Logo Artemidy
Trening Księżycowej Łapy
#46
Na szczęście dla Ksieżycowej Łapy, sporo ziół miało dość charakterystyczne cechy, dzięki którym łatwo było je rozróżnić, jak już raz się zapamiętało. Mimo to musiała się skupić, i jak zwykle powtórzyła to, co usłyszała na temat medykamentu, którym tym razem był żarnowiec. Poruszyła jednym z niedużych uszu, kiedy kocur zaczął mówić o roślinach rosnących tylko na terenach dwunogów. Zmarszczyła lekko czoło, starając się skoncentrować na słuchaniu, na szczęście w lecznicy nie było zbyt dużo elementów rozpraszających, może prócz lekkiego bólu głowy, gdy czas trwania nauki przewyższał poziom koncentracji terminatorki medyka, która na dodatek zmuszona była siedzieć bezczynnie w miejscu. Choć do tego akurat zaczynała się przyzwyczajać, podobnie jak do spania w ciągu dnia, gdy nie było nic, co mogłaby zrobić; nie wspominając o tym, że chodzenie po klanowych terenach mimo wszystko było całkiem rozpraszające, bo tam się działo dużo więcej. W składziku za to była tylko ona i Łososiowa Łuska. Nawet gwar obozu był tutaj mocno przytłumiony, o ile w ogóle było coś słychać.
Księżyc nie uśmiechała się opcja chodzenia po zioła na tereny dwunogów, ale w takim razie, jak powiedział medyk, musiała dopilnować, aby nikt nie zachorował na ten czarny kaszel. Chciała zapytać o choroby, które kocur wymienił, ale postanowiła na razie milczeć. Nie chciała mieszać informacji, chociaż paliła ją ciekawość. Na wszystko przyjdzie czas, a przynajmniej tak sobie powtarzała, aż do skutku. W chwilach przerwy, którą otrzymywała, powtarzała po cichu tyle ile udało jej się zapamiętać ze słów buro-białego kota. Gdy przestał mówić, a ona już powtórzyła informacje na temat psianki, po prostu milczała, patrząc się prosto w miedziane ślepia syna Pierzastego Serca. Jasny sygnał, że nie miała żadnych pytań. Raczej nie zamierzała wychodzić poza tereny Klanu Rzeki, ale stwierdziła, że mimo wszystko lepiej zapamiętać te trzy medykamenty.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#47
Obserwował ją w milczeniu, a skoro odpowiedziało mu milczenie... przymknął powieki i skinął krótko głową.
- Na dziś koniec - oświadczył, po czym przechylił swoje masywne cielsko w przód, by móc unieść się na przednich łapach do pozycji stojącej, po czym zaczął bez pośpiechu odkładać zioła na miejsce. Następnie oddalił się w stronę Ciemnego Szlaku, gdzie zniknął opuszczając obóz.

***
Ich spotkania zwolniły przez chwilę ze względu na wydarzenia, jakie miały miejsce w Klanie Rzeki, a jakie osobiście dotknęły Łososiową Łuskę. Nie nadawał się zupełnie do użytku przez ten czas, zastanawiając się nad tym w którym miejscu zawinił, że najpierw stracił Kruchą Łapę, następnie Tonące Słońce, a teraz znów - Karasiowy Kieł. Płotkowy Plusk powróciła do klanu i na chwilę ukoiło to cierpiące serce Łososiowej Łuski, jednak ten wciąż nie potrafił poradzić sobie ze stratą i świadomością, że ilość bliskich mu kotów drastycznie kurczy się, jak mu się wydawało, z dnia na dzień. Że pozostawał sam, a przy sobie miał już wyłącznie Księżycową Łapę i... w zasadzie to kogo jeszcze? Zmarszczył czoło i potrząsnął głową, podnosząc się gwałtownie z pozycji leżącej w jakiej trwał przy skałach, przypominając nieco zwłoki oczekujące aż ktoś zwoła klan na pogrzeb. Zacisnął powieki na kilka chwil, po czym rozejrzał się po obozie; zauważył kątem oka jasny ogon Księżycowej Łapy, który mignął mu przy lecznicy, więc podniósł się do pozycji stojącej przestąpił kilka kroków.
- Księżyc - powiedział, jednak dość cicho i prawdopodobnie terminatorka nawet nie usłyszała jego głosu. - Księżyc - powtórzył więc, tym razem nieco głośniej w nadziei, że uda mu się przyciągnąć uwagę córki Ubłoconej Mordki i zatrzymać ją... dokądkolwiek by właśnie szła.
x
★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
x
LVL 6 190 / 500
MedLVL 8 916 / 1300
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
#48
Nie tylko Łososiowa Łuska był osobiście dotknięty ostatnimi wydarzeniami. Choć Księżyc nie znała Tonącego Słońca, z Karasiowym Kłem była zupełnie inna historia. Wpierw myślała, że wojowniczka znów zaczęła się źle czuć i jej unikać, ale po jakimś czasie okazało się, że nie była w stanie wyczuć jej woni nigdzie w obozie, aż wreszcie na ostatniej ceremonii został jej przydzielony nowy mistrz - Czaple Skrzydło. Musiała wreszcie samą siebie postawić przed oczywistym faktem: łaciata wojowniczka, w ten czy inny sposób, zaginęła. Co prawda nie odnaleziono jej zwłok, ale kremowa terminatorka nie czuła przez to ulgi, wręcz przeciwnie; gotowała się w niej mieszanina bezsilności, frustracji, zmartwienia i poczucia, że została w jakiś sposób zdradzona. Nie ułatwiał tego fakt, że zupełnie nie wiedziała co się mogło stać z bursztynowooką, która już od dłuższego czasu nie wyglądała najlepiej. Czy gdyby zareagowała szybciej, coś by się zmieniło? Czy była w stanie cokolwiek zmienić? Tego typu myśli były trudne dla dość prostej i twardo stąpającej po ziemi Księżyc. Nie potrafiła znaleźć na nie odpowiedzi i czuła się z tym źle, jakby po części to była jej wina, że Karaś zniknęła z Rzecznego terytorium. Tylko dzięki ambicji i wyrobionemu uporowi zdołała poradzić sobie ze swoimi wewnętrznymi przeżyciami na tyle, by zmusić się do przychodzenia na treningi ze srebrzystą kocicą. Nie miała innego wyboru. Mimo to gdzieś na dnie swojej świadomości doceniła wolniejsze tempo jej spotkań z Łososiową Łuską. Miała więcej czasu na poskładanie się z powrotem do kupy, które w przypadku intensywnej nauki przyszłoby dużo wolniej z już i tak niemrawo zachodzącymi reakcjami w jej wnętrzu. Wątpliwe, by w ogóle była w stanie się na tyle skoncentrować na nauce, by coś więcej z niej wyciągnąć.
Księżyc akurat zmierzała ku Śpiącemu Pniu, na którym lubiła czasem przesiadywać. Nie usłyszała pierwszego zawołania Łososiowej Łuski, jednak za drugim razem zastrzygła uchem i zwolniła, oglądając się przez ramię by zidentyfikować osobnika, który powiedział jej imię. Na widok burego medyka odwróciła się i podeszła do niego, wlepiając spojrzenie prosto w miedziane oczy.
- Hm - mruknęła, po czym odchrząknęła cicho w celu oczyszczenia gardła.
Kremowa terminatorka ostatnio odzywała się jeszcze mniej niż zwykle, i gdy próbowała mówić więcej, czuła nieprzyjemne drapanie w gardle. Przez to ograniczała swoje słownictwo do niezbędnego minimum i odpowiadała słownie tylko wtedy, kiedy gestami nie była w stanie przekazać żądanej od niej informacji, a musiała udzielić jakiejś odpowiedzi. Nie było to najlepsze rozwiązanie, bo tylko potęgowało problem, ale Księżyc nie myślała o tym w ten sposób. Nigdy nie lubiła dużo mówić. Owszem, w dzieciństwie nieraz padało z jej pyszczka więcej słów, ale wynikało to z prób naśladowania Słońca, który był wtedy jedynym bliskim jej kotem prócz Ubłoconej Mordki. Nie miała zbyt wiele styczności z innymi osobnikami, których zachowania mogłaby nieświadomie przejąć.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#49
- Księżyc – powtórzył raz jeszcze, zupełnie niepotrzebnie, bo przecież terminatorka stała tuż przed nim, już go zauważyła i podjęła rękawicę jaką było rozpoczęcie tej konwersacji, nawet jeżeli z jej strony padło jedynie krótkie „hm”. Medyk zmarszczył na moment pręgowane czoło, jakby taki obrót sprawy kompletnie zbił go z pantałyku, choć przecież jego ściśle analityczny umysł wiedział, że skoro ją zawołał, zareaguje pytając mniej lub bardziej werbalnie o co chodzi, tak samo jak z punktu A przechodzi się płynnie do punktu B. Potrząsnął głową w fizycznej próbie odpędzenia od siebie chmur, jakie kłębiły się w jego umyśle i nie pozwalały mu sprawnie myśleć.
- Jak trening – mruknął, łapiąc się pierwszego tematu, jaki przyszedł mu do głowy. Był bezpieczny, bezproblemowy, na to pytanie z reguły odpowiadało się krótkim, doskonale mu znanym „dobrze”. To był schemat, jaki znał bardzo dobrze, a rytuały były kojące i pozwalały mu odzyskać kontrolę nad tym, co się działo wokół niego i z nim. - Kiedy... masz treningi. Możemy wrócić do ziół... Nawet teraz – wymamrotał jeszcze kołysząc się z lekka, bo samo kołysanie ogonem na boki było już niewystarczające. Zacisnął zęby czując, jak boleśnie napinają się jego mięśnie jarzmowe i jak duży ucisk czuje w szczękach; wypuścił powietrze zalegające mu w płucach od kilku uderzeń serca przez nos z dość głośnym świstem.
- … Karaś żyje – bąknął jeszcze cicho, wbijając intensywne spojrzenie w oczy Księżycowej Łapy.
x
★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
x
LVL 6 190 / 500
MedLVL 8 916 / 1300
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
#50
Księżyc nie czuła potrzeby pytać o co chodzi, bo wiedziała, że medyk i tak jej powie gdy tylko się zbliży. Cichy pomruk, który z siebie wydała, w jej głowie był wystarczającym sygnałem, że była gotowa przyjąć jakieś polecenia albo go wysłuchać. Pytanie o trening nieco zbiło ją z tropu, bo nie spodziewała się go usłyszeć w tej konkretnej chwili. Przygryzła wargę, nie mogąc się zmusić do rzucenia jakiejś mechanicznej odpowiedzi w temacie, który był dla niej dość kłopotliwy, bo wywoływał wiele emocji, w dużej części sprzecznych z tym co chciała myśleć. Nie odczuwała zbyt wyraźnie uczuć, ale nie znaczyło to, że nie miały one na. nią wpływu. Po prostu reakcje na nie zachodziły u niej wolniej, miała też problemy z nazwaniem tego, co w niej siedziało.
- Nie wiem - odparła wreszcie cicho, nie mogąc znaleźć w swojej głowie żadnych lepszych słów.
Kłamstwo nie przyszło jej nawet do głowy, a jedno krótkie zdanie nie wystarczyłoby na opisanie stanu w którym się znalazła. Nie mogła się zdobyć na wydobycie z siebie większej ilości wyrazów w tak krótkim czasie. Na. wiadomość, że mogli nawet teraz wrócić do treningu, kiwnęła głową. Potrzebowała czegoś do odwrócenia jej uwagi od tego co się stało. Nie mogła sobie. pozwolić na stanie w miejscu, nie ważne jak bardzo zdradzona, zmartwiona i zagubiona się czuła w środku. W jej głowie byłoby to równoznaczne z poddaniem się, powrotem do starych czasów. Teraz jej mistrzem nie była Karaś, którą się przejmowała na tyle, by pozwalać jej na chwile samotności i nie naciskać w kwestii treningu. Nie miała już jedynego kota, dla którego była w stanie zwolnić.
- Rano - rzuciła krótko, w odpowiedzi na pytanie o porę treningu.
Gdy kocur. powiedział, że Karaś żyje terminatorka medyka tylko zacisnęła zęby. Nawet jeśli sami Gwiezdni by jej to powiedzieli, nie poczułaby ulgi. Wojowniczki nie było w obozie, nie prowadziła jej treningów. Zniknęła z życia Księżyc i natychmiast została zastąpiona kimś obcym. Córce Ubłoconej Mordki bardzo trudno było to zaakceptować, nawet jeśli uparcie starała się iść do przodu, ignorując własną niechęć i zmęczenie sytuacją, która powodowała u niej wewnętrzną burzę; pozornie stłumioną i tylko częściowo widoczną na zewnątrz, pod postacią drobnych gestów i zachowań.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#51
Nie wiedział, jak informacja na temat Karasiowego Kła wpłynęła na Księżycową Łapę. Nie potrafił interpretować zachowań na tyle, by wiedzieć, nie potrafił współodczuwać i rozumieć odczuć innych kotów, by móc przewidywać jaki wpływ na innych mogą mieć jego słowa, gesty, czyny. Przedstawił jej prostą, suchą informację; taką, jakiej kiedyś sam potrzebował, gdy z obozu zniknęła Krucha Łapa i nikt zdawał się nie interesować tym, że jej zapach zaczął znikać z obozu coraz bardziej z każdym mijającym wschodem słońca. Uczucie pustki po stracie było niezrozumiałe, było przeszywające i równie bolesne co głęboko penetrujące dźgnięcie dziczą fajką prosto w brzuch. Przekazał Księżycowej Łapie tę informację, której sam potrzebował: Karasiowy Kieł żyje. Gdyby zmarła, ktoś wysłuchałby jego próśb i odwiedziłby go we śnie, jako medyka, i przekazał informację o nowym Gwiezdnym. Świetlikowa Gwiazda mówiący mu o tym, że póki Krucha Łapa nie odwiedziła go we śnie jest znakiem, że wciąż może żyć gdzieś daleko stąd nie uspokoił jego wyjącego z rozpaczy serca, jednak był nadzieją. Choć czuł się przykuty do lecznicy jak pies na łańcuchu jego dusza rwała się do tego, by wyruszyć w nieznane; nie interesowały go odległe ziemie i inne koty. Chciał tylko znaleźć jednego kota, jedyne serce, które sprawiło że jego własne drgnęło i poczuł coś, czego nigdy więcej nie poczuł patrząc na innego kota. Choć nie potrafił nazwać tego uczucia, zazdrościł Płotkowemu Pluskowi, że mogła od tak opuścić Klan, że otrzymała takie błogosławieństwo od samego Świetlikowej Gwiazdy: jako wojownik mogła odejść, mogła poszukiwać kota, który był dla niej ważny. On nie mógł pozostawić Klanu i swoich obowiązków, nikt nie potraktowałby jego własnej, osobistej misji poważnie. Nie teraz. Zacisnął zęby, które zgrzytnęły dość zauważalnie.
- Chodź - powiedział w końcu na świszczącym wydechu, gdy zmusił się do oderwania wzroku od Księżycowej Łapy i spojrzał w kierunku Ciemnego Szlaku, do którego zresztą zaraz niespiesznym, dość sztywnym krokiem ruszył. Jego ogon kołysał się na prawo i lewo jak wahadło, czasem zahaczając o odstające gałązki krzewu jałowca. Nie patrzył za siebie by upewnić się, że Księżyc idzie za nim; poruszył uchem, by wyłapać jej ciche kroki.
- Choroby. Jakie znasz. Co wiesz od... chorych, albo matek - rzucił, gdy już wyszli przed obóz Klanu Rzeki. Nie będzie dziś siedzenia na tyłku. Będzie za to kręcenie się po okolicy, bo czuł że jeżeli zostanie miejscu jeszcze choć chwilę myśli przeżrą jego mózg na wylot, pozostawiając po sobie permanentną, niemożliwą do załatania dziurę.
x
★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
x
LVL 6 190 / 500
MedLVL 8 916 / 1300
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
#52
przeraża mnie ilość kropek, które mi wpadły w poprzednim poście w randomowych miejscach. :'// uroki pisania z telefonu, sigh.

Księżyc również nie była kotem, który potrafił rozumieć drobne gesty i zachowania u innych kotów. Miewała problemy ze zrozumieniem przyczyny czegoś, jeśli nie została ona jej wytknięta palcem. Dlatego tak podobał jej się świat ziół i chorób - tutaj wszystko było logiczne. Pewne zioła leczyły rany, inne choroby, i choć nie zawsze wszystko udawało się tak jak powinno, to schemat był ten sam. To było coś, co musiała zapamiętać. Jednak jeszcze wiele przed nią, bo nigdy nie miała okazji zetknąć się z jakimś nietypowym przypadkiem, nikt od niej na razie nie wymagał działania pod presją otoczenia. Zajmowała się zaledwie drobnymi ranami, doglądała chorych i rannych, a także uczyła się pod okiem Łososiowej Łuski. Na tym etapie nie zastanawiała się w kategoriach "a co jeśli trafi mi się trudny przypadek, a co jeśli ktoś pod moją opieką umrze, a co jeśli...". Być może nigdy te myśli świadomie nie przewiną się przez jej umysł, tym bardziej że była kotem prostym i wolała działać niż myśleć.
Terminatorka medyka ruszyła za miedzianookim kocurem, czując lekką konsternację, gdy ten skierował się ku Ciemnemu Szlakowi. Nieduże uszy zaczęły poruszać się niespokojnie. Nie była pewna co będą robić, skoro wyszli. Przeszła przez nią krótka fala stresu i serce zabiło nieco szybciej, ale po tym się uspokoiła. Medyk nie będzie wymagał od niej czegoś, czego jeszcze nie potrafiła. Wzięła głęboki oddech, powoli wypuszczając powietrze przez nos. Skierowała jedno z uszu ku Łososiowej Łusce, kiedy ten się odezwał. Dała sobie chwilę na zastanowienie się, wodząc wzrokiem po linii horyzontu.
- Kaszel... różne rodzaje. Biały, zielony, czarny. Kot kaszle i ma katar. Dreszcze. Czarny kaszel... jest najgorszy. - Księżyc odchrząknęła cicho. - Gorączka, wysoka temperatura. Stany zapalne. Bóle stawów - zakończyła, z powrotem zaciskając zęby i powoli przesuwając spojrzeniem po otoczeniu, to powracając nim na swojego mentora.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#53
Mruknął w formie potwierdzenia jej słów, gdy skończyła mówić. Wymienienie ich z nazwy było jakimś krokiem, choć oczekiwał bardziej wyczerpującej odpowiedzi niż to, co zaserwowała mu Księżycowa Łapa. Nie zamierzał jednak dyskutować w żaden sposób, a jedynie zaakceptować to jako fakt dokonany. Co się odwlecze, to nie uciecze, a kremowa kotka miała jeszcze prawo do tego, by nie znać wszystkich chorób wraz z objawami.
- Kocięcy kaszel - mruknął, rozglądając się kątem oka, a następnie ruszając przed siebie, wgłąb łęgowego lasu. - Najłagodniejszy. Dotyka głównie kocięta. Objawy... biała wydzielina z nosa. I podwyższona temperatura - poinformował ją, uzupełniając małą lukę w wiedzy na temat kaszlu. - Dalej biały kaszel. Też biała wydzielina. Do tego charczenie i wysoka temperatura - ciągnął dalej, nie spoglądając w bok na swoją uczennicę, a jedynie cały czas patrząc na wprost, by móc sprawnie nawigować pomiędzy drzewami i ich wystającymi korzeniami, ale również inną roślinnością, o którą zahaczał niesprawną kończyną. I tak tempo ich marszu nie było szczególnie duże. Ot, spacerek po świeżym powietrzu dla odmiany.
- Zielony kaszel. Groźniejszy niż biały. Występuje porą nagich drzew. Objawy to charczenie, gorączka... ropny wysięk z oczu. Zielona wydzielina z nosa i pyska - wyjaśnił, jednak nie zatrzymywał się nawet na chwilę. Cały czas parł do przodu, wlokąc za sobą swoją niesprawną łapę zamiast, tak jak zwykle, wyrzucać ją przed siebie, by dodać swojemu krokowi zamaszystości. Wyglądał posępnie, a brakowało w nim tej agresji zbliżającej się burzy. Nie było wszak teraz na nią czasu, nie było czasu na ratowanie siebie po tym, jak burza już minie. - Najgorszy. Czarny. Objawy jak zielony kaszel. Dochodzi ból w klatce piersiowej. Krwioplucie. Duża śmiertelność - bąknął jeszcze i mocniej zmarszczył garbaty nos.
- Choroby szybko postępują. Jeszcze szybciej przechodzą z kota na kota. Musisz umieć sprawnie je rozpoznawać. Skutecznie leczyć. Nie możesz pozwolić... żeby choroba się, mm... szerzyła - powiedział, dopiero teraz zerkając kątem oka na Księżycową Łapę. - Jak wyleczysz każdą z nich. Jakie zioła. Jakie porady.
x
★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
x
LVL 6 190 / 500
MedLVL 8 916 / 1300
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
#54
Terminatorka medyka powtarzała po cichu po Łososiowej Łusce informacje na tyle, na ile była w stanie je zapamiętać po usłyszeniu ich. Przynajmniej to się nie zmieniło, z tym, że teraz omawiali choroby. Czy to oznaczało, że skończyli z ziołami? Nauczyła się wszystkich jakie były? Nie miała pewności, toteż zdecydowała się nie spekulować, bo było to co najmniej bezcelowe. Co do rodzajów kaszlu, część kojarzyła, więc było jej odrobinę łatwiej niż przy uczeniu się czegoś od podstaw. Orientowała się, że choroby się rozprzestrzeniały między kotami, w końcu już całkiem długo siedziała w lecznicy. Mimo to powtórzyła nawet te końcowe informacje, i zmarszczyła czoło, kiedy bury kocur nakazał jej powiedzieć, jak wyleczyłaby podane choroby. Na moment ogarnął ją stres, gdy próbowała możliwie najszybciej zebrać w swojej głowie odpowiednie informacje. Wypuściła powietrze przez zaciśnięte zęby. To nie był żaden egzamin, a ona musiała pomyśleć, utrwalić, żeby później móc jak najszybciej i najsprawniej dobierać zioła do dolegliwości pacjentów. Mimo wszystko wciąż była tylko uczniem, na dodatek takim, który potrzebował dość długo wałkować temat, by zapamiętać, i później powtarzać, by nie zapomnieć. Na szczęście dla niej, była również dostatecznie uparta i ambitna, by w miarę własnych możliwości pokonywać te przeszkody. Wzięła kolejny głębszy oddech. Pamiętała, że Łososiowa Łuska, ucząc ją o ziołach, wspominał o tym w jakim celu się ich używa. Postanowiła zacząć po kolei, żeby niczego nie ominąć.
- Podbiał na kocięcy kaszel. Na biały... - Zacięła się, marszcząc mocniej czoło i zaciskając na moment zęby, jakby to mogło jej pomóc w odnalezieniu informacji. - Nie wiem - mruknęła, kołysząc końcówką ogona na boki. - Na zielony - gwiazdnica. Kocie ziele... na zielony i czarny - dodała, na tym kończąc mówienie o ziołach.
Zrobiła sobie krótką chwilę przerwy od mówienia, po części z powodu nieprzyjemnego wrażenia w gardle... a po części dlatego, że nie lubiła słuchać własnego głosu. Nawet nie trzeba było zwracać uwagi na jej zapach, wystarczyło posłuchać jej głosu. Próbowała go czasem modulować, ale nawet nie wiedziała jak się za to zabrać, przez co brzmiała trochę dziwnie. Niby najprostszym rozwiązaniem było nieodzywanie się, ale trudno było tego dokonać, mając przy okazji dwa treningi w ciągu dnia. Odchrząknęła, starając się przemyśleć drugie pytanie kocura.
- Kot... nie może zbliżać się do innych. Leży w legowisku chorych. Jedzenie... trzeba mu przynosić. I wodę - powiedziała, zerkając kątem oka na medyka, po czym znów spojrzała przed siebie, uważając, by o nic się nie potknąć.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#55
To nie był egzamin, przed nimi nie było chorego kota, na którym Księżycowa Łapa miałaby natychmiast pokazać, w jaki sposób wyleczyć konkretne choroby. Miała czas na to, by przemyśleć odpowiedź, wrócić pamięcią do omawianych ziół i wyłuskać z posiadanych informacji te, które były przydatne. Łososiowa Łuska nie spieszył się nigdzie, nie miał też niczego konkretnego zaplanowanego na ten dzień. Nie było więc problemu, mogła poświęcić na zastanowienie się tyle czasu, ile potrzebowała. Jeszcze.
- Mm - mruknął, by potwierdzić jej słowa. - Na biały kaszel... jałowiec i wrotycz. Wrotycz jest w składziku, zobaczysz... później. Rośnie w kępach. Ma intensywny zapach. Jasnożółte kwiaty, liście pierzaste. Rośnie przy... Grzmiącej Ścieżce. Podaje się liście. Większa dawka... wywoła wymioty - powiedział, po czym zamilkł na krótką chwilę, gdy rozglądał się po okolicy. Nic jednak nie dostrzegł, skoro za chwilę wznowił przerwany wątek. - Jałowiec to drzewo iglaste. Lub krzew. Kora czerwonobrązowa... starsze mają szarobrunatną, popękaną. Odpada łuskami. Jagody, małe, ciemnoszare, leczą kaszel... i ból brzucha - wymruczał, a gdy już wydawać się mogło, że to już koniec, burknął jeszcze krótkie: - Leczą też zielony. Kaszel.
Szli dalej, trochę w milczeniu, trochę przy akompaniamencie głosu Księżycowej Łapy. Latimeria słuchał, analizował i myślał, w jaki sposób uzupełnić wiedzę terminatorki. W gruncie rzeczy nie było zbyt dużych luk, jednak wolał nie pozostawiać żadnych niedomówień w kwestii leczenia.
- Można podać dodatkowe zioła - mruknął, kątem oka zerkając na córkę Ubłoconej Mordki. - Miód i ślaz na ból gardła. Podbiał, żeby ułatwić oddychanie. Złocień na ból głowy - dodał, świadomy tego że o złocieniu jeszcze nie miała okazji się od niego uczyć. Ale to też niedługo się zmieni. - Rany. Jakie mogą być. Jak będziesz leczyć - powiedział, tym razem odwracając kanciasty łeb w stronę kremowej terminatorki. Miała już okazję asystować w opatrywaniu ran, miała też część wiedzy teoretycznej na temat używania ziół wspomagających leczenie złamań i innych dolegliwości aparatu ruchu.
x
★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
x
LVL 6 190 / 500
MedLVL 8 916 / 1300
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
#56
Łososiowa Łuska nigdzie się nie spieszył, ale Księżyc - podświadomie - tak. Miała świadomość, że były koty, które nie chciały jej na stanowisku, na którym się znalazła, które w ogóle nie chciały jej w Klanie Rzeki. Chciała im pokazać, że była coś warta, potrzebna klanowi, i nie zamierzała się wycofywać. Wciąż czuła się trochę bezsilna w związku z faktem, że nie zapamiętywała wszystkiego tak szybko jak oczekiwała, i że wciąż musiała dłużej się zastanowić, by wyłuskać ze swojej pamięci informacje, których musiała użyć. Musiała jednak to przecierpieć, jeśli chciała coś osiągnąć.
Jałowiec i wrotycz nie były nazwami znanymi Księżyc, więc postarała się skoncentrować na tym, by zapamiętać informacje dotyczące tych ziół... na tyle, na ile była w stanie. Po powtórzeniu informacji dotyczących pierwszej rośliny jedna rzecz zwróciła jej uwagę.
- Większa dawka... czyli jaka - zapytała, nie do końca wiedząc iloma liśćmi tej rośliny musiałaby nafaszerować kota, by wyrzucił z siebie wszystko.
Co do drzewa nie miała żadnych pytań. Właściwie to nawet odczuła gdzieś w głębi lekką ulgę w związku z tym, że niektóre rośliny leczyły te same choroby i wywoływały podobne efekty. Dzięki temu nawet, gdyby czegoś zabrakło, mogła znaleźć jakiś zamiennik.
Uszy Księżyc odchyliły się do tyłu, kiedy usłyszała kolejną nazwę rośliny, czyli złocień, o której nigdy nie słyszała. Otrząsnęła się jednak szybko z chwili zawieszki i skupiła na tym, co znała, czyli podbiale, ślazie oraz miodzie. Choć nie była to dla niej nowość, jeśli nie liczyć tego nieszczęsnego złocienia, powtórzyła te informacje, by jeszcze bardziej pomóc sobie je utrwalić i zrobić mentalną notkę, że można było je podawać dodatkowo. Nie wiedziała czy jej technika była w jakiś sposób skuteczna, bo czasem tylko uświadamiała sobie jak mało pozostawało w jej głowie po tym, jak usłyszała coś po raz pierwszy, ale trzymała się jej uparcie, mając nadzieję, że jednak jakąś pozytywną różnicę to robi.
Terminatorka zerknęła na kocura, który odwrócił głowę w jej stronę, pytając o rany i ich leczenie. Poruszyła niedużymi uszami i zmarszczyła lekko czoło, choć tym razem było jej łatwiej. Asystowała przy leczeniu ran i nawet sama miała okazję łatać jedną z ran Wichrzaka, który parę księżyców temu zasłabł na terytorium Rzeki.
- Powierzchowne. Płytkie, głębokie... Od pazurów, zębów. Kot... może stracić ogon, ucho. Złamać łapę - odparła, zaczynając od tego, co jej jako pierwsze przyszło do głowy. - Leczenie... trzeba oczyścić. Łopian pomaga zagoić ranę... i zwalczyć infekcję, korzeń i liść. Trybula... korzeń. Tak samo. Zmielić na maść. Na nieduże rany wężowy korzeń. Na ukąszenia też. - Terminatorka medyka zacisnęła zęby, dając sobie kolejną chwilę na zebranie myśli, choć już teraz mówiła dość wolno, starając się nic nie pominąć i przy okazji ignorować brzmienie własnego głosu, który ją nieco dekoncentrował. - Jeśli popękały opuszki... nałożyć podbiał. Czosnek na rany od szczurów. Na złamania żywokost. Też na zwichnięcia, skręcenia. Problemy ze skórą. Mielić tylko łapami. Krwawnik... jeśli w ranie jest trucizna. Wywołuje ją. Żarnowiec na złamania i skręcenia. Czasem rany. Pajęczyna przytrzymuje zioła... przy ranie. - Odchrząknęła cicho, gdy wreszcie skończyła mówić.
Trochę czasu jej zajęło wyrzucenie z siebie tylu informacji na raz i jej gardło momentami zaczynało protestować, jednak ostatecznie jej się udało. Była całkiem zadowolona z siebie, bo pamiętała to, co Łososiowa Łuska mówił jej na poprzednich dniach treningu, kiedy omawiali w lecznicy zioła aż nie wbiła ich sobie do głowy. Odrobinę podbudowało to jej pewność siebie i pozwoliło na chwilę zapomnieć o tym, co ją trapiło, nawet jeśli tylko w pewnym stopniu.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#57
- Dwa liście. Trzy. Zależy od wielkości kota - odparł mrukliwie na jej pytanie łagodnie odbijając w bok; nie chciał wychodzić z terenów łęgów, lubił okolicę lasów, dlatego chciał pokręcić się właśnie tutaj, skoro już wyszli. Musiał się skupić na dużej ilości bodźców, nie miał więc czasu, by myśleć o tym wszystkim, co wydarzyło się w Klanie Rzeki i jak mocno odbiło się to na jego psychice. Był tylko on, Księżyc, las łęgowy przed nimi oraz choroby, rany i zioła, które mieli do omówienia. Nic więcej nie miało prawa wkraść się pomiędzy myśli Łososiowej Łuski.
- Dobrze - powiedział odwracając łeb, by spojrzeć na Księżycową Łapę i skinąć jej krótko, dość mechanicznie głową. - Rany, zwichnięcia i skręcenia muszą być usztywnione - dodał po kilku przebytych krokach, by uzupełnić jej wiadomości. - Złamaną kość należy... nastawić. To bolesny zabieg. Można podać kawałek kory. Gałązkę. Cokolwiek, razem z makiem. Żeby pacjent nie połamał sobie zębów - ciągnął dalej i uniósł głowę, by spojrzeć na chmurne niebo ponad nimi, pomiędzy splotami gałęzi. - Kończynę usztywniasz prostym kijem. Przywiązujesz go do łapy. Suchą trawą, powojem, tym co masz.
Technikę leczenia złamań opanował sam, powołując się na swoją własną intuicję. Miał też pewne doświadczenie, biorąc pod uwagę że wyciągnął już kilka kotów ze złamań, które mogłyby do końca życia upośledzić ich życie jako wojowników Klanu Rzeki. Ostatnimi czasy jednak złamań było dużo mniej. To była dobra wiadomość, bo nie były to proste rany i wymagały od medyka sporej gimnastyki mentalnej by to wszystko dobrze zrobić w warunkach polowych, jednak Księżycowa Łapa powinna być gotowa na każdą ewentualność.
x
★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
x
LVL 6 190 / 500
MedLVL 8 916 / 1300
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
#58
Terminatorka medyka kiwnęła sztywno głową, otrzymawszy odpowiedź. Wrotycz nie był jedyną rośliną wywołującą wymioty, ale mógł być w razie czego zamiennikiem. Warto było sobie to wszystko w głowie ułożyć w ten sposób, by w razie zabraknięcia jakiegoś medykamentu nie znaleźć się w kropce. Księżyc poruszała się cały czas za medykiem, bez problemu utrzymując jego tempo, które nie było aktualnie zbyt szybkie. Starała się iść mniej więcej obok niego, zamiast intuicyjnie zostawać z tyłu, niczym ciągnący się ogon. Kątem oka obserwowała każdy ruch Łososiowej Łuski, by na czas zmienić kierunek, w razie gdyby tak postanowił zrobić.
Wiedza dotycząca złamań była dla niej nowa, jeśli nie liczyć znajomości roślin, które pomagały przy nich. Miała co prawda świadomość, że kończyna burego kocura musiała zostać złamana, skoro tak wyglądała, ale nigdy nie pytała go o to, co spowodowało jego kalectwo, bo nie czuła takiej potrzeby. Medyk wyglądał tak od kiedy go po raz pierwszy ujrzała. Poza tym, gdyby chciał o tym mówić, to by prędzej czy później powiedział.
- Nastawić... jak - mruknęła, gdy skończyła pospiesznie powtarzać informacje.
Nie do końca była w stanie wyobrazić sobie takie nastawianie złamanej kończyny, choć orientowała się, że musiało to polegać na zrobieniu tak, by kość powróciła do mniej więcej oryginalnego stanu, na tyle przynajmniej, na ile to było możliwe. Nie widziała jednak złamania na żywo, więc trudno jej było sobie zwizualizować jak musiała wyglądać taka uszkodzona kość.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#59
- Złamana kończyna jest wykrzywiona - odparł mrukliwie przymrużając przy tym powieki. Zrobił dłuższy krok podkulając jednocześnie lewą łapę pod samą pierś, gdy przechodził ponad wystającym korzeniem, który nagle wyrósł mu przed oczami. - Należy ustawić i usztywnić kość. Przywrócić do stanu... fizjologicznego - powiedział, zerkając za siebie, na wystający korzeń. Huh. Zaraz jednak powrócił wzrokiem do Korzennej Łapy, a skoro już się zatrzymał, to mógł posłużyć się własną, niesprawną łapą. Nie czuł w niej wiele, może poza skrajnymi zmianami temperatury i naprawdę mocnym naciskiem. Uniósł lewą kończynę; była lekko wykrzywiona ponad nadgarstkiem, w miejscu dużej, szpetnej blizny pomimo prób medyków, a cały nadgarstek opadał bezwładnie. - Musisz pociągnąć i ustawić kość. Ma tworzyć prostą linię - mruknął, po czym położył swoją uniesioną kończynę na ziemi, przydepnął palce prawą łapą i pociągnął lekko, by w ten sposób pokazać, w jaki sposób zmusić kość do wskoczenia na swoje miejsce. - To trudne dla medyka. Bardzo bolesne dla kota. Może mdleć. Z bólu - dodał po krótkiej chwili namysłu, gdy tak przyglądał się swojej kończynie. Sam poczuł tylko nieprzyjemne naciągnięcie skóry w miejscu blizny i słyszał lekkie strzyknięcie w nadgarstku, jednak w wypadku świeżego złamania ból jest niezwykle silny. Nabrał powietrza w płuca biorąc głębszy wdech i wznowił marsz.
- Mm. Jak pomożesz niedoszłemu topielcowi - odezwał się nagle po kilku minutach milczącego marszu przez las. Podtopienie mogło zdawać się głupim tematem do omawiania biorąc pod uwagę to, że większość kotów z Klanu Rzeki potrafiła pływać i czuła się w wodzie jak ryby... no ale właśnie. Inne koty nie pakowały się do wody tak chętnie, jak rzeczniacy, więc zawsze bezpieczniej było wiedzieć, co zrobić w razie gdyby komuś powinęła się noga. - Ktoś wyłowił go z rzeki. Co dalej.
x
★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
x
LVL 6 190 / 500
MedLVL 8 916 / 1300
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
#60
Księżycowa Łapa starała się rozdzielać uwagę pomiędzy otoczenie, a burego medyka. Było to dla niej trochę trudne, gdy poruszali się między drzewami na niezbyt równym terenie, a jej bardziej zależało na zapamiętaniu informacji. Mimo to dawała z siebie wszystko, a i Łososiowa Łuska nie narzucał szybkiego tempa, toteż udało jej się jeszcze nie potknąć i nie wpaść łapą w jakąś dziurę. Poza tym, spacer w jakimś konkretnym celu(albo przy okazji nauki) zawsze był miłą odmianą. Córka Ubłoconej Mordki nie lubiła włóczyć się bezsensownie po Rzecznych terenach, nawet jeśli ruch nie był jej wrogiem, wręcz przeciwnie.
Terminatorka zatrzymała się zaraz po medyku, nadstawiając uszu.
- Fizjologicznego - mruknęła, zachmurzając się na chwilę. - Czyli... pierwotnego, tak - powiedziała nieco głośniej, przechylając głowę na bok i świdrując spojrzeniem pysk kocura w oczekiwaniu na sprecyzowanie terminu, którego użył.
Wykrzywiony nadgarstek medyka widziała nie po raz pierwszy, ale i tak przyglądała się uważnie jemu jak i przedstawianemu procesowi nastawiania, jak na pilnego ucznia przystało. Brakowało jej tylko zeszytu i długopisu, dzięki którym mogłaby robić notatki. Nastawianie kości wydawało się dość trudne, skoro było tak bolesne dla kota. Wątpiła, by wszystko bezproblemowo wskakiwało na miejsce bez użycia większej siły. Medyk był co prawda jedynym kotem ze złamaną w przeszłości łapą, którego znała, ale na wszelki wypadek lepiej było pewne rzeczy wiedzieć tak czy siak. Kto wie, co mogła zgotować przyszłość. Nawet jeśli kot kotu nie mógł raczej połamać kości, to większy drapieżnik już tak. A taki naprawdę duży - bezproblemowo, prawdopodobnie.
- Gdy kot ze złamaną łapą leży... trzeba przydepnąć i ktoś musi ciągnąć - dodała po kolejnej chwili zastanowienia, stwierdziwszy, że lepiej mieć stuprocentową pewność jak taki zabieg miał wyglądać na faktycznym pacjencie, który niekoniecznie mógł być w stanie się utrzymać na łapach.
Księżyc wznowiła marsz obok medyka i zmarszczyła lekko czoło, zastanawiając się nad kolejnym zagadnieniem, które jej dał. Gdy Czaple Skrzydło próbowała ją skłonić do nauki pływania, używała argumentów związanych z potencjalnymi topiącymi się kotami, które mogłaby dzięki tej umiejętności uratować. Nie wystarczyło to jednak by przemóc awersję terminatorki do zanurzania się w wodzie. Wolała nie tracić gruntu pod łapami i moczyć całego futra, do którego lepiłyby się śmieci, przez co musiałaby czyścić je bardzo długo przed wejściem do Królikarni. Nie wszystkie koty lubiły wodę, i niektóre mogły wpaść do niej przypadkiem. Właśnie dlatego musiała wiedzieć jak, jako medyk, pomóc takim kotom. I do pewnego stopnia samej sobie, gdyby kiedyś zdarzyło jej się podtopić, a Łososiowej Łuski nie byłoby w pobliżu, jednak wolała nie myśleć o takiej sytuacji... dopóki się nie zdarzyła.
- Trzeba pozbyć się wody... z płuc. Jeśli jest - odparła wreszcie. - Zapobiec przeziębieniu. Podać miód. Ogrzać... i oczyścić sierść z wody. Szczególnie w zimne pory - dodała i na tym zakończyła, uznając, że nic więcej nie mogła wymyślić.
Prześlizgnęła wzrokiem po przestrzeni przed sobą, by znów zerknąć na medyka. Mówiła to co jej przyszło do głowy i wydawało się logiczne, czekała jednak na konkretne informacje od niego. Dopowiedzenie czegoś, ewentualnie skorygowanie błędnych informacji. Mimo wszystko nie była pewna czy w Porę Zielonych Liści była konieczność zapobiegania przeziębieniu. Wtedy było ciepło, i koty mogły celowo wchodzić do wody, by się schłodzić. Podobno działało, ale ona nie próbowała.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości