Nieszczęściu, imię twoje - kobieta! Nie zmieniła się zbyt wiele od swojej ceremonii na terminatora, niestety, a może i na szczęście, za wyjątkiem nabycia kilku centymetrów wzwyż. Kolokwialnie rzecz biorąc - urosła, i tyle. Teraz plasuje się gdzieś w granicach średniego wzrostu, ale wyżej niż niżej, chociaż nie można też jej nazwać gigantem. Śnieżnobiałe futerko, szczególnie gęste i nieco dłuższe na piersi i przy uszach dość gładko przylega do ciała na długich, zgrabnych łapach. Oczy duże, jadowicie zielone, pełne roztańczonych iskierek, a barwą przywodzące na myśl świeżą trawę Porą Młodych Liści. Na środku mordki intensywnie jasnoróżowy nos, od którego kocica wzięła zresztą swoje miano. Oj, wygląda jak anioł, ale nawet anioły mogą pokazać czasem zęby. W uśmiechu - słodkim jak maliny i ostrym jak ciernie. W starciu z lisem straciła ogon.
Znacie ten cichy głos, który czasem uświadamia wam, że czegoś nie jesteście w stanie zrobić, a co za tym idzie - ratuje wam skórę od kłopotów? Malinowa Łapa nie posiada takiego głosu. Ona czegoś nie zrobi? Ona? A jakże, owszem, zrobi! - i to lepiej od ciebie. Dobiegnie szybciej, uderzy mocniej, skoczy wyżej. Wszystko, żeby udowodnić swoją wartość. Zdeterminowana i zawzięta, a przy tym uparta jak diabli, zwyczajnie nie wie, kiedy przestać, nawet kiedy na szali jest jej własne dobro. Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli. Malinocentryzm nie wylazł z niej z wiekiem, dalej przepada za byciem w centrum uwagi, a smykałka do aktorstwa tylko głębiej zapuściła korzenie. Bystre i przebiegłe to stworzenie, nigdy nie możesz być do końca pewny, czy to co mówi i robi jest szczere... czy to tylko kolejny akt gry. Przyjmuje maski z łatwością, łże jak z nut i gra innymi jak marionetkami na sznurkach, świadomie bądź przypadkiem - niektóre nawyki wchodzą głęboko w krew. Można długo mówić o jej wadach, ale mimo monstrualnego ego... serce ma porównywalnie wielkie, jeśli nie większe, a lojalność jest u niej równie potężna co determinacja.
Malinowa Gwiazda stawiła się na następne spotkanie (niezbyt) punktualnie, otrzepując z lekka białe futro i posyłając Skrzekowi szeroki uśmiech. – Myślałam, żeby dzisiaj zacząć z przytupem. Od polowania. – poruszyła wąsami, przyglądając się terminatorowi pobłażliwie rozbawionym wzrokiem. W końcu do kluczowa dla wojownika umiejętność… no i Skrzek przebierał już łapami tak niecierpliwie, że jego mistrzyni była przekonana, że z pewnością przyda mu się trochę ruchu. – Co wiesz o polowaniu? Coś się obiło o uszy? Jakieś zasady, regułki? – podsunęła z zaciekawieniem, woląc na wszelki wypadek zapytać. Może już samo ćwiczył? Kto go tam wie.
Mistrz: MALINOWA GWIAZDA
Płeć: kocur
Matka: Czajkowy Lot
Ojciec: Wilgotny Nos
Partner: Miętowy Pąk
Wyrósł, na ile wyrosnąć pozwoliły mu grube łapy. Skrzeczący nadal pozostał najmniejszym z miotu. Zdecydowanie zwiększył się wszerz, nabierając masy mięśni. Ma wyprostowaną sylwetkę, a porusza się lekko, wyglądając przy tym na silnego i krzepkiego. Większą uwagę przywiązuje do pielęgnacji długiego, śnieżnobiałego futra. Trójkątne uszy, pysk (z wyjątkiem dolnej wargi), łapy i długi ogon przypominający kitę wiewiórki przechodzą delikatnie na jasny, niebieskoszary kolor. Biel powraca kocurowi na palcach, które wyglądają na jeszcze jaśniejsze od całego ciała. Mały nos jest koloru czarnego, a oczy nie zmieniły swej barwy - nadal pozostały lodowato błękitne, chłodno lustrując otaczający świat.
Wydoroślał. Chociaż jest bardzo pewny siebie, to potrafi w pewnych sytuacjach schować dumę do kieszeni. Skrzecząca Mewa w większości pozostaje dyplomatyczny i poważny, nie ukazując uczuć. Zachowuje rezerwę do innych, a prawdziwe emocje ukazuje dopiero przy naprawdę bliskich mu kotach. Ciężko mu nawiązywać relacje na dłużej, nawet jeśli jest chętny do pogawędek. Bardziej kontroluje swoje emocje i nie wybucha gniewem od byle czego, ale lepiej nadmiernie nie testować jego cierpliwości. Zdenerwowany bywa wulgarny i fizyczny. Ucieka się do walki jeśli sytuacja tego wymaga, a wtedy bywa brutalny.
Próbował uśmiechnąć się do mistrzyni w odpowiedzi, ale wyszło bardzo sztucznie, więc przez resztę czasu zachowywał kamienny wyraz pyska, jak to miał w zwyczaju. Zaciekawienie zdradzały tylko poruszone wąsiska i nastawione uszy. Ach tak, polowanie!... Polowanie. Jak to się poluje? Wystarczy tylko odpowiednio się zakraść do zwierzyny i być wystarczająco szybkim, no chyba, że były tu jakieś sekrety, o których Skrzek nie wiedział. - Wiem, jak się skradać... O tak. Pod wiatr - zademonstrował uginając kończyny, przenosząc ciężar ciała na tylne łapy, a ogon utrzymując w linii prostej z grzbietem. Przeszedł parę nieśmiałych kroków, czekając na ewentualne poprawki. Niczym więcej nie mógł się pochwalić.
Nieszczęściu, imię twoje - kobieta! Nie zmieniła się zbyt wiele od swojej ceremonii na terminatora, niestety, a może i na szczęście, za wyjątkiem nabycia kilku centymetrów wzwyż. Kolokwialnie rzecz biorąc - urosła, i tyle. Teraz plasuje się gdzieś w granicach średniego wzrostu, ale wyżej niż niżej, chociaż nie można też jej nazwać gigantem. Śnieżnobiałe futerko, szczególnie gęste i nieco dłuższe na piersi i przy uszach dość gładko przylega do ciała na długich, zgrabnych łapach. Oczy duże, jadowicie zielone, pełne roztańczonych iskierek, a barwą przywodzące na myśl świeżą trawę Porą Młodych Liści. Na środku mordki intensywnie jasnoróżowy nos, od którego kocica wzięła zresztą swoje miano. Oj, wygląda jak anioł, ale nawet anioły mogą pokazać czasem zęby. W uśmiechu - słodkim jak maliny i ostrym jak ciernie. W starciu z lisem straciła ogon.
Znacie ten cichy głos, który czasem uświadamia wam, że czegoś nie jesteście w stanie zrobić, a co za tym idzie - ratuje wam skórę od kłopotów? Malinowa Łapa nie posiada takiego głosu. Ona czegoś nie zrobi? Ona? A jakże, owszem, zrobi! - i to lepiej od ciebie. Dobiegnie szybciej, uderzy mocniej, skoczy wyżej. Wszystko, żeby udowodnić swoją wartość. Zdeterminowana i zawzięta, a przy tym uparta jak diabli, zwyczajnie nie wie, kiedy przestać, nawet kiedy na szali jest jej własne dobro. Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli. Malinocentryzm nie wylazł z niej z wiekiem, dalej przepada za byciem w centrum uwagi, a smykałka do aktorstwa tylko głębiej zapuściła korzenie. Bystre i przebiegłe to stworzenie, nigdy nie możesz być do końca pewny, czy to co mówi i robi jest szczere... czy to tylko kolejny akt gry. Przyjmuje maski z łatwością, łże jak z nut i gra innymi jak marionetkami na sznurkach, świadomie bądź przypadkiem - niektóre nawyki wchodzą głęboko w krew. Można długo mówić o jej wadach, ale mimo monstrualnego ego... serce ma porównywalnie wielkie, jeśli nie większe, a lojalność jest u niej równie potężna co determinacja.
Skrzek wyglądał trochę jakby nie pamiętał jak się używa mięśni mordki kiedy próbował się uśmiechać, ale to nic nie szkodzi. Ważne, że próbował. Uśmiechnęła się w odpowiedzi i kiwnęła głową, by zaraz rzucić czujnym okiem na jego postawę. Hm. Nie było źle, ale mogło być również lepiej - jak to zwykle bywa u nowicjuszy.
- Tylne łapy odrobinę szerzej, będzie ci łatwiej zachować równowagę. Dobra robota jeśli chodzi o ogon, wygląda na to, że masz do tego talent. - przekrzywiła lekko głowę. - To co musisz pamiętać, z najważniejszych rzeczy, to patrzenie pod nogi. Nawet nie wiesz ile myszy zachowało życie przez niefortunnie nadepniętą gałązkę. - długie wąsy zadrżały wyraźnie z rozbawieniem. - I oprócz skradania się pod wiatr musisz również robić to tak, by zwierzyna cię nie zauważyła. Dość oczywiste, ale warte wzmianki. To co, spróbujemy? Będę nieopodal. - mrugnęła porozumiewawczo do Skrzeczącej Łapy. My tu gadu-gadu, teoria teorią, ale to praktyka czyni mistrza.
Mistrz: MALINOWA GWIAZDA
Płeć: kocur
Matka: Czajkowy Lot
Ojciec: Wilgotny Nos
Partner: Miętowy Pąk
Wyrósł, na ile wyrosnąć pozwoliły mu grube łapy. Skrzeczący nadal pozostał najmniejszym z miotu. Zdecydowanie zwiększył się wszerz, nabierając masy mięśni. Ma wyprostowaną sylwetkę, a porusza się lekko, wyglądając przy tym na silnego i krzepkiego. Większą uwagę przywiązuje do pielęgnacji długiego, śnieżnobiałego futra. Trójkątne uszy, pysk (z wyjątkiem dolnej wargi), łapy i długi ogon przypominający kitę wiewiórki przechodzą delikatnie na jasny, niebieskoszary kolor. Biel powraca kocurowi na palcach, które wyglądają na jeszcze jaśniejsze od całego ciała. Mały nos jest koloru czarnego, a oczy nie zmieniły swej barwy - nadal pozostały lodowato błękitne, chłodno lustrując otaczający świat.
Wydoroślał. Chociaż jest bardzo pewny siebie, to potrafi w pewnych sytuacjach schować dumę do kieszeni. Skrzecząca Mewa w większości pozostaje dyplomatyczny i poważny, nie ukazując uczuć. Zachowuje rezerwę do innych, a prawdziwe emocje ukazuje dopiero przy naprawdę bliskich mu kotach. Ciężko mu nawiązywać relacje na dłużej, nawet jeśli jest chętny do pogawędek. Bardziej kontroluje swoje emocje i nie wybucha gniewem od byle czego, ale lepiej nadmiernie nie testować jego cierpliwości. Zdenerwowany bywa wulgarny i fizyczny. Ucieka się do walki jeśli sytuacja tego wymaga, a wtedy bywa brutalny.
W czasie gdy mistrzyni zaznaczała, co można było poprawić, Skrzecząca Łapa zastosowywał to jak najszybciej. Rozstawił szerzej tylne łapy i postarał się jak najlepiej zapamiętać postawę łowiecką. Nie może o niczym zapomnieć, bo każdy element jest ważny w skradaniu się! Skupił się na Malinowej Gwieździe i wąsy zadrgały mu z podekscytowania. Kiwnął kotce głową i wyszedł z obozu. Zanim przeszedł do praktyki, musiał wywęszyć zwierzynę, a należało to do mniej ciekawych zajęć. Sytuację utrudniała ośnieżona sceneria, w której trudno było się ukryć nawet takiemu małemu kocurowi. Musiał polegać na swoim jasnym futrze i ostrożności. Trzymał pysk bliżej ziemi i w miarę szybko posuwał się na przód, idąc za coraz świeższymi zapachami.
Nieszczęściu, imię twoje - kobieta! Nie zmieniła się zbyt wiele od swojej ceremonii na terminatora, niestety, a może i na szczęście, za wyjątkiem nabycia kilku centymetrów wzwyż. Kolokwialnie rzecz biorąc - urosła, i tyle. Teraz plasuje się gdzieś w granicach średniego wzrostu, ale wyżej niż niżej, chociaż nie można też jej nazwać gigantem. Śnieżnobiałe futerko, szczególnie gęste i nieco dłuższe na piersi i przy uszach dość gładko przylega do ciała na długich, zgrabnych łapach. Oczy duże, jadowicie zielone, pełne roztańczonych iskierek, a barwą przywodzące na myśl świeżą trawę Porą Młodych Liści. Na środku mordki intensywnie jasnoróżowy nos, od którego kocica wzięła zresztą swoje miano. Oj, wygląda jak anioł, ale nawet anioły mogą pokazać czasem zęby. W uśmiechu - słodkim jak maliny i ostrym jak ciernie. W starciu z lisem straciła ogon.
Znacie ten cichy głos, który czasem uświadamia wam, że czegoś nie jesteście w stanie zrobić, a co za tym idzie - ratuje wam skórę od kłopotów? Malinowa Łapa nie posiada takiego głosu. Ona czegoś nie zrobi? Ona? A jakże, owszem, zrobi! - i to lepiej od ciebie. Dobiegnie szybciej, uderzy mocniej, skoczy wyżej. Wszystko, żeby udowodnić swoją wartość. Zdeterminowana i zawzięta, a przy tym uparta jak diabli, zwyczajnie nie wie, kiedy przestać, nawet kiedy na szali jest jej własne dobro. Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli. Malinocentryzm nie wylazł z niej z wiekiem, dalej przepada za byciem w centrum uwagi, a smykałka do aktorstwa tylko głębiej zapuściła korzenie. Bystre i przebiegłe to stworzenie, nigdy nie możesz być do końca pewny, czy to co mówi i robi jest szczere... czy to tylko kolejny akt gry. Przyjmuje maski z łatwością, łże jak z nut i gra innymi jak marionetkami na sznurkach, świadomie bądź przypadkiem - niektóre nawyki wchodzą głęboko w krew. Można długo mówić o jej wadach, ale mimo monstrualnego ego... serce ma porównywalnie wielkie, jeśli nie większe, a lojalność jest u niej równie potężna co determinacja.
Pokiwała głową, przyglądając się postawie Skrzeka i tym razem uznała ją za zadowalającą, o czym poinformował go ciepły uśmiech. Mrugnęła do terminatora porozumiewawczo, by odwrócić się w drugim kierunku i pomaszerować przed siebie, pozornie opuszczając miejsce dramatu. W rzeczywistości zamierzała przyczaić się nieopodal i obserwować jego postęp - terminatorzy radzili sobie zwykle lepiej gdy nie czuli na sobie presji stojącego tuż obok mistrza.
Tymczasem... komu w drogę, temu czas. A czasu wystarczająco dużo zmarnowaliśmy. (A przez my mam na myśli ja.) Przez dłuższy czas terminator nie słyszał nic poza świstem wiatru, nie musiał iść długo by wkrótce usłyszeć... przytłumiony, cichy szelest gdzieś wśród traw. Gdyby podszedł bliżej mógłby dostrzec, że to niewielka ryjówka, jakieś sześć lisich długości. Pytanie tylko, czy będzie w stanie podejść bliżej.
Mistrz: MALINOWA GWIAZDA
Płeć: kocur
Matka: Czajkowy Lot
Ojciec: Wilgotny Nos
Partner: Miętowy Pąk
Wyrósł, na ile wyrosnąć pozwoliły mu grube łapy. Skrzeczący nadal pozostał najmniejszym z miotu. Zdecydowanie zwiększył się wszerz, nabierając masy mięśni. Ma wyprostowaną sylwetkę, a porusza się lekko, wyglądając przy tym na silnego i krzepkiego. Większą uwagę przywiązuje do pielęgnacji długiego, śnieżnobiałego futra. Trójkątne uszy, pysk (z wyjątkiem dolnej wargi), łapy i długi ogon przypominający kitę wiewiórki przechodzą delikatnie na jasny, niebieskoszary kolor. Biel powraca kocurowi na palcach, które wyglądają na jeszcze jaśniejsze od całego ciała. Mały nos jest koloru czarnego, a oczy nie zmieniły swej barwy - nadal pozostały lodowato błękitne, chłodno lustrując otaczający świat.
Wydoroślał. Chociaż jest bardzo pewny siebie, to potrafi w pewnych sytuacjach schować dumę do kieszeni. Skrzecząca Mewa w większości pozostaje dyplomatyczny i poważny, nie ukazując uczuć. Zachowuje rezerwę do innych, a prawdziwe emocje ukazuje dopiero przy naprawdę bliskich mu kotach. Ciężko mu nawiązywać relacje na dłużej, nawet jeśli jest chętny do pogawędek. Bardziej kontroluje swoje emocje i nie wybucha gniewem od byle czego, ale lepiej nadmiernie nie testować jego cierpliwości. Zdenerwowany bywa wulgarny i fizyczny. Ucieka się do walki jeśli sytuacja tego wymaga, a wtedy bywa brutalny.
//przepraszam, że trochę późno, ale postaram się już szybko pociągnąć ten trening!!
Chciał wyostrzyć zmysły jak najbardziej i te nie zawiodły go - po pewnym czasie spokojnego skradania się do jego uszu doleciał niepozorny szelest. Skierował uszy w jego stronę, a później ze zdwojoną ostrożnością zbliżał się do dźwięku. Zauważył małą ryjówkę i znieruchomiał. Wiatr nie wiał mu w pysk, więc musiał jakoś okrążyć gryzonia, by ten wcześniej go nie wyczuł. Dobrze, że był jeszcze w odpowiedniej odległości paru lisich długości. Zachowując swoją pozycję, skręcił w prawo i cały czas patrzył to na ryjówkę, to pod swoje łapy, by na nic nie wdepnąć. Kiedy poczuł delikatny powiew w policzek, odwrócił się w stronę ofiary. Teraz powinien zwyczajnie zbliżyć się do niej po linii prostej. Skrzecząca Łapa schował się szybko za jednym krzakiem, a później kolejnym. Od ryjówki dzieliły go jeszcze dwie lisie długości. Kocur był przyczajony za jednym z drzew stojących możliwie najbliżej myszki. Skoncentrował się, przerzucił ciężar ciała na tylne łapy i w paru uderzeniach serca skoczył na biedne stworzonko, w powietrzu wysuwając pazury. Miał zamiar zatopić je w ofierze i zabić jednym ciosem.
Nieszczęściu, imię twoje - kobieta! Nie zmieniła się zbyt wiele od swojej ceremonii na terminatora, niestety, a może i na szczęście, za wyjątkiem nabycia kilku centymetrów wzwyż. Kolokwialnie rzecz biorąc - urosła, i tyle. Teraz plasuje się gdzieś w granicach średniego wzrostu, ale wyżej niż niżej, chociaż nie można też jej nazwać gigantem. Śnieżnobiałe futerko, szczególnie gęste i nieco dłuższe na piersi i przy uszach dość gładko przylega do ciała na długich, zgrabnych łapach. Oczy duże, jadowicie zielone, pełne roztańczonych iskierek, a barwą przywodzące na myśl świeżą trawę Porą Młodych Liści. Na środku mordki intensywnie jasnoróżowy nos, od którego kocica wzięła zresztą swoje miano. Oj, wygląda jak anioł, ale nawet anioły mogą pokazać czasem zęby. W uśmiechu - słodkim jak maliny i ostrym jak ciernie. W starciu z lisem straciła ogon.
Znacie ten cichy głos, który czasem uświadamia wam, że czegoś nie jesteście w stanie zrobić, a co za tym idzie - ratuje wam skórę od kłopotów? Malinowa Łapa nie posiada takiego głosu. Ona czegoś nie zrobi? Ona? A jakże, owszem, zrobi! - i to lepiej od ciebie. Dobiegnie szybciej, uderzy mocniej, skoczy wyżej. Wszystko, żeby udowodnić swoją wartość. Zdeterminowana i zawzięta, a przy tym uparta jak diabli, zwyczajnie nie wie, kiedy przestać, nawet kiedy na szali jest jej własne dobro. Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli. Malinocentryzm nie wylazł z niej z wiekiem, dalej przepada za byciem w centrum uwagi, a smykałka do aktorstwa tylko głębiej zapuściła korzenie. Bystre i przebiegłe to stworzenie, nigdy nie możesz być do końca pewny, czy to co mówi i robi jest szczere... czy to tylko kolejny akt gry. Przyjmuje maski z łatwością, łże jak z nut i gra innymi jak marionetkami na sznurkach, świadomie bądź przypadkiem - niektóre nawyki wchodzą głęboko w krew. Można długo mówić o jej wadach, ale mimo monstrualnego ego... serce ma porównywalnie wielkie, jeśli nie większe, a lojalność jest u niej równie potężna co determinacja.
I w dziesiątkę. Mysz co prawda dostrzegła go tuż przed uderzeniem, ale na niewiele jej się to zdało. Skończyła marnie w łapach niedoświadczonego co prawda, ale bardzo ambitnego łowcy. Zawsze mogła trafić gorzej... mógł ją zeżreć na przykład jakiś włóczęga. To dopiero haniebna śmierć. Powiedzmy, że powinna się czuć wdzięczna.
Pytanie - co teraz? Dookoła niego panowała cisza, a wiatr poruszał leniwie źdźbłami traw. Po mistrzyni - ani śladu. Idziemy dalej? Czy wracamy pochwalić się pierwszą zwierzyną?
Mistrz: MALINOWA GWIAZDA
Płeć: kocur
Matka: Czajkowy Lot
Ojciec: Wilgotny Nos
Partner: Miętowy Pąk
Wyrósł, na ile wyrosnąć pozwoliły mu grube łapy. Skrzeczący nadal pozostał najmniejszym z miotu. Zdecydowanie zwiększył się wszerz, nabierając masy mięśni. Ma wyprostowaną sylwetkę, a porusza się lekko, wyglądając przy tym na silnego i krzepkiego. Większą uwagę przywiązuje do pielęgnacji długiego, śnieżnobiałego futra. Trójkątne uszy, pysk (z wyjątkiem dolnej wargi), łapy i długi ogon przypominający kitę wiewiórki przechodzą delikatnie na jasny, niebieskoszary kolor. Biel powraca kocurowi na palcach, które wyglądają na jeszcze jaśniejsze od całego ciała. Mały nos jest koloru czarnego, a oczy nie zmieniły swej barwy - nadal pozostały lodowato błękitne, chłodno lustrując otaczający świat.
Wydoroślał. Chociaż jest bardzo pewny siebie, to potrafi w pewnych sytuacjach schować dumę do kieszeni. Skrzecząca Mewa w większości pozostaje dyplomatyczny i poważny, nie ukazując uczuć. Zachowuje rezerwę do innych, a prawdziwe emocje ukazuje dopiero przy naprawdę bliskich mu kotach. Ciężko mu nawiązywać relacje na dłużej, nawet jeśli jest chętny do pogawędek. Bardziej kontroluje swoje emocje i nie wybucha gniewem od byle czego, ale lepiej nadmiernie nie testować jego cierpliwości. Zdenerwowany bywa wulgarny i fizyczny. Ucieka się do walki jeśli sytuacja tego wymaga, a wtedy bywa brutalny.
Poczuł przypływ satysfakcji, kiedy udało mu się złapać jego pierwszą zwierzynę. Naturalnie poczuł się dumny, bo nie był gotowy na tak szybki sukces! Skrzecząca Łapa nie wiedział, że polowanie może być rzeczywiście całkiem przyjemnym zajęciem, w dodatku pożytecznym. Wstał i patrzył się tępo w zabitą ryjówkę przez pewien czas, jakby analizując całe polowanie. W końcu podniósł głowę i rozejrzał się wokoło - nie było czuć nic więcej prócz lasu, a gdzie była jego mistrzyni? Nie zwracał wcześniej uwagi na śnieżnobiałą kotkę, bo myślał, że przyglądała mu się gdzieś z boku. Teraz jednak okazało się, że tajemniczo zapadła się pod ziemię. Nie wiedząc, co zrobić ze zwierzyną wziął ją za ogon i rozejrzał się ponownie, próbując złapać jakiś trop - albo kolejnej ofiary, albo przywódczyni. Z pewną dozą niepewności posuwał się na przód. - Mai'owa Gwaz'do? - miauknął przez zaciśnięte zęby.
Nieszczęściu, imię twoje - kobieta! Nie zmieniła się zbyt wiele od swojej ceremonii na terminatora, niestety, a może i na szczęście, za wyjątkiem nabycia kilku centymetrów wzwyż. Kolokwialnie rzecz biorąc - urosła, i tyle. Teraz plasuje się gdzieś w granicach średniego wzrostu, ale wyżej niż niżej, chociaż nie można też jej nazwać gigantem. Śnieżnobiałe futerko, szczególnie gęste i nieco dłuższe na piersi i przy uszach dość gładko przylega do ciała na długich, zgrabnych łapach. Oczy duże, jadowicie zielone, pełne roztańczonych iskierek, a barwą przywodzące na myśl świeżą trawę Porą Młodych Liści. Na środku mordki intensywnie jasnoróżowy nos, od którego kocica wzięła zresztą swoje miano. Oj, wygląda jak anioł, ale nawet anioły mogą pokazać czasem zęby. W uśmiechu - słodkim jak maliny i ostrym jak ciernie. W starciu z lisem straciła ogon.
Znacie ten cichy głos, który czasem uświadamia wam, że czegoś nie jesteście w stanie zrobić, a co za tym idzie - ratuje wam skórę od kłopotów? Malinowa Łapa nie posiada takiego głosu. Ona czegoś nie zrobi? Ona? A jakże, owszem, zrobi! - i to lepiej od ciebie. Dobiegnie szybciej, uderzy mocniej, skoczy wyżej. Wszystko, żeby udowodnić swoją wartość. Zdeterminowana i zawzięta, a przy tym uparta jak diabli, zwyczajnie nie wie, kiedy przestać, nawet kiedy na szali jest jej własne dobro. Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli. Malinocentryzm nie wylazł z niej z wiekiem, dalej przepada za byciem w centrum uwagi, a smykałka do aktorstwa tylko głębiej zapuściła korzenie. Bystre i przebiegłe to stworzenie, nigdy nie możesz być do końca pewny, czy to co mówi i robi jest szczere... czy to tylko kolejny akt gry. Przyjmuje maski z łatwością, łże jak z nut i gra innymi jak marionetkami na sznurkach, świadomie bądź przypadkiem - niektóre nawyki wchodzą głęboko w krew. Można długo mówić o jej wadach, ale mimo monstrualnego ego... serce ma porównywalnie wielkie, jeśli nie większe, a lojalność jest u niej równie potężna co determinacja.
Mistrzyni tym czasem ani widu, ani słychu. Albo specjalnie pozostawała w ukryciu, albo... znajdowała się poza zasięgiem słuchu, zwłaszcza jeśli chodzi o stłumione przez zaciśnięte zęby miauknięcia. A skoro już mowa o przytłumionych dźwiękach... w pobliskich zaroślach rozległ się cichy trzepot. Nic wielkiego, ale zawsze coś. Sikorka skubała coś pomiędzy gałęziami, zbyt zajęta by usłyszeć pomruki terminatora, ale powinien uważać jeśli faktycznie połasi się na upolowanie dodatkowej zwierzyny. Jedno potknięcie mogła mu wybaczyć, ale wątpliwe by darowała mu kolejne. O ile, rzecz jasna, był w ogóle zainteresowany - w końcu szukał już mistrzyni, prawda?
Mistrz: MALINOWA GWIAZDA
Płeć: kocur
Matka: Czajkowy Lot
Ojciec: Wilgotny Nos
Partner: Miętowy Pąk
Wyrósł, na ile wyrosnąć pozwoliły mu grube łapy. Skrzeczący nadal pozostał najmniejszym z miotu. Zdecydowanie zwiększył się wszerz, nabierając masy mięśni. Ma wyprostowaną sylwetkę, a porusza się lekko, wyglądając przy tym na silnego i krzepkiego. Większą uwagę przywiązuje do pielęgnacji długiego, śnieżnobiałego futra. Trójkątne uszy, pysk (z wyjątkiem dolnej wargi), łapy i długi ogon przypominający kitę wiewiórki przechodzą delikatnie na jasny, niebieskoszary kolor. Biel powraca kocurowi na palcach, które wyglądają na jeszcze jaśniejsze od całego ciała. Mały nos jest koloru czarnego, a oczy nie zmieniły swej barwy - nadal pozostały lodowato błękitne, chłodno lustrując otaczający świat.
Wydoroślał. Chociaż jest bardzo pewny siebie, to potrafi w pewnych sytuacjach schować dumę do kieszeni. Skrzecząca Mewa w większości pozostaje dyplomatyczny i poważny, nie ukazując uczuć. Zachowuje rezerwę do innych, a prawdziwe emocje ukazuje dopiero przy naprawdę bliskich mu kotach. Ciężko mu nawiązywać relacje na dłużej, nawet jeśli jest chętny do pogawędek. Bardziej kontroluje swoje emocje i nie wybucha gniewem od byle czego, ale lepiej nadmiernie nie testować jego cierpliwości. Zdenerwowany bywa wulgarny i fizyczny. Ucieka się do walki jeśli sytuacja tego wymaga, a wtedy bywa brutalny.
Skrzecząca Łapa rozejrzał się jeszcze raz, ale nie miał zamiaru tracić czasu na wypatrywanie mistrzyni. Na pewno gdzieś jest... W końcu doświadczona wojowniczka mogła mieć dla niego jakiś plan. Usłyszał nieopodal jakiś trzepot i kilka uderzeń serca później dostrzegł sikorkę zajmującą się swoimi sprawami. Położył upolowaną ryjówkę na ziemi i pospiesznie przykrył ją paroma liśćmi, żeby kolejna ofiara nie uciekła. Skoro nie miał nic więcej do roboty, to zaskoczy Malinową Gwiazdę paroma zdobyczami! Wiedział, że złapanie ptaka będzie o wiele trudniejsze, przede wszystkim dlatego, że ptaki mają skrzydła. Zaplanował więc, że najważniejsze będzie pozostanie poza zasięgiem wzroku ruchliwej sikorki i wycelowanie prosto w jej skrzydła.
Kiedy to wszystko analizował, poczuł wiejący mu w pysk wiatr. To dobry znak! Mógł więc skradać się prosto na ofiarę. Przyjął postawę łowiecką, tylne łapy stawiając szerzej i przestawiając na nie swój ciężar ciała. Wiewiórczy ogon ułożył na linii z grzbietem i skupił się na celu, jakim była sikorka. Nie chciał, by skacząc na nią zetknął się ze wszystkimi gałązkami lub co gorsza całym krzakiem, ale musiał zaryzykować. Zaczął pomału skradać się do przodu, patrząc pod łapy i omijając wszystko, co mogłoby wydać jakiś dźwięk. Ukrywał się też za wszystkimi krzakami prowadzącymi do sikorki, aż nie podszedł wystarczająco blisko. Terminator musiał jednak poczekać, aż ptak przez dłuższy czas całkowicie odwróci się do niego tyłem. Kiedy Skrzek poczuł, że zwierzyna jest zaabsorbowana swoim zajęciem, odbił się z gracją od podłoża i wysunął pazury przednich łap, gotów do pochwycenia sikorki za skrzydła i ciśnięcia jej do podłoża.
Nieszczęściu, imię twoje - kobieta! Nie zmieniła się zbyt wiele od swojej ceremonii na terminatora, niestety, a może i na szczęście, za wyjątkiem nabycia kilku centymetrów wzwyż. Kolokwialnie rzecz biorąc - urosła, i tyle. Teraz plasuje się gdzieś w granicach średniego wzrostu, ale wyżej niż niżej, chociaż nie można też jej nazwać gigantem. Śnieżnobiałe futerko, szczególnie gęste i nieco dłuższe na piersi i przy uszach dość gładko przylega do ciała na długich, zgrabnych łapach. Oczy duże, jadowicie zielone, pełne roztańczonych iskierek, a barwą przywodzące na myśl świeżą trawę Porą Młodych Liści. Na środku mordki intensywnie jasnoróżowy nos, od którego kocica wzięła zresztą swoje miano. Oj, wygląda jak anioł, ale nawet anioły mogą pokazać czasem zęby. W uśmiechu - słodkim jak maliny i ostrym jak ciernie. W starciu z lisem straciła ogon.
Znacie ten cichy głos, który czasem uświadamia wam, że czegoś nie jesteście w stanie zrobić, a co za tym idzie - ratuje wam skórę od kłopotów? Malinowa Łapa nie posiada takiego głosu. Ona czegoś nie zrobi? Ona? A jakże, owszem, zrobi! - i to lepiej od ciebie. Dobiegnie szybciej, uderzy mocniej, skoczy wyżej. Wszystko, żeby udowodnić swoją wartość. Zdeterminowana i zawzięta, a przy tym uparta jak diabli, zwyczajnie nie wie, kiedy przestać, nawet kiedy na szali jest jej własne dobro. Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli. Malinocentryzm nie wylazł z niej z wiekiem, dalej przepada za byciem w centrum uwagi, a smykałka do aktorstwa tylko głębiej zapuściła korzenie. Bystre i przebiegłe to stworzenie, nigdy nie możesz być do końca pewny, czy to co mówi i robi jest szczere... czy to tylko kolejny akt gry. Przyjmuje maski z łatwością, łże jak z nut i gra innymi jak marionetkami na sznurkach, świadomie bądź przypadkiem - niektóre nawyki wchodzą głęboko w krew. Można długo mówić o jej wadach, ale mimo monstrualnego ego... serce ma porównywalnie wielkie, jeśli nie większe, a lojalność jest u niej równie potężna co determinacja.
Terminator zaplanował to przedsięwzięcie pierwszorzędnie, to trzeba było mu przyznać. Biedna sikorka nawet nie zdążyła zatrzepotać skrzydłami ani spojrzeć swojemu oprawcy prosto w ślepia swoimi paciorkowatymi oczami, bo już została przyciśnięta do podłoża i pozbawiona życia. Cóż. To by chyba było na tyle.
Jak na zawołanie, podczas gdy terminator był zajęty zakopywaniem zwierzyny - miejmy nadzieję, że o tym nie zapomniał - zza pobliskich krzewów wychynęła biała sylwetka. Czyżby Malinowa Gwiazda specjalnie zostawiła go samopas, by zobaczyć co zrobi? Czy po prostu miała takie spektakularne wyczucie czasu? Któż to wie. Nigdy się chyba nie dowiemy, bo przywódczyni nie wyglądała jakby miała zamiar uchylić rąbka tajemnicy. - Udane łowy? - zagadnęła tylko terminatora z dyskretnym drgnięciem kącików mordki.
Mistrz: MALINOWA GWIAZDA
Płeć: kocur
Matka: Czajkowy Lot
Ojciec: Wilgotny Nos
Partner: Miętowy Pąk
Wyrósł, na ile wyrosnąć pozwoliły mu grube łapy. Skrzeczący nadal pozostał najmniejszym z miotu. Zdecydowanie zwiększył się wszerz, nabierając masy mięśni. Ma wyprostowaną sylwetkę, a porusza się lekko, wyglądając przy tym na silnego i krzepkiego. Większą uwagę przywiązuje do pielęgnacji długiego, śnieżnobiałego futra. Trójkątne uszy, pysk (z wyjątkiem dolnej wargi), łapy i długi ogon przypominający kitę wiewiórki przechodzą delikatnie na jasny, niebieskoszary kolor. Biel powraca kocurowi na palcach, które wyglądają na jeszcze jaśniejsze od całego ciała. Mały nos jest koloru czarnego, a oczy nie zmieniły swej barwy - nadal pozostały lodowato błękitne, chłodno lustrując otaczający świat.
Wydoroślał. Chociaż jest bardzo pewny siebie, to potrafi w pewnych sytuacjach schować dumę do kieszeni. Skrzecząca Mewa w większości pozostaje dyplomatyczny i poważny, nie ukazując uczuć. Zachowuje rezerwę do innych, a prawdziwe emocje ukazuje dopiero przy naprawdę bliskich mu kotach. Ciężko mu nawiązywać relacje na dłużej, nawet jeśli jest chętny do pogawędek. Bardziej kontroluje swoje emocje i nie wybucha gniewem od byle czego, ale lepiej nadmiernie nie testować jego cierpliwości. Zdenerwowany bywa wulgarny i fizyczny. Ucieka się do walki jeśli sytuacja tego wymaga, a wtedy bywa brutalny.
Terminator z zadowoleniem na pysku popatrzył się na upolowaną sikorkę, by chwilę później unieść ją w zębach i cofnąć się do miejsca, gdzie schował ryjówkę. Nie było to trudne, bo jego zapach był świeży i wcale nie oddalił się tak bardzo. Zastanawiał się, co zrobić z tymi zdobyczami, czy polować dalej, czy może szukać Malinowej Gwiazdy? Nie musiał długo czekać, bo jak na zawołanie zza krzaków wychyliła się jego mistrzyni. Podejrzewał, że kotka cały czas obserwowała go z ukrycia. Może rzeczywiście taki sposób sprawdzania uczniów sprawdzał się, bo nie wywoływał w nich jakiejś presji, ale Skrzekowi widownia wcale nie przeszkadzała, wręcz byłoby mu miło, gdyby ktoś chciał go oglądać! Położył sikorkę obok ryjówki, którą wyjął z niewielkiego dołka zasypanego liśćmi. - Owszem - odparł z nutą dumy, jaką czuł po bezbłędnym wręcz polowaniu, bez żadnych pomyłek! Ale takiego obrotu spraw można było się spodziewać po tak zdolnym kocurze. - Dobrze się ukrywałaś. Co powinienem był zrobić, by cię znaleźć? - rzucił, unosząc jedną brew do góry. Jego pysk pozostawał jednak w bezruchu, nie zdradzając żadnych emocji, chociaż w obecnej chwili Skrzecząca Łapa był zaciekawiony. Wiewiórcza kita terminatora powędrowała do góry, pozwalając tylko końcówce opadać swobodnie na dół.
Nieszczęściu, imię twoje - kobieta! Nie zmieniła się zbyt wiele od swojej ceremonii na terminatora, niestety, a może i na szczęście, za wyjątkiem nabycia kilku centymetrów wzwyż. Kolokwialnie rzecz biorąc - urosła, i tyle. Teraz plasuje się gdzieś w granicach średniego wzrostu, ale wyżej niż niżej, chociaż nie można też jej nazwać gigantem. Śnieżnobiałe futerko, szczególnie gęste i nieco dłuższe na piersi i przy uszach dość gładko przylega do ciała na długich, zgrabnych łapach. Oczy duże, jadowicie zielone, pełne roztańczonych iskierek, a barwą przywodzące na myśl świeżą trawę Porą Młodych Liści. Na środku mordki intensywnie jasnoróżowy nos, od którego kocica wzięła zresztą swoje miano. Oj, wygląda jak anioł, ale nawet anioły mogą pokazać czasem zęby. W uśmiechu - słodkim jak maliny i ostrym jak ciernie. W starciu z lisem straciła ogon.
Znacie ten cichy głos, który czasem uświadamia wam, że czegoś nie jesteście w stanie zrobić, a co za tym idzie - ratuje wam skórę od kłopotów? Malinowa Łapa nie posiada takiego głosu. Ona czegoś nie zrobi? Ona? A jakże, owszem, zrobi! - i to lepiej od ciebie. Dobiegnie szybciej, uderzy mocniej, skoczy wyżej. Wszystko, żeby udowodnić swoją wartość. Zdeterminowana i zawzięta, a przy tym uparta jak diabli, zwyczajnie nie wie, kiedy przestać, nawet kiedy na szali jest jej własne dobro. Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli. Malinocentryzm nie wylazł z niej z wiekiem, dalej przepada za byciem w centrum uwagi, a smykałka do aktorstwa tylko głębiej zapuściła korzenie. Bystre i przebiegłe to stworzenie, nigdy nie możesz być do końca pewny, czy to co mówi i robi jest szczere... czy to tylko kolejny akt gry. Przyjmuje maski z łatwością, łże jak z nut i gra innymi jak marionetkami na sznurkach, świadomie bądź przypadkiem - niektóre nawyki wchodzą głęboko w krew. Można długo mówić o jej wadach, ale mimo monstrualnego ego... serce ma porównywalnie wielkie, jeśli nie większe, a lojalność jest u niej równie potężna co determinacja.
- Nic. Nie chciałam być znaleziona. - odpowiedziała mu z rozbawieniem, tak jakby to było zupełnie oczywiste. Bah. Mimo treningu musiał pamiętać, że była o lata świetlne dalej jeśli chodzi o doświadczenie i jeśli nie życzyła sobie być znaleziona... to marne szanse. - Jest wiele sposobów, by zamaskować swój zapach. Nie jestem szczególną zwolenniczką żadnego z nich, bo czasem trzeba się pobrudzić, ale... jak trzeba to trzeba. - przekrzywiła lekko głowę. - Większość, szczerze mówiąc, polega na turlaniu się w rzeczach które mniej lub bardziej śmierdzą. - poruszyła wąsami w uśmiechu. Ciężko trafić na twój trop kiedy cuchniesz lisem, prawda? Ona nie uciekła się do takich drastycznych środków, ale kto wie, może mu się kiedyś przyda.
- Chyba wystarczy na dzisiaj. Zabierz swoje łupy, zaniesiemy je na stos. Pamiętaj, że zwierzyna zabijana jest tylko po to, by się nią pożywić. - a ja chyba zapomniałam ci wspomnieć o tym punkcie kodeksu wcześniej, także dorzucimy go teraz, wee whoop skleroza nie boli. - W drodze powrotnej przejdziemy się jeszcze bliżej Cienistej granicy, żebyś zapamiętał tereny i pochwycił zapach. Pamiętasz rybny zapach Klanu Rzeki? Cień z kolei cuchnie bagnem. - uśmiechnęła się do terminatora przelotnie. - Nie będziemy dreptać przy samej granicy, od tego są patrole, na pewno będziesz miał okazję obejrzeć ją jeszcze na własne oczy... ważne żebyś wiedział jak przebiega. Granica z klanem Cienia ciągnie się od Czterech Drzew, przez Senny Ruczaj aż do Czarnego Ogona. Generalnie... im więcej drzew, tym bliżej terenów Klanu Cienia się znajdujesz.
Mistrz: MALINOWA GWIAZDA
Płeć: kocur
Matka: Czajkowy Lot
Ojciec: Wilgotny Nos
Partner: Miętowy Pąk
Wyrósł, na ile wyrosnąć pozwoliły mu grube łapy. Skrzeczący nadal pozostał najmniejszym z miotu. Zdecydowanie zwiększył się wszerz, nabierając masy mięśni. Ma wyprostowaną sylwetkę, a porusza się lekko, wyglądając przy tym na silnego i krzepkiego. Większą uwagę przywiązuje do pielęgnacji długiego, śnieżnobiałego futra. Trójkątne uszy, pysk (z wyjątkiem dolnej wargi), łapy i długi ogon przypominający kitę wiewiórki przechodzą delikatnie na jasny, niebieskoszary kolor. Biel powraca kocurowi na palcach, które wyglądają na jeszcze jaśniejsze od całego ciała. Mały nos jest koloru czarnego, a oczy nie zmieniły swej barwy - nadal pozostały lodowato błękitne, chłodno lustrując otaczający świat.
Wydoroślał. Chociaż jest bardzo pewny siebie, to potrafi w pewnych sytuacjach schować dumę do kieszeni. Skrzecząca Mewa w większości pozostaje dyplomatyczny i poważny, nie ukazując uczuć. Zachowuje rezerwę do innych, a prawdziwe emocje ukazuje dopiero przy naprawdę bliskich mu kotach. Ciężko mu nawiązywać relacje na dłużej, nawet jeśli jest chętny do pogawędek. Bardziej kontroluje swoje emocje i nie wybucha gniewem od byle czego, ale lepiej nadmiernie nie testować jego cierpliwości. Zdenerwowany bywa wulgarny i fizyczny. Ucieka się do walki jeśli sytuacja tego wymaga, a wtedy bywa brutalny.
Na błyskotliwą odpowiedź mistrzyni zamruczał z rozbawieniem, potrząsając wąsami.
Zmarszczył nos, kiedy tylko pomyślał o różnych śmierdzących rzeczach, które maskowały zapach... Oby nigdy nie musiał posunąć się do tak drastycznych czynów! Śnieżnobiałe futro nabrało dla niego ogromnego znaczenia i należycie je pielęgnował. Nie wyobrażał sobie tarzania się w czymś brudnym.
Wziął upolowaną zwierzynę w pysk, a jej woń napełniła jego nozdrza. Od zapachu aż stał się głodny. Będzie musiał od razu po treningu coś przekąsić! Klan Rzeki był dla terminatora wyjątkowo cuchnący i nie wiedział, czego może spodziewać się od Cienia. Na pewno żaden z tych zapachów nie jest tak przyjemny jak Klan Wichru. Kiwnął Malinowej Gwieździe głową na znak, że przyjął wszystko do wiadomości i ruszył zaraz obok niej.