Mistrz: Malinowy Nos
Płeć: kocur
Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*)
Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*)
Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Zmierzch. Ochłodziło się, ale słońce jeszcze pięknie różowiło niebo, cykady nie zaczęły jeszcze swojego koncertu, jednak okolica wydawała się być sennie przyjemna, dokładnie taka, jakiej oczekiwał Sokół. Nie chciał zabierać swego nowego terminatora poza obóz w pełny skwar, nie zamierzał bowiem ciągnąć go później do Szałwii z powodu jakiś problemów i powikłań. Nie chciał go mieć za nic w świecie na sumieniu. Inna sprawa, że zastanawiał się, czy Mak w ogóle zdoła wstać i stawić się na wyznaczonym mu miejscu, czy postanowi znowu gdzieś pospać. Nie wiedział jeszcze dokładnie, jaki jest młody, jak do niego podchodzić, ale jego zachowanie na ceremonii na całe szczęście, przynajmniej na razie, Sokoła raczej rozbawiło, a nie zezłościło. Zastanawiał się jednak, czy nie porozmawiać później z jego rodzicami, by dowiedzieć się czegoś więcej o terminatorze. To zawsze mogło dać jakiś dobry punkt zaczepienia, jakieś miejsce, od którego mógł się odbić i zacząć działać. Postanowił teraz, zgodnie z zaleceniem Maliny, zabrać wszystkich swoich uczniów na granice, pokazać je, wpoić im, że należy je codziennie oznaczać, ale nie przekraczać. Mimo wszystko wierzył, że żadne z nich nie zrobiłoby tego z własnej woli, jednak przypadek Iskierka wskazywał na to, że każdego młodego może spotkać coś nieoczekiwanego. Wtedy Sokół nie wiedział jeszcze o wycieczce syna Zawilcowej Skórki na ziemie Rzeki. Jeszcze nie. Mógł skupić się na zadaniu, jakie postawiła przed nim Malina w postaci Maku, czy raczej Kwitnącej Łapy.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Wręcz odstrasza wyglądem; chorobliwie chudy, z żebrami na wierzchu, nogi praktycznie jak pałeczki, jednak mimo wszystko widać na nich zarys mięśni. Niezbyt przybrał na wadze, futro nadal pozostaje matowe, gładko i równo przylegając do jego ciała; niemalże jakby było przylutowane. Odznacza się na nim każdy szczegół; przebarwienia, brud, gdzieś tam odstający włos; chociaż mimo wszystko Kwitnący stara się o siebie dbać jak najbardziej, aby nie wyglądać jak kocmołuch, chociaż czasami po prostu nie ma na to siły. Chociaż jest jeden wyjątek; Ma dłuższą sierść na pysku, która przypomina ''kozią bródkę'', delikatnie zakręconą do góry. Niebieskie futro, praktycznie podchodzące pod jasnoszary odcień, przez które przechodzą wszelkiego rodzaju o wiele ciemniejsze zakrętasy i zawijasy. Pysk, brzuch oraz górna i dolna część oczu jest koloru beżowego. Ma również dosyć ciemne, oliwkowe oczy, które przy źrenicach podchodzą pod kolor brązowy.
Jest naprawdę strachliwy z mocno wyczuloną strefą prywatną. Ma naprawdę duże kompleksy na własnym punkcie, dlatego czasami stara podbudować sobie morale dosyć sztucznymi gadkami, tylko po to aby zaraz po nich spanikować, chcąc się jak najszybciej ulotnić. Pamiętliwy, praktycznie ciągle obwiniający się za wszystko, przypisujący sobie niezbyt istniejące wady. Chorobliwie wręcz wstydzi się własnej osoby, dlatego z pewnością woli siedzieć w ukryciu, chociaż tutaj pojawia się jedno wielkie zderzenie. Ma w sobie ciągle coś z duszy kociaka; naprawdę lubi podróżować i jest naprawdę ciekawski, o wiele bardziej wyczulony na działania fizyczne, niżeli na słowa, a co z tego wychodzi? Jest również małomówny i prowadzi często konwersacje w własnych myślach, gdyż średnio potrafi faktycznie dobrze i przyjemnie przeprowadzić konwersacje; a to nie pasuje mu to, że ktoś się na niego patrzy, a to coś zbyt głośno zaszeleści i już odłącza się od rozmowy, nie ma. Dosyć zmęczony własnym sobą; własnym ciężarem.
Ringo {NKT}||Kulka;Czekoladka {GK}
Kwitnący jak zwykle spał. Był dzień po ceremonii, zachód słońca. Czy o czymś nie zapomniałeś? Tym razem nie był przy mamie, przy rodzeństwie. Tym razem ulokował się w legowisku terminatorów. Tak jak powiedział mu Węgorz- zajął sobie mech tuż obok niego. W końcu wstał. Lecz czy na czas? Wyszedł z legowiska i obejrzał się. Na niebie nie było już słońca, a temperatura minimalnie spadła. Wtedy sobie przypomniał. Stanął jak wyryty i zrobił wielkie oczy. TRENING!!!!! Wystartował pod wyjście z obozu, zostawiając za sobą chmurę kurzu. Zdyszany podbiegł pod wyznaczone miejsce, ale mistrza tam nie było. Ufff, czyli to on się spóźnia. Makowi ulżyło, ale zrobił się trochę głodny. Nie wiedział co zrobić. Z jednej strony chciał iść po coś do stosu, a z drugiej bał się, że przez ten czas kocur przyjdzie tu i będzie robił mu wyrzuty, że się spóźnia. E tam... Wtedy do terminator obroni się, że był pierwszy. Poszedł szybko do stosu. Pojawił się tuż przed nim i jego oczom ukazał się znajomy kot. To on. Co tu robi? Niebieskiej ofermie przypomniało się, że wczoraj nieznajomy mówił coś o stosie. No tak! To tu miało być spotkanie. Kocurek usiadł i przywitał się tak jakby przybycie tu było celowe.
-Dzień dobry- Powiedział. Nie do końca wiedział co ma zrobić, bo mistrz był o wiele starszy od niego. ''Hej'' byłoby niekulturalne, a ''dzień dobry'' brzmiało jakby Mak był kociakiem, a nie terminatorem. -Pzepaszam za spóźnienie, zaspałem. To się nie powtózy- Powiedział i oblizał grubą łapę. Ciekawe, co będą dziś robić.
Mistrz: Malinowy Nos
Płeć: kocur
Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*)
Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*)
Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Czekał. Widział kocura, kiedy ten jak szaleniec wypadł z legowiska terminatorów i pognał do wyjścia z obozu, na co uniósł nieco rozbawiony brew. Był taki zaspany czy nieuważny? Trudno było to ocenić, ale już teraz Sokół widział, że czekają ich ciekawe dni treningu. Nie wiedział, jak młody terminator będzie sobie radził, ale zakładał, że trzeba będzie włożyć wiele wysiłku w to, by odkrył korzyści płynące z dorosłości i zdobywanych zdolności. I przestał spędzać tak swobodnie i spokojnie czas, uznał czarnofutry wojownik, jednocześnie zastanawiając się, jakie właściwie może przydzielić mu pierwsze zadanie. Uznał ostatecznie, że posłanie go z porannym patrolem nie będzie takie złe, wybierze ten wędrujący najbliżej wewnętrznych granic Klanu, tam nie powinno spotkać go nic złego, tym bardziej, że teraz zamierzał mu je pokazać i nauczyć, co trzeba z nimi robić i jak postępować, gdy zobaczy się kogoś obcego.
- Kwitnący – odpowiedział w formie powitania uśmiechając się nieco krzywo, jak miał w zwyczaju, a następnie się podniósł i nieco przeciągnął. – Wychodzimy. Zgodnie z wolą Malinowej Gwiazdy dowiesz się dzisiaj całkiem sporo o granicach naszego Klanu i zasadach, jakie na nich panują. Jakieś pytania zanim wyruszymy? – dodał jeszcze spoglądając z wysoka na terminatora i dochodząc do wniosku, że lepiej będzie wszystko wyjaśnić sobie raz a porządnie.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Wręcz odstrasza wyglądem; chorobliwie chudy, z żebrami na wierzchu, nogi praktycznie jak pałeczki, jednak mimo wszystko widać na nich zarys mięśni. Niezbyt przybrał na wadze, futro nadal pozostaje matowe, gładko i równo przylegając do jego ciała; niemalże jakby było przylutowane. Odznacza się na nim każdy szczegół; przebarwienia, brud, gdzieś tam odstający włos; chociaż mimo wszystko Kwitnący stara się o siebie dbać jak najbardziej, aby nie wyglądać jak kocmołuch, chociaż czasami po prostu nie ma na to siły. Chociaż jest jeden wyjątek; Ma dłuższą sierść na pysku, która przypomina ''kozią bródkę'', delikatnie zakręconą do góry. Niebieskie futro, praktycznie podchodzące pod jasnoszary odcień, przez które przechodzą wszelkiego rodzaju o wiele ciemniejsze zakrętasy i zawijasy. Pysk, brzuch oraz górna i dolna część oczu jest koloru beżowego. Ma również dosyć ciemne, oliwkowe oczy, które przy źrenicach podchodzą pod kolor brązowy.
Jest naprawdę strachliwy z mocno wyczuloną strefą prywatną. Ma naprawdę duże kompleksy na własnym punkcie, dlatego czasami stara podbudować sobie morale dosyć sztucznymi gadkami, tylko po to aby zaraz po nich spanikować, chcąc się jak najszybciej ulotnić. Pamiętliwy, praktycznie ciągle obwiniający się za wszystko, przypisujący sobie niezbyt istniejące wady. Chorobliwie wręcz wstydzi się własnej osoby, dlatego z pewnością woli siedzieć w ukryciu, chociaż tutaj pojawia się jedno wielkie zderzenie. Ma w sobie ciągle coś z duszy kociaka; naprawdę lubi podróżować i jest naprawdę ciekawski, o wiele bardziej wyczulony na działania fizyczne, niżeli na słowa, a co z tego wychodzi? Jest również małomówny i prowadzi często konwersacje w własnych myślach, gdyż średnio potrafi faktycznie dobrze i przyjemnie przeprowadzić konwersacje; a to nie pasuje mu to, że ktoś się na niego patrzy, a to coś zbyt głośno zaszeleści i już odłącza się od rozmowy, nie ma. Dosyć zmęczony własnym sobą; własnym ciężarem.
Ringo {NKT}||Kulka;Czekoladka {GK}
Kocurek czekał na odpowiedź starszego. W między czasie przyglądał się zwierzynie. Tak go przyciągała zapachem. Słyszał jak go wołała do siebie. Aby coś wziął i zatopił w tym zęby. Wyobraził sobie jak pierwszy kęs wpada mu do żołądka, a on czuje w ustach przepyszny smak. Ślinka aż mu ciekła. Wyrwał go z przemyśleń nieznajomy.
-Maku- poprawił go i zaczął intensywnie myśleć nad tym, czemu wszyscy mówią na niego Kwitnący. On wolał jak mówili Mak. Przyzwyczaił się. Ciężko mu będzie z tym nowym. Na szczęście tylko nieliczni mają zaszczyt mówić do niego imieniem kociaka. Ci, których lubi lub którym ufa. -A nie będzie tam małych dwunogów? Poza obozem w sensie.- Zapytał z lekkim niepokojem widocznym w oczach. Pamiętał rozmowę o dwunogach z Fiołkiem. Wojownik powiedział, że na terenach klanów ich nie ma, ale co jeżeli by się pojawili? Czy trzeba wznieść budowę fortu? Małe dwunogi terminator uważał za bardziej niebezpieczne, bo tam gdzie są one, są też duzi. To się równa podwójne niebezpieczeństwo. Podobno maluchy krzyczą, piszczą i w ogóle. Oczywiście kocięta też tak robią, ale nie aż tak głośno.
-Tak... Jak ci na imie?- Gdyby nie miał futra, to byłoby widać jego rumieńce wstydu. Głupio pytać o imię mistrza, ale było to konieczne, bo oferma oczywiście zasnęła na ceremonii i nie usłyszała nic. Kompletnie. Nawet nie wiedział, czy ktokolwiek z jego rodzeństwa się na niej pojawił. Do wulkanu z nim!
Młody ciężko podniósł swój gruby tyłek i wstał, gotowy na przygodę. No dalej! Chodźmy już. Z jednej strony się cieszył, że idzie,, a z drugiej lekko obawiał. Co będzie jeżeli coś ich zaatakuje? Jeden kot nie obroni dwóch. Co prawda Mak ostatnio już walczył z Iskierkiem, ale wtedy przegrał. Do tego ze swoją masą nie ma szans na zabicie kuny. Może ją w sumie przygnieść i udusić. Ale czy to tak działa?
Mistrz: Malinowy Nos
Płeć: kocur
Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*)
Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*)
Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Maku. Kolejny młody terminator, który wolał swoje kocięce imię. Sokołowi było w gruncie rzeczy wszystko jedno, jak będzie go nazywał, mógł nawet wołać na niego po prostu: ej ty, ale nie zamierzał tego jakoś szczególnie komentować, czy podkreślać. Uważał, że w dużej mierze może to być również kaprys młodości, sam miewał podobne, toteż nie szukał dziury w całym. Poza tym - mieli spędzić pół dnia na dyskutowaniu na temat tego, dlaczego trzeba teraz używać starszego imienia i czemu nie wypada mówić o sobie, jakby się było kociakiem? Inna sprawa, że dla Sokoła imię Maku było faktycznie mało, cóż, atrakcyjne, w końcu jaki kocur chciałby się nazywać Kwitnącym? On na pewno nie.
- Nie. Nie sądzę, nie spotkałem tutaj ani jednego Dwunoga od kiedy się przenieśliśmy, nie mają tutaj raczej czego szukać. Jeśli jakiś pojawi się zesłany przez koty z Ciemnego Lasu, po prostu schowamy się i pozwolimy mu odejść - stwierdził uznając, że obawy młodego są co najmniej ciekawe. Zdaje się, że żaden terminator jeszcze nigdy nie wyskoczył z czymś takim, a co za tym idzie, Mak stanowił swoisty specyficzny okaz. Nie tylko przez spanie. I nie tylko przez kompletny brak świadomości, z kim właściwie rozmawia.
- Sokoli Cień - rzucił więc jego mistrz wychodząc poza obóz. Dziwiło go to, że przez tak długi czas, jaki minął od jego ceremonii do kolejnego wieczoru nie zdążył się zorientować co w trawie piszczy, ale widać to była jego kolejna cecha charakterystyczna. - Pójdziemy teraz przez Wyjące Wzgórza, gdzie będziemy w większości trenować, do Samotnych Jodeł, aż nad samą granicę. Przejdziemy do Kamiennej Przełęczy i skierujemy się pod granice wszystkich Klanów. W międzyczasie możesz zadawać pytania, a ja przedstawię ci teorię dotyczącą polowania, żebyś szybko mógł przejść do praktyki - dodał jeszcze w stronę kocurka zastanawiając się, czy ten za nim nadąży, ale trzeba było jak najszybciej zacząć uczyć go, że terminator nie tylko ma obowiązki, ale musi również posiadać znośną kondycję i zapas sił.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Wręcz odstrasza wyglądem; chorobliwie chudy, z żebrami na wierzchu, nogi praktycznie jak pałeczki, jednak mimo wszystko widać na nich zarys mięśni. Niezbyt przybrał na wadze, futro nadal pozostaje matowe, gładko i równo przylegając do jego ciała; niemalże jakby było przylutowane. Odznacza się na nim każdy szczegół; przebarwienia, brud, gdzieś tam odstający włos; chociaż mimo wszystko Kwitnący stara się o siebie dbać jak najbardziej, aby nie wyglądać jak kocmołuch, chociaż czasami po prostu nie ma na to siły. Chociaż jest jeden wyjątek; Ma dłuższą sierść na pysku, która przypomina ''kozią bródkę'', delikatnie zakręconą do góry. Niebieskie futro, praktycznie podchodzące pod jasnoszary odcień, przez które przechodzą wszelkiego rodzaju o wiele ciemniejsze zakrętasy i zawijasy. Pysk, brzuch oraz górna i dolna część oczu jest koloru beżowego. Ma również dosyć ciemne, oliwkowe oczy, które przy źrenicach podchodzą pod kolor brązowy.
Jest naprawdę strachliwy z mocno wyczuloną strefą prywatną. Ma naprawdę duże kompleksy na własnym punkcie, dlatego czasami stara podbudować sobie morale dosyć sztucznymi gadkami, tylko po to aby zaraz po nich spanikować, chcąc się jak najszybciej ulotnić. Pamiętliwy, praktycznie ciągle obwiniający się za wszystko, przypisujący sobie niezbyt istniejące wady. Chorobliwie wręcz wstydzi się własnej osoby, dlatego z pewnością woli siedzieć w ukryciu, chociaż tutaj pojawia się jedno wielkie zderzenie. Ma w sobie ciągle coś z duszy kociaka; naprawdę lubi podróżować i jest naprawdę ciekawski, o wiele bardziej wyczulony na działania fizyczne, niżeli na słowa, a co z tego wychodzi? Jest również małomówny i prowadzi często konwersacje w własnych myślach, gdyż średnio potrafi faktycznie dobrze i przyjemnie przeprowadzić konwersacje; a to nie pasuje mu to, że ktoś się na niego patrzy, a to coś zbyt głośno zaszeleści i już odłącza się od rozmowy, nie ma. Dosyć zmęczony własnym sobą; własnym ciężarem.
Ringo {NKT}||Kulka;Czekoladka {GK}
-Cooo... To ten Ciemny Las napawdę istnieje?! Ja myślałem, że to tylko kłamstwo wymyślone pzez Lawendę.- Powiedział pierwsze zdanie normalnym tonem, a drugie wyszeptał, tak jakby chciał słyszeć je tylko on sam. Był pewny, że Ciemny Las nie istnieje, bo przecież niebo jest jasne, a do tego niebieskie. Ciemny kojarzyło mu się z czarnym lub szarym, ale nie błękitnym. Chyba, że ten las jest tylko w nocy. To by się zgadzało, bo wtedy barwa nieba zmienia się w granatową, a wręcz w czerń. Rozmyślanie nad tą bardzo ważną jak dla niego sprawą, przerwał mu mistrz, który podał swoje imię. Sokoli Cień. Okej, zapamiętane. Imię nie było jakieś specjalnie skomplikowane i długie. To wychodziło na plus, bo młody nie umie w pamięć. Lepiej radzi sobie z... Z niczym. Taa, nie ważne.
-Czy do polowania jest potzebne szybkie bieganie? Takie badzo, badzo szybkie?- Zapytał i skierował wzrok na swoje grube ciałko. Nie wyobrażał sobie jak mógłby biegać z takimi fałdami skórnymi. Śmiesznie by to wyglądało. Chociaż niech biega, przynajmniej schudnie, a to mu się bardzo przyda. Cóż... Nie należy do najchudszych. Gdyby miał długie futro, to może inni pomyśleliby, że to przez to, ale niestety matka natura obdarzyła go krótkim. Trzeba było tyle nie żreć.
Powiedzmy jeszcze coś o polowaniu. Sama myśl o tym, że pojawi się praktyka, a nie sama teoria przyprawiała go o dreszcze. Może to dziwne, bo w sumie nie wiadomo czemu to się dzieje. Niebieska oferma po prostu wstydziła się, że zrobi coś źle i mistrz będzie uważał go do końca życia za nic nie umiejącego kocura. No te przypuszczenia dlatego, że młody nie umie spadać na cztery łapy, co już jest dziwne... No zobaczymy jak to się potoczy. Może nie będzie tak źle.
Mistrz: Malinowy Nos
Płeć: kocur
Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*)
Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*)
Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
- Istnieje - odparł unosząc lekko brew, jakby zdziwiony tym, że Mak nie wiedział tak oczywistej rzeczy. Odnosił również wrażenie, że młodsze pokolenia przeżywają jakieś swoiste kryzysy wiary i uważają, że Gwiezdnego Klanu nie ma. Być może powinni byli uczestniczyć w ceremonii, kiedy bez dwóch zdań przodkowie dali o sobie znać, a może powinni być nawiedzani przez swoich krewnych już od najmłodszych lat, by mieć przekonanie o ich istnieniu. Nie żeby Sokół był jakiś głęboko wierzący, żeby stawiał na pierwszym miejscu Gwiezdny Klan, ale mimo wszystko doceniał ich opiekę i znaki, jakie im dawali. Tym bardziej wierzył święcie w istnienie Miejsca Gdzie Brak Gwiazd. - Ciemny Las to miejsce wiecznego osamotnienia, ciszy i ciemności, z której nie da się uwolnić. Skoro słyszałeś o tym miejscu, na pewno wiesz, jak i za co można się tam znaleźć, prawda?
Wyszli. Sokół kierował się spokojnie we wskazanym kierunku, nie pędził jakoś przesadnie, ale nie wlókł się również, bo mieli przed sobą jeszcze całkiem sporo zadań jak na to spotkanie. Inna kwestia, że Makowi przydałoby się wyraźnie wyrobić sobie nieco mięśni, bo na razie był wciąż puchatą i pulchną kulką. Z całą pewnością jednak jeśli przyjdzie mu chadzać na polowania i dalekie patrole jakoś się wyrobi, a przynajmniej w to właśnie wierzył Sokół. Musiał się w jakimś stopniu dostosować do ucznia, ale nie zamierał również przesadzać niepotrzebnie na korzyść terminatora.
- Czasami. Ważniejsza jest umiejętność skradania się i zachowania ciszy, a także zręczność. Ewentualnie siła. Szybko biegać musisz umieć, jeśli zwierzyna bierze łapy za pas i trzeba ją ścigać - odparł, gdy wyszli spomiędzy krzewów, jednocześnie zastanawiając się, czy taka odpowiedź będzie odpowiadała Makowi i czy zrozumie w pełni to, co Sokół chce mu przekazać. Obudził się już? - Słyszałeś cokolwiek o zasadach polowania?
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Wręcz odstrasza wyglądem; chorobliwie chudy, z żebrami na wierzchu, nogi praktycznie jak pałeczki, jednak mimo wszystko widać na nich zarys mięśni. Niezbyt przybrał na wadze, futro nadal pozostaje matowe, gładko i równo przylegając do jego ciała; niemalże jakby było przylutowane. Odznacza się na nim każdy szczegół; przebarwienia, brud, gdzieś tam odstający włos; chociaż mimo wszystko Kwitnący stara się o siebie dbać jak najbardziej, aby nie wyglądać jak kocmołuch, chociaż czasami po prostu nie ma na to siły. Chociaż jest jeden wyjątek; Ma dłuższą sierść na pysku, która przypomina ''kozią bródkę'', delikatnie zakręconą do góry. Niebieskie futro, praktycznie podchodzące pod jasnoszary odcień, przez które przechodzą wszelkiego rodzaju o wiele ciemniejsze zakrętasy i zawijasy. Pysk, brzuch oraz górna i dolna część oczu jest koloru beżowego. Ma również dosyć ciemne, oliwkowe oczy, które przy źrenicach podchodzą pod kolor brązowy.
Jest naprawdę strachliwy z mocno wyczuloną strefą prywatną. Ma naprawdę duże kompleksy na własnym punkcie, dlatego czasami stara podbudować sobie morale dosyć sztucznymi gadkami, tylko po to aby zaraz po nich spanikować, chcąc się jak najszybciej ulotnić. Pamiętliwy, praktycznie ciągle obwiniający się za wszystko, przypisujący sobie niezbyt istniejące wady. Chorobliwie wręcz wstydzi się własnej osoby, dlatego z pewnością woli siedzieć w ukryciu, chociaż tutaj pojawia się jedno wielkie zderzenie. Ma w sobie ciągle coś z duszy kociaka; naprawdę lubi podróżować i jest naprawdę ciekawski, o wiele bardziej wyczulony na działania fizyczne, niżeli na słowa, a co z tego wychodzi? Jest również małomówny i prowadzi często konwersacje w własnych myślach, gdyż średnio potrafi faktycznie dobrze i przyjemnie przeprowadzić konwersacje; a to nie pasuje mu to, że ktoś się na niego patrzy, a to coś zbyt głośno zaszeleści i już odłącza się od rozmowy, nie ma. Dosyć zmęczony własnym sobą; własnym ciężarem.
Ringo {NKT}||Kulka;Czekoladka {GK}
Zmarszczył brwi kiedy usłyszał, że Ciemny Las istnieje. Lekko się zdziwił. No, ale skoro istnieje, to nie da się tego zmienić. Da się za to zmienić Maka. Przynajmniej można próbować, bo on jeżeli nie zobaczy nie uwierzy. Dobra, może i udałoby się bez pokazywania mu gwiezdnego, ale musiałby się do tego przyczynić dużo kotów. Kiedy zobaczy, że jest w mniejszości i nie ma racji, to na pewno zmieni zdanie. Ewentualnie można go przekupić, chociaż to raczej nie przejdzie.
-Wiem co to. Lawendowa Łapa mówiła mi na naukach. Tak... Idzie się tam jak się nie wierzy w Gwiezdny Klan.- Odpowiedział. Jakoś bardzo się nie przejmował tym, że po śmierci tam trafi. Ma jeszcze dużo czasu, aby się zmienić. Ciekawe czy gwiezdni by go przyjęli, jakby w ostatni dzień życia zacząłby wierzyć. Pewnie nie, ale tego nie wie nikt.
Wyszli z obozu. Niebieski szedł spokojnie za swoim mistrzem. Cieszył się, że nie idą za szybko. Ciekawiło go, czy do ich celu jest bardzo daleko, czy może zwykłe daleko. Wiedział, że zmęczy się, ale się nie przyzna. Musi schudnąć jak najszybciej. Chce tego, ponieważ inaczej niczego nie upoluje plus z taką masą nie ma szans na szybkie bieganie. Nie żeby mu się chciało albo coś.
-Okej... Siły dużo co pawda nie mam, ale chyba sobie poadze.- Westchnął spuszczając wzrok. Gdyby mógł cofnąć czas, to pewnie by to zrobił. Najlepiej do momentu, kiedy się urodził. Wtedy ograniczyłby jedzenie i więcej by wychodził z kociarni oraz biegał. -Nie. Wiem tylko, że tzeba pod wiat, aby zwiezyna nie wyczuła zapachu.- Powiedział niepewnie. Kiedyś tata mu o tym mówił. Nie do konca był pewny, czy to było tak, czy może coś przekręcił. Wydawało mu się, że wszystko jest dobrze.
Mistrz: Malinowy Nos
Płeć: kocur
Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*)
Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*)
Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
- Powiedzmy - odparł na to jego mistrz czując, że musi koniecznie rozwiać pewne wątpliwości, jakie wyraźnie żywił Mak. Poza tym należało rozbudować wypowiedź Lawendy, żeby młody przypadkiem nie popadł w błędne przeświadczenie, że wystarczy wierzyć w Gwiezdny Klan, by trafić na Srebrną Skórkę. Aż tak dobrze też nie było, bo w innym wypadku nie istniałby w końcu Ciemny Las. - Do Miejsca Gdzie Brak Gwiazd trafia się za łamanie Kodeksu Wojownika tak skrajne, że aż niegodne żadnego żyjącego kota. Za zabójstwa, za zdrady, za czyny jakich pewnie nie umiesz sobie jeszcze wyobrazić - stwierdził dość burkliwie, jak miał to w zwyczaju, jednak w jego głosie nie dało się wyczuć żadnego poruszenia. Ot, stwierdzał po prostu fakty, których nie dało się w żaden sposób pominąć.
Szli. Obserwował przy okazji ucznia oceniając jego siły i dalsze możliwości, jednocześnie jednak miał przeświadczenie, że zrobi lepiej, jeśli zabierze go dalej i naprawdę zmęczy, a nie będzie pobłażał mu od pierwszego dnia. Mak miał zostać wojownikiem, nie mógł więc łamać się jak gałązka na silniejszym wietrze, to nie doprowadziłoby ich w żadne miejsce. W treningu zaś chodziło o coś innego.
- Ćwicz - rzucił bezbarwnie wojownik, nim przeszedł do dalszej wypowiedzi. - A co według ciebie jest ważne, gdy podchodzi się zwierzynę - dodał sprawdzając, czy kocur woli, gdy mu się wszystko opowiada, czy może jest skłonny do własnych rozmyślań i dywagacji. Taka wiedza na pewno ułatwi im dalszą pracę.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Wręcz odstrasza wyglądem; chorobliwie chudy, z żebrami na wierzchu, nogi praktycznie jak pałeczki, jednak mimo wszystko widać na nich zarys mięśni. Niezbyt przybrał na wadze, futro nadal pozostaje matowe, gładko i równo przylegając do jego ciała; niemalże jakby było przylutowane. Odznacza się na nim każdy szczegół; przebarwienia, brud, gdzieś tam odstający włos; chociaż mimo wszystko Kwitnący stara się o siebie dbać jak najbardziej, aby nie wyglądać jak kocmołuch, chociaż czasami po prostu nie ma na to siły. Chociaż jest jeden wyjątek; Ma dłuższą sierść na pysku, która przypomina ''kozią bródkę'', delikatnie zakręconą do góry. Niebieskie futro, praktycznie podchodzące pod jasnoszary odcień, przez które przechodzą wszelkiego rodzaju o wiele ciemniejsze zakrętasy i zawijasy. Pysk, brzuch oraz górna i dolna część oczu jest koloru beżowego. Ma również dosyć ciemne, oliwkowe oczy, które przy źrenicach podchodzą pod kolor brązowy.
Jest naprawdę strachliwy z mocno wyczuloną strefą prywatną. Ma naprawdę duże kompleksy na własnym punkcie, dlatego czasami stara podbudować sobie morale dosyć sztucznymi gadkami, tylko po to aby zaraz po nich spanikować, chcąc się jak najszybciej ulotnić. Pamiętliwy, praktycznie ciągle obwiniający się za wszystko, przypisujący sobie niezbyt istniejące wady. Chorobliwie wręcz wstydzi się własnej osoby, dlatego z pewnością woli siedzieć w ukryciu, chociaż tutaj pojawia się jedno wielkie zderzenie. Ma w sobie ciągle coś z duszy kociaka; naprawdę lubi podróżować i jest naprawdę ciekawski, o wiele bardziej wyczulony na działania fizyczne, niżeli na słowa, a co z tego wychodzi? Jest również małomówny i prowadzi często konwersacje w własnych myślach, gdyż średnio potrafi faktycznie dobrze i przyjemnie przeprowadzić konwersacje; a to nie pasuje mu to, że ktoś się na niego patrzy, a to coś zbyt głośno zaszeleści i już odłącza się od rozmowy, nie ma. Dosyć zmęczony własnym sobą; własnym ciężarem.
Ringo {NKT}||Kulka;Czekoladka {GK}
-Czyli jak jakiś kot nie wiezy w Gwiezdny Klan, a pzestzega kodeksu wojownika, nie zabija, ani nic innego, co jest złe to pójdzie do Ciemnego Lasu czy nie?- To wszystko wydawało mu się coraz bardziej pokręcone. Do tej pory myślał, że wystarczy nie wierzyć w gwiezdnych i tyle, a tu taka niespodzianka. Może i Lawenda mówiła mu o tym, a on po prostu zapomniał, co jest w jego przypadku bardzo prawdopodobne.
Kiedy tak szli, kątem oka, niebieski widział, że mistrz go obserwuje. Nie wiedział, czy robi coś źle albo po prostu za wolno idzie. Gdy był pewny, że jest obserwowany na sto procent, przyśpieszył trochę, aby wzrok Sokolego powędrował gdzieś indziej, byleby nie na niego.
-Cisza, aby zwieze nas nie usłyszało. I tzeba zobić tak, aby nas nie widziało.- Pomyślał chwilę i rzucił taka odpowiedź. Nie do końca był pewny, czy o to chodziło dymnemu, czy może o co innego. On zrozumiał to tak. Najwyżej potem się poprawi.
Mistrz: Malinowy Nos
Płeć: kocur
Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*)
Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*)
Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
- Może. Obawiam się, że nie mam odpowiedzi na takie pytania, o tym powinieneś porozmawiać z Szałwią albo innym kotem, który jest blisko Gwiezdnych – powiedział po chwili milczenia zastanawiając się nad tym, o czym mówił Mak. Dla Sokoła sprawa była prosta – przodkowie istnieli, miał świadomość ich obecności, wierzył, że jego rodzice znajdują się razem w bezpiecznym miejscu i gdy nadejdzie czas po prostu się po niego zjawią. Z drugiej jednak strony, czy gdyby nie wierzył, ale był dobrym kotem, nikogo nie krzywdził i dbał o innych po prostu przestałby istnieć? Czy koty, które nie żyły w Klanach naprawdę odchodziły ostatecznie i bez możliwości odwołania od tej decyzji? Gdzieś tam, w jego twardym sercu, takie spojrzenie na Gwiezdny Klan było nie do zaakceptowania i kłóciło się z jego poglądami na życie i wszystko to, co z nim związane.
- Tylko? A jak chcesz zachować ciszę i doprowadzić do tego, żeby cię nie zobaczyło? Jakieś pomysły? – rzucił więc na to spokojnie Sokół, ale jeśli jego uczeń myślał, że przyspieszając kroku opędzi się od spojrzeń mistrza to zdecydowanie się mylił. Kocur przyglądał się, oceniał, analizował, bo chciał wiedzieć, jakim typem kota jest Mak, jak będzie podchodził do treningu i od czego warto zacząć, skoro już przyszła pora na jego edukację. W końcu nie wszystko mogło być takie samo, treningi się od siebie różniły, bo różniły się od siebie również koty, co w gruncie rzeczy było kwestią właściwie oczywistą. Nie wszyscy jednak to dostrzegali i z tego powodu robił się potem straszliwy bałagan.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Wręcz odstrasza wyglądem; chorobliwie chudy, z żebrami na wierzchu, nogi praktycznie jak pałeczki, jednak mimo wszystko widać na nich zarys mięśni. Niezbyt przybrał na wadze, futro nadal pozostaje matowe, gładko i równo przylegając do jego ciała; niemalże jakby było przylutowane. Odznacza się na nim każdy szczegół; przebarwienia, brud, gdzieś tam odstający włos; chociaż mimo wszystko Kwitnący stara się o siebie dbać jak najbardziej, aby nie wyglądać jak kocmołuch, chociaż czasami po prostu nie ma na to siły. Chociaż jest jeden wyjątek; Ma dłuższą sierść na pysku, która przypomina ''kozią bródkę'', delikatnie zakręconą do góry. Niebieskie futro, praktycznie podchodzące pod jasnoszary odcień, przez które przechodzą wszelkiego rodzaju o wiele ciemniejsze zakrętasy i zawijasy. Pysk, brzuch oraz górna i dolna część oczu jest koloru beżowego. Ma również dosyć ciemne, oliwkowe oczy, które przy źrenicach podchodzą pod kolor brązowy.
Jest naprawdę strachliwy z mocno wyczuloną strefą prywatną. Ma naprawdę duże kompleksy na własnym punkcie, dlatego czasami stara podbudować sobie morale dosyć sztucznymi gadkami, tylko po to aby zaraz po nich spanikować, chcąc się jak najszybciej ulotnić. Pamiętliwy, praktycznie ciągle obwiniający się za wszystko, przypisujący sobie niezbyt istniejące wady. Chorobliwie wręcz wstydzi się własnej osoby, dlatego z pewnością woli siedzieć w ukryciu, chociaż tutaj pojawia się jedno wielkie zderzenie. Ma w sobie ciągle coś z duszy kociaka; naprawdę lubi podróżować i jest naprawdę ciekawski, o wiele bardziej wyczulony na działania fizyczne, niżeli na słowa, a co z tego wychodzi? Jest również małomówny i prowadzi często konwersacje w własnych myślach, gdyż średnio potrafi faktycznie dobrze i przyjemnie przeprowadzić konwersacje; a to nie pasuje mu to, że ktoś się na niego patrzy, a to coś zbyt głośno zaszeleści i już odłącza się od rozmowy, nie ma. Dosyć zmęczony własnym sobą; własnym ciężarem.
Ringo {NKT}||Kulka;Czekoladka {GK}
***
Wyzdrowiał, więc mógł wrócić do swoich obowiązków jak każdy inny terminator. Był niemalże pewien, że jego matka powiadomiła Sokolego Cienia o tym, że jego ''super terminator'' wyzdrowiał i jest w dobrej formie aby kontynuować trening. On sam niezbyt chciał wrócić do trenowania. Bał się, że poznawanie wszystkiego prawie od podstaw niemalże go zawali nie pozwalając mu normalnie uczęszczać w życiu klanu jak za bycia kociakiem, chociaż to tylko stek bzdur. Każdy musiał przejść taki trening - mama, tata, siostra, brat, babcia, dziadek... Musieli to zrobić, aby przydać się klanowi. Cicho westchnął wychodząc z legowiska terminatorów i jak zwykle niepewnym krokiem ruszył na ''podróż''. Dobrze pamiętał pierwsze spotkanie ze swoim mistrzem - przy stosie zwierzyny. Nie była to w jakiś sposób wykończająca wycieczka, która nawet z leszcza potrafiłaby zrobić lekkoatletę z wyrobionymi nogami - normalna króciutka trasa. Usiadł przy stosie, lekko strzygąc uszami. Czy czasem jego matka nie powiedziała zastępcy przywódcy o tym, że jest zdrowy? Czy jest zbyt wcześnie? Nie zdziwiłby się gdyby faktycznie zrobił coś źle. Ale lepiej niczego nie kombinować i w spokoju usiąść na tyłku, czekając na czarnego kocura.
//sorki za gniot jakbym coś pomyliła napisała to pw
Mistrz: Malinowy Nos
Płeć: kocur
Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*)
Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*)
Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Powiedziała. Zwinna przyszła do niego, kiedy tylko okazało się, że jej potomek jest już zdolny do dalszego funkcjonowania w Klanie, że może ruszać ponownie na przód, że nie jest już skazany na leżenie w lecznicy. Sokół przyjął tę wiadomość spokojnie, odnotowując jedynie w pamięci, że będzie musiał na nowo ustawić treningi wszystkich swoich terminatorów. Na całe szczęście właśnie dobiegała końca edukacja Zaśnieżonej Łapy, dzięki czemu kocur zyskiwał nieco czasu dla pozostałych uczniów. Jasny również posuwał się na przód, a co za tym szło, zbliżał się do dnia zostania wojownikiem. Sokół był zadowolony z takiego stanu rzeczy, ale wewnętrznie czuł się jakby zmęczony, potrzebował chyba czegoś innego, czegoś dodatkowego, Pora Nagich Drzew wyraźnie go przytłoczyła, a kocur musiał koniecznie jak najprędzej odbić się od dna, by ruszyć przed siebie. Tak czy inaczej wiedział już, że powinien spotkać się ze swym chorowitym terminatorem, nic zatem dziwnego, że gdy spostrzegł go przy stosie zwierzyny, ruszył ku niemu.
- Kwitnący - powitał krótko terminatora, a następnie usiadł przed nim. - Słyszałem, że masz się lepiej. Czy jesteś gotów podjąć na nowo trening? - zapytał przyglądając mu się i starając się ocenić jego stan. Nie był jednak medykiem, toteż trudno było mu zdecydować, czy na pewno wszystko z nim w porządku. Wizualnie prezentował się całkiem poprawnie, pytaniem pozostawało jednak, czy był na siłach biegać po terytorium Klanu Wichru, uczyć się nowych rzeczy, polować, walczyć, wspinać się i pływać, czy cokolwiek przyjdzie mu do głowy. Sam musiał udzielić odpowiedzi swemu mistrzowi, Sokół mógł jedynie skonsultować to z Lśniącą.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Wręcz odstrasza wyglądem; chorobliwie chudy, z żebrami na wierzchu, nogi praktycznie jak pałeczki, jednak mimo wszystko widać na nich zarys mięśni. Niezbyt przybrał na wadze, futro nadal pozostaje matowe, gładko i równo przylegając do jego ciała; niemalże jakby było przylutowane. Odznacza się na nim każdy szczegół; przebarwienia, brud, gdzieś tam odstający włos; chociaż mimo wszystko Kwitnący stara się o siebie dbać jak najbardziej, aby nie wyglądać jak kocmołuch, chociaż czasami po prostu nie ma na to siły. Chociaż jest jeden wyjątek; Ma dłuższą sierść na pysku, która przypomina ''kozią bródkę'', delikatnie zakręconą do góry. Niebieskie futro, praktycznie podchodzące pod jasnoszary odcień, przez które przechodzą wszelkiego rodzaju o wiele ciemniejsze zakrętasy i zawijasy. Pysk, brzuch oraz górna i dolna część oczu jest koloru beżowego. Ma również dosyć ciemne, oliwkowe oczy, które przy źrenicach podchodzą pod kolor brązowy.
Jest naprawdę strachliwy z mocno wyczuloną strefą prywatną. Ma naprawdę duże kompleksy na własnym punkcie, dlatego czasami stara podbudować sobie morale dosyć sztucznymi gadkami, tylko po to aby zaraz po nich spanikować, chcąc się jak najszybciej ulotnić. Pamiętliwy, praktycznie ciągle obwiniający się za wszystko, przypisujący sobie niezbyt istniejące wady. Chorobliwie wręcz wstydzi się własnej osoby, dlatego z pewnością woli siedzieć w ukryciu, chociaż tutaj pojawia się jedno wielkie zderzenie. Ma w sobie ciągle coś z duszy kociaka; naprawdę lubi podróżować i jest naprawdę ciekawski, o wiele bardziej wyczulony na działania fizyczne, niżeli na słowa, a co z tego wychodzi? Jest również małomówny i prowadzi często konwersacje w własnych myślach, gdyż średnio potrafi faktycznie dobrze i przyjemnie przeprowadzić konwersacje; a to nie pasuje mu to, że ktoś się na niego patrzy, a to coś zbyt głośno zaszeleści i już odłącza się od rozmowy, nie ma. Dosyć zmęczony własnym sobą; własnym ciężarem.
Ringo {NKT}||Kulka;Czekoladka {GK}
- Sokoli cień - mruknął krótko na powitanie, z szacunkiem pochylając głowę. Miał się lepiej, fakt. Mógł spokojnie sobie chodzić po obozie, siedzieć z dala od zapachu ziół i nie być co chwila karconym za to, że wychyla łeb poza lecznice. Podniósł się z ziemi, otrzepując futro. Nie było to co prawda dosyć energiczne, ale chociaż nie siedział jak święta krowa i nie czekał na cud.
- Zwarty i gotowy - rzucił krótko, próbując zażartować i uniósł kącik ust. Tylko teraz pytanie, czy jego mistrz jest również gotowy? To pytanie postanowił zostawić dla siebie, wyjdzie w praniu. Rozluźnił się, unosząc ogon do góry. Nareszcie trening. Chciał zobaczyć jak faktycznie na nim jest; bez owijania w bawełnę, normalnie na żywo. Nie musi słuchać opowieści innych o tym, jak bardzo mają wspaniałego mistrza, albo ile zwierzyny przynieśli do obozu, teraz mógł nawet sam tego spróbować.
- Z czym lecimy na początek? Musimy chyba dokończyć zwiedzanie granic - przejął inicjatywne, dosyć zestresowany. Co jeśli coś palnie głupiego? Niech spróbuje się wykazać czymś innym, chociaż w tym przypadku ''mistrzowanie mistrzowi'' nie było zbyt dobre, podobnie jak układanie planu treningu. Przecież to nie on ma tutaj człon ''cień'' i nie ma rangi zastępcy.
Mistrz: Malinowy Nos
Płeć: kocur
Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*)
Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*)
Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
- Dobrze - mruknął burkliwie wojownik przyglądając się swojemu terminatorowi z nieskrywaną uwagą. Oceniał mimowolnie jego możliwości, przyglądał się temu, z jaką energią się porusza, czy aby na pewno da radę dotrzeć do granic i ostatecznie uznał, że na razie należy mu się bliższy spacer, dookoła obozu, po tych ziemiach, które nie były zanadto oddalone od bezpiecznych legowisk. Co by nie mówić - kocur nie zamierzał posyłać terminatora po pierwszym dniu wznowionego treningu, byłoby to z jego strony całkowitym szaleństwem i brakiem jakiegokolwiek rozsądku.
- Nie - powiedział całkiem spokojnie odnosząc wrażenie, ze jego terminator najchętniej wyskoczyłby w tej chwili z obozu i pognał gdzie go oczy poniosą. Sokół domyślał się jednak, że takie zachowanie będzie miało zdecydowanie nieprzyjemne konsekwencje, musiał go więc zatrzymać w miejscu i przekonać, żeby chwilowo jeszcze powstrzymał się przed dalekimi eskapadami. W końcu, jakby na to nie patrzeć, był za niego odpowiedzialny i nie mógł doprowadzić do tego, że młody znowu wróci do lecznicy. - Przejdziemy się po okolicy, a ty zacznij opowiadać mi, co wiesz o Klanie. Rangach, Kodeksie, tym wszystkim. Podejrzewam, że gdy chorowałeś miałeś całkiem sporo możliwości, by nieco o tym posłuchać. Kiedy tylko upewnię się, że masz naprawdę dostatecznie wiele sił, zaczniesz polować - zakomunikował kocur nie czując się jakoś szczególnie oburzony tym, że Kwitnący próbował narzucić mu swoją wolę, bo po tak długim siedzeniu w miejscu Sokół pewnie sam chciałby pobiec aż na granice z Rzeką, czy gdzieś dalej. Podniósł się teraz i skinąwszy łbem terminatorowi ruszył do wyjścia z obozu.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫