Logo Artemidy
Wyprawa w nieznane, czyli na nowe tereny
#1
To uczucie...? Czy znacie to uczucie? Gdy wszystko przestaje mieć sens? Kiedy praktycznie nie cieszy cię żadna nowa rzecz? No cóż, kocur żyjący w kamienicy przedmieścia nie pamiętał już momentu, kiedy było inaczej. Każdy dzień przynosił ból. Nie fizyczny. Każda chwila samotności przynosiła wspomnienia. Bolesne wspomnienia, w jego umyśle przeplatały się wypowiedzi kotów. Jego podsumowania faktów. Poczucie straty, żalu, poczucia winy. Czuł jakby tak naprawdę był martwy od wielu księżycy. Nawet sen nie dawał już ukojenia. Każdej nocy powracały do niego obrazy, wspomnienia. Każda nieprzyjemna chwila. Koty które zawiódł. Iskrzący Śnieg, Wężowa Gwiazda, Pająk, Pamiętliwe Serce. Czy także słowa Mruczącego Gardła. Czemu tego nie widział wtedy? Czemu zapierał się dumą, próbując udawać jakby naprawdę nigdy nie miał wyboru. Udawać pokrzywdzonego. Może dlatego gdzieś w głębi czuł palący wstyd, za każdym razem, patrząc na młodego Pajączka. Kocurek był tak dzielny i uparty, mimo tego że był znacznie słabszy od niego. On miał siłę walczyć. I to nie Pająk przegrał...to on go zawiódł. Mimo to zawsze tylko dawał wymówki. Wymówki! "Przecież nie mogę!", "Będę ciężarem!". Tylko jak długo można było się oszukiwać. Świadomość zaczęła do niego docierać i nie mógł już dłużej zakopywać głębiej, pod warstwą kłamstw i słabości. Był po prostu tchórzem! Tchórzem nie lepszym, niż koty którymi niegdyś gardził. A zamiast walczyć z słabością, poddał się. Zamiast zachować się jak dorosły, odpowiedzialny wojownik, którym powinien być od dawna...uległ własnej zachciance i namowom kociaka. Miał przynajmniej rację że nie zasłużył na swoje imię.
Snuł się w samotności, uliczkami miasta czekając na cudowne zbawienie, które pewnie nigdy nie przyjdzie. Możliwe że Gwiezdni go dawno już opuścili. Poddali się, spisując go na straty.
Nocne latarnie oświetlały asfalt, ciemną nocą. Czuł się słabo, jakby nie mógł oddychać. Czuł jakby się dusił, a jego serce kołatało. Jednak nie chciał wracać! Nie chciał wracać do tego samego miejsca, na które nie mógł już patrzeć. Zamknięta przestrzeń, białe ściany, sztuczna zwierzyna...to już sprawiało że chciało mu się rzygać. Od ilu dni zaciskał zęby? Nawet właściciel zdawał się coś zauważać, próbując jakoś pomóc apatycznemu pupilowi. Jednak mimo jego woli, on zawsze wychodził. I dziś nie zamierzał wrócić. Był na skraju, jego umysł zdawał się już nie pracować jak powinien. Zmienił się. Nie było w nim już od dawna tego pogodnego Orzełka, obdarzającego każdego kota życzliwością i uśmiechem. Sam stał się zgorzkniały, izolując się w swoim "azylu", który stał się więzieniem.
Myślał o tym już wcześniej. Stał przed betonową drogą, którą zazwyczaj przemierzały blaszane potwory. Czekał. Czekał na kolejnego. Czekał na dobrą chwilę. I na coś dużego, by być pewnym...że tym razem się nie obudzi. Siedział, czując ból, który zdawał się przeszywać każdą jego cząstkę, jednak czy był prawdziwy? Jednak czemu w takim razie się trzęsiesz, Orzełku? Czemu zaciskasz kurczowo zęby i udajesz że woda spływająca po twoim pyszczku, to deszcz? Przecież nie pada. Chcesz żeby to się po prostu skończyło...? Czyż nie...? Więc czemu się wahasz?

Now remember when I told you that's the last you'll see of me
Remember when I broke you down to tears
I know I took the path that you would never want for me
I gave you hell through all the years
LVL 3 155 / 200
MedLVL 1 62 / 200
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#2
Odwrócili się, czy się nie odwrócili, źle się czuł czy nie – jedno było pewne. Orzeł, czy może Zorro, nie chciał umierać. Mógł sobie mówić, że potrzebuje czegoś innego, ale jego płacz, lament, to, że był tak osowiały, to wszystko jednoznacznie wskazywało na to, że do końca wie, co ma robić, a nie to, że najchętniej by ze sobą skończył. Zresztą, gdyby się nie wahał to zapewne już dawno zszedłby z krawężnika, którego tak uparcie się trzymał i zrobił jakiś ruch. Co prawda potworów było jak na lekarstwo, ale raz na jakiś czas pojawiał się jeden z drugim, przejeżdżał, a później znikał i nic nie było w stanie tego zmienić. Mógł tak siedzieć i czekać właściwie w nieskończoność, pytanie jednak, czy właśnie o to chodziło i czy dokładnie tego oczekiwał, czy może jednak marzyło mu się coś zupełnie innego. Teraz, jedynym co mu pozostawało, to zapytać siebie, jak chce się zachować.
Dookoła panowała bowiem pustka, ostatni potwór przemknął już ulicą i zapadła cisza, jakby nikt nie miał nic do dodania. Może po prostu okoliczni mieszkańcy znajdowali się już w domu i szykowali się do snu, może w ogóle nie zamierzali nigdzie wychodzić, a może to był znak z jakiegoś wysoka, chociaż właściwie nie wiadomo nawet skąd dokładnie. W każdym razie wyraźnie Orzełek musiał podjąć jakieś działanie, jakąś decyzję. Nadeszła pora.
[Obrazek: PMixttm.png]

We came all this way
But now comes the day
To bid you farewell

Many places I have been
Many sorrows I have seen
But I don’t regret
Nor will I forget
All who took the road with me

LVL 6 255 / 500
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#3
Mimo tego że chciał, to nie mógł się zmusić. Mimo ciemności i ciszy która go otaczała. Mimo tego że pozornie nie miał już nic. Wydawało się że stracił wszystko co miał prawdopodobnie do tej pory. Szacunek innych kotów, odwagę, pogodę i spokój ducha. Jednak kto może powiedzieć...może to była tylko jego własna paranoja. Jego umysł mógł stać się jego najgorszym przeciwnikiem. Miał okazję za okazją. Mógł to zrobić. Mógł...
Jednak nic się nie stało. Ciężko było powiedzieć czy tak naprawdę chciał umrzeć, czy może zwrócić na siebie uwagę, licząc że wydarzy się jakiś cud. Jednak nie wydarzyło się nic.
Trwał w tym co trawiło go od środka przez księżyce. Nie chciał już, nie chciał! Ale nie umiał znaleźć drogi, którą mógłby podążyć. Na koniec najwidoczniej sam nie wiedział czego chciał i siedział trzęsąc się na skraju drogi, przeklinając siebie za bycie taką ofiarą losu. Nie potrafił znaleźć tego czego chciał...czy raczej nie chciał przyznać czego pragnął. Czy byłaby w ogóle szansa po tym wszystkim...? Ciągły strach przed zaangażowaniem się w cokolwiek. Strach przed porażką i przyniesieniem zawodu lub czegoś jeszcze gorszego.
- Czego ode mnie oczekujecie... - Szepnął z frustracją. Miał czasem wrażenie jakby tracił poniekąd kontakt z rzeczywistością. Wspomnienia powracały, a czas nie mógł sam uleczyć ran. Podniósł się na łapy i zaczął nerwowo chodzić w kółko. Czuł napięcie które nie chciało odejść. Czemu musiało być nagle tak cicho...? Nie mógł siedzieć i czekać na kolejny samochód, bo pewnie będzie tak siedział całą noc. Poszedł wzdłuż drogi, w sumie nawet nie myśląc dokąd idzie...z resztą jak zwykle. Musiał robić cokolwiek, jednak nie było to szczególnie pomocne.

Now remember when I told you that's the last you'll see of me
Remember when I broke you down to tears
I know I took the path that you would never want for me
I gave you hell through all the years
LVL 3 155 / 200
MedLVL 1 62 / 200
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#4
Odpowiedziała mu cisza. Nie nadszedł, na razie, żaden znak, żaden Gwiezdny nie zstąpił z nieba, nie zesłał mu piorunów pełnych uderzenia, to jednak nie oznaczało, że o nim nie pamiętano. Na razie jednak kocur był zdany jedynie na siebie i na to, gdzie zaniosą go łapy, gdzie postanowi się udać i co zrobić. Sam był sobie chwilowo sterem, żaglem i okrętem, nic go nie prowadziło, nic nie wskazywało mu właściwej drogi, nie było kota, czy to żywego czy martwego, który pokierowałby jego łapami. Tak więc ostatecznie kocur ruszył przed siebie, zgodnie z tym, czego gdzieś tam podświadomie czuł, zaś na horyzoncie nie pojawił się żaden potwór Dwunożnych. Dookoła zapadał coraz gęstsza cisza, okolica pogrążała się w letargu i tylko kiedy zbliżał się do jakiegoś siedliska dolatywały do niego głosy, śmiechy, a czasem dźwięk z telewizora czy szum wody. Nic go jednak nie niepokoiło – żadnych przeciwników, zwierzyny łownej, nic z tych rzeczy. Powoli zaczęły do niego docierać za to odgłosy nocnych mieszkańców miasta, spostrzegł jednego czy dwa nietoperze, które przemykały po niebie w poszukiwaniu robactwa. I tyle. Jakby świat chwilowo się nim nie interesował i jasno wskazywał na to, że to on sam, bez niczyjej pomocy, musi w końcu zdecydować, dokąd ma się udać i co jest jego życiem. To tutaj? Czy może to gdzieś daleko, na wolności, bez pozornego spokoju? Co się w nim kryło? Kim był? Skręcić w prawo w stronę domu, czy w lewo, w stronę tego, co zupełnie nieznane?
[Obrazek: PMixttm.png]

We came all this way
But now comes the day
To bid you farewell

Many places I have been
Many sorrows I have seen
But I don’t regret
Nor will I forget
All who took the road with me

LVL 6 255 / 500
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#5
No niestety nie wiedział co robić. Wszędzie było ciemno, a on w zasadzie nie widział powodu by zrobić cokolwiek. Nie chciał wracać. Wcale nie czuł się lepiej w zamknięciu, To tylko pogarszało sytuację. Bezpieczeństwo już od dawna przestało się liczyć. Chciał w końcu zrobić cokolwiek. Jednak czego miałby szukać? Szczerze nie sądził by Klan Cienia nadal chciałby go w swoich szeregach. O ile jeszcze ktokolwiek poza Wężową Gwiazdą go pamięta. Zastanawiał się czasami jak Czosnek radzi sobie w Klanie. Czy nadal tam jest, czy już stwierdziła że to nie dla niej...? W jej przypadku chyba wszystko było możliwe.
Nic, cisza. Prawdopodobnie nie miał na co tu czekać, bo i tak nic się nie wydarzy. Po kilku minutach czekania, w końcu do głowy wpadło mu cokolwiek. Może by tak odwiedzić obrzeża Osiedli. Może przynajmniej poodpycha sobie świeższym powietrzem. Ruszył najkrótszą znaną mu drogą. Jego myśli były przytłumione, nadal czuł się roztrzęsiony.

Now remember when I told you that's the last you'll see of me
Remember when I broke you down to tears
I know I took the path that you would never want for me
I gave you hell through all the years
LVL 3 155 / 200
MedLVL 1 62 / 200
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#6
Przede wszystkim kocu musiał się uspokoić, bo w stanie, w jakim się znajdował, nie był w stanie tak naprawdę na niczym się skupić. Miotał się całkiem bezsensu, nie potrafił dojść do porozumienia z tym, co czuje, nie umiał się pogodzić z tym, co dzieje się w jego wnętrzu, a co za tym idzie - nie słyszał i nie widział tego, co tak naprawdę go otaczało. Być może Gwiezdni nie dawali mu znaków, że ma wracać do Klanu, może go tam nie prowadzili, ale można było podejrzewać, że w jakimś sensie nad nim czuwają nie pozwalając, by coś go rozjechało, by zaatakował go jakiś zbłąkany pies, czy cokolwiek takiego. Orzeł jednak był strasznie w sobie zamknięty, obolały, nie wiedział, co się z nim dzieje, nie umiał sprecyzować celu, toteż wszystko, co go otaczało, wydawało mu się jedynie ciche i nic nie znaczące. Może takie było, a może wcale nie? Może coś w tym wszystkim się kryło, tylko kocur nie był w stanie jeszcze sam odkryć co to dokładnie było i jak należało do tego podejść.
Ruszył w końcu w jakąś drogę. Poczuł na pysku powiew chłodnego, ale miłego wiaterku, który przyniósł mu zapach jakiś nocnych kwiatów. Cisza, jaka go otaczała i cały ten spokój nagle stały się inne. Spokojniejsze. Jakby pełniejsze i piękniejsze, co do tego nie dało się mieć wątpliwości. Wszystko było łagodniejsze, ale pytaniem pozostawało, czy Orzeł właściwie to dostrzeże? Jeśli tak, pewnie i jego serce nieco się uspokoi. Wtedy, być może, decyzja się w nim umocni, a on poczuje się lepiej. Pewniej. I spokojniej. I zrobi to, co zrobić chciał.
[Obrazek: PMixttm.png]

We came all this way
But now comes the day
To bid you farewell

Many places I have been
Many sorrows I have seen
But I don’t regret
Nor will I forget
All who took the road with me

LVL 6 255 / 500
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#7
Każde starania zamknięcia w sobie tego i zagłuszenia, jedynie przynosiły ból. Czy naprawdę kot który już kiedyś zakosztował wolności, będzie szczęśliwy wśród zabudowań? W niektórych przypadkach owszem, były koty którym przeznaczeniem były zabudowane uliczki i czuły się tam niczym w raju. Mimo smrodu i niebezpieczeństw. Adrenalina je tylko napędzała, gdy każdy dzień był walką o przetrwanie. Ale w zasadzie nie miał nawet tego. Przestało mu nawet zależeć by utrzymać się przy życiu. Jednak skoro wiedział już że nie jest tu szczęśliwy, to co go trzymało? Może fakt że nie miał już swojego miejsca, które mógłby szczerze nazwać domem?
Czym był prawdziwy spokój? Już od dawna nie czuł tego, jednak spokojny powiew wiatru, zmieszany z zapachem kwiatów był temu...dość bliski. Nie mógł go ukoić do końca, jednak czuł się trochę lepiej. Coś w jego głowie mówiło mu "Idź! Uciekaj przed siebie! Chcesz tego!". I w sumie to jaki miał powód by się opierać? To nie tak, jakby miał cokolwiek do stracenia. Poza tym teoretycznie, to zawsze mógł wrócić tu. To nie tak że te zabudowania mają zamiar się gdziekolwiek stąd ruszyć. Stawiał kolejne kroki naprzód, wiedziony zapachem i instynktem. Czasem miał wrażenie jakby wszystko wokół niego nie było do końca prawdziwe. Jakby był w pół-śnie. Może to tylko zmętnione myśli? W każdym razie brnął dalej, oddalając się od betonowego lasu. Coraz dłuższa trawa pod łapami stanowiła pewne wyzwanie...ale to było jak kiedyś...chciał po prostu iść dalej. Gdziekolwiek. Dokądkolwiek. W zasadzie nie miał się już czego bać, bo raczej nic gorszego od tego co przeżył, już go nie spotka.

Now remember when I told you that's the last you'll see of me
Remember when I broke you down to tears
I know I took the path that you would never want for me
I gave you hell through all the years
LVL 3 155 / 200
MedLVL 1 62 / 200
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#8
Więc szedł. Na razie nie działo się nic więcej, ale w pewnym sensie było to jak specjalny, przyspieszony detoks. Trawa kołysała się lekko na wietrze, świerszcze cykały, słychać było odgłosy typowe dla nadchodzącej nocy. Powiewy wiatru były niezwykle orzeźwiające, wszystko, co go otaczało niemalże do niego szemrało, zdawało się, że świat mieni się tysiącami półcieni i świateł, których kocur od dawna już nie dostrzegał. Natura w pewnym sensie wzywała go do siebie i prowadziła ścieżkami, po których nikt nie chodził, może jakaś zapomniana mysz, może jakaś ćma, która mknęła, by załatwić własne sprawy. Gdzieś z oddali doleciało do niego wołanie, które zakwalifikował jako krzyk sowy zbierającej się do odlotu, być może szykującej się do łowów. Jak wiele działo się w tym świecie, jak wiele działo się dookoła niego, a on od dawna już to wszystko przegapiał! Brakowało mu tego, bez dwóch zdań, brakowało mu tego wszystkiego, co mógł pochwycić - właśnie to próbowało wedrzeć się do jego otępiałego umysłu i pokazać mu, że ma jeszcze czas, że ma po co żyć, a życie nie kończy się na zabudowaniach w siedliskach dwunożnych. Droga może nie była łatwa i musiał ze zdziwienia na chwilę przysiąść, ale teraz miał możliwość obserwowania wszystkiego tego, o czym zapomniał. Ludzkie domy były zadziwiająco daleko...
[Obrazek: PMixttm.png]

We came all this way
But now comes the day
To bid you farewell

Many places I have been
Many sorrows I have seen
But I don’t regret
Nor will I forget
All who took the road with me

LVL 6 255 / 500
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#9
Czy mimo nocy świat miał więcej kolorów niż zwykle? Raczej nie, nie było to raczej możliwe. Chłodne, rześkie i świeże powietrze otrzeźwiało umysł i koiło nerwy. Nie było ostatecznym rozwiązaniem, bo potrzebował zdecydowanie więcej, niż tylko wdech chłodnego powietrza. Gdyby tak było już dawno problem by nadzwyczajnie w świecie zniknął.
Sowa? Czasem słyszał pohukiwanie, jednak nigdy nie zwracał na to większej uwagi, przynajmniej od tego pierwszego dnia, gdy spotkał rudego wojownika, leżąc głodny i zmarznięty pod ławką. Wszystko wracało jakby kołem do niego i być może to Gwiezdni nie zamierzali się odczepić, próbując go ciągnąć na siłę, jak upartego osła na sznurze, do lasu.
Mimo że czuł niepewność, nie mógł się zatrzymać w miejscu. Zwłaszcza gdy tak naprawdę wcale tego nie chciał. Nie zauważał nawet kiedy zabudowania zaczęły się oddalać i znikać mu powoli z oczu. Jego umysł podpowiadał mu że znajdzie drogę powrotną, jeżeli będzie potrzeba. Choć wiedziała, że...już pewnie nie wróci.

Now remember when I told you that's the last you'll see of me
Remember when I broke you down to tears
I know I took the path that you would never want for me
I gave you hell through all the years
LVL 3 155 / 200
MedLVL 1 62 / 200
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#10
Może. A może umysł samego kocura podsuwał mu takie rozwiązania przypominając o tym, że jego miejsce jest gdzieindziej, wydobywając na światło księżyca jego prawdziwe pragnienia. Tęsknota za domem, za tymi, którzy pozostali w Klanie, za tym wszystkim co miał, a odeszło, była na pewno wielka i wylewała się z niego, choć ten próbował ją tłumić. Chociaż, bardzo uparcie, nie chciał przyznać, że to właśnie wolność jest tym, co mu w duszy gra. Mogło tak być, ale oczywiście, nie musiało, niemniej jednak jego postępowanie jasno wskazywało na to, że jakiś zew dzikości nadal w nim jest, pozostał i będzie pewnie jeszcze dość długo trwał. Być może aż do śmierci. Tak czy inaczej las go wzywał, wzywała go droga, jaką przeszły kiedyś Klany, wzywało go to, co kryło się w jego sercu. Jednak, co to dokładnie było?
Pohukiwanie sowy stało się głośniejsze, gdzieś na lewo od siebie kocur usłyszał szelest traw wskazujący na to, że jakaś mysz szukała pożywienia. Świercze wygrywały swoje koncerty, okolica była o wiele żywsza, niż mu się wydawało. Poza tym doleciały do niego jakieś głosy. Doleciała do niego również woń kotów, co do tego musiał być pewien, nie miał jednak jeszcze pojęcia, o czym rozmawiają przedstawiciele jego gatunku, ani czy na pewno są przyjaźnie nastawieni. Może nie? Nie czuł jednak nic, co zwiastowałoby zło. Chciał z nimi porozmawiać, czy jednak nie?
[Obrazek: PMixttm.png]

We came all this way
But now comes the day
To bid you farewell

Many places I have been
Many sorrows I have seen
But I don’t regret
Nor will I forget
All who took the road with me

LVL 6 255 / 500
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#11
Jego umysł uległ całkowitemu zaćmieniu przez otaczające go bodźce, chociaż na chwilę odrywając się od szarych wizji stworzonych w jego głowie. Chyba od dawna nie był tak szczęśliwy. Jak kociak odkrywający nowy wspaniały świat. Co prawda znał to. Znał to wszystko. Jednak mimo tego, nie mógł nadziwić się, jak tego mu brakowało. Widocznie to prawda że musisz coś stracić, by naprawdę być w stanie coś docenić. On jako kot który już kiedyś zaznał wolności, nie potrafił całkiem pogodzić się z życiem w zamkniętych przestrzeniach. W końcu nieco zmęczony biegiem, gdyż kondycji nie miał od dawna, klapnął na zad, rozglądając się dookoła. Co teraz? Miał ochotę na wiele...wiele rzeczy. Ale nie wiedział na co miałby się teraz zdecydować. Gonienie za myszą wydawało się interesujące na ten moment. Jednak jego uwagę zwróciły głosy i zapach kotów. Jego nawyki natychmiast postawiły go w stan gotowości. Jednak nadal nie ocknął się z euforii, co dodało mu trochę odwagi. Zaciekawiony podszedł bliżej, nie śpiesząc się. Nie śpieszył się, nie chciał by koty uznały go za namolnego od razu nastawiając się czysto negatywnie. Tak, było to nadal ryzyko. Jednak we wszystkim, jeżeli miał umrzeć, to chciał żeby to się stało teraz. Skoro mógłby umrzeć szczęśliwy. Póki ten stan euforii nadal trwał.

Now remember when I told you that's the last you'll see of me
Remember when I broke you down to tears
I know I took the path that you would never want for me
I gave you hell through all the years
LVL 3 155 / 200
MedLVL 1 62 / 200
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#12
Skoro był taki ciekaw, co się dzieje, musiał to sprawdzić. Nie było chyba potrzeby się bać, z tonów głosów, jakie do niego dolatywały można było wnioskować, iż tocząca się rozmowa była raczej przyjacielską pogawędką, nie czymś więcej. Tak więc kocur skierował się w stronę innych przedstawicieli swego gatunku – ciekawe jednak czy pozostawał dostatecznie czujny, czy jego zmysły były jednak przytłumione po tylu księżycach życia w zamknięciu, w siedlisku dwunożnych. Powoli był w stanie wyłapywać poszczególne słowa, wkrótce zorientował się również, że gdzieś w pobliżu muszą być kocięta, z całą pewnością już na tyle duże, by szaleć spokojnie o tej porze, być może nawet uczyły się polować. Wszystko to sprawiało wrażenie, jakby trafił na większą grupę kotów, co już wkrótce miało okazać się prawdą.
- …za blisko. Będziemy musieli jednak się wrócić do tej wielkiej farmy – usłyszał właśnie głos kotki, kiedy zbliżył się już dostatecznie mocno, by dostrzec dwójkę kotów siedzących pośród traw i dyskutujących najwyraźniej o istotnych dla nich kwestiach. Kocur, do którego się zwracała drgnął lekko, poruszył nosem i spojrzał wprost na Zorro, zaś jego oczy dość prędko wyłapały cechy charakterystyczne kocura.
- Ktoś ty? – zapytał ni to burkliwie, ni to obojętnie.
[Obrazek: PMixttm.png]

We came all this way
But now comes the day
To bid you farewell

Many places I have been
Many sorrows I have seen
But I don’t regret
Nor will I forget
All who took the road with me

LVL 6 255 / 500
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#13
Ciekawa sytuacja. Trafił najwidoczniej na jakąś większą grupę kotów, która raczej nie wydawała się być jakimś szemranym gangiem. Jednocześnie nie czuł od nich zapachu któregokolwiek klanu. Więc musiała być jakaś jeszcze inna opcja. Rozejrzał się trochę niepewnie, nie wiedząc czy aby na pewno jest mile widziany. Był gotowy do tego, by w razie czego, zacząć uciekać. W końcu jednak został wykryty i przez chwilę była to dość niezręczna sytuacja. Raczej niegrzecznie było tak podsłuchiwać kogokolwiek. Zwłaszcza gdy sprawy cię ni jak nie dotyczą. A ty nawet nie masz pojęcia kim są. - Pieszczoch...miastowy podróżnik. W każdym razie nazywają mnie Zorro. - Przedstawił się, nie wiedząc jak wytłumaczyć nawet sytuację, w której był. Jednak starał się wyglądać spokojnie i pokornie. Nie miał w końcu złych zamiarów. Wyglądał wręcz w tej sytuacji na nieco zagubionego. Jednak towarzystwo go nieco intrygowało, tym bardziej że słowa kocicy mogły wiązać się z czymś istotnym.

Now remember when I told you that's the last you'll see of me
Remember when I broke you down to tears
I know I took the path that you would never want for me
I gave you hell through all the years
LVL 3 155 / 200
MedLVL 1 62 / 200
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#14
- Miastowy podróżnik? - rzucił jakby nieprzekonany kocur i uniósł brwi przyglądając się uważnie swojemu rozmówcy, jakby próbował znaleźć w nim coś, co przeczyłoby takiemu stwierdzeniu. Dostrzegł jego kalectwo, ale mimo wszystko nie skomentował tego w żaden sposób i poza tym, że pozostał sceptyczny w stosunku do rewelacji, jakie właśnie zostały mu sprzedane, nie zamierzał zachowywać się chyba jak prawdziwy gbur i podważać ich jakoś bardziej. Zerknął zresztą na kotkę, która zdawała się być tutaj kimś w rodzaju przywódcy, ale ta nie była aż tak niepewna i sceptyczna, raczej bardziej zaciekawiona kocurem, którego sobie właśnie bezczelnie oglądała z każdej możliwej strony, jakby uznała, że takie poznanie miejskiego podróżnika jest zdecydowanie ciekawsze od rozważania, co mają dalej robić ze swoim życiem. Zresztą, taki przerywnik w rozmowie, w poważnej dyskusji, był swoistym odciążeniem i możliwością zaznania wytchnienia.
- A daleko podróżujesz, Zorro? Widziałeś już dużo w swoim życiu? - zapytała więc zaciekawiona, jakby miała względem niego jakieś plany albo sądziła, że ten może wskazać im dobre miejsce nie tylko na nocleg, ale i na całe życie. Tego im bowiem zdecydowanie brakowało.
[Obrazek: PMixttm.png]

We came all this way
But now comes the day
To bid you farewell

Many places I have been
Many sorrows I have seen
But I don’t regret
Nor will I forget
All who took the road with me

LVL 6 255 / 500
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#15
Nie był zdziwiony jakoś tym sceptycyzmem. Tym bardziej że trochę wyskoczył z tym, jakby powiedział "Czy chce Pan może porozmawiać trochę o Gwiezdnym Klanie?". Ale nie wiedział jak lepiej się przedstawić, nie robić pół godzinnego wywodu na temat swojego życia. Tym bardziej że za pewne wcale ich to nie interesowało.
Chociaż kocur był sceptyczny, nieznana kocica wyglądała na naprawdę zainteresowaną. W sumie to nie miał tu konkretnego celu, bo to nie tak, że miał gdzie wracać. Więc może spełni swoje słowa? - Zależy co uważasz za dużo, bo nie wątpię że na świecie znajdą się i bardziej doświadczone koty. - Przyznał. Jego ogon poruszył się nieznacznie. - Jednak znam dużą część pobliskiego miasta, zamieszkanego przez dwunogi. A także dużą część terenów w stronę wielkiej wody. Te zamieszkane są przez grupy kotów nazywane klanami. Miałem także okazję zobaczyć trochę większego i mniej przyjaznego miasta, daleko stąd.... - Zaczął mówić, mając nadzieję że to zaciekawi obecnych tutaj. Nie zdradzał jednak nic więcej o klanach. - Można wiedzieć w ogóle z kim mam do czynienia?

Now remember when I told you that's the last you'll see of me
Remember when I broke you down to tears
I know I took the path that you would never want for me
I gave you hell through all the years
LVL 3 155 / 200
MedLVL 1 62 / 200
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości