niski wzrost, szczupły, długie łapy; krótkowłosy; bury, pręgowany tygrysio, z białymi znaczeniami; brązowooki; parę blizn
Podobny do dawnego siebie, jednak znacznie mniej ufny. Nie zacznie rozmowy z samotnikiem, a prędzej ucieknie, gdy tylko pojawi się podejrzenie, że napotkany kot ma zamiar go zaatakować. Mniej odważny, omijający ryzyko szerokim łukiem. Czasem niekontrolowanie drży mu powieka, szczególnie w sytuacjach napięcia, choć niekiedy również poza nimi.
Często ogarnia go rozpaczliwa chęć porzucenia czujności, ale zdaje sobie sprawę, że byłoby to bardzo niebezpieczne. Zdarza mu się zagłębić w marzeniach, szczególnie przed snem - teraz wirują one głównie wokoło powrotu do Klanu Wichru, do rodzeństwa i rodziców, dzieci Zaśnieżonej (których prawie w ogóle nie pamięta, bo gdy ostatni raz je widział, były maleńkie), ale też życia wojownika, które zapewnia więcej stabilizacji niż żywot samotnika, nawet jeśli wiąże się czasem z ryzykiem, zapewnia sens. Wytrwale zmierza w kierunku klanowych ziem, choć jednocześnie rozsądnie. Nie pędzi na łeb na szyję, a posuwa się dość powoli, choć systematycznie. Szuka jakichś kryjówek, poluje, na wypadek, gdyby dziś jednak nie był dzień, gdy trafi do obozu.
ni ma || gwiżdżący wiatr [kw/nkt]; porośnięta łapa [kc/nkt]; hucząca łapa [gk/kr]; zmrok [nkt/kg]
Mimo wszystko, przydługie łapy postanowiły wciąż wystrzelać do przodu i do przodu, pchając Orlika coraz bliżej ptaka, usiłującego ratować swój żywot, który za chwilę mógł zawisnąć na włosku. Poskutkowało to tym, że powstała okazja wprost idealna do oddania skoku – i terminator skoczył. Gwiezdni postanowili na pierwszym polowaniu obdarzyć go całkiem niezłą dawką szczęścia, spontaniczny plan przyciśnięcia bażanta do ziemi bowiem wypalił. Rdzawy zwierz znajdował się w tej chwili pod szczupłym ciałem Orlika, jednak skrzydlatemu taki stan rzeczy nie do końca odpowiadał. Bronił się zaciekle, tak zajadle, jak tylko się dało, wszystkie siły wkładając w próby pozbycia się kociego ciężaru z opierzonego grzbietu. Łopotał skrzydłami, iście rzucając początkującemu łowcy kłody pod łapy. Do serca Wichrzaka jednak na nowo wdarło się trochę nadziei, mimowolnie wlewającej się w gesty kocura. Czas odesłać bażanta na drugą stronę, bo jakkolwiek było to okrutne, klan potrzebował jedzenia, a bury powodów do zadowolenia Fiołka i przy okazji samego siebie.
Bażant nie postanowił jednak poprzestać na wymachiwaniu przekształconymi górnymi kończynami. Wykręcał szyję, próbując obrócić dziób w broń przeciwko niedoświadczonemu łowcy. Początkowo wrodzony refleks pozwalał unikać kłapnięć, szczęśliwa passa nie może jednak trwać wiecznie, tym bardziej że przecież nie wspierała się na praktyce.
Konkretniej wyglądało to w sposób następujący. Orlik prawą, przednią łapę trzymał mniej więcej w miejscu, w którym szyja i klatka piersiowa spotykają się z tułowiem, tworząc jedną całość, tuż nad skrzydłem. Ptaszysko wciąż usiłowało wyzwolić się, nie tylko bijąc skrzydłami, ale też robiąc użytek z dzioba, nieco zakrzywionego przy końcu. Dotąd próby użycia czegoś na kształt pyska nie powiodły się, tym razem jednak los powziął zamiar wywinięcia pręgowanemu figla, zaciskając dziób bażanta na jednym z palców niedominującej łapy. Ból przeszył całe ciało, na uderzenie serca rozpraszając uwagę terminatora.
Trzeba działać prędko, bo w przeciwnym razie nie będzie tutaj już niczego do roboty. Lecz czy w ogóle będzie mieć okazję wyciągnąć prawą, przednią kończynę, by podjąć próbę mocnego uderzenia w zielony, migocący tył łba zwierzęcia? Opierzona istota nie miała przecież zamiaru skończyć jako czyjś obiad, wciąż podejmowała próby oswobodzenia się, dlatego też chwilowe rozproszenie łowcy raczej nie mogło ujść jego uwadze. Kto osiągnie zwycięstwo, kot czy bażant?
Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Bardzo wysoki, atletycznie zbudowany kocur o długich łapach. Krótkowłosy, rudy, klasycznie pręgowany, z białymi znaczeniami na pysku, szyi i przednich łapach. Siwe włosy zaczynają oprószać jego pysk i grzbiet. Duże, zielone oczy coraz wyraźniej pokrywa mgła. Najbardziej widoczne blizny: rozcięcia na nosie, duża blizna na lewej pięcie i grzbiecie.
Nie był to standardowy ruch podczas polowania. Z całą pewnością roztropniejsze byłoby chwycenie bażanta za głowę i szarpnięcie w nadziei, że uda się skręcić mu kark szybko i bezboleśnie. Ogłuszanie ofiary było czymś... nowym, choć nie powinno dziwić biorąc pod uwagę fakt, że Orlikowa Łapa polował po raz pierwszy, a jego pierwszą zdobyczą był ptak w zasadzie tak duży jak on sam, jeżeli nie większy. W każdym razie jednak ogłuszający cios terminatora okazał się być celny i mocny, choć miękkie łapy terminatora nie były przystosowane do bicia, a rozdzierania pazurami. Bażant w jednej chwili stracił władzę nad swoim ciałem i tylko poruszał skrzydłami i łapami niezbornie, chwilowo nie potrafiąc zapanować nad układem nerwowym który przechodził właśnie twardy reset. Nie było lepszej okazji do zadania śmiertelnego ciosu niż ta.
قالوا:تموتبهاحبـاًً؟قلـت:ألاآذكروهاعلـىقبـريلتحيينـي they asked:"do youloveher todeath?"
I said "speakof herover my graveand
watchhow shebringsme backtol i f e"
niski wzrost, szczupły, długie łapy; krótkowłosy; bury, pręgowany tygrysio, z białymi znaczeniami; brązowooki; parę blizn
Podobny do dawnego siebie, jednak znacznie mniej ufny. Nie zacznie rozmowy z samotnikiem, a prędzej ucieknie, gdy tylko pojawi się podejrzenie, że napotkany kot ma zamiar go zaatakować. Mniej odważny, omijający ryzyko szerokim łukiem. Czasem niekontrolowanie drży mu powieka, szczególnie w sytuacjach napięcia, choć niekiedy również poza nimi.
Często ogarnia go rozpaczliwa chęć porzucenia czujności, ale zdaje sobie sprawę, że byłoby to bardzo niebezpieczne. Zdarza mu się zagłębić w marzeniach, szczególnie przed snem - teraz wirują one głównie wokoło powrotu do Klanu Wichru, do rodzeństwa i rodziców, dzieci Zaśnieżonej (których prawie w ogóle nie pamięta, bo gdy ostatni raz je widział, były maleńkie), ale też życia wojownika, które zapewnia więcej stabilizacji niż żywot samotnika, nawet jeśli wiąże się czasem z ryzykiem, zapewnia sens. Wytrwale zmierza w kierunku klanowych ziem, choć jednocześnie rozsądnie. Nie pędzi na łeb na szyję, a posuwa się dość powoli, choć systematycznie. Szuka jakichś kryjówek, poluje, na wypadek, gdyby dziś jednak nie był dzień, gdy trafi do obozu.
ni ma || gwiżdżący wiatr [kw/nkt]; porośnięta łapa [kc/nkt]; hucząca łapa [gk/kr]; zmrok [nkt/kg]
–Udało mi się. Bażant nie uniknął ciosu mojej chudej łapy, a zresztą siła uderzenia zaskoczyła mnie równie mocno, co mego przeciwnika. Najpierw pogoniłem za nim, a później kontynuowałem walkę z ptaszyskiem właściwie głównie po to, by nie móc sobie zarzucić, że poddałem się za łatwo. Dopiero ostatnio dojrzałem, że miałem poważny problem z wytrwałością, bo niewiara we własne możliwości przychodziła zwykle tuż po pierwszych porażkach. Starałem się z tym walczyć, mocno zaciskając zęby. Jak teraz mogłem nietrudno zauważyć, taka determinacja przynosi efekty. –Po paru chwilach mój szok minął, a do głosu doszła radość. Naprawdę, udało mi się pokonać tego ptaka, udało mi się! Wprawdzie musiał jeszcze żyć, bo skrzydła i łapy nie pozostawały w bezruchu, w przeciwieństwie do reszty ciała Trzeba było go czym prędzej dobić, abym mógł uznać swoje pierwsze zwycięstwo w dziedzinie łowów, a on – niech się już nie męczy. Z drugiej strony jednak… wahałem się. Wiedziałem, że tak trzeba, że to nic złego, w końcu Klan Wichru musi jeść, taka jest kolej rzeczy, że koty zabijają ptaki. Ten rdzawopióry jednak był taki dostojny, gdy kroczył przez trawy, teraz pożółkłe. Czułem żal, wiedząc, że muszę zakończyć jego życie, aby móc wykarmić jedno z kociąt czy starszych. Spodziewałem się na pierwszym polowaniu natrafić na jakiegoś piszczka, który nie byłby ani dostojny, ani ładny, jednak Gwiezdni widocznie chcieli, bym stoczył bój nie tylko ze zwierzęciem, ale też z samym sobą. Wybacz, piękny ptaku, ale nie umrzesz na darmo. –Z ciężkim sumieniem zabrałem się do kończenia żywotu mojej ofiary. Chyba najszybszym i najmniej bolesnym sposobem byłoby rozerwanie mu gardła? Nie mam pojęcia, jak uśmierca się zwierzynę, ale widziałem na stosie zwierzyny parę stworzeń, które miały uszkodzone szyje, a więc to też musiał być jakiś sposób. Nic nie wskazywało, by opierzony nagle zerwał się i zwiał, gdzie pieprz rośnie, toteż zelżałem nacisk na jego ciało. Wyciągnąłem głowę najdalej, jak tylko byłem w stanie, podpierając się jedną z przednich łap, tą właśnie, w której palec udziobał mnie bażant. Bolał mnie trochę i bałem się, że będzie utrudniać mi następne łowy, jednak na szczęście moja dominująca łapa pozostała cała i zdrowa, a to jej głównie będę używał do zadawania ciosów. Lecz wracając do ledwo żywego bażanta, złapałem zębami jego grdykę. Smak ciepłej krwi na języku uczciłem skrzywieniem pyska. Jako kot zostałem stworzony do zabijania, a jednak nie czułem się z tym dobrze – tylko wiara, że wypełniam wyższy cel, sprawiała, że zdecydowałem się zgasić iskrę życia, jaka w nim płonęła. Szarpnąłem.
Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Bardzo wysoki, atletycznie zbudowany kocur o długich łapach. Krótkowłosy, rudy, klasycznie pręgowany, z białymi znaczeniami na pysku, szyi i przednich łapach. Siwe włosy zaczynają oprószać jego pysk i grzbiet. Duże, zielone oczy coraz wyraźniej pokrywa mgła. Najbardziej widoczne blizny: rozcięcia na nosie, duża blizna na lewej pięcie i grzbiecie.
Szarpnięcie musiało być mocniejsze, niż Orlikowa Łapa początkowo planował. Jednak ostatecznie krew trysnęła z rany, rozlewając mu się na język. Tak duża ilość wciąż jeszcze ciepłej posoki wypełniającej pysk z całą pewnością była doświadczeniem nowym i dziwnym, zwłaszcza że bażant wciąż jeszcze nieznacznie się poruszał w pośmiertnych spazmach nim w końcu padł bez ruchu, wykrwawiając się.
Tymczasem Fiołkowego Świtu nie było w okolicy. A przynajmniej Orlikowa Łapa nie mógł go dostrzec - najwidoczniej nie zamierzał w żaden sposób interweniować w polowanie terminatora, pozwalając mu uczyć się na swoich błędach, tak długo jak te błędy nie zagrażały jego życiu bądź zdrowiu. Zamiast tego gdy tylko krew szumiąca mu w uszach i ostatnie podrygi bażanta ucichły usłyszał szelest wśród traw, całkiem niedaleko siebie. Mysz. Jeżeli chciał podjąć kolejną próbę miał właśnie ku temu szansę.
قالوا:تموتبهاحبـاًً؟قلـت:ألاآذكروهاعلـىقبـريلتحيينـي they asked:"do youloveher todeath?"
I said "speakof herover my graveand
watchhow shebringsme backtol i f e"
niski wzrost, szczupły, długie łapy; krótkowłosy; bury, pręgowany tygrysio, z białymi znaczeniami; brązowooki; parę blizn
Podobny do dawnego siebie, jednak znacznie mniej ufny. Nie zacznie rozmowy z samotnikiem, a prędzej ucieknie, gdy tylko pojawi się podejrzenie, że napotkany kot ma zamiar go zaatakować. Mniej odważny, omijający ryzyko szerokim łukiem. Czasem niekontrolowanie drży mu powieka, szczególnie w sytuacjach napięcia, choć niekiedy również poza nimi.
Często ogarnia go rozpaczliwa chęć porzucenia czujności, ale zdaje sobie sprawę, że byłoby to bardzo niebezpieczne. Zdarza mu się zagłębić w marzeniach, szczególnie przed snem - teraz wirują one głównie wokoło powrotu do Klanu Wichru, do rodzeństwa i rodziców, dzieci Zaśnieżonej (których prawie w ogóle nie pamięta, bo gdy ostatni raz je widział, były maleńkie), ale też życia wojownika, które zapewnia więcej stabilizacji niż żywot samotnika, nawet jeśli wiąże się czasem z ryzykiem, zapewnia sens. Wytrwale zmierza w kierunku klanowych ziem, choć jednocześnie rozsądnie. Nie pędzi na łeb na szyję, a posuwa się dość powoli, choć systematycznie. Szuka jakichś kryjówek, poluje, na wypadek, gdyby dziś jednak nie był dzień, gdy trafi do obozu.
ni ma || gwiżdżący wiatr [kw/nkt]; porośnięta łapa [kc/nkt]; hucząca łapa [gk/kr]; zmrok [nkt/kg]
–Krew na moim języku niby smakowała pierwszym zwycięstwem, jednak wcale nie był mi on taki miły, jaki mógł się wydawać. Oznaczał, że właśnie iskierka życia przestała tlić się wewnątrz majestatycznego ptaka, jeszcze tak niedawno przecież kroczącego dumnie przez polanę, powoli obsypywaną białymi płatkami. Częściowo miałem wyrzuty sumienia, bo moje wnętrze połowicznie uznawało uśmiercenie tak wspaniałej istoty za niemalże grzech, reszta zaś uparcie powtarzała, że to było konieczne, aby wyżywić jakiegoś kociaka, do tego leżało to w mojej naturze… To po prostu mój obowiązek względem klanu.
Gdy rdzawe, czarno prążkowane skrzydła po raz ostatni zadrgały w przerażającym spazmie śmierci, w moich uszach nagle głos Fiołka, wypowiadający dokładnie tę samą lekcję, jaka padła z jego pyska po wybraniu przeze mnie opcji polowania. Podziękuj Gwiezdnym za jej życie. Z tego, co pamiętałem, była to jedna z zasad z Kodeksu, dotyczących kwestii polowań. Chciałem przestrzegać mądrych zasad, jakie niegdyś zostały ustalone, a do tego wypowiedzenie paru słów podzięki mogłoby uciszyć tę część mnie, która nie czuła się w tym momencie komfortowo. – – Gwiezdny Klanie, dziękuję Wam – mruknąłem cicho pod nosem, czując, że jest mi jakoś lżej. I nagle, zupełnie mnie zaskakując, nim truchło bażanta nie zdążyło jeszcze ostygnąć, do moich uszu dobiegł cichy szelest zeschniętych ździebeł, a mój nos coś wywęszył. To z pewnością pachniało jak gryzoń, ale który? Nie miałem pojęcia.
W pierwszym momencie miałem ochotę odwrócić się na pięcie i rozpocząć polowanie na piszczka, w tej samej chwili jednak na tyle mojej głowy zadzwonił jakiś dzwonek, mówiący, że przecież jeszcze nie zakopałem bażanta, a Fiołek mówił mi, że to ważne. Stałem przez uderzenie serca jak wryty, bijąc się zawzięcie z własnymi myślami. Nigdy nie byłem dobry w podejmowaniu decyzji, a tym bardziej na szybko. Potrzebowałem czasu, a teraz go nie posiadałem. Rzucić się ku myszowatemu czy zabezpieczyć upolowanego już ptaka? –Nie mam pojęcia, co bym zdecydował, mając większy zasób czasu, intuicja jednak podpowiadała mi, że piszczek nie ucieknie daleko, a usiłując złowić go, nie oddalę się od ptaszyska na tyle daleko, by coś mogło się stać. Być może mój brak doświadczenia odbije się na mnie, acz w tym momencie już obróciłem się, jak najciszej mogłem, w stronę źródła wysyłającego sygnały do dwóch moich zmysłów. Opadłem na łapach, na wysokość łudząco podobną do uprzedniej, ogon zrównałem z plecami, głowa też powędrowała nisko. Ruszyłem wolno w kierunku traw, które wydawały się jeszcze przed chwilą poruszać. Zaraz, do zwierzaków tego typu była zasada. Ta mówiąca o ptaku, króliku i myszy, a mój następny cel wydawał się podobny do tej ostatniej. Ptak – zobaczyć, ale zostało jeszcze usłyszeć oraz wyczuć, które było domeną królika, a które myszy? Adrenalina, jaka wlała się do moich żył, sprawiła, że nie byłem w stanie sobie tego teraz przypomnieć, bo wszystkie moje myśli mimowolnie wędrowały w kierunku istoty, skrytej pośród ździebeł.
Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Bardzo wysoki, atletycznie zbudowany kocur o długich łapach. Krótkowłosy, rudy, klasycznie pręgowany, z białymi znaczeniami na pysku, szyi i przednich łapach. Siwe włosy zaczynają oprószać jego pysk i grzbiet. Duże, zielone oczy coraz wyraźniej pokrywa mgła. Najbardziej widoczne blizny: rozcięcia na nosie, duża blizna na lewej pięcie i grzbiecie.
Czas uciekał, a gryzoń nie zamierzał czekać na moment, w którym Orlikowa Łapa się zastanowi co powinien zrobić w takiej sytuacji. Podczas walki i polowania trzeba było działać szybko i nauczyć się podejmować decyzje w ciągu zaledwie ułamka uderzenia serca. Czasem nie miało się nawet tak wiele czasu i trzeba było działać natychmiast. Teraz jednak wahanie nie było jedyną rzeczą, która zgubiła Orlikową Łapę. Po raz kolejny nie skontrolował kierunku wiatru, przez co mysz zwietrzyła nie tylko jego zapach, ale również i ciężką woń śmierci. Być może pojedynczo te zapachy nie spłoszyłyby jej, jednak w połączeniu zwiastowały najgorsze, więc trawy zaszeleściły, a Orlikowa Łapa widział tylko jak poruszają się coraz bardziej oddalone od niego źdźbła aż w końcu stracił ją z oczu. Gdyby się wyprostował dostrzegłby, że kilka lisich susów od niego stał Fiołkowy Świt. Sierść miał nieco zmierzwioną, nie miał też przy sobie zwierzyny.
- Znowu nie zwróciłeś uwagi na kierunek wiatru - odezwał się przerywając ciszę. Tego jednego był pewien, w końcu czuł, z której strony wiał wiatr i z całą pewnością nie był to ten kierunek, w którym skradał się Orlikowa Łapa. - Wiesz, jakie inne błędy jeszcze popełniłeś? Zastanów się - nakazał podchodząc do niego szybkim truchtem. Zerknął na bażanta i uśmiechnął się lekko. Pierwsza zdobycz i już został wystawiony na dużą próbę.
قالوا:تموتبهاحبـاًً؟قلـت:ألاآذكروهاعلـىقبـريلتحيينـي they asked:"do youloveher todeath?"
I said "speakof herover my graveand
watchhow shebringsme backtol i f e"
niski wzrost, szczupły, długie łapy; krótkowłosy; bury, pręgowany tygrysio, z białymi znaczeniami; brązowooki; parę blizn
Podobny do dawnego siebie, jednak znacznie mniej ufny. Nie zacznie rozmowy z samotnikiem, a prędzej ucieknie, gdy tylko pojawi się podejrzenie, że napotkany kot ma zamiar go zaatakować. Mniej odważny, omijający ryzyko szerokim łukiem. Czasem niekontrolowanie drży mu powieka, szczególnie w sytuacjach napięcia, choć niekiedy również poza nimi.
Często ogarnia go rozpaczliwa chęć porzucenia czujności, ale zdaje sobie sprawę, że byłoby to bardzo niebezpieczne. Zdarza mu się zagłębić w marzeniach, szczególnie przed snem - teraz wirują one głównie wokoło powrotu do Klanu Wichru, do rodzeństwa i rodziców, dzieci Zaśnieżonej (których prawie w ogóle nie pamięta, bo gdy ostatni raz je widział, były maleńkie), ale też życia wojownika, które zapewnia więcej stabilizacji niż żywot samotnika, nawet jeśli wiąże się czasem z ryzykiem, zapewnia sens. Wytrwale zmierza w kierunku klanowych ziem, choć jednocześnie rozsądnie. Nie pędzi na łeb na szyję, a posuwa się dość powoli, choć systematycznie. Szuka jakichś kryjówek, poluje, na wypadek, gdyby dziś jednak nie był dzień, gdy trafi do obozu.
ni ma || gwiżdżący wiatr [kw/nkt]; porośnięta łapa [kc/nkt]; hucząca łapa [gk/kr]; zmrok [nkt/kg]
–Ojej, mysz uciekła… Ale nim zdążyłem się poważnie przejąć pierwszym niepowodzeniem, przy mnie zjawił się Fiołkowy Świt, pozornie znikąd. Och, wiatr… Zupełnie o tym zapomniałem. Zawstydziłem się swoim zapomnieniem, opuszczając głowę w kierunku ziemi. Widocznie to dlatego bażant spłoszył się, choć wydawało mi się, że wszystko zrobiłem dobrze i poprawnie. Mysz pewnie wykryła mnie z tego samego powodu. Było mi głupio, zawiodłem Fiołka.
Nie zauważyłem, że mój mistrz dostrzegł leżące półtorej długości truchło bażanta, ubitego przeze mnie zaledwie parę chwil temu. Byłem zbyt zajęty jednoczesnym wstydzeniem się swoich błędów i poszukiwaniem kolejnych, zgodnie z poleceniem kocura. Co jeszcze zrobiłem nie tak, jak trzeba, co mogło spowodować, że mysz zwiała? Nie wiem, nie wiem, nie wiem! Powtórzyłem w głowie swój ruch, jaki wykonałem w kierunku stworzonka, jednak nie widziałem w nim nic szczególnego, co mogłoby zawinić. A może moja bitwa z myślami, co teraz zrobić, trwała za długo? Nie, nie wydaje mi się, bo odnosiłem wrażenie, że ta decyzja została podjęta naprawdę bardzo prędko, a istotce nie starczyłoby czasu, by wykryć, że czai się tu łowca… Według mnie kilka uderzeń serca, jakie minęły, gdy dokonywałem wyboru, upłynęło w trakcie zaledwie jednego, bo zawsze ten, kto znajduje się w centrum szybkich wydarzeń, nie czuje upływu czasu w ogóle albo odwrotnie, dłuży mu się w nieskończoność, ale w moim przypadku raczej to pierwsze. –Chciałem odpowiedzieć, jednak niekoniecznie wiedziałem, jak. Który element pozycji łowieckiej wyszedł mi najgorzej? Zrażony porażką, zaskoczony pojawieniem się mistrza, nie byłem w stanie znaleźć odpowiedzi. Postanowiłem zrzucić winę na niezakopanego bażanta, bo – dzięki temu, że Fiołkowy Świt wspomniał o wietrze – mogłem domyślać się, że mysz wywęszyła jego krew, podobnie jak i mnie. –– Nie… Nie zakopałem bażanta – odpowiedziałem cicho i trochę niezdecydowanie, z nosem wciąż skierowanym w stronę moich łap. Zdążyło do mnie dotrzeć, że z tym wiatrem popełniłem naprawdę banalny błąd i chciałem zapaść się pod ziemię. Nie umiałem znosić porażek, jednak, zamiast krzyczeć czy płakać jak niektórzy, ja… zapadałem się głęboko w sobie, krytykując się w myślach za głupie niedopatrzenia.
Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Bardzo wysoki, atletycznie zbudowany kocur o długich łapach. Krótkowłosy, rudy, klasycznie pręgowany, z białymi znaczeniami na pysku, szyi i przednich łapach. Siwe włosy zaczynają oprószać jego pysk i grzbiet. Duże, zielone oczy coraz wyraźniej pokrywa mgła. Najbardziej widoczne blizny: rozcięcia na nosie, duża blizna na lewej pięcie i grzbiecie.
- Tak, to mogło wpłynąć na niepowodzenie. Ale z drugiej strony nie musiałeś od razu zakopywać zwierzyny i ryzykować utraty kolejnej, skoro oddaliłbyś się od upolowanego piszczka zaledwie o dwie lub trzy lisie długości - odparł na jego słowa, na samym początku kiwając mu potwierdzająco głową. - Ale to nie jest twój główny problem. Wahasz się, tracisz cenne uderzenia serca przez brak pewności - powiedział w końcu, dopiero teraz odwracając głowę od upolowanego bażanta by móc spojrzeć na swojego terminatora. Wydawał się być zawstydzony i smutny, jednak oblicze Fiołkowego Świtu wciąż pozostawało łagodne. Nie krzyczał na niego, nie zamierzał go karać za błędy. Chciał, żeby był świadomy tego, co robi nie tak i zrobił wszystko, by nie powtórzyć swoich potknięć. Usiadł, bo być może w ten sposób zaprezentuje się jako ktoś mniejszy, a jego spojrzenie nie będzie sprawiało wrażenia groźnego łypania z góry. Ze względu na wysoki wzrost czuł potrzebę obniżania się, by nie przytłaczać swoich rozmówców. A już na pewno nie chciał, by jego terminatorzy czuli wobec niego lęk lub obawiali się wyjawić mu problemy, jakie mieli.
- Już przy bażancie się zawahałeś. Zamiast go uśmiercić od razu szamotałeś się z nim i ogłuszyłeś, a dopiero potem zabiłeś. Unikaj tego, proszę. Zadawaj szybką śmierć, żeby zwierzyna nie musiała niepotrzebnie cierpieć przez dodatkowe rany lub stres związany z paniczną walką o przetrwanie - powiedział spokojnie, a jego głos był dość cichy, jednak z całą pewnością słyszalny. Wziął głębszy wdech przez nos. - Wiem, że nie jest łatwo pierwszy raz zakończyć czyjeś życie. Później też nie jest łatwiej. Jednak jeżeli polujesz, by zapewnić przetrwanie swojego klanu traktuj zwierzynę z szacunkiem. Pozwól, by umierała szybko i bez bólu. Jeżeli będziesz się wahać podczas zabijania lub zrobisz to niedbale możesz wywołać potworny ból i powolną śmierć - ciągnął dalej nie spuszczając spojrzenia z Orlikowej Łapy. Uśmiechnął się do niego ciepło po czym odwrócił głowę, by znów spojrzeć na uśmierconego przez terminatora bażanta.
- Jest piękny. I duży, zapełni brzuchy wszystkim kociętom Pomarańczowej Skórki - odezwał się nagle przerywając milczenie, które zapadło. - To trudna zdobycz, ale dałeś radę. Gratuluję.
قالوا:تموتبهاحبـاًً؟قلـت:ألاآذكروهاعلـىقبـريلتحيينـي they asked:"do youloveher todeath?"
I said "speakof herover my graveand
watchhow shebringsme backtol i f e"
niski wzrost, szczupły, długie łapy; krótkowłosy; bury, pręgowany tygrysio, z białymi znaczeniami; brązowooki; parę blizn
Podobny do dawnego siebie, jednak znacznie mniej ufny. Nie zacznie rozmowy z samotnikiem, a prędzej ucieknie, gdy tylko pojawi się podejrzenie, że napotkany kot ma zamiar go zaatakować. Mniej odważny, omijający ryzyko szerokim łukiem. Czasem niekontrolowanie drży mu powieka, szczególnie w sytuacjach napięcia, choć niekiedy również poza nimi.
Często ogarnia go rozpaczliwa chęć porzucenia czujności, ale zdaje sobie sprawę, że byłoby to bardzo niebezpieczne. Zdarza mu się zagłębić w marzeniach, szczególnie przed snem - teraz wirują one głównie wokoło powrotu do Klanu Wichru, do rodzeństwa i rodziców, dzieci Zaśnieżonej (których prawie w ogóle nie pamięta, bo gdy ostatni raz je widział, były maleńkie), ale też życia wojownika, które zapewnia więcej stabilizacji niż żywot samotnika, nawet jeśli wiąże się czasem z ryzykiem, zapewnia sens. Wytrwale zmierza w kierunku klanowych ziem, choć jednocześnie rozsądnie. Nie pędzi na łeb na szyję, a posuwa się dość powoli, choć systematycznie. Szuka jakichś kryjówek, poluje, na wypadek, gdyby dziś jednak nie był dzień, gdy trafi do obozu.
ni ma || gwiżdżący wiatr [kw/nkt]; porośnięta łapa [kc/nkt]; hucząca łapa [gk/kr]; zmrok [nkt/kg]
–Nawet to strzeliłem źle. Czułem się w tym momencie taki do niczego… Nie umiem polować, bo popełniam banalne błędy, a później nawet nie jestem w stanie wskazać, co zrobiłem źle. Miałem ochotę uciec do swojego dołeczka i zakopać się po nos w mchu, byleby wszyscy o mnie zapomnieli – a w szczególności o moich gafach. –– Och – wydałem z siebie, a gdyby nie to, że trzymałem głowę tak nisko, jak tylko mogłem bez bólu, opuściłbym ją jeszcze niżej. Więc naprawdę przez to, że nie umiem szybko podejmować decyzji, uciekł mi ten gryzoń? Niby wiedziałem, że szybkie decydowanie było jedną z moich słabszych stron, a jednak nie miałem świadomości, że robiłem to aż tak długo, żeby zwierzyna mogła zwiać mi bez najmniejszego trudu. Fiołek teraz mi wyszczególnił najgorszy błąd, za co – mimo trochę irracjonalnego wstydu – byłem mu wdzięczny, tak głęboko, w samym środku. Skoro mam już na celowniku punkt, to mogę zacząć z tym walczyć? Otóż… nie do końca. Nie miałem zielonego pojęcia, na czym może polegać bitwa z czasem podejmowania wyboru, nawet nie mogłem sobie wyobrazić, jak mógłbym nauczyć się wybierać dobrą opcję w ciągu uderzenia serca, może dwóch. Nie chciałem zdradzać się z tym przed mistrzem, toteż zachowałem to wszystko dla siebie, odkładając na później. Kiedy wrócę do obozu, pójdę prosto do Jodłowej Igły. Myślę, że mama może mieć jakiś pomysł, jak by tu mi pomóc. Jest bardzo mądra, a w jej głowie zawsze pojawia się jakaś dobra koncepcja, więc i tutaj zdam się na nią. –– Przepraszam… – Właściwie nawet nie ciebie, Fiołkowy Świcie, ale tego biednego ptaka. Dotarło do mnie, że przez mój brak doświadczenia oraz wiedzy ta majestatyczna istota mogła czuć ból, duży ból. Zrobiło mi się jeszcze gorzej – zabić to jedno, a zabić ze szczególnym okrucieństwem to drugie. Chciałem cofnąć się w czasie trochę do tyłu, żeby uśmiercić go dużo szybciej, by nie musiał cierpieć. Och, chyba to już niemożliwe, jednak na przyszłość postaram się być bardziej zdecydowany, aby inne stworzenia nie musiały przed śmiercią przechodzić tego, co on. –Ostatnie słowa Fiołkowego Świtu były o wiele milsze, bo nie mówił mi, jakie błędy popełniłem. Nie czułem urazy i nie odbierałem tego za wytykanie mi pomyłek, bo rozumiałem w głębi, że to dla dobra mojego oraz tych żyć, jakie w przyszłości będę musiał odebrać. Teraz jednak te gratulacje – a nawet pochwały – wprawiły mnie na moment w lekkie zakłopotanie, po chwili jednak nieco podniosłem łeb, aby jeszcze raz zmierzyć wzrokiem moją pierwszą ofiarę. Zakrwawione ptaszysko było o wiele brzydsze niż wtedy, gdy nie zdawało sobie sprawy z mojej obecności, nawet wtedy, gdy uciekało przede mną. Wciąż jednak od truchła biło piękno i duma, które cechowały ptaka za życia. Podziękowawszy za niego Gwiezdnemu Klanowi po raz drugi, pomyślałem sobie, że kociaki będą szczęśliwe. Może przejdzie im przez głowę myśl, jakie to zwierzę było niegdyś wspaniałe? Chciałbym, by wyraziły coś w rodzaju podziwu wobec tego ptaka, bo to stanowiłoby coś w rodzaju ich własnej podzięki wobec Gwiezdnych, a ten bażant zdecydowanie na to wszystko zasługiwał. –– Dziękuję – odparłem cicho z delikatnym uśmiechem na pysku, oczywiście myśląc o temacie z poprzedniego akapitu. Podniosłem głowę, nie patrząc już na własne łapy i ziemię, aczkolwiek wciąż w mojej pozie gościła nutka niepewności. Nie chciałem jednak kończyć tylko na tym słowie; do Fiołka miałem jedno, ale dość ważne pytanie. – Jak najszybciej odebrać… odebrać życie ofierze, tak, by nie musiała się niepotrzebnie męczyć? Gdybym wiedział wcześniej, bażant nie musiałby czuć bólu. – W moich słowach zagrał smutek, który istotnie czułem.
Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Bardzo wysoki, atletycznie zbudowany kocur o długich łapach. Krótkowłosy, rudy, klasycznie pręgowany, z białymi znaczeniami na pysku, szyi i przednich łapach. Siwe włosy zaczynają oprószać jego pysk i grzbiet. Duże, zielone oczy coraz wyraźniej pokrywa mgła. Najbardziej widoczne blizny: rozcięcia na nosie, duża blizna na lewej pięcie i grzbiecie.
- Nie masz za co przepraszać, naprawdę - odparł na jego słowa. Nie mogliby cofnąć czasu i naprawić błędów, toteż należało wyciągnąć z nich naukę i następnym razem postarać się, by było lepiej. Orlikowa Łapa, wbrew swojej niepewności i braku wiary w swoje umiejętności, uczył się szybko i miał predyspozycje do tego, by stać się dobrym wojownikiem.
- Zależy. Najprościej i najszybciej jest chyba chwycić za kark i szybko szarpnąć, żeby go skręcić. Śmierć jest niemalże natychmiastowa - odpowiedział szybko, jednak to nie był jedyny sposób na to, by ukrócić czyjeś życie. - Chwyt za gardło i uduszenie też może być szybkim sposobem, a w przypadku małych gryzoni uszkodzenie, na przykład zmiażdżenie, czaszki. Te dwa sposoby mogą być trudniejsze, dlatego lepiej jednak wybrać tę pierwszą opcję - dodał po krótkiej chwili namysłu ostatecznie też przedstawiając mu swój punkt widzenia. Tak naprawdę każda śmierć mogła być szybka i bezbolesna, jeżeli miało się wystarczająco dużo doświadczenia w polowaniu. Dla początkujących jednak przerwanie ciągłości rdzenia kręgowego było najskuteczniejsze.
- Chcesz spróbować jeszcze raz? - spytał uśmiechając się do niego delikatnie. Nie było przymusu, mogą wrócić do polowania następnego dnia jeżeli czuł, że potrzebuje przerwy.
قالوا:تموتبهاحبـاًً؟قلـت:ألاآذكروهاعلـىقبـريلتحيينـي they asked:"do youloveher todeath?"
I said "speakof herover my graveand
watchhow shebringsme backtol i f e"
niski wzrost, szczupły, długie łapy; krótkowłosy; bury, pręgowany tygrysio, z białymi znaczeniami; brązowooki; parę blizn
Podobny do dawnego siebie, jednak znacznie mniej ufny. Nie zacznie rozmowy z samotnikiem, a prędzej ucieknie, gdy tylko pojawi się podejrzenie, że napotkany kot ma zamiar go zaatakować. Mniej odważny, omijający ryzyko szerokim łukiem. Czasem niekontrolowanie drży mu powieka, szczególnie w sytuacjach napięcia, choć niekiedy również poza nimi.
Często ogarnia go rozpaczliwa chęć porzucenia czujności, ale zdaje sobie sprawę, że byłoby to bardzo niebezpieczne. Zdarza mu się zagłębić w marzeniach, szczególnie przed snem - teraz wirują one głównie wokoło powrotu do Klanu Wichru, do rodzeństwa i rodziców, dzieci Zaśnieżonej (których prawie w ogóle nie pamięta, bo gdy ostatni raz je widział, były maleńkie), ale też życia wojownika, które zapewnia więcej stabilizacji niż żywot samotnika, nawet jeśli wiąże się czasem z ryzykiem, zapewnia sens. Wytrwale zmierza w kierunku klanowych ziem, choć jednocześnie rozsądnie. Nie pędzi na łeb na szyję, a posuwa się dość powoli, choć systematycznie. Szuka jakichś kryjówek, poluje, na wypadek, gdyby dziś jednak nie był dzień, gdy trafi do obozu.
ni ma || gwiżdżący wiatr [kw/nkt]; porośnięta łapa [kc/nkt]; hucząca łapa [gk/kr]; zmrok [nkt/kg]
–Postanowiłem sobie zapisać te wszystkie sposoby białą kredą gdzieś na środku tablicy, znajdującej się na tyle mojej głowy, by w każdej chwili móc tam powrócić i bez trudu odnaleźć parę słów, mogących oszczędzić zwierzętom, jakie przyjdzie mi uśmiercić w przyszłości, wiele cierpienia. Chwycić za kark i szarpnąć… W mojej wyobraźni wypróbowałem tę opcję na wyimaginowanym bażancie. Gdybym tylko dowiedział się wcześniej, uśmierciłbym go w ten sposób, bo wydawał się mniej krwawy i drastyczny. Och, więc dobrze skojarzyło mi się z tym gardłem? Świadomość tego minimalnie podniosła mnie na duchu, choć jednocześnie przypuszczałem, że bez szarpnięcia śmierć zwierzęcia przebiegłaby mniej boleśnie. Gdybym nie zepsuł sprawy z wiatrem, mógłbym złapać mysz oraz uśmiercić ją uszkodzeniem czaszki. Dobrze, Fiołku, postaram się zapamiętać to wszystko i w przyszłości stosować, aby nie przysparzać ofiarom niepotrzebnego bólu. Niech odchodzą w spokoju. –Łagodność i uśmiechy ze strony rudego wojownika dodały mi otuchy. Zebrałem w sobie siły, żeby obalić ten stan samoniezadowolenia, w jaki na krótki czas zapadłem. Moja wiara w siebie wciąż była trochę mniejsza niż uprzednio, jednak powróciła do mnie. Wiedziałem już, co odpowiem mistrzowi, a moja ufność we własne możliwości, mimo że uszczuplona, pozwoliła mi wypowiedzieć te słowa z czystym sumieniem i nowym zapałem. –– Tak, chciałbym jeszcze trochę dzisiaj poćwiczyć, póki pamiętam wszystkie swoje błędy. – Może nie wszystkie, jednak bez wątpienia zdecydowaną większość, a gdy teraz podejmę próbę zastosowania porad w praktyce, utrwalą mi się lepiej. Wiedziałem już, że muszę zwracać uwagę na wiatr, do tego muszę decydować o wiele szybciej niż wcześniej. A gdy będę blisko mety, odbierać życie zwierzętom z mniejszym wahaniem i większą dokładnością, by nie cierpiały.
Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Bardzo wysoki, atletycznie zbudowany kocur o długich łapach. Krótkowłosy, rudy, klasycznie pręgowany, z białymi znaczeniami na pysku, szyi i przednich łapach. Siwe włosy zaczynają oprószać jego pysk i grzbiet. Duże, zielone oczy coraz wyraźniej pokrywa mgła. Najbardziej widoczne blizny: rozcięcia na nosie, duża blizna na lewej pięcie i grzbiecie.
- W porządku. Powodzenia - odparł skinąwszy mu głową. Mógł zaczynać kiedy tylko chciał, w razie gdyby miał jakieś pytania Fiołkowy Świt wciąż jeszcze tu stał, obok bażanta którego upolował Orlikowa Łapa. Nie musiał się o niego martwić, ponieważ rudy dość szybko przystąpił do przysypywania truchła suchą trawą i grudkami chłodnej ziemi, a następnie oddalił się, jeżeli buro-biały kocur nie miał żadnych pytań.
Okolica była cicha. Rozmowy pomiędzy nimi zdecydowanie poinformowały zwierzynę o tym, że w okolicy znajdują się drapieżniki i bezpieczniej będzie jeżeli znikną z pola widzenia. Trawy szumiały cicho a lekki wiatr niósł ze sobą bogaty bukiet woni, w tym także i zapachy które Orlikowa Łapa na pewno kojarzył ze stosu.
قالوا:تموتبهاحبـاًً؟قلـت:ألاآذكروهاعلـىقبـريلتحيينـي they asked:"do youloveher todeath?"
I said "speakof herover my graveand
watchhow shebringsme backtol i f e"
niski wzrost, szczupły, długie łapy; krótkowłosy; bury, pręgowany tygrysio, z białymi znaczeniami; brązowooki; parę blizn
Podobny do dawnego siebie, jednak znacznie mniej ufny. Nie zacznie rozmowy z samotnikiem, a prędzej ucieknie, gdy tylko pojawi się podejrzenie, że napotkany kot ma zamiar go zaatakować. Mniej odważny, omijający ryzyko szerokim łukiem. Czasem niekontrolowanie drży mu powieka, szczególnie w sytuacjach napięcia, choć niekiedy również poza nimi.
Często ogarnia go rozpaczliwa chęć porzucenia czujności, ale zdaje sobie sprawę, że byłoby to bardzo niebezpieczne. Zdarza mu się zagłębić w marzeniach, szczególnie przed snem - teraz wirują one głównie wokoło powrotu do Klanu Wichru, do rodzeństwa i rodziców, dzieci Zaśnieżonej (których prawie w ogóle nie pamięta, bo gdy ostatni raz je widział, były maleńkie), ale też życia wojownika, które zapewnia więcej stabilizacji niż żywot samotnika, nawet jeśli wiąże się czasem z ryzykiem, zapewnia sens. Wytrwale zmierza w kierunku klanowych ziem, choć jednocześnie rozsądnie. Nie pędzi na łeb na szyję, a posuwa się dość powoli, choć systematycznie. Szuka jakichś kryjówek, poluje, na wypadek, gdyby dziś jednak nie był dzień, gdy trafi do obozu.
ni ma || gwiżdżący wiatr [kw/nkt]; porośnięta łapa [kc/nkt]; hucząca łapa [gk/kr]; zmrok [nkt/kg]
– – Dziękuję – miauknąłem w odpowiedzi na jego pozdrowienia. Patrzyłem chwilę na kocura. Widocznie powiedział już wszystko, co chciał, a teraz nadeszła pora na to, bym mógł zreflektować się oraz upolować coś w bardziej profesjonalny sposób. Fiołek zabrał się do zakopywania bażanta, zdejmując tym samym ten obowiązek ze mnie. Prędko przypomniałem sobie wszystko, na co zwrócono mi uwagę, a do tego powtórzyłem sobie wszystkie wymagania pozycji łowieckiej, nawet te, których uprzednio nie zaniedbałem. Nie weszło mi to jeszcze w krew na tyle, bym mógł przybierać odpowiednie ułożenie ciała odruchowo. Musiałem pilnować każdego z niepisanych punktów. –Odwróciłem się ogonem w stronę rudego wojownika, odchodząc coraz dalej od niego. Brnąłem przez zbrązowiałe na zimę trawy, a gdy odległość między nami stała się dość duża, począłem wnikliwie badać nosem powietrze. Zapach mistrza ciągle był wykrywalny, aczkolwiek już całkiem słaby i w ogóle nie stał mi na drodze do wywęszenia kolejnego celu. Ciekawe, jakie stworzenie tym razem się trafi?
Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Bardzo wysoki, atletycznie zbudowany kocur o długich łapach. Krótkowłosy, rudy, klasycznie pręgowany, z białymi znaczeniami na pysku, szyi i przednich łapach. Siwe włosy zaczynają oprószać jego pysk i grzbiet. Duże, zielone oczy coraz wyraźniej pokrywa mgła. Najbardziej widoczne blizny: rozcięcia na nosie, duża blizna na lewej pięcie i grzbiecie.
Stworzenie które się zjawiło, a które wyczuł nos Orlikowej Łapy było maleńkim gryzoniem. Z całą pewnością na pierwszy rzut oka wyglądało jak mysz, jednak nią nie było. Maleństwo o jasnobrązowym grzbiecie trzymało w mordce kilka nasion, które najprawdopodobniej zakopała nieopodal na czas pory nagich drzew. Z całą pewnością jej zapasy mocno skurczyły się i odszukanie zachomikowanego pożywienia zajęło jej sporo czasu. Parła naprzód przez pożółkłą trawę bardzo dzielnie, przez barwę swojego futerka czasem znikajac z oczu Orlikowej Łapie, jednak nos terminatora z całą pewnością czuł badylarkę, która slalomem przemykała pomiędzy większymi kępami traw.
قالوا:تموتبهاحبـاًً؟قلـت:ألاآذكروهاعلـىقبـريلتحيينـي they asked:"do youloveher todeath?"
I said "speakof herover my graveand
watchhow shebringsme backtol i f e"
niski wzrost, szczupły, długie łapy; krótkowłosy; bury, pręgowany tygrysio, z białymi znaczeniami; brązowooki; parę blizn
Podobny do dawnego siebie, jednak znacznie mniej ufny. Nie zacznie rozmowy z samotnikiem, a prędzej ucieknie, gdy tylko pojawi się podejrzenie, że napotkany kot ma zamiar go zaatakować. Mniej odważny, omijający ryzyko szerokim łukiem. Czasem niekontrolowanie drży mu powieka, szczególnie w sytuacjach napięcia, choć niekiedy również poza nimi.
Często ogarnia go rozpaczliwa chęć porzucenia czujności, ale zdaje sobie sprawę, że byłoby to bardzo niebezpieczne. Zdarza mu się zagłębić w marzeniach, szczególnie przed snem - teraz wirują one głównie wokoło powrotu do Klanu Wichru, do rodzeństwa i rodziców, dzieci Zaśnieżonej (których prawie w ogóle nie pamięta, bo gdy ostatni raz je widział, były maleńkie), ale też życia wojownika, które zapewnia więcej stabilizacji niż żywot samotnika, nawet jeśli wiąże się czasem z ryzykiem, zapewnia sens. Wytrwale zmierza w kierunku klanowych ziem, choć jednocześnie rozsądnie. Nie pędzi na łeb na szyję, a posuwa się dość powoli, choć systematycznie. Szuka jakichś kryjówek, poluje, na wypadek, gdyby dziś jednak nie był dzień, gdy trafi do obozu.
ni ma || gwiżdżący wiatr [kw/nkt]; porośnięta łapa [kc/nkt]; hucząca łapa [gk/kr]; zmrok [nkt/kg]
–Do mojego wątrobianego nosa dotarła woń jakiegoś zwierzątka, wywołując coś w rodzaju déjà vu. Znałem świetnie ten zapach ze stosu zwierzyny i, chociaż nie byłem w stanie przywołać dokładnego obrazu zwierzaka, od jakiego pochodził, na myśl od razu nasunął mi myszopodobny gryzoń. Mój wzrok potwierdził te przypuszczenia – stworzonko zdecydowanie zaliczało się do wąsatych ziarnojadów, a pokrywała je jasnobrązowa sierść. Choć istota poruszała się, zdawało się, iż dotąd mnie nie wykryła. Moja szansa na przyniesienie do obozu Klanu Wichru kolejnego kawałka mięsa jeszcze nie została przekreślona. I ja nie miałem najmniejszego zamiaru z niej rezygnować. –Przypominając sobie prędko wszystkie zasady pozycji łowieckiej, postanowiłem już nie tylko oglądać oraz myśleć, lecz też zrobić jakiś krok w stronę upolowania gryzonia. Opadłem nisko na łapy, opuściłem głowę, a ogon zrównałem z grzbietem. Mysz mnie wyczuje, królik usłyszy, a ptak zobaczy. Tym razem zasada nie zniknęła dziwnym trafem z mojej głowy, a wręcz przeciwnie. Brzmiała mi w uszach, a ja zdecydowałem się nią pokierować. Nie byłem pewien, czy to mysz, jednak każdym razie – coś podobnego. Być może ono również polegało w znacznej mierze na węchu? Wreszcie pamiętałem o tym, by uważać na wiatr. Wibrysami wyczułem jego kierunek i spróbowałem ustawić się tak, by nie udaremnił moich łowów. Nie zrezygnowałem przy tym z cichego stąpania czy niewychodzenia na pełen widok. Czy to wystarczy, by złapać zdobycz?