasu z innymi Klanowiczami. Musi być okazja, aby do kogoś zagadać, czasem to po prostu ktoś inny inicjuje rozmowę.
Propozycja Porzeczkowej Pestki była nie do odrzucenia. Zrobić coś lekko za złość Polnej Gwieździe? Z chęcią! Nie przepada on za Przywódcą tylko z tego względu, że jest on Gwiazdą i niby zdaje sobie z tego sprawę, że takie zachowanie jest trochę słabe to nic a nic się tym nie przejmuje. - Kuszące... Jestem za- powiedział z błyskiem w oczach, po czym popatrzył na śnieżnobiały brzuszek Porzeczki. Od razu zaczął się zastanawiać ile minie zanim będzie widać jej stan, o ile w ogóle będą owoce z dzisiejszego wieczoru. Fajnie by było, gdyż to już najwyższy czas na potomstwo. Trzeba je odpowiednio wychować i patrzeć jak stają się fantastycznymi wojownikami. - Ciekawe jaką będzie mieć minę, kiedy się o wszystkim dowie- oznajmił rozbawiony wyobrażając sobie zdumiony wyraz pyszczka Polnego.
Grubofutra kotka uśmiechnęła się szczerze, gdy zobaczyła błysk w oku partnera, a potem usłyszała okrągłym uszkiem jego odpowiedź. -Cieszę się, że się zgadzasz kochany.
Czy Polny by zauważył? Czy gubił by się we własnych słowach podczas rozmowy? Porzeczkowa Pestka znała trochę brata i wiedziała, że ten nie będzie mieć jej za złe chwili sekretu, gdy znaczy on, że mogła zobaczyć albo uśmiech na mordce partnera, albo jego, gdy zarzuci żarcikiem.
Chociaż, że jej stan nie będzie żartem, lecz jeszcze długo zajmie, zanim cokolwiek będzie wiadome, czy widać.
Dymna koteczka liznęła burego pręgusa po poliku i zaczęła powoli czyścić swą białą chmurę futra na swym brzuchu.
- Dla niego i mej siostry zawsze będę małą siostrą....Ironio. odparła ciemna lwiczka i miauknęła z chichotem.
-Więc będę mogła się założyć, że jego mina będzie bezcenna.
Bury kot klasycznie pręgowany z długą sierścią i pulchnej sylwetce. Budową bardziej przypomina matkę, z krótkimi, ale masywnymi łapami, grubym korpusem i przeciętnym wzrostem. Prostym, delikatnie zarysowanym profilem nie przypomina żadnego z rodziców, jednak dodaje mu to szlachetności i urody. Podobnie do ojca, jego uszy nie są największe, przybierając średnią wielkość. Kończą się niewielkimi pędzlami, nadając im kształt trójkąta. Duże, owalne oczy w kolorze jasnozielony, zachowują w sobie więcej ostrości Olchy, niż ciepła Ciemnej. Całość wieńczy ciemnoróżowy nos z niemal czarną otoczką i długie, skierowane w dół białe wąsy.
W przeciwieństwie do wyglądu, patrząc na zachowanie Zawiei doskonale widać, czyim jest synem. Wpojona przez oboje rodziców ideologia, wedle której koty posiadające krew samotników są gorsze, mocno zakorzeniła się w młodej głowie, skutecznie wzbudzając niechęć wobec niektórych ze współklanowiczów. Ze względu na młody wiek wciąż w większości polega na opiniach matki i przede wszystkim ojca, traktując je z szacunkiem i uważając za bezdyskusyjną prawdę. Ma tendencję do wybierania swoich faworytów, resztę uważa za niegodnych jego czasu i uwagi. Zawieja jest niecierpliwym kotem i czasem zdarza mu się rozwiązywać problemy najpierw groźbami, a później siłą.
Świerk [KW] Lawendowy Kwiat [GK]
Ciekawe czy będzie mu dane zobaczyć minę Polnej Gwiazdy, gdy dowie się, że zostaje wujkiem. Z jednej strony chętnie by to ujrzał na własne oczy, a z drugiej strony trochę obawia się jego reakcji, w końcu to on jest przyczyną tego wszystkiego. Pożyjemy, zobaczymy. Na pewno wszystko się ułoży i nie ma co się martwić. Zresztą, co Polna Gwiazda może takiego zrobić? Nic, tylko zaakceptować ten fakt.
,, Małą siostrzyczką" brzmi zabawnie biorąc pod uwagę rozmiary Porzeczki. Bardziej pewnie odnosi się to do jej spokojnego charakteru. Zawieja uśmiechnął się próbując wyobrazić sobie minę Przywódcy, po czym spojrzał w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą było słońce. Niestety, pozostało po nim wspomnienie. Było też późno, więc Tnący zaproponował, aby już wracali do Obozu i tak też uczynili.
Księżyce: 53 Mistrz: kamienisty brzeg [*] Płeć: kocur Matka: ostry kwiat [*] Ojciec: polny chwast (gwiazda) [*] Trwałe urazy: spora blizna po wyrwanym płacie skóry na karku; ślady po lisich zębach na prawej tylnej łapie; odgryziona połowa lewego ucha; długa blizna na szyi; drobna blizna na lewym łuku brwiowym; postępująca zaćma w lewym oku
Księżyce: 53 Mistrz: kamienisty brzeg [*] Płeć: kocur Matka: ostry kwiat [*] Ojciec: polny chwast (gwiazda) [*] Trwałe urazy: spora blizna po wyrwanym płacie skóry na karku; ślady po lisich zębach na prawej tylnej łapie; odgryziona połowa lewego ucha; długa blizna na szyi; drobna blizna na lewym łuku brwiowym; postępująca zaćma w lewym oku
Dość przeciętnych rozmiarów osobnik, niezbyt wysoki, będący gdzieś w okolicach standardowej kociej wielkości. Dzięki regularnym patrolom i polowaniom wyrobił sobie mięśnie i jego sylwetka przestała być tak nijaka, wyraźnie przybierając na masywności. Sierść jest mlecznobiała, upstrzona jaskrawymi, rudymi plamami, na których rysują się tygrysie pręgi. Najwięcej owych plam znajduje się na jego lewym boku, w postaci czterech nieregularnych owali, na prawym boku natomiast rudy wkrada się tylko w okolicy łopatki i na zadzie, zalewając w całości puszysty ogon, na głowie pojawia się na karku, uszach, łukach brwiowych i skroniach. Kolor jego oczu oscyluje gdzieś pomiędzy żółcią i zielenią, w zależności od światła, poza tym odziedziczył po ojcu wystającą między palcami sierść i dość małe, okrągło zakończone uszy.
Nikt tak naprawdę nie wie, co chodzi mu po głowie, z pewnością jednak można stwierdzić, że jest… inny. Często pojawiający się uśmiech zniknął z pyska wojownika i pojawia się okazyjnie, dość słabo w dodatku. Wciąż pozostał jednak wierny obowiązkom i nie zaniedbuje ich, ba, można by rzec, że narzuca na siebie coraz więcej, bo stara się udowodnić, że radzi sobie ze wszystkim, co go spotyka i nie daje się złamać następną życiową tragedią, bo prawdziwi mężczyźni przecież nie płaczą, a już na pewno nie załamują się i nie narzekają na swoje życie. Być może jest to zwykłe okłamywanie samego siebie, ale Niedźwiedź, przekonany o swoim wiecznym pechu, nie potrafi działać inaczej, w końcu jego bratu, Psu, udało się zajść w życiu wysoko, jego starszej siostrze również, dlaczego więc on jest inny? Dlaczego jemu nie dane jest dostąpić podobnych zaszczytów? Być może po prostu na nie nie zasługuje i nigdy nie zasłuży, ale dobrze jest wierzyć, że może być inaczej, nawet, jeśli każdy kolejny dzień daje mu z liścia w pysk. Mnóstwo podobnych myśli przebiega mu przez głowę i nie daje odpocząć, ale iskra nadziei z beztroskich czasów wciąż gdzieś tam się tli i utrzymuje całe jestestwo Niedźwiedzia w ryzach.
XXXXDawno rozmawiał ze Skowyt, w sumie to nie wiedział czemu, jakoś tak ich drogi się rozeszły, ale została przydzielona na trening do Kamienistego Brzegu, jako, że Tnąca Zawieja najwyraźniej sobie z nią nie radził. No cóż. Tak, czy inaczej, zaproponował jej wspólne polowanie, a jako, że śnieg topniał i robiło się coraz cieplej, to liczył na całkiem dużą ilość zwierzyny na ich drodze. Kiedy dotarli w okolice Księżycowego Jeziora, rozdzielili się, a Niedźwiedź ruszył powoli i ostrożnie, kierując się pod wiatr, na ugiętych łapach poszukując jakichkolwiek znaków, że ewentualna zwierzyna może znajdować się w bliskiej okolicy.
skowyt i mg
KLESZCZE, WĘŻE, SZERSZENIE na suche, spękane serce rozkołysz te myślina wietrze NOWYPUŚĆJEWRESZCIE
「 ja wiem jak ciężko zapomnieć 」 wykastrować głowę ze wspomnień musisz to wyżuć i wypluć za siebie ZANIM TO WYŻUJE I WYPLUJE CIEBIE
Księżyce: 103 Mistrz: kamienie na brzegu Płeć: kotkaaaaaa Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: nie posiada
Natura nie obdarowała tej kotki ani aksamitnym futerkiem Agrestki ani długim, białym jak śnieg okryciem Przymrozka. Dostała za to krótkie, pozlepiane buro-białe futro. Wiecznie skołtunione i brudne, trudno się domyślić gdzie kończy się ciemniejsza część a gdzie zaczyna jaśniejsza. Przy trochę bliższej obserwacji, pod warstwą kurzu i błota, można dostrzec, że grzbiet i część ogona są zdecydowanie ciemniejsze, pręgowane klasycznie, podczas gdy cały front kotki, łącznie z brzuchem, aż do szczęki jest domyślnie 'biały'. Tylnie łapy natomiast do połowy uda również są pokryte brunatną plamą, żeby później przejść w nieco jaśniejszy kolory i tak pokryte wieczną warstwą brudu. Pyszczek ma, dość smukły, z ciemnym nosem i brązowymi oczami, zwieńczony przez cienkie, szerokie uszy. Jej kocie ciało wciąż do końca nie zorientowało się w proporcjach jakie powinien mieć kot, przez co wygląda jak wyrośnięte kocię na łapach bardziej przypominających szczudła. Jest również zaskakująco koścista, skóra wydaje się być w kilku miejscach niesamowicie napięta, jakby ledwo trzymała tą kupę kości razem. Podsumowując, kocica jest dziwnie niekształtna, niedelikatnie mówiąc brzydka, i jak na razie z tego nie wyrosła. Jedyne co się zmieniło to wzrost kotki, pnie się się w górę jak młode drzewko, ale już wiadomo, że nie będzie ani największa ani najwyższa z rodzeństwa.
Mianowanie na Terminatora nie zmieniło wiele w jej podejściu do rzeczywistości. Wciąż jest zafascynowana światem zewnętrznym, szczególnie teraz gdy przestał być ograniczony do czterech ścian obozu. Odpowiedzialności i obowiązki nie interesują ją za bardzo, coś tam niby pomoże, przyniesie, ale odwala minimum (i to nie zawsze) by tylko móc robić to na co ma ochotę. Wciąż nie przejawia nawet ułamków szacunku do autorytetów w jej życiu, a jeśli coś ją zainteresuje, będzie zadawać niewygodne i drążyć temat do bólu. Niestety szybciej powie niż pomyśli i całe szczęście, że umie szybko myśleć, bo co chwila pakuje się w kłopoty i jest gotowa wić się tak długo jak będzie to konieczne, byleby nie przyznać się do winy. Jeśli uważa, że ktoś popełnia błąd to powie o tym głośno. Ma zaskakująco dużą wiarę w siebie, swoje umiejętności i determinację by pokonać każdą, możliwą przeszkodę. Nastoletni wiek cechuje burza emocji, ale u Skowyt to prawdziwy tajfun. Kotka wszystko odczuwa intensywnie, nie ważne, smutek, złość czy radość - wypełnia ją, pochłania i zdaje się kierować nią bardziej niż logika. Obok silnego kompasu moralnego, ma też silną pamięć i jeśli ktoś, według niej, traktuje ją lub innych z góry nie przepuści tego, ani nie zapomni. Wciąż jest młoda i wciąż uwielbia psocić, wygłupiać się i wymyślać psikusy, które może uciąć innym. Pomimo szczerej miłości i troski jakimi darzy swoją mamę i rodzeństwo, nie czuje się komfortowo z wizją trwania w Klanie do końca swoich dni. Ma w sobie silny zew przygody i włóczęgi, za którym chce podążać. ale wciąż jest tylko dzieciakiem, który pod koniec dnia czuje się bardzo mały w bardzo dużym świecie.
Polowanie z Niedźwiedziem? No, może być. Skowyt zgodziła się, choć wciąż podejrzliwie traktowała biało-rudego, szczególnie że czuła mocne ukłucia zazdrości, patrząc na jego bliską relację z Trzask. Pod koniec dnia to była JEJ ulubiona siostra i nie podobało jej się, że jakiś inny kot, a co gorsza - kocur pojawiał się i zawierał bliskie, kumpelskie stosunki. A cóż, wspólne polowanie było jakąś okazją by rozprostować łapy, szczególnie, że nie wyrobiła normy na dzisiaj. - Powodzenia - miauknęła krótko, by skierować się w swoją stronę. Przypadła do ziemi, przyjmując pozycję łowiecką, pamiętając by kontrolować również ogon. Zaczęła węszyć, chcąc zorientować się co w pobliżu mogłoby stać się jej nową ofiarą.
Wszyscy musieli polować, żeby klan mógł przetrwać. Dlatego więc Niedźwiedzi Ryk i Skowycząca Łapa uznali, że raźniej będzie dopełnić tego obowiązku razem. Jakże uroczo. Ciężko o to, aby na samym początku na coś natrafić, zapewne i jedno i drugie zdało sobie z tego z tego sprawę, ale do uszu Niedźwiadka dotarł szelest liści pobliskiego drzewa. Nim jednak zdążył przybrać w pełni poprawną pozycję łowiecką, spomiędzy gałęzi wyleciał piękny, niebisko-żółty ptak. Miał niecodziennie kolory. Głowa, skrzydła i ogon od góry były niebieskie, zaś od doły złociście żółte.
- KUHHHHHHHHHHHHHHWAAAAAAAAAAAAAAAA - wydobyła z siebie skrzecząco, a potem odleciała w siną dal. Co to oznaczało, dlaczego tak krzyknęła? Tego się już nie dowiemy.
Skowycząca Łapa natomiast nie widziała, ani nie słyszała, ani nie czuła nic. Żadnej bluzgającej papugi, żadnego drobnego szelestu, nic. Tylko ona i szum krwi dudniący w uszach.
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡