// szczerze mówiąc Śnież miała Cię wołać jak się zrobi goręcej, ale spoko, poradzimy sobie a kiedyś zrobimy drama vol 2 XDD
Na pysku Wschoda w końcu pojawił się błysk zrozumienia. No, ty, panno cała na biało, ty powinnaś zawsze tak jasno mówić, coby rzeczniakowy móżdżek ogarnął tak przyziemne sprawy jak zmiana imienia wichrzaczki. Tak naprawdę najmilszej wichrzaczki jaką spotkał. Nie żeby spotkał ich dużo czy coś, ale no, darowanemu koniowi się w zęby nie zagląda, więc niech Zaśnieżona się cieszy z komplementu.
- Oh, ty to Zaśnieżona Ścieżka. - mruknął gardłowo, wstając i podchodząc krok do kotki. Widać było, że jego ciało jest rozluźnione, a oczy jakoś tak bardziej błyszczą, niż na początku spotkania. Też lekki uśmiech na pysku o tym zwiastował, jak i to, że wcale nie pilnował, czy ktoś się w pobliżu nie kręci. Póki nie idą w krzaki, wszystko jest w jak najlepszym porządku i nikt im nic nie może zrobić. - To dokąd mnie zaprowadzisz? - mrugnął powoli, spojrzenie bursztynowych oczu wciąż utrzymując na kotce. Póki do jego nozdrzy nie doleciał smrodek innego wichrzaka, a cały nastrój chwili się ulotnił.
Zerknął nonszalancko na przybyłego. Ot, jakaś czarna pokraka z futrem potarganym, jakby nigdy się nie mył. I on się niby ma tego bać?
- No jak to co, normalne koty spokojnie rozmawiają. - mruknął na odczepnego, przewracając widowiskowo oczami, po czym ustawił się obok białej kotki, ale przodem do kocura, po czym przejechał ogonem po tym pięknie ułożonym, śnieżnobiałym grzbiecie, posyłając błękitnookiemu bezczelny uśmiech. Nie znał go, nie wiedział, jak jest związany z tą szczuplutką istotką obok niego, ale jakaś mroczniejsza część jego osobowości, która pojawiła się w nim na pogrzebie Deszcza i kazała mu marnować czas na użalaniu się nad sobą, teraz próbowała sprowokować tego tam wichrzaczka do ruchu. A co im tam, ale Wschód na pewno nie ucieknie z podkulonym ogonem!
Zaśnieżona Ścieżka wraz z wejściem w dorosłość, zyskała małą zmianę w wyglądzie. Wcześniejsza chudziutka sylwetka, teraz nabrała kształtów. Chude łapy nabrały mięśni, a ciało, które chociaż wciąż szczupłe, nieco się powiększyło. Jest wysoka, przewyższa normę, przez co może naprawdę wydawać się zwykłym chucherkiem, chociaż rzeczywistość jest kompletnie inna. Jej futro jest krótkie acz gęste, idealnie ułożone oraz nieskazitelnie białe, w świetle promieni słonecznych nawet lśniące. Kotka naprawdę dba o higienę i jeśli uda się ją zobaczyć, zawsze będzie niesamowicie czysta. Jej małżowiny uszne są duże, skrywając od środka różowawy kolor. Oczy kotki są duże, koloru słońca. Maleńki nos na środku pyszczka jest delikatnie różowy.
Zaśnieżona Ścieżka już dorosła, stając się wojowniczką. Chce prezentować się jak najlepiej, chorobliwie dbając o swój wizerunek - nienawidzi posiadać na swojej sierści chociażby paproszka, a przebywanie z brudnymi kotami uważa za największy grzech. Również dba o każde swoje słowo, obnosząc się czasem dumą nad swoją wspaniałą personą. Może zacząć cię oceniać, ale nie wypowie tego głośno, aczkolwiek zacznie się na ciebie dziwnie spoglądać. Na co dzień jest miła, sympatyczna i roześmiana, rozweselając obóz swoim promiennym uśmiechem. Ma ogromne ambicje i chciałaby być najlepsza. Zdarza jej się być egoistyczną, bardziej dbając o swoje dobro niż o dobro innych. Kocha słuchać komplementów na swój temat. Wierność u niej jest pojęciem względnym. Wobec przyjaciół i rodziny potrafi być niesamowicie wierna, ale jej partner jest już inną sprawą. Jest uczuciowa i czasami lekkomyślna. Nie warto zajść jej za skórę, okaże się wtedy, że możesz tego pożałować, bo Zaśnieżona Ścieżka często chce zemsty. Nienawidzi się krytykować. Towarzyskość pozwala jej na kontaktowanie się nawet z kotami z innego klanu. Medyków uważa za obleśne stworzenia, skazy, powstałe z niedoskonałości. Upartość pozwala jej na długie podtrzymywanie swojego słowa. Jest czasami głodna krwi, stając się szaleńczą kotką, której nie powstrzyma kompletnie nic. Jest zazdrosna, chcąc mieć wszystko, co mają inni, a czego nie ma ona.
Trzaskający Mróz [KR]
Widoczniej tego rzeczniaka jeszcze trzeba czegoś nauczyć, bo jeżeli chodzi o jego łączenie faktów to niezbyt sobie w tym radził, ale miałam nadzieję, że gdy pobędzie sobie trochę ze mną to się nagle ogarnie, bo co jak co, ale z nim naprawdę przyjemnie mi się rozmawiało, bo był wredny, ale miał w sobie to coś, co mogło kogoś do niego przyciągnąć. I oczywiście dalej pamiętałam o jego obietnicy i nadal byłam ciekawa tego, jak się u nich żyje. Nie zapytałam pierwszym razem, bo nie chciałam psuć tej zabawnej atmosfery, a tutaj akurat lepiej się nam rozmawia, więc mogłabym coś tam dopowiedzieć. Gdy kocur do mnie podszedł, uśmiechnęłam się sarkastycznie, ciesząc się, że powtórzy moje imię. Usłyszeć wojownicze imię z ust samego rzeczniaka, po prostu najlepsze uczucie! Serce zabiło mi mocniej, bo byłam z siebie dumna, że osiągnęłam taki sukces. Zbliżyłam swój pysk do jego pyska, aby spojrzeć mu prosto w oczy. Chciałam żeby wiedział, że odkąd jestem wojowniczką to nic nie jest mi straszne, a wytresować takiego gagatka zawsze mogłam.
- Hmm, to teraz ja jestem twoją panią? Wspaniale - ostatnie słowa powiedziałam miękko, każdą literę wypowiadając coraz ciszej. Skoro jestem jego panią to powiem mu, że powinien zabrać mnie nad rzekę, gdzie nauczy mnie łowić ryby! A skoro jest takim dobrym wojownikiem to powinien się mnie posłuchać, a nie robić mi wyrzuty. Może nie należało to do czegoś normalnego, nasze zachowanie wyglądało dziwnie, ale przecież nie robiliśmy nic złego, a ja jedynie próbowałam wyłudzić od niego cenne dla mnie informacje, a innym sposobem bym tego nie zrobiła. Poza tym, jesteśmy tutaj sami, mogę robić, co mi się podoba, póki nie narusza to czegoś. Machnęłam koniuszkiem ogona, zadowolona z przewrotu spraw. - Zaprowadź mnie najlepiej nad rzekę. Najlepszą jaką znasz. Dobrze wiesz, co mi tam obiecałeś, wiewióreczko.
Kończąc swoje zdanie, zamarłam w bezruchu, gdy poczułam bardzo znany mi zapach, a następnie, gdy się od razu odwróciłam w stronę swoich terenów, ujrzałam tą dobrze znaną mi sylwetkę - przed moimi oczami stał Wilk, który wcale nie wyglądał na zadowolonego, że przyłapuje mnie z jakimś rzeczniakiem przy granicy, szczególnie, że Wschód nie należał do brzydkich kocurów i nawet sam fakt, że był to kocur na pewno go rozwścieczył. Wszyscy mogliby tutaj przyjść, ale nie on! Gwiezdny Klanie, dlaczego zesłaliście tutaj akurat jego, gdy chciałam tylko dowiedzieć się, jak się łapie ryby? Przez chwilę zapomniałam jak się oddycha, a panika pokazała się na moim pysku, a sama ta otoczka wrednej kotki zupełnie gdzieś zniknęła. Już chciałam mu to jakoś wyjaśnić, gdy poczułam dotyk na swojej sierści, przez który podskoczyłam. On to zrobił specjalnie! ON DOTKNĄŁ MOJEGO FUTRA. FUTRAFUTRAFUTRA. Syknęłam w jego stronę, wściekła, a oddech mi przyśpieszył. Nigdy nie powinien dotykać mojego idealnego, pięknego futerka w taki sposób i nigdy nie powinien mnie dotykać w taki sposób przy moim własnym partnerze!
- WSCHÓD - warknęłam w jego kierunku, ze złości wsuwając i wysuwając pazury, a uszy poleciały mi do tyłu. Sierść mi się zjeżyła, gdy się na niego patrzyłam. Może dla niego było to zabawne, ale dla mnie nie było. Już pomijając to, że wyglądało to dwuznacznie - on zepsuł moją ciężką prace, a doskonale wiedział ile czasu na to poświęciłam! Zaraz potem się uspokoiłam, bo nie chciałam nikogo tutaj atakować. Nie chciałam, aby koty również się zaatakowały przez jakieś głupie spotkanie. Momentalnie wskoczyłam między nich, patrząc się na swojego wybranka. - Wilku, to nie tak! Ja tylko z nim rozmawiałam, on nawet moim przyjacielem nie jest!
Mistrz: Sokoli Cień Płeć: kocur Matka: Czajkowy Lot Ojciec: Wilgotny Nos Partner: Zaśnieżona Ścieżka
Wilk stał się większy niż ktokolwiek mógł by pomyśleć i bardziej muskularny. Dzięki długim wędrówkom od najmłodszych czasów i wspinaczkach masa mięśniowa urosła. Smoliste futro zostało na swym miejscu jednakże stało się o wiele bardziej szorstkie jak... wilcze. Wibrysy są również czarnego koloru, a jedyne co wyróżnia się i kontrastuje z ciemnym kolorytem są oczy, które od czasów młodości wyblakły i stały się jasno niebieskie, przypominające lód. Łapy umięśnione mają ślady wszelkich obdarć i zarysowań, a poduszki zgrubiałe i szorstkie również mają kolor czerni.
Śmierć brata odbiła się na Wilku. Zawsze pogodny, pełen chęci do zabaw i wszelkiego rodzaju rozrywki teraz woli spędzać czas w samotności, przebywając poza większymi skupiskami kotów, rozmawiając niewiele. Stał się bardziej ponury i mrukliwy. Ponadto przez stratę bliskiego mu kota jeszcze bardziej chce zostać wojownikiem i w jakiś sposób położyć kres śmierci i zniknięciom w klanie choć w jakiejś części. Wilk pożegnał się zatem z pozytywną stroną życia coraz bardziej zatapiając się w swoich myślach, bo Czarny ostatnim czasy rozmyśla wiele. I na każdy temat.
Lwi Zew ; Krucza Łapa; Lisica
- Odsuń od niej swój zapluty ogon i rybi pysk! - Warknął doskakując do kocura i silnym ciosem odrzucając go od kotki. - Oh, nie jest przyjacielem!? A więc może powiesz mi co takiego było Ci obiecane nad ów rzeką? - Burknął patrząc się na białą kotkę z nieukrywanym bólem, strachem i nagle poczuł, że dziura w sercu powiększa mu się trzykronie. Chciał wyć. Jak wilk do księżyca w trwodzę, lęku i cierpieniu.
Odwrócił się znów w stronę rzeczniaka ukazując kły i sycząc przeciągle. Mięśnie pod skórą naprężyły się tak, że kocur wydawał się o wiele bardziej pokaźnie niż mógłby ktokolwiek pomyśleć. - Won na swoje bagna! Przekroczyłeś już raz granicę, drugiego razu nie podaruję i wyrwę Ci te śmierdzące łuski wraz z zapchloną sierścią! - Warknął. Finalnie gdy zbliżył się do Zaśnieżonej i stanął obok znalazł się na granict Klanu Wichru. I Wilk miał pełne prawo go wywalić. A najlepiej zdzielić w pysk, bo na tyle miał aktualnie ochotę.
Nie spodziewał się, że pewnego dnia dożyje takich chwil. Tak... paskudnych i wiercących mu w głowie ogromną mękę. Pustka, która odczuwał, mieszała się z ogromną złością i bólem, ale nie mógł jej zapełnić tymi odczuciami. Nie potrafił.
Czekał na jakikolwiek atak ze strony kocura. Czekał na to aż ten wyskoczy, a Wilk finalnie będzie mógł wypruć mu te żabie flaki z jego brzucha. Był zły? Wściekły jak wszyscy diabli i nikt by teraz go nie zatrzymał. Nawet Gwiezdny Klan.
<table><center><tr><td><img src="https://i.imgur.com/cyU3um7.png"></td><td><center>*** I look insidemyself and see my heart is black
I see my red door and must have it painted black Maybe then I'll fade away and not have to face the facts
It's not easy facing up when your whole world is black</center> </center></table>
Ohoho, jaki agresywny ton. I co, nagle się białej kotce przestała podobać ta zabawa? Rudy jednak nie zwrócił na nią w tym momencie uwagi, bo skupił się na czarnym kocurze, który, jak rudy się spodziewał, ruszył w jego stronę. Ugiął nieco łapy i zgrabnie odskoczył w bok, w stronę rzecznych terenów, by uniknąć bliskiego spotkania z kocurem. A mógł go zaatakować, przecież czarny rzucił się pierwszy! Jednak syn Zroszonego Listka chciał jeszcze trochę się z tym mysim móżdżkiem podroczyć.
- No, czyścioszko, pochwal się, co ci wiewiórka obiecała zrobić nad rzeką? - mruknął lekko, mrugając do kocicy. Nie miał pojęcia, w jakiej relacji są ci dwoje, ale mimo wszystko uważał za znakomitą zabawę wkurzanie niebieskookiego. Jego oczy pociemniały, kiedy obserwował czarnego. Czyżby koteczek mu groził?
- Ej, lisi bobku, zwolnij i się zastanów kto tu przekracza granice! - mruknął. Właściwie ta granica to był po prostu ślad zapachowy, zdecydowanie zbyt szeroki szeroki by móc jednoznacznie określić że o, ten krzaczek to rzeczny, a ta kępka trawy już wichrowa, no ale kto wie jakie rzeczy sobie nieznajomy uroił w tym swoim malutkim, wichrowym móżdżku?
Dobra, trzeba coś zrobić, no bo bursztynowooki nie będzie tak stał i słuchał, jak się wichrzaki kłócą. Zignorował teraz czarnego, za to stanął naprzeciw Zaśnieżonej i przybrał na pysk smutny wyraz, jednak coś niepokojącego lśniło w jego oczach.
- Jak to nie jesteśmy przyjaciółmi? - zapytał z wyrzutem. - Ty już zapomnij o jakiejkolwiek rzece! - zawołał, po czym odwrócił się i ruszył kilka kroków w stronę swojego domu, po czym zatrzymał się i odwrócił łeb. - Ale jakbyś jednak jeszcze coś chciała, to następnym razem może nie zabieraj przyzwoitki, co? - przekrzywił głowę w niby niewinnym geście i posłał jej uśmieszek.
Zaśnieżona Ścieżka wraz z wejściem w dorosłość, zyskała małą zmianę w wyglądzie. Wcześniejsza chudziutka sylwetka, teraz nabrała kształtów. Chude łapy nabrały mięśni, a ciało, które chociaż wciąż szczupłe, nieco się powiększyło. Jest wysoka, przewyższa normę, przez co może naprawdę wydawać się zwykłym chucherkiem, chociaż rzeczywistość jest kompletnie inna. Jej futro jest krótkie acz gęste, idealnie ułożone oraz nieskazitelnie białe, w świetle promieni słonecznych nawet lśniące. Kotka naprawdę dba o higienę i jeśli uda się ją zobaczyć, zawsze będzie niesamowicie czysta. Jej małżowiny uszne są duże, skrywając od środka różowawy kolor. Oczy kotki są duże, koloru słońca. Maleńki nos na środku pyszczka jest delikatnie różowy.
Zaśnieżona Ścieżka już dorosła, stając się wojowniczką. Chce prezentować się jak najlepiej, chorobliwie dbając o swój wizerunek - nienawidzi posiadać na swojej sierści chociażby paproszka, a przebywanie z brudnymi kotami uważa za największy grzech. Również dba o każde swoje słowo, obnosząc się czasem dumą nad swoją wspaniałą personą. Może zacząć cię oceniać, ale nie wypowie tego głośno, aczkolwiek zacznie się na ciebie dziwnie spoglądać. Na co dzień jest miła, sympatyczna i roześmiana, rozweselając obóz swoim promiennym uśmiechem. Ma ogromne ambicje i chciałaby być najlepsza. Zdarza jej się być egoistyczną, bardziej dbając o swoje dobro niż o dobro innych. Kocha słuchać komplementów na swój temat. Wierność u niej jest pojęciem względnym. Wobec przyjaciół i rodziny potrafi być niesamowicie wierna, ale jej partner jest już inną sprawą. Jest uczuciowa i czasami lekkomyślna. Nie warto zajść jej za skórę, okaże się wtedy, że możesz tego pożałować, bo Zaśnieżona Ścieżka często chce zemsty. Nienawidzi się krytykować. Towarzyskość pozwala jej na kontaktowanie się nawet z kotami z innego klanu. Medyków uważa za obleśne stworzenia, skazy, powstałe z niedoskonałości. Upartość pozwala jej na długie podtrzymywanie swojego słowa. Jest czasami głodna krwi, stając się szaleńczą kotką, której nie powstrzyma kompletnie nic. Jest zazdrosna, chcąc mieć wszystko, co mają inni, a czego nie ma ona.
Trzaskający Mróz [KR]
- To już nie można poprosić rzeczniaka, żeby mi pokazał jak się łowi ryby, bo ci przyłazi kocur z wichru i postanawia zrobić problemy z NICZEGO, wyzywając kocura do niepotrzebnej walki?! - warknęłam w stronę swojego partnera, spoglądając na niego uważnie. Nie chciałam mówić w taki sposób do kocura, którego przecież tak bardzo kochałam, który ocieplał moje noce, gdy było mi zimno i który był przy mnie, gdy czułam się koszmarnie, ale nie podobało mi się to, że robi niepotrzebną awanturę Wschodowi, którego przecież tak polubiłam i miałam wrażenie, że on również lubił moje towarzystwo. Nie chciałam tracić swojego nowego znajomego, który wkrótce mógłby stać się nawet moim przyjacielem tylko dlatego, że mój partner poczuł się zazdrosny. Poniekąd byłam zachwycona, że był mi tak wierny, ale z drugiej strony nie robiliśmy nic złego, a ja z rudym tylko rozmawiałam jak kot z kotem. Nie chciałam, aby czarny kiedykolwiek zakazywał mi spotkań z kimś płci przeciwnej, bo to byłoby już po prostu chore. - I czy ty się uspokoić możesz? Doceniam to, że nie pozwalasz, aby jakiś obcy kocur mnie dotykał, ale Wschód nie zrobił nic złego, więc nie musisz tak warczeć.
Stanęłam dumnie przy swoim partnerze, a serce waliło mi jak szalone. Zwykła rozmowa z kocurem z innego klanu przerodziła się w coś tak absurdalnego, nie mogłam pozwolić, aby doszło tu do walki, bo żaden z kocurów nie zrobił nic złego, więc rozlew krwi był tutaj naprawdę niepotrzebny. Spojrzałam się w dół, na swoje łapy, próbując cokolwiek wymyślić. Musiałam jakoś zareagować. Gwarantuję jednak, że którykolwiek dotknie drugiego to dostanie pazurami w pysk bez skrupułów, bo niepotrzebnie zachowują się jak dzieci, tak trudno po prostu to wyjaśnić słowami? Czułam się niezwykle zagubiona ową sytuacją, powinnam stanąć obok partnera i mu dopingować, bo Wschód to tylko kocur z obcego klanu, ale nie mogłam tak pozostawić kocura, z którym tak dobrze mi się rozmawiało. Sama również przekraczałam granicę, aby z nim porozmawiać, dlatego nie chciałam, aby mu się dostało za to. Czułabym się winna. Prychnęłam pod nosem, piorunując wzrokiem czarnego oraz rudego wojownika, chociaż w sercu walczyłam sama ze sobą.
- Jeszcze nie jesteśmy, Wschodzie - odparłam, mówiąc całkowicie poważnym tonem. Przecież nie mogłam mu od razu ufać, ale wierzyłam, że niedługo dojdziemy do takich relacji, w których śmiało będę nazywała go moim przyjacielem, ale wiedziałam, że ta sytuacja trochę to pokomplikuje. To jakiś największy cyrk, w którym nie zamierzałam uczestniczyć, ale wepchnięto mnie do niego siłą. Mój ogon niczym bicz leciał to do jednej, to do drugiej strony, a sierść mi się od razu nastroszyła. Wystąpiłam krok do przodu, tak, aby się do niego zbliżyć. Może wkurzy to mojego partnera, może nie, nie miałam pojęcia, ale wolałam działać, bo widziałam, że kocur zamierzał odejść, a ja nie chciałam tego tak zostawić. - Słuchaj, nie planowałam tego. Naprawdę dobrze mi się z tobą rozmawiało i najchętniej dalej bym rozmawiała, gdyby... rozumiesz. I gdybyś mnie nie dotknął. Nie dotyka się mnie, pamiętaj, bo następnym razem, pomogę Wilkowi w ataku. I uważaj na słowa, które wypowiadasz do mojego partnera.
Mistrz: Sokoli Cień Płeć: kocur Matka: Czajkowy Lot Ojciec: Wilgotny Nos Partner: Zaśnieżona Ścieżka
Wilk stał się większy niż ktokolwiek mógł by pomyśleć i bardziej muskularny. Dzięki długim wędrówkom od najmłodszych czasów i wspinaczkach masa mięśniowa urosła. Smoliste futro zostało na swym miejscu jednakże stało się o wiele bardziej szorstkie jak... wilcze. Wibrysy są również czarnego koloru, a jedyne co wyróżnia się i kontrastuje z ciemnym kolorytem są oczy, które od czasów młodości wyblakły i stały się jasno niebieskie, przypominające lód. Łapy umięśnione mają ślady wszelkich obdarć i zarysowań, a poduszki zgrubiałe i szorstkie również mają kolor czerni.
Śmierć brata odbiła się na Wilku. Zawsze pogodny, pełen chęci do zabaw i wszelkiego rodzaju rozrywki teraz woli spędzać czas w samotności, przebywając poza większymi skupiskami kotów, rozmawiając niewiele. Stał się bardziej ponury i mrukliwy. Ponadto przez stratę bliskiego mu kota jeszcze bardziej chce zostać wojownikiem i w jakiś sposób położyć kres śmierci i zniknięciom w klanie choć w jakiejś części. Wilk pożegnał się zatem z pozytywną stroną życia coraz bardziej zatapiając się w swoich myślach, bo Czarny ostatnim czasy rozmyśla wiele. I na każdy temat.
Lwi Zew ; Krucza Łapa; Lisica
Spojrzał w złości na kotkę. - I to jest twoja l o j a l n o ś ć? Bronisz obcego kocura z innego klanu? Który w dodatku robi wszystko aby nas skłócić? Takiego chcesz mieć przyjaciela? - Zaśmiał się gardłowo, a na kolejne słowa swej parnerki zmarszczył pysk. - Oh jej skoro tak dobrze Ci się rozmawiało z twoim najlepszym przyjacielem to może nie jestem aż taki Ci potrzebny? Może pójdziesz z nim jednak nad rzeczkę? Czemu nie! SKORO TAK ŚWIETNIE SIĘ DOGADUJESZ. - Burknął do kotki obarczając wzrokiem pełnym nienawiści rzeczniaka. Splunął w jego stronę siarczyście. Następnie odwrócił się na pięcie uważając, że nic tu po nim. Że jeśli Zaśnieżonej zależy to pójdze za nim. Jeśli natomiast ma gdzieś ich związek to pójdzie ze swym przyjacielem nad rzeczkę.
Oddalił się. Jak ona mogła!? Skąd mam wiedzieć co mieli robić nad tą rzeką!? Skąd mam wiedzieć czy ona już wcześniej nie była dotykana przez tego śmierdzącego płaza? Może tylko udaje taką przy mnie? Na Gwiezdny Klan... dlaczego MNIE to spotyka? Chyba już dużo wycierpiałem. Jego krok był szybki, zdecydowany, a ogon nadal nerwowo zmieniał pozycję ukazując jedynie iż Wilk naprawdę jest zły. I jeszcze go broniła! Ten zapchlonego śmierdziela! Jakby był dla niej ważniejszy niż się wydaje!
W końcu znikł między drzewami.
zt. xDD
<table><center><tr><td><img src="https://i.imgur.com/cyU3um7.png"></td><td><center>*** I look insidemyself and see my heart is black
I see my red door and must have it painted black Maybe then I'll fade away and not have to face the facts
It's not easy facing up when your whole world is black</center> </center></table>
Milczał, słuchając jak kocur się wścieka, a w końcu ucieka niczym tchórz, w którym w istocie jest. Nie potrafi zmierzyć się z tym, że coś idzie nie po jego myśli, oj bieduleczek, niech się idzie wypłakać w mech! W tym starciu to Wschód wyszedł na zwycięzcę, bo nie złamał się psychicznie. Co to to nie, Rzeka ma samych silnych wojowników, a sile nie dowodzi tylko masa mięśni i to, jak są wytrenowane...
- Może nie jestem aż taki Ci potrzebny. - rzucił prześmiewczym tonem, przedrzeźniając kocura, po czym zachichotał, niczym z udanego żartu. - Ty, czyścioszka, może lepiej wsadź go do kociarni i pilnuj, żeby siedział tam z sześć księżyców, bo zachowuje się jak kociak, a nie wojownik. - rzucił kpiąco, wracając do kotki. - A teraz i tak sobie poszedł to mamy więcej czasu dla siebie. - wymruczał, mrugając do białej. Widział jednak, że coś ją z czarnym łączyło, chyba wręcz byli partnerami, a przynajmniej bardziej niż rudy i jego czarna księżniczka. Podrapał się więc za uchem, żeby pokazać, jak bardzo ta cała sytuacja po nim spłynęła, a adrenalina powoli przestawała krążyć w żyłach. - No weź idź za nim, bo jeszcze pomyśli, że to wszystko na serio było. - rzucił, po czym położył łapy na ziemi i przeciągnął się, unosząc wysoko ogon. To wszystko sprawiło, że czuł się starym sobą o wiele bardziej, niż od czasu ceremonii.
Zaśnieżona Ścieżka wraz z wejściem w dorosłość, zyskała małą zmianę w wyglądzie. Wcześniejsza chudziutka sylwetka, teraz nabrała kształtów. Chude łapy nabrały mięśni, a ciało, które chociaż wciąż szczupłe, nieco się powiększyło. Jest wysoka, przewyższa normę, przez co może naprawdę wydawać się zwykłym chucherkiem, chociaż rzeczywistość jest kompletnie inna. Jej futro jest krótkie acz gęste, idealnie ułożone oraz nieskazitelnie białe, w świetle promieni słonecznych nawet lśniące. Kotka naprawdę dba o higienę i jeśli uda się ją zobaczyć, zawsze będzie niesamowicie czysta. Jej małżowiny uszne są duże, skrywając od środka różowawy kolor. Oczy kotki są duże, koloru słońca. Maleńki nos na środku pyszczka jest delikatnie różowy.
Zaśnieżona Ścieżka już dorosła, stając się wojowniczką. Chce prezentować się jak najlepiej, chorobliwie dbając o swój wizerunek - nienawidzi posiadać na swojej sierści chociażby paproszka, a przebywanie z brudnymi kotami uważa za największy grzech. Również dba o każde swoje słowo, obnosząc się czasem dumą nad swoją wspaniałą personą. Może zacząć cię oceniać, ale nie wypowie tego głośno, aczkolwiek zacznie się na ciebie dziwnie spoglądać. Na co dzień jest miła, sympatyczna i roześmiana, rozweselając obóz swoim promiennym uśmiechem. Ma ogromne ambicje i chciałaby być najlepsza. Zdarza jej się być egoistyczną, bardziej dbając o swoje dobro niż o dobro innych. Kocha słuchać komplementów na swój temat. Wierność u niej jest pojęciem względnym. Wobec przyjaciół i rodziny potrafi być niesamowicie wierna, ale jej partner jest już inną sprawą. Jest uczuciowa i czasami lekkomyślna. Nie warto zajść jej za skórę, okaże się wtedy, że możesz tego pożałować, bo Zaśnieżona Ścieżka często chce zemsty. Nienawidzi się krytykować. Towarzyskość pozwala jej na kontaktowanie się nawet z kotami z innego klanu. Medyków uważa za obleśne stworzenia, skazy, powstałe z niedoskonałości. Upartość pozwala jej na długie podtrzymywanie swojego słowa. Jest czasami głodna krwi, stając się szaleńczą kotką, której nie powstrzyma kompletnie nic. Jest zazdrosna, chcąc mieć wszystko, co mają inni, a czego nie ma ona.
Trzaskający Mróz [KR]
Wilk nigdy nie powinien mówić mi, kogo mam bronić, a kogo nie. Rozumiałam, że był bardzo lojalny własnemu klanowi, rozumiałam, że nie chciał się bratać z obcymi kotami, bo w głowie miał tylko Klan Wichru, kotami pachnącymi zupełnie inaczej od nas, ale to moja sprawa, że chciałam poznać jakiegoś rzeczniaka, który zapewne mógłby mi opowiedzieć jakieś cenne dla mnie wskazówki, a on nie powinien się wtrącać do naszej rozmowy i robić z tego nie wiadomo jaką aferę, jakbym nie wiadomo co robiła z rudym wojownikiem. Przecież nie mogłabym go nigdy zdradzić z innym kocurem, bo to on ocieplał moje legowisko, przytulał, gdy było mi źle i zawsze był przy mnie, gdy naprawdę go potrzebowałam, nigdy mnie też nie zawiódł, a z kocurem z innego klanu by tak nie było, mielibyśmy o wiele większą przeszkodę, której ja nie potrafiłabym zaakceptować, a nawet gwarantuję, że kocur nawet z mojego własnego klanu nie zadowoliłby mnie tak bardzo jak czarny wojownik, który teraz o mały włos nie zabił mojego nowego znajomego. Chciałabym mu to jakoś na spokojnie wyjaśnić, ale emocje wzięły górę, więc i ja, i Wilk byliśmy w furii, nie panując nad swoimi słowami, które z niezwykłą lekkością opuszczały nasze usta. Moje futro nadal było nastroszone, gdy obserwowałam swojego partnera. Chciałabym pokazać mu, że naprawdę mi na nim zależy i nie musi być o mnie zazdrosny, ale on był zbyt wściekły, aby to do niego dotarło.
- Przyszedłeś tutaj niespodziewanie, robisz mu problemy to potem się dziwisz, że jest źle nastawiony do ciebie? Czego ty oczekiwałeś? - spytałam go, patrząc mu prosto w jego lodowate oczy, śledząc każdy jego ruch. Musiałam się upewnić, że nie zrobi niczego głupiego, bo nie chciałabym, aby został zraniony oraz żeby miał wyciągnięte z tego jakieś konsekwencje. Wschód co prawda nie powinien mówić mu takich rzeczy, bo nakręcał go jeszcze bardziej, ale wiedziałam, że robi to celowo, aby zaspokoić swój głód rozrywki. Mój ogon atakował moje boki agresywnie, uderzając w nie z impetem. Mój oddech był ciężki, niekiedy wypuszczałam go przez wargi, ukazując kocurowi swoje kły. Nie miałam zamiaru zrobić mu krzywdy, nigdy nie dotknęłabym, raniąc własnej sympatii, ale też chciałam mu pokazać, że czuję się urażona jego zachowaniem.- A kto powiedział, że NIE JESTEŚ POTRZEBNY?
On naprawdę liczył, że wybiorę rudego kocura zamiast niego. Oczywiście, nie podobało mi się to, w jaki sposób się zachowywał, ale nie mogłam go przecież tak zostawić, był dla mnie o wiele ważniejszy niż rzeczniak, z którym przecież wymieniłam zaledwie kilka zdań i znam go od niedawna, w przeciwieństwie do czarnego, z którym znam się od małego kociaka, gdy bawiliśmy się w kociarni, udając jakieś zabawne postacie. Serce waliło mi jak szalone i miałam jeszcze coś dodać, aby wbić mu do głowy to, że między mną i Wschodem nic nie ma, ale ten uciekł i zostawił mnie przy granicy. Goniłam za nim wzrokiem, aż nie zniknął z mojego pola widzenia. Westchnęłam głośno i aż usiadłam z wrażenia. Musi się naprawdę czuć okropnie, ale mógł tutaj nie przychodzić, poczekać na mnie w obozie, gdzie poszlibyśmy się poganiać czy poszlibyśmy na spacer i podziwiali widoki, a on mógłby mi się wyżalić z tego, co trzyma w swoim sercu, ale wolał mnie śledzić. Uderzyłam łapą w ziemię. Zignorowałam wredne uwagi rudasa w stosunku do swojego partnera, bo i tak moje słowa nic mu nie dadzą.
- Idę. Jakoś trzeba to odkręcić - Powiedziałam do niego przez ramię i oglądając swoje futerko, aby zobaczyć czy jest przynajmniej w dobrym stanie, wstałam, a następnie ruszyłam za śladami własnego partnera. Nie mam zamiaru przepraszać, ale chcę przede wszystkim to tylko wyjaśnić. Nie chcę tracić kolejnego kota!
Obserwował oddalającą się kotkę z lekko przechyloną głową. Nie ma co, z tej Zaśnieżonej to niezłe ziółko było. A ten czarny nerwus to ciekawe, czy był jej brat, partner, a może jakiś kolega o innych poglądach na pewne sprawy. Ale jedno było pewne, niesamowicie był zazdrosny o to, że biała śmiała odezwać się do kogoś innego niż on, a że wybrała akurat tego wspaniałego rybojada, to tylko spotęgowało jego zazdrość. Wschód machnął ogonem gwałtowniej. Bądź co bądź, miał jeszcze nadzieję, że będzie mógł kiedyś wyciągnąć pazury w walce z czarnuchem, bo ten wyglądał na skorego do bitki. No i też chciał jeszcze się widzieć Zaśnieżoną, w końcu obiecał jej łapanie ryb!
W końcu jednak wstał i ruszył spokojnym krokiem w stronę rzecznego obozu. Bądź co bądź, w końcu musiał, a nie do końca chciane myśli znów zaczęły wypełniać jego umysł.
Śnieżna wyrosła na masywną, acz smukłą kotkę. Nadal jest pięknie biała, o krótkiej i białej sierści. Oczy niezmiennie niebieskie, wąsy dalej długie, podobnie jak łapy i ogon.
Gdzie jest Śnieżka? Nie wiadomo, teraz jest Mrok-samotniczka. Nie wierzy w Gwiezdnych, tylko w koty mądrzejsze, czyli Miejsce Gdzie Brak Gwiazd. Marzy o zemście na Rzece, stara się zbudować własną, silną gwardie. Nie lubi pieszczochów i słabeuszy
Biała wyszła w kierunku granicy z zamiarem polowania. Cóż czasami tżeba zapolować obok granicy. Tylko nie słyszała zbyt dobrych słów na temat klanu Wichru. Niestety. Ale może kogoś nie spotkać. Lecz to chyba logiczne kogoś spotkać. No ale cóż... Może Klan Wichru ma jakieś miłe koty? Nie wszystkie kroólikogończe koty muszą atakować od razu.
Księżyce: 50 Mistrz: Na co wojownikowi mistrz? Płeć: kocur Matka: Zwinna Łapa. Ojciec: Pszeniczny Grzbiet.
Owsiana Łuska jest długofutrym białym kotem z kremowym ogonem i tyłem uszu. Kremowe plamy poprzecinane są ciemniejszymi pręgami. Jest chudy, wysoki i dość długi. Jego pysk i jest podłużny, a na nim znajduje się różowy nos z ciemniejszymi kropkami. Poduszki łap kocura są w tym samym kolorze co nosa. Uszy są długie, równocześnie wąskie, zakończone pojedynczym, białym frędzlem. Oczy ma w kolorze złotym z ciemniejszą otoczką wokół. Prawe oko jest zamglone i nie widzi przez nie prawie kompletnie.
Krótko można o nim powiedzieć tyle, że jest niecierpliwy, złośliwy, oraz władczy. Nie lubi poznawać nowych kotów, a te, które u się nie spodobają, może pożegnać obrazą i pogardą. Woli działać szybko, jednak dostatecznie dokładnie. Niestety te dwie rzeczy nie chodzą w parze i często wybiera, co jest dla niego korzystniejsze. Nie liczy się zbytnio z opinią innych oraz woli zrobić coś dla siebie niż kogoś innego. W środku jednak ma inne uczucia, które ukrywa, aby nie pokazywać swoich wad i by koty go nie mogły oceniać po tym, co ma wewnątrz.
Błotniste Ścieżki. Łapy swoje skierował tutaj bez powodu. W sumie same go tu poprowadziły. Dawno nie spotkał nikogo z Klanu Rzeki, może się znudził Wichrzakami? Przez ostatni czas to głównie przebywał ze współklanowiczami, możliwe, że czas to zmienić.
Tak więc usiadł na granicy i swoim ostrym, ale spokojnym wzrokiem obserwował tereny należące do Klanu Rzeki. Zauważył gdzieś kątem oka białe futro w odcieniu podobnym do niego. Chyba polował(a?). Postanowił nie przeszkadzać Rzeczniakowi. Jeśli się skusi, to sam podejdzie, co nie? Kontynuował rozglądanie się, próbując o niczym nie myśleć. Wydarzenie z ostatniego czasu pozostanie niezapomniane. Z złym tego słowa znaczeniu.
<table><td><p align="left">XXXXXXXXXX iXXw a sXXm e a n tXXt oXXb eXXy o u r s!
Śnieżna wyrosła na masywną, acz smukłą kotkę. Nadal jest pięknie biała, o krótkiej i białej sierści. Oczy niezmiennie niebieskie, wąsy dalej długie, podobnie jak łapy i ogon.
Gdzie jest Śnieżka? Nie wiadomo, teraz jest Mrok-samotniczka. Nie wierzy w Gwiezdnych, tylko w koty mądrzejsze, czyli Miejsce Gdzie Brak Gwiazd. Marzy o zemście na Rzece, stara się zbudować własną, silną gwardie. Nie lubi pieszczochów i słabeuszy
Wyczuła gdzieś po granicy królika i coś jeszcze. Kota. Odwróciła się spokojnie w kierunku zapachu. Niedaleko niej stał kocur. Był chudy, a łapy długie jak na kota klanu Wichru przystało. Miał również białe futro, gdzienigdzie kremowe plamy. Podeszła bliżej granicy, zachowując stosowną odległość zainteresowana rozmową. Ciężko było jej rozpoznać czy to kocur, czy kotka. Spojrzała mu w oczy. Jedno z nich, prawe, jest jakieś zamglone. Było to dość dziwne zjawisko, którego śnieżnobiała nie widziała. Może w innych klanach to normalne, że medyk nie potrafi wyleczyć najprawdopodobniej ślepoty. -Wita, kocie klanu Wichru. Jestem Śnieżne Serce- wymruczała spokojnie. Chyba kot nie jest wrogo nastawiony.
Księżyce: 50 Mistrz: Na co wojownikowi mistrz? Płeć: kocur Matka: Zwinna Łapa. Ojciec: Pszeniczny Grzbiet.
Owsiana Łuska jest długofutrym białym kotem z kremowym ogonem i tyłem uszu. Kremowe plamy poprzecinane są ciemniejszymi pręgami. Jest chudy, wysoki i dość długi. Jego pysk i jest podłużny, a na nim znajduje się różowy nos z ciemniejszymi kropkami. Poduszki łap kocura są w tym samym kolorze co nosa. Uszy są długie, równocześnie wąskie, zakończone pojedynczym, białym frędzlem. Oczy ma w kolorze złotym z ciemniejszą otoczką wokół. Prawe oko jest zamglone i nie widzi przez nie prawie kompletnie.
Krótko można o nim powiedzieć tyle, że jest niecierpliwy, złośliwy, oraz władczy. Nie lubi poznawać nowych kotów, a te, które u się nie spodobają, może pożegnać obrazą i pogardą. Woli działać szybko, jednak dostatecznie dokładnie. Niestety te dwie rzeczy nie chodzą w parze i często wybiera, co jest dla niego korzystniejsze. Nie liczy się zbytnio z opinią innych oraz woli zrobić coś dla siebie niż kogoś innego. W środku jednak ma inne uczucia, które ukrywa, aby nie pokazywać swoich wad i by koty go nie mogły oceniać po tym, co ma wewnątrz.
Chyba Rzeczniaczka przerwała swe polowanie z powodu... jego. Hm, jak już było wspominane - nie chciał przeszkadzać, ale skoro kotka już tu była, to dobrze się składało, z chęcią by porozmawiał z kimś innym niż z kotem z jego Klanu. Było zauważalne, że pierwszym zainteresowaniem, jeszcze przed powiedzeniem czegokolwiek, było patrzenie w oczy, co Owies widział. Zdał sobie sprawę, że nie zamknął oka, jak to zawsze robi. Poprawił ten błąd, od razu przymykając też lekko sprawne oko, w ten sposób obserwując, jak się okazało po głosie, kotkę. Jeszcze lepiej.
- Śnieżne Serce. Dobry. - mruknął swym tonem "jestem ważnym wojownikiem nie zbliżaj się". - Co cię tu sprowadza? Ciekawość, czy może niechęć do dalszego polowania? - kontynuował krótki monolog, po czym zamknął na parę uderzeć serca oko, a potem je szeroko otworzył. A na jego pysku pojawił się lekki uśmiech. Chociaż czy to uśmiechem można nazwać to już kwestia sporna.
<table><td><p align="left">XXXXXXXXXX iXXw a sXXm e a n tXXt oXXb eXXy o u r s!
Czarny, krótkowłosy kot drobnej budowy i o średnim wzroście. Ma ciemny, mały nos i zielone oczy. Na brzuchu, końcówce ogona i piersi ma białe znaczenia. Ma smukły pyszczek ze sterczącymi wąsami. Blizny na szyi i górnej części prawej, przedniej łapy.
Już jako Węglowy Pył, zmienił się trochę, choć nie można tego nazwać radykalną zmianą. Węgielek stara się był miły dla wszystkich i nie oceniać z góry. Jest pomocny w stosunku do innych. Raczej jest kotem wrażliwym. Łatwo wprawić go w zakłopotanie. Nie jest aż tak nieśmiały jak kiedyś. Teraz może zwyczajnie do kogoś zagadać, choć i tak za wiele nie powie. Wciąż małomówny i zazwyczaj odpowiada krótko, ale treściwie. Nie lubi o sobie opowiadać, zamiast tego woląc skupić się na rozmówcy. Wiele rzeczy o sobie zataja, a chociaż ma potem wyrzuty sumienia, potrafi skłamać, by coś ukryć. W naprawdę prosty sposób ulega manipulacji i w większości przypadków nie jest nawet świadomy, że ktoś może nim pomiatać. Lubi przebywać w towarzystwie kotów podobnych do niego. Kiedy trafi na nieprzyjemnego, niemiłego rozmówcę, szybko się zraża i ucieka. Przyjemność sprawia mu nauczanie i przekazywanie wiedzy. Jeśli chodzi o spędzanie czasu, dużo przebywa sam, rozmyślając i spacerując. Na pewno nie jest duszą towarzystwa. Woli mniejsze, acz bliższe grono. Nie ma jakiś większych ambicji. Odpowiada mu to, co jest, czyli bycie wojownikiem, ochrona klanu i szkolenie terminatorów. Nie uważa, by nadawał się w jakikolwiek sposób na jakąś wyższą rangę. Czasami ma mało pewności i wiary w siebie, choć jednak jeśli już coś sobie postanowi, to jest bardzo zawzięty, by to osiągnąć.
Był właściwie wczesny ranek, kiedy Węgielek udał się na patrol wraz z dwójką innych wojowników. Przebiegał on wzdłuż granicy z Klanem Cienia, a przy Czterech Dębach miał się zakończyć. Węgielek nie chciał jeszcze wracać do obozu. Czuł, że jest pełen energii, więc postanowił przejść jeszcze kawałek obok Klanu Rzeki. Nigdy jeszcze nie rozmawiał z kotem z tego klanu. A chciałby, tylko zwyczajnie za bardzo się boi kogokolwiek zagadać, nawet jeśli by ujrzał jakiegoś rzeczniaka. Taki już był. Już do swoich klanowiczów nie miał aż takich trudności, tak jako tego sie obawiał. Pewnie spotkałby jakiegoś kota, który zaraz zacząłby wrzeszczeć, że jest granica i niech nawet nie próbuje jej przekroczyć. Chociaż w sumie nie można wrzucać wszystkich do jednego wora. Może.. może trafi się ktoś miły? Z podobnym uspodobieniem do jego własnego? Byłoby naprawdę fajnie. Zapytałby z ciekawości, jak jest w takim Klanie Rzeki. Podejrzewał, że wcale nie tak inaczej, poza tym, że potrafią łowić ryby i pływać.
Dotarł do Błotnistych Ścieżek, wciąż bardzo uważając, by być po własnej stronie granicy. Było tu.. paskudnie. Wszędzie błoto, rozmoczona ziemia. Ostrożnie poruszał się, przeskakując po drzewach i skałach, by przypadkiem w to nie wdepnąć. Przy okazji rozglądał się wokół by wiedzieć, czy może ktoś poza nim tutaj jest.
[Świetlikowa Łapa]
----------------------Take it to yourt o pand now watch me get in ----------------Feel the sun is up and nowlet the v i b e in ---------------------------------Don'tyou feel the rain drops are near You're the o n l ytool tobreak the music---------------------- Andyour time is souseless---------------»FEEL ME GET IN « And your daysare notof m u s e breaks------------------------
Średniej wielkości smukła i zgrabna kotka. Stanowi mieszankę obojga rodziców. Po matce dostała w spadku zgrabną sylwetkę oraz przenikliwe, piękne zielone oczy, natomiast po Głogowym Cieniu długie, lśniące czarno-białe futerko. Czerń okrywa większość jej ciała (głównie grzbiet, boki, głowę oraz ogon), ustępując bieli na prawej stronie pyszczka, szyi, piersi oraz na wszystkich czterech łapach. Również wąsy kotki są śnieżnobiałe. Ogon Świetlik jest długi i puszysty, a co ważniejsze: czysty, podobnie jak reszta ciała. Do sierści kotki nie ma prawa przylgnąć żaden kłak, liść czy paproch, ponieważ zostanie szybko unicestwiony. Świetlik dba o swój tytuł ślicznotki i czyścioszki.
Czarno-biała kotka jest ambitna, ma wysokie wymagania od życia. Lubi cyrkować i awanturować się za każdym razem jak coś pójdzie nie po jej myśli lub jej się nie spodoba. Świetlik to kotka sprytna, która próbuje sobie znaleźć silnych sojuszników w klanie, im wyżej postawionych tym lepiej, dlatego też w ich obecności będzie się zachowywać porządnie, a przynajmniej będzie się starać. Gdy wyczuje słabość i uległość będzie starała się kogoś takiego zdominować, zrobić z niego podnóżek i wyciągnąć jak najwięcej korzyści dla siebie. Jej wadą jest marudność, częste humorki i gorsze dni, które nadejdą z nawet najbardziej błahego powodu, jak choćby dlatego, że jest zbyt ciepło, zbyt zimno, zbyt słonecznie lub zbyt deszczowo. Albo nawet wietrznie, trudno powiedzieć co danego dnia nie będzie jej odpowiadać.
Świetlikowa Łapa miała ostatnio lepszy nastój. Od kiedy jej trening ruszył, kotka czuła się usatysfakcjonowana. Wzięła sobie do serca słowa Ćmiego Zmierzchu mimo początkowej niechęci do ciemnofutrej wojowniczki i postanowiła zawierać znajomości poza klanem dla własnych korzyści. Dziś postanowiła spróbować spotkać kogoś na granicy z klanem wichru. Do wichru i gromu ma lepszy dostęp niż do cienia, może tu przychodzić codziennie. Może i musi jeśli granice maja zostać codziennie oznaczane. Dziś wybrała się tu wraz z Kwiatową Przełęczą oraz Kwitnącym Jarem. Dwójka zakochany w sobie wojowników w którymś momencie wyczuła zwierzynę i postanowiła zapolować, natomiast Świetlikowa Łapa została na granicy z pouczeniem, że w razie problemów ma ich wezwać. Oczywiście przytaknęła z uśmiechem i ruszyła przed siebie wzdłuż błotnistych ścieżek. Dosyć prędko po drugiej strony "płotu", gdzie trawa jest zieleńsza, zamajaczyła jej sylwetka nieznajomego kota. Nie miał egzotycznego wyglądu ani nie wyglądał na niesamowitego, ot zwyczajny smoliście czarny kocur.
- Witaj! Samotny spacer? - wymruczała przyjaźnie. Ćmi Zmierzch mówiła, żeby Świetlik była miła. Więc proszę bardzo, jest miła! Posłała nawet wichrowemu kocurowi sympatyczne spojrzenie, za to z mniejszą radością spoglądała na błoto, które brudziło jej futro i je sklejało. Nie wytrzymała z tym stanem rzeczy długo; usiadła na suchym spłachetku ziemi i zaczęła myć łapy, choć kątem oka cały czas patrzyła na obcego. Znajdowała się po swojej stronie granicy i nic nie powinno jej grozić, ale lepiej zachować ostrożność i nie dać się zaskoczyć. Na wszelki wypadek.